Nawracajcie się i czyńcie pokutę!

Wielki Post.

  • Wielki Post

  • Przyjaciel Krzyża

  • 24 godziny

Sakrament pokuty i pojednania.

Spis treści: 1. Modlitwa św. Brygidy. 2. Orędzia papieskie: * 2025 * 2019 * 2018 * 2017 * 2016 * 2015 * 2014 * 2013

Modlitwa przypisywana św. Brygidzie, (+ 1373)

(Oratio 2: Revelationum S. Birgittae libri, 2, Romae 1628, pp. 408-410)

Wzniesienie umysłu ku Chrystusowi Zbawcy

Panie, zmiłuj się nad nami.

Bądź uwielbiony, Panie mój, Jezu Chryste, za to, że już wcześniej zapowiedziałeś swoją śmierć, a w czasie Ostatniej Wieczerzy cudownie przemieniłeś chleb w swe chwalebne Ciało i łaskawie rozdzieliłeś Apostołom na pamiątkę swej drogocennej Męki; że obmywając swymi świętymi i czcigodnymi dłońmi ich stopy dałeś najdoskonalszy wzór pokory.

Chwała Tobie, Panie mój, Jezu Chryste, za to, iż w trwodze przed Męką i śmiercią krwawym potem zrosiłeś swe niewinne ciało, a mimo to dokonałeś zamierzonego dzieła, objawiając w ten sposób najwyższą miłość ku rodzajowi ludzkiemu.

Bądź uwielbiony, Panie mój, Jezu Chryste, za to, że zostałeś zaprowadzony do Kajfasza i w swej pokorze pozwoliłeś Ty, Sędzia wszystkiego, poddać się sądowi Piłata.

Chwała Tobie, Panie mój, Jezu Chryste, za zniesione szyderstwa, za to, że odziany w purpurę, zostałeś ukoronowany ostrymi cierniami, że w największej cierpliwości zniosłeś znieważanie Twego chwalebnego Oblicza, zasłanianie oczu i bicie bezbożnymi rękoma po głowie i szyi.

Chwała Tobie, Panie mój, Jezu Chryste, za to, iż z tak wielką cierpliwością zechciałeś dać się przywiązać do słupa, nieludzko ubiczować, prowadzić cały we krwi i stanąć jak niewinny Baranek przed sądem Piłata.

Chwała Tobie, Panie Jezu Chryste, za to, że okryty krwią, zostałeś skazany na śmierć krzyżową; za to, że w strasznej męce niosłeś krzyż na swych świętych ramionach, że dozwoliłeś, aby zawleczono Cię okrutnie na miejsce kaźni, aby odarto z szat i przybito do krzyża.

Wieczna chwała Tobie, Panie Jezu Chryste, iż wśród tak wielkich katuszy spojrzałeś z miłością swymi najsłodszymi oczyma na Twoją Najświętszą Matkę, która nigdy nie popełniła żadnego grzechu ani najmniejszej przewiny, i pocieszając Ją przekazałeś wiernej opiece Twego ucznia.

Bądź uwielbiony na wieki, Panie mój, Jezu Chryste, iż nawet w chwili konania dałeś grzesznikom nadzieję przebaczenia, obiecując w swym miłosierdziu chwałę raju łotrowi, który się do Ciebie nawrócił.

Wieczna chwała Tobie, Panie mój, Jezu Chryste, za każdą godzinę, w której na krzyżu wycierpiałeś za nas najokrutniejsze męki i katusze; dotkliwe cierpienia Twoich ran boleśnie godziły w Twą duszę i okrutnie przeszywały Twoje Najświętsze Serce; w końcu pękło Serce i oddałeś szczęśliwie ducha; skłoniwszy głowę, powierzyłeś z całą pokorą ducha w ręce Ojca i chłód ogarnął martwe Twoje ciało.

Błogosławiony bądź, Panie Jezu Chryste, za to, że swą drogocenną krwią i najświętszą śmiercią odkupiłeś dusze i wyprowadziłeś je z wygnania do życia wiecznego.

Błogosławiony bądź, Panie mój, Jezu Chryste, za to, że zezwoliłeś, aby dla naszego zbawienia włócznia przeszyła Twój bok i serce, za to, że z boku Twego wylałeś obficie krew i wodę, aby nas odkupić.

Chwała Tobie, Panie mój, Jezu Chryste, za to, że zechciałeś, aby Twe święte ciało, zdjęte przez Twych przyjaciół z krzyża, zostało złożone na ręce Twej najboleśniejszej Matki; za to, że zezwoliłeś, aby przez Nią zostało owinięte w prześcieradło, złożone w grobie i strzeżone przez żołnierzy.

Wieczna chwała Tobie, Panie mój, Jezu Chryste, za to, że powstałeś z martwych trzeciego dnia i ukazałeś się żywy wybranym przez Ciebie świadkom; za to, że po czterdziestu dniach na oczach wielu wstąpiłeś do nieba i tam chwalebnie zaprowadziłeś swoich przyjaciół wyzwolonych z otchłani.

Uwielbienie i wieczna chwała Tobie, Panie Jezu Chryste, za to, że zesłałeś do serc Twoich uczniów Ducha Świętego i pomnożyłeś w ich duszach niezmierzoną miłość Bożą.

Błogosławieństwo, chwała i uwielbienie Tobie na wieki, Panie mój, Jezu, który zasiadasz na tronie Twego królestwa i w chwale swego Bóstwa, żywy we wszystkich swych najświętszych członkach przyjętych z ciała Najświętszej Dziewicy. Tak właśnie przybędziesz w dzień sądu, aby sądzić dusze wszystkich żywych i umarłych, który żyjesz i królujesz z Ojcem i Duchem Świętym na wieki wieków. Amen.

do góry

Orędzia papieskie na Wielki Post

Wielki Post jest czasem przygotowania się do Wielkanocy w celu zjednoczenia swojej duszy z Jezusem Zmartwychwstałym. Czynimy to przez rozmyślanie o Męce i śmierci Jezusa, przez udział we Mszach św. i nabożeństwach Wielkiego Postu. Bierzemy czynny udział w rekolekcjach połączonych ze spowiedzią. Pełnimy uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała. Modlitwa, post i jałmużna stają się naszą codziennością. A wszystko to czynimy po to, aby nasze życie zostało odnowione poprzez wspomniane praktyki religijne i osobiste nawrócenie, które doprowadzi nas do życia wiecznego w niebie.

W tej wielkiej duchowej pracy wspiera nas papież, który co roku kieruje do nas orędzie na Wielki Post, w którym zwraca nam uwagę na istotne elementy życia duchowego. Ponadto w tym okresie wielokrotnie przybliża nam treść tego czasu, ponawiając wezwanie do pokuty i nawrócenia.

do góry

Orędzie Ojca Świętego Franciszka na Wielki Post 2025

Papież Franciszek.

Podążajmy razem w nadziei.

Drodzy Bracia i Siostry!

Z pokutnym znakiem popiołu na głowie, z wiarą i nadzieją rozpoczynamy doroczną pielgrzymkę Wielkiego Postu. Kościół, matka i nauczycielka, zaprasza nas do przygotowania naszych serc i otwarcia się na Bożą łaskę, abyśmy mogli z wielką radością świętować paschalny triumf Chrystusa Pana nad grzechem i śmiercią, jak wołał św. Paweł: „Zwycięstwo pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?” ( 1 Kor 15, 54-55). Istotnie, Jezus Chrystus, umarły i zmartwychwstały, jest centrum naszej wiary i gwarantem naszej nadziei na spełnienie wielkiej obietnicy Ojca, która już się urzeczywistniła w Nim, Jego umiłowanym Synu: obietnicy życia wiecznego (por. J 10, 28; 17, 3)1.

W tym Wielkim Poście, ubogaconym łaską Roku Jubileuszowego, chciałbym zaproponować wam kilka refleksji na temat znaczenia wspólnego podążania w nadziei, i odkrywanie wezwań do nawrócenia, które Boże miłosierdzie kieruje do nas wszystkich, jako do osób oraz jako do wspólnoty.

Przede wszystkim, podążać. Jubileuszowe hasło „Pielgrzymi nadziei” przywodzi na myśl długą drogę ludu Izraela do Ziemi Obiecanej, opisaną w Księdze Wyjścia: trudną drogę od niewoli ku wolności, upragnioną i wytyczaną przez Pana, który miłuje swój lud i jest mu zawsze wierny. Nie możemy zaś wspominać biblijnego exodusu, nie myśląc o wielu braciach i siostrach, którzy dziś uciekają przed nędzą i przemocą, i idą w poszukiwaniu lepszego życia dla siebie i swoich bliskich. Tu, pojawia się pierwsze wezwanie do nawrócenia, ponieważ wszyscy jesteśmy pielgrzymami w życiu, ale każdy z nas może zapytać siebie: na ile pozwalam, żeby ten stan rzeczy stał się dla mnie wyzwaniem? Czy naprawdę jestem w drodze, czy jestem raczej sparaliżowany, statyczny, pełen lęku i beznadziei, lub wygodnie ułożony w mojej strefie komfortu? Czy szukam dróg wyzwolenia z sytuacji grzechu i braku godności? Dobrym ćwiczeniem wielkopostnym byłoby skonfrontowanie się z konkretną rzeczywistością jakiegoś migranta lub pielgrzyma i przyzwolenie, by nas to zaangażowało, aby odkryć, czego Bóg od nas oczekuje, abyśmy byli lepszymi wędrowcami do domu Ojca. To jest dobry „egzamin” dla wędrowcy.

Po drugie, odbywajmy tę podróż razem. Podążanie razem – bycie „synodalnymi” – to jest powołanie Kościoła2. Chrześcijanie są wezwani do pokonywania drogi wspólnie, nigdy jako samotni podróżnicy. Duch Święty pobudza nas do wychodzenia poza samych siebie, aby iść ku Bogu oraz ku braciom i siostrom, a nigdy do zamykania się w sobie3. Podążać razem to znaczy być „tkaczami” jedności, zaczynając od wspólnej godności dzieci Bożych (por. Ga 3, 26-28). To znaczy iść do przodu ramię w ramię, nie depcząc ani nie górując nad innymi, bez wyniszczającej zazdrości czy hipokryzji, bez pozwalania na to, by ktokolwiek pozostawał w tyle lub czuł się wykluczony. Idźmy w tym samym kierunku, do tego samego celu, z miłością i cierpliwością słuchając siebie nawzajem.

W tym Wielkim Poście Bóg wzywa nas do zweryfikowania, czy w naszym życiu, w naszych rodzinach, w miejscach, w których pracujemy, we wspólnotach parafialnych lub zakonnych, jesteśmy zdolni do kroczenia z innymi, do słuchania, do przezwyciężania pokusy zakorzeniania się w swojej autoreferencyjności i dbania wyłącznie o własne potrzeby. Zapytajmy siebie przed Panem, czy jesteśmy w stanie pracować razem jako biskupi, kapłani, osoby konsekrowane i świeccy, w służbie Królestwa Bożego? Czy zachowujemy postawę gościnności, z konkretnymi gestami, wobec tych, którzy się do nas zwracają, i do tych, którzy są daleko? Czy sprawiamy, że ludzie czują się częścią wspólnoty, czy też trzymamy ich na marginesie4. To jest drugie wezwanie: nawrócenie do synodalności.

Po trzecie, wyruszmy razem w tę drogę w nadziei na spełnienie się obietnicy. Niech nadzieja, która nie zawodzi (por. Rz 5, 5), centralne przesłanie tego Jubileuszu5, będzie dla nas perspektywą wielkopostnej drogi ku paschalnemu zwycięstwu. Jak uczył nas Papież Benedykt XVI w encyklice Spe salvi: „Istota ludzka potrzebuje miłości bezwarunkowej. Potrzebuje tej pewności, dzięki której może powiedzieć: «Ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co [jest] wysoko, ani co głęboko, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Jezusie Chrystusie, Panu naszym ( Rz 8, 38-39)»”6. Jezus, nasza miłość i nasza nadzieja, zmartwychwstał7, żyje i króluje w chwale. Śmierć została przemieniona w zwycięstwo i tu tkwi wiara i wielka nadzieja chrześcijan: w zmartwychwstaniu Chrystusa!

Oto trzecie wezwanie do nawrócenia: wezwanie do nadziei, do zaufania Bogu i Jego wielkiej obietnicy, życia wiecznego. Musimy zadać sobie pytanie: czy mam w sobie przekonanie, że Bóg przebacza moje grzechy? A może zachowuję się tak, jakbym mógł zbawić się sam? Czy pragnę zbawienia i wzywam Bożej pomocy, aby go dostąpić? Czy konkretnie żyję nadzieją, która pomaga mi odczytywać wydarzenia historii i pobudza mnie do zaangażowania się na rzecz sprawiedliwości, braterstwa, troski o wspólny dom, dbając o to, by nikt nie został pozostawiony samemu sobie?

Siostry i bracia, dzięki miłości Boga w Jezusie Chrystusie, jesteśmy zachowani w nadziei, która nie zawodzi (por. Rz 5, 5). Nadzieja jest pewną i niezachwianą „kotwicą duszy”8. W niej Kościół modli się, aby „wszyscy ludzie zostali zbawieni” ( 1 Tm 2, 4) i oczekuje na zjednoczenie w chwale nieba z Chrystusem, swoim oblubieńcem. Św. Teresa od Jezusa wyraziła to w ten sposób: „Ufaj więc, (duszo moja), ufaj, bo nie znasz dnia ani godziny. Czuwaj pilnie, wszystko szybko przemija, choć twoja tęsknota wątpliwym czyni to, co jest pewne, i czas krótki – długim” ( Wołania duszy do Boga, 15, 3)9.

Niech Dziewica Maryja, Matka Nadziei, wstawia się za nami i towarzyszy nam w wielkopostnej drodze.

Rzym, u Świętego Jana na Lateranie, dnia 6 lutego 2025 roku, we wspomnienie św. Pawła Miki i Towarzyszy, męczenników. FRANCISZEK

[1] Por. Enc. Dilexit nos (24 października 2024), 220.

[2] Por. Homilia podczas Mszy św. z okazji kanonizacji Jana Chrzciciela Scalabriniego i Artemiusza Zattiego, 9 października 2022 r.

[3] Por. tamże.

[4] Por. tamże.

do góry

Orędzie Ojca Świętego Franciszka na Wielki Post 2019

Papież Franciszek.

Stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. (Rz 8, 19)

Drodzy Bracia i Siostry!

Każdego roku, za pośrednictwem Kościoła, który jest naszą Matką, Bóg pozwala swoim wiernym «z oczyszczoną duszą radośnie oczekiwać świąt wielkanocnych, aby (…) przez uczestnictwo w sakramentach odrodzenia osiągnęli pełnię dziecięctwa Bożego» (1. Prefacja Wielkopostna). W ten sposób, od Wielkanocy do Wielkanocy możemy podążać do pełni tego zbawienia, które już otrzymaliśmy dzięki tajemnicy paschalnej Chrystusa: «W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni» (Rz 8, 24). Ta tajemnica zbawienia, działająca w nas już podczas ziemskiego życia, jest procesem dynamicznym, który obejmuje także historię i całe stworzenie. Św. Paweł dochodzi do stwierdzenia: «Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych» (Rz 8, 19). W takiej perspektywie chcę podzielić się z wami kilkoma refleksjami, które niech nam towarzyszą na drodze nawrócenia w nadchodzącym Wielkim Poście.

1. Odkupienie stworzenia

Celebracja Triduum Paschalnego męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, szczyt roku liturgicznego, za każdym razem zaprasza nas do przeżywania pewnego procesu przygotowania, ze świadomością, że nasze stawanie się na wzór obrazu Chrystusa (por. Rz 8, 29) jest bezcennym darem miłosierdzia Bożego.

Jeśli człowiek żyje jak dziecko Boga, jak osoba odkupiona, która pozwala się prowadzić Duchowi Świętemu (por. Rz 8, 14) i wie, jak rozpoznać i zastosować w praktyce prawo Boże, począwszy od tego zapisanego w jego sercu i naturze, czyni dobro także stworzeniu, współpracując w jego odkupieniu. Dlatego właśnie stworzenie – mówi św. Paweł – posiada usilne pragnienie objawienia się synów Bożych, to znaczy tych, którzy ciesząc się łaską paschalnej tajemnicy Jezusa w pełni żyją jej owocami, przeznaczonymi do osiągnięcia pełnej dojrzałości przy odkupieniu ciała ludzkiego. Kiedy miłość Chrystusa przemienia życie świętych – ducha, duszę i ciało – oddają oni chwałę Bogu, a przez modlitwę, kontemplację i sztukę angażują w to także stworzenia, jak pięknie wyraża to „Pieśń Słoneczna” św. Franciszka z Asyżu (por. Enc. Laudato si’, 87). Jednak w tym świecie harmonia płynąca z Odkupienia jest wciąż zagrożona przez negatywną moc grzechu i śmierci.

2. Destrukcyjna siła grzechu

Rzeczywiście, kiedy nie żyjemy jak dzieci Boże, często zachowujemy się destrukcyjnie nie tylko wobec nas samych, ale także w stosunku do bliźnich i do innych stworzeń, uważając, mniej lub bardziej świadomie, że możemy ich używać według własnej woli. Zaczyna wtedy dominować brak umiarkowania, prowadząc do stylu życia naruszającego te granice, które nasza ludzka kondycja i natura każą nam szanować, podążając za tymi niekontrolowanymi pragnieniami, które w Księdze Mądrości przypisuje się ludziom niegodziwym, lub tym, którzy nie uznają Boga jako punkt odniesienia dla swoich działań i nie mają nadziei na przyszłość (por. 2: 1-11). Jeśli nie jesteśmy stale ukierunkowani ku Wielkanocy, w stronę horyzontu Zmartwychwstania, to oczywiste jest, że zwycięża logika wszystkiego i natychmiast, oraz mieć coraz więcej.

Wiemy, że przyczyną każdego zła jest grzech, który od czasu jego pojawienia się wśród ludzi zerwał komunię z Bogiem, z innymi i ze stworzeniem, z którym jesteśmy połączeni przede wszystkim przez nasze ciało. Zerwanie komunii z Bogiem naruszyło także harmonijny związek ludzi ze środowiskiem, w którym zostali powołani do życia, zamieniając ogród w pustynię (cfr Gen 3,17-18). Chodzi tutaj o grzech, który sprawia, że człowiek uważa siebie za boga stworzenia, czuje się jego absolutnym panem i używa go nie tak, jak chciał tego Stwórca, ale w swoim własnym interesie, ze szkodą dla stworzeń i innych ludzi.

Kiedy zostaje odrzucone prawo Boże, prawo miłości, wtedy potwierdza się prawo panowania silniejszego nad słabszym. Grzech, który mieszka w sercu człowieka (por. Mk 7, 20-23) – i objawia się jako chciwość, pragnienie nadmiernego dobrobytu, brak zainteresowania dobrem innych, a często także własnym – prowadzi do wykorzystywania stworzenia, osób i środowiska, zgodnie z tą niezaspokojoną żądzą, która każde pragnienie uważa za prawo, a która prędzej czy później doprowadzi do zniszczenia nawet tych, którzy są przez nią zdominowani.

3. Uzdrawiająca moc skruchy i przebaczenia

Dlatego stworzenie pilnie potrzebuje objawienia się synów Bożych, tych, którzy stali się „nowym stworzeniem”: «Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto stało się nowe» (2 Kor 5, 17). W rzeczywistości, wraz z ich objawieniem się, także stworzenie może „przeżyć Wielkanoc”: otworzyć się na nowe niebo i na nową ziemię (por. Ap 21, 1). A droga do Wielkanocy wzywa nas właśnie do odnowienia naszego oblicza i naszego serca chrześcijan przez pokutę, nawrócenie i przebaczenie, aby móc żyć pełnią łask Tajemnicy Paschalnej.

Ta „niecierpliwość”, to oczekiwanie stworzenia spełni się, kiedy objawią się synowie Boga, to znaczy, gdy chrześcijanie i wszyscy ludzie podejmą zdecydowanie ten „ból rodzenia”, którym jest nawrócenie. Razem z nami całe stworzenie jest powołane do wyjścia «z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych» (Rz 8, 21). Wielki Post jest sakramentalnym znakiem tego nawrócenia. Wzywa on chrześcijan do intensywniejszego i konkretniejszego wcielania Tajemnicy Paschalnej w życie osobiste, rodzinne i społeczne, szczególnie poprzez post, modlitwę i jałmużnę.

Pościć, czyli uczyć się zmieniać nasz stosunek do innych i do stworzeń: przechodzić od pokusy „pożerania” wszystkiego, celem zaspokojenia naszej chciwości, do umiejętności cierpienia z miłości, która może wypełnić pustkę naszego serca.

Modlić się, aby umieć wyrzec się bałwochwalstwa i samowystarczalności naszego ja i uznać, że potrzebujemy Boga i Jego miłosierdzia.

Dawać jałmużnę, czyli porzucić nierozsądny styl życia i gromadzenie wszystkiego dla siebie w iluzji zabezpieczania przyszłości, która do nas nie należy. I w ten sposób na nowo odkryć radość z planu, którym Bóg objął stworzenie i nasze serca, planu miłości Boga, naszych braci i całego świata, i w tej miłości odnaleźć prawdziwe szczęście.

Drodzy bracia i siostry, „Wielki Post” Syna Bożego polegał na tym, że wyszedł On na pustynię stworzenia, aby wprowadzić je na nowo do tego ogrodu komunii z Bogiem, który był wcześniej niż grzech pierworodny (por. Mk 1, 12-13; Iz 51, 3). Niech nasz Wielki Post będzie kroczeniem po tej samej ścieżce, aby zanieść nadzieję Chrystusową także stworzeniu, które «zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych» (Rz 8, 21).

Nie pozwólmy, aby ten błogosławiony czas upłynął bezowocnie!

Prośmy Boga, aby pomógł nam wejść na drogę prawdziwego nawrócenia.

Porzućmy egoizm i zapatrzenie się w siebie a wpatrujmy się w Paschę Jezusa.

Zbliżmy się do braci i sióstr znajdujących się w trudnej sytuacji, dzieląc się z nimi naszymi duchowymi i materialnymi dobrami.

W ten sposób, przyjmując w konkretach naszego życia zwycięstwo Chrystusa nad grzechem i śmiercią, ukierunkujemy Jego przemieniającą moc także na całe stworzenie.

Watykan, 4 października 2018. Święto św. Franciszka z Asyżu. Franciscus

do góry

Orędzie Ojca Świętego Franciszka na Wielki Post 2018

Papież Franciszek.

Ponieważ wzmoże się nieprawość,
ostygnie miłość wielu.

Drodzy Bracia i Siostry!

Ponownie zbliża się Pascha Pana! Aby nas do niej przygotować, Boża Opatrzność daje nam każdego roku Wielki Post, „sakramentalny znak naszego nawrócenia”1, który zapowiada i urzeczywistnia możliwość nawrócenia się do Pana całym sercem i całym życiem.

Również w tym roku – przez to przesłanie – pragnę pomóc całemu Kościołowi w przeżywaniu z radością i w prawdzie tego czasu łaski; a inspiruję się w tym słowami Jezusa z Ewangelii Mateusza: „Ponieważ wzmoże się nieprawość, ostygnie miłość wielu” (24, 12).

To zdanie zawarte jest w mowie dotyczącej końca czasów, wygłoszonej w Jerozolimie, na Górze Oliwnej, właśnie tam, gdzie rozpocznie się męka Pana. Jezus, odpowiadając na pytanie uczniów, zapowiada wielkie udręki i opisuje sytuację, w jakiej może znaleźć się wspólnota wierzących: w obliczu bolesnych wydarzeń pewni fałszywi prorocy wielu wprowadzą w błąd, tak iż grozić będzie wygaśnięcie w sercach miłości, która jest istotą całej Ewangelii.

Fałszywi prorocy

Słuchamy tego fragmentu i zastanawiamy się: jakie postaci przybierają fałszywi prorocy?

Przypominają oni „zaklinaczy węży”, to znaczy wykorzystują ludzkie emocje, aby zniewalać ludzi i prowadzić ich tam, gdzie chcą. Ileż dzieci Bożych daje się zwieść powabom trwającej parę chwil przyjemności, którą bierze się za szczęście! Iluż mężczyzn i ile kobiet żyje jakby pod urokiem iluzji pieniądza, który w rzeczywistości czyni ich niewolnikami zysku lub niegodziwych interesów! Ileż osób żyje, sądząc, że same sobie wystarczają, i padają ofiarą samotności!

Inni fałszywi prorocy to „szarlatani”, którzy proponują łatwe i natychmiastowe sposoby zaradzenia cierpieniom, środki, które okazują się jednak zupełnie nieskuteczne – jakże wielu młodym ludziom proponowane jest fałszywe remedium w postaci narkotyków, relacji „jednorazowego użytku”, zarobków łatwych, ale nieuczciwych! Jak wielu jest wciąż zaplątanych w sieć życia całkowicie wirtualnego, w którym relacje wydają się łatwiejsze i szybkie, a potem okazują się dramatycznie pozbawione sensu! Ci oszuści, proponujący rzeczy bez wartości, odbierają natomiast to, co jest najcenniejsze, jak godność, wolność i zdolność kochania. To pokusa próżności prowadzi nas do tego, że puszymy się jak paw… i potem się ośmieszamy; a ze śmieszności nie ma powrotu. Nic dziwnego: od zawsze diabeł, który jest „kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8, 44), przedstawia zło jako dobro, a fałsz jako prawdę, aby zmylić serce człowieka. Dlatego każdy z nas jest wezwany do tego, by w swoim sercu rozeznawał i badał, czy jest zagrożony przez kłamstwa tych fałszywych proroków. Trzeba się nauczyć nie zatrzymywać na poziomie bezpośrednim, powierzchownym, ale rozpoznawać to, co zostawia w nas dobry i trwalszy ślad, bowiem pochodzi od Boga i służy rzeczywiście naszemu dobru.

Zimne serce

Dante Alighieri w swoim opisie piekła wyobraża diabła siedzącego na lodowym tronie; mieszka on w mrozie stłumionej miłości. Zastanówmy się zatem: w jaki sposób stygnie w nas miłość? Jakie sygnały wskazują nam, że miłość w nas może wygasnąć?

Tym, co gasi miłość, jest przede wszystkim chciwość pieniądza, będąca „korzeniem wszelkiego zła” (1 Tm 6, 10); jej następstwem jest odrzucenie Boga, a zatem szukania pociechy w Nim – wolimy nasze przygnębienie niż pokrzepienie Jego Słowa i sakramentów. To wszystko przeradza się w przemoc, obracającą się przeciwko tym, których uważamy za zagrożenie dla naszych „pewników”, jak nienarodzone jeszcze dziecko, chory starzec, gość będący przejazdem, cudzoziemiec, a także bliźni, który nie odpowiada naszym oczekiwaniom.

Również świat stworzony jest milczącym świadkiem tego oziębienia miłości; ziemia jest zatruta przez odpady, wyrzucane niedbale i dla interesu; morza, które także są zanieczyszczone, muszą, niestety, kryć szczątki licznych rozbitków przymusowych migracji; niebiosa – które w zamyśle Boga wyśpiewują Jego chwałę – są poorane przez maszyny, które zrzucają narzędzia śmierci.

Miłość stygnie również w naszych wspólnotach; w adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium starałem się opisać najbardziej ewidentne oznaki tego braku miłości. Są nimi: egoistyczna gnuśność, jałowy pesymizm, pokusa izolowania się i angażowania w nieustanne bratobójcze wojny, mentalność światowa, która skłania do zajmowania się tylko tym, co pozorne, osłabiając w ten sposób zapał misyjny.

Co robić?

Jeżeli zauważamy w sobie i wokół nas opisane przed chwilą oznaki, to właśnie Kościół, nasza matka i nauczycielka, wraz z niekiedy gorzkim lekarstwem prawdy proponuje nam w tym okresie Wielkiego Postu słodki środek – modlitwę, jałmużnę i post.

Gdy poświęcamy więcej czasu na modlitwę, pozwalamy naszemu sercu odkryć ukryte kłamstwa, którymi zwodzimy samych siebie, by ostatecznie szukać pociechy w Bogu. On jest naszym Ojcem i chce, abyśmy mieli życie.

Praktykowanie jałmużny uwalnia nas od chciwości i pomaga nam odkryć, że drugi człowiek jest moim bratem – to, co mam, nie jest nigdy tylko moje. Bardzo bym chciał, żeby jałmużna stała się dla wszystkich prawdziwym, autentycznym stylem życia! Bardzo bym chciał, abyśmy, jako chrześcijanie, brali przykład z apostołów i widzieli w możliwości dzielenia się z innymi naszymi dobrami konkretne świadectwo komunii, jaką żyjemy w Kościele. Odnośnie do tego posłużę się napomnieniem św. Pawła, kiedy zachęcał Koryntian do zbiórki na rzecz wspólnoty w Jerozolimie: „To przyniesie pożytek wam” (2 Kor 8, 10). Dotyczy to w sposób szczególny Wielkiego Postu, kiedy to liczne organizacje przeprowadzają zbiórki dla Kościołów i społeczności znajdujących się w trudnych sytuacjach. Jak bardzo bym chciał, abyśmy również w naszych codziennych relacjach, za każdym razem, kiedy brat prosi nas o pomoc, pomyśleli, że jest to wezwanie Bożej Opatrzności: każda jałmużna jest sposobnością, aby uczestniczyć w Opatrzności Boga względem Jego dzieci; a jeżeli On dziś posługuje się mną, abym pomógł bratu, to czyż jutro nie zatroszczy się także o moje potrzeby – On, który nie daje się prześcignąć w hojności?

Post, na koniec, odbiera siłę naszej przemocy, rozbraja nas i stanowi wielką okazję do wzrastania. Z jednej strony, pozwala nam doświadczyć tego, co odczuwają ludzie, którym brakuje nawet tego, co niezbędnie potrzebne, i których na co dzień dręczy głód; z drugiej strony, wyraża stan naszego ducha, złaknionego dobroci i spragnionego życia Bożego. Post nas przebudza, powoduje, że stajemy się bardziej wrażliwi na Boga i na bliźniego, budzi na nowo wolę posłuszeństwa Bogu, który jako jedyny zaspokaja nasz głód.

Chciałbym, aby mój głos dotarł poza granice Kościoła katolickiego, aby dosięgnął was wszystkich, mężczyzn i kobiety dobrej woli, otwartych na słuchanie Boga. Jeżeli tak jak my jesteście zasmuceni szerzeniem się niegodziwości w świecie, jeżeli niepokoi was lodowacenie paraliżujące serca i działania, jeżeli widzicie, że słabnie poczucie wspólnego człowieczeństwa, przyłączcie się do nas, byśmy razem błagali Boga, by razem z nami pościć i razem dawać, ile możecie, żeby pomóc braciom!

Płomień Paschy

Zachęcam przede wszystkim członków Kościoła, aby z zapałem podjęli drogę wielkopostną, czerpiąc wsparcie z jałmużny, postu i modlitwy. Jeżeli niekiedy wydaje się, że miłość gaśnie w wielu sercach, nie jest tak w sercu Boga! On daje nam wciąż nowe okazje, abyśmy mogli znów zacząć kochać.

Dobrą okazją będzie, również w tym roku, inicjatywa „24 godziny dla Pana”, która jest zachętą do tego, by sakrament pojednania był sprawowany w kontekście adoracji eucharystycznej. W 2018 r. odbędzie się ona w piątek 9 i w sobotę 10 marca, a inspiracją do niej będą słowa z Psalmu 130, 4: „Ty udzielasz przebaczenia”. W każdej diecezji przynajmniej jeden kościół pozostanie otwarty przez 24 godziny bez przerwy, co stworzy sposobność do modlitwy adoracyjnej i do spowiedzi sakramentalnej.

W noc Zmartwychwstania Pańskiego będziemy na nowo przeżywać sugestywny rytuał zapalenia paschału: światło, odpalone od „nowego ognia”, stopniowo rozproszy mrok i oświetli zgromadzenie liturgiczne. „Niech światło Chrystusa, chwalebnie zmartwychwstałego, rozproszy ciemności naszych serc i umysłów”, abyśmy wszyscy mogli na nowo przeżyć doświadczenie uczniów z Emaus – słuchanie Słowa Pana i karmienie się Chlebem eucharystycznym sprawi, że nasze serce będzie mogło znów płonąć wiarą, nadzieją i miłością.

Błogosławię wam z serca i modlę się za was. Nie zapominajcie modlić się za mnie.

Watykan, 1 listopada 2017 r. w Uroczystość Wszystkich Świętych. Franciscus

do góry

Orędzie Ojca Świętego Franciszka na Wielki Post 2017

Papież Franciszek.

Słowo jest darem. Druga osoba jest darem.

Drodzy Bracia i Siostry!

Wielki Post to nowy początek, to droga prowadząca do bezpiecznego celu: Paschy Zmartwychwstania, zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią. Okres ten zawsze kieruje ku nam stanowczą zachętę do nawrócenia: chrześcijanin jest wezwany, by powrócił do Boga "całym swym sercem" (Jl 2,12), aby nie zadowalał się życiem przeciętnym, ale wzrastał w przyjaźni z Panem. Jezus jest wiernym przyjacielem, który nas nigdy nie opuszcza, bo nawet kiedy grzeszymy, czeka cierpliwie na nasz powrót do Niego, a wraz z tym oczekiwaniem, ukazuje swoje pragnienie przebaczenia (por. Homilia podczas Mszy św., 8 stycznia 2016).

Wielki Post jest czasem sprzyjającym zintensyfikowaniu życia duchowego poprzez święte środki, jakie oferuje nam Kościół: post, modlitwę i jałmużnę. U podstaw wszystkiego jest Słowo Boże, do którego słuchania i bardziej pilnego rozważania jesteśmy w tym okresie zachęcani. Chciałbym zwłaszcza zatrzymać się tutaj nad przypowieścią o bogaczu i Łazarzu (por. Łk 16,19-31). Pozwólmy się zainspirować tą tak znamienną kartą, która daje nam klucz do zrozumienia, jak działać, aby osiągnąć prawdziwe szczęście i życie wieczne, zachęcając nas do szczerego nawrócenia..

1. Druga osoba jest darem.

Przypowieść rozpoczyna się od przedstawienia dwóch głównych bohaterów, ale to człowiek ubogi jest opisany bardziej szczegółowo: jest on w stanie rozpaczliwym i nie ma siły, aby się podnieść, leży u bramy bogacza i je okruszyny, które spadają z jego stołu, całe jego ciało jest pokryte ranami a psy przychodzą je lizać (por. ww. 20-21). Obraz jest więc ponury, a człowiek jest powalony na obie łopatki i poniżony.

Scena okazuje się jeszcze bardziej dramatyczna, jeśli weźmiemy pod uwagę, że ubogi nazywa się Łazarz: jest to imię pełne obietnic, które dosłownie oznacza „Bóg pomaga”. Zatem nie jest to osoba anonimowa, ma wyraźnie określone rysy i ukazuje się jako człowiek, z którym należy łączyć jakąś historię osobistą. Chociaż dla bogacza jest on jakby niewidoczny, dla nas staje się znany i niemal bliski, staje się obliczem; a jako takie – darem, bezcennym bogactwem, istotą chcianą, kochaną, zapamiętaną przez Boga, nawet jeżeli jej konkretna kondycja jest sytuacją odrzucenia przez ludzi (por. Homilia na Mszy św., 8.01.2016).

Łazarz uczy nas, że druga osoba jest darem. Właściwa relacja z ludźmi polega na uznaniu z wdzięcznością ich wartości. Również ubogi przy bramie bogacza nie jest irytującą przeszkodą, ale wezwaniem do pokuty i przemiany swojego życia. Pierwszą zachętą jaką kieruje ta przypowieść jest wezwanie do otwarcia drzwi naszego serca na drugą osobę, ponieważ każdy człowiek jest darem, czy jest to ktoś nam bliski, czy też obcy biedak. Wielki Post jest czasem sprzyjającym otwarciu drzwi każdemu potrzebującemu i rozpoznaniu w nim, czy też w niej, oblicza Chrystusa. Każdy z nas spotyka ich na swojej drodze. Każde życie, które napotykamy, jest darem i zasługuje na akceptację, szacunek, miłość. Słowo Boże pomaga nam otworzyć nasze oczy, aby przyjąć życie i je umiłować, zwłaszcza gdy jest słabe. By jednak móc to uczynić, trzeba potraktować poważnie także to, co Ewangelia mówi nam o bogaczu.

2. Grzech nas zaślepia

Przypowieść bezlitośnie podkreśla sprzeczności, w których znajduje się bogacz (por. w. 19). Człowiek ten, w przeciwieństwie do ubogiego Łazarza nie ma imienia, jest określony jedynie jako "bogacz". Jego bogactwo przejawia się w noszonych ubraniach, przesadnym luksusie. Purpura była rzeczywiście bardzo ceniona, bardziej niż srebro i złoto, i dlatego była zastrzeżona dla bogów (por. Jer 10,9) i królów (por. Sdz 8,26). Bisior był specjalnym rodzajem tkaniny, która sprawiała, że ubiór nabierał niemal sakralnego charakteru. Zatem bogactwo tego człowieka było przesadne, również dlatego, że okazywane było codziennie, rutynowo: "dzień w dzień świetnie się bawił" (w. 19). Dostrzega się w nim dramatycznie zepsucie grzechu, które dokonuje się w trzech następujących po sobie etapach: umiłowanie pieniędzy, próżność i pycha (por. Homilia podczas Mszy św., 20 września 2013).

Apostoł Paweł powiedział, że "korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy" (1 Tm 6,10). Jest ona głównym powodem korupcji i źródłem zawiści, konfliktów i podejrzeń. Może dojść do tego, że pieniądz może nad nami zapanować tak bardzo, iż stanie się tyrańskim bożkiem (por. Adhort, ap. Evangelii gaudium, 55). Zamiast być narzędziem, które nam służy, by czynić dobro i realizować solidarność z innymi, pieniądz może podporządkować nas i cały świat egoistycznej logice, która nie pozostawia miejsca dla miłości i stanowi przeszkodę dla pokoju.

Przypowieść ukazuje nam ponadto, że chciwość bogacza czyni go próżnym. Jego osobowość spełnia się w pozorach, w pokazywaniu innym, na co może sobie pozwolić. Pozory jednak maskują wewnętrzną pustkę. Jego życie jest uwięzione w zewnętrzności, najbardziej powierzchownym i ulotnym wymiarze egzystencji (por. tamże, 62).

Najniższym szczeblem tego upadku moralnego jest pycha. Bogacz ubiera się jak by był królem, udaje zachowanie Boga, zapominając, że jest po prostu śmiertelnikiem. Dla człowieka zdemoralizowanego umiłowaniem bogactwa nie ma nic oprócz własnego "ja", i dlatego jego spojrzenie nie dostrzega otaczających go osób. Owocem przywiązania do pieniędzy jest zatem pewien rodzaj ślepoty: bogacz nie widzi głodnego biedaka, poranionego i leżącego w swym upokorzeniu.

Patrząc na tę osobę możemy zrozumieć, dlaczego Ewangelia tak wyraźnie potępia miłość pieniędzy: "Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie" (Mt 6,24).

3. Słowo jest darem.

Ewangelia o bogaczu i ubogim Łazarzu pomaga nam dobrze przygotować się na zbliżające się Święta Paschalne. Liturgia Środy Popielcowej zaprasza nas do przeżycia doświadczenia podobnego, do tego, jakie w sposób bardzo dramatyczny było udziałem bogacza. Kapłan, nakładając popiół na głowę, powtarza słowa: "Pamiętaj, że prochem jesteś i w proch się obrócisz". Rzeczywiście zarówno bogacz jak i ubogi umierają, a zasadnicza część przypowieści ma miejsce w zaświatach. Obie postacie nagle odkrywają, że "nic nie przynieśliśmy na ten świat; nic też nie możemy [z niego] wynieść" (1 Tm 6,7).

Również nasze spojrzenie otwiera się na zaświaty, gdzie bogacz prowadzi długi dialog z Abrahamem, którego nazywa „Ojcem” (Łk 16,24.27), wykazując, że należy do ludu Bożego. Ten szczegół czyni jego życie jeszcze bardziej niespójnym, ponieważ do tej pory nic nie powiedziano na temat jego relacji z Bogiem. W istocie w jego życiu nie było miejsca dla Boga, bo jego jedynym bogiem był on sam.

Dopiero pośród udręk zaświatów bogacz rozpoznał Łazarza i chciałby, aby biedak ulżył jego cierpieniom przez odrobinę wody. Gesty, o które prosi Łazarza są podobne do tych, których bogacz sam mógł dokonać, ale których nigdy nie dopełnił. Abraham jednak wyjaśnia jemu: "za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz" (w. 25). W zaświatach zostaje przywrócona pewna sprawiedliwość i cierpienia życiowe są równoważone przez dobro.

Przypowieść idzie dalej i tak przedstawia przesłanie dla wszystkich chrześcijan. Bogacz bowiem, który ma braci jeszcze żyjących, prosi Abrahama, aby posłał do nich Łazarza, aby ich przestrzec. Lecz Abraham odparł: "Mają Mojżesza i Proroków; niechże ich słuchają" (w. 29). A wobec sprzeciwów bogacza dodał: "Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą" (w. 31).

W ten sposób ukazuje się prawdziwy problem bogacza: źródłem jego nieszczęść jest nie słuchanie Słowa Bożego. To go doprowadziło do tego, że już nie kochał Boga, a zatem gardził innymi. Słowo Boże jest żywą siłą, zdolną do wzbudzenia nawrócenia ludzkiego serca i do ponownego ukierunkowania człowieka ku Bogu. Konsekwencją zamknięcia serca na dar przemawiającego Boga jest zamknięcie serca na dar brata.

Drodzy bracia i siostry, Wielki Post jest czasem sprzyjającym odnowieniu siebie w spotkaniu z Chrystusem żyjącym w Jego Słowie, w sakramentach i w bliźnim. Pan – który podczas czterdziestu dni spędzonych na pustyni zwyciężył podstępy kusiciela – wskazuje nam drogę, którą trzeba pójść. Niech Duch Święty prowadzi nas do podjęcia prawdziwej pielgrzymki nawrócenia, by odkryć na nowo dar Słowa Bożego, by zostać oczyszczonymi z grzechu, który nas zaślepia i służyć Chrystusowi obecnemu w braciach potrzebujących. Zachęcam wszystkich wiernych do wyrażenia tej duchowej odnowy poprzez uczestnictwo w Kampaniach Wielkopostnych, promowanych przez wiele organizacji kościelnych, w różnych częściach świata, aby rozwijać kulturę spotkania w jednej rodzinie ludzkiej. Módlmy się za siebie nawzajem, abyśmy uczestnicząc w zwycięstwie Chrystusa umieli otworzyć nasze drzwi dla osób słabych i ubogich. Wówczas będziemy mogli w pełni żyć i świadczyć o radości paschalnej.

W Watykanie, 22 października 2016 r., w Święto św. Łukasza Ewangelisty. Franciscus.

do góry

Orędzie Ojca Świętego Franciszka na Wielki Post 2016

Papież Franciszek.

Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. (Mt 9,13)

Dzieła miłosierdzia na drodze jubileuszu.

1. Maryja, ikona Kościoła, który ewangelizuje, bo jest ewangelizowany

W bulli ogłaszającej Jubileusz napisałem: "Niech Wielki Post w Roku Jubileuszowym będzie przeżywany jeszcze bardziej intensywnie, jako ważny moment, by celebrować miłosierdzie Boga i go doświadczać" ("Misericordiae vultus", 17). Przez wezwanie do słuchania Słowa Bożego oraz inicjatywę "24 godziny dla Pana" pragnąłem podkreślić prymat modlitewnego słuchania Słowa Bożego, zwłaszcza prorockiego. Miłosierdzie Boże jest bowiem przesłaniem skierowanym do świata, ale każdy chrześcijanin jest powołany do tego, by sam go doświadczył. Dlatego w czasie Wielkiego Postu roześlę Misjonarzy Miłosierdzia, aby byli dla wszystkich żywym znakiem Bożego przebaczenia i bliskości.

Po przyjęciu od archanioła Gabriela Dobrej Nowiny Maryja w Magnificat profetycznie sławi miłosierdzie, z którym Bóg Ją wybrał. Tym samym zaręczona z Józefem Dziewica z Nazaretu stała się doskonałą ikoną Kościoła, który ewangelizuje, bo sam był i jest nieustannie ewangelizowany za sprawą Ducha Świętego, który zapłodnił Jej dziewicze łono. W tradycji prorockiej miłosierdzie – jak wskazuje etymologia tego słowa – ma ścisły związek z matczynym łonem (rahamim) i z dobrocią wielkoduszną, wierną i współczującą (hesed), praktykowaną w związkach małżeńskich i w rodzinie.

2. Przymierze Boga z ludźmi: historia miłosierdzia

Tajemnica Bożego Miłosierdzia objawia się w dziejach przymierza między Bogiem i Izraelem. Bóg jest bowiem zawsze bogaty w miłosierdzie, w każdych okolicznościach gotowy otoczyć swój lud wielką czułością i współczuciem, zwłaszcza w najbardziej dramatycznych momentach, gdy niewierność zrywa przymierze i trzeba je na nowo ustanowić, w sposób bardziej stabilny, w sprawiedliwości i prawdzie. Jest to prawdziwy dramat miłości, w którym Bóg odgrywa rolę zdradzonego Ojca i męża, a Izrael – niewiernych syna/córki i małżonki. Właśnie obrazy z życia rodzinnego – jak w Księdze Ozeasza (por. Oz 1-2) – pokazują, jak bardzo Bóg pragnie związać się ze swoim ludem.

Ten dramat miłości osiągnął swój szczyt w Synu, który stał się człowiekiem. Jego Bóg napełnił swoim bezgranicznym miłosierdziem, czyniąc z Niego "wcielone Miłosierdzie" (por. "Misericordiae vultus", 8). Jako człowiek, Jezus z Nazaretu jest w pełni synem Izraela. Uosabia owo doskonałe słuchanie Boga, które jest wymagane od każdego Żyda w Szema Jisrael, jeszcze dzisiaj stanowiące sedno przymierza Boga z Izraelem: "Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Pan jedynie. Będziesz więc miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił" (Pwt 6, 4-5). Syn Boży jest Oblubieńcem czyniącym wszystko, by zdobyć miłość swojej Oblubienicy, z którą łączą Go więzy bezwarunkowej miłości, uwidoczniającej się w wiecznych zaślubinach z nią.

To jest pulsujące serce kerygmatu apostolskiego, w którym Boże miłosierdzie ma centralne i fundamentalne miejsce. On jest "pięknem zbawczej miłości Boga objawionej w Jezusie Chrystusie, który umarł i zmartwychwstał" (por. "Evangelii gaudium", 36), głównym orędziem, "do którego trzeba stale powracać i słuchać na różne sposoby i które trzeba stale głosić podczas katechezy" (tamże, 164). Miłosierdzie zatem "wyraża zachowanie Boga w stosunku do grzesznika, ofiarując mu jeszcze jedną możliwość skruchy, nawrócenia i wiary" ("Misericordiae vultus", 21), a tym samym odbudowania relacji z Nim. W Jezusie ukrzyżowanym Bóg pragnie dotrzeć do grzesznika, który odszedł najdalej, tam właśnie, gdzie się zagubił i od Niego oddalił. Robi to z nadzieją, że zdoła poruszyć zatwardziałe serce swojej Oblubienicy.

3. Uczynki miłosierdzia

Miłosierdzie Boże zmienia serce człowieka i pozwala mu doświadczyć wiernej miłości, sprawiając, że i on staje się zdolny do miłosierdzia. Wciąż nowym się cudem jest, że miłosierdzie Boże może opromienić życie każdego z nas, pobudzając nas do miłości bliźniego i tego, co tradycja Kościoła nazywa uczynkami miłosierdzia względem ciała i duszy. Przypominają nam one o tym, że nasza wiara wyraża się w konkretnych, codziennych uczynkach, które mają pomagać naszemu bliźniemu w zaspokajaniu potrzeb jego ciała i duszy i na podstawie których będziemy sądzeni: karmienie, nawiedzanie, pocieszanie, pouczanie. Dlatego pragnąłem, "aby chrześcijanie zastanowili się podczas Jubileuszu nad uczynkami miłosierdzia względem ciała i względem duszy. Będzie to sposób na obudzenie naszego sumienia, często uśpionego w obliczu dramatu ubóstwa, a także na wchodzenie coraz głębiej w serce Ewangelii, gdzie ubodzy są uprzywilejowani przez Boże miłosierdzie" ("Misericordiae vultus", 15). Bowiem to w człowieku ubogim ciało Chrystusa "staje się znów widoczne w umęczonych, poranionych, ubiczowanych, niedożywionych, uciekinierach…, abyśmy mogli Go rozpoznać, dotknąć i troskliwie Mu pomóc" (tamże). Jest niebywała i skandaliczna tajemnica przedłużającego się w dziejach cierpienia niewinnego Baranka, krzaku gorejącego bezinteresowną miłością, przed którym można tylko, jak Mojżesz, zdjąć z nóg sandały (por. Wj 3, 5); a tym bardziej, gdy ubogim jest brat lub siostra w Chrystusie, cierpiący z powodu swojej wiary.

W obliczu tej miłości potężnej jak śmierć (por. Pnp 8, 6) najnędzniejszym ubogim jest ten, kto nie chce przyznać, że nim jest. Wydaje mu się, że jest bogaty, a w rzeczywistości jest najuboższy z ubogich. A to dlatego, że jest niewolnikiem grzechu, który każe mu używać swego bogactwa i władzy nie po to, by służyć Bogu i bliźnim, ale by zagłuszyć w sobie głęboką świadomość, że i on w rzeczywistości jest tylko ubogim żebrakiem. Im większym bogactwem i władzą dysponuje, tym większe może się stać jego kłamliwe zaślepienie. Dochodzi do tego, że nie chce nawet widzieć ubogiego Łazarza, żebrzącego u drzwi jego domu (por. Łk 16, 20-21), który jest figurą Chrystusa żebrzącego w ubogich o nasze nawrócenie. Łazarz stanowi możliwość nawrócenia, którą Chrystus nam daje, a której być może nie widzimy. Temu zaślepieniu towarzyszy pełne pychy delirium wszechmocy, w którym rozlegają się złowieszczo szatańskie słowa: "będziecie jak Bóg" (Rdz 3, 5), będące źródłem każdego grzechu. To delirium może przyjąć formę społeczną i polityczną, jak pokazały systemy totalitarne XX w. i jak pokazują dzisiaj ideologie promujące jedyną słuszną myśl oraz techno-naukę, dążące do tego, by Bóg stał się nieistotny, a człowiek został sprowadzony do masy, którą można posługiwać się w sposób instrumentalny. Obecnie mogą to pokazywać także struktury grzechu związane z modelem fałszywego rozwoju, opartego na kulcie pieniądza, który zobojętnia na los ubogich bogatsze osoby i społeczeństwa, które zamykają przed nimi drzwi, odmawiając nawet ich zobaczenia.

Dla wszystkich zatem Wielki Post w tym Roku Jubileuszowym jest sprzyjającym czasem, by wreszcie móc wyjść z wyobcowania poprzez słuchanie Słowa Bożego oraz uczynki miłosierdzia. Poprzez uczynki względem ciała dotykamy ciała Chrystusa w braciach i siostrach, którzy potrzebują, by ich nakarmić, odziać, przyjąć do domu i nawiedzić, a poprzez uczynki duchowe – dawanie rad, pouczanie, darowanie uraz, upominanie i modlitwę, obcujemy bardziej bezpośrednio z naszą własną grzesznością. Z tego powodu uczynków względem ciała i względem ducha nigdy nie należy od siebie oddzielać. Bowiem właśnie wtedy, gdy dotyka w ubogim człowieku ciała Chrystusa Ukrzyżowanego, grzesznik może otrzymać w darze uświadomienie sobie, że on sam jest biednym żebrakiem. Na tej drodze także "pyszniący się", "władcy", "bogacze", o których mówi Magnificat, mają możliwość spostrzeżenia, że są niezasłużenie miłowani przez Chrystusa ukrzyżowanego, który umarł i zmartwychwstał również dla nich. Tylko ta miłość może zaspokoić pragnienie nieskończonego szczęścia i miłości, które człowiek usiłuje osiągnąć, łudząc się, że je znajdzie w kulcie wiedzy, bogactwa i władzy. Jest jednak zawsze niebezpieczeństwo, że coraz szczelniej zamykając się na Chrystusa, który w ubogich i potrzebujących wciąż puka do drzwi ich serc, pyszni, możni i bogaci skażą sami siebie na tę wieczną otchłań samotności, którą jest piekło. Dlatego dla nich i dla nas wszystkich na nowo rozbrzmiewają pełne bólu słowa Abrahama: "Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!" (Łk 16, 29). Słuchanie Słowa i wprowadzanie go w życie przygotowuje nas w najlepszy sposób do świętowania ostatecznego zwycięstwa nad grzechem i nad śmiercią zmartwychwstałego Oblubieńca, Tego, który pragnie oczyścić swą Oblubienicę, która oczekuje na Jego przybycie.

Nie zmarnujmy tego czasu Wielkiego Postu, który sprzyja nawróceniu! Prośmy o to przez macierzyńskie wstawiennictwo Dziewicy Maryi, która jako pierwsza, w obliczu wielkiego Bożego miłosierdzia, jakim Bóg Ją darmo obdarował, uniżyła się (por. Łk 1, 48) mówiąc, że jest pokorną służebnicą Pańską (por. Łk 1, 38).

Franciscus. Watykan, 4 października 2015 r., w święto św. Franciszka z Asyżu

do góry

Z Orędzia na Wielki Post 2015

Papież Franciszek.

Umacniajcie serca wasze. (Jk 5, 8)

Myśli z Orędzia. W Orędziu na Wielki Post 2015 papież Franciszek przestrzega nas przed obojętnością, która przybrała globalny wymiar. Mówi: "Obojętność wobec bliźniego i wobec Boga jest realną pokusą także dla nas, chrześcijan", "… bywa tak, że kiedy my mamy się dobrze i żyje się nam wygodnie, oczywiście zapominamy o innych (Bogu nie zdarza się to nigdy), nie obchodzą nas ich problemy, ich cierpienia i krzywdy, jakich zaznają..., wtedy nasze serce popada w obojętność – gdy ja mam się względnie dobrze i żyję wygodnie, zapominam o ludziach, którzy nie mają się dobrze. Ta egoistyczna postawa obojętności przybrała dziś rozmiary światowe, tak iż możemy mówić o globalizacji obojętności. Jest to problem, któremu jako chrześcijanie musimy stawić czoło."

Papież Franciszek poucza nas, że Kościół jako "lud Boży też potrzebuje odnowy, aby nie zobojętniał i nie zamknął się w sobie". Ta odnowa powinna dokonywać się na trzech etapach: Kościół, parafie i wspólnoty oraz poszczególny wierny.

Wśród środków odnowy życia duchowego stosowanych przez Kościół papież przypomina nam o modlitwie "we wspólnocie Kościoła ziemskiego i niebieskiego" oraz o gestach miłosierdzia: "możemy pomagać poprzez gesty miłosierdzia, docierając zarówno do bliskich, jak i dalekich dzięki licznym organizacjom charytatywnym Kościoła. Wielki Post jest czasem sprzyjającym temu, aby okazać to zainteresowanie drugiemu, poprzez znak, choćby mały, ale konkretny, naszego udziału w powszechnym człowieczeństwie." Papież przypomina rónież, że "Chrześcijanin to człowiek, który pozwala Bogu, aby go przyoblókł w swoją dobroć i swoje miłosierdzie, aby go przyoblókł w Chrystusa, żeby stał się tak jak On sługą Boga i ludzi."

W Orędziu papież wypowiada pragnienie "aby miejsca, w których wyraża się Kościół, w szczególności nasze parafie i nasze wspólnoty, stały się wyspami miłosierdzia na morzu obojętności!"

W zakończeniu Orędzia papież zapewnia nas o swojej modlitwie i przekazuje życzenia: "Niech Pan wam błogosławi, a Matka Boża niech was otacza opieką."

do góry

Z Orędzia na Wielki Post 2014

Papież Franciszek.

Stał się ubogim, aby wzbogacić nas swoim ubóstwem. (por. 2 Kor 8, 9)

Myśli z Orędzia. W Orędziu na Wielki Post 2014 papież Franciszek dzieli się z nami kilkoma refleksjami, które mogą nam być pomocne na drodze nawrócenia osobistego i wspólnotowego.

1. - Bóg nie objawia się pod postaciami światowej potęgi i bogactwa, ale słabości i ubóstwa: "będąc bogatym, dla was stał się ubogim...". Chrystus, odwieczny Syn Boży, mocą i chwałą równy Ojcu, stał się ubogi; wszedł między nas, stał się bliski każdemu z nas; obnażył się, "ogołocił", aby stać się we wszystkim podobny do nas (por. Flp 2,7; Hbr 4,15).

2. - Istnieje jedna tylko prawdziwa nędza: nie żyć jak synowie Boga i bracia Chrystusa.

3. - W każdym czasie i miejscu Bóg nadal zbawia ludzi i świat poprzez ubóstwo Chrystusa, bo On staje się ubogi w sakramentach, w Słowie i w swoim Kościele, który jest ludem ubogich.

4. - Nędza to nie to samo co ubóstwo; nędza to ubóstwo bez wiary w przyszłość, bez solidarności, bez nadziei. Możemy wyróżnić trzy typy nędzy. Są to: nędza materialna, nędza moralna i nędza duchowa.

5. - Nie zapominajmy, że prawdziwe ubóstwo boli: ogołocenie byłoby bezwartościowe, gdyby nie miało wymiaru pokutnego. Budzi moją nieufność jałmużna, która nie boli.

6. - Niech w tym czasie Wielkiego Postu cały Kościół będzie gotów nieść wszystkim, którzy żyją w nędzy materialnej, moralnej i duchowej, gorliwe świadectwo o orędziu Ewangelii, którego istotą jest miłość Ojca miłosiernego, gotowego przygarnąć w Chrystusie każdego człowieka.

do góry

Z Orędzia na Wielki Post 2013

Papież Benedykt XVI.

Myśmy poznali i uwierzyli miłości,
jaką Bóg ma ku nam. (1J 4, 16)

Myśli z Orędzia. W okresie Wielkiego Postu 2013 papież Benedykt XVI proponuje nam rozważanie dwóch cnót teologalnych: wiary w Boga, Jezusa Chrystusa i miłości, która jest owocem działania Ducha Świętego.

Zasadniczą postawą wyróżniającą chrześcijan jest "miłość oparta na wierze i przez nią kształtowana". W swoim orędziu papież wskazuje, że człowiek świadomy miłości Boga jest otwarty w głęboki i konkretny sposób na bliźniego.

Papież podkreśla znaczenie "posługi Słowa" – ewangelizacji. Mówi, że postawa miłości bliźniego jest fundamentem, jaki powinien charakteryzować chrześcijanina. Trzeba jednak pamiętać, że największym dziełem miłości jest właśnie ewangelizacja, czyli "posługa Słowa". Nie ma bardziej dobroczynnego, a zatem bardziej miłosiernego działania na rzecz bliźniego niż łamanie chleba Słowa Bożego, dzielenie się z nim Dobrą Nowiną Ewangelii, wprowadzanie go w relację z Bogiem: ewangelizacja jest największą i pełną promocją osoby ludzkiej. Benedykt XVI przestrzega przed tendencją "do ograniczania ’miłości bliźniego’ do solidarności lub zwykłej pomocy humanitarnej", przestrzega również przed fideizmem i moralizującym aktywizmem.

Ojciec Święty przypomina nam, że Wielki Post zachęca nas właśnie, poprzez tradycyjne wskazania odnośnie do życia chrześcijańskiego, abyśmy:

- umacniali wiarę przez uważniejsze i dłuższe słuchanie Słowa Bożego

- brali udział w sakramentach

- wzrastali w miłości do Boga i do bliźniego

- wypełniali konkretne zalecenia postu, pokuty i jałmużny.

W Roku Wiary szczególnie pamiętajmy o słowach papieża z tegorocznego orędzia na Wielki Post: "Wiara bez uczynków jest jak drzewo bez owoców: te dwie cnoty wynikają z siebie nawzajem."

do góry

Ks. Wiesław Podlodowski. Aktualizacja (teksty, formatowanie, grafika) – wrzesień 2024.

List okólny do Przyjaciół Krzyża

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort

Fragmenty dzieła

Spis treści:

pdf: List okólny do Przyjaciół Krzyża

1. Przyjaciel Krzyża. 2. Droga Krzyża. 3. Stronnictwo Jezusa. 4. Pozorni przyjaciele. 5. Liczba wybranych. 6. Fałszywi przyjaciele. 7. Parszywa owca. 8. Swój krzyż. 9. Cierpieć dla Jezusa. 10. Uciski i krzyże. 11. Tajemnica krzyża. 12. Prawdziwy uczeń. 13. Żywe kamienie. 14. Patrzmy na Jezusa. 15. Patrz na Golgotę. 16. Nieść krzyż z Jezusem. 17. Nieść krzyż radośnie. 18. Radosne cierpienie. 19. Chwała krzyża. 20. Patrzmy na Jezusa. 21. Pułapka pychy. 22. Małe cierpienia. 23. Znosić wszystkie krzyże. 24. Najlepsze krzyże. 25. Patrzcie w górę.

Wprowadzenie

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr: „List okólny do Przyjaciół Krzyża” ma ponadczasowy charakter. Tematyka krzyża jest jedną z najwyraźniej zarysowanych u św. Ludwika Marii Grigniona de Montfort. W różnych pismach, zwłaszcza w „Miłości Mądrości Przedwiecznej”, w „Pieśniach”, w rękopisie „Kazań”, w „Listach”, gdzie często padają słowa „niech żyje Jezus, niech żyje Jego Krzyż”, temat krzyża pulsuje, wskazując, jak żywe miejsce zajmował w życiu świętego.

Święty Jan Paweł II, rozmiłowany w pobożności maryjnej tego świętego, autora „Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”, wiedział doskonale, że św. Ludwik Maria prowadził innych niestrudzenie przez Maryję do Jezusa i do kontemplacji Jego Krzyża. „W myśl św. Ludwika Marii Grigniona de Montfort […] kontemplacja wielkości Jezusa idzie jednocześnie w parze z kontemplacją Jego Krzyża, który był dla św. Ludwika najważniejszym znakiem towarzyszącym mu w jego misyjnej działalności. Często sam ciężko doświadczony, osobiście poznał jego ciężar, jak o tym zaświadcza w swym liście do siostry, w którym prosi ją o modlitwę, aby ’Jezus ukrzyżowany obdarzył go siłą konieczną do dźwigania najcięższych i najtrudniejszych krzyży’. Dzień po dniu naśladował on Chrystusa w tym, co nazywa szaloną miłością Krzyża” – pisał św. Jan Paweł II.

Biografowie św. Ludwika Marii Grigniona de Montfort wskazują, że święty – wierny słowom Chrystusa o konieczności naśladowania poprzez krzyż – starał się natchnąć tą duchowością innych. W tę działalność Grigniona de Montfort należy wpisać także dzieło zakładania stowarzyszeń różnych osób pod znakiem krzyża, tworzenie pieśni o krzyżu i rozliczne formy nabożeństwa tego znaku świętego.

Zjednoczeni pod krzyżem. „List okólny do Przyjaciół Krzyża” zajmuje pośród tych form pobożności miejsce szczególne. Autor kreśli w nim najpierw zasady opisujące doskonałość zjednoczenia Przyjaciół Krzyża. Potrzeba zjednoczenia – określona przez św. Grigniona de Montfort – jawi się wręcz jako konieczność wobec sił zła jednoczących się w celu ludzkiej zguby. Święty pisze o jednoczeniu się chciwych w celu kupczenia złotem i srebrem, co domaga się odpowiedzi w postaci zjednoczenia w celu zdobywania skarbów wieczności. Tym, którzy jednoczą się w celu zaspokajania przyjemności cielesnych, trzeba odpowiedzieć zjednoczeniem cierpienia, a więc ascezy i umartwienia. Święty Ludwik Maria podkreśla zaszczyt noszenia imienia Przyjaciół Krzyża, ale zarazem zwraca uwagę na to, że godność związana z tym imieniem wyraża się także w odpowiedzialności.

Święty Ludwik Maria stawia pytanie o pragnienie stania się naśladowcą Chrystusa. Stawia pytanie o to, „czy wyraźnie odróżniacie głos Boga i Jego łaski od głosu świata i natury”. To pytanie znowu zyskuje dzisiaj aktualność, gdy wśród wielu ludzi mówiących o Bogu, ale tworzonym na miarę własnego obrazu i zapotrzebowań, gdy wśród wielu ludzi przedstawiających własne poglądy jako naukę Chrystusa, gdy wśród wielu ludzi usprawiedliwiających własne życie i zdrady Boga rzekomymi słowami Ewangelii, stajemy w sytuacji chaosu i niejednoznaczności. Głos Boga staje się szeptem, a krzykiem staje się głos świata i natury.

Przyszłość należy do Chrystusa. Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort bardzo konsekwentnie stawia w opozycji dwa stronnictwa: Jezusa Chrystusa i świata. To stronnictwa, które pozostają ze sobą w konfrontacji, w opozycji i w zmaganiu. Przedstawia też przekonująco, choć wstrząsająco, proporcje tych dwóch stronnictw. Jeśli idzie o liczebność, stronnictwo tego świata niewątpliwie może wydawać się większościowe, ale przecież właśnie scena pod Krzyżem pokazała, że ci, którzy byli zdecydowaną mniejszością, ale zjednoczyli się z Krzyżem Chrystusa, wbrew opinii większości ocalili swoje życie. Ocalili je na miarę wieczności.

Po nakreśleniu tego obrazu zmagania świata z Krzyżem Chrystusowym autor nawet przez moment nie popada w defetyzm, w przekonanie o niemożności zwycięstwa. Jednak wstrząsająco wybrzmiewają jego słowa: ci, „którzy chcą upodobnić się do ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa […]. Jest ich tak mało, tak mało, że gdybyśmy znali ich liczbę, omdlelibyśmy z bólu”.

Ale właśnie ich przykłady, choć statystycznie nieliczne, okazują się zwycięskie w tym świecie. Decydujące dla przyszłości świata. Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort usposabia chrześcijan do tej walki poprzez wskazanie praktyki doskonałości chrześcijańskiej. Analizuje wnikliwie słowa Chrystusa Pana, wskazując, że „cała doskonałość chrześcijańska polega na tym, aby (1) chcieć stać się świętym: „jeśli kto chce iść za Mną”; (2) wyrzec się: „niech się zaprze samego siebie”; (3) cierpieć: „niech weźmie krzyż swój”; (4) działać: „i niech Mnie naśladuje”.

Słowa św. Ludwika Marii Grigniona de Montfort napisane w XVIII wieku mają charakter ponadczasowy. Zakorzenione w konkretnej epoce, także w naszych czasach okazują się aktualne.

Krzyż Chrystusa od zawsze był dla uczniów Jezusa siłą, znakiem mobilizacji. Potrzebujemy tej mobilizacji bardzo konkretnie w dobie współczesnej walki, wojny kulturowej, zmagań cywilizacyjnych – deptania krzyża w sposób symboliczny i fizyczny. Warto poprzez lekturę pisma św. Ludwika Marii włączyć się osobiście, poprzez rodziny, poprzez ruchy i stowarzyszenia w tę szczególną wspólnotę Przyjaciół Krzyża. Śpiewamy przecież w jednej z naszych pieśni: „W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, / W krzyżu miłości nauka…”.

Wybrane teksty pochodzą z Naszego Dziennika, wrzesień 2024. Dziękujemy. Tytuły akapitów zostały nadane przez administratora strony.

do góry

1. Przyjaciel Krzyża. jest człowiekiem wybranym przez Boga spośród dziesięciu tysięcy żyjących według zmysłów i rozumu, aby był człowiekiem całkowicie Bożym, który wznosi się ponad rozum i całkowicie przeciwstawia się zmysłom przez życie i światło czystej wiary oraz żarliwe umiłowanie Krzyża.

Przyjaciel Krzyża jest wszechwładnym królem i bohaterem, który odnosi zwycięstwo nad szatanem, nad światem i nad ciałem w ich trzech pożądliwościach. Umiłowaniem upokorzeń powala pychę szatana; umiłowaniem ubóstwa zwycięża chciwość świata; umiłowaniem bólu osłabia zmysłowość ciała.

Przyjaciel Krzyża jest człowiekiem świętym i oderwanym od wszystkiego, co widzialne; jego serce wznosi się ponad wszystko, co nietrwałe i zniszczalne, rozmawia o tym, co w niebie, przechodzi przez ziemię jak obcy i pielgrzym, a nie oddając jej swojego serca, patrzy na nią z góry, obojętnie, i stąpa po niej z pogardą.

Przyjaciel Krzyża jest wspaniałą zdobyczą Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego na Golgocie, w jedności ze swoją świętą Matką; jest Benonim lub Beniaminem, synem boleści i prawicy, zrodzonym w Jego bolejącym sercu, wydanym na świat przez Jego przebity prawy bok i skąpanym w szkarłacie Jego krwi. Wierny krwi, z której się zrodził, oddycha tylko krzyżem, krwią i śmiercią dla świata, dla ciała i dla grzechu, aby na tej ziemi być ukrytym całkowicie z Jezusem Chrystusem w Bogu.

do góry

2. Droga Krzyża. Moi drodzy Przyjaciele Krzyża, czy przez swoje uczynki jesteście właśnie tacy, zgodnie ze znaczeniem waszego wzniosłego imienia? Albo przynajmniej czy naprawdę pragniecie i chcecie stać się takimi, za łaską Bożą, w cieniu Krzyża z Golgoty i Matki Bożej Litościwej? Czy obieracie niezbędne do tego celu środki? Czy weszliście na prawdziwą drogę życia, która jest wąską i ciernistą drogą Golgoty? Czy też raczej, wcale o tym nie myśląc, znajdujecie się na szerokiej drodze świata, która jest drogą zatracenia? Czy wiecie, że jest droga, która człowiekowi wydaje się prosta i pewna, a prowadzi do śmierci? Czy wyraźnie odróżniacie głos Boga i Jego łaski od głosu świata i natury? Czy wyraźnie słyszycie głos Boga, naszego dobrego Ojca, który rzuciwszy potrójne przekleństwo na tych wszystkich, którzy idą za pożądliwościami świata […], woła do was z miłością, wyciągając ku wam ramiona: […] Odłącz się, mój wybrany ludu, drodzy Przyjaciele Krzyża mojego Syna; odłącz się od światowców […].

do góry

3. Stronnictwo Jezusa. Stronnictwo naszego umiłowanego Zbawiciela znajduje się po prawej stronie: wspina się pod górę, wąską ścieżką, zacieśnioną bardziej niż kiedykolwiek przez zepsucie świata. Na czele dobry Nauczyciel, idzie boso, z głową ukoronowaną cierniami, cały zakrwawiony, obarczony ciężkim Krzyżem. Podąża za Nim tylko garstka najdzielniejszych ludzi, jedni bowiem nie słyszą Jego wątłego głosu wśród wrzawy świata, inni zaś nie mają odwagi naśladować Go w ubóstwie, boleściach, upokorzeniach i innych krzyżach, które – będąc w Jego służbie – koniecznie trzeba nieść przez wszystkie dni życia.

Po lewej stronie znajduje się stronnictwo świata albo szatana, najliczniejsze, najbardziej imponujące i błyskotliwe, przynajmniej pozornie. Biegnie tam i tłoczy się cały elegancki świat […].

Jeżeli Bóg jest dla nas, w nas i przed nami, to kto będzie przeciwko nam? Ten, który jest w nas, jest mocniejszy od tego, który jest w świecie.

do góry

4. Pozorni przyjaciele. Pamiętajcie, drodzy Współbracia, że nasz dobry Jezus patrzy teraz na nas i mówi każdemu z osobna: „Oto niemal wszyscy opuszczają Mnie na królewskiej drodze Krzyża. Zaślepieni bałwochwalcy natrząsają się z mojego Krzyża jako z szaleństwa, uparci Żydzi gorszą się nim jako przedmiotem budzącym grozę; heretycy łamią go i zwalają na ziemię jako rzecz godną pogardy. Ale, co mogę powiedzieć jedynie ze łzami w oczach i z sercem przebitym boleścią, moje dzieci, które wychowałem na własnej piersi i uczyłem w swojej szkole, moje członki, które ożywiałem swoim duchem, opuściły Mnie i wzgardziły Mną, stając się wrogami mojego Krzyża! Czy także i wy chcecie Mnie opuścić, uciekając od mojego Krzyża, jak światowcy, którzy pod tym względem są antychrystami […].

Czy aby upodobnić się do tego świata, chcecie wzgardzić ubóstwem mojego Krzyża, by uganiać się za bogactwami; unikać cierpienia mojego Krzyża, aby szukać przyjemności; znienawidzić upokorzenia mojego Krzyża, by ubiegać się o zaszczyty? Mam wielu pozornych przyjaciół, którzy zarzekają się, że Mnie miłują, ale w gruncie rzeczy mają Mnie w nienawiści, gdyż nie miłują mojego Krzyża; wielu przyjaciół mojego stołu, a bardzo niewielu mojego Krzyża.” […] Nie pozwólmy zwodzić się naszym zmysłom, jak Ewa; wpatrujmy się tylko w ukrzyżowanego Jezusa […].

do góry

5. Liczba wybranych. Cała doskonałość chrześcijańska polega bowiem na tym, aby: 1. Chcieć stać się świętym: „Jeśli kto chce iść za Mną”; 2. Wyrzec się: „niech się zaprze samego siebie”; 3. Cierpieć: „niech weźmie krzyż swój”; 4. Działać: „i niech Mnie naśladuje”.

„Jeśli kto chce iść za Mną”, […] jeśli kto; kto, a nie wielu, aby zaznaczyć małą liczbę wybranych, którzy chcą upodobnić się do ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa, niosąc swój krzyż. Jest ich tak mało, tak mało, że gdybyśmy znali ich liczbę, omdlelibyśmy z bólu.

Jest ich tak mało, że wśród dziesięciu tysięcy z trudem znajdzie się jeden […]. Jest ich tak mało, że gdyby Bóg zechciał ich zgromadzić, zawołałby do nich tak, jak to niegdyś uczynił przez usta proroka: […] zbierzcie się po jednemu, jeden z tej prowincji, jeden z tamtego królestwa. […] Poznanie tajemnicy Krzyża, w praktyce, jest dane tylko niewielu ludziom. Aby wejść na Golgotę i pozwolić się przybić do Krzyża razem z Jezusem, w swoim własnym kraju, człowiek musi być odważny, heroiczny, zdeterminowany, wywyższony w Bogu, nie przejmujący się światem i piekłem, swoim ciałem i swoją wolą, zdecydowany porzucić wszystko, wszystko przedsięwziąć i wszystko wycierpieć dla Jezusa Chrystusa.

do góry

6. Fałszywi przyjaciele. Jakże dalecy od towarzystwa Przyjaciół Krzyża są ci nadęci pychą cierpiętnicy, mędrcy tego świata, wielcy geniusze i tęgie umysły, zbałamuceni i nadęci przez własną wiedzę i własne talenty! Jakże dalecy te wielkie gaduły, które robią mnóstwo hałasu i nie wydają żadnych innych owoców poza próżnością! Jakże dalecy nadęci pychą nabożnisie, którzy wszędzie obnoszą się z wyniosłą rezerwą pysznego Lucyfera […] i nie mogą wytrzymać, gdy ktoś ich zgani, żeby się nie usprawiedliwiać, gdy ktoś ich zaatakuje – żeby się nie bronić, gdy ktoś ich poniży – żeby się nie zerwać na równe nogi!

Uważajcie, żeby nie przyjmować do swojego towarzystwa tych wydelikaconych nadwrażliwców, którzy boją się najdrobniejszego ukłucia, […] a w swoich modnych praktykach religijnych mieszają wydelikacenie z najbardziej fałszywym i wyrafinowanym brakiem umartwienia.

do góry

7. Parszywa owca. Wiedzcie, drodzy Przyjaciele Krzyża, że ci z was, którzy nie mają tej determinacji, stąpają tylko na jednej nodze, fruwają tylko jednym skrzydłem i nie są godni być pośród was, gdyż nie są godni miana Przyjaciół Krzyża, który trzeba miłować razem z Jezusem Chrystusem […]. Wystarczy taka połowiczna wola, by zepsuć całe stado, jak jedna parszywa owca. Jeśli już weszła ona do waszej owczarni przez złą bramę świata, w imię ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa trzeba ją wypędzić jak wilczycę, która dostała się między owce!

[…] Jeśli kto chce iść za Mną, który tak się uniżyłem i ogołociłem, stałem się bardziej robakiem niż człowiekiem […]; za Mną, który przyszedłem na świat tylko po to, by przyjąć Krzyż […]; aby go umieścić w głębi mego serca […]; aby go umiłować od młodości […]; aby tęsknić za nim przez całe życie […]. Aby nieść go z radością, przedkładając ponad wszelkie radości i rozkosze nieba i ziemi […], i wreszcie uradowałem się dopiero wówczas, gdy umarłem w jego boskich objęciach.

[…] Jeśli więc kto chce iść za Mną, tak ogołoconym i ukrzyżowanym, niech tak jak Ja chlubi się tylko ubóstwem, upokorzeniami i boleściami mojego Krzyża: […] niech się zaprze samego siebie!

do góry

8. Swój krzyż. Niech […] człowiek, czy to mężczyzna, czy to […] kobieta, […] weźmie z radością, żarliwie uściska i odważnie włoży sobie na ramiona swój własny, a nie cudzy krzyż: – swój krzyż, który w swojej mądrości sporządziłem według liczby, wagi i miary; – swój krzyż, któremu własną ręką, ściśle i dokładnie, nadałem cztery wymiary, czyli: szerokość, długość, wysokość i głębokość; – swój krzyż, który wyciosałem mu z cząstki tego Krzyża, który dźwigałem na Golgotę, ze względu na nieskończoną dobroć, jaką doń żywię; – swój krzyż, który jest największym darem, jakim mogę obdarować swoich wybranych na ziemi; – swój krzyż, na którego szerokość składa się utrata dóbr, upokorzenia, pogarda, boleści, choroby i utrapienia duchowe, jakie zrządzeniem mojej opatrzności muszą spadać na niego każdego dnia, aż do śmierci; – swój krzyż, na którego długość składają się miesiące czy dnie, kiedy musi on być przygnieciony oszczerstwem, przykuty do łoża, skazany na jałmużnę, i być wydanym na pastwę pokus, oschłości, opuszczenia i innych utrapień duchowych; – swój krzyż, na którego wysokość składają się wszystkie najcięższe i najbardziej gorzkie okoliczności, ze strony przyjaciół, domowników, krewnych […].

do góry

9. Cierpieć dla Jezusa. […] nie ma nic równie koniecznego, pożytecznego i miłego ani równie chwalebnego, jak cierpieć coś dla Jezusa Chrystusa. […] Albowiem, drodzy Przyjaciele Krzyża, wszyscy jesteście grzesznikami; nie ma wśród was nikogo, kto nie zasługiwałby na piekło, a ja bardziej niż ktokolwiek inny. Nasze grzechy muszą zostać ukarane na tym świecie albo w świecie przyszłym; jeśli zostaną ukarane tutaj, to już nie tam.

Jeśli Bóg ukarze je na tym świecie, przy naszym współudziale, to kara będzie pełna miłości: wymierzy ją miłosierdzie, które króluje na tym świecie, a nie surowa sprawiedliwość; kara będzie lekka i przejściowa, będą jej towarzyszyć pociechy i zasługi, a później nastąpią nagrody w czasie i w wieczności. […]

Jak więc jesteśmy szczęśliwi, że cierpliwie niosąc ten krzyż, możemy zamienić tak korzystnie karę wieczną i bezowocną na przejściową i zasługującą! Ileż mamy niespłaconych długów! Ileż popełniliśmy grzechów, które nawet po głębokim żalu i szczerej spowiedzi będziemy musieli okupić całymi wiekami cierpień czyśćcowych, ponieważ na tym świecie zadowoliliśmy się paroma bardzo lekkimi pokutami! Ach! Zapłaćmy na tym świecie polubownie, dobrze niosąc swój krzyż! Na tamtym świecie wszystko jest wypłacane o do joty, aż do ostatniego grosza, aż do każdego zbytecznego słowa.

do góry

10. Uciski i krzyże. Czy nie pochlebiacie sobie, moi Przyjaciele Krzyża, że jesteście albo pragniecie zostać przyjaciółmi Boga? Zdecydujcie się więc wypić kielich, który koniecznie trzeba wypić, żeby zostać przyjacielem Boga […]. Ulubieniec Jezusa Chrystusa miał Jego serce, wszedł na Golgotę i pił z kielicha. […] Dobrze jest pragnąć Bożej chwały, ale pragnąć jej i ubiegać się o nią, nie decydując się na wycierpienie wszystkiego, to roszczenie szalone i niedorzeczne; […] trzeba, abyśmy do królestwa niebieskiego weszli przez wiele ucisków i krzyży.

Słusznie chlubicie się tym, że jesteście dziećmi Bożymi. Powinniście więc chlubić się razami, które wasz dobry Ojciec wam zadał i jeszcze zada, gdyż karci wszystkie swoje dzieci. Jeśli nie zaliczacie się do grona Jego umiłowanych dzieci, to należycie – ach, jakie nieszczęście! Jaki cios! – jak mówi św. Augustyn, do grona odrzuconych. Ten, kto nie jęczy na tym świecie jak pielgrzym i obcy, nie będzie się radował na tamtym świecie jak obywatel nieba, mówi tenże św. Augustyn. Jeśli Bóg Ojciec nie zsyła wam od czasu do czasu paru solidnych krzyży, to znaczy to, że już się o was nie troszczy, że jest na was zagniewany. Patrzy na was już tylko jak na obcego, pozostającego daleko od Jego domu i Jego opieki, albo jak na dziecko z nieprawego łoża, które – skoro nie zasługuje na dział w dziedzictwie swojego ojca – nie zasługuje też na jego troskę i karcenie.

do góry

11. Tajemnica krzyża. Przyjaciele Krzyża, uczniowie ukrzyżowanego Boga, tajemnica Krzyża jest tajemnicą nieznaną poganom, odrzuconą przez Żydów, a wzgardzoną przez heretyków i złych katolików; tej wielkiej tajemnicy musicie się jednak nauczyć praktycznie w szkole Jezusa Chrystusa, i możecie się jej nauczyć tylko tam. Na próżno po wszystkich starożytnych akademiach będziecie szukać filozofa, któryby jej nauczał; na próżno będziecie zasięgać rady światła zmysłów i rozumu: tylko Jezus Chrystus swoją zwycięską łaską może was nauczyć i dać wam zakosztować tej tajemnicy.

Stańcie się więc biegli w tej wyjątkowej wiedzy, pod tak wielkim nauczycielem, a posiądziecie wszelkie inne rodzaje wiedzy, gdyż ona wszystkie je w sobie zawiera w najwyższym stopniu. To jest nasza przyrodzona i nadprzyrodzona filozofia, nasza boska i tajemnicza teologia, i nasz kamień filozoficzny, który cierpliwością przemienia najpospolitsze metale w cenne kruszce, najdotkliwsze boleści w rozkosze, biedy w bogactwa, najgłębsze upokorzenia w chwałę.

do góry

12. Prawdziwy uczeń. Posłuchajcie wielkiego św. Pawła, który po powrocie z trzeciego nieba, gdzie poznał tajemnice ukryte nawet przed aniołami, woła, że zna i chce znać tylko Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego. Cieszcie się, biedny głupcze, nieszczęsna kobieto, nie mający rozumu ani wiedzy: jeśli umiecie cierpieć z radością, będziecie więcej o tym wiedzieć niż uczony z Sorbony, który nie umie cierpieć tak dobrze jak wy.

Jesteście członkami Jezusa Chrystusa, jakiż to zaszczyt! Jak bardzo jednak trzeba z tego powodu cierpieć! Głowa jest ukoronowana cierniem, a członki miałyby być uwieńczone różami? Głowa jest policzkowana i ubłocona w drodze na Golgotę, a członki miałyby być namaszczone wonnościami na tronie? Głowa nie ma gdzie spocząć, a członki wylegiwałyby się rozkosznie na puchowym łożu? Byłoby to niesłychaną potwornością. Nie, nie, moi drodzy Towarzysze Krzyża, nie dajcie się zmylić, ci chrześcijanie, których widzicie ze wszystkich stron, modnie wystrojeni, cudownie subtelni, nadmiernie wyniośli i poważni, nie są prawdziwymi uczniami ani prawdziwymi członkami Jezusa ukrzyżowanego; uważając, że jest inaczej, znieważalibyście tę Głowę ukoronowaną cierniem oraz prawdę Ewangelii.

do góry

13. Żywe kamienie. Mój Boże! Iluż pozornych chrześcijan uważa się za członki Zbawiciela, a są Jego najbardziej zdradzieckimi prześladowcami, bo kiedy ręką kreślą znak Krzyża, w sercu są jego wrogami!

Jeśli prowadzi was ten sam duch, jeśli żyjecie tym samym życiem, co Jezus Chrystus, wasza Głowa uwieńczona cierniami, to spodziewajcie się tylko cierni, tylko razów, tylko gwoździ – jednym słowem, tylko krzyża, trzeba bowiem, by uczeń był tak samo traktowany jak nauczyciel, a członek jak głowa; a jeśli niebo, jak św. Katarzynie ze Sieny, ukaże wam koronę cierniową i koronę z róż, to razem z tą świętą wybierzcie bez wahania koronę cierniową i włóżcie ją sobie mocno na głowę, aby upodobnić się do Jezusa Chrystusa.

Pamiętajcie, że jesteście żywymi świątyniami Ducha Świętego i że niby żywe kamienie macie być umieszczeni przez Boga miłości w budowli Niebieskiego Jeruzalem. Spodziewajcie się zatem, że będziecie ociosywani, rozcinani i cyzelowani młotem krzyża; inaczej pozostalibyście jak surowe kamienie, niezdatne do niczego, którymi się gardzi i precz od siebie odrzuca.

do góry

14. Patrzmy na Jezusa. Spójrzcie na rzeszę apostołów i męczenników pokrytych szkarłatem własnej krwi; na tyle dziewic i tylu wyznawców, ogołoconych, upokorzonych, wygnanych, odtrąconych, którzy wszyscy wołają ze św. Pawłem: „Patrzmy na Jezusa, sprawcę i dokonawcę wiary”, którą pokładamy w Nim i w Jego Krzyżu; trzeba było, aby cierpiał, by przez Krzyż wejść do swojej chwały.

Obok Jezusa Chrystusa widzicie ostry miecz, do głębi przeszywający czułe i niewinne serce Maryi, która nigdy nie popełniła żadnego grzechu, ani pierworodnego, ani uczynkowego. Nie mogę tu nie wspomnieć o Męce Jezusa i Maryi, by pokazać, że nasze cierpienia są niczym z porównaniu z tym, co Oni wycierpieli!

Któż z nas zatem będzie mógł zwolnić się z niesienia swojego krzyża? Któż z nas czym prędzej nie pobiegnie tam, gdzie wie, że czeka na niego krzyż? Któż nie zawoła razem ze św. Ignacym męczennikiem: „Niechaj ogień i krzyż, stada dzikich zwierząt, rozszarpywanie na części, ćwiartowanie, wyłamywanie kości, kaleczenie członków, miażdżenie całego ciała, niech najgorsze tortury diabelskie spadną na mnie, bylebym tylko posiadł Jezusa Chrystusa!”.

do góry

15. Patrz na Golgotę. A jeśli nie chcecie cierpliwie znosić cierpień i nieść swojego krzyża z poddaniem, jak wybrani, to będziecie go nieść z szemraniem i niecierpliwie, jak odrzuceni. Będziecie podobni do tych dwojga zwierząt, które rycząc, ciągnęły Arkę Przymierza. Będziecie naśladować Szymona z Cyreny, który wbrew sobie podjął Krzyż Jezusa Chrystusa i tylko szemrał, kiedy go niósł. I wreszcie przydarzy się wam to, co spotkało złego łotra, który z wysokości swego krzyża spadł na dno otchłani.

Nie, nie, ta przeklęta ziemia, na której żyjemy, nie wydaje błogosławionych; w tej krainie mroku nie sposób wyraźnie widzieć; na tym wzburzonym morzu nie można osiągnąć doskonałego spokoju; w tym miejscu pokus i na tym polu bitwy nie można obyć się bez walki; na tej ciernistej ziemi nie można uniknąć zadraśnięć. Chcąc nie chcąc, wybrani i odrzuceni niosą na ziemi swój krzyż. Zapamiętajcie ten czterowiersz:

Patrz na Golgotę – tam trzy krzyże stoją

Tu wybrać trzeba: świętość i pokuta

Pełne cierpienia lub dola złoczyńcy,

Co potępiony jest i nieszczęśliwy.

do góry

16. Nieść krzyż z Jezusem. Jeśli nie chcecie cierpieć radośnie – jak Jezus Chrystus, albo cierpliwie – jak Dobry Łotr, to będziecie musieli cierpieć wbrew sobie – jak zły łotr; będziecie musieli wypić najbardziej gorzki kielich do dna, bez żadnej pociechy łaski, i nieść cały ciężar swojego krzyża bez żadnej pomocy Jezusa Chrystusa. Będziecie ponadto musieli dźwigać złowieszczy ciężar, który szatan dorzuci do waszego krzyża, z powodu niecierpliwości, o którą krzyż was przyprawi. Najpierw będziecie nieszczęśliwi ze złym łotrem na ziemi, a potem spotkacie go w płomieniach.

Jeśli jednak, przeciwnie, cierpicie tak jak trzeba, krzyż stanie się bardzo lekkim brzemieniem i Jezus Chrystus poniesie go razem z wami. Stanie się on jak dwa skrzydła duszy, która wzbija się do nieba; stanie się masztem statku, który szczęśliwie i z łatwością doprowadzi was do portu zbawienia.

Nieście swój krzyż cierpliwie, a dobrze niesiony krzyż rozjaśni wasze ciemności duchowe, kto bowiem niczego nie cierpi z powodu pokus, ten nie wie nic.

Nieście swój krzyż radośnie, a rozpłomieni was miłość Boża, gdyż „nikt nie uniknie bólu i cierpienia, żyjąc w przeczystej miłości Zbawiciela”. Róże zrywa się tylko wśród cierni. Jedynie krzyż jest pokarmem Bożej miłości, tak jak drewno jest strawą dla ognia. Przypomnijcie sobie zatem piękną sentencję z księgi „O naśladowaniu” [Chrystusa]: Im więcej bowiem zadacie sobie gwałtu, cierpiąc z cierpliwością, tym dalej postąpicie w miłości Bożej.

do góry

17. Nieść krzyż radośnie. Nie spodziewajcie się niczego wielkiego po tych wydelikaconych i leniwych duszach, które odrzucają krzyż, kiedy na nich spada, i żadnego krzyża nie biorą dyskretnie: są ugorem, który wyda tylko ciernie, gdyż nie został pocięty, ubity ani poruszony przez mądrego oracza; są stojącą wodą, która nie nadaje się ani do mycia, ani do picia.

Nieście swój krzyż radośnie, a znajdziecie w nim zwycięską siłę, której nie zdoła się oprzeć żaden z waszych nieprzyjaciół, a zakosztujecie w nim zachwycającej i niezrównanej słodyczy.

Tak, moi Bracia, wiedzcie, że prawdziwy raj na ziemi polega na cierpieniu czegoś dla Jezusa Chrystusa. Zapytajcie wszystkich świętych: powiedzą wam, że nigdy nie zakosztowali uczty tak wybornej dla duszy, jak wówczas gdy cierpieli największe udręki. „Niech najgorsze tortury diabelskie spadną na mnie”, mówił św. Ignacy męczennik. „Cierpieć albo umrzeć”, mówiła św. Teresa. „Nie umrzeć, ale cierpieć”, mówiła św. Magdalena de Pazzi. „Cierpieć i być wzgardzonym dla Ciebie”, mówił św. Jan od Krzyża; i tylu innych mówiło tak samo, jak czytamy w ich żywotach.

do góry

18. Radosne cierpienie. Wierzcie Bogu, moi drodzy Bracia: kiedy radośnie cierpimy dla Boga, krzyż – mówi Duch Święty – jest przedmiotem wszelkiego rodzaju radości dla wszystkich bez wyjątku ludzi. Radość krzyża przewyższa radość biedaka obsypanego wszelkimi bogactwami; – radość wieśniaka posadzonego na tronie; – radość kupca, który zarabia tony złota; – radość dowódców wojsk odnoszących zwycięstwa; – radość niewolników uwolnionych z łańcuchów; – wreszcie wyobraźmy sobie wszystkie największe radości na tej ziemi: radość człowieka ukrzyżowanego, który umie cierpieć, obejmuje je wszystkie i przerasta.

Cieszcie się zatem i drżyjcie z radości, kiedy Bóg daje wam udział w jakimś prawdziwym krzyżu; choć bowiem tego nie dostrzegacie, dosięga was to, co największe w niebie i w samym Bogu. Jak wielkim darem Boga jest krzyż! Gdybyście to zrozumieli, zamawialibyście Msze, odprawialibyście nowenny przy grobach świętych, podejmowalibyście długie podróże, jak to czynili święci, żeby otrzymać z nieba ten Boski dar.

do góry

19. Chwała krzyża. Wszelkie bogactwa, wszelkie zaszczyty, wszelkie berła, wszelkie błyszczące korony możnowładców i cesarzy nijak się mają do chwały krzyża, mówi św. Jan Chryzostom; przewyższa ona chwałę apostoła i świętego pisarza. Gdybym miał wybierać, chętnie opuściłbym niebo – pisze ten święty mąż, oświecony przez Ducha Świętego – aby znosić cierpienie dla Boga z nieba. Wolałbym lochy i więzienia od niebiańskich tronów; pragnę nie tyle chwały serafinów, ile największych krzyży. Mniej cenię dar czynienia cudów, dzięki któremu można rozkazywać demonom, poruszać żywioły, zatrzymywać słońce, przywracać życie umarłym, niż zaszczyt cierpień. Święci Piotr i Paweł są godniejsi chwały w lochach, skuci łańcuchami, niż kiedy zostają porwani do trzeciego nieba i otrzymują klucze raju.

Czyż to bowiem nie Krzyż dał Jezusowi Chrystusowi imię przewyższające wszelkie imię, aby na imię Jezusa klękało wszelkie kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych? Tak wielka jest chwała tego, kto dobrze cierpi, że niebo, aniołowie i ludzie, a także sam Bóg z nieba patrzą na niego z radością jak na najwspanialsze widowisko, a gdyby święci mieli jakieś pragnienia, to pragnęliby wrócić na ziemię i obarczyć się krzyżami.

do góry

20. Patrzmy na Jezusa. Spójrzcie na rzeszę apostołów i męczenników pokrytych szkarłatem własnej krwi; na tyle dziewic i tylu wyznawców, ogołoconych, upokorzonych, wygnanych, odtrąconych, którzy wszyscy wołają ze św. Pawłem: „Patrzmy na Jezusa, sprawcę i dokonawcę wiary”, którą pokładamy w Nim i w Jego Krzyżu; trzeba było, aby cierpiał, by przez Krzyż wejść do swojej chwały.

Obok Jezusa Chrystusa widzicie ostry miecz, do głębi przeszywający czułe i niewinne serce Maryi, która nigdy nie popełniła żadnego grzechu, ani pierworodnego, ani uczynkowego. Nie mogę tu nie wspomnieć o Męce Jezusa i Maryi, by pokazać, że nasze cierpienia są niczym z porównaniu z tym, co Oni wycierpieli!

Któż z nas zatem będzie mógł zwolnić się z niesienia swojego krzyża? Któż z nas czym prędzej nie pobiegnie tam, gdzie wie, że czeka na niego krzyż? Któż nie zawoła razem ze św. Ignacym męczennikiem: „Niechaj ogień i krzyż, stada dzikich zwierząt, rozszarpywanie na części, ćwiartowanie, wyłamywanie kości, kaleczenie członków, miażdżenie całego ciała, niech najgorsze tortury diabelskie spadną na mnie, bylebym tylko posiadł Jezusa Chrystusa!”.

do góry

21. Pułapka pychy. Uważajcie więc, aby nie sądzić, jak pełni pychy i zapatrzeni w siebie dewoci, że wasze krzyże są wielkie, że są próbą dla waszej wierności i świadectwem szczególnej miłości Boga względem was. Ta pułapka duchowej pychy jest niezmiernie subtelna i misterna, ale przesączona jadem. Powinniście uważać, że:

1. wasza pycha i wydelikacenie wmawiają wam, że źdźbła to belki, ukłucia to rany, każą wam brać szczura za słonia, małe słówko rzucone na wiatr, istny drobiazg, za straszliwą zniewagę i okrutne porzucenie;

2. krzyże, które zsyła wam Bóg, są raczej pełnymi miłości karami za wasze grzechy – jak istotnie jest – niż oznakami szczególnej życzliwości;

3. jakikolwiek krzyż i jakiekolwiek upokorzenie wam zsyła, oszczędza was nieskończenie, zważywszy na liczbę i ogrom waszych zbrodni, na które powinniście patrzeć jedynie poprzez świętość Boga, który nie znosi niczego nieczystego, a którego zaatakowaliście; poprzez Boga umierającego i przytłoczonego boleścią z powodu wyglądu waszego grzechu, i poprzez wieczne piekło, na które zasłużyliście tysiąc, a może sto tysięcy razy.

do góry

22. Małe cierpienia. Wykorzystujcie, i to nawet bardziej, małe niż wielkie cierpienia. Bóg patrzy nie tyle na cierpienie, ile na to, w jaki sposób cierpimy. Cierpieć wiele i cierpieć źle znaczy cierpieć jako potępiony; cierpieć wiele i z odwagą, ale dla złej sprawy, to cierpieć jako męczennik szatana; cierpieć mało lub wiele i cierpieć dla Boga, to cierpieć jako święty.

Jeśli prawdą jest, że można wybierać sobie krzyże, to zwłaszcza małe i ukryte, kiedy pojawiają się one równolegle z wielkimi i olśniewającymi. Pycha natury może żądać, szukać, a nawet wybierać i przyjmować krzyże wielkie i olśniewające, ale wybranie i niesienie z radością małych i ukrytych krzyży może być tylko skutkiem wielkiej łaski i wielkiej wierności Bogu. Postępujcie więc jak kupiec wpatrzony w swoją kasę: wykorzystujcie wszystko, nie dopuszczając straty najmniejszej odrobiny prawdziwego Krzyża, choćby to było ukąszenie muchy czy ukłucie szpilki, drobna uszczypliwość ze strony sąsiada, mała zniewaga podyktowana pogardą, niewielka utrata pieniędzy, przelotny niepokój w duszy, drobne znużenie fizyczne, niewielki ból w jakiejś części ciała itd. Wykorzystujcie wszystko jak sklepikarz w swoim sklepiku, a szybko staniecie się bogaci Bogiem, tak jak on bogaci się w pieniądze, składając grosz do grosza w swojej kasie. Przy najdrobniejszej napotkanej przeciwności mówcie: „Niech będzie Bóg błogosławiony”, „Boże mój, dziękuję Ci”.

do góry

23. Znosić wszystkie krzyże. Zdecydujcie się, drodzy Przyjaciele Krzyża, znosić wszystkie krzyże bez wyjątku i bez wyboru: wszelkie ubóstwo, wszelką niesprawiedliwość, stratę, chorobę, upokorzenie, przeciwność, oszczerstwo, oschłość, wszelkie opuszczenie, wszelką wewnętrzną i zewnętrzną udrękę; zawsze mówiąc: „Gotowe serce moje, Boże, gotowe serce moje”. Przygotujcie się więc na to, że zostaniecie opuszczeni przez ludzi i aniołów, i jakby przez samego Boga; że będziecie prześladowani, otaczani zazdrością, zdradzani, oczerniani, potwarzani i opuszczeni przez wszystkich; że będziecie cierpieć głód, pragnienie, żebranie, nagość, wygnanie, więzienie, szubienicę i wszelkie męki, choć nie zasłużyliście na nie zbrodniami, które się wam przypisuje.

Wreszcie wyobraźcie sobie, że kiedy już straciliście dobra i cześć, kiedy już zostaliście wyrzuceni z domu jak Hiob i św. Elżbieta, królowa Węgier, zostajecie jak ta święta wrzuceni w błoto, wloką was jak cuchnącego i obsypanego wrzodami Hioba na kupę gnoju, i nikt nie daje wam opatrunku na rany ani kawałka chleba, którego nie odmówiono by koniowi czy psu. A z tymi skrajnymi cierpieniami Bóg jakby zostawia was na pastwę wszystkich szatańskich pokus, nie wlewając wam w duszę najmniejszej zmysłowej pociechy. Wierzcie mocno, że to właśnie jest sam szczyt Boskiej chwały i rzeczywistego szczęścia prawdziwego i doskonałego Przyjaciela Krzyża.

do góry

24. Najlepsze krzyże. Jeśli chcecie stać się godnymi przyjęcia krzyży, które przyjdą na was bez waszego udziału – a te właśnie są najlepsze – dobrowolnie bierzcie krzyże na swoje barki, idąc za radą dobrego kierownika duchowego. Na przykład: może macie w domu jakiś niepotrzebny mebel, do którego się przywiązaliście? Dajcie go ubogim, mówiąc sobie: czy chcesz mieć nadmiar, skoro Jezus jest tak ubogi? Czujecie obrzydzenie do jakiejś potrawy? Do jakiegoś aktu cnoty? Do jakiegoś niemiłego zapachu? Kosztujcie, praktykujcie, wąchajcie, przezwyciężajcie siebie.

Być może zbyt czule i namiętnie lubicie kogoś, jakieś rzeczy? Zostawcie to, pozbądźcie się tego, odsuńcie się od tego, co wam pochlebia. Macie jakąś naturalną potrzebę, by widzieć? Działać? Pokazywać się? Chodzić gdzieś? Powstrzymajcie się, zamilknijcie, ukryjcie się, odwróćcie wzrok. Odczuwacie naturalną nienawiść do czegoś? Do kogoś? Często tam chodźcie, przełamujcie się.

Jeśli naprawdę jesteście Przyjaciółmi Krzyża, miłość, która zawsze jest pomysłowa, wynajdzie wam w ten sposób tysiąc drobnych krzyży, którymi niepostrzeżenie się ubogacicie, bez obawy o próżność, z jaką człowiek znosi olśniewające krzyże. A ponieważ będziecie wierni w ten sposób w małej rzeczy, Pan, zgodnie z obietnicą, postawi was nad wieloma, czyli nad wieloma łaskami, którymi was obsypie, nad wieloma krzyżami, które na was ześle, nad wielką chwałą, którą wam przygotuje.

do góry

25. Patrzcie w górę, na piękny wieniec, który czeka na was w niebie, jeśli dobrze niesiecie swój krzyż. Ta właśnie nagroda podtrzymywała patriarchów i proroków w ich wierze i pośród prześladowań; ożywiała apostołów i męczenników w ich trudach i udrękach. „Wolimy raczej – mówili patriarchowie razem z Mojżeszem – wolimy raczej cierpieć z ludem Bożym, aby z Nim być szczęśliwi na wieki, niż przez chwilę zażywać zbrodniczych rozkoszy”. „Cierpimy bowiem wielkie prześladowania ze względu na nagrodę”, mówili prorocy wraz z Dawidem. Z powodu naszych cierpień „jesteśmy jak ofiary przeznaczone na śmierć. Niczym widowisko dla świata, aniołów i ludzi, i jak śmiecie i wyrzutki tego świata”, mówili apostołowie i męczennicy razem ze św. Pawłem, „z powodu ogromu chwały wiecznej, jaką w nas sprawia ta chwila niewielkiego cierpienia”. Patrzymy na aniołów nad naszymi głowami, którzy do nas wołają: „Uważajcie, byście nie utracili wieńca wyznaczonego dla krzyża, który jest wam dany, jeśli dobrze go niesiecie. Jeśli go dobrze nie niesiecie, kto inny poniesie go jak trzeba i porwie wasz wieniec. Walczcie mężnie, cierpliwie znosząc cierpienia, mówią nam wszyscy święci, a otrzymacie wieczne królestwo”. Posłuchajmy wreszcie Jezusa Chrystusa, który nam mówi: „Dam moją nagrodę tylko temu, kto będzie cierpiał i zwycięży swoją cierpliwością”.

do góry

Ks. Wiesław Podlodowski. Aktualizacja (teksty, formatowanie, grafika) – marzec 2025.

24 godziny Męki Pańskiej

Wizje, medytacje, modlitwy

Służebnica Boża Luisa Piccarreta

Fragmenty dzieła

Spis treści:

1. Życie zgodne z wolą Jezusa. 2. Zjednoczenie Syna i Matki. 3. Na Ostatniej Wieczerzy. 4. Jezus modli się do Ojca. 5. Zraniony Jezus i troska o nas. 6. W mrocznej grozie Getsemani. 7. Jezus pokutował i modlił się. 8. Agonia w Ogrodzie Oliwnym. 9. Pocałunek Judasza. 10. Męka nad potokiem Cedron. 11. Jezus przed Annaszem. 12. Jezus przed Kajfaszem. 13. Męka Najświętszego Oblicza Jezusa. 14. Jezus cierpi w więzieniu. 15. Jezus w drodze do Piłata. 16. Oskarżenia przed Piłatem i Herodem. 17. Biczowanie Jezusa. 18. Cierniem ukoronowanie. 19. Jezus ponownie przed Piłatem. 20. Jezus bierze krzyż na swe ramiona. 21. Golgota - przygotowanie krzyża. 22. Ukrzyżowanie. 23. Cierpienia na krzyżu. 24. Oto Matka twoja. 25. Jezus umiera na krzyżu. 26. Jezus zdjęty z krzyża.

do góry

Wprowadzenie

Ks. Jerzy Banak. Zegar Męki Pańskiej. Służebnica Boża (od 2005 roku) Luisa Piccarreta (1865-1947) sama nazwała się „małą córeczką Bożej Woli”. Była córką rolników Vita Nicoli Piccarrety i Rosy Tarantini, mieszkających w Corato, około 50 km na zachód od Bari (Apulia). Dzieciństwo i młodość spędziła w rodzinnym domu, pomagając w pracach gospodarskich.

I Komunię Świętą i bierzmowanie Luisa przyjęła w wieku dziewięciu lat. Od tego też czasu każdą wolną od pracy chwilę poświęcała żarliwej modlitwie. W wieku 11 lat zapisała się do Stowarzyszenia Córek Maryi. Gdy miała lat 13, w mistycznym zachwycie ujrzała umęczonego Pana Jezusa niosącego krzyż na Golgotę. Pan podniósł ku niej swe miłosierne oczy i prosił: „Pomóż mi”. Od tej pory serce Luisy – za łaską Bożą – zapłonęło nienasyconym pragnieniem współcierpienia ze Zbawicielem dla zbawienia ludzi zagubionych i dalekich od Boga i Kościoła.

W wieku 16 lat Luisa złożyła ślubowanie, w którym ofiarowała siebie samą jako ofiarę przebłagalną za grzechy świata. Wtedy rozpoczęły się w jej życiu dotkliwe cierpienia duchowe i fizyczne, spowodowane niewidzialnymi stygmatami, atakami diabła oraz niezrozumieniem i lekceważeniem najbliższego otoczenia. Nikt nie wiedział o jej mistycznych doświadczeniach duchowych. Te ukryte przeżycia, znane tylko Bogu samemu, doprowadziły Luisę na wyżyny mistycznej świętości. Mistyczka cierpiała też na szczególną dolegliwość zwaną wtedy „trupią sztywnością”. Nie mogła się położyć. Od 22. roku życia aż do śmierci, czyli przez 60 lat (!), pozostawała wyłącznie w pozycji siedzącej. I tak też została włożona do grobu.

Zmieniała dusze. Jak wielu wielkich mistyków także Luisa na początku była traktowana przez Kościół z ostrożnością, z czasem zaś – po wnikliwych badaniach – uznana została przez Kościół i poznał ją cały katolicki świat. Przyczynili się do tego wybitni kapłani i spowiednicy, jak np. ks. Michele De Benedictis, jej spowiednik z dzieciństwa, czy ks. Gennaro Di Gennaro, jej spowiednik, który nakazał jej spisywać otrzymywane objawienia. Ogromny wpływ miał na mistyczkę kolejny jej spowiednik, późniejszy święty, ks. Hannibal Maria di Francia. Ostatni spowiednik Luisy, ks. Benedetto Calvi, przez ostatnie 21 lat towarzyszył jej na drodze do świętości. On to napisał po jej śmierci: „Jakie były te 82 lata jej życia, z których około 70 lat była przykuta do łóżka? Modlitwa + Praca + Cierpienie + Pocieszanie + Doradzanie + Nauczanie + Oświecanie umysłów + Ogrzewanie serc + Przemienianie dusz. Jej łóżko zamieniało się we wspaniałą katedrę, z której z mądrością i Boskim namaszczeniem mówiła i głęboko zmieniała dusze: niemało osób wychodziło z jej pokoiku wyraźnie odmienionych, zdumionych i wzruszonych, oraz […] gotowych do oczyszczenia się w Sakramencie Spowiedzi. Była naszym piorunochronem, dla osłony przed piorunami potężnej sprawiedliwości Boga, oburzonego, ponieważ znieważonego przez nasze grzechy”.

Coraz bardziej znana, staje się sławna w całym świecie. Już św. Ojciec Pio przybywającym do niego z Apulii pielgrzymom mówił: „Po co tu przyjechaliście? Macie Luisę, idźcie do niej”, oraz: „Wiedzcie, że Luisa będzie znana na całym świecie”.

Zjednoczona mistycznie ze Zbawicielem. Z posłuszeństwa dla swoich spowiedników Luisa Piccarreta w 36 grubych zeszytach – tomach, spisała dokładnie wszystkie swoje przeżycia mistyczne. Przez całe lata były one wnikliwie badane przez wielu wybitnych teologów na czele z późniejszym świętym – beatyfikowanym i kanonizowanym (16 maja 2004 r.) przez św. Jana Pawła II Wielkiego – Hannibalem Marią di Francia (zm. 1927), wcześniejszym założycielem Zgromadzenia Rogacjonistów, oddanych szczególnie budzeniu powołań kapłańskich i prowadzeniu seminariów duchownych.

Istotnym przesłaniem mistyczki Luisy jest życie i postępowanie zgodnie z wolą Bożą. Jej spisane doświadczenia mistyczne otrzymały kościelne imprimatur. Najsławniejszy ze wszystkich pism mistyczki jest „Zegar Męki Pańskiej. Dwadzieścia cztery Godziny Męki naszego Pana Jezusa Chrystusa”. Nazwano je nawet „prawdziwą szkołą miłości, świętości i jedności z Jezusem cierpiącym”. Mękę Pańską opisaną przez ewangelistów opowiedziało wielu świętych mistyków. Opisali ją jednak z zewnątrz jako bierni obserwatorzy. Natomiast Luisa Piccarreta osobiście przeżywała fizycznie i dogłębnie Mękę z samym Jezusem Ukrzyżowanym – Zbawicielem, doświadczając od wewnątrz każdej jej chwili. Luisa – zjednoczona mistycznie z Boskim Skazańcem – towarzyszyła Panu w każdej chwili Jego Męki i jednocześnie z Nim cierpiała we wszystkich boleściach, intencjach, zadośćuczynieniach i modlitwach Jezusa Pana i Zbawiciela podczas Jego Drogi Krzyżowej.

Wybrane teksty pochodzą z Naszego Dziennika, marzec 2025. Dziękujemy. Tytuły akapitów zostały nadane przez administratora strony.

do góry

1. Życie zgodne z wolą Jezusa. Nasze działania, nasze czyny, nasze modlitwy Godziny Męki powinniśmy wykonywać z tymi samymi intencjami co Jezus, w Jego Woli, i ofiarując samych siebie tak jak On, dla chwały Ojca oraz dla dobra dusz. Powinniśmy oddawać się w gotowości do ofiarowania się we wszystkim dla miłości naszego miłego Jezusa, dostosowując się do Jego ducha, działając z tymi samymi co On uczuciami i ofiarowując się w Nim nie tylko we wszystkich cierpieniach i przeciwnościach zewnętrznych, lecz o wiele bardziej we wszystkim, co może dokonywać się w naszym wnętrzu. W ten sposób będziemy gotowi do przyjęcia wszelkiego trudu. […]

Mój miły Jezu, wezwałeś mnie w tej godzinie Twojej Męki, abym Ci towarzyszyła, więc przyszłam. Mam wrażenie, że widzę Ciebie udręczonego i bolesnego, modlącego się, wynagradzającego i cierpiącego oraz najłagodniejszymi i wymownymi słowami błagającego o zbawienie dusz. […] Tak, o Jezu, składam Ci dzięki tysiące razy i wychwalam Ciebie, i błogosławię przez to wszystko, co uczyniłeś i wycierpiałeś dla mnie i dla wszystkich. Dziękuję i błogosławię Ciebie za każdą kroplę krwi, krok, słowo, spojrzenie oraz za każdą przykrość i obelgę, jaką znosiłeś. Przez wszystko, o mój Jezu, zamierzam naznaczyć Ciebie podziękowaniem i błogosławieniem Ciebie.

O Jezu, spraw, żeby całe moje istnienie składało Tobie nieustanne podziękowanie i błogosławieństwo, aby spływały na mnie i na wszystkich Twoje łaski i błogosławieństwa!

do góry

2. Zjednoczenie Syna i Matki. Mój godny czci Jezu, gdy razem z Tobą uczestniczę w Twoich cierpieniach oraz w cierpieniach Twojej stroskanej Matki, widzę, że postanawiasz odejść, aby pójść tam, gdzie wzywa Cię Wola Ojca. Tak wielka jest miłość między Synem i Matką, że czyni Was nierozłącznymi, dlatego Ty pozostawiasz siebie w sercu Matki, a Królowa i miła Matka umieszcza siebie w Twoim – inaczej stałoby się dla Was niemożliwe rozstanie się. Ale potem, kiedy nawzajem siebie błogosławicie, Ty dajesz Jej ostatni pocałunek, aby wzmocnić Ją w dotkliwych boleściach, jakie musi wytrzymać. Ona daje Ci ostatnie pożegnanie, i odchodzisz.

Ale bladość Twojej twarzy, drżące usta, zduszony głos, jak gdybyś chciał płakać, wypowiadając Jej słowo pożegnania – ach, wszystko mówi mi, jak bardzo kochasz i cierpisz, opuszczając Ją! Ale dla spełnienia Woli Ojca, waszymi sercami stopionymi w jedno, poddajecie się wszystkiemu, chcąc wynagradzać za tych, którzy – aby nie przezwyciężać czułości rodziców i przyjaciół, oraz więzów i przywiązań, chociaż dozwolonych i świętych – nie starają się spełniać świętej Woli Boga oraz odpowiedzieć na wezwanie do świętości, do której Bóg ich wzywa. Jakąż boleść sprawiają Ci te dusze, które odrzucają ze swego serca miłość, jaką chcesz im dać – po to, aby zadowalać się miłością stworzeń!

do góry

3. Na Ostatniej Wieczerzy. O Jezu, który przybywasz do Wieczernika razem z umiłowanymi uczniami i zasiadasz z nimi do wieczerzy. Jakże wielką łagodność, jakże wielką uprzejmość okazujesz w całej Twojej osobie, w uniżeniu siebie, przyjmując po raz ostatni materialny pokarm! W Tobie wszystko jest miłością. Także w ten sposób wynagradzasz grzechy nie tylko obżarstwa, ale wypraszasz również uświęcenie pokarmu – i tak jak on przemienia się w siłę, tak Ty wypraszaj dla nas świętość także w rzeczach najniższych i najzwyczajniejszych. […]

O słodkie moje Dobro, ja także zbliżam się do Ciebie i razem z Twoim umiłowanym uczniem pragnę moją zmęczoną głowę położyć na Twoim godnym uwielbienia Sercu, i proszę Cię: spraw, abym odczuwała także na tej ziemi rozkosze nieba, aby ziemia nie była już dla mnie ziemią, lecz niebem – dla mnie, zachwyconej słodkimi harmoniami Twojego Serca. Ale w tych najsłodszych i boskich harmoniach czuję, że wyrywają Ci się bolesne uderzenia Serca – pojawiają się one z powodu straconych dusz! O Jezu, nie pozwalaj na to, aby nowe dusze się gubiły! Spraw, aby bicie Twojego Serca, spływając w bicie ich serc, dawało odczuć porywy nieba, jak odczuwał je Twój umiłowany uczeń Jan, aby przyciągane przez łagodność i słodycz Twojej miłości, mogły całkowicie oddać się Tobie.

do góry

4. Jezus modli się do Ojca. Gdy wszyscy są wokół Ciebie, o nienasycona Miłości, widzę, że bierzesz chleb w ręce, ofiarujesz go Ojcu i słyszę Twój najsłodszy głos, który mówi: „Ojcze Święty, niech Tobie będą składane dzięki, który zawsze wysłuchujesz Twojego Syna. Ojcze Święty, uczestniczysz w tym ze Mną. Ty, pewnego dnia, wysłałeś Mnie z nieba na ziemię, abym wcielił się w łonie mojej Matki, dla zbawienia naszych dzieci; teraz pozwól, abym wcielał się w każdą hostię dla kontynuowania ich zbawienia oraz bym był życiem dla każdego z moich dzieci. Popatrz, Ojcze: niewiele pozostaje godzin mojego życia. Któż mógłby mieć serce pozostawić moje dzieci sierotami i samymi? Wielu jest ich wrogów – ciemności, namiętności, słabości, którym zostaną poddani. Kto im pomoże? Och! Błagam Cię, abym mógł przebywać w każdej hostii – żebym był życiem każdego, a zatem zmuszał ich wrogów do ucieczki oraz był ich światłem, siłą, pomocą we wszystkim. W przeciwnym wypadku – dokąd pójdą? Kto im pomoże? Nasze dzieła są wieczne, moja miłość jest nieodparta. Nie mogę, nie chcę opuszczać moich dzieci”.

Ojciec wzrusza się łagodnym i serdecznym głosem Syna. Zstępuje z nieba. Już jest na ołtarzu, zjednoczony z Duchem Świętym dla współdziałania z Synem. A Jezus dźwięcznym i wzruszającym głosem wypowiada słowa konsekracji i nie opuszczając siebie samego, tworzy samego siebie w tym chlebie i winie.

do góry

5. Zraniony Jezus i troska o nas. O słodkie Serce moje, widzę, że po tym, jak ustanowiłeś Najświętszy Sakrament i zobaczyłeś tę przeogromną niewdzięczność oraz zniewagę stworzeń dla Twojej wielkiej miłości, chociaż zostałeś przez to zraniony i zasmucony, jednak nie wycofałeś się, a nawet zechciałeś wszystko zatopić w bezmiarze Twojej miłości.

Widzę Ciebie, o Jezu, jak rozdajesz samego siebie Twoim apostołom, a potem dodajesz, że to, co Ty uczyniłeś, mają czynić i oni, dając im władzę konsekrowania – tak ustanowiłeś święcenia kapłańskie oraz inne sakramenty. Tak więc, o Jezu, o wszystkim myślisz i o wszystko się troszczysz: o źle głoszone kazania, o sakramenty udzielane i przyjmowane bez właściwej dyspozycji i dlatego bez odpowiednich skutków, złe odpowiedzi na powołania kapłańskie ze strony kapłanów i ze strony tego, kto wyświęca, nie posługując się wcześniej wszystkimi środkami do rozpoznania prawdziwych powołań. Nic Ciebie nie omija, o Jezu! A ja zamierzam iść za Tobą oraz wynagradzać Ci wszystkie zniewagi.

Jezus jest ukryty w Hostii, aby wszystkim dawać życie. W swoim ukryciu obejmuje wszystkie wieki i wszystkim daje światło. Tak więc i my, ukrywając się w Nim, naszymi modlitwami i wynagrodzeniami będziemy dawali wszystkim światło i życie. Nawet heretykom i niewiernym, ponieważ Jezus nie wyklucza nikogo.

do góry

6. W mrocznej grozie Getsemani. Składam Ci dzięki, o najmilszy Panie, że raczyłeś zatrzymać mnie w Twoim towarzystwie przynajmniej przez jedną godzinę podczas Twojej straszliwej agonii w Ogrójcu. Jakże niedostateczne pocieszenie mogłeś znaleźć we mnie, o mój dobry Jezu! Jednak Twoja nieskończona miłość i przeobfite miłosierdzie Twojego litościwego Serca pozwalają Ci znaleźć pociechę także w najmniejszym akcie współczucia, jakie okazuje Ci stworzenie. Och! Nie zniknie mi już z pamięci widok Twojej godnej czci osoby, drżącej, przygnębionej, wycieńczonej, upokorzonej w pyle i całej pokrytej krwawym potem w mrocznej grozie Getsemani. Doświadczyłam, o Jezu, że przebywanie z Tobą cierpiącym, odczuwanie tych kropli goryczy gnębiących Twoje Boskie Serce jest największym szczęściem, jakiego można doznać na tej ziemi.

O Jezu, wspaniałomyślnie rezygnuję ze wszystkich ziemskich i zwodniczych rzeczy. Chcę tylko Ciebie – uciśnionego, cierpiącego, mojego zgnębionego Pana. Z Ogrójca na Kalwarię – zawsze chcę być Twoją wierną i czułą towarzyszką.

O Jezu, daj mi być uwięzioną wraz z Tobą, wleczoną z Tobą przed trybunały. Uczyń mnie uczestniczką zniewag, obelg, spluwania, policzkowania, jakimi Twoi wrogowie Ciebie obsypią. Prowadź mnie ze sobą od Piłata do Heroda, od Heroda do Piłata. Przywiąż mnie ze sobą do słupa i pozwól mi odczuwać część biczowania. Daj mi kilka Twoich cierni, Jezu, niech mnie przebiją. Spraw, abym z Tobą została skazana na śmierć krzyżową – Ty jako ofiara miłości dla mnie, a ja jako ofiara pokutująca za moje grzechy.

do góry

7. Jezus pokutował i modlił się. W drugiej godzinie Getsemani przed Jezusem pojawiają się wszystkie grzechy czasów przeszłych, teraźniejszych i przyszłych, a On bierze na siebie te wszystkie grzechy, aby oddać Ojcu całkowitą chwałę. Jezus Chrystus zatem pokutował, modlił się i w swoim Sercu doświadczał wszystkich naszych stanów duszy, nigdy nie przerywając modlitwy. A my, w jakimkolwiek stanie duszy nie bylibyśmy, kiedy jesteśmy oziębli, twardzi, kuszeni – czy zawsze się modlimy? Czy jesteśmy wytrwali w modlitwie? Czy dajemy Jezusowi cierpienia naszej duszy jako wynagrodzenie i pocieszenie, aby móc Go całkowicie naśladować w nas, myśląc, że każdy stan duszy jest Jego cierpieniem? Jako że jest to cierpienie Jezusa, powinniśmy je kłaść niedaleko od Niego, aby współczuć Mu i przynosić Mu ulgę, a gdyby było to możliwe, powinniśmy mówić Mu: Zbyt wiele cierpiałeś, odpocznij, my będziemy cierpieć zamiast Ciebie.

Upadamy, czy z odwagą stajemy u stóp Jezusa, dając Jemu to wszystko, co cierpimy, aby Jezus znalazł w nas swoje człowieczeństwo? To znaczy, czy jesteśmy człowieczeństwem dla Jezusa? Co czyniło człowieczeństwo Jezusa? Wielbiło swojego Ojca, pokutowało, wypraszało zbawienie dusz. A my, czy w tym wszystkim, co czynimy, obejmujemy w nas te trzy intencje Jezusa w taki sposób, aby móc powiedzieć, że obejmujemy w nas całe człowieczeństwo Jezusa Chrystusa?

do góry

8. Agonia w Ogrodzie Oliwnym. O mój boski Odkupicielu Jezu, zabierz mnie z Tobą, razem z Twoimi trzema drogimi apostołami, abym była obecna przy Twojej agonii w Ogrodzie Oliwnym. Ostrzeżona miłym napomnieniem, jakiego udzieliłeś Piotrowi i dwom innym śpiącym uczniom, ja chcę czuwać przynajmniej jedną godzinę z Tobą w Getsemani. […] Widzę już, o mój cierpiący Jezu, jak Twoja postać chwieje się i upada, raz na jeden bok, raz na drugi, jak Twoje zesztywniałe czułe ręce splatają się. Zaczynam słyszeć jęki, okrzyki miłości oraz niepojętego bólu, jakie wznosisz do nieba. […] Krew strumykami płynie z całego ciała i to w takiej ilości, że nie utrzymując się już na nogach, upadasz w jej kałużę. O Miłości moja, łamie mi się serce, gdy widzę Ciebie tak słabym i wyczerpanym! Twoja godna czci twarz i Twoje stwórcze ręce opierają się na ziemi i plamią się krwią. Wśród rzek niegodziwości, jakie Ci przesyłają stworzenia, Ty chciałbyś dać rzeki krwi, aby sprawić, że te winy zostaną utopione w niej i tak każdemu dać wraz z nią reskrypt Twojego przebaczenia. […]

Mój Jezu, podczas gdy pijesz kielich pełen niezmierzonych goryczy, który zesłał Ci Ojciec niebieski, słyszę, że bardziej wzdychasz, jęczysz, majaczysz, i zduszonym głosem mówisz: „Dusze, dusze, przyjdźcie, podnieście Mnie. Przyjmijcie miejsce w moim człowieczeństwie: pragnę was, tęsknię za wami. Nie bądźcie głuche na moje słowa, nie czyńcie daremnymi moich żarliwych pragnień, mojej krwi, mojej miłości, mojej męki! Przychodźcie, dusze, przychodźcie."

do góry

9. Pocałunek Judasza. O mój Jezu, jesteśmy już o północy. Słyszysz, że wrogowie się zbliżają, a Ty, doprowadzając się do porządku i ocierając krew, umocniony przez otrzymane pocieszenie, ponownie idziesz do Twoich uczniów, wzywasz ich, upominasz ich, zabierasz ich ze sobą i idziesz na spotkanie wrogów, chcąc swoją gotowością naprawić moją opieszałość, obojętność i lenistwo w działaniu i cierpieniu dla Twojej miłości. […]

Jako pierwszego spotykasz wiarołomnego Judasza, który zbliżając się do Ciebie i zarzucając Ci ramiona na szyję, pozdrawia Cię i całuje. A Ty, najgłębsza Miłości, nie gardzisz pocałunkiem tych piekielnych ust, obejmujesz go i przytulasz do serca, chcąc wyrwać go piekłu, dając mu oznaki nowej miłości.

Mój Jezu, jak jest możliwe nie miłować Ciebie? Tak wielka jest czułość Twojej miłości, że powinna porywać każde serce do miłowania Ciebie. Mój Jezu, w tym pocałunku Judasza wynagradzaj zdrady, obłudy, oszustwa pod powierzchownością przyjaźni i świętości, zwłaszcza kapłanów. Twój pocałunek poza tym pokazuje, że żadnemu grzesznikowi, pod warunkiem, że przychodzi do Ciebie z pokorą, nie odmówiłeś Twojego przebaczenia.

Najdelikatniejszy mój Jezu, już jesteś w rękach wrogów, dając im władzę zadawania Ci cierpień, jak tylko zechcą. Także ja, mój Jezu, oddaję się w Twoje ręce, abyś swobodnie mógł ze mną czynić to, co się Tobie bardziej podoba, i razem z Tobą pragnę podążać za Twoją Wolą, zadośćuczynić oraz cierpieć Twoje Męki.

do góry

10. Męka nad potokiem Cedron. Mój Jezu, jesteśmy już nad potokiem Cedron. Przewrotni Żydzi wrzucają Cię do niego, uderzasz w leżący tam kamień z takim impetem, że z Twoich ust leje się najdroższa krew. Pozostawiłeś tam naznaczony nią kamień. Potem, ciągnąc Cię, prowadzą w dół, na dno tych brudnych wód, w taki sposób, że one zalewają Ci uszy, usta, nos. O niezrównana Miłości! Jesteś skąpany i jak gdyby otulony przez te wody brudne, obrzydliwe i zimne – tak wyobrażam sobie opłakany stan stworzeń, które popełniają grzech. Och, zostają pokryte wewnątrz i na zewnątrz płaszczem obrzydliwości, wzbudzają wstręt nieba i każdego, kto mógłby je widzieć, ściągając w ten sposób pioruny boskiej sprawiedliwości.

O Życie mojego życia! Czy może istnieć większa miłość? Aby zdjąć z siebie ten brud, pozwalasz, aby wrogowie sprowadzili Cię w dół do tego potoku i cierpisz wszystko dla wynagrodzenia świętokradztw i oziębłości dusz, które przyjmują Ciebie świętokradzko i które zmuszają Cię, bardziej niż ten potok, do wejścia do ich serc i sprawiają, że odczuwasz te ich obrzydliwości. Pozwalasz jeszcze, aby te wody przenikały aż do Twoich wnętrzności, tak że wrogowie, bojąc się, żebyś się nie utopił, wyciągają Cię do góry, aby zachować Cię przy życiu i zadawać Ci większe tortury. Ale budzisz tak wielkie obrzydzenie, że oni sami odczuwają mdłości, dotykając Ciebie.

do góry

11. Jezus przed Annaszem. To ten moment, w którym Annasz pyta o Twoje nauczanie i o Twoich uczniów. A Ty, Jezu, dla obrony chwały Ojca, otwierasz Twoje najświętsze usta i dźwięcznym oraz pełnym godności głosem odpowiadasz: „Ja mówiłem publicznie, i ci wszyscy, którzy są tutaj obecni, słuchali Mnie”. Na tę Twoją pełną godności aluzję wszyscy drżą, ale przewrotność jest tak wielka, że jeden ze sług, chcąc oddać cześć Annaszowi, zbliża się do Ciebie i uzbrojoną rękawicą wymierza Ci policzek – tak silny, że powoduje, iż się chwiejesz, a na Twojej najświętszej twarzy pojawia się rana.

Teraz rozumiem, słodkie Życie moje, dlaczego mi pozwoliłeś: miałeś rację! Kto miałby podtrzymać Ciebie w tym momencie, gdy zacząłeś upadać? Twoi wrogowie biją z szatańskim śmiechem, wśród gwizdów, oklaskując te niegodne czyny, a Ty, słaniając się, nie masz na kim się wesprzeć. Mój Jezu, obejmuję Ciebie, a nawet chciałabym zrobić z siebie dla Ciebie mur. Ofiaruję Ci mój policzek z odwagą gotową do poniesienia jakiejkolwiek męki z miłości do Ciebie. Współczuję Ci z powodu tej zniewagi i razem z Tobą wynagradzam za lękliwość tak wielu dusz, które łatwo upadają na duchu – za te dusze, które ze strachu nie mówią prawdy, za brak szacunku należnego kapłanom i za oszczerstwa.

Ale widzę, mój cierpiący Jezu, że Annasz posyła Cię do Kajfasza. Twoi wrogowie gwałtownie popychają Cię po schodach, a Ty, Miłości moja, w tym bolesnym upadku troszczysz się o tych, którzy nocną porą, w ciemności, popadają w grzech, i wzywasz heretyków i niewierzących do światła wiary.

do góry

12. Jezus przed Kajfaszem. Już stajesz przed Kajfaszem. Jesteś w pełni łagodny, cichy, pokorny. Twoje umiarkowanie i cierpliwość są tak wielkie, że zaskakują nawet wrogów, a Kajfasz, cały wściekły, chciałby Cię zniszczyć. Och, jak absolutnie różnią się od siebie niewinność i grzech!

Miłości moja, jesteś przed Kajfaszem jako wielki winowajca czekający na wyrok. Kajfasz pyta świadków, jakie są Twoje przestępstwa. Och, zrobiłby lepiej, pytając o Twoją miłość! Jeden oskarża Cię o jedną rzecz, drugi o inną, mówiąc niedorzeczności, wzajemnie sobie zaprzeczające. Podczas gdy Cię oskarżają, żołnierze, którzy stoją obok Ciebie, ciągną Cię za włosy, wymierzają w najświętsze oblicze okropne ciosy, które dudnią w całej sali, uderzają Cię w usta, biją Cię, a Ty milczysz i cierpisz. A gdy na nich patrzysz, światło Twoich oczu wchodzi do ich serc, oni zaś, nie mogąc tego znieść, oddalają się od Ciebie, ale na ich miejsce wchodzą inni, aby zadawać Ci jeszcze większe udręki.

Jednak widzę, że wśród tylu oskarżeń i zniewag wytężasz słuch, a Twoje serce mocno bije w momencie, gdy wybuchają boleści. Powiedz mi, zgnębione moje Dobro, co nowego się pojawiło? Dlaczego patrząc na to, co czynią Ci wrogowie, widzę, jak wielka jest Twoja miłość, jak zatroskany jej oczekujesz i ją ofiarujesz dla naszego zbawienia. Twoje serce z całym spokojem wynagradza oszczerstwa, nienawiści, fałszywe świadectwa, zło, jakie z premedytacją wyrządzane są niewinnym. Wynagradza za tych, którzy Cię znieważają przez podburzanie przełożonych, oraz za zniewagi duchownych.

do góry

13. Męka Najświętszego Oblicza Jezusa. Już widzę, że zaczynają kpić z Ciebie. Pokrywają Ci twarz gęstymi plwocinami, światło Twoich pięknych oczu zostaje oplute. A Ty, wylewając rzeki łez dla naszego zbawienia, usuwasz z oczu te plwociny. Ale Twoi wrogowie, ponieważ ich serce nie jest zdolne do widzenia światła Twoich oczu, ponownie plują na Ciebie. Inni, stając się jeszcze bardziej zuchwali w złu, otwierają Twoje najsłodsze usta i napełniają je odrażającymi plwocinami tak bardzo, że oni sami odczuwają z tego powodu mdłości. A ponieważ te plwociny opadają i w części ukazują majestat Twojej twarzy oraz Twoją nadludzką serdeczność, odczuwają drżenie i wstydzą się samych siebie. Aby być bardziej swobodnymi, obwiązują Ci oczy jakąś obrzydliwą szmatą, w taki sposób, aby mogli dopuszczać się wszystkiego na Twojej godnej czci osobie. Dlatego biją Cię bez litości, wloką Cię, kopią nogami i powtarzają uderzenia pięściami, wymierzają ciosy w twarz i głowę, drapią Cię oraz ciągną za włosy i przerzucają z jednego miejsca w inne.

Jezu, Miłości moja, serce nie wytrzymuje, widząc Cię w tak wielkich mękach. Ty chcesz, abym zapisywała wszystko, ale ja wolałabym zakryć moje oczy, aby nie widzieć tak bolesnych scen, które powodują, że serce rozrywa się w piersi. Jednak miłość do Ciebie zmusza mnie do patrzenia na to wszystko, co dotyczy Ciebie. I widzę, że się nie odzywasz, nie wypowiadasz żadnego słowa, aby siebie bronić, że jesteś w rękach tych żołnierzy jak nadająca się do wyrzucenia szmata i mogą z Tobą robić, co tylko zechcą. A widząc ich skaczących nad Tobą, boję się, że umrzesz pod ich stopami.

do góry

14. Jezus cierpi w więzieniu. Jezus w więzieniu, przywiązany do słupa i unieruchomiony, jest wybrudzony plwocinami i błotem. On szuka naszych dusz, aby Jemu towarzyszyły. A my, czy jesteśmy zadowoleni z przebywania w samotności z Jezusem, czy raczej szukamy towarzystwa stworzeń? Nasz oddech, uderzenia naszych serc – i Jezus nie jest sam.

Miłujący Jezus, aby upodobnić nas do siebie, pęta nasze dusze oschłością, prześladowaniami, cierpieniami i wszelakim umartwieniem. A my, czy jesteśmy zadowoleni z tego, że Jezus wiąże nas w tym więzieniu, w którym umieszcza nas Jego miłość – ciemnością, uciemiężeniem i innymi cierpieniami? Jezus jest w więzieniu. Czy odczuwamy w nas siłę i gotowość do więzienia siebie samych w Jezusie, uwięzienia przez Jego miłość?

Zgnębiony Jezus pragnął naszej duszy, aby mógł zostać uwolniony i wspierany w tak bolesnej sytuacji, w jakiej się znajdował. A my, czy pragniemy, aby Jezus przyszedł i towarzyszył nam, dla wyzwolenia nas z łańcuchów wszelkiej namiętności i dla związania nas silniejszymi łańcuchami z Jego sercem? Czy nasze cierpienia ustawiamy szeregiem wokół cierpiącego Jezusa, aby chronić Go przed opluwaniem i błotem, jakie rzucają na Niego grzesznicy? Jezu uwięziony, modlisz się. A czy nasza modlitwa jest wytrwała z Jezusem?

Skuty łańcuchami Jezu, stałeś się więźniem przez miłość do mnie, a ja Ciebie proszę o uwięzienie w Tobie mojego umysłu, języka, serca, mnie całej, abym nie miała żadnej wolności, a Ty – abyś miał absolutne panowanie nade mną.

do góry

15. Jezus w drodze do Piłata. Kajfasz potwierdza wyrok śmierci i posyła Cię do Piłata. A Ty, mój skazany Jezusie, przyjmujesz ten wyrok z taką miłością i poddaniem, jak gdybyś wyrwał go niesprawiedliwemu kapłanowi. I wynagradzasz wszystkie grzechy dokonane rozmyślnie i z całą niegodziwością, a oni, zamiast zasmucać się złem, radują się i weselą z grzechu, co doprowadza ich do ślepoty oraz stłumienia wszelkiego światła i łaski. Życie moje, te Twoje wynagrodzenia i modlitwy wywołują echo w moim sercu, więc wynagradzam oraz modlę się razem z Tobą.

Słodka moja Miłości, widzę, że żołnierze, wiedząc o skazaniu Cię na śmierć, utracili nawet odrobinę poszanowania dla Ciebie. Zabierają Cię, obwiązują sznurami i łańcuchami, zaciskając tak mocno, że Twoją Boską osobę prawie pozbawiają możności ruchu, i popychając Cię oraz ciągnąc, wyrzucają z pałacu Kajfasza.

Czeka na Ciebie tłum ludzi, ale nie ma tam nikogo, żeby Ciebie bronić. A Ty, moje Boskie Słońce, wychodzisz między nich i swoim światłem chcesz objąć wszystkich. I tak stawiasz pierwsze kroki, chcąc wszystkie kroki stworzeń zawrzeć w swoich – modlisz się i wynagradzasz za tych, którzy pierwsze kroki stawiają dla dokonywania złych celów – jeden dla pomsty, inny dla zabójstwa, jeszcze inni dla zdrady, kradzieży lub innych rzeczy. Och, jak te wszystkie grzechy ranią Twoje Serce! Dla przeszkodzenia tak wielkiemu złu modlisz się, wynagradzasz i ofiarujesz całego siebie.

do góry

16. Oskarżenia przed Piłatem i Herodem. Związane moje Dobro, Twoi wrogowie połączeni z kapłanami przedstawiają Cię Piłatowi, a przybierając pozory świętości i sumienności, muszą bowiem świętować Paschę, pozostają poza atrium. A Ty, moja Miłości, widząc głębię ich niegodziwości, wynagradzasz wszystkie hipokryzje duchownych. Ja także wynagradzam je razem z Tobą. Ale gdy Ty zajmujesz się ich dobrem, oni zaczynają oskarżać Ciebie przed Piłatem, wyrzucając z siebie całą nienawiść, jaką mają przeciwko Tobie. […]

Żydzi, wściekli, oskarżają Cię o wiele innych rzeczy, a Ty milczysz i nie bronisz się, lecz troszczysz się o słabość Żydów, kiedy znajdują się przed potężniejszymi oraz o ich niesprawiedliwość. Modlisz się za niewinnych, prześladowanych i opuszczonych. Dlatego Piłat, widząc wściekłość Twoich wrogów i aby uwolnić się od Ciebie, odsyła Cię do Heroda. […]

Prowadzą Cię wśród zniewag, wyśmiewania i drwin, i tak doprowadzają Cię do Heroda, który, nadymając się, stawia Ci wiele pytań. Ty nie odpowiadasz, nawet na niego nie patrzysz. A Herod, zirytowany, ponieważ jego ciekawość nie zostaje zaspokojona, czując się upokorzony Twoim długim milczeniem, ogłasza wszystkim, że jesteś obłąkany i bez rozumu, i rozkazuje, abyś był jako taki traktowany. I aby Cię wyśmiać, każe ubrać Cię w białą szatę i przekazuje Cię w ręce żołnierzy, aby potraktowali Cię najgorzej, jak potrafią.

Mój niewinny Jezu, nikt nie znajduje winy w Tobie – tylko Żydzi, ponieważ ich afektowana religijność nie zasługuje na to, aby w ich umysłach zajaśniało światło prawdy.

do góry

17. Biczowanie Jezusa. Mój najczystszy Jezu, jesteś już blisko słupa. Żołnierze, rozwścieczeni, rozwiązują Cię, aby Cię do niego przywiązać. Ale nie dosyć na tym: zdejmują z Ciebie odzienie, aby dokonać okrutnej tortury na Twoim najświętszym ciele. Miłości moja, Życie moje, czuję, że mdleję z udręki, patrząc na Ciebie nagiego. Ty drżysz od głowy do stóp, a Twoje najświętsze oblicze zabarwia się dziewiczym rumieńcem. A tak wielki jest zamęt oraz zmęczenie, że nie utrzymujesz się na nogach, zaczynasz upadać u stóp słupa, ale żołnierze podtrzymują Cię – nie po, aby Ci pomóc, lecz nie chcą pozwolić Ci upaść, żeby móc Cię przywiązać. […]

Widzę, że kaci biorą powrozy i biją Cię bez litości – tak bardzo, że całe Twoje najświętsze ciało jest sine. A tak wielka jest dzikość, wściekłość w biciu Ciebie, że są bardzo zmęczeni. Ale zastępują ich dwaj inni. Biorą kolczaste bicze i tak bardzo Cię biją, że z Twojego najświętszego ciała zaczyna natychmiast wypływać strumieniami krew. Potem całe je rozbijają, zadają głębokie razy i napełniają je ranami. Ale to nie wystarcza, zastępują ich jeszcze dwaj inni. Żelaznymi haczykowatymi łańcuchami kontynuują bolesną masakrę. Przy pierwszych uderzeniach stłuczone i pokryte ranami kawałki ciała odrywają się coraz bardziej i spadają strzępami na ziemię. Zostają odkryte kości, krew leje się tak bardzo, że tworzy wokół słupa jezioro.

do góry

18. Cierniem ukoronowanie. Ukoronowany Jezu, znęcający się nad Tobą wrogowie wkładają na Ciebie purpurową szmatę, biorą cierniową koronę i z piekielną wściekłością wkładają ją na Twoją czcigodną głowę. Potem uderzeniami kija sprawiają, że ciernie wbijają się w czoło, dochodzą do oczu, do uszu, do czaszki i karku.

Miłości moja, jakaż tortura, jakież męki nie do opisania! Iluż okrutnych śmierci doznałeś! Krew spływa Ci po twarzy w taki sposób, że nie widzę krwi, lecz pod tymi cierniami i pod krwią widzę Twoją najświętszą twarz, promieniującą łagodnością, pokojem i miłością. A kaci, chcąc dokończyć tę tragedię, wkładają Ci do ręki trzcinę jako berło i rozpoczynają swoje żarty. Pozdrawiają Cię słowami: „Królu Żydów!”, uderzają w koronę, wymierzają uderzenia i mówią: „Zgadnij, kto Cię uderzył!”.

A Ty milczysz, naprawiając ambicję kogoś, kto ubiega się o panowanie, o godności i honory, oraz tych, którzy znajdując się na stanowiskach i nie zachowując się należycie, powodują upadek ludów i dusz im powierzonych – a ich zły przykład jest bodźcem do zła i zatraty dusz.

Tą trzciną, którą ściskasz w dłoni, naprawiasz wiele uczynków dobrych, ale pozbawionych wewnętrznego ducha i dokonywanych w złych intencjach. Przyjmując obelgi, w opasce na oczach wynagradzasz za tych, którzy ośmieszają najświętsze rzeczy, dyskredytując je i profanując. Wynagradzasz za tych, którzy przewiązują sobie wzrok własnego intelektu, aby nie widzieć światła prawdy. Tą Twoją opaską wybłagaj dla nas, aby zabrane nam zostały opaski namiętności, bogactw i przyjemności.

do góry

19. Jezus ponownie przed Piłatem. Mój Jezu, już Cię nie rozpoznaję. Jak bardzo jesteś wyniszczony! Taki stałeś się po najgłębszych upokorzeniach i udrękach. Ach, nie potrafię już wytrzymać tak bolesnego widoku. Czuję się, jakbym umierała. Chciałabym wyrwać Cię od Piłata, aby zamknąć Cię w moim sercu i udzielić Ci odpoczynku. Chciałabym Twoje rany wyleczyć moją miłością, a Twoją krwią chciałabym zalać cały świat, aby zamknąć w niej wszystkie dusze i przyprowadzić je do Ciebie jako zdobycz Twoich cierpień.

A Ty, cierpliwy Jezu, zdaje się, że z wysiłkiem patrzysz na mnie poprzez ciernie i mówisz do mnie: „Moja córko, przyjdź między te moje związane ramiona, oprzyj swoją głowę na mojej piersi, a zobaczysz bardziej intensywne i dotkliwe boleści, ponieważ to, co widzisz na zewnątrz mojego człowieczeństwa, jest tylko ujściem moich wewnętrznych cierpień. Zwróć uwagę na uderzenia mojego serca, a usłyszysz, że naprawiam tym niesprawiedliwość rozkazującego, uciemiężenie ubogich, niewinnych poniżanych przez królów, pychę tych, którzy dla utrzymania godności, stanowisk i bogactw nie troszczą się o jakiekolwiek prawa i wyrządzają krzywdę bliźniemu, zamykając oczy na światło." […]

Miłości moja, widzę, że Piłat, patrząc na Ciebie, doprowadzonego do tak strasznego stanu, czuje dreszcze i cały wstrząśnięty wykrzykuje: „Czy takie okrucieństwo jest możliwe w ludzkich sercach? Och, nie było moją wolą skazywać Cię na biczowanie!”. I chcąc uwolnić Cię z rąk Twoich wrogów, aby móc znaleźć bardziej odpowiedni powód, po zrezygnowaniu ze wszystkiego, odwracając swój wzrok – ponieważ nie mógł znieść Twojego zbyt bolesnego widoku – zwraca się do Ciebie z pytaniem: „Powiedz mi więc, co uczyniłeś! Twój naród oddał Cię w moje ręce. Powiedz mi, jesteś królem? Jakie jest Twoje królestwo?”.

do góry

20. Jezus bierze krzyż na swe ramiona. Już pokazują Ci gotowy krzyż, którego z tylu westchnieniami szukasz, a Ty patrzysz na niego z miłością i pewnym krokiem zbliżasz się do niego, aby go objąć. Ale najpierw go całujesz […]. Ach, mój Jezu! Krzyż dla Twojej miłości jest zbyt lekki, ale ciężar krzyża łączy się z ciężarem naszych grzechów, olbrzymich i niezmierzonych jak przestrzeń niebios. A Ty, wycieńczone moje Dobro, czujesz, jak miażdży Cię ciężar tak wielu grzechów. Twoją duszę na ich widok ogarnia przerażenie i odczuwasz cierpienie za każdy grzech. Twoja świętość zostaje strząśnięta z czoła przez taką brzydotę i dlatego, gdy wkładają krzyż na Twoje ramiona, chwiejesz się, niepokoisz i z Twojego najświętszego człowieczeństwa wypływa śmiertelny pot. […]

Mój najcierpliwszy Jezu, widzę, że stawiasz pierwsze kroki pod ogromnym ciężarem krzyża. I ja łączę moje kroki z Twoimi. A kiedy Ty, słaby, wyczerpany, chwiejący się, będziesz upadał, ja będę u Twojego boku, aby Cię podtrzymywać, podstawię pod krzyż moje barki, aby razem z Tobą dzielić się jego ciężarem. Nie pogardzaj mną, ale przyjmij jako Twoją wierną towarzyszkę.

O Jezu, patrzysz na mnie i widzę, że wynagradzasz za tych, którzy nie noszą z poddaniem swojego krzyża, a nawet przeklinają, denerwują się, popełniają samobójstwo i morderstwa. A Ty prosisz wszystkich o miłość i poddanie się swojemu krzyżowi.

do góry

21. Golgota - przygotowanie krzyża. Jezu, moja Miłości, już zostałeś rozebrany z Twoich szat. Twoje najświętsze ciało jest tak bardzo rozszarpane, że wydajesz mi się być obdartym ze skóry barankiem. Widzę, że cały drżysz, gdy wrogowie przygotowują Ci krzyż, i nie utrzymując się na nogach, upadasz na tej górze na ziemię. Moje Dobro i moje Wszystko, gdy patrzę na Ciebie, serce ściska mi się z bólu. Krew leje się ze wszystkich części Twojego najświętszego ciała, w całości, od głowy po stopy, pokrytego ranami. […] Słodkie moje Dobro, słodkie moje Życie, tutaj nie jesteś sam – jak było w nocy męczarni więzienia. Jest tu Twoja bolejąca Matka, udręczona w swym sercu doznaje tylu śmierci, ile Ty cierpisz męczarni. Jest miłująca Magdalena, która zdaje się być oszalała z powodu Twoich cierpień. Jest wierny Jan, oniemiały z powodu potęgi Twoich boleści. To jest góra Tego, który kocha. Nie możesz być sam. Powiedz mi, Miłości moja, kogo byś chciał, kto ma podtrzymywać Ciebie w tak wielkim cierpieniu? Pozwól, abym to ja przyszła podtrzymywać Ciebie, ja jestem tą, która ma większą potrzebę niż wszyscy inni. […]

Ale gdy trzymam Cię przyciśniętego i opartego na mnie, patrzę na Ciebie, o Jezu, i widzę, że spoglądasz na przygotowywany przez wrogów krzyż. Czujesz ich uderzenia – wykonują otwory w drewnie, do którego Ciebie przybiją. O mój Jezu, czuję, że Twoje serce bardzo mocno bije, pożądając do tego łoża, najbardziej przez Ciebie upragnionego, chociaż w bólu nie do opisania, gdzie przypieczętowujesz zbawienie naszych dusz w Tobie.

do góry

22. Ukrzyżowanie. O mój Jezu, kaci już przybili Twoje ręce i Twoje stopy do krzyża, a obracając go, aby umocować gwoździe, zmuszają Twoją godną uwielbienia twarz do dotykania ziemi przesiąkniętej Twoją własną krwią. A Ty, Twoimi boskimi ustami, całujesz ją. Tym pocałunkiem, o słodka moja Miłości, zamierzasz pocałować wszystkie dusze i związać je z Twoją miłością, przypieczętowując tym ich zbawienie. O Jezu, pozwól, abym zajęła Twoje miejsce. A gdy kaci umocowują gwoździe, spraw, aby te uderzenia także mnie raniły i całą przybijały do Twojej miłości. […]

Mój dobry Jezu, widzę, że Twoi wrogowie podnoszą ciężkie drzewo krzyża i wkładają do przygotowanego przez nich dołu. A Ty, słodka Miłości moja, jesteś zawieszony pomiędzy niebem a ziemią. W tej uroczystej chwili zwracasz się do Ojca i słabym, zduszonym głosem mówisz do Niego: „Ojcze Święty, oto Ja – tutaj, obciążony wszystkimi grzechami świata. Nie ma grzechu, który by nie był przerzucony na Mnie, dlatego już nie wyładowuj na ludziach chłosty Twojej boskiej sprawiedliwości, lecz na Mnie, Twoim synu. O Ojcze, pozwól Mi związać wszystkie dusze z tym krzyżem, aby ich błagania rozpływały się w głosach mojej krwi i moich ran. O Ojcze, nie widzisz, do jakiego zostałem doprowadzony stanu? Przez ten krzyż, na mocy tych cierpień udziel wszystkim prawdziwego nawrócenia, pokoju, przebaczenia i świętości”.

Jezu, podczas gdy jesteś przybity na krzyżu, Twoja dusza już nie jest na ziemi, lecz w niebiosach, z Twoim boskim Ojcem, aby bronić i przemawiać w sprawie naszych dusz.

do góry

23. Cierpienia na krzyżu. Mój Jezu, Miłujący ukrzyżowany, widzę, że już nie możesz wytrzymać straszliwego naprężenia, jakie znosisz na krzyżu; ustawicznego trzeszczenia Twoich kości, które coraz bardziej ulegają wywichnięciu przy każdym niewielkim poruszeniu; odrywaniu się kawałków ciała, powtarzania zniewag, które do Ciebie dochodzą, ponawiając najboleśniejsze męki i śmierci; palącego pragnienia, które Cię wyczerpuje; wewnętrznych męczarni, które Cię przytłaczają z rozgoryczenia, cierpienia i miłości; i ludzkiej niewdzięczności, jaka Cię spotyka w różnych mękach i przenika jak rozhukana fala do wnętrza głęboko zranionego Twojego serca. Miażdżą Cię tak bardzo, że Twoje najświętsze człowieczeństwo, nie wytrzymując pod ciężarem tak wielu cierpień, dobiega kresu i szaleje z miłości i cierpienia, i prosi o pomoc i litość.

Ukrzyżowany Jezu, czy to możliwe? Ty, który podtrzymujesz wszystko i wszystkim dajesz życie, prosisz o pomoc? Och! Jak chciałabym wniknąć do każdej kropli Twojej krwi i wylewać moją dla złagodzenia każdej Twojej rany, dla stłumienia boleści każdego cierpienia, dla uczynienia mniej bolesnymi ukłuć oraz dla złagodzenia każdej wewnętrznej męki Twojego serca, dla zmniejszenia intensywności nękających Cię przykrości. Chciałabym dać Ci życie za życie, a gdyby to było możliwe, chciałabym zdjąć Cię z krzyża, aby mną Ciebie na nim zastąpić. Ale widzę, że jestem niczym i niczego nie mogę, jestem zbyt mało znacząca. Jednak daj mi siebie. Otrzymam życie w Tobie i w Tobie dam Ciebie Tobie. Tak zadowolisz moje najgłębsze pragnienia.

do góry

24. Oto Matka twoja. Tymczasem, widząc, że nie masz już niczego więcej do dania, dawszy im wszystko, kierujesz Twój osłabiony wzrok ku Twojej Matce. Także Ona jest bardziej umierająca z powodu Twoich męczarni. Taka sama jest miłość, która Ją torturuje, która czyni Ją ukrzyżowaną na równi z Tobą. Matka i Syn – rozumiecie się, a Ty wzdychasz z zadowoleniem i pocieszasz się, widząc, że możesz dać stworzeniu swoją Matkę. I uwzględniając w Janie cały rodzaj ludzki, głosem tak czułym, że mógł wzruszyć wszystkie serca, mówisz: „Niewiasto, oto syn Twój”, a do Jana: „Oto Matka twoja”.

Twój głos zapada w macierzyńskie serce i zjednoczony z głosami Twojej krwi mówi dalej: „Moja Matko, powierzam Tobie wszystkie moje dzieci. Całą miłość, jaką odczuwasz do Mnie, odczuwaj też do nich. Wszystkie Twoje macierzyńskie troski i czułości niech będą dla moich dzieci, Ty ich wszystkie ocalisz dla Mnie”.

Twoja Matka zgadza się. Tymczasem cierpienia są tak potężne, że zmuszają Cię ponownie do milczenia.

Mam zamiar, mój Jezu, wynagradzać zniewagi, jakie są wyrządzane Najświętszej Dziewicy, bluźnierstwa i niewdzięczności wielu, którzy nie chcą uznać dobrodziejstw, jakich dokonałeś dla wszystkich, dając im Ją za Matkę. Jak możemy podziękować Tobie za tak wielkie dobrodziejstwo? Biegniemy ponownie do Twojego źródła i ofiarujemy Ci Twoją krew, Twoje rany, nieskończoną miłość Twojego serca. O Najświętsza Dziewico, jakież jest Twoje wzruszenie, gdy słyszysz głos dobrego Jezusa, który nam wszystkim pozostawia Ciebie jako Matkę.

do góry

25. Jezus umiera na krzyżu. Mój konający, Ukrzyżowany Jezu, już zaczynasz wydawać ostatnie oddechy śmiertelnego życia; Twoje najświętsze człowieczeństwo jest już zesztywniałe, wydaje się, że serce już nie bije. Wraz z Magdaleną przytulam się do Twoich stóp i chciałabym, gdyby to było możliwe, dać moje życie dla pobudzenia Twojego.

Tymczasem, o Jezu, widzę, że ponownie otwierasz swoje umierające oczy i spoglądasz wokół, jak gdybyś chciał wszystkim wyrazić ostatnie pożegnanie. Patrzysz na Twoją zamierającą Matkę, która już nie może się poruszać i mówić, tak wielkie są odczuwane przez Nią męki, i mówisz: „Żegnaj, Matko. Ja odchodzę, ale zachowuję Ciebie w moim sercu, opiekuj się moimi i twoimi dziećmi”.

Patrzysz na płaczącą Magdalenę, wiernego Jana i swoimi spojrzeniami mówisz im: „Żegnajcie”. Z miłością patrzysz nawet na Twoich wrogów i swoimi spojrzeniami mówisz im: „Przebaczam wam, daję wam pocałunek pokoju”.

Nic nie umknie Twojemu spojrzeniu, ze wszystkimi się żegnasz i wszystkim przebaczasz. Potem zbierasz wszystkie swoje siły i głośnym niczym grom głosem wołasz: „W ręce Twoje, Ojcze, oddaję ducha mojego”. I pochyliwszy głowę, konasz…

Mój Jezu, na ten okrzyk cała natura ulega wstrząsowi i opłakuje Twoją śmierć, śmierć swojego Stworzyciela. Ziemia mocno się trzęsie i zdaje się, że tym swoim wstrząsem płacze i chce wstrząsnąć umysłami, aby Ciebie uznały za prawdziwego Boga. Zasłona świątyni się rozdziera, zmarli zmartwychwstają, słońce, które dotąd opłakiwało Twoje męki, wycofało z przerażeniem swoje światło. Twoi wrogowie na ten krzyk klękają, biją się w piersi i mówią: „Ten naprawdę jest Synem Bożym”.

do góry

26. Jezus zdjęty z krzyża. Mój Jezu, dałeś ostatnie świadectwo Twojej miłości – Twoje serce zostało rozdarte. Już nie pozostaje Ci nic do zrobienia dla nas. Oto już przygotowują się do zdjęcia Cię z krzyża. A ja, po złożeniu wszystkiego w Tobie, wychodzę na zewnątrz i razem z Twoimi drogimi uczniami chcę wyjmować gwoździe z Twoich najświętszych stóp i z Twoich najświętszych rąk. A podczas gdy ja wyciągam Ci gwoździe, Ty przybijaj mnie całą do Ciebie.

Mój Jezu, po zdjęciu Cię z krzyża jako pierwsza przyjmuje Ciebie na swoje łono Twoja bolesna Matka. Twoja głęboko zraniona głowa łagodnie spoczywa w Jej ramionach. O słodka Matko, nie gardź moją obecnością w Twoim towarzystwie, abym ja także, razem z Tobą, mogła spełniać ostatnią posługę mojemu umiłowanemu Jezusowi.

Moja najsłodsza Matko, to prawda, że przewyższasz mnie w miłości i w delikatności przy dotykaniu mojego Jezusa, ale ja będę starała się w możliwie najlepszy sposób naśladować Ciebie, aby we wszystkim dogodzić godnemu czci Jezusowi. Dlatego z Twoimi najświętszymi rękami łączę ręce moje i wyciągam wszystkie kolce, jakie otaczają Jego ukochaną głowę, chcąc zjednoczyć wszystkie Twoje głębokie uwielbienia z moimi. […]

Widzę, o słodka Matko, że kierujesz spojrzenie na serce uwielbionego Jezusa. Co będziemy robić w tym sercu? Ty mi o tym powiesz, Matko. Pochowasz mnie w nim, zamkniesz mnie oraz zapieczętujesz mnie kamieniem i gdy moje życie i moje serce pozostaną tutaj, wewnątrz, ja pozostanę ukryta aż do wieczności. Daj mi, Matko, Twoją miłość do miłowania Jezusa. Daj mi Twoją boleść, aby błagać za wszystkich i za wszystkich wynagradzać wszelką zniewagę, jaka zostanie wyrządzona temu sercu.

do góry