Męczeństwo św. Agaty. 5 lutego w liturgii Kościoła czcimy św. Agatę z Katanii. Informacje o św. Agacie pochodzą przede wszystkim z aktów jej męczeństwa.
Według św. Metodego z Sycylii, biskupa, Agata urodziła się ok. 235 roku w Katanii na Sycylii. Jej życie przypadło na czas prześladowań chrześcijan za cesarza Decjusza (249-251).
Pochodziła ze znamienitego sycylijskiego rodu. Po przyjęciu chrztu, w wieku 15 lat postanowiła poświęcić Bogu swoją czystość w stanie dozgonnego dziewictwa, by tym samym dać świadectwo w świecie pogańskim, na wartości płynące z przyjęcia nauk Chrystusa. Podczas specjalnego nabożeństwa, oficjalnych uroczystości zwanych velato, biskup Katanii przyjął od młodej patrycjuszki śluby dziewictwa. Na znak konsekracji biskup nałożył na nią flammeum – czerwoną zasłonę, która wśród chrześcijan była znakiem, że nosząca ją kobieta jest dziewicą konsekrowaną i w Kościele lokalnym pełni posługę diakonisy.
Tradycja podaje, że jako dziewczyna nieprzeciętnej urody przyciągała uwagę wielu mężczyzn, w tym namiestnika Sycylii Kwincjana. Przyszła święta nie odpowiedziała jednak pozytywnie na jego propozycję małżeństwa.
W akcie zemsty Agata na miesiąc trafiła pod opiekę Afrodyzji, właścicielki przybytku rozkoszy, która wraz z córkami prowadziła w Katanii ekskluzywny dom, który odwiedzali najzacniejsi obywatele miasta. Miała tam nabyć nowych cech, które zagwarantowałyby uległość i przychylność dla prokonsula. Poddawano ją przeróżnym pokusom, zachętom, naciskom, perswazjom, karom i cierpieniom tylko po to, by zmieniła swój sposób patrzenia na świat i wartości. A gdy nawet tam udawało się Agacie zachować czystość, Kwincjan poddał ją okrutnym torturom: rozszarpano młodej dziewczynie piersi kleszczami. Okaleczoną, ledwie żyjącą, przeniesiono do kazamatów więzienia, by tam wykrwawiając się, oddała cześć Augustowi i Romie. W nocy jednak Agata podczas gorliwej modlitwy do Boga została uzdrowiona. Po kilku dniach spędzonych w ciemnej celi, stanęła przed obliczem oprawców, którzy z niedowierzeniem oglądali jej zabliźnione rany. Nazajutrz rozsypano żarzące się węgle, a na nich położono Agatę, chcąc ja spalić żywcem. W tym czasie jednak nawiedziło Katanię trzęsienie ziemi, wskutek czego zginęło wielu pogan. Przestraszeni ludzie zaczęli się domagać zaprzestania męczenia dziewicy. Wyjeli ją z ognia, lecz ta zdołała tylko wznieść ręce ku Niebu i wyrzec: „Jezu, dziękuję Ci za tę łaskę, teraz przyjmij mnie do Siebie“ po czym Bogu oddała swą duszę. Zmarła 5 lutego 251 roku.
Jej ciało zostało złożone w grobie poza miastem. Od samego początku wierzący otaczali jej szczątki wielką czcią. Przywoływali wstawiennictwa Agaty uznając ją za świętą. Głównym ośrodkiem kultu jest jej rodzinna Katania.
Rok po śmierci Agaty wybuchła Etna, a rozżarzona lawa zagrażała Katanii. Tradycja mówi, że mieszkańcy miasta, wzywając wstawiennictwa męczennicy, posłużyli się jej welonem jako relikwią, wynosząc go między miasto a morze lawiny. Katania ocalała, w czym widziano Boże działanie za pośrednictwem św. Agaty.
Orędowniczka w czasie klęsk żywiołowych. Ze względu na sposób jej męczeństwa oraz towarzyszące mu nadprzyrodzone wydarzenia uznawana jest za orędowniczkę w czasie klęsk żywiołowych: pożarów, burz, powodzi, epidemii i od innych przeciwności. W dniu jej wspomnienia błogosławi się chleb, sól i wodę jako znaki ochrony przed chorobami, nieszczęściami i kataklizmami (piorunami, pożarami). Czasami bywają one zabierane w drogę przez podróżujących. Poświęcony chleb św. Agaty dawali matki swoim dzieciom, gdy te opuszczają dom rodzinny wyjeżdżając do szkoły lub na emigrację. Ma on ułatwić rozłąkę, ponieważ tęsknota za domem, niczym ogień, pali serca i św. Agata ma pomóc ten ogień ugasić.
Już w średniowieczu rozgorzał kult świętej Agaty, którą zaczęto określać patronką chroniącą od ognia i piorunów. Również ludwisarze wzywali jej wsparci i karmiące kobiety oraz te z chorobami piersi. Św. Agata jest także orędowniczką zawodów, które mają do czynienia z ogniem, m.in. piekarzy. W dniu świętej Agaty błogosławiono chleb, sól i wodę. Pobłogosławione kawałki chleba wrzucano w ogień, prosząc, aby wiatr odwrócił pożar w kierunku przeciwnym. W ogień wrzucano także sól pobłosławioną w dniu wspomnienia świętej, ale karmiono nią także bydło, chroniąc je przed zarazą. Jako wyznawcy Chrystusa, powinniśmy być tak jak święci solą ziemi. Bóg oczekuje od nas, że będziemy starali się być dobrzy jak chleb, umiejąc dzielić się z potrzebującymi tym co sami posiadamy.
W roku 1455 w maju, w Krakowie w składach niedaleko Bramy Grodzkiej wybuchł groźny pożar. Według legendy, miasto od pożogi uratowała stara żebraczka, rzucając w płomienie sól św. Agaty, co sprawiło, że ogień zgasł. Również w naszej parafii wierni doświadczyli cudu św. Agaty (zobacz:Chruślanki Mazanowskie "Pożar"). Krakowska legenda podaje, że rajcowie miejscy chcieli odwdzięczyć się żebraczce za uratowanie grodu. Ta miała jednak żądać ufundowanie kościoła ku czci świętej. Rajcy zobowiązali się do wzniesienia świątyni, ale tego nigdy nie zrobili. Stąd, kiedy jesienią w 1655 roku w wyniku podpalenia przez szwedzkiego najeźdźcę spłonęły doszczętnie przedmieścia Krakowa, dopatrywano się w tym kary Bożej za niedotrzymanie obietnicy danej żebraczce przez rządców miejskich. Kościoła dedykowanego św. Agacie nie zbudowano w Krakowie nigdy.
Natomiast papież Symmachus (+514) przy Via Aurelia wystawił bazylikę ku czci świętej Agaty. Kolejną świątynię ku jej czci wystawił papież Grzegorz Wielki w 593r.
A w VIII wieku, papież Grzegorz II (+731), przy bazylice św. Chryzostoma na Zatybrzu postawił trzeci kościół ku jej czci. Obecnie ciało św. Agaty znajduje się w katedrze w Katanii.
Mądrość ludowa mówi o szczególnym wsparciu św. Agaty dla zagrożonych ogniem domostw. Mówią nam o tym przekazywana w przysłowiach, np. „Chleb i sól św. Agaty od ognia strzegą chaty” oraz „Gdzie św. Agata, tam bezpieczna chata”.
W ikonografii św. Agata przedstawiana jest w długiej sukni, z kleszczami, którymi ją szarpano. Do jej atrybutów zalicza się m.in. chleb, dom w płomieniach czy kość słoniową – symbol niewinności. Z języka greckiego Agata (agathos) znaczy dobra. Święta jest patronką Sycylii, ludwisarzy oraz chroni od ognia i piorunów.
Błogosławięnsto to ku czci św. Agaty praktykowane jest w wielu kościołach w Polsce. Wskazane jest, aby wierni przynieśli do poświęcenia ze sobą nieco chleba, sól i wodę w naczyniu. Poświęcenia chleba, soli i wody dokonuje się przed końcowym błogosławieństwem mszalnym.
Słowo wprowadzające.
W uroczystość św. Agaty, która jest od III wieku jedną z najbardziej znanych i czczonych świętych (zginęła śmiercią męczeńską około 251 roku za panowania cesarza Decjusza), wierni przynoszą do kościoła wodę, sól i chleb prosząc o ich poświęcenie.
Św. Agata w rok po śmierci uratowała swoim wstawiennictwem Katanię od zniszczenia w czasie wybuchu Etny. Odtąd wiele miast sycylijskich uznało ją swoją patronką, a wierni zaczęli szukać jej wstawiennictwa w czasie klęsk pożarów.
Zaczęto w uroczystość jej narodzin dla nieba błogosławić:
- wodę, która jest przeciwieństwem niszczącego ognia, a zarazem czynnikiem podtrzymującym życie i gaszącym pragnienie,
- sól, nieodzowną przyprawę nadającą smak potrawom i je konserwującą,
- chleb, bez którego me można się obejść, symbol dobroci.
Imię Agata jest pochodzenia greckiego i znaczy tyle co „dobra". Widzimy więc, że błogosławienie chleba w dniu św. Agaty nie jest kwestią przypadu. Chleb jest również znakiem bezinteresownej miłości (łamanie chleba, by nikomu go nie zabrakło) i doskonałej jedności (z wielu ziaren jeden bochen). W czasach biblijnych nigdy nie kroiło się chleba nożem, lecz łamało rękami. Obdzielano nim wszystkich zasiadających do posiłku (por. Mk 6, 4k).
W tradycji polskiej jest również wielki szacunek dla chleba. Gospodyni wkładając ciasto do pieca, na pierwszym bochenku czyniła zawsze znak krzyża świętego. To samo czyniono rozpoczynając krojenie nowego bochenka, by dzielić go między głodnych. Gdy upadł na ziemię, podnoszono i całowano ze czcią. Tak pisał o tym zwyczaju Cyprian Kamil Norwid tęskniąc za ojczyzną: „Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów Nieba... tęskno mi, Panie”... (Moja Piosenka).
Dzisiaj jednak zauważamy w naszym społeczeństwie zanik szacunku dla chleba. Są wypadki, że chleb poniewiera się po ziemi, a nawet wyrzucany jest do śmietnika. Postarajmy się o to, aby w rodzinach chrześcijańskich uroczystość św. Agaty była przeżywana pod znakiem szacunku dla chleba i wdzięczności Bogu za ten najcenniejszy z darów ziemi.
Po chwili modlitwy w milczeniu celebrans rozkłada ręce i wypowiada modlitwę błogosławieństwa:
K. Boże, Ty sprawiasz, że ziemia rodzi zboże, z którego człowiek pracą rąk przygotowuje chleb dla podtrzymania swego życia. Ty objawiłeś swoją dobroć ludowi wędrującemu przez pustynię i zsyłałeś mu mannę na pożywienie.
Twój Syn Jednorodzony nazwał siebie chlebem, który z nieba zstępuje i daje życie światu. Okazywał On swoją miłość, kiedy rozmnażał chleb na pustkowiu, aby nakarmić głodnych ludzi, a w dzień przed swoją męką dał uczniom na pokarm swoje Ciało pod postacią chleba.
Pobłogosław ✠ ten chleb, który przynosimy dzisiaj ku czci św. Agaty, dziewicy i męczennicy, i spraw za jej wstawiennictwem, abyśmy dzieląc się tym chlebem, byli dla siebie dobrzy i ze wszystkimi ludźmi żyli w jedności.
Pobłogosław ✠ tę sól, abyśmy umocnieni Twą łaską nie zrażali się nigdy trudnościami i bólem, lecz by nasza miłość hartowana w cierpieniu jak w ogniu rozgrzewała serca innych i wiodła nas do Ciebie.
Pobłogosław ✠ także tę wodę, aby przechowywana w naszych domach, chroniła nas przed ogniem i wszelkim niebezpieczeństwem. Przez Chrystusa, Pana naszego.
W. Amen.
Celebrans kropi wodą pobłogosławioną obecnych i przyniesiony przez nich chleb i sól. Następnie udziela wiernym końcowego błogosławieństwa i odsyła ich jak zwykle.
Chleb św. Agaty "od ognia strzeże chaty". Poświęcone kawałki chleba rozmieszczano w zagrodach i chałupach, chroniąc je przed pożarem i zapewniając pomyślność w domu. Wierzono, że wrzucenie kawałka chleba lub soli do ognia podczas pożaru pomoże go ugasić. Kawałki chleba umieszczano w kątach domu, budynków gospodarczych oraz w leśniczówkach, aby uchronić je przed zniszczeniem. Poświęconym chlebem i solą karmiono bydło, aby uchronić je od chorób, a sami ludzie spożywali go dla ochrony przed bólem gardła. Wypieczone z pszenicy, żyta i otrąb chlebki świętej Agaty podawano bydłu przed wypędzeniem na pastwisko, wołom, gdy po raz pierwszy zaprzęgnięto je do pługa, oraz krowom tuż przed ocieleniem się. Chleb ten jest traktowany jako „chleb podróżnych” – dawany dzieciom wyruszającym w daleką drogę, by zapewnić im opiekę i ułatwić rozłąkę.
Popularnym zwyczajem na wsi było obchodzenie domostw podczas burzy z obrazem świętej Agaty, który miał chronić przed uderzeniem pioruna.
Sól egzorcyzmowana pomaga zawsze w obronie przeciwko złym duchom, lecz ma też specyficzną właściwość ochrony miejsc przed ich negatywnymi wpływami. Może zatem być pozostawiona w pomieszczeniach lub domach czy samochodach. Egzorcyzmowana sól oddziałuje na dane miejsce poprzez rozsypanie jej w pomieszczeniach uważanych za skażone działaniem sił diabelskich, np. w miejscach, gdzie były wywoływane złe duchy, odbywały się rytuały pogańskie i spirytystyczne, czy dokonało się coś bardzo złego: np. zabójstwo, kazirodztwo, zaparcie się wiary. Stosuje się ją także do ochrony domów, mieszkań, zabudowań gospodarczych oraz pól, gdy zachodzi domniemanie, że mogą być pod działaniem klątw. Wierzono, że wrzucona sól do ognia tłumi go, natomiast wrzucenie soli do studni, miało zapewnić oczyszczenie wody. Błogosławiona sól może być używana normalnie w kuchni, aby każdego dnia razem z egzorcyzmowanym olejem była dostarczana do wnętrza naszego organizmu [ciała], i by przez to chroniła nas od wpływu różnych nieszczęść. Podczas błogosławieństwa soli kapłan mówi m.in.: niech ta egzorcyzmowana sól dla wszystkich, którzy ją spożyją, będzie zdrowiem dla duszy i ciała, tam, gdzie będzie rozsypana, niech zniknie wszelka niegodziwość, zjawa, przebiegłość i diabelskie oszustwo oraz wszelki duch nieczysty.
Woda poświęcona jest środkiem ochrony przed zasadzkami złego ducha. Chroni ona: osoby, domy, przedmioty, pozwala wyjść zwycięsko w walce przeciwko sugestiom, cierpieniom fizycznym i psychicznym, mających podłoże w złym duchu. Dlatego można ją także pić, skrapiać ciało w miejscach bolesnych oraz pomieszczenia i przedmioty powszedniego użytku. Pomaga to w neutralizowaniu znaków objawianych przez złego ducha zarówno na ciele, jak i w przedmiotach. Godnym pochwały jest zawieszenie przy wejściu do domu lub mieszkania - kropielnicy. Warto skrapiać poświęconą wodą siebie, gdy wyruszamy z domu w świat, w drogę, czy gdy udajemy się na nocny spoczynek. Pokropienia wodą święconą/egzorcyzmowaną warto też zastosować w czasie napastliwych pokus, kłótni rodzinnych czy waśni sąsiedzkich, kiedy widać, że „zły mąci”.
Tekst o św. Agacie pochodzi z książki "Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku podług najwiarygodniejszych źródeł wyjętych z dzieł ojców i doktorów Kościoła św." Opracowane podług księdza Piotra Skargi T.J., ojca Prokopa, kapucyna, ojca Bitschnaua, benedyktyna i innych wybitnych autorów. Z uwzględnieniem świętych pańskich, błogosławionych i świętobliwych, których wydała ziemia polska aż do najnowszych czasów. Wydanie szóste poprawne i pomnożone. Mikołów - Warszawa. nakładem Karola Miarki. 1910. W cytowanym poniżej tekście została zachowana oryginalna pisownia z 1910 roku.
Męczeństwo św. Agaty. Dwa miasta, Palermo i Katania ubiegają się o zaszczyt wydania na świat tej świętej Męczenniczki. Mimo to jednę tylko pewność mamy, iż około r. 251 w mieście Katatnii, położonem w Sycylii umęczoną została.
Agata była córką szlachetnej i wielce zamożnej rodziny chrześcijańskiej w Sycylii. Odznaczała się nadzwyczajnym wdziękiem i pięknością ciała, jako też żywością ducha i szlachetnością serca, dali jej przeto rodzice imię greckie, agatha, co znaczy po polsku dobra. Sami pobożni, także i córkę kształcili słowem i przykładem w cnotach chrześcijańskich, a Agata w tak wybornej szkole wyrósłszy, była raczej podobną do Anioła, aniżeli do człowieka. Stąd wielu też miała wielbicieli, którzy pragnęli ją pojąć za żonę, ale wszystkich z niczem odprawiła, gdyż oblubieńcem jej dawno już był Jezus Chrystus i Jemu ciało i duszę swą poświęciła. - Niestety między odepchniętymi wielbicielami znajdował się także sam starosta sycylijski, Kwincyan. Nie mogąc znieść zawstydzenia, przemyśliwał, jakby się nad piękną chrześcijanką zemścić. To też nakazane przez cesarza Decyusza prześladowanie chrześcijan nadarzyło mu pożądaną sposobność. Kazał więc Agatę pojmać i stawić przed siebie. Nie było tajnem dziewicy, jak wielkie walki i męka, a wkońcu jak bolesna śmierć ją oczekuje, przeto bez przestanku gorąco się modliła: „Panie Jezu Chryste, Ty przenikasz serce moje, Ty znasz moje życzenia, do Ciebie chcę należeć ze wszystkiem, czem jestem i co posiadam; bądź moim pasterzem, niech ja będę Twoją owieczką; strzeż mnie w świętej walce o Twoją chwałę i wzmocnij słabość moją.“
Kwincyan uprzejmie ją przyjął, powtórzył swe pochlebstwo i obietnice, dając zarazem najstraszniejsze groźby, gdyby mu nie miała oddać serca i ręki. Bez chwili namysłu odpowiedziała mu jednakże Agata z wszelką stanowczością, iż nigdy w życiu tego nie uczyni. Pomimo tej odprawy starosta jeszcze gniew swój pohamował i oddał ją niewieście złych obyczajów, Afrodyzyi, aby wraz z pięciu córkami umysł jej zmieniła i uczyniła mu ją powolną. Ile więc niewinna Agata między temi zbrodniarkami przez trzydzieści dni znieść, jaką walkę stoczyć musiała, trudno wypowiedzieć. Łaska Boska była jednakże z nią, przeto i teraz wyszła zwycięsko, a Afrodyzya pobiegłszy do Kwincyana, oznajmiła mu, że stałości Agaty nic przełamać nie zdoła.
Zawiedziony w swych nadziejach Kwincyan, zasiadł przeto do sądu, kazał Agatę przyprowadzić i rozpoczął przesłuchy zapytaniem o jej imię i ród: „Jestem szlachcianką - odrzekła Święta - i ze znakomitego rodu pochodzę, jak o tem świadczy cały szereg moich przodków.“„Czemu - odparł znowu sędzia - poniżasz się do tego stopnia, że chrześcijanką zostałaś?“„Gdyż prawdziwej szlachetności - odrzekła Agata - nabywa się przez wyznanie Jezusa Chrystusa, którego mianuję się być sługą.“„A więc my - rzecze znowu Kwincyan - wzgardzając twoim Ukrzyżowanym, szlachetność naszą utracamy?“„Tak jest - odpowiedziała Święta - utracasz prawdziwą szlachetność, stając się niewolnikiem szatana i to do tego stopnia, że aby mu cześć oddać, kłaniasz się bryłom kamieni.“„Nie bluźnij naszym bogom!“ krzyknie Kwincyan groźnie. „Śliczne mi bogi - odpowiedziała z uśmiechem Agata - podobałoby ci się tak, bowiem gdyby małżonka twa była Wenerą, byłbyś równy Jowiszowi.“ Kwincyan zrozumiał przytyk, przeto kazał ją policzkować, krzycząc przytem z wściekłości: „Zaraz ofiaruj bogom, a jeżeli nie, to tortury cię rozumu nauczą!“„Dziwię się, jak rozsądny człowiek może takich rzeczy wymagać! - rzekła na to Agata - sam się swych bogów wstydzisz, a mimo to mnie każesz się im kłaniać.“
Rozkazał więc Kwincyan Agatę biczować, palić rozpalonem żelazem i rozdzierać ostrymi nożami, a gdy okazała się stałą, polecił jej piersi oderznąć. „Okrutny tyranie - zawołała Agata - czy nie wstyd tobie, kazać dręczyć piersi takie, jakiemi cię własna matka karmiła?“
Po takiej męce wrzucono ją zbroczoną krwią do więzienia, przykazując zarazem, aby nikt nie ważył się podać jej jadła lub napoju. W nocy jednakże więzienie napełniło się dziwną jasnością, a lekarz niebieski uleczył jej rany.
Gdy bowiem straszliwe męki cierpiąc, wychwalała Boga, przyszedł do niej święty Piotr w postaci starego, statecznego mężczyzny, mając z sobą Anioła trzymającego pochodnię. Piotr święty natomiast przyniósł z sobą lekarskie słoiki i narzędzia. „Córko - rzekł - oto okrutnie cię męczono, a nawet piersi ci odcięto. Patrząc na to i litując się nad tobą, przyszedłem cię uleczyć.“ Agata mniemała, że to rzeczywisty lekarz świecki, więc rzekła: „Ciało moje już żadnych lekarstw nie potrzebuje; dziękuję ci, uczciwy ojcze, żeś tu dla mnie przyszedł, aleć mnie już żaden człowiek leczyć nie będzie!“ Na to rzecze mniemany lekarz: „Czemuż nie chcesz się dać leczyć, córko moja?“„Bo mam lekarza Pana Jezusa, który, jeśli chce, jednem słowem uleczyć mnie zdoła.“ Wtedy św. Piotr, będąc świadkiem takiej wiary, wyznał jej, kim jest, i jakoby uśmiechając się, rzekł: „Tenci jest, który mnie posłał, bom ja Apostoł i poseł Jego. A teraz obacz, jako cię już uleczył.“ Po tych słowach zniknął; kiedy Agata wyszła ze zdumienia i spojrzała na siebie, zobaczyła, że nie było żadnej rany, a ciało jej stało się piękniejszem, aniżeli przed mękami. Napełniona wielką radością, uklękła i zaczęła się modlić: „Dziękuję Ci, Panie Jezu Chryste, żeś wejrzał na mnie i przysłał do mnie Twego Apostoła, Piotra świętego, który mnie posilił i ciało moje odnowił.“ Nagle światłość niebieska napełniła więzienie, a stróże przerażeni uciekli, zostawiając drzwi otwarte i Agata byłaby mogła wyjść na wolność, lecz nie chciała ustąpić z pola walki, dopóki nie będzie miała w ręku palmy zwycięstwa. Sami stróże uciekając, wołali na nią, aby wyszła, namawiali ją także i inni więźniowie, Agata jednak odpowiedziała: „Nie daj Boże, abym miała stracić blizką koronę, a tem samem straż narazić na karę, którejby owa niezawodnie nie uszła.“
Kwincyan dowiedziawszy się o tem, przywołał ją znowu, od nowa nakazując jej złożyć ofiarę bogom. „Jak nierozsądnym jest Twój rozkaz - rzecze Agata - abym miała zaprzeć się Tego, który mi rany przez ciebie zadane uleczył.“ Wtedy kazał nasypać żarzących się węgli i skorup i Agatę położyć na nie, aby ją żywcem spalić. Podczas tej męczarni zatrzęsła się ziemia, a lud począł się stanowczo domagać, aby dziewicy dłużej nie dręczono. Kwincyan wystraszony uciekł, a zgromadzeni widzowie zdjęli Męczenniczkę z ognia, lecz ta zdołała tylko wznieść ręce ku Niebu i wyrzec: „Jezu, dziękuję Ci za tę łaskę, teraz przyjmij mnie do Siebie“ - i wyzionęła ducha dnia 5 lutego roku Pańskiego 251, poczem ciało świętej Męczenniczki z wielką czcią pogrzebano. Kiedy zwłoki miano spuścić do grobu, zjawił się jakiś młodzieniec ze stu ślicznie przybranemi pacholętami i włożył w trumnę Agaty tabliczkę z łacińskim napisem, który brzmi w tłomaczeniu polskicm: „Myśl święta, cześć Bogu dobrowolna i ojczyzny wybawienie.“ Potem już nigdy ani owego młodzieńca, ani pacholąt nie widziano: domyślają się przeto, że byli to Aniołowie.
Kwincyan nie zdoławszy Agaty odwieść od Chrystusa, chciał przynajmniej zbogacić się jej majątkiem. Wybrał się przeto w podróż do jej miasta rodzinnego, lecz nie dojechał doń, bowiem Bóg w drodze go już ukarał. Chcąc się starosta przeprawić przez rzekę, wjechał konno na prom, gdzie go koń zrzucił, stratował nogami, a wreszcie zębami uchwyciwszy, wrzucił do wody. Taki więc koniec znalazł okrutnik.
Katania wzywa pomocy tej świętej Męczenniczki w czasie wybuchów ognia wznoszącego się z góry Etny, skąd Agata odbiera cześć jako Patronka od ognia.
Nauka moralna. „Chrystusowi służyć jest największą wolnością i najwyższem szlachectwem.“ Prawdziwości i pamięci godnych tych wyrazów świętej Agaty nie będą rozumieli ludzie, którym służba Chrystusowa ciężko przychodzi. Sądzą oni, że goniąc za światowemi uciechami, prawdziwie są wolnymi i prawdziwe znajdą szczęście. Ale jakże się mylą! Bowiem tylko niewolę, gorycz, niepokój i wyrzuty sumienia znajdą. Natomiast służyć Chrystusowi znaczy mieć prawdziwą wolność. „Gdzie Duch Pański przebywa - mówi Pismo święte - tam panuje wolność.“ Służba taka uwalnia nas od niewoli grzechu i szatana, wynosząc nas zarazem ponad nasze namiętności i czyniąc szlachetnymi. Wkładając na siebie słodkie jarzmo Chrystusa i biorąc lekkie brzemię Jego na nasze barki, dostępujemy słodkiej wolności dzieci Boga, której przyjemności są: pokój, radość, rozkosz i wesele. Chrystus panuje w nas, a my panujemy z Chrystusem. Z Nim i przez Niego zwyciężamy świat i szatana wraz ze złemi pożądliwościami, w nagrodę zaś uczestniczymy w wieczności w Jego szczęśliwem panowaniu w Królestwie niebieskiem. „Stawszy się niewolnikami Bogu, macie owoc wasz ku poświęceniu, a koniec żywot wieczny.“(Rzym. 6, 22).
Modlitwa. Boski Zbawicielu, daj za przyczyną św. Agaty, abyśmy nie służyli światu i grzechowi, lecz jedynie Tobie; iżbyśmy osiągnęli prawdziwą wolność dzieci Boga i z Tobą mogli kiedyś panować w Królestwie Ojca Twojego. Amen.
Dla naszego pożytku duchowego, jak najczęściej wspominajmy wszystkich tych, którzy żyli przed nami i wypełniając w swoim życiu Bożą wolę osiągnęli wieczne szczęście przebywania z Bogiem w niebie. Kościół wspomina nie tylko oficjalnie uznanych świętych, czyli tych beatyfikowanych i kanonizowanych, ale także wszystkich wiernych zmarłych, którzy już osiągnęli zbawienie i przebywają w niebie. Widzi w nich swoich orędowników u Boga i przykłady do naśladowania. Wstawiennictwa Wszystkich Świętych wzywa się w szczególnie ważnych wydarzeniach życia Kościoła. Śpiewa się wówczas Litanię do Wszystkich Świętych, która należy do najstarszych litanijnych modlitw Kościoła i jako jedyna występuje w księgach liturgicznych (w liturgii Wielkiego Piątku).
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa w Kościele nie wspominano żadnych świętych. Najwcześniej zaczęto oddawać cześć Matce Bożej. Potem kultem otoczono męczenników, nawiedzając ich groby w dniu narodzin dla nieba, czyli w rocznicę śmierci. W IV wieku na Wschodzie obchodzono jednego dnia wspomnienie wszystkich męczenników. Z czasem zaczęto pamiętać o świątobliwych wyznawcach: papieżach, mnichach i dziewicach. Większego znaczenia uroczystość Wszystkich Świętych nabrała za czasów papieża Bonifacego IV (+ 615), który zamienił pogańską świątynię, Panteon, na kościół Najświętszej Maryi Panny i Wszystkich Męczenników. Uroczystego poświęcenia świątyni wraz ze złożeniem relikwii męczenników dokonano 13 maja 610 roku. Rocznicę poświęcenia obchodzono co roku z licznym udziałem wiernych, a sam papież brał udział we Mszy św. stacyjnej. Już ok. 800 r. wspomnienie Wszystkich Świętych obchodzone było w Irlandii i Bawarii, ale 1 listopada. Za papieża Grzegorza IV (828-844) cesarz Ludwik rozciągnął święto na całe swoje państwo. W 935 r. Jan XI rozszerzył je na cały Kościół. W ten sposób lokalne święto Rzymu i niektórych Kościołów stało się świętem Kościoła powszechnego.
Po raz pierwszy 9 listopada 2025 roku, w święto rocznicy poświęcenia bazyliki laterańskiej, w Kościołach lokalnych obchodzić będziemy dzień wspomnienia „świętych z sąsiedztwa”.
Kościoły partykularne zachęcane są do tego, aby w tym dniu wspominać świętych, błogosławionych, kandydatów na ołtarze, tych wszystkich świadków wiary, którzy żyli i świadczyli o Jezusowej Ewangelii, a wzrastali w konkretnych środowiskach.
Nie jest to wspomnienie celebrowane liturgicznie, ale ma stać się okazją do podejmowania różnych inicjatyw mających na celu ukazanie lokalnych świadków Ewangelii. Jego obchody mają też przypominać o powszechnym powołaniu do świętości. Chodzi o zwrócenie uwagi zwłaszcza na postaci tych osób, co do których toczą się procesy beatyfikacyjne w różnych fazach. Chodzi też o wspomnienie tych, którzy żyli wśród nas na co dzień Ewangelią. Po to, aby trwała o nich pamięć przekazywana kolejnym pokoleniom. Może nie wszyscy będą objęci postępowaniem procesowym, nie zostaną błogosławionymi czy kanonizowanymi, ale mamy przekonanie, że swoim życiem zasłużyli na niebo, to właśnie o nich mamy też kultywować pamięć lokalnie.
Wprowadzone wspomnienie idzie po linii adhortacji „Gaudete et exsultate”, która mówi właśnie o „świętych z sąsiedztwa”. Jest też wynikiem przede wszystkim nauczania i przykładu św. Jana Pawła II. Papież Polak o powszechnym powołaniu do świętości mówił wielokrotnie oraz dał nam wspaniały przykład osobistej świętości życia. Zachęcał do podejmowania wysiłku zmierzającego do ukazywania wzorów świętości ludzi, którzy żyli pośród nas. Jako Piotr naszych czasów beatyfikował i kanonizował wielu błogosławionych i świętych, wskazując, że pedagogika świętości winna być i jest zasadniczym elementem programu duszpasterskiego na nowe tysiąclecie.
Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej 16 listopada 2024 r. opublikowało, w sprawie dnia wspomnienia „świętych z sąsiedztwa”, list Papieża Franciszka. Dokument nosi datę 9 listopada. I to właśnie ten dzień został wskazany, aby co roku był czasem szczególnej pamięci o lokalnych świadkach wiary.
Nieprzypadkowo papieski list dotyczący wspominania „świętych z sąsiedztwa” nosi datę 9 listopada. Jest to dzień obchodzonego w całym Kościele powszechnym święta rocznicy poświęcenia bazyliki laterańskiej. Ma to na celu przypomnienie i umocnienie więzi Kościołów lokalnych ze Stolicą Apostolską. 1 listopada wspominamy wszystkich świętych. Przywołanie 9 listopada tych, którzy żyli pośród naszych przodków i nas w lokalnych środowiskach, oddanie im czci w dniu, w którym kierujemy myśli ku Lateranowi, ma szczególną wymowę. Bazylika laterańska była bowiem i pozostaje katedrą Biskupa Rzymu. Przez wiele wieków na wzgórzu laterańskim rezydowali następcy św. Piotra, koncentrowało się tam życie religijne, odbyło się aż pięć soborów powszechnych, zwanych właśnie laterańskimi. Bazylika – jak głosi umieszczony na jej frontonie napis – do dziś uważana jest za matkę i głowę wszystkich kościołów miasta i świata.
Abp Józef Kupny (Wrocław). Święci to ludzie tacy sami jak my. Ich życie niewiele różniło się od naszego – chorowali, znosili trudności, doświadczali pokus. Od przeciętności różniła ich jednak bezgraniczna miłość do Boga, nieograniczone miłosierdzie i modlitwa płynąca z całego serca. Ich chrześcijaństwo nie było połowicznym przyznawaniem się do Chrystusa, ale radykalnym opowiedzeniem się po stronie Boga.
Święci potrafili zaprzeć się samych siebie, gdy wymagało tego życie, i nieśli swój krzyż, idąc za Jezusem. Po nas nie zawsze widać, że przyznajemy się do Chrystusa.
Święci nie byli ludźmi doskonałymi. Na ich drodze zdarzały się upadki i grzechy, ale wytrwali na drodze błogosławieństw i doszli do nieba. Wierzymy, że wśród opieczętowanych, o których mówi Pismo Święte, są również nasi bliscy rodzice, rodzeństwo, przyjaciele i sąsiedzi, których dziś wspominamy przy ich grobach. Ufamy, że cieszą się nagrodą wieczną.
Jezus, zapowiadając swoje odejście z tego świata, mówił o przygotowaniu dla nas wielu mieszkań w domu Ojca. Te słowa niosą ogromną nadzieję, że nasi bliscy zmarli żyją i cieszą się niebem. Dają też nadzieję nam samym, że i my mamy przygotowane miejsce w niebie. Warunkiem naszego zamieszkania w domu Ojca razem z Chrystusem jest Jego ponowne przyjście. Jak wielką ulgą po stracie bliskich jest nadzieja na spotkanie z nimi w domu Ojca. To nie jest tak, że odeszli od nas na zawsze.
Pierwsze pokolenie chrześcijan żyło w przekonaniu o rychłym powrocie Pana. Z czasem, gdy oczekiwane przyjście Chrystusa nie następowało, uczniowie zaczęli głębiej rozważać tajemnicę życia po śmierci. Św. Piotr tłumaczy, że Bóg jest cierpliwy i pragnie zbawienia wszystkich. Święci więc na nas czekają, a mieszkania w niebie są już przygotowane. To jednak od nas zależy, czy wykorzystamy dany nam czas na ziemi, by „wybielić swe szaty we krwi Baranka”.
Św. Jan Chryzostom wskazywał pięć dróg prowadzących do pojednania z Bogiem: 1 - wyznanie i potępienie własnych grzechów, dzięki temu Bóg przebacza człowiekowi, przebaczenie bliźnim; 2 – panowanie nad gniewem i zapomnienie doznanych krzywd; 3 - żarliwa modlitwa, płynąca z głębi serca; 4 - jałmużna, wyraz miłości i troski o innych oraz 5 - pokora i skromność to postawa, która otwiera serce na Boga.
Tymi drogami warto kroczyć każdego dnia, bo one jednoczą nas z Chrystusem. Świętość jest dla każdego z nas – to nasze przeznaczenie. Jak mówiła św. Matka Teresa z Kalkuty: "świętość nie jest luksusem, lecz koniecznością. Tylko nią możemy osiągnąć spełnienie i uczestnictwo w chwale Boga."
Abp Zbigniew Zieliński (Poznań). Nie rozumieją świętości ci, którzy nie chcą jej dostrzec. Rozumieją świętość ci, którzy mimo różnych życiowych słabości wiedzą, że jest ona jedyną słuszną opcją, jaką może wybrać w życiu człowiek, który nie chce zmarnować życia.
Największym wrogiem świętości jest powszedniość, umiarkowanie, poprzestanie na zamiarach i projektach.
Święci są pomostem do nieba. Święci Starego Testamentu to prorocy niosący nadzieję w ciemności; święci apostołowie to filary wiary; święci męczennicy to mocarze wiary. Święci ze średniowiecza to fascynujący mistrzowie życia duchowego i mistycy, a święci czasu wojen, ofiary prześladowań ostrzegają, do czego prowadzi cywilizacja budowana bez Boga. Dziś przywołujemy także świętość tych, którzy potwierdzili ją swoim bohaterstwem.
Wśród świętych i błogosławionych jest oficjalnie ogłoszonych niemal 300 Polaków.
Abp Wacław Depo (Częstochowa). To wiara przyprowadziła nas na cmentarz. Ona będąc więzią osobistego spotkania z Bogiem daje nam nadzieję uczestnictwa w życiu Boga na wieczność. Wiara nam każe kroczyć drogą Jezusowych Błogosławieństw, które są Jego autoportretem. Na tych drogach kroczyli święci zapatrzeni w Chrystusa poprzez codzienne zmaganie o prawdę i świętość.
Kościół wzywa dziś wstawiennictwa Świętych, abyśmy pielgrzymując drogą wiary nie zagubili się w propozycjach i zamęcie tego świata. Uroczystość Wszystkich Świętych zaprasza nas, żebyśmy zobaczyli świat od strony Boga.
Błogosławieństwa Jezusa dają nam tę szczególną nadzieję, że życie chrześcijanina nigdy nie zakończy się na bólu, cierpieniu, prześladowaniu, czy nawet śmierci. Ponieważ to Chrystus jest zwycięzcą zła i śmierci. Celem człowieka nie jest śmierć, ale radość i życie.
Kiedy czcimy tajemnicę Wszystkich Świętych musimy sobie uświadomić, że w kalendarzu Kościoła Katolickiego jest ponad 10. tys. już kanonizowanych ludzi. Zatem za mało jest dni w roku kalendarzowym dla wspomnienia najbardziej znanych świętych, którzy stanowią wzór dla naszego życia, ale to jest również i nasza nadzieja, że wszyscy są znani Bogu z własnego imienia i z własnej niepowtarzalności przed Bogiem.
Nie lękajmy się być świętymi w codzienności, którzy będą mieli odwagę zmieniać świat na bardziej ludzki i bardziej Boży.
Bp Krzysztof Włodarczyk (Bydgoszcz). Myślimy o Kościele tryumfującym, a więc o wszystkich świętych i błogosławionych, którzy zostali wyniesieni na ołtarze. O tych, którzy też są świętymi, ale nieznanymi jeszcze z imienia. Myślimy również - jak uczył nas papież Franciszek - o świętych z sąsiedztwa. Może to właśnie nasi pradziadkowie, dziadkowie, babcie, rodzice, najbliżsi z rodziny. Ufamy, że radują się oglądaniem Oblicza Bożego.
Uroczystość obchodzona 1 listopada, to także przywoływanie Kościoła walczącego o niebo. Zdobywamy je tu, w codzienności, zwykłych sprawach. Jako ci, którzy czerpią z miłości Pana Boga, rozdając ją drugiemu człowiekowi. My nie przeżywamy uroczystości wszystkich dobrych, choć święty powinien być dobry. Jednak niekoniecznie ktoś dobry może być świętym, bo działa tylko w wymiarze doczesności, nie jest otwarty na Boga. Nasza relacja z Bogiem to inwestycja, która utwierdza nas w przekonaniu, że idziemy w dobrym kierunku.
Modlitwa w tych dniach, zwłaszcza 2 listopada, jest także dotknięciem Kościoła cierpiącego, oczyszczającego się, czyli rzeczywistości czyśćca. To są ci nasi siostry i bracia już zbawieni, ale jeszcze nie oczyszczeni w pełni, by wejść do Królestwa Niebieskiego. To ich cierpienie i żal, że byli niedoskonali w miłości do Pana Boga i drugiego człowieka. Dlatego za nich się modlimy. To nasza pomoc dla zmarłych, którzy są w czyśćcu. Mamy piękny czas - od 1 do 8 listopada - że możemy uzyskać dla nich odpust.
Święci przypominają, że możliwe jest dobre przeżycie doczesności w każdych warunkach oraz okolicznościach. Jako przykład niech nam posłuży św. Siostra Faustyna i św. Karol Acutis, który mówił: „Smutek to wzrok zwrócony na samego siebie. Szczęście to wzrok skierowany ku Bogu. Nawrócenie to nic innego jak przenoszenie spojrzenia od dołu do góry”.
Bp Jerzy Mazur (Ełk). Modlitwa jest duszom zmarłych najbardziej potrzebna, a nie jedynie kwiaty i płonące znicze. Jako ludzie wierzący idziemy na cmentarze, bo wierzymy w przyszłe zmartwychwstanie ciała. Idziemy na cmentarze, bo to wyraz naszej miłości do tych, którzy odeszli.
Dzisiaj jesteśmy zachęcani do tego, by spoglądając na wszystkich świętych, którzy oglądają Boga w Niebie, uczyli się od nich, jak wzrastać w gorliwości do podążania ich drogą, drogą błogosławieństw, o których słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie".
Przychodzą z wielkiego ucisku, a więc skąd? Odpowiedź jest jasna - z ziemi. Ziemia jest miejscem wielkiego ucisku. Świat jest wypełniony wojnami, ludzie się zabijają, nienawidzą, jest miejscem, gdzie ludzie siebie nawzajem niszczą, uciskają. [...] Tam, gdzie jest miłość, tam, gdzie jest prawda, tam, gdzie jest sprawiedliwość, tam, gdzie ludzie się szanują, gdzie sobie służą, przebaczają, tam już na ziemi jest początek Nieba, a tam, gdzie się zabijają, okłamują, niszczą, nienawidzą, tam jest przedsionek piekła.
Dzisiaj święci i zmarli wołają o naszą świętość. Przypominają nam, że w życiu najważniejsze jest zbawienie, życie wieczne. Bądźmy mądrymi, by wygrać życie doczesne, ziemskie i życie wieczne.
Bp. Krzysztof Nitkiewicz (Sandomierz). Dzięki świętym możemy ukształtować całościowe spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość. Pomiędzy światem żyjących a tymi, którzy odeszli do wieczności istnieją głębokie więzi duchowe. Podczas Eucharystii Kościół modli się zarówno za żywych, jak i za zmarłych, wierząc w ponowne spotkanie w domu Ojca. Święci i błogosławieni, będący już blisko Boga wspierają wiernych swoim wstawiennictwem. Pielęgnujmy więź z nimi poprzez modlitwę do świętych patronów, poznawanie ich życia oraz nadawanie imion świętych nowo narodzonym dzieciom przy okazji sakramentu chrztu.
Nasi święci orędownicy w Niebie, zostali nam dani jako wzór do naśladowania, abyśmy po zakończeniu ziemskiej wędrówki, mogli znaleźć się tam, gdzie oni już są. Zacznijmy od wsłuchania się w osiem Chrystusowych błogosławieństw proklamowanych dzisiaj w Ewangelii i starajmy się żyć w ich duchu. Dzięki świętym możemy jednocześnie ukształtować poprawne, całościowe spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość. Niejednokrotnie napełnia nas ona smutkiem, budzi niepokój, zwłaszcza kiedy wierzymy bezkrytycznie w to, co słyszymy i obserwujemy. Dotyczy to również Kościoła. Ile osób wieści bez przerwy jego koniec. Podejrzewam, że wynika to z nieznajomości natury Kościoła na którą składa się rzeczywistość ziemska oraz świat duchowy, chwalebny – jego przedstawicielami są właśnie święci. Najważniejsze jednak to, że głową Kościoła jest nasz Zbawiciel Jezus Chrystus – najdoskonalszy wzór i źródło świętości.
Kierujmy nasz wzrok ku Bogu tak abyśmy patrzyli na życie w perspektywie nieba. Lekceważące traktowanie śmierci nie przyniesie prawdziwego pokoju serca, ten bowiem pokój rodzi się z wiary w zmartwychwstanie Chrystusa.
Im więcej będzie w nas Jezusa, Jego Ewangelii, tym więcej będzie światła, dobra, pokoju, a mniej ciemności, zła i agresji. Tak działo się w życiu świętych. Przyjęło się stwierdzenie, że w momencie odejścia ze świata święci urodzili się dla Nieba. Tak naprawdę ich nowe narodziny miały miejsce dużo wcześniej. Co więcej, byli dla sobie współczesnych, podobnie jak są dla nas cząstką Nieba.
Nie wystarczy zachwycać się doczesną egzystencją i nie ma sensu ciągle na nią narzekać. Historia ludzkiego życie nie kończy się bowiem na ziemi, nie jest ani beztroską przechadzką, ani marszem triumfalnym, a jeśli przypomina nieraz drogę krzyżową, można na niej spotkać i św. Weronikę i Szymona z Cyreny. Niech zapłonie w nas dzisiaj pragnienie Nieba, uśmierzając cierpienia, które niczym ciernie wbijają się w kruche ciało. Niech przykład świętych i małe radości płynące z czynienia dobra umacniają w nas nadzieję na przyszłe życie w Królestwie Niebieskim.
Bp Krzysztof Zadarko (Koszalin). Bóg chce nas wszystkich zobaczyć świętymi, ponieważ dopiero wtedy spełni się Jego marzenie o tym, do czego nas stworzył. Świętość jest na wyciągnięcie ręki. Nie jest dla wybranych sprzed wieków, albo dla jakiejś wąskiej grupy dzisiaj. Na tym cmentarzu przemawia do nas Jezus Chrystus i pragnieniem Jego serca jest uczynić nasze serca podobnymi do tego, co pozostawił nam w Ewangelii o ośmiu błogosławieństwach
Święci to zatem ubodzy w duchu, czyli ci, którzy odwracają się od pokusy bycia ważnymi i dominującymi. Cisi to ci, którzy ciągle są gaszeni przez tych ważniejszych, wyższych i większych, wybierając pokorę. Wiedzą o tym, że ta cichość nie przyniesie im doczesnego sukcesu. W ten sposób naśladują Jezusa łagodnego i pokornego sercem. Nie marnują czasu na wieczne narzekanie i krytykanctwo wiedząc, że powiedzą o nich: naiwni i głupi. Z kolei smutni według Ewangelii o błogosławieństwach to ci, którzy nie uciekają od cierpienia bliskich i nie szukają pociechy w grzechu, szczególnie wtedy, gdy robi się za ciężko i wydaje się, że dłużej nie da się wytrzymać. Umieją płakać z innymi, nie zostawiając ich w nieszczęściu osamotnionymi. A głodni i spragnieni sprawiedliwości? To ci, którzy nie dezerterują z powodu układów i sądów innych. Sprawiedliwość to pozostawanie wiernym Panu Bogu wbrew modzie i tzw. autorytetom. Ludzie spragnieni sprawiedliwości kierują się w swoim życiu sumieniem. Miłosierni to z kolei ci, którzy najpierw dają od siebie, z siebie, ze swojego i są chętni do przebaczania. Ludzie czystego serca to ci, którzy nie ukrywają swoich intencji. Ich łagodna szczerość nieraz zniewala. Działają bez słów, pragnienia przewagi nad innymi, udawania, czy kombinowania. W końcu są tacy święci, którzy idą drogą pokoju, choć naokoło dzieją się wojny i konflikty. To ludzie, którzy umieją trudne sytuacje rozwiązywać inaczej niż otoczenie. Ludzie pokoju wiedzą, że trzeba unikać plotkarzy i niechętnych kompromisom.
Zmarli liczą nie tylko na naszą pamięć. Bardziej czekają na naszą modlitwę. Dzisiejsza uroczystość przeniknięta jest wiarą w świętych obcowanie. Na tym ołtarzu niech więc będzie uwielbiony Bóg w życiu tych, którzy byli dla nas najdrożsi, najważniejsi. Chcemy prosić Go, aby oczyścił ich, jeśli cokolwiek jeszcze na ich duszy jest niegodnego.
Bp Marian Florczyk (Kielce). Świat przemija od początku swego istnienia, przemijają marki samochodów, mody, cywilizacje, ideologie oraz ci, pełni pychy, którzy myśleli, że pozostaną na wieki. Ty przemijasz, ja przemijam, przemija każdy człowiek (…), a przeżyte lata nie wrócą, jak nie wróci liść na drzewo.
Życie przemija, ale się nie kończy, a człowiek przemijając zmierza do innego życia. To Jezus nadał sens śmierci poprzez zmartwychwstanie, On wskazał człowiekowi drogę. Aby dotrzeć do celu tej drogi, trzeba już teraz zaprzyjaźnić się z Jezusem i uczynić z Niego dalszą drogę życia. To On, Jezus, otwiera drzwi do domu Ojca i włącza do szczęśliwych, do świętych. W krainie szczęśliwych nie ma łez, mroku, płaczu, ciemności, tam jest wieczna Światłość, a tą Światłością jest sam Bóg. To Jezus jest Światłością świata, a Światłość stała się obecnością Boga tu na ziemi.
W kościołach płomień świec przypomina, że tam jest Bóg – Świętość, Światło i że to miejsce jest święte. Pismo Święte, szczególnie św. Jan Apostoł poucza, że Bóg jest Światłością i nie ma w Nim ciemności. Zaznaczał, że znicz powinien „płonąć żywym płomieniem”, tak jak płonący krzew, w którym Bóg objawił się Jezusowi.
Na cmentarz nie wystarczy tylko przyjść. (…). Trzeba zapalony znicz postawić z modlitwą (…). W dalsze życie idziemy z Jezusem, do Światłości, a grzech i ciemności nie sprowadzą nas na manowce, nie odbiorą szczęścia wiecznego.
Bp Jacek Kiciński CMF (Wrocław). Uroczystość Wszystkich Świętych to jedna z najpiękniejszych chwil w życiu Kościoła, ponieważ ukazuje wierzącym perspektywę nieba. Ta uroczystość przypomina nam, że każdy człowiek ma przygotowane mieszkanie w domu Ojca. Ono na nas czeka. Pytanie tylko, czy my o tym mieszkaniu myślimy i czy chcemy kiedyś w nim zamieszkać? Powołanie do świętości dotyczy każdego człowieka ochrzczonego. Świętość nie jest zarezerwowana dla nielicznych, lecz znajduje się w zasięgu ręki wszystkich wierzących.
Do świętości jesteśmy powołani mocą sakramentu chrztu świętego. Od nas zależy, czy tę świętość osiągniemy. Kluczem do przemiany życia jest zanurzenie się w Bożej miłości, która potrafi oczyścić serce i nadać mu blask bez skazy. Jezus powiedział: „Weźcie na siebie jarzmo moje i uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem”. Idąc z Jezusem doświadczamy, że jarzmo staje się słodkie, a brzemię lekkie. To paradoks Bożej miłości.
1 listopada to dzień pamięci o zmarłych, którzy dla wielu są przykładem świętości na co dzień. Oni żyli obok nas i do dziś żyją w naszej pamięci. Święci odnawiają świat, czynią go piękniejszym. Nie dlatego, że sami chcieli go zmienić, ale dlatego, że pozwolili Chrystusowi odnowić swoje życie.
Świętość nie oznacza braku słabości ani oderwania od rzeczywistości. Przeciwnie – święci zmagali się z trudnościami, ale ufali Bogu i czerpali siłę z modlitwy, Słowa Bożego i spotkania z Chrystusem. Nikt nie rodzi się świętym, ale każdy może się nim stać. Nie ma świętości bez miłości, modlitwy i bliskości z Jezusem. Osiem błogosławieństw to program drogi do świętości. Jezus dał nam prostą drogę do nieba – błogosławieństwa, które uczą, jak żyć, by osiągnąć zbawienie. Z Nim i w Nim wszystko może się odmienić. On daje nam słowo nadziei.
(Sermo 2: Opera omnia, Edit. Cisterc. 5 [1968] 364-368)
Śpieszmy ku braciom, którzy na nas czekają
Na cóż potrzebne świętym wygłaszane przez nas pochwały, na cóż oddawana im cześć, na cóż wreszcie cała ta uroczystość? Po cóż im chwała ziemska, skoro zgodnie z wierną obietnicą Syna sam Ojciec niebieski obdarza ich chwałą? Na cóż im nasze śpiewy? Nie potrzebują święci naszych pochwał i niczego nie dodaje im nasz kult. Tak naprawdę, gdy obchodzimy ich wspomnienie, my sami odnosimy korzyść, nie oni. Co do mnie, przyznaję, że ilekroć myślę o świętych, czuję, jak się we mnie rozpala płomień wielkich pragnień.
Pierwszym pragnieniem, które wywołuje albo pomnaża w nas wspomnienie świętych, jest chęć przebywania w ich upragnionym gronie, zasłużenie na to, aby się stać współobywatelami i współmieszkańcami błogosławionych duchów, nadzieja połączenia się z zastępem patriarchów, ze zgromadzeniem proroków, z orszakiem Apostołów, z niezmierzoną rzeszą męczenników, wspólnotą wyznawców, z chórem dziewic, wreszcie zjednoczenie się i radość we wspólnocie wszystkich świętych. "Kościół pierworodnych" chce nas przyjąć, a nas to niewiele obchodzi, pragną nas spotkać święci, my zaś nie zważamy na to, oczekują nas sprawiedliwi, a my się ociągamy.
Obudźmy się wreszcie, bracia, powstańmy z Chrystusem. Szukajmy tego, co w górze; do tego, co w górze, podążajmy. Chciejmy ujrzeć tych, którzy za nami tęsknią, śpieszmy ku tym, którzy nas oczekują, duchowym pragnieniem ogarnijmy tych, którzy nas wyglądają. A nie tylko trzeba nam pragnąć wspólnoty ze świętymi, lecz także udziału w ich szczęściu. Gdy więc pragniemy ich obecności, z największą gorliwością zabiegajmy również o wspólną z nimi chwałę. Taka gorliwość nie jest zgubna ani też zabieganie o taką chwałę nie jest niebezpieczne.
Drugim pragnieniem, które budzi w nas wspomnienie świętych, jest, aby Chrystus, nasze życie, ukazał się tak jak im również i nam, abyśmy i my ukazali się z Nim w chwale. Teraz bowiem nasza Głowa, Chrystus, objawia się nam, nie jakim jest, ale jakim stał się dla nas; ukoronowany nie chwałą, ale cierniami naszych grzechów. Byłoby rzeczą niegodną, aby ten, kto przynależy do Głowy ukoronowanej cierniami, szukał łatwego życia, albowiem purpura nie jest dlań oznaką chwały, ale hańby. Nadejdzie chwila pojawienia się Chrystusa i jego śmierć nie będzie już głoszona. Wówczas poznamy, że i my umarliśmy, a nasze życie ukryte jest w Chrystusie. Ukaże się Głowa w chwale, a wraz z nią zajaśnieją uwielbione członki. Wtedy to Chrystus odnowi nasze ciało poniżone upodabniając je do chwały Głowy, którą jest On sam.
Do tej chwały podążajmy bezpiecznie i z całą usilnością. Aby zaś dane nam było pragnąć i dążyć do tak wielkiego szczęścia, powinniśmy się starać o pomoc świętych. Za ich łaskawym wstawiennictwem otrzymamy to, co przerasta nasze możliwości.