Trzeba być szalonym, by nie myśleć o wieczności.
W każdej chwili można przekroczyć jej próg. (Auguste Valensin)

Zmarli Pomoc Cmentarz Cm. Ewangel. Cm. Mazanów Cm. Prawno

  • Pomoc zmarłym
  • Niebo
  • Czyśćciec
  • Piekło
  • Czytelnia

Pomoc wiernym zmarłym

Spis treści:

1. Modlitwa.

1. Modlitwy do Matki Bożej.

1. Akt strzelisty do Matki Bożej.

2. Akt miłości za dusze.

3. Za dusze w płomieniach.

4. Za dusze opuszczone.

2. Modlitwy św. Gertrudy.

1. Modlitwa Jezusa za dusze.

2. Modlitwa do dusz czyśćcowych.

3. Modlitwa za dusze czyśćcowe.

3. Modlitwy za zmarłych.

1. Modlitwa św. Faustyny.

2. Wyzwól duszę Twego sługi.

3. Błagamy o Twe miłosierdzie.

4. Zmiłuj się nad duszami.

5. Wieczny odpoczynek.

6. Za zmarłą.

7. Za zmarłego.

8. W dniu śmierci lub pogrzebu.

9. W rocznicę śmierci.

10. Za zmarłego w rodzinie.

11. Za zmarłych rodziców.

12. Za poległych żołnierzy.

4. Nowenna. Dzień: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |

5. Modlitwy za zmarłych na cały tydzień. Poniedziałek. Wtorek. Środa. Czwartek. Piątek. Sobota. Niedziela.

6. Litanie za zmarłych: 1 litania | 2 litania | 3 litania |

7. Inne modlitwy.

1. Akt codziennego ofiarowania.

2. Prośba o udzielenie łaski.

3. O uniknięcie ognia czyśćcowego.

4. O łaskę wiary w życie wieczne.

2. Msza Święta.

1. Ofiarowanie Komunii św.

2. Zamawianie Mszy św.

3. Msza św. najcenniejszy dar.

4. Msze św. gregoriańskie.

5. Msze św. wieczeste.

6. Święci o Mszy św.

3. Różaniec.

1. Moc Różańca.

2. Różaniec za zmarłych.

1. Tajemnice radosne.

2. Tajemnice światła.

3. Tajemnice bolesne.

4. Tajemnice chwalebne.

4. Dobre uczynki.

1. Cnoty i dobre uczynki.

2. Modlitwa i ofiary za grzeszników.

5. Droga Krzyżowa.

1. Droga Krzyżowa 1892. Stacje: Wstęp | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | Zakończenie |

6. Świece i znicze.

7. Żywe kwiaty.

8. Dzwony.

9. Kropienie wodę święconą.

10. Jałmużna.

1. Ofiara przebłagalna za zmarłych.

11. Cierpienie.

1. Cierpienia zastępcze.

2. Aby jeszcze cierpieć.

12. Odpusty.

1. Odpusty są bezcenne.

2. Warunki uzyskania odpustu.

3. Odpust za zmarłych.

4. Odpust za zmarłych każdego dnia.

5. Odpust w Roku Jubileuszowym 2025.

13. Wypominki.

1. Dyptyki.

2. Wypominki za zmarłych.

3. Wypominki z odpustem.

do góry

Modlitwa

Stan łaski uświęcającej. Każda modlitwa zaniesiona przez nas, kiedy jesteśmy w stanie łaski uświęcającej, może pomóc duszom w czyśćcu cierpiącym. Bez trwania w łasce uświęcającej nasza pomoc zmarłym jest bezowocna. Uczony Suares mówił, że ktoś kto nie pokutuje za swoje grzechy i trwa w grzechu ciężkim, nie może spłacić cudzych długów. Dlatego jakże ważna jest Spowiedź św. np. na pogrzebie, by można było Komunię św. i modlitwę ofiarować za zmarłych.

Niepokojące więc jest to, że na pogrzebach większość ludzi nie przyjmuje Komunii św. i nie idzie do Spowiedzi św. Podobnie spotykamy się ze zjawiskiem, kiedy to większość przychodzi jedynie na pogrzeb, a na Mszy św. ich nie ma. Czy my gromadzimy się na pogrzebach, by modlić się za naszych zmarłych?

do góry

Modlitwy do Matki Bożej
za dusze w czyśćcu

1. Akt strzelisty do Matki Bożej

O Maryjo, Matko Boża i Matko miłosierdzia, módl się za nami i za duszami w czyśćcu cierpiącymi.

Święta Maryjo, ucieczko nasza, módl się za nami i za duszami w czyśćcu cierpiącymi.

do góry

2. Akt miłości za dusze w czyśćcu cierpiące

O Niepokalana Maryjo, Matko Miłosierdzia, która widziałaś święte Ciało ukochanego Syna Twojego wzniesione na krzyżu, patrzyłaś na ziemię przesiąkniętą Jego Krwią i byłaś obecna przy okrutnej Jego śmierci. Polecamy Ci, Matko Najświętsza, dusze cierpiące w czyśćcu i błagamy, racz wejrzeć na nie okiem miłosierdzia Twojego i uproś im wybawienie z mąk. Dla uproszenia Twej łaski, o Matko Niepokalana, przebaczamy szczerze i serdecznie tym wszystkim, którzy nas obrazili i przez Twoje wstawiennictwo prosimy Jezusa o udzielenie im wszelkiego dobra - łaski i błogosławieństwa w zamian za zło, które nam wyrządzili lub którego nam życzyli. Przez Twoje ręce, o Panno święta, ofiarujemy Bogu ten akt miłości dla uproszenia miłości dla dusz, które poddane są oczyszczeniu. Amen

do góry

3. Za dusze w płomieniach czyśćcowych

Najświętsza Panno Nieustającej Pomocy, Matko litościwa, racz spojrzeć na biedne dusze, które sprawiedliwość Boża zatrzymuje w płomieniach czyśćcowych. Są one drogie dla Twego Boskiego Syna, gdyż zawsze Go kochały i teraz gorąco pragną być blisko Niego, lecz nie mogą zerwać swych więzów, które je trzymają w palącym ogniu czyśćca. Niech się wzruszy Twe serce, Matko litościwa. Pośpiesz z pociechą dla tych dusz, które Cię zawsze kochały i teraz ślą do Ciebie swe westchnienia. Wszak są to Twoje dzieci, bądź więc im pomocą, nawiedzaj je, osładzaj ich męki, skróć ich cierpienia i nie zwlekaj z ich wybawieniem. Amen.

do góry

4. Za dusze opuszczone

O Maryjo, swym litościwym sercem obejmij dusze zamknięte w ciemnych więzieniach pokuty, a nie mających na ziemi nikogo, kto by o nich pamiętał. Najlepsza Matko, wejrzyj swym miłosiernym wzrokiem na te dusze opuszczone, przyjdź im ze skuteczną pomocą wśród opuszczenia, w jakim pozostają i pobudź serca wielu wiernych do modlitwy za nie. O Matko Nieustającej Pomocy, zlituj się nad duszami opuszczonymi w czyśćcu!

O Niepokalana Maryjo, Matko Miłosierdzia, która widziałaś święte Ciało ukochanego Syna Twojego wiszące na krzyżu, patrzyłaś na ziemię przesiąkniętą Jego Krwią i byłaś obecna przy Jego okrutnej śmierci. Polecam Ci, Matko Najświętsza, dusze cierpiące w czyśćcu i błagam, racz wejrzeć na nie okiem swego miłosierdzia i wyjednaj im wybawienie z mąk. Dla wyproszenia Twej łaski, o Matko Niepokalana, przebaczam szczerze i serdecznie tym wszystkim, którzy mnie obrazili i przez Twoje wstawiennictwo proszę Jezusa o udzielenie im wszelkiego dobra, łaski i błogosławieństwa w zamian za zło, które mi wyrządzili lub którego mi życzyli. Przez Twoje ręce, o Panno Święta, ofiaruję Bogu ten akt miłości dla uproszenia miłosierdzia dla dusz, które poddane są oczyszczeniu. Amen.

do góry

Modlitwy św. Gertrudy

1. Modlitwa Jezusa za dusze czyśćcowe

Św. Gertruda (+1302) tak bardzo pragnęła, by dusze czyśćcowe mogły wejść do Bożego królestwa, że poprosiła Jezusa o specjalną modlitwę w tej intencji. Pan podyktował jej wtedy tekst, do którego dołączył obietnicę, że odmówienie tej modlitwy uwolni z czyśćca za jednym razem tysiąc dusz.

Ojcze Przedwieczny,

ofiaruję Ci najdroższą Krew Boskiego Syna Twego,

Pana naszego, Jezusa Chrystusa,

w połączeniu ze wszystkimi Mszami Świętymi

dzisiaj na całym świecie odprawianymi,

za dusze w czyśćcu cierpiące, za umierających,

za grzeszników na świecie,

za grzeszników w Kościele powszechnym,

za grzeszników w mojej rodzinie,

a także w moim domu.

Amen.

Na zakończenie modlitwy można odmówić: Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo...

do góry

2. Modlitwa do dusz czyśćcowych

Niech Jezus Chrystus, dla nas ukrzyżowany, zmiłuje się nad wami, dusze bolejące; niech swoją Krwią zagasi pożerające was płomienie. Polecam was tej niepojętej miłości, która Syna Bożego sprowadziła z nieba na ziemię i wydała na okrutną śmierć. Niech się ulituje nad wami, jak okazał swe miłosierdzie dla wszystkich grzeszników, umierając na krzyżu.

Jako zadośćuczynienie za wasze winy ofiaruję tę synowską miłość, jaką Jezus w swym Bóstwie kochał swego Przedwiecznego Ojca, a w Najświętszym Człowieczeństwie najmilszą swoją Matkę. Amen.

do góry

3. Modlitwa za dusze czyśćcowe

Boże miłosierny, z tronu Twojej chwały wejrzyj na biedne dusze w czyśćcu cierpiące. Wejrzyj na ich karanie i męki, jakie ponoszą, na łzy, które przed Tobą wylewają. Usłysz ich błagania i jęki, którymi wołają do Ciebie o miłosierdzie. Zmiłuj się nad nimi i odpuść im grzechy.

Wspomnij, najłaskawszy Ojcze, na Mękę, którą Twój Syn podjął dla nich. Wspomnij na Krew Przenajświętszą, którą za nich wylał. Wspomnij na gorzką śmierć Jego, którą dla nich podjął i zmiłuj się nad nimi.

Za wszystkie ich przewinienia, których się kiedykolwiek dopuściły, ofiaruję Ci przenajświętsze życie i wszystkie czyny Twego najmilszego Syna. Za zaniedbania popełnione w Twojej świętej służbie ofiaruję Ci Jego gorące pragnienia. Za opuszczenie dobrych i zbawiennych spraw ofiaruję Ci nieskończone zasługi Twego Syna. Za wszystkie krzywdy, jakich od nich doznałeś, ofiaruję Ci wszystko, co Ci kiedykolwiek miłego świadczyły.

Na koniec za wszystkie męki, które słusznie muszą cierpieć, ofiaruję Ci wszystkie pokuty, posty, czuwania, modlitwy, prace, boleści, krew i rany, mękę i śmierć niewinną, którą z najgorętszej miłości cierpiał za nas najmilszy Twój Syn.

Błagam Cię, abyś raczył przyjąć te ukochane dusze do rajskiej szczęśliwości, aby Cię tam wielbiły na wieki. Amen.

do góry

Modlitwy za zmarłych

1. Modlitwa św. Faustyny

Modlitwa św. s. Faustyny Kowalskiej za dusze cierpiące w czyśćcu. (Dz 1227)

Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze w czyśćcu cierpiące, a które są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Błagam Cię przez bolesną mękę Jezusa, Syna Twego, i przez całą gorycz, jaką była zalana Jego przenajświętsza dusza, okaż miłosierdzie swoje duszom, które są pod sprawiedliwym wejrzeniem Twoim; nie patrz na nie inaczej, jak tylko przez rany Jezusa, Syna Twego najmilszego, bo my wierzymy, że dobroci Twojej i litości liczby nie masz. Amen.

do góry

2. Wyzwól duszę Twego sługi

Panie, Boże Wszechmogący, ufając Twemu wielkiemu Miłosierdziu zanoszę do Ciebie moją pokorną modlitwę: wyzwól duszę Twego sługi (Twojej służebnicy) od wszystkich grzechów i kar za nie. Niech święci Aniołowie jak najprędzej zaprowadzą ją z ciemności do wiekuistego światła, z karania do wiecznych radości. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

do góry

3. Błagamy o Twe miłosierdzie

Panie, nakłoń Twego ucha ku naszym prośbom, gdy w pokorze błagamy Twego miłosierdzia; przyjmij duszę sługi Twego N., której kazałeś opuścić tę ziemię, do krainy światła i pokoju i przyłącz ją do grona Twych wybranych. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

do góry

4. Zmiłuj się nad duszami

Boże, Ty nam nakazałeś miłować wszystkich ludzi jak braci i siostry, także tych, których śmierć zabrała z tej ziemi. Wszyscy bowiem żyjemy w Tobie, wszyscy zjednoczymy się z Tobą w jednej wierze i miłości. Dopomóż nam, miłosierny Boże, zawsze dążyć ku temu zjednoczeniu, z miłością pomagając naszym żyjącym braciom i siostrom radą i dobrym przykładem, a zmarłym modlitwą i zasługami płynącymi z naszych dobrych uczynków. Racz przyjąć tę modlitwę, a przez nieskończone Miłosierdzie Twoje, przez Mękę i Śmierć Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, naszego Zbawiciela i Odkupiciela, zmiłuj się nad duszami zatrzymanymi w czyśćcu, które muszą odpokutować za swoje grzechy, zanim wejdą do Twojej chwały. Ześlij im Ducha Twego, Pocieszyciela, aby je oświecił światłem i Twoją łaską oraz umacniał w nadziei Twego Miłosierdzia. Racz je wprowadzić do Królestwa Twojej chwały za przyczyną Najświętszej Maryi Panny i wszystkich Twoich świętych, jak również przez modlitwy Twego świętego Kościoła i nas wszystkich, niegodnych sług Twoich, którzy błagamy dla nich o Twe zmiłowanie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

do góry

5. Wieczny odpoczynek

Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci. Niech odpoczywają w pokoju wiecznym. Amen.

do góry

6. Modlitwa za zmarłą

Prosimy Cię, Panie, zmiłuj się w swojej ojcowskiej dobroci nad duszą Twojej służebnicy N. i wyzwolonej od skażenia śmierci przywróć udział w wiecznym zbawieniu.

Prosimy Cię, Panie, niech nasza modlitwa uprosi u Twojej dobroci oczyszczenie ze wszystkich win dla duszy Twojej służebnicy N., aby osiągnęła Twoje wiekuiste miłosierdzie.

Prosimy Cię, Panie, aby dusza służebnicy Twojej N. osiągnęła udział w świętości wiekuistej, której zadatek otrzymała w Sakramencie wiecznego miłosierdzia.

Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

do góry

7. Modlitwa za zmarłego

Nakłoń, Panie, ucho ku prośbom pokornie przez nas zanoszonym do Twego miłosierdzia i umieść w krainie pokoju i światłości duszę Twojego sługi N., której kazałeś odejść z tego świata, oraz włącz ją do społeczności Twoich Świętych.

Spraw, prosimy Cię, Panie, aby ta modlitwa wyjednała zbawienie duszy Twojego sługi N., za którym pokornie błagamy. Prosimy Cię, Panie, uwolnij od więzów grzechu duszę Twojego sługi N., aby wskrzeszony żył w chwale zmartwychwstania wśród Twoich świętych i wybranych.

Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

do góry

8. Modlitwa w dniu śmierci lub pogrzebu

Boże, który zawsze się litujesz i przebaczasz, pokornie Cię błagamy, nie oddawaj w moc nieprzyjaciela i nie zapominaj na wieki duszy Twojego sługi N. (Twojej służebnicy N.), której dzisiaj kazałeś odejść z tego świata, lecz rozkaż świętym Aniołom wprowadzić ją do Niebieskiej Ojczyzny, a ponieważ Tobie wierzyła i ufała, niech nie ponosi kar piekielnych, lecz posiądzie szczęście wieczne.

Zmiłuj się, Panie, nad duszą Twojego sługi N. (Twojej służebnicy N.), za którą się modlimy, pokornie błagając Twego miłosierdzia, aby oczyszczona osiągnęła odpoczynek wieczny.

Przyjmij, Panie, nasze modlitwy za duszę Twojego sługi N. (Twojej służebnicy N.); jeżeli pozostała w niej jeszcze zmaza popełnionych na ziemi grzechów, niech ją łaskawie zgładzi Twoje miłosierdzie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

do góry

9. Modlitwa za zmarłego w rocznicę śmierci

Boże, miłosierny Panie, obchodząc rocznicę śmierci Twojego sługi N. (Twojej służebnicy N.), prosimy Cię, abyś jego (jej) duszy dał miejsce w niebie, błogosławiony pokój i jasność Twojego światła. Panie, wysłuchaj łaskawie naszych modlitw za duszę Twojego sługi N., którego (Twojej służebnicy N., której) rocznicę śmierci obchodzimy, prosimy za nią, abyś ją przyjął do społeczności Twoich Świętych. Spraw, prosimy Cię, Panie, aby dusza Twojego sługi N., którego (Twojej służebnicy N., której) rocznicę śmierci obchodzimy, otrzymała przebaczenie i wieczny odpoczynek. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

do góry

10. Modlitwa za zmarłego w rodzinie

Najświętszy Panie, wszechmogący Ojcze i wieczny Boże, w Jezusie Chrystusie, Synu Twoim, jaśnieje nam nadzieja zbawiennego zmartwychwstania. Wprawdzie przygniata nas silnie konieczność śmierci, jednak podnosi nas na duchu obietnica przyszłej nieśmiertelności. Wierzącym w Ciebie, Panie, życie nie może już być odebrane, będzie ono tylko inaczej ukształtowane, gdy rozpadnie się w proch dom ziemskiego pielgrzymowania - będzie dla nas przygotowana w niebie wieczna ojczyzna.

O Boże, uczyń życiodajną nadzieję w naszych sercach i dozwól, by ona pocieszyła nas w cierpieniu, którym jesteśmy nawiedzeni. Przygotuj i nas przez Ducha Świętego na ten wielki dzień chwały, gdy wskrzesisz wszystkich zmarłych, oraz dopomóż nam stanąć przed Twoim obliczem wraz ze wszystkimi miłującymi Cię, którzy nas wyprzedzili. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

do góry

11. Modlitwa za zmarłych rodziców

Boże, Tyś nam przykazał czcić ojca i matkę, zmiłuj się łaskawie nad duszami moich rodziców i odpuść im grzechy; pozwól mi oglądać ich w radości Twej wiekuistej światłości. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

do góry

12. Modlitwa za poległych żołnierzy

Panie, Boże Wszechmogący, polecam Twemu miłosierdziu dusze naszych poległych żołnierzy, którzy oddali swe życie w obronie drogiej Ojczyzny i przelali swoją krew w obronie nie tylko naszego kraju, ale i Wiary świętej. O Boże, niech to ich męczeństwo poniesione w obronie Wiary i Ojczyzny uwolni ich dusze z czyśćca i wyjedna wieczną nagrodę w niebie. Błagam Cię o to przez Mękę i Śmierć naszego Zbawiciela, przez Jego Najświętsze Serce, przez przyczynę i zasługi Jego Niepokalanej Matki oraz świętych Patronów i Patronek naszego Narodu. Amen.

do góry

Nowenna za dusze czyśćcowe

Nowennę za dusze czyśćcowe można odprawiać w dowolnym czasie w celu uproszenia nieba dla nich oraz jakiejś łaski przez ich wstawiennictwo. Można ją odprawić po śmierci bliskiej nam osoby albo w rocznicę jej śmierci. Szczególnie zaleca się odprawienie nowenny przed liturgicznym wspomnieniem Wszystkich Wiernych Zmarłych (2 listopada), wówczas rozpoczynamy ją 24 października.

1 dzień

Modlitwa wstępna

Boże, Ojcze Miłosierdzia i wszelkiej pociechy, ofiaruję Tobie tę nowennę za wszystkich zmarłych cierpiących w czyśćcu, i błagam, abym rozważając w duchu wiary i miłości Słowo Twoje oraz działanie Twojej łaski w sercach świętych i błogosławionych sług Twoich, mógł (mogła) im przyjść z pomocą, a dla siebie wyprosić łaskę (wymienić jaką), o którą Cię pokornie proszę przez ich wstawiennictwo.

Rozważanie Słowa Bożego

„Śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się z zagłady żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było. (…) Bo do nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła w świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą”. (Mdr 1, 13-1)

Doświadczenia świętych i błogosławionych

Bł. Stanisław Papczyński, założyciel Zgromadzenia Księży Marianów, doświadczał wielu mistycznych przeżyć związanych z duszami czyśćcowymi. W jednej z jego biografii czytamy, że „W czasie pobytu w Luboczy z okazji rocznicy śmierci rodziców pana Karskiego, po nabożeństwie w kościele parafialnym, o. Stanisław przed rozpoczęciem posiłku wpadł w ekstazę, podczas której, jak później wyznał, oglądał męki dusz czyśćcowych. Gdy po pewnym czasie przyszedł do siebie, wstał od stołu i bez słowa skierował się do wyjścia. Ponieważ trudno mu było wydostać się spośród gęsto siedzących pod ścianą gości – duchownych i świeckich – przeszedł po suto zastawionym stole, nie dotykając niczego nogami czy habitem. W jednej chwili znalazł się przy drzwiach jadalni i udał się pośpiesznie do klasztoru. Zaskoczonym jego rychłym powrotem domownikom powiedział z wielkim wzruszeniem: Bracia, błagam was, módlcie się za zmarłych, bo nieznośne męki cierpią! Potem zamknął się na kilka dni w celi; nie jedząc ani nie pijąc, modlił się gorąco za zmarłych w czyśćcu cierpiących” Ojciec Papczyński wiele razy w czasie nauk i kazań, wygłaszanych do współbraci oraz do wiernych, ze łzami w oczach prosił o niesienie pomocy zmarłym twierdząc, że jest ich w czyśćcu więcej niż wszystkich ludzi na świecie i ogromnie tam cierpią. Dlatego wszystkie swoje modlitwy, cierpienia, posty i inne pobożne uczynki składał w ofierze za dusze czyśćcowe, a swoim braciom polecał, aby i oni pamiętali zawsze o tym obowiązku miłosierdzia wobec zmarłych i polecali ich Błogosławionej Dziewicy jako najłaskawszej Matce i najlitościwszej Protektorce dusz czyśćcowych.

Akt zaofiarowania

Panie Jezu, Odkupicielu świata, w zjednoczeniu z Twoją Ofiarą krzyżową uobecnianą w każdej Eucharystii, ofiaruję Ojcu Przedwiecznemu, przez ręce Matki Miłosierdzia, wszystkie wartości zadośćuczynne moich modlitw i uczynków, radości, trudów i cierpień w intencji zmarłych cierpiących w czyśćcu, prosząc Cię o przyśpieszenie ich wejścia do chwały nieba, gdzie będą Cię chwalić i błogosławić na wieki.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek… (3 razy)

do góry

2 dzień

Modlitwa wstępna

Boże, Ojcze Miłosierdzia i wszelkiej pociechy, ofiaruję Tobie tę nowennę za wszystkich zmarłych cierpiących w czyśćcu, i błagam, abym rozważając w duchu wiary i miłości Słowo Twoje oraz działanie Twojej łaski w sercach świętych i błogosławionych sług Twoich, mógł (mogła) im przyjść z pomocą, a dla siebie wyprosić łaskę (wymienić jaką), o którą Cię pokornie proszę przez ich wstawiennictwo.

Rozważanie Słowa Bożego

„A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie. Wypróbował ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę. (…) Ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim trwali: łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych.” (Mdr 3, 1-6.9)

Doświadczenia świętych i błogosławionych

Święta Małgorzata Maria Alacoque, Apostołka Serca Jezusowego, w swoim Notatniku duchowym, opisała zdarzenie, w czasie którego dane jej było spotkać się ze zmarłym benedyktyńskim zakonnikiem: „Nagle zjawiła się przede mną jakaś postać cała w ogniu; jej płomienie przeniknęły mnie tak silnie, iż zdawało mi się, że razem z nią się palę. Godny politowania stan, w jakim się znajdowała, dał mi poznać, że cierpi w czyśćcu i pobudził mnie do obfitych łez (…). Prosił mnie, abym przez trzy miesiące ofiarowała mu wszystko, co zdołam uczynić i wycierpieć (…). Pod koniec trzech miesięcy ujrzałam zakonnika zupełnie inaczej wyglądającego, gdyż był przepełniony radością i chwałą, odchodził cieszyć się szczęściem wiecznym. A dziękując mi obiecał, że będzie się mną opiekował przed Bogiem. Ja natomiast leżałam chora, a ponieważ moje cierpienia skończyły się wraz z jego cierpieniami, wkrótce wyzdrowiałam”.

Akt zaofiarowania

Panie Jezu, Odkupicielu świata, w zjednoczeniu z Twoją Ofiarą krzyżową uobecnianą w każdej Eucharystii, ofiaruję Ojcu Przedwiecznemu, przez ręce Matki Miłosierdzia, wszystkie wartości zadośćuczynne moich modlitw i uczynków, radości, trudów i cierpień w intencji zmarłych cierpiących w czyśćcu, prosząc Cię o przyśpieszenie ich wejścia do chwały nieba, gdzie będą Cię chwalić i błogosławić na wieki.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek… (3 razy)

do góry

3 dzień

Modlitwa wstępna

Boże, Ojcze Miłosierdzia i wszelkiej pociechy, ofiaruję Tobie tę nowennę za wszystkich zmarłych cierpiących w czyśćcu, i błagam, abym rozważając w duchu wiary i miłości Słowo Twoje oraz działanie Twojej łaski w sercach świętych i błogosławionych sług Twoich, mógł (mogła) im przyjść z pomocą, a dla siebie wyprosić łaskę (wymienić jaką), o którą Cię pokornie proszę przez ich wstawiennictwo.

Rozważanie Słowa Bożego

„Sprawiedliwy, choćby umarł przedwcześnie, znajdzie odpoczynek. (…) Ponieważ spodobał się Bogu, został umiłowany, a żyjąc wśród grzeszników, został przeniesiony. Zabrany został, by złość nie odmieniła jego myśli albo ułuda nie uwiodła duszy: bo urok marności przesłania dobro, a burza namiętności mąci prawy umysł. Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele. Dusza Jego podobała się Bogu, dlatego pospiesznie uszła spośród nieprawości.” (Mdr 4, 7.10-14a)

Doświadczenia świętych i błogosławionych

Święta Gertruda z Helfty złożyła akt heroicznej miłości za dusze czyśćcowe, czyli ofiarowała zmarłym cierpiącym w czyśćcu wszystkie swoje czyny i akty pokuty nie zostawiając sobie nic, czym mogłaby zadośćuczynić za swoje grzechy. Przed śmiercią szatan próbował zasiać w jej sercu niepokój, smutek i strach przed przyszłymi cierpieniami. Jednak Jezus nie pozwolił, by trwała w takim stanie i pocieszył jej duszę zapewniając o wiecznym szczęściu: „Bądź pewna, moja córko, że twoje umiłowanie zmarłych nie będzie ci przeszkodą. Wiedz, że ten hojny dar, jaki złożyłaś ze wszystkich swoich uczynków duszom czyśćcowym, szczególnie mi się spodobał, a na dowód tego oświadczam, iż wszystkie kary, jakie musiałabyś znosić w życiu przyszłym, zostały ci odpuszczone; co więcej, w nagrodę za twą szczodrość tak pomnażam wagę twoich zasług, że będziesz się w niebie cieszyć wieczną chwałą”. Słowa Chrystusa tak uradowały Świętą, że z uśmiechem na ustach przeszła do życia wiecznego.

Akt zaofiarowania

Panie Jezu, Odkupicielu świata, w zjednoczeniu z Twoją Ofiarą krzyżową uobecnianą w każdej Eucharystii, ofiaruję Ojcu Przedwiecznemu, przez ręce Matki Miłosierdzia, wszystkie wartości zadośćuczynne moich modlitw i uczynków, radości, trudów i cierpień w intencji zmarłych cierpiących w czyśćcu, prosząc Cię o przyśpieszenie ich wejścia do chwały nieba, gdzie będą Cię chwalić i błogosławić na wieki.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek… (3 razy)

do góry

4 dzień

Modlitwa wstępna

Boże, Ojcze Miłosierdzia i wszelkiej pociechy, ofiaruję Tobie tę nowennę za wszystkich zmarłych cierpiących w czyśćcu, i błagam, abym rozważając w duchu wiary i miłości Słowo Twoje oraz działanie Twojej łaski w sercach świętych i błogosławionych sług Twoich, mógł (mogła) im przyjść z pomocą, a dla siebie wyprosić łaskę (wymienić jaką), o którą Cię pokornie proszę przez ich wstawiennictwo.

Rozważanie Słowa Bożego

„Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my postępowali w nowym życiu – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca. (…) Otóż jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem, wierzymy, że z Nim również żyć będziemy, wiedząc, że Chrystus powstawszy z martwych już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma już władzy.” (Rz 6, 3-4. 8-9)

Doświadczenia świętych i błogosławionych

„O duszo cierpiąca, jak straszny jest twój ból! Czemuż nie rozumieją tego ci, którym braknie odwagi by tu na ziemi, dźwigać swój krzyż? Kiedy przebywałeś jeszcze na tym świecie, mój bracie nie chciałeś mnie słuchać, a teraz tak żarliwie pragniesz bym cię wysłuchała”. Oto urywek dialogu św. Marii Magdaleny de Pazzi, ze swoim bratem Alamanno, którego ujrzała w płomieniach czyśćcowych proszącego o siedem Komunii Świętej.

Wśród łask, jakie otrzymała w czasie życia zakonnego była również wizja czyśćca, jakiej doznała podczas spaceru po ogrodzie. Po ujrzeniu czyśćca uklękła przed przeoryszą i zawołała: „Och, moja droga matko, jakże straszne są męki czyśćcowe! Nigdy bym w to nie uwierzyła, gdyby Bóg mi ich nie objawił... Ale mimo to nie mogę nazwać ich okrutnymi; są raczej zbawienne, gdyż przybliżają niezrównaną błogość raju”.

Jednym ze sposobów ofiarowania się Bogu Świętej było nabożeństwo do Męki Pańskiej. Zachęcona przez samego Pana ofiarowała często Bogu Ojcu Krew Jego Syna. Podczas jednej z ekstaz zobaczyła mnóstwo grzeszników i dusz wybawionych z czyśćca dzięki tym praktykom. Ich wartość ukazał jej sam Chrystus w słowach: „Ilekroć któreś ze stworzeń ofiarowuje Ojcu Mojemu Krew, przez którą zostało wykupione, ofiaruje Mu dar nieskończenie cenny”.

Akt zaofiarowania

Panie Jezu, Odkupicielu świata, w zjednoczeniu z Twoją Ofiarą krzyżową uobecnianą w każdej Eucharystii, ofiaruję Ojcu Przedwiecznemu, przez ręce Matki Miłosierdzia, wszystkie wartości zadośćuczynne moich modlitw i uczynków, radości, trudów i cierpień w intencji zmarłych cierpiących w czyśćcu, prosząc Cię o przyśpieszenie ich wejścia do chwały nieba, gdzie będą Cię chwalić i błogosławić na wieki.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek… (3 razy)

do góry

5 dzień

Modlitwa wstępna

Boże, Ojcze Miłosierdzia i wszelkiej pociechy, ofiaruję Tobie tę nowennę za wszystkich zmarłych cierpiących w czyśćcu, i błagam, abym rozważając w duchu wiary i miłości Słowo Twoje oraz działanie Twojej łaski w sercach świętych i błogosławionych sług Twoich, mógł (mogła) im przyjść z pomocą, a dla siebie wyprosić łaskę (wymienić jaką), o którą Cię pokornie proszę przez ich wstawiennictwo.

Rozważanie Słowa Bożego

„Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi. (…) Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga. Napisane jest bowiem: Na moje życie – mówi Pan – przede Mną zegnie się wszelkie kolano, a każdy język wielbić będzie Boga. Tak więc każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu.” (Rz 14, 7-9. 10b-12)

Doświadczenia świętych i błogosławionych

„Tej nocy mój Anioł Stróż zaprowadził mnie do czyśćca. Straszne to miejsce! Widziałam dusze pogrążone w ciemnościach. Były one zgromadzone razem, ale nie miały ze sobą żadnego kontaktu (...) Chodziłam od jednej do drugiej i starałam się je pocieszyć. I nieustannie modliłam się za nie”. Objawienie czyśćca przytoczone wyżej miało miejsce cztery lata przed śmiercią bł. Anny Katarzyny Emmerich. Była to noc drugiego listopada, w czasie której Błogosławiona widziała dusze cierpiące straszne zimno, stojące pośrodku ognia, odczuwające wielkie pragnienie i takie, które odczuwały wszystkie te cierpienia jednocześnie. Podczas modlitwy za te dusze - a były tam również dusze jej znajomych - mogła widzieć jak wiele z nich jest uwalnianych od tej kary. Tak pisze o nich: „Z niewymowną radością ulatywały one do miejsca lżejszych kar, a dusze, które już tam przebywały, przyjmowały je radośnie. Miejsce to przypominało obszerny ogród, w którym rosły drzewa, owoce i kwiaty. Wszystko to jednak było bez blasku, bez życia. Otaczało mnie zewsząd mnóstwo dusz”.

Bł. Katarzyna codziennie modliła się za dusze cierpiące w czyśćcu, nakładała na siebie różne pokuty, ofiarowała za nie posty, umartwienia i dobre uczynki. Nie mogła zrozumieć dlaczego ludzie są tak nieczuli i obojętni na cierpienia tych dusz. Mówiła nieraz: „To niedobrze, że ludzie tak szybko zapominają o zmarłych, że tak mało ich wspierają. Te biedne dusze nie są w stanie same sobie pomóc. Tylko my możemy im tę pomoc ofiarować – cierpiąc za nie, zwyciężając nasze namiętności, ćwicząc się w pokorze i przebaczeniu, cierpliwie znosząc wady innych ludzi. Tę naszą pomoc można przyrównać do szklanki chłodnej wody, którą podajemy umierającemu z pragnienia”.

Akt zaofiarowania

Panie Jezu, Odkupicielu świata, w zjednoczeniu z Twoją Ofiarą krzyżową uobecnianą w każdej Eucharystii, ofiaruję Ojcu Przedwiecznemu, przez ręce Matki Miłosierdzia, wszystkie wartości zadośćuczynne moich modlitw i uczynków, radości, trudów i cierpień w intencji zmarłych cierpiących w czyśćcu, prosząc Cię o przyśpieszenie ich wejścia do chwały nieba, gdzie będą Cię chwalić i błogosławić na wieki.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek… (3 razy)

do góry

6 dzień

Modlitwa wstępna

Boże, Ojcze Miłosierdzia i wszelkiej pociechy, ofiaruję Tobie tę nowennę za wszystkich zmarłych cierpiących w czyśćcu, i błagam, abym rozważając w duchu wiary i miłości Słowo Twoje oraz działanie Twojej łaski w sercach świętych i błogosławionych sług Twoich, mógł (mogła) im przyjść z pomocą, a dla siebie wyprosić łaskę (wymienić jaką), o którą Cię pokornie proszę przez ich wstawiennictwo.

Rozważanie Słowa Bożego

„Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwociny spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka przyszła śmierć, przez Człowieka też dokona się zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć.” (1Kor 15, 20-26)

Doświadczenia świętych i błogosławionych

„Jestem Pietro di Mauro, przezywany Precoco. Zmarłem w tym klasztorze 18 września 1908 r. W pokoju nr 4, gdy ten klasztor był jeszcze przytułkiem dla bezdomnych, pewnej nocy zasnąłem z palącym cygarem i moje łóżko zapaliło się. Udusiłem się i spaliłem żywcem. Jestem nadal w czyśćcu i potrzebuję Mszy Świętej, aby moja dusza została stąd uwolniona. Pan Bóg pozwolił mi przyjść do ciebie i poprosić o twoje modlitwy”. Osobą, którą zmarły poprosił o pomoc był św. o. Pio, kapłan i stygmatyk, znany i otaczany kultem na całym świecie. Po odprawieniu Mszy św. w intencji Pietro Święty dowiedział się, że dusza zmarłego powróciła do radości Boga w niebie. Ojciec Pio był przekonany, że w celebrowanych przez niego Mszach Świętych uczestniczy więcej zmarłych, niż żywych i więcej zmarłych, niż żywych prosi go o modlitwę. O sobie zwykł mówić, że jest tylko „bratem, który się modli”. Całe życie o. Pio było ofiarą za Kościół pielgrzymujący na ziemi i cierpiący w czyśćcu.

W liście do swojego ojca duchownego pisał: „Chciałbym oddać się Panu jako ofiara za biednych grzeszników i dusze w czyśćcu. Pragnienie to coraz bardziej narastało w mym sercu, tak że teraz stało się, można powiedzieć, silną pasją. Jest prawdą, że wiele razy składałem tę ofiarę Panu, zaklinając Go, by zechciał wylać na mnie kary przygotowane dla grzeszników i dla dusz w czyśćcu, nawet mnożąc je stokrotnie, byle tylko nawróciło to grzeszników i przyniosło im zbawienie oraz pozwoliło wejść do raju duszom z czyśćca, ale teraz chciałbym złożyć tę ofiarę Panu, czyniąc to z posłuszeństwa. Wydaje mi się, że Jezus pragnie właśnie tego”.

Akt zaofiarowania

Panie Jezu, Odkupicielu świata, w zjednoczeniu z Twoją Ofiarą krzyżową uobecnianą w każdej Eucharystii, ofiaruję Ojcu Przedwiecznemu, przez ręce Matki Miłosierdzia, wszystkie wartości zadośćuczynne moich modlitw i uczynków, radości, trudów i cierpień w intencji zmarłych cierpiących w czyśćcu, prosząc Cię o przyśpieszenie ich wejścia do chwały nieba, gdzie będą Cię chwalić i błogosławić na wieki.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek… (3 razy)

do góry

7 dzień

Modlitwa wstępna

Boże, Ojcze Miłosierdzia i wszelkiej pociechy, ofiaruję Tobie tę nowennę za wszystkich zmarłych cierpiących w czyśćcu, i błagam, abym rozważając w duchu wiary i miłości Słowo Twoje oraz działanie Twojej łaski w sercach świętych i błogosławionych sług Twoich, mógł (mogła) im przyjść z pomocą, a dla siebie wyprosić łaskę (wymienić jaką), o którą Cię pokornie proszę przez ich wstawiennictwo.

Rozważanie Słowa Bożego

„Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie. (…) Tak więc, mając tę ufność, wiemy, że jak długo pozostajemy w ciele, jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana. Albowiem według wiary, a nie dzięki widzeniu postępujemy. Mamy jednak nadzieję… i chcielibyśmy raczej opuścić nasze ciało i stanąć w obliczu Pana. Dlatego też staramy się Jemu podobać czy to gdy z Nim, czy gdy z daleka od Niego jesteśmy. Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre.” (2 Kor 5, 1.6-10)

Doświadczenia świętych i błogosławionych

Błogosławiony Honorat Koźmiński kapucyn, charyzmatyczny założyciel 26 zgromadzeń zakonnych, który swoje umiłowanie Boga i pełnienie Jego woli zawierzył Matce Miłosierdzia i Najświętszej Orędowniczce dusz czyśćcowych, przynaglony pragnieniem doskonałego naśladowania miłości Jezusa i Jego Matki, w trosce o to, aby wszyscy zmarli jak najszybciej mogli cieszyć się chwałą nieba, podobnie jak św. Gertruda z Helfty, złożył akt heroicznej miłości względem dusz czyścowych. W swoim notatniku duchowym napisał: „Dla większej Twej chwały, o mój Boże Jedyny w Trójcy, dla doskonalszego naśladowania najsłodszego Jezusa Chrystusa, Zbawiciela mego i dla okazania szczerej służby mojej ku Matce Miłosierdzia, Najświętszej Panny, która także jest Matką biednych dusz wiernych zmarłych i Królową czyśćca, ja br. Honorat kapucyn, postanawiam współpracować nad wykupieniem i uwolnieniem tych dusz w więzieniu będących, które nie wypłaciły jeszcze sprawiedliwości Bożej kar należnych za grzechy i przyrzekam czynić to w sposób, na jaki będę mógł się zdobyć. (…) Ofiaruję Ci mój dobrowolny ślub, którym chcę uwolnić z czyśćca wszystkie dusze, jakie Przenajświętsza Maryja Panna chce uwolnić. Dlatego też w ręce tej Matki najłaskawszej składam wszystkie uczynki zadośćuczynne i moje, i innych mnie darowane, tak w życiu, jako i przy śmierci, i po przejściu moim do wieczności. Proszę Cię, Boże mój, racz przyjąć i potwierdzić tę moją ofiarę, tak jak Ci ją składam na cześć i chwałę Twoją, i na zbawienie duszy mojej” (…).

Bł. Honorat był tak przejęty losem zmarłych cierpiących w czyśćcu, że wśród wielu rodzin zakonnych, dla których z Bożego natchnienia stał się Ojcem Założycielem, powołał do istnienia także Zgromadzenie Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych, którego członkinie modlitwą i ofiarą życia zakonnego, zanurzoną w Najświętszej Ofierze Chrystusa Pana, przychylają nieba zmarłym cierpiącym w czyśćcu.

Akt zaofiarowania

Panie Jezu, Odkupicielu świata, w zjednoczeniu z Twoją Ofiarą krzyżową uobecnianą w każdej Eucharystii, ofiaruję Ojcu Przedwiecznemu, przez ręce Matki Miłosierdzia, wszystkie wartości zadośćuczynne moich modlitw i uczynków, radości, trudów i cierpień w intencji zmarłych cierpiących w czyśćcu, prosząc Cię o przyśpieszenie ich wejścia do chwały nieba, gdzie będą Cię chwalić i błogosławić na wieki.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek… (3 razy)

do góry

8 dzień

Modlitwa wstępna

Boże, Ojcze Miłosierdzia i wszelkiej pociechy, ofiaruję Tobie tę nowennę za wszystkich zmarłych cierpiących w czyśćcu, i błagam, abym rozważając w duchu wiary i miłości Słowo Twoje oraz działanie Twojej łaski w sercach świętych i błogosławionych sług Twoich, mógł (mogła) im przyjść z pomocą, a dla siebie wyprosić łaskę (wymienić jaką), o którą Cię pokornie proszę przez ich wstawiennictwo.

Rozważanie Słowa Bożego

„Nie chcemy, bracia, byście trwali w niewiedzy co do tych, którzy umierają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei. Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim. (…) Przeto wzajemnie się pocieszajcie tymi słowami.” (1 Tes 4, 13-14.18)

Doświadczenia świętych i błogosławionych

Pan Jezus pozwolił także św. Faustynie Kowalskiej, Apostołce Miłosierdzia, zobaczyć cierpienie dusz czyśćcowych przy pomocy Anioła Stróża, który zaprowadził ją do tego miejsca nie odstępując ani na chwilę. Święta tak opisuje to spotkanie z duszami i doświadczenie ognia czyśćcowego: „W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy przyjść im z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały się mnie (…) I zapytałam się tych dusz, jakie jest ich największe cierpienie? I odpowiedziały mi zgodnie, że największe dla nich cierpienie, to jest tęsknota za Bogiem”.

W tym objawieniu s. Faustynie dane było zobaczyć również Matkę Bożą, którą dusze nazywają „Gwiazdą Morza”., Ona przynosi im ochłodę. Po tym widzeniu usłyszała wewnętrzny głos, który powiedział: „Miłosierdzie moje nie chce tego, ale sprawiedliwość karze”.

Od tamtej chwili Święta ściślej zaczęła obcować z duszami czyśćcowymi. Przed świętem Miłosierdzia Bożego Pan Jezus kazał siostrze Faustynie napisać i odprawić nowennę, w której miała ona sprowadzać Mu kolejne grupy dusz zanurzając je w morzu Jego miłosierdzia. W dniu ósmym nowenny usłyszała: „Dziś sprowadź mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści miłosierdzia mojego, niechaj strumienie Krwi Mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze mnie umiłowane, odpłacają się mojej sprawiedliwości; w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie. O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużny ducha i spłacała ich długi mojej sprawiedliwości”.

Akt zaofiarowania

Panie Jezu, Odkupicielu świata, w zjednoczeniu z Twoją Ofiarą krzyżową uobecnianą w każdej Eucharystii, ofiaruję Ojcu Przedwiecznemu, przez ręce Matki Miłosierdzia, wszystkie wartości zadośćuczynne moich modlitw i uczynków, radości, trudów i cierpień w intencji zmarłych cierpiących w czyśćcu, prosząc Cię o przyśpieszenie ich wejścia do chwały nieba, gdzie będą Cię chwalić i błogosławić na wieki.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek… (3 razy)

do góry

9 dzień

Modlitwa wstępna

Boże, Ojcze Miłosierdzia i wszelkiej pociechy, ofiaruję Tobie tę nowennę za wszystkich zmarłych cierpiących w czyśćcu, i błagam, abym rozważając w duchu wiary i miłości Słowo Twoje oraz działanie Twojej łaski w sercach świętych i błogosławionych sług Twoich, mógł (mogła) im przyjść z pomocą, a dla siebie wyprosić łaskę (wymienić jaką), o którą Cię pokornie proszę przez ich wstawiennictwo.

Rozważanie Słowa Bożego

„I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma. I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża. I usłyszałem głos mówiący od tronu: (…). I rzekł mi: stało się. Jam Alfa i Omega, Początek i Koniec. Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia. Zwycięzca to odziedziczy, i będę mu Bogiem, a on będzie mi synem.” (Ap 21, 1-4. 6-7)

Doświadczenia świętych i błogosławionych

Św. Jan Maria Vianney był nie tylko świętym proboszczem, który zabiegał o nawrócenie swoich parafian, ale również odznaczał się niezwykłą gorliwością ratowania dusz w czyśćcu cierpiących. Nie tyle doświadczał objawień dusz czyśćcowych, co w duszy słyszał ich prośby o to, by ludzie nie zaprzestawali za nich modlitw. Święty tak jednoczył się z mękami tych dusz, że przedstawiał swoim parafianom jakoby ich mowy: „O jakże my cierpimy, uwolnijcie nas bracia z tych męczarni, wy to możecie uskutecznić. O gdybyście wy czuli, co to za boleść być w rozłączeniu z Bogiem! Goreć w ogniu zapalonym sprawiedliwością Bożą, ponosić bóle niesłychane, być trawionym żalem, wiedząc, żeśmy mogli tego uniknąć! O dziatki drogie, myśmy was tak kochali, czyż podobna, abyście nas opuścili? Wy spoczywacie na miękkim łożu, a my dzień i noc cierpimy i płaczemy. Mieszkacie w domach, któreśmy wam zostawili, używacie owocu trudów naszych; a my opuszczeni przez was od tylu lat ponosimy katusze tak straszne. Ani jałmużny nie czynicie, ani o Mszę św. nie prosicie dla przyjścia nam z pomocą. O jakże straszne są męczarnie nasze!”.

W nauce proboszcza z Ars nie brakło także mowy o pożytkach płynących z modlitwy za zmarłych: „Jeśli chcemy, bracia drodzy, zapewnić sobie niebo, to módlmy się bezustannie za duszami w czyśćcu cierpiącymi. Pewny to znak wybrania i potężny środek zbawienia, modlitwa za umarłych”.

Akt zaofiarowania

Panie Jezu, Odkupicielu świata, w zjednoczeniu z Twoją Ofiarą krzyżową uobecnianą w każdej Eucharystii, ofiaruję Ojcu Przedwiecznemu, przez ręce Matki Miłosierdzia, wszystkie wartości zadośćuczynne moich modlitw i uczynków, radości, trudów i cierpień w intencji zmarłych cierpiących w czyśćcu, prosząc Cię o przyśpieszenie ich wejścia do chwały nieba, gdzie będą Cię chwalić i błogosławić na wieki.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek… (3 razy)

do góry

Modlitwy za zmarłych na cały tydzień

Poniedziałek

Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, którą Boski Twój Syn, Jezus Chrystus, wylał za nas podczas okrutnego biczowania, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która jest już najbliższa wejścia do Twojej chwały, aby jak najprędzej mogła Cię wielbić i błogosławić na wieki. Amen.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek…

do góry

Wtorek

Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, którą Boski Twój Syn, Jezus Chrystus, wylał za nas podczas bolesnego ukoronowania cierniem, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która najbardziej potrzebuje naszych modlitw, aby jak najprędzej mogła być uwolniona i mogła wielbić Twój Majestat i błogosławić Cię na wieki. Amen.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek…

do góry

Środa

Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew Syna Twego Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela, którą wylał na ulicach Jerozolimy dźwigając krzyż na swych świętych ramionach, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która w Twych oczach jest najbogatsza w zasługi, aby, przybywszy jak najprędzej do nieba, mogła w chwale, do której jest przeznaczona, głosić Twoją chwałę i błogosławić Cię na wieki. Amen.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek…

do góry

Czwartek

Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najświętsze Ciało i Krew Twego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa, które w noc przed męką dał jako pokarm i napój swym umiłowanym Apostołom i przekazał Kościołowi świętemu na wieczną Ofiarę i życiodajny Pokarm dla wiernych, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która miała największe nabożeństwo do tej Tajemnicy Miłości, by mogła chwalić Cię razem z Twoim Synem i Duchem Świętym w chwale Twojej na wieki. Amen.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek…

do góry

Piątek

Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew Twego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa, którą obficie wylał na krzyżu, najbardziej ze swych świętych rąk i stóp, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, za którą jestem najbardziej obowiązany się modlić, abym nie był przyczyną powstrzymującą Cię od przyjęcia jej do Twej chwały. Wprowadź ją jak najprędzej do niebieskich radości, gdzie z Aniołami będzie Cię wielbić i błogosławić na wieki. Amen.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek…

do góry

Sobota

Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, która obficie wytrysnęła z boku Twego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa, w obecności Jego Niepokalanej Matki, co sprawiło Jej wielki ból, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która najbardziej czciła Niepokalaną Dziewicą Maryję, aby mogła jak najprędzej wejść do Twojej chwały i wielbić Cię razem z Nią przez wszystkie wieki. Amen.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek…

do góry

Niedziela

Panie, Boże Wszechmogący, błagam Cię przez Najdroższą Krew, którą Twój Boski Syn, Jezus Chrystus, wylał za nas w Ogrojcu, racz wybawić dusze z czyśćca, a szczególnie tę, która jest najbardziej ze wszystkich opuszczona. Przyjmij ją do Twojej chwały, gdzie będzie mogła wielbić Cię i chwalić na wieki. Amen.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Wieczny odpoczynek…

do góry

Litanie za zmarłych

1 Litania za zmarłych

Kyrie elejson.

Chryste elejson.

Kyrie elejson.

Chryste, usłysz nas, Chryste, wysłuchaj nas.

Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.

Synu, Odkupicielu świata, Boże,

Duchu Święty, Boże,

Święta Trójco, Jedyny Boże,

Święta Maryjo, módl się za nim (nią).

Bramo niebieska,

Królowo Wniebowzięta,

Święty Michale,

Święty Janie Chrzcicielu,

Święty Józefie,

Święty N. (imię Patrona zmarłego)

Wszyscy Święci i Święte Boże,

Bądź mu (jej) miłościw, wybaw go (ją), Panie.

Od zła wszelkiego,

Od cierpień w czyśćcu,

Przez Twoje wcielenie,

Przez Twoje narodzenie,

Przez Twój chrzest i post święty,

Przez Twój krzyż i mękę,

Przez Twoją śmierć i złożenie do grobu,

Przez Twoje zmartwychwstanie,

Przez Twoje cudowne wniebowstąpienie,

Przez zesłanie Ducha Świętego,

Przez Twoje przyjście w chwale,

Prosimy Cię, abyś nam odpuścił grzechy,

wysłuchaj nas, Panie.

Prosimy Cię, abyś dał nam pragnienie nieba,

Prosimy Cię, abyś nas zachował od nagłej i niespodziewanej śmierci,

Prosimy Cię, abyś uchronił nas, naszych krewnych i dobrodziejów od wiekuistego potępienia,

Prosimy Cię, abyś naszym dobroczyńcom dał wieczną nagrodę,

Prosimy Cię, abyś wprowadził do wiekuistej światłości naszych nauczycieli i wychowawców,

Prosimy Cię, abyś okazał miłosierdzie ofiarom wypadków, katastrof i wojen,

Prosimy Cię, abyś dał wszystkim wiernym zmarłym wieczny odpoczynek,

Prosimy Cię, abyś pozwolił im radować się chwałą zmartwychwstania,

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,

przepuść nam, Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,

wysłuchaj nas, Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,

zmiłuj się nad nami.

Módlmy się. Boże, Ty sprawiłeś, że Twój Syn zwyciężył śmierć i wstąpił do nieba, daj Twoim zmarłym sługom udział w Jego zwycięstwie nad śmiercią, * aby mogli na wieki oglądać Ciebie, swojego Stwórcę i Odkupiciela. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

do góry

2 Litania za zmarłych

Kyrie elejson.

Chryste elejson.

Kyrie elejson.

Chryste, usłysz nas, Chryste, wysłuchaj nas.

Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.

Synu, Odkupicielu świata, Boże,

Duchu Święty, Boże,

Święta Trójco, Jedyny Boże,

Święta Maryjo, módl się za nimi.

Wszyscy święci aniołowie i archaniołowie,

módlcie się za nimi.

Wszystkie święte niebieskie duchy,

Wszyscy święci patriarchowie i prorocy,

Wszyscy święci apostołowie i ewangeliści,

Wszyscy święci niewinni młodziankowie,

Wszyscy święci męczennicy,

Wszyscy święci biskupi i wyznawcy,

Wszyscy święci doktorzy Kościoła,

Wszyscy święci kapłani i lewici,

Wszyscy święci zakonnicy i pustelnicy,

Wszystkie święte panny i wdowy,

Wszyscy święci i święte Boże,

Bądź im miłościw, przepuść im, Panie!

Bądź im miłościw, wysłuchaj ich, Panie!

Od mąk czyśćcowych, wybaw ich, Panie!

Przez Twoje wcielenie,

Przez Twoje narodzenie,

Przez Twój chrzest i post święty,

Przez trudy Twego życia,

Przez krzyż i mękę Twoją,

Przez śmierć i pogrzeb Twój,

Przez zmartwychwstanie Twoje,

Przez wniebowstąpienie Twoje,

Przez zesłanie Ducha Świętego, Pocieszyciela,

My grzeszni, Ciebie prosimy za cierpiącymi duszami, wysłuchaj nas, Panie!

Abyś duszom zmarłych ich winy odpuścić raczył,

Abyś im resztę kary za grzechy darować raczył,

Abyś je z czyśćca wybawić raczył,

Abyś je do życia wiecznego przyjąć raczył,

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,

wieczny odpoczynek racz im dać Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,

wieczny odpoczynek racz im dać Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,

wieczny odpoczynek racz im dać Panie.

P. Uwolnij, Panie, dusze wszystkich wiernych zmarłych.

W. Od wszystkich ich więzów.

Módlmy się. Boże, Stwórco i Odkupicielu wszystkich wiernych, udziel duszom sług i służebnic Twoich odpuszczenia wszystkich grzechów; * niech przez pokorne prośby nasze dostąpią zbawienia, którego zawsze pragnęły. Który żyjesz i królujesz przez wszystkie wieki wieków. Amen.

do góry

3 Litania za zmarłych

Kyrie elejson.

Chryste elejson.

Kyrie elejson.

Chryste, usłysz nas, Chryste, wysłuchaj nas.

Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad duszami zmarłych.

Synu, Odkupicielu świata, Boże,

Duchu Święty, Boże,

Święta Trójco, Jedyny Boże,

Święta Maryjo, módl się za dusze zmarłych.

Święta Boża Rodzicielko,

Święta Panno nad pannami,

Święci aniołowie i archaniołowie,

módlcie się za dusze zmarłych.

Święci patriarchowie i prorocy,

Święci apostołowie i ewangeliści,

Święci uczniowie Pańscy,

Święci męczennicy i męczenniczki,

Święci biskupi i wyznawcy,

Święci doktorzy Kościoła,

Święci kapłani i lewici,

Święci zakonnicy i pustelnicy,

Święte panny i wdowy,

Wszyscy święci i święte Boże, przyczyńcie się za nimi.

Bądź im miłościw, przepuść im, Panie.

Od zła wszelkiego, wybaw je, Panie.

Od gniewu Twego,

Od mocy szatańskiej,

Od mąk czyśćcowych,

Przez narodzenie Twoje,

Przez krzyż i mękę Twoją,

Przez śmierć i pogrzeb Twój,

Przez chwalebne zmartwychwstanie Twoje,

Przez cudowne wniebowstąpienie Twoje,

Przez łaskę Ducha Świętego, Pocieszyciela,

My grzeszni, za cierpiącymi duszami, prosimy Cię, Panie.

Za duszami biskupów, kapłanów i duchownych wszelkich stanów,

Za duszami królów, książąt i wszelkiej zwierzchności na świecie,

Za duszami rodziców, braci, sióstr, krewnych i powinowatych naszych,

Za duszami tych, którzy nam dobrze czynili względem duszy i ciała,

Za duszami tych, których kochaliśmy szczególnie,

Za duszami tych, którzy nam albo my im tu na świecie nieprzyjaźni byli,

Za duszami tych, którzy z naszej przyczyny lub zgorszenia męki czyśćcowe cierpią,

Za duszami tych, którzy niespodzianie zeszli z tego świata,

Za duszami tych, którzy zmarli bez sakramentów świętych,

Za duszami tych, którzy w tym domu i w tej parafii umarli,

Za duszami tych, których ciała w tym kościele (albo: na tym cmentarzu) leżą,

Za duszami tych, których ciała nie miały chrześcijańskiego pogrzebu,

Za duszami dobrodziejów tego kościoła i innych miejsc świętych,

Za duszami tych, którzy się za umarłych pobożnie modlili,

Za duszami, które najdłużej lub najciężej cierpią,

Za duszami, które od krewnych i przyjaciół nie mają ratunku,

Za duszami, za które najbardziej jesteśmy obowiązani się modlić,

Za duszami, przez których wybawienie mamy mieć od nich podobną pomoc,

Za duszami, których wybawienia gorąco pragnie Najświętsze Serce Niepokalanej Maryi Panny,

Za duszami, dla których nasze prośby są najbardziej potrzebne,

Abyś wszystkich zmarłych do wiekuistego odpoczynku doprowadzić raczył, prosimy Cię, Panie!

Abyś wszystkich żyjących do nabożeństwa za dusze zmarłych pobudzić raczył,

Abyś wspomnienia za dusze zmarłych we Mszy św. od wszystkich kapłanów łaskawie przyjmować raczył,

Abyś świętych Aniołów Twoich na pociechę cierpiących dusz i na ich wyprowadzenie z czyśćca posyłać raczył,

Abyś niegodne prośby nasze miłościwie przyjąć raczył,

Synu Boży, a Boże miłosierdzia, wysłuchaj nas, Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,

przepuść im, Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,

wysłuchaj nas, Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,

zmiłuj się nad duszami zmarłych, Panie.

Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.

Kyrie elejson. Chryste elejson. Kyrie elejson.

Ojcze nasz…

P. Od bram piekielnych.

W. Wybaw, Panie, ich dusze.

P. Panie, wysłuchaj modlitwy nasze.

W. A wołanie nasze niech do Ciebie przyjdzie.

Módlmy się. Boże, Ty raczyłeś nam zostawić znaki Twej Męki na świętym całunie, którym zostało owinięte przez Józefa z Arymatei Twoje Ciało Przenajświętsze zdjęte z krzyża, * spraw łaskawie, abyśmy przez śmierć i pogrzeb Twój zostali doprowadzeni do chwalebnego zmartwychwstania. Który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

do góry

Inne modlitwy

1. Akt codziennego ofiarowania

Panie Jezu, Odkupicielu świata, w zjednoczeniu z Twoją Ofiarą Krzyżową, ofiaruję Ci przez ręce Matki Niepokalanej moje modlitwy i prace, radości, trudy i cierpienia w intencji konających i zmarłych poddanych oczyszczeniu, błagając Cię o przyspieszenie ich wejścia do chwały, gdzie Ty wraz z Ojcem i Duchem Świętym żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

do góry

2. Prośba o udzielenie łaski

O Boże mój, miłuję Cię nade wszystko dla Twej nieskończonej dobroci i żałuję z całego serca, że Ciebie, moje Dobro Najwyższe, tak wiele razy obraziłem. Udziel mi swej łaski, abym wytrwał w dobrym i nie powracał już do dawnych moich grzechów. Zmiłuj się nade mną, a także nad duszami cierpiącymi w czyśćcu, które miłują Cię z całego serca i ze wszystkich swoich sił. Wysłuchaj błagania, jakie zanoszę za nimi i udziel mi łaski, o którą proszę przez ich wstawiennictwo. Miej litość nade mną i nad biednymi duszami w czyśćcu. O Maryjo, Matko dusz w czyśćcu cierpiących, uproś im jak najszybsze uwolnienie z czyśćca i wieczny odpoczynek w niebie. Amen.

do góry

3. Modlitwa o uniknięcie ognia czyśćcowego

1. Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Najświętsze Serce Boskiego Syna Twojego, Jezusa Chrystusa i Niepokalane Serce Jego Matki, Najświętszej Maryi Panny, z całą Ich Miłością i nieskończonymi cierpieniami i zasługami,

na zadośćuczynienie za grzechy, które popełniłem dziś i w ciągu całego mego życia.

Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu. Jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.

2. Ojcze Przedwieczny… (jak wyżej)

na naprawienie tego dobra, które źle spełniłem dzisiaj i w całym moim życiu.

Chwała Ojcu…

3. Ojcze Przedwieczny… (jak wyżej)

na uzupełnienie tego dobra, które źle spełniłem dzisiaj i w całym moim życiu.

Chwała Ojcu…

do góry

4. O łaskę wiary w życie wieczne

Boże, dziękuje Ci, że oczekujesz na mnie w niebie, gdzie zostało przygotowane dla nas mieszkanie.

Umocnij moją wiarę w życie wieczne i zmartwychwstanie ciała.

Rozpal moją miłość, abym Cię kochał każdego dnia coraz bardziej.

Ożyw moją nadzieję na spotkanie z Tobą.

Proszę Cię za tymi, którzy przekroczyli już bramę śmierci i oczekują Twojego miłosierdzia w czyśćcu.

Spraw, abym w Twoim domu spotkał się z moimi bliskimi i wszystkimi braćmi i siostrami, których powołałeś do życia wiecznego. Amen.

do góry

Msza Święta

1. Ofiarowanie Komunii św. za zmarłych

Bardzo często zapominamy o intencji ofiarowania Komunii Świętej za zmarłych albo nie wiemy jak to zrobić. Pamiętajmy zatem, aby przed lub po przyjęciu Komunii św. wzbudzić w sobie intencję ofiarowania Komunii Świętej za osobę zmarłą w takich lub podobnych słowach modlitwy:

Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu, Duchu Święty, uwielbiam Cię ze czcią najgłębszą i w intencji zmarłego N. ofiaruję Ci przenajdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa, które przyjąłem w Komunii Świętej. Amen.

do góry

2. Zamawianie Mszy św.

Siostra Medarda Zofia Wyskiel (+ 1973). Z publikcji „Świadcznie” prof. Janiny Thomasówny.

33. Zalecana praktyka zamawiania Mszy św. Najczęściej zarzucano jej intensywność, bo zawsze była bez pieniędzy i otwarcie o tym mówiła. To co miała, rozdawała, a często przymawiała się o nowe datki, bo zawsze miała zapotrzebowanie na kogoś biedniejszego, najczęściej, by zamawiać Msze św. za dusze cierpiące, albo by uprosić czyjeś nawrócenie, za kapłanów itp. Szczególnie rozszerzała wśród swoich odwiedzających ją, praktykę zamawiania Mszy św. gregoriańskich, a nawet 30 Mszy św. za żyjących. Zalecała nawet zamawianie 30 Mszy św. za siebie już za życia. Twierdziła, że Msze św. za żyjących ważniejsze są, bo upraszają dla dusz nowe łaski i przyczyniają się do uświęcenia duszy, a Msze św. za zmarłych już nic duszy dodać nie mogą, jedynie zwalniają z cierpień czyśćcowych. Niemniej dusze z czyśćca upominały się często przez nią choćby o 3 Msze św., albo o gregoriańskie, czasem półgregoriańskie tj. 7 Mszy św. przez 7 kolejnych dni.

47. Msza św., z chwilą gdy jest zamówiona, już odnosi swój skutek. Siostra Medarda przeważnie zachęcała ludzi do zamawiania Mszy św. w intencjach, na których im zależało.

Uważała, że Msza św., z chwilą gdy jest zamówiona, już odnosi swój skutek. Do mnie wyraziła się też, że nie jest to obojętne, który kapłan odprawia Mszę św., bo modlitwa kapłana świątobliwego we Mszy św., powiększa łaski z tej Mszy św.

do góry

4. Msza św. najcenniejszy dar

Największym darem dla dusz czyśćcowych jest Ofiara Mszy św. Tak naucza Sobór Trydencki. Jest to Ofiara samego Chrystusa dla Ojca, dar nieskończony. Znamienne jest to, co leżąc na łożu śmierci powiedziała św. Monika do św. Augustyna i drugiego syna: „Pogrzebcie moje ciało, gdzie chcecie; lecz proszę was, pamiętajcie o mnie zawsze przed ołtarzem Pana”. Św. Jan Chryzostom podaje, że to na polecenie Apostołów podczas Mszy św. już od początków chrześcijaństwa modlono się za zmarłych.

Msza św. jest to najcenniejszy dar, jaki możemy ofiarować duszom w czyśćcu cierpiącym, by mogli oglądać Boga twarzą w twarz, ciesząc się wiecznym szczęściem. Jest to jednocześnie wyraz prawdziwej pamięci o tych, którzy odeszli, ponieważ wyraża troskę o ich szczęście wieczne.

Każda Eucharystia uobecnia śmierć Pana Jezusa na krzyżu i całe misterium paschalne. Jest zatem źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego. Ofiarowana za dusze zmarłych pomaga im w osiągnięciu doskonałej miłości Pana Boga, pomaga w ich oczyszczeniu, ale jednocześnie ma wpływ także na nasze uświęcenie.

Tak jak pamiętamy o imieninach lub urodzinach rodziców, krewnych czy przyjaciół za ich życia, tak samo winniśmy pamiętać o nich po śmierci. Bo życie ludzkie nie kończy się wraz ze śmiercią, ale wkracza w wieczność. Prawda wiary o życiu wiecznym jest zasadnicza dla katolika. Wierząc więc w pośmiertne życie naszych bliskich, miejmy świadomość, że najbardziej dla nich oczekiwanym teraz prezentem jest modlitwa. A tą najpiękniejszą jest dar Mszy św. zamawianej w ich intencji, np. na okoliczność rocznicy śmierci, urodzin czy imienin.

Jednak nie tylko należy zamówić Mszę św., ale przede wszystkim uczestniczyć w Niej w zastępstwie duszy czyśćcowej. We Mszy św., bezkrwawej ofierze Chrystusa, ofiarowujemy Ojcu Niebieskiemu zasługi i cierpienia Jego Boskiego Syna, Jego Święte Rany, Jego Drogocenną Krew, Jego pełną boleści śmierć. On to, w swojej litującej się nad duszami czyśćcowymi miłości, pozwala nam, że tych Drogocennych Skarbów użyczamy im wstawiając się za nich i przyjmując za nich Komunię św. i ofiarując ją za pośrednictwem naszej Matki Niebieskiej. To wyraźnie Anna Maria Lidmayr (1657 - 1726), bawarska mistyczka, karmelitanka, która często widywała dusze czyśćcowe, pomagała im przede wszystkim swoją osobistą modlitwą i postem - podkreśla: wszystkie dobre dzieła przekazywać musi Matce Bożej, a z własnej woli nie wolno jej nic darować duszom czyśćcowym.

Święty Ojciec Pio bardzo często sprawował Msze św. za dusze zmarłych. Powszechnie znana jest opowieść o tym, jak pewnej nocy przyszła do niego dusza mężczyzny. Usłyszał wówczas: „Nazywam się Pietro Di Mauro zwany Precoco, syn Nicoli. Zmarłem w tym klasztorze 18 września 1908 roku, w celi numer 4, gdy znajdował się tu jeszcze przytułek dla ubogich”. Dusza wyznała, że znajduje się w czyśćcu i że Bóg zezwolił jej przyjść do Ojca Pio, aby poprosić go o pomoc, aby ten odprawił w jej intencji Mszę św.

Ten przykład pokazuje, jak bardzo ważna jest ofiarowana Msza św. za dusze, skoro same o nią proszą.

Dodać należy, że niezwykłą moc w uwalnianiu dusz z czyśćca ma również adoracja Najświętszego Sakramentu czy odmawianie Liturgii Godzin.

do góry

5. Msze św. gregoriańskie

Szczególnie pomagają duszom czyśćcowym Msze św. Gregoriańskie, które odprawiane są w ciągu 30 kolejno po sobie następujących dniach. Ustanowione zostały przez Papieża Grzegorza Wielkiego podpis (590-604), który ten zwyczaj wprowadził wskutek wiarygodnej wiadomości o ukazaniu się pewnej duszy w ten sposób uwolnionej z czyśćca.

Św. Grzegorz Wielki podpis (zm. 604 r.) opowiada w swoich pismach o mnichu, który wykroczył poważnie przeciwko zakonnemu ubóstwu. Gdy mnich ów umarł, pochowano go - ku przestrodze dla braci - daleko od klasztornego cmentarza. „Gdy już - pisze św. Grzegorz - od jego śmierci minęło dni trzydzieści, począłem w duchu litować się nad zmarłym bratem (...) szukać jakiegoś środka, aby mu pomóc. Wezwawszy do siebie Protiosa przeora naszego klasztoru, smutny, tak mu powiedziałem: "Już długo ów zmarły brat jest męczony w ogniu, musimy mu okazać i jakąś miłość i pomóc mu. Idź więc i postaraj się, aby od dziś przez trzydzieści dni składano za niego Ofiarę (...). Zaraz też odszedł i uczynił tak, jak powiedziałem (...). Ów zmarły brat pewnej nocy ukazał się w widzeniu swemu rodzonemu bratu Kopiosusowi. Gdy ten go ujrzał, zaraz zapytał: "Co z tobą, bracie?" Tamten odpowiedział: "Dotąd było źle, lecz teraz jest mi dobrze, bo dzisiaj zostałem przyjęty do wspólnoty". Zaraz Kopiosus zawiadomił o tym braci w klasztorze. Oni zaś bardzo starannie policzyli dni, a właśnie to był dzień, w którym po raz trzydziesty Ofiara za zmarłego została złożona. (...) Z tego wyraźnie się okazało, że zmarły brat przez Zbawczą Hostię został uwolniony z katuszy". (wg Ojcowie żywi, t. VII)

Nie jest jednak pewne czy wszystkie łaski tych 30 Mszy św. przydzielone zostaną określonemu zmarłemu. To zależy zupełnie od woli Boga i od tego, czy to dusza żyjąc na ziemi ceniła sobie ofiarę Mszy św.

Posłuchajmy rozmowy, jaką siostra zakonna Anna Maria Lidmayr przeprowadziła ze swą zmarłą siostrą we wrześniu 1697 r. Zmarła siostra: Bliższa jestem Bogu niż ty sama sobie jesteś bliska, bo ja żyję w Bogu. Uwielbiajmy Boga! Niebo i ziemio wielbijcie Boga. Staję się coraz bardziej szczęśliwą! Anna Maria: W niebie?... Zmarła siostra: Nie! Ale bardzo mało brak dzięki Mszom św. gregoriańskim. Anna Maria: Czy te Msze św. są skuteczne? Zmarła siostra: Tak, bardzo! Wystarczyłaby jedna jedyna Msza św. aby nas zaprowadzić do nieba, ale Pan przydziela zasługi tej Świętej Ofiary na potrzeby Kościoła.

Trwająca od półtora tysiąca lat praktyka odprawiania trzydziestu Mszy św. jest ciągle żywa. Zwyczaj odprawiania gregorianki opiera się na przekonaniu wiernych o skuteczności tej formy modlitwy. Istotne elementy dotyczące Mszy św. gregoriańskiej, na które wskazuje Deklaracja Kongregacji ds. Duchowieństwa z 24 lutego 1967 r. są następujące: jest ona sprawowana w intencji jednej osoby, może być sprawowana tylko za zmarłych, winna być celebrowana przez 30 dni bezpośrednio następujących po sobie.

do góry

6. Msze św. wieczyste

W Kościele jest też praktyka Mszy św. wieczystych. Jednak tylko niektóre zakony mają przywilej ich odprawiania. Jednym z nich jest zgromadzenie księży werbistów, które ten przywilej posiada od ponad stu lat.

Od każdego kolejnego papieża zakony i zgromadzenia otrzymują zgodę, specjalne pozwolenie na sprawowanie Mszy św. wieczystych. To Eucharystie zbiorowe, można je ofiarować za siebie lub za swoich bliskich żyjących, jak i zmarłych. Za żyjących zamawiane są na różne okoliczności związane z ważnymi wydarzeniami, np. Pierwszą Komunią Świętą, bierzmowaniem. Zdecydowana większość jest jednak zamawiana właśnie za dusze zmarłych. Co bardzo ważne, zgromadzenia mają też przywilej, dzięki któremu, zamawiając Mszę św. za osobę żywą, jeśli umrze, odprawiana jest wówczas za jej duszę. Nie ma konieczności zgłaszać zmiany intencji, bo Bóg wie, czego polecanym najbardziej potrzeba.

Środki, które pozyskiwane są z Mszy św. wieczystych, przeznaczane są zazwyczaj na działalność misyjną prowadzoną przez zgromadzenie.

W zgromadzeniu werbistów w ramach Mszy św. wieczystych codziennie sprawowanych jest siedem Mszy św., każda w innym kraju: we Włoszech, w Niemczech, w USA, na Filipinach, w Indiach oraz Indonezji. Odprawiane są również w Polsce, w seminarium w Pieniężnie. Określane są wieczystymi, ponieważ sprawowane będą w takiej formie aż do końca istnienia zgromadzenia.

Klasztory, domy zakonne, które włączają się w to dzieło, prowadzą Księgi Misyjnych Wieczystych Mszy Świętych, do których wpisywane są z imienia i nazwiska osoby w nich polecane.

Msze św. wieczyste u księży werbistów można zamawiać pod adresem https://mszewieczyste.pl. Otrzymujemy wówczas potwierdzenie w postaci pamiątkowego obrazka.

do góry

7. Święci o Mszy Świętej

Św. ks. bp Józef Sebastian Pelczar. Nie ma sprawy świętszej i korzystniejszej jak Msza Święta, w której Pan Jezus ponawia w sposób bezkrwawy Ofiarę krzyżową i przyswaja nam jej owoce. Mszę Świętą odprawiać, powiedział słusznie pewien pisarz, więcej znaczy, niż rządzić całym światem, niż wskrzeszać umarłych i działać największe cuda. Ponieważ kapłan jest ze wszystkich ludzi najwięcej zbliżony do Pana Jezusa, że przez Jego ręce sam Pan Jezus się ofiaruje, przeto jego staraniem być powinno stawać się podobnym w cnotach do Najwyższego Kapłana „i tak odprawiać Mszę Święta, jakby ją odprawiał sam Chrystus Pan”.

do góry

Św. Jan Maria Vianey. Msza Święta to najpotężniejszy środek pomocy dla dusz czyśćcowych: „Gdy Mszę Świętą ofiarujemy za te biedne dusze, to już nie grzesznik prosi za grzesznikiem, ale Bóg równy Ojcu swojemu, który nic nie odmówi Synowi. Pewną jest rzeczą, że w naszych rękach mamy wszystko, co jest potrzebne dla przyjścia z pomocą tym nieszczęśliwym duszom. To jest: modlitwa, pokuta, jałmużna, a nade wszystko Msze Święte.”

do góry

Święci Grzegorz i Hieronim, doktorowie Kościoła twierdzili, że dusze czyśćcowe nie cierpią w tym czasie, kiedy sprawowana jest za nie Najświętsza Ofiara. Podobnie te dusze, które kapłan wspomina w memento.

My natomiast, otrzymujemy szczególnie wiele łask, jeśli zamawiamy i uczestniczymy w Mszy Św. za zmarłych.

do góry

Maria Simma. Gdyby ludzie wiedzieli, jaką wartość ma Msza Święta dla życia wiecznego, także i w dni powszednie, kościoły byłyby pełne.

W godzinie śmierci Msze Święte, w których nabożnie uczestniczyliśmy, są naszym największym skarbem, są o wiele cenniejsze niż te odprawiane za nas po śmierci.

do góry

Różaniec

Moc Różańca

Przez modlitwę różańcową wiele dusz zostaje wybawionych, które musiałyby jeszcze długie lata cierpieć w czyśćcu. Jest po Mszy Świętej najskuteczniejszym środkiem pomocy dla dusz czyśćcowych. Posiada w sobie niezwykłą moc w uwalnianiu dusz z czyśćca. Przez Różaniec zostaje codziennie uwolnionych wiele dusz cierpiących w czyśćcu. Przez odmawianie Różańca polecamy dusze czyśćcowe potężnemu orędownictwu Matki Bożej, która jako ich wielka Pocieszycielka szczególnie chętnie im pomaga. Matka Boża powiedziała do św. Brygidy: Jestem Matką wszystkich dusz czyśćcowych. Przez Moje wstawiennictwo cierpienia ich stają się z godziny na godzinę łagodniejsze.

do góry

Różaniec za zmarłych

Tajemnice radosne

1. Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie

Wcielenie Syna Bożego jest wydarzeniem centralnym w historii zbawienia świata. Dzięki fiat Maryi Bóg stał się człowiekiem, aby być blisko każdego z nas, dzielić nasze radości i smutki, napełnić nasze życie miłością, radością, nadzieją i pokojem; aby nam przypomnieć, że wszyscy jesteśmy braćmi, dziećmi jednego Ojca, który jest w niebie. Rozważając tę tajemnicę, módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby zamieszkali w Domu Ojca.

Po każdym dziesiątku po odmówieniu „Chwała Ojcu”
dodaje się: „Wieczny odpoczynek..."

do góry

2. Nawiedzenie św. Elżbiety

Po otrzymaniu niezwykłej wiadomości, że zostanie Matką Syna Bożego, Maryja udaje się w góry, do swojej krewnej Elżbiety, aby dzielić z nią radość z Bożego wybrania. Obie są pobłogosławione przez Boga. Obie doświadczają cudu. Naturalną konsekwencją tego szczęścia jest hymn Magnificat, w którym Maryja uwielbia sprawiedliwego i miłosiernego Boga. Rozważając tę tajemnicę, módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby dostąpili chwały błogosławionych w niebie.

do góry

3. Narodzenie Pana Jezusa

Syn Boży, Wszechmogący, Pan wszelkiego stworzenia, rodzi się w ubogiej stajni, między bydlętami. W życiu człowieka nie liczy się wielkość, bogactwo czy władza, ale pokora i serce pełne miłości. Nowonarodzony Bóg przynosi nam dar miłości i pragnie, byśmy tą miłością dzielili się z innymi, służąc sobie nawzajem. Rozważając tę tajemnicę, módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby radowali się pełnią dziecięctwa Bożego w niebie.

do góry

4. Ofiarowanie Pana Jezusa

Jezus Chrystus, będąc prawdziwym Bogiem, stał się również prawdziwym człowiekiem. Jego rodzice skrupulatnie wypełniali wszystkie zalecenia prawa żydowskiego, dlatego przynieśli Dziecię do świątyni, by ofiarować je Panu. Rozważając tę tajemnicę, módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby mogli wejść do prawdziwego przybytku Boga w niebie.

do góry

5. Odnalezienie Pana Jezusa w świątyni

W wieku lat dwunastu Jezus wraz z Maryją i Józefem udaje się do świątyni jerozolimskiej, do domu swego prawdziwego Ojca. Jest świadomy swojej głębokiej relacji z Bogiem Ojcem. Jego ziemscy rodzice nie rozumieją do końca posłannictwa Jezusa, ale je akceptują. Chcą jak najlepiej wypełnić powierzone im zadanie, a Jezus odwdzięcza się miłością i posłuszeństwem. Rozważając tę tajemnicę, módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby odnaleźli wieczne szczęście w królestwie niebieskim.

do góry

Tajemnice światła

6. Chrzest Pana Jezusa w Jordanie

Przyjmując chrzest od Jana, Jezus rozpoczyna swoją działalność publiczną. Głos Boga Ojca i Duch Święty w postaci gołębicy, zstępujący na Syna Bożego, są manifestacją Trójcy Świętej i mandatem do wypełnienia misji zbawienia świata. Jezus chce zbliżyć się do każdego człowieka, aby wyzwolić go z więzów grzechu i objawić mu prawdziwą miłość Boga. Módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby zanurzeni z Chrystusem w Jego śmierci i zmartwychwstaniu, razem z Nim przeszli do nowego życia.

Po każdym dziesiątku po odmówieniu „Chwała Ojcu”
dodaje się: „Wieczny odpoczynek..."

do góry

7. Cud w Kanie Galilejskiej

Jest rzeczą niezwykłą, że pierwszego cudu dokonał Jezus podczas przyjęcia weselnego. Nie mogło Go zabraknąć wśród ludzi, którzy świętują miłość! Objawiając swoją chwałę wśród gości weselnych, Jezus zaprasza wszystkich na prawdziwą i niekończącą się ucztę błogosławionych w niebie. Rozważając tę tajemnicę, módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby nie zabrakło ich na świętej uczcie niebieskiej.

do góry

8. Głoszenie królestwa Bożego

Całe życie Jezusa, Jego nauczanie i cuda, miało jeden cel – ogłosić nadejście królestwa Bożego. Chrystus pragnie, aby każdy człowiek przyjął Boga do swojego serca i do swojego życia. Jeśli odnajdziemy Boga i pozwolimy Mu królować w naszym życiu, jeśli wyrzekniemy się grzechu, On na pewno nas przemieni i uczyni ludźmi spełnionymi i szczęśliwymi. Módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby stali się uczestnikami królestwa Bożego.

do góry

9. Przemienienie na górze Tabor

Niedługo przed swoją męką Jezus zabiera trzech Apostołów na górę Tabor i tam przemienia się wobec nich. Uczniowie mogą zobaczyć w Nim prawdziwego Boga i to doświadczenie pomoże im przetrwać najtrudniejsze momenty. Jak podczas chrztu w Jordanie, tak i teraz Bóg Ojciec potwierdza posłannictwo swojego Syna i wzywa uczniów do posłuszeństwa Jego Słowu. Rozważając tę tajemnicę, módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby mogli wpatrywać się w pełne miłości i światła oblicze Boga w wiecznej chwale.

do góry

10. Ustanowienie Eucharystii

W czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus ustanawia dla swoich uczniów cudowny sakrament Eucharystii. Bóg, pod postaciami chleba i wina, staje się na zawsze obecny na świecie. Przyjmować Komunię świętą, karmić się Ciałem i Krwią Chrystusa to przyjmować od Niego nowe życie, stawać się jak On. Oto jest wielka tajemnica naszej wiary. Módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby Eucharystia, którą przyjmowali za życia ziemskiego, stała się dla nich przepustką do wieczności.

do góry

Tajemnice bolesne

11. Modlitwa Pana Jezusa w Ogrójcu

Rozmowa z Bogiem była dla Jezusa najważniejszym elementem codziennego życia i całej działalności. W Ogrodzie Oliwnym, na krótko przed strasznymi wydarzeniami, które miały nastąpić, Jezus trwał przy Bogu i przyjął Jego wolę. Modlitwa i zaufanie Bogu pozwoliły Mu przezwyciężyć straszne cierpienie duchowe, które przeżywał. Rozważając tę tajemnicę, módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby mogli radować się owocami męki i śmierci Chrystusa w wieczności.

Po każdym dziesiątku po odmówieniu „Chwała Ojcu”
dodaje się: „Wieczny odpoczynek..."

do góry

12. Biczowanie Pana Jezusa

Piłat, chociaż wiedział, że Jezus jest niewinny, skazał Go na śmierć, a przedtem kazał ubiczować. Syn Boży w ciszy i spokoju przyjął wyrok i pozwolił, aby Go torturowano. Zupełnie niezasłużenie cierpiał ogromny ból fizyczny, ale także ból duchowy, spowodowany zdradą i opuszczeniem przez najbliższych i wydaniem na śmierć przez swój naród. Rozważając tę tajemnicę, módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby Bóg przebaczył im wszystkie grzechy i przyjął ich do grona świętych w niebie.

do góry

13. Cierniem ukoronowanie Pana Jezusa

Okrutni żołnierze rzymscy wyładowują swoje frustracje na niesprawiedliwie skazanym na śmierć Jezusie. Nakładają Mu koronę z ciernia na głowę i płaszcz szkarłatny na ramiona, szydzą z Niego, plują Mu w twarz, biją Go, popychają. Jezus z pełną akceptacją i w milczeniu przyjmuje i to upokorzenie ze strony człowieka. Misja Syna Bożego jest trudna i wyczerpująca, ale niezbędna, aby świat został zbawiony. Rozważając tę tajemnicę, módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby dzięki męce Chrystusa zostali uczestnikami chwały zbawionych.

do góry

14. Pan Jezus dźwiga ciężki krzyż

Jezus bierze na swoje ramiona drzewo krzyża. Zanim z tym narzędziem zbrodni osiągnie cel, którym ma być szczyt Golgoty, przemierza wąskie ulice Jerozolimy. Umęczony fizycznie i psychicznie, wielokrotnie upada. Spotyka także wielu współczujących Mu ludzi, którzy są jakby promykiem nadziei w gąszczu zła. Krzyż jest niezwykle ciężki, bo wielka jest cena naszego odkupienia. Módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby krzyż Chrystusa stał się dla nich bramą do Ojczyzny Niebieskiej.

do góry

15. Śmierć Pana Jezusa na krzyżu

Na Kalwarii spełniają się wszystkie proroctwa na temat Mesjasza. Jezus umiera na krzyżu. Umiera z miłości. Tak Bóg, który jest samą miłością, umiłował świat. Ale czy prawdziwa miłość może umrzeć? Jezus zapowiadał wielokrotnie, że po trzech dniach powstanie z martwych. Zatem jest nadzieja. Śmierć to nie koniec, śmierć to początek. Módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby śmierć Chrystusa stała się dla nich znakiem zwycięstwa nad śmiercią i szatanem.

do góry

Tajemnice chwalebne

16. Zmartwychwstanie Pana Jezusa

Trzy dni wcześniej wszyscy opłakiwali śmierć Jezusa. W niedzielę wczesnym rankiem, gdy kobiety poszły do grobu, żeby namaścić ciało Jezusa, już go tam nie było. Jezus zmartwychwstał, jak powiedział. Zwyciężył śmierć. Pokonał szatana. Miłość wygrała ze złem. Bóg zawsze zwycięża i daje nadzieję na nasze zwycięstwo. My także zmartwychwstaniemy wraz z Nim. I to jest dla nas prawdziwa Dobra Nowina. Módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby zmartwychwstanie Chrystusa stało się dla nich znakiem ich zmartwychwstania do nowego życia.

Po każdym dziesiątku po odmówieniu „Chwała Ojcu”
dodaje się: „Wieczny odpoczynek..."

do góry

17. Wniebowstąpienie Pana Jezusa

Jezus wstępuje do nieba i zasiada po prawicy swojego Ojca. Oczywiście nie znaczy to, że opuszcza nas definitywnie. Przeciwnie. Jest z nami w każdy dzień, aż do końca świata. Jako Dobry Pasterz wstawia się za nami u Ojca w niebie, strzeże nas i prowadzi po właściwych ścieżkach. Rozważając tę tajemnicę, módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby znaleźli miejsce u tronu Boga Ojca.

do góry

18. Zesłanie Ducha Świętego

Jezus ogłosił uczniom, że po swojej śmierci i zmartwychwstaniu ześle na nich Ducha Świętego, Ducha Pocieszyciela. Zgromadzeni w Wieczerniku Apostołowie wraz z Maryją otrzymali Go w dniu Pięćdziesiątnicy. Od tego czasu Duch Święty stale jest obecny w Kościele. Uświęca go, pomaga przypomnieć sobie nauczanie Jezusa i zrozumieć Jego sens, dodaje siły uczniom Jezusa wszystkich czasów do pełnienia misji ewangelizacyjnej. Módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby oczyszczeni ogniem Ducha Świętego, dostąpili radości zjednoczenia z Bogiem.

do góry

19. Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny

Maryja, Święta i Niepokalana, wybrana przez Boga na Matkę Syna Bożego, była również Jego pierwszym i najwierniejszym uczniem. Słuchała Jego słów pełnych mocy, widziała znaki, które czynił, towarzyszyła Mu w męce i śmierci, otrzymała Ducha Świętego. Pokorna Służebnica Pańska zostaje wzięta z ciałem i duszą do nieba. Ta, która całe życie poświęciła misji swojego Syna, uczy nas kroczenia za Jezusem. Rozważając tę tajemnicę, módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby dostąpili wraz z Maryją radości przebywania w chwale nieba.

do góry

20. Ukoronowanie Matki Bożej

Maryja, Matka Boga i nasza Matka, jest w niebie. Bóg wywyższył tę skromną i dobrą dziewczynę z Nazaretu i uczynił Ją Panią nieba i ziemi. Maryja jest naszą Królową i Orędowniczką, która wstawia się ciągle za nami, swoimi dziećmi, przed Bogiem. Ale bardziej niż Królową jest dla nas wzorem i przykładem zaufania Bogu i pełnienia Jego woli w codziennym życiu. Rozważając tę tajemnicę, módlmy się za zmarłych cierpiących w czyśćcu, aby Maryja była ich przemożną Orędowniczką.

do góry

Dobre uczynki

Ćwiczenie się w cnotach i dobre uczynki

Przez Annę Marię Lindmayr poleca nam Jezus - abyśmy w każdym tygodniu wybrali sobie jakąś cnotę i przy każdej sposobności jaka nam się zdarza ćwiczyli się w niej. Te akty należy jednak przez naszego Anioła Stróża ofiarować Matce Bożej, aby Ona przydzielała zasługi duszom czyśćcowym.

Na przykład: wykonanie aktów wewnętrznej pokory i samozaparcia się za te dusze, które cierpią z powodu grzechów pychy i pogardzania drugimi. Matka Boża mówi wyraźnie, że można dużo pomóc duszom czyśćcowym przez pokorę, o wiele więcej niż przez inne ciężkie pokuty. Los tych dusz, które w życiu grzeszyły przez wyszukane i nadmierne jedzenie złagodzić można postami, inne znowu potrzebują aktów cierpliwości i łagodności, aby uwolnione zostały od cierpień za niecierpliwość i złości. Męki dusz twardego serca złagodzić można uczynkami miłosierdzia. Do nich zalicza się także jałmużnę, a zwłaszcza ofiary na misje.

do góry

Modlitwa i ofiary za grzeszników

Uroczystość Wszystkich Świętych, 2013. Z homilii wygłoszonej przez ks. Wiesława Podlodowskiego.

(…) Gorąco módlmy się o nawrócenie grzeszników! Tych którzy za nich się modlą i czynią pokutę, Bóg bardzo kocha. Jak wielkie znaczenie posiada modlitwa za grzeszników niech posłuży przykład: W 1916 roku w opinii świętości zmarła we Włoszech w 31 roku życia siostra Benigna Konstalata Ferera. Jej proces beatyfikacyjny jest w toku. Przed śmiercią przyszedł do niej Jezus, aby jej powiedzieć, że w Niebie jest przygotowana dla niej nadzwyczajna nagroda, za to że przez całe życie modliła się i składała ofiary w intencji nawrócenia grzeszników. Jezus powiedział jej, że ponad milion dusz zawdzięcza jej zbawienie.

Św. Bonawentura nauczał: najmniejszy trud w obecnym życiu wynagradza bardziej Bożej sprawiedliwości, niż największe cierpienie dusz czyśćcowych.

do góry

Droga Krzyżowa

Niezwykłą moc w uwalnianiu dusz z czyśćca ma Droga Krzyżowa. Przynosi wielką ulgę duszom cierpiącym w czyśćcu, kiedy ofiarowujemy za nie cierpienia i śmierć Jezusa oraz łzy Matki Bożej Bolesnej. Po każdej stacji możemy dodać: Jezu, Chryste Ukrzyżowany, zmiłuj się nad nami i duszami w czyśćcu.

do góry

Droga Krzyżowa 1892

Zamieszczone poniżej, z duchową głębią, bardzo piękne rozważania Drogi Krzyżowej pochodzą sprzed stu lat. Został w nich zachowany oryginalny język i forma nabożeństwa. Stacje podzielone są na trzy części do rozważania: 1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące. 2. Za dusze zmarłych. 3. Za dusze czyśćcowe. Przy odprawianiu Drogi Krzyżowej za zmarłych można wybrać jedną z części bądź rozważać wszystkie trzy. Źródło: „Ołtarzyk żałobny” (wydanie nowe 1892) oraz „Kwiaty pasyjne” (1905).

do góry

Modlitwa przygotowawcza

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Panie Jezu Chryste, Synu Boga żywego, któryś z nieskończonej Miłości zbawienia ludzkiego Sam Drogę Krzyżową Krwawymi Stopami wyznaczył, abyś nas na drogę zbawienia zaprowadził. Oto, my grzeszni, za przykładem Twoim udajemy się w Tę Drogę Krzyżową z miłości i wdzięczności naszej ku Tobie, pragnąc opłakiwać grzechy nasze i z serdecznym żalem rozważać Gorzką Mękę i Śmierć Twoją, którąś w Tej Drodze poniósł; z tą Miłością, którąś Ojcu Przedwiecznemu tę Mękę i Śmierć Twoją za nas ofiarował.

Pragniemy też obchodzić Tę Drogę Twoją Krzyżową sercem i uczuciem, z żalem i litością Najświętszej Maryi Panny i wiernych sług Twoich, którzy te drogi święte nawiedzali i nabożnie obchodzili i z tą intencją, jaką Tobie od nich ofiarowane były.

Raczże, dobrotliwy Jezu, przyjąć łaskawie tę intencję naszą i błogosławić nam, abyśmy Drogę Twoją Krzyżową z pożytkiem zbawiennym, z dostąpieniem Odpustów i wybawieniem Dusz Czyśćcowych, ratunku potrzebujących, nabożnie odprawiać mogli. Daj zmarłym przez zasługi Męki i Śmierci Twojej wieczny odpoczynek i uwolnienie z mąk czyśćcowych, a nam żyjącym wytrwanie w Łasce i Miłości Twojej aż do śmierci. Który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem w jedności Ducha Świętego, Bóg na wieki wieków. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Zbawicielu mój najmilszy, dopomóż mi nabożnie odprawić nabożeństwo bolesnej Drogi Krzyżowej, którą ofiarowałeś Ojcu Niebieskiemu na odkupienie świata. Panie, nie oddalaj ode mnie wspomożenia Twego, wejrzyj na obronę moją. Wybaw mnie przez Boleści Twojej Śmierci od śmierci wiecznej. Spojrzyj, Odkupicielu żywych i umarłych, też na dusze w Czyśćcu cierpiące. Każda z nich do Ciebie woła słowami Psalmisty; „Boże, Boże mój, wejrzyj na mnie, czemuś mnie opuścił? Daleko od zbawienia mego słowa grzechów moich“. Nie poczytaj duszom czyśćcowym grzechów ich. Ofiaruję za nie wszystkie odpusty, które mogę uzyskać, odprawiając tę Drogę Krzyżową. Matko Bolesna Maryo, Matko nasza i Pocieszycielko dusz w Czyśćcu zatrzymanych, wspomóż je przez Zasługi Twoje. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

O Jezu! Miłośniku i Zbawicielu dusz, bądź miłościw mnie grzesznemu, który skruszonym i dla Twej Miłości za winy moje żałującemu sercem, biorę w duchu na siebie Krzyż Twój Święty, a łącząc się z Tobą, z Matką Twoją Najświętszą, z Aniołami i Świętymi, którzy na tym świecie najgorliwsi byli w ratowaniu cierpiących dusz czyśćcowych, w tym zjednoczeniu ofiarują Ci tę krzyżową Drogę, aby w imieniu dusz błogosławionych, które w czyśćcowych więzieniach tęsknią za Tobą, cześć oddać Twojej Sprawiedliwości, świętości i miłości wiecznej, aby Ci podziękować za Twe Miłosierdzie dla tych dusz, którym już zapewniłeś zbawienie, a przez modlitwy Kościoła Świętego męki im skracasz i przyśpieszasz Niebo – aby zadosyć uczynić za grzechy i kary, z których się jeszcze nie wypłaciły Tobie, aby dla nich wyżebrać ochłodę w mękach i z nich wybawienie. Odpusty tej krzyżowej Drogi ofiaruję Ci, Panie, za N.N. i za wszystkie inne dusze według Boskiego upodobania Twego. Amen.

do góry

Stacja 1. Pan Jezus na śmierć osądzony

P. Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste
i błogosławimy Tobie,

W. Żeś przez Krzyż i Męką Twoją odkupił świat.

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Rozmyślanie. Zastanawiając się nad tym, jako Pan Jezus poddaje się pod wyrok niesprawiedliwego sędziego Piłata, który niewinnego Jezusa skazuje na haniebną śmierć krzyżową, uważaj, że po zejściu z tego świata dusze ludzkie stawić się muszą przed Sędziego Najwyższego żywych i umarłych, Jezusa. Wtedy na owe dusze, które w stanie łaski uświęcającej się znajdują, ale jeszcze nie są całkowicie oczyszczone ze wszystkich skutków grzechowych, zapada wyrok, aby w ogniu czyśćcowym męki nieznośne cierpiąc wypłaciły się Sprawiedliwości Boskiej do ostatniego pieniążka.

Modlitwa. O Jezu najniewinniejszy, od niesprawiedliwego sędziego na śmierć haniebną krzyżową osądzony, jak wielce obawiać się muszę sprawiedliwego wyroku Sądu Twego, który po zejściu moim z tego świata na duszę moją grzeszną zapadnie. Dajże mi, proszę tę Łaskę, abym zawczasu ze Zasług Twoich korzystając, za wszystkie nieprawości moje za życia odpokutował; wszystkim zaś prawowiernym, których zgon się tak zbliżył, że dnia dzisiejszego umierać i przed Sąd Twój się stawić mają, udziel dla niesprawiedliwego na śmierć skazania Twego Miłosierdzia i Łaski i daj im w takowym usposobieniu skonać, że po śmierci jak najłagodniejszy na nich zapadnie wyrok i męki ich czyśćcowe skrócone będą. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Rozmyślanie. Arcykapłan żydowski Kajfasz i przełożeni ludu izraelskiego szukali fałszywego świadectwa przeciw Panu Jezusowi, aby Go wydać na śmierć. I rzekli wszyscy;: „Toś Ty jest Syn Boży?“ Który odpowiedział: „Wy powiadacie, żem Ja jest”. A Oni rzekli: „Cóż jeszcze potrzebujemy świadectwa? Bośmy sami słyszeli z ust Jego”. A powstawszy, skazali Go na śmierć, iż świadectwo dał prawdzie, że jest Synem Bożym. Poncjusz Piłat, starosta rzymski, potwierdził wyrok śmierci i rozkazał ukrzyżować Jezusa.

Módlmy się. Najdobrotliwszy Jezu, przez Kajfasza i Piłata na śmierć skazany, zachowaj nas od potępienia wiecznego. Dusze w Czyśćcu cierpiące wybaw z otchłani. Niechaj te dusze i my sami kiedyś staniemy po Prawicy Twojej. Rzeknij wtedy do nas: „Pójdźcie Błogosławieni Ojca Mojego, posiądźcie Królestwo, które wam od założenia świata jest zgotowane”. Najświętsza Panno Maryo, Matko Miłosierdzia, Tyś nadzieja nasza teraz i zawsze. Zachowaj nas i dusze wiernych zmarłych od Gniewu Bożego. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

Rozmyślanie z modlitwą. Pan Jezus na śmierć skazany. On, który jest dusz naszych wiekuistym życiem…

O Zbawicielu! przez ten wyrok śmierci, który z taką pokorą, z taką miłością przyjąć raczyłeś, błagam Cię, daj usłyszeć uszom w Czyśćcu cierpiącym Twoje Najsłodsze do Nieba wezwanie i dzięki Ci składam, że Twe Boskie Usta już im ogłosiły wyrok zbawienia wiecznego. Polecam szczególnie Miłosierdziu Twemu dusze biskupów, kapłanów i tych wszystkich, którzy zwierzchność jakąś na tym świecie piastując, grzeszyli nadużywaniem władzy i sądami niesprawiedliwymi.

Na zakończenie każdej stacji odmawia się:

Litościwy Jezu Panie! Daj im wieczne spoczywanie!

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryja… Chwała Ojcu…

P. O Jezu miłościwy za nas ukrzyżowany.

W. Zmiłuj się nad nami.

do góry

Stacja 2. Pan Jezus bierze Krzyż na Ramiona Swoje

P. Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste
i błogosławimy Tobie,

W. Żeś przez Krzyż i Męką Twoją odkupił świat.

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Rozmyślanie. Zastanów się, jak miłościwie Pan Jezus Krzyż ciężki na Ramiona Swoje bierze, aby z nim i ciężar grzechów naszych na sobie nosić. Dusze wiernych zmarłych w stanie łaski uświęcającej biorą chętnie męki czyśćcowe na siebie, na które je Sprawiedliwość Boska skazała. One by się wahały nawet wnijść do Nieba, pod ile by się Sprawiedliwości Boskiej nie wypłaciły. Modlitwa. Zbawicielu Boski, z gorącym pragnieniem obejmujesz krzyż, aby ciężar jego na zadosyćuczynienie za grzechy nasze dźwigać, a ja grzesznik wzdrygam się krzyż jaki bądź z Ręki Twojej przyjąć. Dusze w Czyśćcu Twoim Duchem przejęte, z miłością ponoszą okropny upał, który je dręczy, a ja się lękam i obawiam przed najmniejszym trudem i przykrością w służbie Twojej. Przez Zasługi Twoje w znoszeniu ciężaru krzyżowego proszę Cię, złagodź cierpienia zmarłych wiernych, wyzwól je z nieprawości, które jeszcze na nich ciężą i doprowadź na miejsce odpoczynku wiecznego. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Rozmyślanie. Nim jeszcze Poncjusz Piłat potwierdził był wyrok śmierci, żołnierze porwali Jezusa i ubiczowali. Uplótłszy koronę z ciernia, włożyli na Głowę Jego i szatę szkarłatną na Ciało Jego, wyśmiewali się z Niego, wołając: „Witaj, Królu Żydowski!“ i dawali Mu policzki. Potem, gdy Piłat już na śmierć skazał Jezusa, ciężki Krzyż włożyli na Ramiona Jego. Pan Jezus chętnie przyjął drzewo, na którym miał umrzeć. Módlmy się. Najcierpliwszy Jezu, Ty pośmiewiska żydów i okrutnych katów cierpliwie ponosisz. Zgładź złości moje, którymi już tak często Boski Twój Majestat obraziłem. Oczyść też dusze wiernych zmarłych od wszelkiej winy złości i niecierpliwości, za którą teraz w Czyśćcu ogniem są trapione. Ucieczko nasza, Niepokalanie Poczęta, Najświętsza Panno Maryo, uproś u Syna Twego duszom czyśćcowym odpuszczenia wszystkich grzechów i kar zasłużonych. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

Rozmyślanie z modlitwą. Pan Jezus krzyż bierze na Siebie, aby nas uwolnić od wiecznej męki, a doczesne cierpienia osładzać i skracać… O Miłościwy Jezu! przez to litosne Twoje Krzyża wzięcie, zdejmij z biednych dusz czyśćcowych ciążące na nich kary Twej Sprawiedliwości! Polecam szczególnie Litości Twojej dusze, które wiele cierpiały w tym życiu, z pokornym poddaniem się Twojej Woli Przenajświętszej, i te, które w cierpieniu narzekały i szemrały na Wyroki Opatrzności Bożej.

Na zakończenie każdej stacji odmawia się:

Litościwy Jezu Panie! Daj im wieczne spoczywanie!

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryja… Chwała Ojcu…

P. O Jezu miłościwy za nas ukrzyżowany.

W. Zmiłuj się nad nami.

do góry

Stacja 3. Pan Jezus pierwszy raz upada pod krzyżem

P. Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste
i błogosławimy Tobie,

W. Żeś przez Krzyż i Męką Twoją odkupił świat.

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Rozmyślanie. Zastanawiając się nad Zbawicielem, który na siłach osłabiony pod ciężarem krzyża na ziemię upadł, uważaj, że i najmniejsze nieprawości, w które i świętobliwe dusze wpadają, muszą być odpokutowane albo w tym, albo w przyszłym życiu. Modlitwa. Najmiłościwszy Jezu, póki tu na świecie żyjemy, dano nam jest w Ręce, aby Miłosierdziu Twojemu odpłacać się z długów naszych, czerpiąc ze źródła nieprzebranego zasług Twoich, po śmierci zaś Sprawiedliwość Twoja Boska wymaga odpłaty aż do ostatniego pieniążka i nie daje się przejednać. Przez zasługi pierwszego upadku Twego pod krzyżem prosimy Cię, zlituj się nad duszami w ogniu czyśćcowym utrapionymi, okaż im Litość Twoją i spraw, aby jak najprędzej stały się godne Ciebie chwalić i wielbić z Świętymi Twoimi w Niebie. Nam zaś grzesznikom udziel ducha pokuty, abyśmy z Łaską Twoją za nieprawości nasze tu na ziemi żyjąc odpokutowali. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Rozmyślanie. Jezus Chrystus, będąc Bogiem, tak wyniszczył Samego Siebie, iż przyjąwszy postać sługi, stał się na podobieństwo ludzi i postawą znaleziony jako człowiek. Sam się poniżył, stawszy się posłusznym aż do śmierci. Wziął na Swoje Ramiona Krzyż ciężki i upadł pod Jego ciężarem. Módlmy się. Jakże jesteś słabym, o mój ukochany Panie! Cudów już nie czynisz, lecz zakrywasz Wszechmocność Twoją. Przez biczowanie, cierniem koronowanie i noszenie Krzyża tak jesteś wyniszczonym, że pierwszy raz upadasz pod Krzyżem. Przez boleści upadku Twojego zachowaj nas od upadku do grzechu śmiertelnego. Przebacz też litościwie duszom w Czyśćcu cierpiącym wszystkie upadki i występstwa, za które teraz pokutują. Ucieczko Grzesznych, Łaski Bożej pełna Maryo Panno, ratuj nas i dusze w Czyśćcu cierpiące, za które się pokornie modlimy. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

Rozmyślanie z modlitwą. Pierwszy raz Pan Jezus upada ciężarem grzechów naszych przyciśnięty… O Miłosierny Jezu! przez ten upadek podźwignij i pociesz duszę, którą jej grzechy wtrąciły w przepaść najdłuższej czyśćcowej męki! Polecam także Miłosierdziu Twemu dusze dzieci i te wszystkie, które cierpią za grzechy przez niewiadomość i nierozwagę popełnione.

Na zakończenie każdej stacji odmawia się:

Litościwy Jezu Panie! Daj im wieczne spoczywanie!

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryja… Chwała Ojcu…

P. O Jezu miłościwy za nas ukrzyżowany.

W. Zmiłuj się nad nami.

do góry

Stacja 4. Pan Jezus spotyka się z Matką Swoją Bolesną

P. Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste
i błogosławimy Tobie,

W. Żeś przez Krzyż i Męką Twoją odkupił świat.

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Rozmyślanie. Gdy się zastanawiasz nad spotkaniem się Pana Jezusa w drodze krzyżowej z najboleśniejszą Matką Jego i nad boleściami, które Oni przy tym spotkaniu ucierpieli, uważaj, jak pożądana jest dla dusz w Czyśćcu cierpiących owa chwila, w której od nieprawości swoich całkiem oczyszczone, mogłyby po pierwszy raz oglądać najmiłościwszego Zbawiciela Pana i Najświętszą Matkę Jego. Modlitwa. O Boże mój! najokropniejsza męka dla dusz cierpiących jest ich oddalenie od Oblicza Twego, którego oglądanie i najokropniejsze męki ich w niewymowne radości by zamienić było wstanie. Tak zaś oddalone od Ciebie wzdychają i tęsknią się za tym, aby od nieprawości uwolnione do oglądania Oblicza Twego były dopuszczone. Przez gorzkości Najświętszego Serca Twego i przez Boleści Matki Twojej uwolnij dusze zmarłych z więzów ich grzechów; przyjmij je do niebieskiej Światłości Twojej i uczyń je uczestnikami wiecznej szczęśliwości Twojej. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Rozmyślanie. Pan Jezus, niosąc Krzyż, był zelżony od niemiłosiernych nieprzyjaciół. Wtedy się wypełniło proroctwo Izajasza: „Ciało moje dałem bijącym, a policzki moje szczypiącym. Twarzy mojej nie odwróciłem od łających i plujących na mnie”. Lecz Najświętsza Matka Jego żywną litością była wzruszona, gdy widziała Syna pogardzonego na drodze śmierci, i niezmiernie ubolewała nad Nim. Módlmy się. Zbawicielu nasz, od pospólstwa wzgardzony, przez Najświętszą Matkę Twoją żałowany, zlituj się nad duszami zmarłych. Przez Boleści Twoje i niezmierny smutek Twej Matki Najmilszej zachowaj nas od pychy, bo obmierzła jest pycha przed Tobą i przed ludźmi, jest początkiem grzechu każdego. A dusze, które przez pychę i wyniosłość zgrzeszyły, a teraz w Czyśćcu pokutują, wybaw z Czyśćca i zaprowadź je do Światłości Twojej. Bolesna Matko Syna Bożego Maryo, wspomagaj nas i dusze cierpiące w Czyśćcu. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

Rozmyślanie z modlitwą. Z Matką Najboleśniejszą spotyka się Pan Jezus, aby wspólna boleść tych dwóch Serc Najświętszych wieczne szczęście i zbawienie wysłużyła duszom… O Jezu! o Maryo! przez to spotkanie Wasze na krzyżowej Drodze przyśpieszcie duszom cierpiącym wiecznie ich z Wami w Niebie spotkanie! Miłosierny Jezu! polecam Ci szczególnie dusze rodziców i krewnych naszych, te zwłaszcza, które cierpią za to, że ukochanym swoim przeszkadzały w poświęceniu si służbie Bożej i miłość stworzenia nad Miłość Stwórcy przekładały.

Na zakończenie każdej stacji odmawia się:

Litościwy Jezu Panie! Daj im wieczne spoczywanie!

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryja… Chwała Ojcu…

P. O Jezu miłościwy za nas ukrzyżowany.

W. Zmiłuj się nad nami.

do góry

Stacja 5. Panu Jezusowi krzyż pomaga nieść Szymon Cyrenejczyk

P. Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste
i błogosławimy Tobie,

W. Żeś przez Krzyż i Męką Twoją odkupił świat.

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Rozmyślanie. Zbawiciel nasz Boski raczy przyjąć pomoc chociaż niechętnie Jemu od Cyrenejczyka wyświadczoną . . . Jak chętnie powinniśmy śpieszyć z pomocą do Zbawiciela Pana, litując się nad drogimi Jemu duszami w Czyśćcu cierpiącymi one z ognia czyśćcowego naszymi modlitwami i dobrymi uczynkami ratując. Modlitwa. O Jezu najmiłosierniejszy, przyjmujesz chętnie Cyrenejczyka w dźwiganiu krzyża, abyś nas pouczył, że i my pomagając bliźniemu współczucie nasze Tobie najlepiej wyrazić możemy. Przez najlitościwszą Dobroć Twoją prosimy Cię okaż zmiłowanie Twoje owym duszom, które za przewinienia swoje względem miłości bliźniego męki cierpią. Wspomnij na dobre uczynki ich i miłosierdzie innym wyświadczone, wynagrodź, co bliźniemu swemu dobrego uczynili i wyzwól z miejsca karania, na którym ich nieodpokutowane przewinienia zatrzymują. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Rozmyślanie. Gdy prowadzili Jezusa na Górę Kalwaryjską, spostrzegli, że jest słabym i myśleli, że nie dojdzie na miejsce śmierci. Dlatego przymusili Szymona Cyrenejczyka ze wsi idącego i włożyli nań Krzyż, aby go niósł za Jezusem. Módlmy się. O Jezu, za hańbę poczytali sobie żydzi, dotknąć się Krzyża Twego i nikt nie chciał Ci dopomóc na bolesnej drodze Twojej. Tylko Szymon Cyrenejczyk przymuszony przez rotę żydowską, wziął Krzyż Twój i ulżył Ci w słabości Twojej. Wspomóż też łaskawie dusze w Czyśćcu cierpiące w ich nędzy i utrapieniu. Najłaskawsza Panno Maryo, bądź pociechą naszą w każdym momencie życia naszego; bądź Pocieszycielką dusz w Czyśćcu ogniem trapionych. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

Rozmyślanie z modlitwą. Pan Jezus przyjmuje pomoc Szymona Cyrenejczyka, aby nam pokazać, że drobne cierpienia nasze, z Jego Najświętszą Męką złączone, mogą nam samym i drugim wiele pomagać do zbawienia… O Jezu Najmiłosierniejszy! przez Miłość, z jaką przypuściłeś Szymona Cyrenejczyka do dźwigania krzyża z Tobą, błagamy Cię, wzbudź jak najwięcej serc litościwych, które by się poświęcały ratowaniu dusz cierpiących w Czyśćcu. Polecam Ci szczególnie dusze, które na ziemi żyjąc, wiele uczynków miłosiernych spełniały, i te, które przez samolubstwo ani żyjącym, ani zmarłym, nie świadczyły miłosierdzia.

Na zakończenie każdej stacji odmawia się:

Litościwy Jezu Panie! Daj im wieczne spoczywanie!

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryja… Chwała Ojcu…

P. O Jezu miłościwy za nas ukrzyżowany.

W. Zmiłuj się nad nami.

do góry

Stacja 6. Weronika ociera Twarz Jezusową

P. Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste
i błogosławimy Tobie,

W. Żeś przez Krzyż i Męką Twoją odkupił świat.

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Rozmyślanie. Gdy widzisz jako Pan Weronice Świętej jej uczynność wynagradza przez to, że na chuście do otarcia Twarzy podanej, Obraz Oblicza Swego wyraża, wspomnij na to, że przez Łaskę Chrztu Świętego Pan Jezus Obraz Swój i na duszy naszej wyrazić raczył. Duszom zaś cierpiącym niewymowne sprawia gorzkości, że wskutek grzechowych nieprawości widzą ten Obraz Boski na siebie jeszcze zeszpecony. Modlitwa. O Zbawicielu mój najłaskawszy, ile razy zeszpeciłem Obraz Twój na duszy mojej dopuszczając się tak wiele nieprawości i okazując Ci się tak mało wiernym. Udzielże mi prawdziwej skruchy, abym serdecznie żałując za nieprawości serce moje oczyścił ze wszelakiego brudu grzechowego. Przez zasługi Najświętszego Oblicza Twego racz przywrócić duszom w Czyśćcu cierpiącym całą piękność niewinności we Chrzcie Świętym udzieloną, aby były godne, jak najprędzej być dopuszczone do chwały i wspaniałości Wybranych Twoich w Niebie. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Rozmyślanie. Oto Zbawiciel mój idzie na Drodze Krzyżowej. Czemuż wtedy od Krwi czerwone jest odzienie Jego, a szaty Jego jako tłoczących prasę? Jakby zasłoniona Twarz Jego, wzgardzona, prochem i potem zbroczona. Weronika ociera tę Twarz Najświętszą i sprawuje ulgę Jezusowi. Módlmy się. O mój Jezu, dusza moja oszpecona jest grzechami. Pragnę wygody i pociechy tego świata przemijającego. Oczyść duszę moją od zbytecznego pragnienia ziemskich rzeczy. A dusze zmarłych, które już rozwiązane są z tym światem, z Czyśćca zaprowadź do błogosławionego połączenia Twego w Niebie. Najświętsza Maryo Panno, prowadź nas drogą niewinności lub pokuty do Królestwa Niebieskiego. Módl się za duszami. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

Rozmyślanie z modlitwą. Twarz Swoją Najświętszą Pan Jezus zostawia w upominku Weronice, aby to Boskie Oblicze wśród Męki tak strasznie oszpecone, przypominało nam, co Pan wycierpiał, aby duszom przywrócić piękność podobieństwa i obrazu Bożego wyrytego na nich, gdy stworzone zostały, piękność, którą grzech zniszczył do szczętu!… O Jezu! przez Twoją Boską Twarz, tak boleśnie wśród Męki zmienioną, daj co prędzej duszom błogosławionym ujrzeć piękność Oblicza Twego w Jasności Wiekuistej Chwały!… Polecam szczególnie Litości Twojej dusze, które cierpią za próżności światowe, za upodobanie w marnej ciała piękności i za zbytki w strojach.

Na zakończenie każdej stacji odmawia się:

Litościwy Jezu Panie! Daj im wieczne spoczywanie!

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryja… Chwała Ojcu…

P. O Jezu miłościwy za nas ukrzyżowany.

W. Zmiłuj się nad nami.

do góry

Stacja 7. Pan Jezus drugi raz upada pod krzyżem

P. Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste
i błogosławimy Tobie,

W. Żeś przez Krzyż i Męką Twoją odkupił świat.

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Rozmyślanie. Ten drugi upadek Zbawiciela Pana, który tak ciężki jest, że Pan Jezus nawet Twarzą Swoją o ziemię uderza, wskazuje nas na owe dusze, które w zbytecznym przywiązaniu do marności tego świata, mało pożądały za radością niebieską. Za takową oziębłość dusze w Czyśćcu osobliwsze kary cierpieć muszą. Modlitwa. Zbawicielu Boski, któryś w nieznośnych boleściach w drugim upadku Twoim Twarzą Twoją Świętą o ziemię uderzył, wyzuj mnie ze zbytecznego przywiązania do rzeczy ziemskich i spraw, abym za pomocą Łaski Twojej we wszystkim o to się starał, skarbić sobie skarby nie przemijające dla wieczności i one wiernie zachować. Przez zasługi Twoich Boleści tego drugiego upadku Twego, prosimy Cię, zmiłuj się nad duszami we więzieniu czyśćcowym do Ciebie wzdychającymi. Oczyść je ze skutków ich oziębłości i zapal w nich coraz większą miłość i pragnienie Ciebie, aby jak najprędzej stały się godne, być z Tobą połączonymi na wieki, który jesteś Dobrocią nieskończoną. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Rozmyślanie. Chrystus Pan prawdziwie choroby nasze nosił, a boleści nasze On cierpiał. A myśmy Go poczytali jako trędowatego, a od Boga ubitego i uniżonego. Drugi raz upadł pod krzyżem i był zranion za nieprawości nasze, starty za złości nasze. Módlmy się. Najmilszy Zbawicielu nasz, czemu drugi raz upadasz pod Krzyżem? Ty nam odpowiadasz: „Biada temu światu dla zgorszenia! Zgorszenia muszą być, lecz biada, który zgorszenie bliźniemu daje. Biada nieczystym i cudzołożnikom!“ Przez bolesny Twój upadek pod Krzyżem zachowaj nas od ducha nieczystości. Zmiłuj się nad duszami, które może dla tego cierpią w Czyśćcu, że zgrzeszyły nieczystością. Najczystsza Panno Maryo, uproś nam u Boga obrzydzenie grzechu nieczystości. Wspomóż litościwie dusze, które w Czyśćcu opłakują upadki swoje. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

Rozmyślanie z modlitwą. Drugi raz upada Zbawiciel Najsłodszy, aby czynić pokutę za naszą niewytrwałość i chwiejność na drodze cnoty… O Jezu! przez ten upadek podnieś ku Tobie duszę, która przez występną niepamięć na Ciebie w życiu ziemskim, cierpi w Czyśćcu największe zapomnienie od ludzi!… Polecam także Litości Twojej dusze, które cierpią za swoją niestałość w dobrem i za nadużywanie Sakramentu Pokuty, przez niepoprawianie się z grzechów swoich.

Na zakończenie każdej stacji odmawia się:

Litościwy Jezu Panie! Daj im wieczne spoczywanie!

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryja… Chwała Ojcu…

P. O Jezu miłościwy za nas ukrzyżowany.

W. Zmiłuj się nad nami.

do góry

Stacja 8. Pan Jezus cieszy nad Sobą płaczące niewiasty

P. Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste
i błogosławimy Tobie,

W. Żeś przez Krzyż i Męką Twoją odkupił świat.

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Rozmyślanie. Słuchaj, co Pan Jezus mówi do owych niewiast płaczących; „Nie płaczcie nade Mną, ale płaczcie nad sobą i nad synami waszymi”. Ile to dusz znajduje się w tej chwili w ogniu czyśćcowym, które zbyt mało zważały na napomnienie Chrystusowe: unikajcie i najmniejszego grzechu powszedniego; opłakujcie nieprawości wasze bez ustanku; lękajcie się Sprawiedliwości Boskiej, bo „straszna rzecz jest wpaść po śmierci w Ręce Boga Sprawiedliwego”. Modlitwa. O Jezu mój! jak gorzką to rzeczą musi być, po tym wygnaniu na padole płaczu dostać się do okropnego więzienia czyśćcowego, gdzie ogień zapalony Sprawiedliwością Boską goreje, aby czyścić dusze z nieprawości, których one tak łatwo unikać, za które przez zasługi Twoje tak wygodnie odpłacić się mogły. Napełnijże mnie świętą bojaźnią Sprawiedliwych Sądów Twoich częstokrotnym wspominaniem Słów Twoich na bolesnej drodze krzyża: Jeżeli się to dzieje na drzewie zielonym, z drzewem suchym co się stanie? Przez Zasługi Najdroższej Krwi Twojej, zmiłuj się nad duszami w Czyśćcu cierpiącymi, które teraz gorzko opłakują nieprawości swoje, na które zbyt mało za życia zważały i za które niedostatecznie pokutowały. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Rozmyślanie. I szła za nim wielka rzesza ludu i niewiast, które płakały Go i lamentowały. A Jezus, obróciwszy się do nich, rzekł: „Córki Jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną, ale same nad sobą i nad synami waszymi. Albowiem oto przyjdą dni, w które będą mówić górom: Padnijcie na nas! a pagórkom: Przykryjcie nas“. Módlmy się. Panie Jezu, Zbawicielu nasz, w Mękach Twoich pocieszałeś niewiasty Jerozolimskie, aby nie płakały nad Tobą. Upominałeś je, aby raczej się lękały Sądu Bożego, grożącego im i synom swoim. Jakże i my lękamy się Sprawiedliwości Boskiej, która w Dzień Sądu Twego wykryje i nagrodzi nasze myśli, słowa i uczynki. Ty karzesz występki nasze; w piekle pokutują na wieki dusze potępionych; w Czyśćcu cierpią niezmierne boleści te dusze, które tylko grzechami powszednimi obciążone poszły do wieczności. Przebacz Panie, przebacz nam winy nasze i zmiłuj się nad duszami w Czyśćcu. Ratuj dusze konające Ratuj dusze czyśćcowe Królowo nasza, najchwalebniejsza Boża Rodzicielko Maryo, wstaw się za nami i za duszami wiernych zmarłych. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

Rozmyślanie z modlitwą. Pan Jezus do łez pokutnych zachęca niewiasty Jerozolimskie, bo tylko łzy pobożne i święte prowadzą każdą na ziemi duszę do źródła pociechy prawdziwej… O Jezu Miłosierny! powiedzże i teraz duszom czyśćcowym: „Nie płaczcie!” A przez Boskie Łzy Twoje i Krew Twoją Najdroższą, przez Łzy Twojej Matki Najboleśniejszej, i łzy Świętych Twoich, zagaś płomienie czyśćcowe, i dusze w nich dręczone chciej uwolnić, chciej zaprowadzić tam, gdzie wszelką łzę otrzesz z ich oczu! Polecam szczególnie Miłosierdziu Twemu dusze, które wiele w tym życiu płakały, i te, które zaniedbywały pobudzać się do skruchy serdecznej za grzechy swoje.

Na zakończenie każdej stacji odmawia się:

Litościwy Jezu Panie! Daj im wieczne spoczywanie!

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryja… Chwała Ojcu…

P. O Jezu miłościwy za nas ukrzyżowany.

W. Zmiłuj się nad nami.

do góry

Stacja 9. Pan Jezus trzeci raz upada pod krzyżem

P. Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste
i błogosławimy Tobie,

W. Żeś przez Krzyż i Męką Twoją odkupił świat.

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Rozmyślanie. Ponowne upadki Zbawiciela Pana pod ciężarem krzyżowym wskazują nas na owe dusze, które wskutek licznych i częstokroć powtarzanych grzechów na okropnie długie męki czyśćcowe są skazane. Któżby się nad nimi nie litował? Modlitwa. O Jezu Zbawicielu mój, ile to dusz dnia każdego skazane zostaną na męki w ogniu czyśćcowym, które by były mogły ujść tym mękom niezmiernym przez nie jakieś umartwienia siebie. Tak zaś sobie dogadzając teraz przez długi czas znosić muszą najokropniejsze udręczenia, które im dni jako wieki przedłużają. Przez Zasługi Twojego trzeciego upadku pod krzyżem, proszę Cię, ułagodź duszom cierpiącym ich męki, a nasze serca napełnij obrzydzeniem wszystkiego, co by mogło być obrazą Twoją. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Rozmyślanie. Niedaleko od Góry Kalwaryjskiej Głowy Pan Jezus trzeci raz upadł pod Krzyżem. Myśleli wtedy nieprzyjaciele Jego: „Bóg Go opuścił, gońcie, a pojmajcie Go, boć nie masz, kto by wyrwał”. Trzeci ten upadek Jezusa był nader bolesny: pomnożył Jego boleści i powiększył śmiertelne Rany. Zobaczcie, czy jest boleść większa, jak boleść Jezusa! Módlmy się. Panie Jezu, gdyś Krwią Swoją rosił ziemię, upadając po raz trzeci pod Krzyżem, wypełniło się proroctwo: „Wszyscy my jako owce pobłądziliśmy, każdy na swą drogę wstąpił, a Pan włożył na Niego nieprawość wszystkich nas. Ofiarowan jest, iż sam chciał i nie otworzył ust swoich”. Przez tak wielką Twą cierpliwość uczyń serca nasze pokornymi i cierpliwymi. A duszom wiernych zmarłych zgaś płomienie czyśćcowe i wybaw je z miejsca, gdzie jeszcze cierpią za nieprawości swoje. Święta Panno nad pannami, Tyś widziała hańbę i Krew wylaną Syna Twego. Módl się za nami i za duszami, abyśmy się stali godnymi obietnic Pana Chrystusowych. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

Rozmyślanie z modlitwą. Pan Jezus po raz trzeci na krzyżowej Drodze upada już u samych stóp Kalwarii, by dodać odwagi biednym duszom, które po długim, występnemu życiu wyrzutami sumienia, albo naciskiem pokus zachwiane, bliskie są zwątpienia o Miłosierdziu Bożym… O Dobry Jezu! przez ten upadek pociesz biedną duszę, która najcięższe w Czyśćcu męki cierpi, i zlituj się nad duszami tych, którzy aż do śmierci odwlekając pokutę, zeszli z tego świata bez Sakramentów Świętych.

Na zakończenie każdej stacji odmawia się:

Litościwy Jezu Panie! Daj im wieczne spoczywanie!

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryja… Chwała Ojcu…

P. O Jezu miłościwy za nas ukrzyżowany.

W. Zmiłuj się nad nami.

do góry

Stacja 10. Pan Jezus z szat obnażony octem, żółcią i mirrą napojony

P. Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste
i błogosławimy Tobie,

W. Żeś przez Krzyż i Męką Twoją odkupił świat.

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Rozmyślanie. Gdy rozważasz, jako Zbawicielowi Panu szaty Jego do Ran przywrzałe gwałtownie zdzierają, wspomnij sobie, że dusze w Czyśćcu cierpiące płomieńmi ognia otoczone są jak szatą. W takowych boleściach muszą za swoje światowe próżności, za dawniejszą pychę i wyniosłość pokutować. Modlitwa. O Jezu mój! ile to dusz skarane są, aby w płomieniach czyśćcowych pokutować za miłość światową i przywiązanie ich do próżności marnych. Zapewne, gdyby im było możebną rzeczą jeszcze raz na ten świat powrócić, wtedy by ich jedynym usiłowaniem było unikać marności światowych. Tobie jedynie służyć, Ciebie chwalić i uwielbiać i we wszystkim Twoje Przykazania zachowując, Tobie się przypodobać. Przez okrutne obnażenie Twoje proszę Cię, zmiłuj się nad duszami cierpiącymi, udziel im jak najprędzej owej chwalebnej szaty godowej, która jest ozdobą Wszystkich Błogosławionych w Niebie. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Rozmyślanie. I przywiedli Jezusa na miejsce Golgotha: co się wykłada miejsce Trupiej Głowy. I dawali mu pić gorzki napój, z octu, żółci i miry nagotowany, aby zagłuszyić Jego Boleści przy ukrzyżowaniu. Skosztowawszy napój, nie chciał pić, bo w świadomości zmysłów Swoich chciał cierpieć i umierać. Z Jego Ciała zdarli szaty i podzielili je pomiędzy sobą. Módlmy się. Jak gorzko pokutujesz, najcierpliwszy Synu Boży, za obżarstwa i zbytki tak wielu ludzi! Nieraz może i ja tak haniebnymi grzechami obciążyłem duszę moją. Dopomóż mi i daj mi Łaskę, abym nie grzeszył obżarstwem, pijaństwem, marnotrawstwem. Dusze zaś zmarłych, które w Czyśćcu wołają do Ciebie o ratunek i pociechę, przez tak wielką hańbę Twoją wprowadź do chwały niebieskiej. Najczystsza i Najświętsza Oblubienico Ducha Świętego, Maryo, zachowaj nas od pijaństwa i nieczystości. Podaj duszom w Czyśćcu cierpiącym Macierzyńską Twoją Rękę, aby zostały wyswobodzone z dołu płaczu i pokuty. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

Rozmyślanie z modlitwą. Przed swym do krzyża przybiciem, Pan Jezus ponosi najboleśniejszą i najbardziej dla Niego upokarzającą Mękę obnażenia, a przy Niej Usta Swoje Najświętsze macza w gorzkim, żółcią zaprawnym napoju, aby duszom obrzydzić ziemskie rozkosze, zatrute świata słodycze i przywiązana szkodliwe… O Jezu! przez to obnażenie Twoje, oblecz co prędzej dusze błogosławione w szatę Niebieskiej Chwały, a przez gorycz, której skosztowałeś, dozwól, aby te Oblubienice Twoje napawać się już mogły z Aniołami, ze Świętymi, w źródle wiekuistej słodyczy… Polecam szczególnie Miłosierdziu Twemu dusze, które cierpią w Czyśćcu za występne przywiązanie do stworzeń, za życie rozpustne, próżniacze i miękkie, za łakomstwo, chciwość i porywanie się na cudzą własność, za zbytki w jedzeniu i piciu.

Na zakończenie każdej stacji odmawia się:

Litościwy Jezu Panie! Daj im wieczne spoczywanie!

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryja… Chwała Ojcu…

P. O Jezu miłościwy za nas ukrzyżowany.

W. Zmiłuj się nad nami.

do góry

Stacja 11. Pan Jezus okrutnie do krzyża przybity

P. Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste
i błogosławimy Tobie,

W. Żeś przez Krzyż i Męką Twoją odkupił świat.

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Rozmyślanie. Gdy patrzysz na to, jak przy przybijaniu Zbawiciela Pana do Krzyża strumienie Krwi Jego Najświętszej z Rąk i Nóg gwoździami podziurawionych się leją, proś pokornie, aby raczył te zbawienne strumienia Krwi Najdroższej spuścić aż do otchłani czyśćcowych, gdzie tak wiele dusz, które w Łasce Boskiej z tego świata zeszły, dla przewinień jeszcze nie odpokutowanych bez ustanku cierpieć muszą. Modlitwa. Najczcigodniejszy Zbawicielu mój, którego Ręce i Nogi nielitościwi kaci gwoździami przebijają, abyś tak na Krzyżu zawieszony za nas umierał, wspomnij na tak wiele dusz, które w Łasce Twojej umierając, jednakowo jeszcze za liczne nieprawości swoje w ogniu czyśćcowym w okropnych mękach Ci się odpłacać muszą. Skróć męki ich i spraw im ochłodę przez Najdroższą Krew Twoją Świętą niewinnie wylaną, uwolnij je z ich więzów przez okrutne gwoździe, którymiś do Krzyża przybity został, a przez Rany Twoje Najświętsze otwórz im jak najprędzej bramę do szczęśliwości wiekuistej. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Rozmyślanie. W duchu moim słyszę te przerażające uderzenia młotem, którymi Ręce i Nogi Jezusa przybijają kaci do Krzyża. Potem Krzyż podwyższają i do dołu spuszczają, aby stał nieruchomy. Teraz wisi Chrystus Pan na Krzyżu pomiędzy ziemią i niebem! Módlmy się. Zbawicielu mój, gwoździami do Krzyża przykuty, oto wzdychasz w niewymownych Boleściach Twoich słowami Psalmisty: „A jam jest robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzi i pospólstwa. Wszyscy, którzy mnie widzieli, naśmiewali się ze mnie, mówili usty i kiwali głową“. Przez Ukrzyżowanie Twoje oderwij mnie od złych namiętności i od grzechu śmiertelnego. A dusze sług i służebnic Twoich wybaw z Czyśćca, posadź je na tron w Królestwie Ojca Twego. O Maryo, Matko Boża, Matko Miłosierdzia, módl się za nami i za zmarłymi. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

Rozmyślanie z modlitwą. Pan Jezus do krzyża przybity, krzyżem zdejmuje z nas wieczne potępienie, i Niebo nam otwiera… O Jezu! przez to ukrzyżowanie Twoje, przez Twoje Ręce szeroko rozciągnięte, przytul już na wieki w objęciu Twoim biedne cierpiące dusze!… Polecam szczególnie Twojej Litości dusze zakonników i zakonnic, które chociaż współukrzyżowane z Tobą, odrywały się od krzyża przez niezachowanie ślubów świętych i reguł zakonnych, a im większą na ziemi Łaskę odebrały, tym sroższe cierpienia ponoszą w Czyśćcu. Zmiłuj się, Panie, nad tymi oblubienicami Boskiego Serca Twego, których wybawienia tak bardzo pragniesz!

Na zakończenie każdej stacji odmawia się:

Litościwy Jezu Panie! Daj im wieczne spoczywanie!

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryja… Chwała Ojcu…

P. O Jezu miłościwy za nas ukrzyżowany.

W. Zmiłuj się nad nami.

do góry

Stacja 12. Pan Jezus podniesiony na krzyżu umiera

P. Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste
i błogosławimy Tobie,

W. Żeś przez Krzyż i Męką Twoją odkupił świat.

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Rozmyślanie. Rozważaj, jako Pan Jezus na Krzyżu zawieszony odpuszcza krzyżownikom swoim i modli się za nich do Ojca; jako Łotrowi Dobremu, gdy Go o Miłosierdzie prosi, obiecuje radości niebieskie, a stąd poznajesz, jak chętnie On wysłucha i prośby twoje, które do Niego zanosisz za wieczny odpoczynek dusz w Czyśćcu cierpiących. Modlitwa. Najłaskawszy Zbawicielu mój, Któryś na Górze Kalwaryjskiej na Krzyżu zawieszony Samego Siebie Ojcu Twemu Niebieskiemu za nas ofiarował i tę Ofiarę Twoją każdodziennie na ołtarzach naszych przy Mszy Świętej ponawiasz, spraw w Dobroci Twojej, żeby ta najskuteczniejsza Ofiara duszom zmarłych, które się Sprawiedliwości Boskiej w mękach czyśćcowych odpłacać muszą, stała się pożyteczną. Ofiaruję Ci przez Ręce Panieńskie Najświętszej Panny Maryi, Matki Twojej, wszystkie Msze Święte, które się na całym świecie odprawiają i proszę przez Nieskończone Zasługi Twoje, wybaw dusze zmarłych z mąk czyśćcowych i odezwij się do nich tymi słowami, któreś rzekł do Łotra pokutującego: „Dzisiaj jeszcze będziesz ze Mną w Raju”. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Rozmyślanie. I stały obok Krzyża Jezusowego: Marya Matka Jego, Maryja Kleofasowa i Maryja Magdalena. Gdy wtedy ujrzał Jezus Matkę i Ucznia Jana stojącego, rzekł Matce Swojej: „Niewiasto, oto syn Twój.“ Potem rzekł uczniowi: „Oto Matka twoja.“ I od tej chwili miał nad Nią pieczę. Jezusowi podali ocet, zmieszany z żółcią i mirą, a gdy skosztował, rzekł: „Wykonało się“. A skłoniwszy Głowę, Ducha oddał. Módlmy się. Zbawicielu nasz, na Krzyżu umierający, zmiłuj się nad nami umierającymi. Jak Matkę Twą Najświętszą oddałeś w opiekę Janowi, tak oddajemy Miłosierdziu i Opiece Twojej wszystkich konających, którzy jeszcze dzisiaj umrzeć mają. Zmiłuj się nad nami w godzinie śmierci naszej; oto słudzy i współbracia Twoi jesteśmy! Przez gorzkości Śmierci Twojej pociesz dusze zmarłych w Czyśćcu cierpiących. Przemień ich cierpienia, które przez swoją śmierć na ziemi doznali, w radość wieczną. Święta Maryo, Matko Boża, módl się za nami teraz i w godzinie śmierci naszej. Bądź łaskawą Pocieszycielką umierających i dusz czyśćcowych. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

Rozmyślanie z modlitwą. Pan Jezus na krzyżu umierający śmierć zwycięża i duszom wieczny żywot zyskuje… O Dobry Jezu! wszystkie Twej Męki Najdroższej pożytki zlej na biedne czyśćcowe dusze!… Wołaj za duszami, które zawziętością grzeszyły! „Ojcze! odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią!” Twe Słowo pocieszające: „Dziś ze Mną będziesz w Raju!” powiedz do duszy najbogatszej w zasługi, Najmilszej Twemu Boskiemu Sercu. Przed odezwanie się do Twej Matki Bolesnej: „Niewiasto! oto Syn Twój!” i do Jana: „Oto Matka twoja!” przytul na wieki do Serca Twej Matki Najświętszej duszę do Niej szczególnie nabożną. Przez Twe Słowo: „Boże mój! czemuś Mnie opuścił?” wejrzyj na duszę, która na tej ziemi najpokorniej opuszczenie i brak pociechy znosiła. Przez Twą skargę bolesną, gdyś powiedział: „Pragnę!” zmiłuj się nad duszami, które cierpią za to, że nie pragnęły Ciebie. Przez Słowo Twe Boskie:” „Wykonało się!” bądź miłościw tym, które nieposłuszeństwem i przywiązaniem do własnej woli grzeszyły. A jako zawołałeś na krzyżu: „Ojcze! w Ręce Twoje oddaję Ducha Mego!” tak teraz, Panie Miłosierny! z każdego Ołtarza, gdzie w Hostii Najświętszej ofiarowany jesteś, polecaj Ojcu Przedwiecznemu dusze wiernych Twoich, aby się dla nich otworzył Raj wieczny, aby według pragnień Boskiego Serca Twego jedno już były z Tobą w jasnościach niebieskiej Chwały!… Przez Twoje Konanie i Śmierć Twoją na krzyżu, o Dobry Jezu! bądź miłościw szczególnie duszom, które w tej chwili opuszczają ziemskie wygnanie, aby stanąć przed Sądem Twoim!

Na zakończenie każdej stacji odmawia się:

Litościwy Jezu Panie! Daj im wieczne spoczywanie!

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryja… Chwała Ojcu…

P. O Jezu miłościwy za nas ukrzyżowany.

W. Zmiłuj się nad nami.

do góry

Stacja 13. Pan Jezus z Krzyża zdjęty na Łonie Matki Swojej położony

P. Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste
i błogosławimy Tobie,

W. Żeś przez Krzyż i Męką Twoją odkupił świat.

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Rozmyślanie. Spojrzyj na Ciało Najświętsze zmarłego Pana, które Matka Bolesna na Łonie Swym z niezmierną gorzkością piastuje. Oczy Jego zamknięte, Twarz zsiniała, śmiertelną bladością pokryta; Głowa Święta okropnie zraniona, wszystkie członki Krwią Najświętszą zbroczone. Czyli ten okropny widok nie pobudzi cię do litości i współczucia? Modlitwa. Zbawicielu mój, okrutnie zamordowany! Ciało Twoje Najświętsze Ranami okryte, przypomina mi męki, które duszy zmarłych w ogniu czyśćcowym ponosić muszą. Wstyd wielki ogarnia je, gdy wspominają na dawniejsze nieprawości swoje, którymi się do Męki Twojej przyczyniły, a które jeszcze one od Ciebie dzielą. Przez Rany Twoje Najświętsze, proszę Cię, oczyść je z ich nieprawości i grzechów; przez Boleści Matki Twojej zmiłuj się nad nimi i doprowadź je do uczestnictwa chwały Twojej; nam zaś daj tę Łaskę, abyśmy jak najstaranniej i najmniejszego grzechu się chronili. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Rozmyślanie. Wielkie znaki działy się przy śmierci Jezusa: słońce się zaćmiło, ziemia zadrżała, skały się wzruszyły, a umarli z grobu powstawali. A po tym wszystkim przyszli uczniowie Jego i zdjęli Ciało z Krzyża. Położyli Je na Łono Bolesnej Matki Jego. Módlmy się. Najboleśniejsza Matko Jezusa, jako morze nieograniczona jest Boleść Twoja. Któż Cię pocieszy? Na Łonie Twoim spoczywa umarły Syn Twój, Jezus Chrystus. Teraz się wypełniło, co o Nim mówi Psalmista: „Wylanym jestem jako woda, i rozsypały się wszystkie kości moje. Wyschła jak skorupa siła moja, a język mój przysechł do podniebienia mego: i obróciłeś mnie w proch śmierci”. Przez te gorzkie łzy, którymi zalewałaś Rany Syna Twego, uproś nam Pomoc Boską w smutku i boleści. Pociesz też dusze w Czyśćcu, które za grzechy swoje gorzko żałują i ciężko pokutują. Słodkie Serce mojego Jezusa, spraw, niech Cię kocham coraz więcej. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

Rozmyślanie z modlitwą. Pan Jezus z krzyża zdjęty na Łonie Matki Najboleśniejszej spoczywa, aby Ona ofiarowywała Go nieustannie Ojcu Przedwiecznemu za wszystkich dusz zbawienie, aby szczególnie w Jej Ręku, w Jej Sercu Matczynym, złożone były, dla pociechy dusz cierpiących, wszystkie skarbie zasług Jezusowych, aby wreszcie ta Matka piastująca martwe Ciało Najukochańszego Jedynego Syna Swego i najsmutniejszą okryta żałobą, była wzorem dla wszystkich, którzy płaczą po śmierci ukochanych swoich i najtkliwszą dla nich Pocieszycielką… O Jezu! Królu! któremu i w którym wszystko żyje, przez Twe z Krzyża zdjęcie i złożenie Twego Ciała Najświętszego w objęcia Matki Bolesnej, dźwignij cierpiące dusze, i podnieś je z przepaści czyśćcowych na Łono Twoje w Niebiosach, na trony wiekuistą jaśniejące Chwałą, którą dla nich wysłużyła Twoja Męka Przenajdroższa i Łzy Twej Matki Niepokalanej, z Tobą współcierpiącej! Twej Litości polecam szczególnie te dusze, które często i nabożnie do Stołu Twego przystępując, zdejmowały Cię jakoby z krzyża i w sercu swoim dawały Ci tron miłości przez Komunię Świętą.

Na zakończenie każdej stacji odmawia się:

Litościwy Jezu Panie! Daj im wieczne spoczywanie!

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryja… Chwała Ojcu…

P. O Jezu miłościwy za nas ukrzyżowany.

W. Zmiłuj się nad nami.

do góry

Stacja 14. Pan Jezus do grobu złożony

P. Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste
i błogosławimy Tobie,

W. Żeś przez Krzyż i Męką Twoją odkupił świat.

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Rozmyślanie. Po okrutnych mękach i cierpieniach Pan Jezus odpoczywa w grobie, ileż to dusz zmarłych jest w otchłaniach czyśćcowych jakoby pogrzebane. Pomiędzy nimi znajduje się możno niejeden z naszych pokrewnych i przyjaciół. Czyliż będziemy nieczułymi nad mękami ich? Modlitwa. O Matko Bolesna, przez żałosny pogrzeb najukochańszego Syna Twego proszę Cię, nie opuszczaj z Opieki Twojej owych dusz cierpiących, które w otchłaniach czyśćcowych są zatrzymane. Ludzie na ziemi idą za swoim obowiązkami i częstokroć zapominają na krewnych i przyjaciół swoich, którzy Sprawiedliwości Boskiej w ogniu czyśćcowym się wypłacać muszą. O Panno żałosna, Matko dusz w Czyśćcu cierpiących, wyjednaj im wybawienie z mąk czyśćcowych, przyczyń się za nimi do Syna Twego, aby Miłosierdzie Jego sprawiło im ochłodę i doprowadziło je jak najprędzej do wielce pożądanego odpoczynku wiecznego w Niebie. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Rozmyślanie. Wzięli wtedy Ciało Jezusowe i związali Je prześcieradłem z rzeczami wonnymi jako jest zwyczaj żydom grzebać. A na miejscu, gdzie był ukrzyżowan, był ogród, a w ogrodzie grób nowy, w którym jeszcze nikt nie był położony. Tam wtedy dla przygotowania żydowskiego, iż grób był blisko, położyli Jezusa. Módlmy się. Jezu, Królu Chwały, w grobie już odpoczywasz. Lecz Ciało Twoje nie ujrzy skazitelności! Przeminęły Boleści Twoje, droga krzyżowa się skończyła. Po Śmierci Twojej i uniżeniu następuje chwalebne Zmartwychwstanie Twoje. Jakże chwalebny jest Święty Grób Twój! Przez pogrzeb Ciała Twego i Grób Twój uczyń Sobie przybytek w sercu moim. Niechaj dusze zmarłych, które w Łasce Twojej zasnęły, usłyszą Głos Twój i chwalebnie powstaną z grobu na żywot wieczny. Niech będzie błogosławione Święte i Niepokalane Poczęcie Najświętszej Panny Maryi, Matki Bożej. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

Rozmyślanie z modlitwą. Pan Jezus w grobie złożony, przyjąwszy ostatnie upokorzenie śmierci, nad śmiercią wieczny tryumf odnosi… O Jezu! przez Grób i Pogrzeb Twój, który zakończył Męki i upokorzenia Twego ziemskiego Życia, błagam o przyśpieszenie wiecznego w Niebie spoczynku, wiecznej Chwały i szczęścia wiecznego połączenia z Tobą dla dusz, które w czyśćcowych więzieniach, jakoby w grobie tęskniąc, wyrywają się do Ciebie, który jesteś ich żywotem, ich pragnień celem jedynym! O mój Jezu! Miłosierdzia dla nich! Miłosierdzia dla tych szczególnie, które Ciebie, upokorzonego aż do śmierci, naśladować zaniedbywały, grzesząc pychą, wyniosłością, chęcią błyszczenia przed światem, i dla tych, którym Miłość Twoja natchnęła wyzucie się ze wszystkich odpustów i ofiarowanie się Tobie heroiczne za cierpiące dusze w Czyśćcu. Nagrodź im, Panie, to zapomnienie o sobie dla Twojej Najświętszej Miłości, nagrodź tę ufność nieograniczoną, złożoną w Miłosierdziu Twoim, w Opiece Twej Matki Najświętszej, i przyśpiesz im bez odwłoki, przez nieskończoną zasługę Twej Męki Najdroższej, nagrodę wieczną, którą Ty Sam obiecałeś, gdyś powiedział, że „Miłosierni miłosierdzia dostąpią!” Amen.

Na zakończenie każdej stacji odmawia się:

Litościwy Jezu Panie! Daj im wieczne spoczywanie!

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryja… Chwała Ojcu…

P. O Jezu miłościwy za nas ukrzyżowany.

W. Zmiłuj się nad nami.

do góry

Zakończenie

1. Na pociechę dusz w Czyśćcu cierpiące

Najłaskawszy Jezu! ofiaruję Tobie to moje nabożeństwo w Świętej Drodze Krzyża Twojego, za Pomocą Łaski Twojej odprawione, na cześć najboleśniejszej męki i śmierci Twojej, na odpuszczenie wszystkich grzechów moich i kar przez nie zasłużonych, na ratunek i pociechę dusz w czyśćcu cierpiących, szczególniej tych, którym poświęciłem niniejsze odpusty. Przy tym proszę Cię, o mój Jezu, abyś pomnąc na to, jak wiele Ran dla mnie poniosłeś, nie dopuszczaj nigdy, aby mi Twoje Rany i Twoja Krew miały być nieużytecznymi. Postaw Mękę, Krzyż i Śmierć Twoją między Sądem Twoim i duszą moją, niechże nie będzie dla mnie daremny tak drogi odkup, niech nie ginę w nieprawości mojej, którego odkupiła krwawa Ofiara Twoja. Okaż mi Łaskę i Miłosierdzie, daj Kościołowi Świętemu pokój i zgodę, Namiestnikowi Twojemu gorliwość i męstwo, żyjącym odpuszczenie grzechów, umarłym spoczynek wieczny i Chwałę niezmierzoną. Amen.

2. Za dusze zmarłych

Módlmy się najmilsi nam, za Kościół Boży: ażeby Go Pan Bóg zachował od prześladowania heretyków, obdarzył pokojem, utrzymywał w jedności, oddając Mu władzę i panowanie: i aby nam pozwolił, ażebyśmy żyjąc w pokoju i bez prześladowania, wychwalali Boga Ojca Wszechmogącego, panującego nad żyjącymi i zmarłymi. Amen.

3. Za dusze czyśćcowe

Jezu, Boże mój i Panie! ofiaruję Ci, przez Bolesne Serce Twej Matki Najświętszej, tę Krzyżową Drogę w zjednoczeniu z Twoją tak ciężką, tak bolesną, tak pełną zasług nieskończonych, które dla nas pozyskać raczyłeś, krzyż sobie niosąc na Kalwarię. Przyjmij, o Panie! to nabożeństwo moje niegodne za święte dusze w Czyśćcu cierpiące, skróć ich męki i Miłosierdzie Twoje okaż nad nimi! Kielich gorzkiej Męki Twojej niech zadośćuczyni Boskiej Sprawiedliwości za wszystko, co Jej są dłużne. Krew Twoja Przenajdroższa niech im zagasi płomienie czyśćcowe. Łzy Twoje niech im przyniosą orzeźwienie wieczne! Rzeknij, o Jezu! tylko jedno słowo, a będą na wieki uzdrowione te dusze Twemu Boskiemu Sercu tak drogie! O Matko Miłosierdzia! Miłosierdzie im wyjednaj! O Chóry Anielskie! O Wszystkich Świętych Zastępy! Pośpieszcie im ku pomocy, aby te dusze błogosławione mogły pomnożyć radość Waszą w Niebie, i z Wami wielbić Trójcę Przenajświętszą po wszystkie wieki. Amen.

do góry

Poświęcone świece i znicze

Palenie poświęconych świec i zniczy także pomaga duszom czyśćcowym dlatego, że poświęcone przez kapłana (o ile kapłan je poświęcił) swym światłem rozjaśnią mroki czyśćcowe. Jest to także akt pamięci i miłości połączony z modlitwą za zmarłych. Blask świec, lamp, zniczy stawianych na grobach oznacza modlitwę o to, by Bóg, który jest światłością dał duszom oglądać Siebie.

Można też zapalić świece w kościele od paschłu bądź świec ołtarzowych i zanieść je na groby bliskich. Ten ogień jest poświęcony w Wielką Sobotę.

do góry

Żywe kwiaty

Żywe kwiaty składane na grobach (nie mogą być sztuczne) jako symbol życia i Bożej miłości, są znakiem naszej modlitwy za zmarłych o prawdziwe życie w Bogu na wieki w Jego Królestwie.

Pamiętajmy jednak, że znicze, kwiatki, wieńce nic nie pomogą zmarłemu, jeśli z naszych czystych serc nie zaniesiemy modlitwy płynącej z wiary.

do góry

Dzwony

Również dzwony, które dzwonią są pomocą dla zmarłych. Ich dźwięk przypomina Chrystusa, który powiedział o Sobie: Ja jestem zmartwychwstanie i życie! Kto wierzy we Mnie, nie umrze na wieki! Głos dzwonów wzywa nas także do wielkiej modlitwy za zmarłych.

Istnieją zwyczaje bicia w dzwony zaraz po śmierci parafianina. Dzwoni się również na pogrzebach, np. podczas procesji do kościoła i z kościoła na cmentarz.

do góry

Kropienie wodą święconą

Kościół używa również wody święconej, kropi nią ciało, trumnę, grób… Wierzy się, że przynosi ona ulgę duszom zmarłych. Św. Teodoret z Cyru pisał: „Jak deszcz spokojny odświeża kwiaty, żarem słońca wysuszone, tak woda święcona orzeźwia kwiaty niebieskie, czyli dusze, w ogniu czyśćcowym gorejące”.

Woda święcona jest według Anny Marii Lindmayr dla dusz czyśćcowych wielkim dobrodziejstwem. Często Sam Zbawiciel ją zachęcał, aby rozpryskiwała wodę święconą. Miała to pobożne przyzwyczajenie, że zanim położyła się na spoczynek, rozpryskiwała wodę święconą dla dusz czyśćcowych. Pewnego razu - opowiada - zapomniałam o tym i położyłam się spać, ale dusze przyszły i przebywały wokoło łóżka tak długo aż wstałam i pokropiłam je wodą święconą. Wtedy dopiero miałam spokój. Kiedy dajemy duszom czyśćcowym wodę święconą wznosi się równocześnie na nowo modlitwa Kościoła do Nieba i ściąga na nie łaski. Skuteczność wody święconej zależna jest także od wiary i osobistego zaufania każdego chrześcijanina. Dusze odczuwają nie tylko oczyszczającą i uświęcającą moc wody święconej ale także i miłość z jaką się im ją podaje.

do góry

Jałmużna i post

Jałmużna jest wielką pomocą szczególnie dla tego zmarłego cierpiącego w czyśćcu, który podczas ziemskiego życia gonił za bogactwem, za pieniędzmi, łamiąc przez to przykazania Boże. Trzeba po jego śmierci złożyć za niego jałmużnę. Dla tej duszy jest to skuteczna pomoc.

Jak to zrobić? Kiedy składamy ofiarę pieniężną na kościół, na Mszę Świętą, na wypominki, na misje, na tacę, dla biednych oraz na inne dobre dzieła – należy dołączyć do tej ofiary intencję np. Boże, ofiarę tę składam za mojego zmarłego męża.

Ponadto pomagać możemy duszom czyśćcowym poprzez post. W Dzienniczku św. Faustyny czytamy, jak zmarła współsiostra prosiła ją o post (p. 1185).

do góry

Ofiara przebłagalna za zmarłych

Z Drugiej Księgi Machabejskiej 12, 36-45

Tymczasem żołnierze Ezdrasza od dłuższego czasu walczyli i byli zmęczeni. Juda zaś wzywał Pana, aby okazał się sprzymierzeńcem i wodzem w walce. Następnie wśród hymnów śpiewanych w ojczystym języku wydał okrzyk wojenny, rzucił się niespodzianie na żołnierzy Gorgiasza i zmusił ich do ucieczki.

Potem Juda zebrał wojsko i powiódł do miasta Adullam. Ponieważ zaś wypadł siódmy dzień, zgodnie ze zwyczajem oczyścili się i tam spędzili szabat. Następnego dnia w tym czasie, w którym należało już to wykonać, żołnierze Judy przyszli zabrać ciała tych, którzy polegli, i pochować razem z krewnymi w rodzinnych grobach. Pod chitonem jednak u każdego ze zmarłych znaleźli przedmioty poświęcone bóstwom, zabrane z Jamnii, chociaż Prawo tego Żydom zakazuje. Dla wszystkich więc stało się jasne, że to oni i z tej właśnie przyczyny zginęli.

Wszyscy zaś wychwalali Pana, sprawiedliwego Sędziego, który rzeczy ukryte czyni jawnymi, a potem oddali się modlitwie i błagali, aby popełniony grzech został całkowicie wymazany. Mężny Juda upomniał lud, aby strzegli samych siebie i byli bez grzechu, mając przed oczyma to, co się stało na skutek grzechu tych, którzy zginęli. Uczyniwszy zaś składkę pomiędzy ludźmi, posłał do Jerozolimy około dwu tysięcy srebrnych drachm, aby złożono ofiarę za grzech. Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym; lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda - była to myśl święta i pobożna. Dlatego właśnie sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu.

do góry

Cierpienia

Cierpienia zastępcze

Każdy z nas ma swoje cierpienia. Jezus pokazał, że cierpienie ma sens i zawiera w sobie ogromną moc. Do cierpienia koniecznie trzeba dodać intencję np. moje cierpienie ofiaruję za (kogo?) Każde cierpienie cielesne czy duchowe, które ofiarowane jest za dusze czyśćcowe przynosi im wielką ulgę. Katarzyna Emmerich mówi: „wysłowić nie można jak wielką pociechę otrzymują dusze czyśćcowe przez nasze przezwyciężania i małe ofiary". O świętym proboszczu z Ars wiadomo, że Boga prosił o to, aby wolno mu było cierpieć za dusze czyśćcowe.

Również spełnianie czynów miłosierdzia i dobrych uczynków, nasze prace, trudy i wypełnianie obowiązków stanu, mogą być ofiarowane za dusze zmarłych i dla wielu stać się wielką pomocą.

do góry

Aby jeszcze cierpieć

Siostra Medarda Zofia Wyskiel (+ 1973) wspomina, że w czasie okupacji do Dachau wysłała słowa pocieszające dla kapłanów od Pana Jezusa, które zostały przekazane w paczce żywnościowej, na cieniutkiej bibułce spisanej i wsuniętej do kartonika z keksami. Zmarli kapłani odpowiedzieli:

27. Dusze zmarłych kałanów w Dachau. Z treści tych słów im przekazanych pamiętam zwłaszcza jedno zdanie, w którym dusze zmarłych kałanów w Dachau wypowiadały swój triumf nad przeżywanymi cierpieniami i mówiły, że gdyby mogły wrócić na ziemię, to tylko po to, aby jeszcze cierpieć. Tak wielka jest cena cierpienia i tak wielka czeka nagroda tych, którzy tutaj wiele cierpią.

do góry

Odpusty

Odpyst są bezcenne

Odpusty są bezcenne - powiedziały dusze czyśćcowe do Maryi Simmy.

Odpust dotyczy tu oczywiście tych osób, które nie są jeszcze w pełnej jedności z Bogiem. Są w stanie czyśćca. Potrzebują oczyścić jeszcze swoją duszę przed pełnym radości spotkaniem z Chrystusem. Możemy im naprawdę pomóc! Kościół nie istnieje przecież tylko tu, na ziemi. Kościół jest także w niebie. Wszyscy - zarówno tu, na ziemi, oraz ci, którzy przeszli już granicę śmierci, są w tym samym Kościele, którego Głową jest Chrystus. Dlatego możemy sobie nawzajem pomagać. I nawet śmierć nie stanowi tutaj przeszkody.

Wielu katolików pamięta przez cały rok o tych, którzy odeszli. Regularnie modlą się za nich, poświęcają swoje uczestnictwo w Eucharystii w ich intencji, a także odwiedzają ich groby.

Czas pomiędzy 1 a 8 listopada jest szczególną okazją do wzmożonej troski o naszych bliskich zmarłych. Kościół w tym czasie umożliwia nam uzyskanie za nich odpustu - czyli „darowania przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy” jak poucza nas Katechizm Kościoła Katolickiego w pkt. 1471. Inaczej mówiąc - odpust jest ważnym odpuszczeniem przez Boga kar czasowych, które trzeba odpokutować tu na ziemi lub na drugim świecie, ponieważ przez żal i Spowiedź św. grzechy są wprawdzie darowane, jednak zasłużona kara za grzechy nie jest jeszcze zmazana. W rzeczywistości oznacza to, że poprzez uzyskany odpust skracamy cierpienie dusz przebywających w czyśćcu.

Trzeba w tym miejscu powiedzieć, że kara w czyśćcu nie polega na tym, iż Pan Bóg mści się na grzeszniku. Przeciwnie - czyściec to stan duszy, w którym człowiek doznaje miłosierdzia Bożego; to miejsce nawrócenia, gdzie dzięki łasce Bożej doznaje on takiego oczyszczenia, że może w końcu oglądać Boga twarzą w twarz. W tym oczyszczeniu pomagają grzesznikowi święci na czele z Matką Chrystusową. Możemy także pomagać i my – między innymi poprzez czynności odpustowe.

W dniach 1 - 8 listopada mamy wyjątkową szansę na to, aby nasi najbliżsi mogli osiągnąć chwałę Nieba! W każdy z tych dni można zdobyć odpust dla jednej osoby cierpiącej w czyśćcu.

Odpust, który mamy okazję uzyskać za zmarłych może być zupełny lub cząstkowy.

Odpust zupełny oznacza, że naszemu zmarłemu zostaną darowane wszystkie kary czyśćcowe.

Odpust cząstkowy oznacza, że zostanie darowane tylko część kar czyśćcowych.

do góry

Warunki uzyskania odpustu zupełnego lub cząstkowego.

Aby ktoś był zdolny uzyskać odpust musi być:

a) ochrzczony,

b) wolny od ekskomuniki,

c) w stanie łaski uświęcającej przynajmniej pod koniec wypełniania przepisanego dzieła,

d) poddany udzielającemu odpust, np. biskupowi lub papieżowi. (E.i., n.22)

Kto spełnia te warunki może zyskać odpust zupełny, gdy ma przynajmniej ogólną intencję zyskiwania odpustu i wypełnia w określonym czasie nakazane czynności w sposób należyty, przewidziany w nadaniu odpustu. (E.i., n.22, §2) Papież Paweł VI o wymogach zyskania odpustu mówi: "Dla uzyskania odpustu wymaga się, aby z jednej strony były wypełnione dobre uczynki, a z drugiej strony, aby wierny posiadał odpowiednie dyspozycje, mianowicie: aby miłował Boga, miał nienawiść do grzechu, pokładał nadzieję w zasługach Chrystusa Pana". (E.i., n.10) Odpustów nie można uzyskać bez szczerej wewnętrznej przemiany. (I.d., n.11) W normie 7 (E.i.) ogłasza Papież najtrudniejszy warunek do uzyskania odpustu zupełnego, mianowicie: "Wymaga się wykluczenia przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, nawet lekkiego".

Najnowszą naukę o odpustach podają dwa dokumenty Stolicy Apostolskiej, a mianowicie: Indulgentiarum doctrina (I.d.) z dnia 01 stycznia 1967 r. oraz Enchiridion indulgentiarum (E.i.) z dnia 29 czerwca 1968 r. W drugim dokumencie znajduje się zatwierdzenie nowego "Wykazu odpustów przez papieża Pawła VI z dnia 15 czerwca 1968 r."

do góry

Odpust za zmarłych

Odpust zupełny za zmarłych uzyskujemy, gdy spełnimy następujące warunki:

1. Należy pragnąć, wzbudzić intencję uzyskania odpustu dla konkretnej osoby zmarłej.

2. Odbyć sakramentalną spowiedź (być w stanie łaski uświęcającej). Nasze czyste serce jest podstawowym warunkiem skierowania się ku Bogu. Warunek przystąpienia do spowiedzi nie oznacza, że musimy chodzić codziennie do spowiedzi. Wystarczy pójść raz na początku czynności odpustowych, a potem nawet codziennie spełniać pozostałe warunki odpustowe za poszczególnych bliskich zmarłych. Zatem po jednej spowiedzi można uzyskać wiele odpustów zupełnych.

3. Przyjąć w tym dniu Komunię Świętą. Komunia jest najściślejszym zjednoczeniem z Chrystusem tu na ziemi. Zmarły poprzez mistyczną wymianę darów, jaka istnieje w Kościele, otrzymuje siły do dążenia ku całkowitemu zjednoczeniu się z Chrystusem w Niebie. Po jednej Komunii Świętej można uzyskać tylko jeden odpust zupełny.

4. Odnowić naszą jedność ze wspólnotą Kościoła poprzez odmówienie „Ojcze nasz”, „Wierzę w Boga” oraz modlitwy w intencjach bliskich Ojcu Świętemu.
Wypełniając ten warunek na początku należy odnowić naszą jedność ze wspólnotą Kościoła poprzez odmówienie "Ojcze nasz", "Wierzę w Boga".

Jeśli chodzi o modlitwę w intencji polecanej przez Papieża, to nie chodzi tu o modlitwę np. o zdrowie dla Ojca Świętego. Należy się pomodlić w intencji, która jest bliska Następcy św. Piotra. Na każdy miesiąc ogłaszane są papieskie intencje apostolstwa modlitwy. Również Papież w swych przemówieniach wzywa do modlitw w szczególnych intencjach, np. o pokój w świecie, za misje, za Kościół, za grzeszników. Modląc się w tych intencjach, dajemy świadectwo, że zarówno my, jak i nasz zmarły, tworzymy mistyczną wspólnotę z całym Kościołem. Tym samym, że nie są nam obojętne sprawy, jakimi żyje Kościół zarówno ten ziemski, jak i ten oczyszczający się w czyśćcu.

Po jednej modlitwie za Papieża można uzyskać tylko jeden odpust zupełny. Warunek modlitwy w intencji Papieża będzie całkowicie spełniony przez odmówienie "Ojcze nasz" i "Zdrowaś Maryjo". Pozostawia się jednak wiernym możność odmówienia jakiejkolwiek innej modlitwy za Papieża, zgodnie z ich pobożnością.

5. Wypełnić czynność obdarzoną odpustem - nawiedzić pobożnie cmentarz i równocześnie pomodlić się za zmarłych, choćby tylko w myśli, w dniach od 1 do 8 listopada. Czyniąc to możemy zyskać codziennie odpust zupełny, który można ofiarować jedynie za zmarłych. Za nawiedzenie cmentarza w inne dni - odpust cząstkowy, który można ofiarować jedynie za zmarłych.

Za pobożne nawiedzenie kościoła lub kaplicy w Dniu Zadusznym lub w najbliższą niedzielę lub w uroczystość Wszystkich Świętych i odmówienie w nim "Ojcze nasz" i "Wierzę"; można zyskać odpust zupełny, który można ofiarować jedynie za zmarłych.

Pamiętajmy, że cmentarz i groby - to święty i widzialny znak tych, którzy odeszli. Przychodząc tam i modląc się, zbliżamy się w duchu do tego niewidzialnego świata. Wszystko, co nas tam otacza, przypomina nam o nim.

6. Wyzbyć się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, nawet lekkiego - trzeba zatem wykluczyć na przyszłość dobrowolne i świadome powtarzanie grzechów ciężkich i lekkich, tzn. nie wolno u siebie tolerować złych przyzwyczajeń lub dobrowolnie trwać w jakimkolwiek nałogu. Brak takiej wolności - wyklucza możliwość uzyskania odpustu zupełnego.

Chodzi więc w tym punkcie o takie nastawienie naszej woli, żeby odwrócić się od wszelkiego zła, nawet tego najmniejszego. Starać się tak czynić, żeby nie poddawać się złu. Im dłużej trwa ten stan, tym większa szansa, że uzyskamy odpust zupełny dla naszego zmarłego. W ten sposób odpust za osobę zmarłą jest nie tylko pomocą dla niej, ale uświęca również nas! Jeśli uzyskamy odpust zupełny dla zmarłego, oznacza to, że będzie się on już cieszył radością zbawienia.

Ten warunek jest dla każdego z nas najtrudniejszy do wypełnienia. Pamiętajmy jednak, że chodzi tu o rzecz najważniejszą dla każdego człowieka: życie z Bogiem - czyli zbawienie.

Trzy warunki - Spowiedź Święta, Komunia Święta, modlitwa w intencji Papieża mogą być dopełnione w ciągu wielu dni przed lub po wypełnieniu przepisanej czynności. Musi być jednak między nimi łączność. Czy dopełniliśmy wszystkich warunków zyskania odpustu - o tym wie tylko Bóg.

Należy pamiętać, że wierny może uzyskiwać odpust cząstkowy lub zupełny tylko za siebie lub ofiarować go za zmarłego, ale za nikogo z żyjących, ponieważ każdy człowiek jest w stanie sam dokonać przemiany swojego życia i wypełnić warunki wymagane do otrzymania odpustu.

Pamiętajmy też, że kto za życia często zdobywa odpusty dla dusz czyśćcowych, ten szybciej niż kto inny otrzyma w godzinie śmierci łaskę odpustu zupełnego. Czerpmy więc gorliwie z tego skarbca łask, który nam Jezus przez swoje cierpienia wysłużył i przez swój Kościół podaje.

Odpust za zmarłych mogą zyskać także osoby niemogące fizycznie odwiedzić cmentarza lub kościoła, ze względu na chorobę czy niepełnosprawność. Chorzy mogą pielgrzymować na cmentarz duchowo. Jeżeli pragną otrzymać odpust zupełny za zmarłych, powinni wzbudzić w sobie tę intencję i trwając w modlitwie duchowo pielgrzymować na cmentarz. Mogą też duchowo przyjąć Komunię Świętą, jeżeli nie mają możliwości otrzymania jej w szpitalu czy w swoim domu. Bóg, miłosierny Ojciec, patrzy przede wszystkim na serce człowieka i jego pragnienia i w swojej wszechmocy najlepiej rozumie wszelkie ludzkie ograniczenia.

Obok odpustów Kościół zachęca nas, żebyśmy polecali swoich zmarłych w modlitwach wypominkowych, w których zawsze uczestniczy wielu wiernych proszących Boga o zbawienie dla tych, którzy odeszli z tego świata. Wreszcie każde - bez wyjątku - nasze uczestnictwo we Mszy Świętej jest skuteczną modlitwą za zmarłych.

do góry

Odpust za zmarłych każdego dnia

Każdego dnia możemy uzyskać i ofiarować Bogu Ojcu za dusze czyśćcowe odpust cząstkowy za np.:

1. Czytanie i rozważanie przynajmniej przez pół godziny dowolnego fragmentu Pisma Świętego.

2. Odmówienie jednej części Różańca świętego, wspólnie z kimś w dowolnym miejscu. Jeżeli odmawiam tę modlitwę różańcową sam to dla zyskania odpustu zupełnego muszę go odmówić przed Najświętszym Sakramentem, tzn. w kościele, kaplicy gdzie znajduje się tabernakulum z Najświętszym Sakramentem.

3. Odmówienie koronki do Miłosierdzia Bożego przed Najświętszym Sakramentem. Warunkiem jest tutaj obecność Najświętszego Sakramentu w tabernakulum w kościele lub kaplicy. Najświętszy Sakrament nie musi być wystawiony, wystarczy sama obecność w tabernakulum.

4. Adorację Najświętszego Sakramentu – przynajmniej przez pół godziny, w kościele lub kaplicy.

5. Odprawienie Drogi Krzyżowej w kościele, kaplicy lub na kalwarii, a także przy stacjach poświęconej drogi krzyżowej. Nie trzeba uczestniczyć w specjalnym nabożeństwie, wystarczy samemu przejść przez stacje Drogi Krzyżowej.

do góry

Odpust w Roku Jubileuszowym 2025

Rok Jubileuszowy rozpął się 29 grudnia 2024 roku,
a zakończy 28 grudnia 2025 roku - w święto Świętej Rodziny.

Podstawową łaską, związaną z ustanowieniem Roku Jubileuszowego jest odpust zupełny. Można go uzyskać pod określonymi warunkami. Są to: stan łaski uświęcającej i brak jakiegokolwiek przywiązania do grzechu, Komunia Święta i modlitwa w intencjach Ojca Świętego. Do tych podstawowych warunków dochodzi jeszcze spełnienie jednego z trzech warunków dodatkowych wyznaczonych z okazji roku jubileuszowego:

1. Udanie się na pielgrzymkę do dowolnego Świętego Miejsca Jubileuszowego i udział w celebracji Mszy św. lub innym nabożeństwie liturgicznym.

2. Nawiedzenie kościoła lub Miejsca Jubileuszowego połączone z chwilą adoracji eucharystycznej lub pobożnym rozmyślaniem, zakończonych modlitwą „Ojcze nasz”, „Wyznaniem wiary” i modlitwą do Najświętszej Maryi Panny.

3. Wykonanie dzieła miłosierdzia i pokuty, czyli udział w misjach, rekolekcjach, spotkaniach formacyjnych, odwiedzenie i poświęcenie czasu braciom znajdującym się w potrzebie, w trudnej sytuacji (chorym, więźniom, samotnym, osobom starszym i niepełnosprawnym) oraz każde działanie wyrażające ducha pokuty (np. post czy wstrzemięźliwość). Przy okazji postu ważne jest ofiarowanie jałmużny na rzecz potrzebujących.

Niezwykłą łaską, związaną z Rokiem Jubileuszowym 2025 jest możliwość uzyskania odpustu zupełnego dwukrotnie w jednym dniu. Ten drugi odpust musi być jednak ofiarowany za dusze zmarłych po powtórnym przyjęciu Komunii Świętej w danym dniu. Jest to też związane z koniecznością uczestniczenia przez daną osobę w całej Mszy Świętej, gdyż tylko wówczas może ona przyjąć po raz drugi Ciało Chrystusa. Nie dotyczy to sytuacji, gdy chcemy taki odpust uzyskać za siebie, wtedy – pod zwykłymi warunkami – możemy uczynić to tylko raz w ciągu dnia.

Wierni, którzy nie będą mogli uczestniczyć z ważnych powodów w uroczystych nabożeństwach, pielgrzymkach i pobożnym nawiedzeniu, będą mogli uzyskać odpust jubileuszowy na tych samych warunkach, jeśli odmówią we własnym domu lub w miejscu, gdzie przebywają z przyczyn niezależnych od nich, modlitwę „Ojcze nasz”, „Wyznanie wiary” w jakiejkolwiek dopuszczonej formie i inne modlitwy zgodne z intencjami Roku Świętego, ofiarowując swoje cierpienia lub trudności życiowe.

do góry

Kościoły jubileuszowe w Archidiecezji Lubelskiej:

1. Archikatedra Lubelska, Sanktuarium Matki Bożej Płaczącej.

2. Bazylika mniejsza pw. Narodzenia NMP w Chełmie, Sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej.

3. Bazylika mniejsza, sanktuarium Świętej Anny w Lubartowie.

4. Bazylika mniejsza pw. Świętego Stanisława BM w Lublinie (oo. Dominikanie).

5. Bazylika mniejsza pw. Świętego Wojciecha BM w Wąwolnicy, Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej.

6. Sanktuarium Matki Bożej Kazimierskiej w Kazimierzu Dolnym.

7. Sanktuarium Matki Bożej Latyczowskiej w Lublinie

8. Sanktuarium Świętej Rodziny w Lublinie.

9. Sanktuarium Świętego Józefa w Lublinie (oo. Karmelici).

10. Kościół pw. Świętego Franciszka Ksawerego w Krasnymstawie.

11. Kościół pw. Wniebowzięcia NMP w Kraśniku.

12. Kościół pw. NMP Matki Kościoła w Świdniku.

do góry

Wypominki

Wypominki - modlitwa Kościoła za zamarłych

Św. Jan Paweł II w rozważaniach przed modlitwą „Anioł Pański” w listopadzie 2003 roku powiedział: „Modlitwa za zmarłych jest ważną powinnością, bowiem nawet jeśli odeszli w łasce i w przyjaźni z Bogiem, być może potrzebują jeszcze ostatniego oczyszczenia, by dostąpić radości nieba”.

Ks. bp. Antoni Dydycz biskup diecezji drohiczyńskiej tak powiedział o pomocy dla zmarłych: „Wypominki są po to, abyśmy mieli pewność, że za kogoś się modlimy. Często nie wiemy, kto potrzebuje naszego wsparcia duchowego, ale że ludzie go potrzebują, to jest oczywiste. Widzimy, że są grzechy, słabości, upadki. Dlatego nasza modlitwa za zmarłych jest niezbędna. Tę modlitwę powinniśmy składać poprzez ręce Matki Najświętszej. Ona wie najlepiej komu jest potrzebna.”

Modlitwa za zmarłych jest więc naszym obowiązkiem. Wśród wielu form pomocy zmarłym są tzw. wypominki, czyli modlitewne wspomnienie naszych bliskich zmarłych. W naszych parafiach wypominki są odprawiane głównie w listopadzie. Tradycja wypominek sięga X wieku i jest związana ze szczególną pamięcią o zmarłych wyrażonej w błagalnej modlitwie o ich zbawienie.

do góry

Dyptyki

Już w czasach machabejskich (II w. przed Chrystusem) modlitwa za zmarłych jest ważnym elementem, który ma wyprosić ich zmartwychwstanie. Szczególnie ważna ta modlitwa jest wówczas, gdy nie ma pewności co do zbawienia danej osoby zmarłej (pewność mamy wtedy, gdy osoba zmarła jest beatyfikowana).

W liturgii eucharystycznej sprawowanej w starożytnym Kościele odczytywano tzw. dyptyki, na których chrześcijanie wypisywali imiona żyjących biskupów, ofiarodawców, dobrodziejów, ale także świętych męczenników i wyznawców, oraz wiernych zmarłych. Głośne odczytywanie imion zajmowało dużo czasu, gdyż istniały aż trzy listy. Dwie z nich odczytywał tylko biskup.

Pierwsza lista zawierająca imiona żyjących biskupów, ofiarodawców, dobrodziejów czytał ksiądz.

Druga lista, lista imion świętych męczenników i wyznawców, odczytywał sam biskup.

Trzecia lista, którą również czytał biskup, zawierała imiona zmarłych.

Te trzy listy recytowano jednym ciągiem; dzieliło je tylko trzykrotne, krótkie odezwanie się chóru. Na koniec biskup śpiewał uroczystą modlitwę, w której prosił Boga, aby wpisał imiona żywych i umarłych pomiędzy wybrańców.

Poprzez ceremonię wyliczania imion wyrażano więź wspólnoty i miłości, łączącą wszystkich członków Kościoła chwalebnego (święci), cierpiącego (zmarli) i walczącego (żyjący). Umieszczenie imion w dyptyku świadczyło o trwaniu w jedności ze wspólnotą kościelną, a skreślenie o wyłączeniu z niej. Po wyczytaniu, dyptyki kładziono na ołtarzu, na którym sprawowano Eucharystię.

Z czasem, dyptyki zastąpiono wspomnieniami nie zawierającymi już imion wszystkich wiernych, o których Kościół pamięta, lecz tylko imiona jednego czy kilku wskazanych celebransowi.

do góry

Wypominki za zmarłych

Dzisiejsze wypominki, są właśnie kontynuacją starożytnych dyptyków i mają podobny sens. Są wyrazem miłości i jedności całego Kościoła pielgrzymującego na ziemi i tego, który przeszedł już granicę śmierci. Pisząc imiona zmarłych na kartkach wypominkowych, a następnie je odczytując wyrażamy wiarę, że ich imiona są zapisane w Bożej księdze życia. Nauka Kościoła  przypomina nam, że między nami a zmarłymi jest duchowa więź, i ta więź, polega na wzajemnym wstawiennictwie; my za nimi, a kiedy nasi zmarli osiągną niebo – wtedy w szczególny sposób będą się wstawiać za nami. Nazywamy to - świętych obcowanie.

Podczas zanoszonej modlitwy błagalnej za zmarłych (zazwyczaj różańcowej) wyczytywane są imiona i nazwiska osób nieżyjących. Wierni na kartkach wypisują swoich zmarłych i przynoszą je do swoich duchownych wraz dobrowolną ofiarą. Znaczenie wypominek jest tym większe, gdy związane są one z Eucharystią. A dokonuje się to wtedy, gdy w intencji zmarłych wypisanych na kartkach wspominkowych (podobnie jak w starożytności) odprawiana jest Msza Święta. Bardzo ważne jest wtedy nasze pełne zaangażowanie w modlitwę, nasza ofiara i nasz wysiłek by w modlitwie za zmarłych uczestniczyć całym swoim sercem, by w ich intencji przyjąć Komunię Świętą.

Najogólniej rozróżnia się wypominki jednorazowe, oktawalne i roczne.

Wypominki jednorazowe czytane są na cmentarzu. Również odczytywane są w listopadzie, miesiącu szczególnej pamięci modlitewnej za zmarłych.

Wypominki oktawalne odczytywane są przez osiem dni od Uroczystości Wszystkich Świętych i często połączone z nabożeństwem różańcowym i Mszą Świętą.

Wypominki roczne czytane są przez cały rok przed ustalonymi niedzielnymi Mszami Świętymi lub w innym czasie przyjętym przez parafię. Zazwyczaj przebieg modlitwy za marłych wygląda następująco: kapłan odczytuje wypominki, a następnie z wiernymi odmawia modlitwy: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, 3 razy Wieczny odpoczynek oraz na zakończenie modlitwa o zbawienie wieczne dla tych dusz.

W niektórych parafiach bywają też wypominki półroczne i kwartalne.

Odczytywanie wypominków i modlitwa za zmarłych istnieje w większości parafii w Polsce. Gdy przychodzimy w niedzielę na Mszę Świętą, uczestniczymy w modlitwie, w której wspominamy również i zmarłych. Często też przed lub po Mszy Świętej nawiedzamy groby naszych bliskich zmarłych. Ta żywa pamięć modlitewna o naszych zmarłych jest i nam żyjącym bardzo potrzebna. Jeśli modlimy się za zmarłych to Boża Sprawiedliwość sprawi, że po naszej śmierci za nas też ktoś będzie się modlił. Pamiętajmy, że gdy Bóg powoła nas do wieczności, i tam na drugim świecie będziemy musieli jeszcze jakiś czas przebywać w czyśćcu, wtedy modlitwa żyjących za nasze zbawienie będzie dla nas najcenniejszym darem.

do góry

Wypominki połączone z odpustem za zmarłych

W naszej parafii od 2005 roku istnieje zwyczaj zdobywania we wspólnocie odpustu zupełnego za zmarłych w dniach od 1 do 8 listopada. Odpust ten jest niejako ukoronowaniem modlitwy dnia składanej za zmarłych, a przebieg tej modlitwy wgląda następująco:

1. Różaniec za zmarłych połączony z wypominkami. Przed ołtarzem na środku kościoła pali się paschał. Wypominki odczytywane są z danej miejscowości, wydług Grafika z którym zapoznana jest cała parafia.

2. Msza Święta za zmarłych, których imiona i nazwiska zostały wyczytane w danym dniu. W czasie Mszy Świętej wierni wzbudzają w sobie intencję zyskania odpustu zupełnego. Każdy za jedną osobę zmarłą, której imię w ciszy przedstawia Bogu.

3. Procesja na cmentarz celem dopełnienia warunków zyskania odpustu zupełnego za zmarłych. Po Mszy Świętej celebrans udaje się do zakrystii, gdzie zdejmuje ornat i albę, a nakłada komżę i fioletową stułę. W tym czasie wierni podchodzą do paschału ustawionego blisko ołtarza i od niego zapalają znicze, które zaniosą na groby bliskich. Następnie razem z kapłanem udają się na cmentarz modląc się za zmarłych koronką do miłosierdzia Bożego. Po dojściu i pobożnym nawiedzeniu cmentarza jest jeszcze krótka modlitwa za zmarłych, wyrzeczenie przywiązania się do jakiegokolwiek grzechu i modlitwa w intencjach papieża. Procesja kończy się błogosławieństwem kapłana i indywidualnym nawiedzeniem grobów bliskich zmarłych, na których wierni zostawiają światło zapalone w kościele od paschału. W przeżywaniu modlitwy za zmarłych pomaga nam cisza cmentarza i otaczająca nas ciemność, w której szczególnego znaczenia nabiera światło paschału. W dni powszednie modlitwa za zmarłych rozpoczyna się o godz. 17.00, a w niedzielę o godz. 11.00.

do góry

Niebo - cel naszej ziemskiej wędrówki

Spis treści:

1. Siostra Faustyna - byłam w Niebie.

2. Siostra Maria Gabriela – Niebo.

3. Wspólnota świętych.

4. Nagroda w niebie - przemieniona dusza i ciało.

Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują. (1 Kor 2, 9)

Dziś w duchu byłam w Niebie

Święta siostra Faustyna Kowalska

(Dzienniczek 777, 778, 780)

Św. siostra Faustyna: „27 listopada 1976 r. Dziś w duchu byłam w niebie i oglądałam te niepojęte piękności i szczęście, jakie nas czeka po śmierci. Widziałam jak wszystkie stworzenia oddają cześć i chwałę nieustannie Bogu; widziałam jak wielkie jest szczęście w Bogu, które rozlewa się na wszystkie stworzenia uszczęśliwiając je i wraca do źródła wszelka chwała i cześć z uszczęśliwienia i wchodzą w głębie Boże, kontemplują życie wewnętrzne Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego, którego nigdy nie pojmą ani zgłębią.

To źródło szczęścia jest niezmienne w swojej istocie lecz zawsze nowe, tryskające uszczęśliwieniem wszelkiego stworzenia. Rozumiem teraz św. Pawła, który powiedział: ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani weszło w serce człowieka co Bóg nagotował tym, którzy Go miłują. I dał mi Bóg poznać jedną jedyną rzecz, która ma w Jego oczach nieskończoną wartość a tą jest miłość Boża, miłość, miłość i jeszcze raz miłość - i z jednym aktem czystej miłości Bożej nic nie może iść w porównanie. O jakimi niepojętymi względami Bóg darzy duszę, która Go szczerze miłuje. O szczęśliwa dusza, która już tu na ziemi cieszy się Jego szczególnymi względami, a nimi są dusze małe i pokorne.

O mój Boże, jak mi żal ludzi, którzy nie wierzą w życie wieczne, ja się za nich modlę, aby i ich ogarnął promień miłosierdzia, i Bóg ich przytulił do ojcowskiego łona."

do góry

Siostra Maria Gabriela - Niebo

Uroczystość Wszystkich Świętych, 1999. Z homilii wygłoszonej przez ks. Wiesława Podlodowskiego.

(…) W sobotę 31 października 1981 r. w Medjugorje Maryja pokazała widzącym skrawek nieba, a potem powiedziała, żeby się nie bali, i dodała: „Ci wszyscy, którzy są wierni Bogu, będą to mieli”. Dwa dni później widzący pytają Matkę Najświętszą, dlaczego pokazała im niebo: „Zrobiłam to, abyście zobaczyli szczęście, jakie oczekuje tych, których Bóg kocha”. Myśl o niebie wystarczyła tym młodym ludziom, aby podjęli trud jego zdobycia.

22 lutego 1871 r. w wieku 36 lat zmarła siostra zakonna Maria Gabriela i trafiła do czyśćca. Bóg zezwolił jej, aby mogła ukazywać się swej dawnej towarzyszce Marii od Krzyża i stać się jej duchowym kierownikiem, aby dopomóc jej w uświęcaniu się. Plan Boży przewidywał, że to właśnie ona, siostra Maria od Krzyża, przez świętość swego życia miała ulżyć zmarłej w cierpieniu i ostatecznie wyzwolić ją z czyśćca. Ta właśnie zmarła siostra Maria Gabriela chcąc zachęcić współsiostrę do świętości mówi jej o niebie w ten sposób:

„Spróbuję przybliżyć ci zrozumienie tego, czym jest Niebo, w tym stopniu, w jakim zdołasz to pojąć na ziemi. Są to ciągle nowe święta, bez przerwy po sobie następujące; szczęście wciąż nowe, którego - ma się wrażenie - nigdy się nawet nie przeczuwało. Jest to potok radości, który wylewa się nieustannie na wszystkich Wybranych… Niebo to przede wszystkim… Bóg: Bóg miłowany, doświadczany, napawający wszelkim smakiem i rozkoszą; słowem - jest to nasycanie się Bogiem, jednak nigdy do przesytu! lm bardziej dusza kochała Boga na ziemi, im wyższy szczyt doskonałości osiągnęła, tym bardziej kocha Boga i tym doskonalej poznaje Go w niebie! Jezus jest prawdziwą radością ziemi i wieczną radością Niebios!

W niebie jest tak pięknie! Człowiek otrzymuje tam przemienione ciało, niezwykłej piękności. Jest wielka odległość między czyśćcem a niebem. Czasami dochodzi nas jakby echo radości błogosławionych w niebie, lecz jest to niemal karą, bo wywołuje w nas ogromne pragnienie widzenia dobrego Boga! W niebie jest sama światłość, w czyśćcu - głębokie ciemności!”

Naszym celem jest niebo. Drogę do nieba odkrywamy w modlitwie. Droga ta jest bardzo piękna. Trudna jest tylko dla tych, którzy nie zdecydowali się na Boga, których wiara nie jest autentyczna. W naszej codzienności nigdy nie zwracajmy uwagi na drobne sprawy tego świata. Życie szybko przemija. Wznieśmy nasze oczy do nieba, albowiem to, co ziemskie, jest niczym. Umiłowanie nieba jest jedyną drogą do nieba. Gdy będziemy myśleli o niebie i do niego zdążali, niczego nam tu na ziemi nie zabraknie. Dla kochających Boga niebo zaczyna się już tu na ziemi. W niebie jest radość. Jeśli będziemy się radowali w czystości naszych serc, już od dzisiaj możemy żyć niebem tutaj na ziemi. Ten jednak, kto lekceważy Boga i Jego przykazania, a podejmuje próbę zrealizowania nieba na ziemi, zawsze kończy ją wyprodukowaniem piekła.

Kto nie żyje z Bogiem, ten nie nosi nieba w sobie i darmo go szuka w całym wszechświecie.

Do nieba mamy przygotować się tu na ziemi, która jest już swego rodzaju czyśćcem. Spomiędzy osób, które ją zamieszkują, jedne przechodzą przez pełny czyściec pokuty dobrowolnej lub przyjętej - osoby te idą po śmierci bezpośrednio do nieba, inne - tylko zaczynają pokutę na ziemi (jest ona przecież miejscem cierpienia), lecz nie mając dostatecznej odwagi i wielkoduszności, muszą kończyć swój czyściec ziemski w prawdziwym czyśćcu.

Dzisiaj ludzie nie chcą pokutować, stąd, jak mówi Maryja, tak mało dusz idzie bezpośrednio do nieba. Ludzie zapomnieli, że nie ma innego mostu do nieba niż krzyż i dlatego w swej bezmyślności wypadają w otchłań piekła, albo w cierpienie czyśćca.

Jak przemienić myślenie zagubionego rozumu współczesnego człowieka? Trzeba codziennie modlić się za dusze w czyśćcu cierpiące. Każdej duszy potrzebna jest modlitwa i łaska, by dotarła do Boga i Bożej miłości. Poprzez to człowiek zyska nowych sprzymierzeńców, którzy pomogą mu zrozumieć, że w życiu żadne sprawy nie powinny być dla was zbyt ważne, jedynie niebo jest tym, za czym należy tęsknić.

„Wzywam was do otwarcia się i życia na wzór świętych. Matka Kościół wybrała ich, aby byli dla was zachętą w waszym codziennym życiu.” (Maryja)

Tam na drugim świecie w czyśćcu zmarli czekają na nas żyjących w świętości i na naszą modlitwę.

Św. Siostra Faustyna Kowalska tak modliła się za cierpiących w czyśćcu:

„Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze w czyśćcu cierpiące, a które są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Błagam Cię przez bolesną mękę Jezusa, Syna Twego, i przez całą gorycz, jaką była zalana Jego przenajświętsza dusza, okaż miłosierdzie swoje duszom, które są pod sprawiedliwym wejrzeniem Twoim; nie patrz na nie inaczej, jak tylko przez rany Jezusa, Syna Twego najmilszego, bo my wierzymy, że dobroci Twojej i litości liczby nie masz”. (Dz 1227)

do góry

Wspólnota świętych

Z książki „Tajemnice czasów ostatecznych” - bł. Anna Katarzyna Emmerich (1774-1824).

Wspólnotę świętych oglądam w świetle (kontemplacji), widzę wszystkie ich działania, całą ich miłość oraz wzajemne powiązania i przenikanie się. Widzę, w jaki sposób każdy z nich istnieje dla drugiego i w drugim, jak każdy w nieskończonym blasku światła jest wszystkim, a mimo to kimś odrębnym od pozostałych. Odczuwam wtedy niewypowiedzianą radość i jasność. Widzę wówczas bliskie i dalekie postaci ludzkie. Pociąga mnie do nich nieprzeparta miłość; mam ochotę wołać do nich, zanosić błagania do Boga i świętych, którzy w swej gotowości niesienia mi pomocy nie szczędzą słodkiego, pełnego miłości trudu. Gdy na to wszystko patrzę, serce niemal pęka mi z miłości. I mam bardzo żywe i jaśniejsze od słonecznego dnia poczucie, że wszyscy żyjemy we wspólnocie świętych i w stałym z nimi obcowaniu.

Wtedy przenika mnie też ból na myśl, że ludzie są tak ślepi i zatwardziali. Śmiało wówczas wołam do Zbawcy: „Ty jesteś wszechmocny, Ty cały jesteś miłością! Ty wszystko możesz, nie dopuść, żeby zginęli! Wspomnij na swą cenną Krew!”. Wtedy On pokazuje mi, jak bardzo o nich zabiega. Popatrz, mówi, jak bliski im jestem, jak pragnę im dopomóc, uleczyć ich – a oni tak mi się opierają! I wtedy czuję, że Jego sprawiedliwość jest łaską pełną słodyczy i miłości.

do góry

Nagroda w niebie
przemieniona dusza i ciało

Maria z Agredy (Maria Fernández Coronel y Arana) urodziła się 2 kwietnia 1602 roku w bardzo religijnej rodzinie katolickiej. Od najmłodszych lat doświadczała mistycznych przeżyć. Wstąpiła do Zakonu Sióstr Franciszkanek od Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny (koncepcjonistek) w Agredzie w 1619 roku, wspólnie z matką i siostrą. Od 25 roku życia do śmierci (z trzyletnią przerwą w szóstej dekadzie życia) sprawowała funkcję ksieni klasztoru. W zakonie przybrała imię siostry Marii od Jezusa. Doświadczała licznych wizji i posiadała dar bilokacji. Jest autorką słynnego dzieła "Mistyczne Miasto Boże", zawierającego obszerny opis żywota Matki Bożej. Zmarła w opinii świętości 24 maja 1665 roku, mając 63 lata. Pochowano ją w przyklasztornym kościele swojego konwentu w Agreda. Jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1673 roku i nie został zakończony.

Fragment z książki: Maria z Agredy „Mistyczne Miasto Boże”.

Dary duszy zażywającej niebiańskiej szczęśliwości polegają na oglądaniu i posiadaniu Boga, raczeniu się tym najwyższym Dobrem.

Natomiast darami Przemienionego Ciała są: jasność, niepodleganie cierpieniom, delikatność i zwinność. Trzeba pamiętać, że każdy dobry uczynek, który człowiek spełni w stanie łaski uświęcającej, pomnaża w odpowiedni sposób każdy z tych darów, chociażby ten dobry uczynek nie był niczym więcej jak podniesieniem słomki lub podaniem szklanki wody z miłości ku Bogu. Dzięki każdemu z takich uczynków, chociażby nieznacznych samych w sobie, człowiek po wejściu do niebiańskiej szczęśliwości zyskuje jasność przewyższającą jasność wielu słów.

Przemienione Ciało nie będzie podlegało cierpieniom, nie zazna rozkładu ani zgnilizny. Dzięki uzyskanej delikatności człowiek uzyska władzę przenikania przez wszystkie przeszkody. Na mocy daru zwinności będzie poruszał się lżej i szybciej od ptaków i wiatru. Wszystkie te dary ciała wynikają z darów duszy, a każdy człowiek sprawiedliwy w oglądaniu Bóstwa odbierze w nagrodę większą jasność i lepsze zrozumienie Boskich przymiotów i doskonałości, aniżeli posiadali je kiedykolwiek wszyscy uczeni w Piśmie i mędrcy Kościoła w swym życiu na ziemi. Pomnożony będzie również dar posiadania Boga, albowiem sprawiedliwi zdobędą pewność i spokój, który cenniejszy jest niż wszystkie doczesne majątki, uciechy i radości.

Trzecim darem udzielonym sprawiedliwej duszy jest dar radowania się Istotą Boską. Za każdy dobry uczynek spełniony z miłości ku Bogu sprawiedliwi otrzymują takie dary i dostąpią takiej rozkoszy, jakiej nie można porównać z niczym co istnieje na ziemi.

do góry

Czyśćciec - miejsce oczyszczenia

Spis treści:

1. Czyściec istnieje.

2. Pomoc dla dusz w czyśćcu.

3. Czyściec i kary oczyszczające.

4. Byłam w Czyśćcu.

5. Głos z Czyśćca.

6. Dusze w czyśćcu pokutujące.

7. Jak pomóc duszom czyśćcowym?

Czyściec istnieje

W tekstach II Soboru Watykańskiego czytamy: „Czcigodną wiarę naszych przodków, dotyczącą żywego obcowania z braćmi, którzy są w chwale niebieskiej albo oczyszczają się jeszcze po śmierci, obecny Sobór święty przyjmuje z wielkim pietyzmem i na nowo przedstawia postanowienia świętych Soborów: Nicejskiego II, Florenckiego i Trydenckiego” (Konstytucja o Kościele, nr 51). Zachęceni słowami ostatniego Soboru wniknijmy więc w nauczanie Kościoła na temat czyśćca. Sobory ujmowały istnienie czyśćca jako dogmat wiary. Słowa Soboru Florenckiego: „Jeśliby prawdziwie pokutujący zakończyli życie w miłości Boga jeszcze przed godnym zadośćuczynieniem czynami pokutującymi za popełnione grzechy i zaniedbania, wówczas dusze ich zostaną po śmierci oczyszczone karami czyśćcowymi. Do złagodzenia tego rodzaju kar dopomaga im wstawiennictwo wiernych żyjących, a mianowicie ofiary Mszy Świętej, modlitwy, jałmużny i inne akty pobożności, które zgodnie z postanowieniami Kościoła jedni wierni zwykli ofiarować za innych wiernych”.

Natomiast Sobór Trydencki naucza: „Ponieważ Kościół katolicki pouczony przez Ducha Świętego, na podstawie Pisma św. i starożytnej Tradycji Ojców, na świętych Soborach, a ostatnio na tym ekumenicznym Soborze podał naukę, że istnieje czyściec, a dusze tam zatrzymane są wspomagane wstawiennictwem wiernych, zwłaszcza miłą [Bogu] Ofiarą Ołtarza – święty Sobór nakazuje biskupom pilnie starać się, ażeby w zdrową naukę o czyśćcu przekazaną przez świętych Ojców i święte Sobory wierni wierzyli, by jej przestrzegano, nauczano i ją wszędzie głoszono”.

A więc istnienie czyśćca jest prawdą przez Boga objawioną, jest artykułem wiary, a Kościół swoim uroczystym nauczaniem zobowiązuje nas do wykładania na jego temat. Czyściec nazywamy karą doczesną, bo potrwa aż do czasu, a piekło jest karą wieczną, gdyż nie będzie miało końca.

Istnienia czyśćca domaga się nieskończona świętość Boga.

Św. Katarzyna z Genui zwana teologiem czyśćca w swoim dziele „Traktat o czyśćcu” pisze: „Istota Boża jest samą czystością i nieskazitelnością i (…) dusza, która by miała w sobie jakąś niedoskonałość, a nawet jej najmniejszy cień, wolałaby raczej rzucić się w tysiące piekieł niż stanąć przed Boskim Majestatem z jakąś zmazą na sobie. Widząc zatem, że czyściec jest na to przeznaczony, żeby ją oczyścić (…) sama się w niego rzuca, upatrując w tym wielkie miłosierdzie Boże”. A więc, żeby dusza, która żyje w stanie łaski uświęcającej mogła pójść do nieba, musi być zupełnie święta, doskonała, bo tego się domaga nieskończona świętość Boga, w Którego ma zanurzyć się w niebie.

Wypowiedź Chrystusa o grzechu przeciwko Duchowi Świętemu sugeruje możliwość odpokutowania grzechów po śmierci: „Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym" (Mt 12, 32). Jezus mówi o możliwości odpuszczenia grzechów w życiu przyszłym, mówiąc o istnieniu czyśćca. Od czasów starotestamentalnego jahwizmu i od początku trwania Kościoła wierzono w możliwość odpokutowania grzechów po śmierci. Już Ojcowie Kościoła nauczali o tym dogmacie. Termin zaś „czyściec” z łac. purgatorium stworzono w XII wieku. Warto również wspomnieć, że doświadczenie czyśćca mieli tacy mistycy jak chociażby: św. Katarzyna z Genui, św. Katarzyna z Bolonii, św. o. Pio, św. Weronika Giuliani, św. Faustyna, św. Maria Magdalena de Pazzi, św. Franciszka Rzymianka, św. Teresa z Awila, bł. Anna Katarzyna Emmerich, bł. o. Stanisław Papczyński – wielki orędownik dusz czyśćcowych. Znanymi mistykami, mającymi doświadczenia dusz czyśćcowych są również Anna Maria Lindmayr i Maria Simma.

Polecam również książkę „Rękopis z czyśćca”, w którym zawarte są orędzia zmarłej s. Marii Gabrieli, która podaje je żyjącej współsiostrze Marii od Krzyża. Jeszcze jedna polska mistyczka Wanda Malczewska również doświadczała kontaktów z duszami czyśćcowymi. W jej zapiskach czytamy: „Dziś w nocy, gdy się przebudziłam usłyszałam glos płaczliwy: Zmiłujcie się nad nami przynajmniej wy, krewni i przyjaciele nasi, gdyż bardzo cierpimy w więzieniu czyśćcowym. Wy żyjący nie macie pojęcia jakie tu męki ponosimy. (…) My sami nic zrobić nie możemy ale wy możecie za nas zrobić dużo…”.

Kto idzie do czyśćca?

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba. To końcowe oczyszczenie wybranych, które jest czymś całkowicie innym niż kara potępionych, Kościół nazywa czyśćcem” (KKK 1030-31). W czyśćcu musimy odpokutować wszystkie grzechy lekkie oraz grzechy śmiertelne przebaczone już przez Boga, ale nie odpokutowane na ziemi. Do czyśćca idą więc ci, którzy umierają w stanie łaski uświęcającej, ale nie są jeszcze zupełnie oczyszczeni od grzechu i nie wydoskonalili się w miłości w stopniu wymaganym dla nich przez Boga. Pan Jezus powiedział: „Zaprawdę powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, aż oddasz ostatni pieniążek” (Mt 5, 26). Dusze czyśćcowe nazywamy więc świętymi duszami czyśćcowymi, bo są one w stanie łaski uświęcającej, w przyjaźni z Bogiem. Muszą się jednak wypłacić jeszcze Bożej sprawiedliwości. Będąc w stanie łaski uświęcającej należą do świętych obcowania i tworzą Kościół wraz z żyjącymi na ziemi i zbawionymi w niebie. Św. O. Pio, św. Tomasz z Akwinu i wielu innych mówiło, że bardzo niewiele dusz uniknie czyśćca. Św. Jan Maria Vianney w swoim kazaniu na dzień zaduszny powiedział: „Każde przewinienie, chociażby najlżejsze, może nas do czyśćca zaprowadzić. Wielu ze Świętych nie pierwej dostali się do nieba, aż po przebyciu odpowiedniego czasu w czyśćcu. (…) Św. Seweryn, arcybiskup koloński, w kilka lat po śmierci ukazał się jednemu ze swoich przyjaciół i powiedział, że był w czyśćcu za to, że odłożył do wieczora modlitwę, którą był powinien zmówić rano. (…) Ojcowie Święci mówią, że czyściec jest w pobliżu piekła. Łatwo to pojmiemy, gdy pomyślimy, że grzech powszedni niedaleko jest od śmiertelnego”. Podobnie jak w kwestii piekła, większość Ojców Kościoła i Świętych twierdziło, że czyściec znajduje się pod ziemią. Kościół jednak nie wypowiedział się oficjalnie o miejscu czyśćca, tym bardziej, że czyściec jest zapewne bardziej stanem niż miejscem. Mamy też wiele świadectw, że dusze odbywają swoją pokutę również na ziemi, w miejscach popełnianych grzechów.

Czyńmy więc pokutę już w tym życiu.

Nie liczmy tylko na to, że po naszej śmierci będą się za nas modlić i Msze zamawiać, bo na tym możemy się zawieść. A więc pokutą są: cierpliwe niesienie krzyży, znoszenie cierpień, sumienne wypełnianie obowiązków stanu, modlitwa, jałmużna, post, uczestnictwo we Mszy Świętej, Komunia Świętej, wzbudzanie aktów żalu, czytanie Biblii itd. To wszystko, co przynosi nam łaski odpustu cząstkowego. Pamiętajmy również, by uzyskiwać odpusty zupełne. Zanośmy modlitwy i wykonujmy czyny pokutne! Nie zatrzymujmy się jedynie na pokutach nakładanych przez kapłana przy spowiedzi.

Trzeba również stanowczo podkreślić, że nasza modlitwa za zmarłych jest wspaniałym czynem miłosierdzia i nam samym daje odpuszczenie kar za grzechy. „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” – mówi Pan Jezus (Mt 5, 7). A więc modlitwa za zmarłych jest zarazem pokutą za siebie. Nie możemy też zapomnieć, że modląc się za zmarłych zyskujemy w nich orędowników za nas. Sobór Trydencki potwierdza, że dusze zmarłych mogą skutecznie wypraszać łaski dla nas. Podobnie modlić się będą za nas w niebie, a Bóg hojnie wynagrodzi nam w niebie nasze modlitwy za nie. Dążmy więc do doskonałości chrześcijańskiej, naśladując Chrystusa, a na pewno czyściec nasz nie będzie długi lub nawet uda nam się go uniknąć.

Jakże łatwo odpokutować i naprawić zło tutaj na ziemi. Tu pokuta krótka i bezbolesna, jedynie wymagająca wysiłku duchowego i poświęcenia. Św. Katarzyna z Genui pisze: „Kto tu na ziemi odpokutuje swe grzechy, płaci kilkoma groszami dług 1000 dukatów; kto zaś odpokutuje grzechy dopiero w przyszłym życiu, płaci 1000 dukatów za dług kilku groszy”. Św. Anzelm nauczał, że „jedna Msza Święta pobożnie wysłuchana za życia, więcej przynosi nam pożytku, niż sto Mszy odprawionych za nas po śmierci”. „Więcej znaczy światełko przed nami, niż wielka pochodnia niesiona za nami” – św. Leon Wielki

Wspomnieć można również wiele modlitw, za odmawianie których Zbawiciel obiecał ocalenie od czyśćca. Np. modlitwa do Rany na Ramieniu św. Bernarda. Podobnie noszącym szkaplerz karmelitański Maryja obiecała wybawienie z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci, jeśli zachowają czystość według swojego stanu (tzw. przywilej sobotni). Również św. Michał Archanioł objawiał wielokrotnie, że w swoje święto wiele dusz swoich czcicieli uwalnia z czyśćca. Jest również głęboka w treść „Modlitwa o uniknięcie czyśćca”, którą odmawia się codziennie wieczorem.

Jakie cierpienia przeżywa dusza w czyśćcu?

Największym cierpieniem jest tęsknota za Bogiem, czyli brak widzenia Boga (visio beatifica). Gdyby zobaczyły Boga, czyściec stałby się niebem. Blask świec, lamp, zniczy stawianych na grobach oznacza modlitwę o to, by Bóg, który jest światłością dał im się oglądać.

Drugim cierpieniem jest kara ognia. Sugerują to słowa św. Pawła: „Sam wprawdzie ocaleje, ale tak jakby przez ogień” (1 Kor 3, 15). Święci nauczali, że ogień czyśćcowy jest tym samym co piekielny. Ten jednak pali dla pokuty (kary doczesnej), tamten dla wiecznej kary. „Zmazy, które w chwili śmierci są na duszy, muszą ogniem czyśćcowym być zgładzone” – św. Grzegorz z Nyssy. Podobnie jak złoto oczyszczonym musi być w ogniu, tak i dusza oczyścić się musi doskonale w ogniu czyśćcowym, zanim zajaśnieje blaskiem chwały niebieskiej. A w Gorzkich Żalach modlimy się za dusze w czyśćcu słowami: „aby im miłościwy Jezus Krwią swoją świętą ogień zagasił”. Ponadto o ogniu czyśćcowym mówiły Sobory. Mistycy nauczają nas, że nie każda jednak dusza, będąca w czyśćcu doświadczy kary ognia.

Trzecią męką jest pokuta za poszczególne grzechy nieodpokutowane. Św. Matylda pisze: „Przypuszczać można, że rodzaj kar czyśćcowych stoi w ścisłym związku z popełnianymi grzechami. Kto więc np. grzeszył nieumiarkowaniem, cierpi w czyśćcu głód i pragnienie”. Św. Brygida widziała dusze, dręczone najwięcej na tych członkach, którymi najwięcej grzeszyły. Mistyczka Fulla Horak mówi o kręgach cierpień za poszczególne grzechy.

Święci i mistycy Kościoła nauczają nas również, że męki czyśćca są bardziej srogie niż największe cierpienia na ziemi. Św. Tomasz z Akwinu pisze: „Najmniejsze kary w czyśćcu są większe od największych cierpień na ziemi”. „Wszystkie męki, jakie świat może wymyśleć, są balsamem w porównaniu do najmniejszej męki czyśćca” – św. Cyryl Aleksandryjski. „Ziemski ogień jest, w porównaniu z czyśćcowym, rozkosznym ogrodem” – św. Magdalena de Pazzi.

Prawda o czyśćcu może nas napełniać lękiem. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus tak pocieszała pewną siostrę, która bała się czyśćca: „Za bardzo obawiasz się dobrego Pana. Zapewniam Cię, że to Go rani. Nie lękaj się czyśćca za względu na ból, który się tam odczuwa, ale pragnij, żeby tam nie pójść, aby sprawić dobremu Bogu przyjemność, który nakłada tę ekspiację z taką niechęcią. Od chwili, gdy zabiegasz o to, żeby sprawić Mu radość we wszystkim, jeśli masz niezachwianą pewność, że On oczyszcza cię w każdej chwili swoją Miłością i nie zostawia jakiegokolwiek śladu grzechu w tobie, bądź całkowicie pewna, że nie pójdziesz do czyśćca”. Nie bójmy się więc czyśćca, tylko w zaufaniu Bogu, pracujmy nad naszym uświęceniem.

Podobnie święci i mistycy nauczają nas, że cierpienia czyśćca są zazwyczaj bardzo długie. Oczywiście logicznym jest, że długość kary i jej intensywność jest zależna od ilości i wielkości nieodpokutowanych grzechów. Intensywność i długość pokuty zależy również od naszego przywiązania do ziemskiego życia. A więc nasza więź z Bogiem umniejsza srogość pokuty czyśćcowej. Nasze dobre czyny mają również wpływ na złagodzenie tego cierpienia. „Im mniej lub więcej ukochał kto dobra doczesne, tym powolniej lub prędzej, uzdrawia go ogień oczyszczający” – pisze św. Augustyn. Ojcowie Kościoła oświadczali, że czyścic trwa tak długo, jak mocne było przywiązanie do grzechu. A oto wypowiedzi Świętych o odczuwaniu czasu w czyśćcu: „Choć może niektóre dusze godzinę tylko pozostają w czyśćcu, to pewnie ciągnie im się ta godzina niesłychanie długo” – św. Brygida. „Jeden, jedyny dzień męki czyśćcowej można porównać z tysiącem dni cierpienia na ziemi” – św. Augustyn.

Św. Katarzyna z Genui pisze, że Bóg napełnia te dusze miłością ku sobie, co pozwala im przetrwać najbardziej srogie cierpienia. Poddają się więc one całkowicie woli Bożej. Dusze potępione nienawidzą Boga i przeklinają Go, dusze czyśćcowe kochają Boga, błogosławią i nieustannie się modlą. Wielką więc ochłodą dla tych dusz jest pewność osiągnięcia nieba, czyli szczęśliwości, która nigdy się nie skończy. To daje im radość ogromną – ta pewność zbawienia. Św. Franciszka Rzymianka pisała, że dusze te odwiedzają i pocieszają Święci oraz Aniołowie, a szczególnie Anioł Stróż.

Św. Faustyna opisuje w Dzienniczku swoje doświadczenie czyśćca: „Ujrzałam Anioła stróża, który mi kazał pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały się mnie. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednozgodnie, że największe dla nich cierpienie to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję Gwiazdą Morza. Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. [Usłyszałam głos wewnętrzny], który powiedział: Miłosierdzie moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe. Od tej chwili ściśle obcuję z duszami cierpiącymi” (Dzienniczek, pkt 20).

Sposoby ratowania dusz w czyśćcu.

Pobudzeni przykładem św. Faustyny, przyjrzymy się bliżej sposobom ratowania dusz w czyśćcu.

Księga Machabejska poucza nas: „Świętą i zbawienną jest myśl, modlić się za umarłych, aby zostali od grzechu uwolnieni” (2 Mch 12, 46). Jak wiemy, dusze te same sobie pomóc nie mogą. Liczą jedynie na nasze modlitwy. Ich czas zasługiwania się skończył, teraz przyszedł czas zapłaty.

Największym darem dla dusz czyśćcowych jest Ofiara Mszy Świętej. Tak naucza Sobór Trydencki. Jest to Ofiara samego Chrystusa dla Ojca, dar nieskończony. Znamienne jest to, co leżąc na łożu śmierci powiedziała św. Monika do św. Augustyna i drugiego syna: „Pogrzebcie moje ciało, gdzie chcecie; lecz proszę was, pamiętajcie o mnie zawsze przed ołtarzem Pana”. Św. Jan Chryzostom podaje, że to na polecenie Apostołów podczas Mszy Świętej już od początków chrześcijaństwa modlono się za zmarłych. Piękne są zwyczaje w niektórych rejonach Polski, kiedy rodzina i przyjaciele zamawiają Msze Święte za zmarłą osobę z okazji pogrzebu. Czasem są w stanie zamówić nawet 100 Mszy Świętych! Wspomnieć oczywiście trzeba tu o Mszy Świętej gregoriańskiej. Jest to 30 Mszy za jedną duszę, sprawowanych dzień po dniu. Istnieją również zwyczaje sprawowania Mszy Świętej w 30-ty dzień po śmierci. Cieszymy się, że wielu z nas zamawia za swoich bliskich zmarłych Msze Święte szczególnie w rocznice ich śmierci.

W czyśćcu panują ciemności, dlatego modlimy się, żeby światłość wiekuista im świeciła. Kapłan modli się w kanonie rzymskim: „Pomnij też, Panie, na sługi i służebnice Twoje N.N., którzy nas poprzedzili ze znamieniem wiary i śpią snem pokoju. Im oraz wszystkim spoczywającym w Chrystusie, użycz, błagamy Cię, Panie, miejsca ochłody, światłości i pokoju”. Szczególną uwagę zwróćmy na określenie nieba jako „miejsca ochłody”. Słowa te sugerują istnienie ognia czyśćcowego, od którego uwolnienia i ochłodę się modlimy. Podobnie w Nowej Liturgii w każdej modlitwie eucharystycznej modlimy się za zmarłych.

Nieocenioną pomocą jest również przyjmowanie Komunii Świętej za dusze zmarłych.

Odpusty zupełne i cząstkowe są również wielkim darem dla tych dusz. Każdy odpust możemy ofiarować za dusze zmarłych. Możemy określić za kogo, ale i możemy zostawić to Bogu. Pamiętajmy szczególnie o odpustach od 1 do 8 listopada za nawiedzenie cmentarza.

Ponadto pomagać możemy tym duszom poprzez jałmużnę i post. W Dzienniczku św. Faustyny czytamy, jak zmarła współsiostra prosiła ją o post (p. 1185).

Wypełnianie czynów miłosierdzia, dobrych uczynków może być również ofiarowane za dusze zmarłych. Podobnie nasze cierpienia, prace, trudy i wypełnianie obowiązków stanu.

Każda modlitwa zaniesiona przez nas, kiedy jesteśmy w stanie łaski uświęcającej, może pomóc tym duszom. Tu więc należy podkreślić stan łaski uświęcającej. Uczony Suares mówił, że ktoś kto nie pokutuje za swoje grzechy i trwa w grzechu ciężkim, nie może spłacić cudzych długów. Dlatego jakże ważna jest spowiedź np. na pogrzebie, by można było Komunię Świętą i modlitwę ofiarować za zmarłych. Niepokojące więc jest to, że na pogrzebach większość ludzi nie przyjmuje Komunii Świętej i nie idzie do Spowiedzi św. Podobnie spotykamy się ze zjawiskiem, kiedy to większość przychodzi jedynie na pogrzeb, a na Mszy Świętej ich nie ma. Czy my gromadzimy się na pogrzebach, by modlić się za naszych zmarłych? Kwiaty jako symbol życia, są znakiem naszej modlitwy o prawdziwe życie w Bogu na wieki. Znicze i lampki są symbolem modlitwy o światłość wiekuistą, którą jest Bóg. Znicze, kwiatki, wieńce nic jednak nie pomogą zmarłemu, jeśli z naszych serc nie zaniesiemy modlitwy płynącej z wiary.

Dodać należy, że niezwykłą moc w uwalnianiu dusz z czyśćca ma modlitwa różańcowa i droga krzyżowa. Podobnie adoracja Najświętszego Sakramentu czy odmawianie Liturgii Godzin.

Kościół używa również wody święconej, kropi nią ciało, trumnę, grób… Wierzy się, że przynosi ona ulgę duszom zmarłych. Św. Teodoret z Cyru pisał: „Jak deszcz spokojny odświeża kwiaty, żarem słońca wysuszone, tak woda święcona orzeźwia kwiaty niebieskie, czyli dusze, w ogniu czyśćcowym gorejące”.

Również dzwony, które dzwonią są pomocą dla tych dusz. Istnieją zwyczaje bicia w dzwony zaraz po śmierci parafianina. Dzwoni się również na pogrzebach, np. podczas procesji z kościoła na cmentarz.

O. F. Spirago w swoim Katechizmie przytacza pewną opowieść. „Pewna niewiasta straciła jedynego syna i rzewnie wciąż go opłakiwała. Po jakimś czasie otrzymała sen. Widziała orszak młodzieńców pięknych, śpieszących do nieba. Jednak syna zobaczyła całkiem w tyle, daleko, nędznego, w przemokłych szatach. Gdy zaczęła nad nim ubolewać, rzekł z wyrzutem: Pożyteczniej byłoby, gdybyś dała za mnie jałmużnę lub ofiarowała za mnie Mszę Świętą”. Po przebudzeniu matka zaprzestała rozpaczliwego płaczu, a zaczęła gorliwą modlitwę i zamawianie Mszy Świętych za zmarłego.

Stańmy się, Drodzy Bracia i Siostry, wspomożycielami dusz w czyśćcu cierpiących. Modlitwa za nich i nam wysłuży Boże błogosławieństwo. Zyskujmy sobie orędowników na całą wieczność!

Ks. Dawid Pietras Gorzów Wlkp., dn. 21 II 2016r. Zródło: ttp://pietrasdawid.pl/kazania-konferencje/pisane/wiecznosc-i-przygotowanie-do-niej/o-czysccu-i-sposobach-pomocy-duszom

do góry

Pomoc dla dusz w czyśćcu

Różne są cierpienia na ziemi. Do najboleśniejszych należy śmierć drogich nam osób. Ale Zbawiciel mówi: „Kto wierzy we Mnie, choćby i umarł, żyć będzie”. A święty Paweł naucza wiernych, aby po zgonie swych najdroższych nie poddawali się smutkowi, jak poganie, którzy nie mają nadziei połączenia się ze swymi zmarłymi. My wierzymy, że ci, którzy poprzedzili nas w śmierci, tylko zasnęli, a kiedyś wszyscy powstaniemy, złączeni miłością w Sercu Zbawiciela, zgromadzimy się w jedno i już nigdy się nie rozłączymy.

Większość dusz opuszczających ten świat w stanie łaski nie jest gotowych do zjednoczenia się z Bogiem w wiecznej miłości, gdyż mają się jeszcze wypłacić sprawiedliwości Bożej i oczyścić ze wszystkich skaz, jakie pozostawił na nich grzech. Dla nich przeznaczony jest czyściec, który jest jakby „przedsionkiem nieba”.

Dopóki dusza przebywa w ciele, pragnienie wiecznego szczęścia zagłuszane jest przez pokusy ciała, pogoń za doczesnymi przyjemnościami i skłonność do roztargnień. Z chwilą opuszczenia ciała duch odzyskuje swobodę, wyraźnie odczuwa głód szczęścia i całą mocą miłości, już nie ziemskiej, ale czystej i niezachwianej, rwie się do Boga. To pragnienie posiadania Boga tak pali duszę, że wytwarza w niej jakby ogień, który ją pożera, a zaspokoić go nie może, jeśli za swego ziemskiego życia utworzyła zaporę między sobą a źródłem szczęścia przez odwracanie się od Boga, a szukanie siebie. Największym cierpieniem dusz przebywających w czyśćcu jest właśnie pozbawienie widoku Boga, najwyższego Dobra i Szczęścia.

Prócz tego straszliwego cierpienia duchowego, tej męki miłości, jest w czyśćcu także cierpienie fizyczne, które ma usunąć drugą zaporę, jaka powstała między Bogiem a duszą, która nie spełniała należycie przykazania miłości bliźniego. Choć grzesznik umiera pojednany z Bogiem, ma jednak na duszy jakieś resztki plam z dawnych grzechów. Nadto uleganie złym podszeptom miłości własnej i miłości świata, choćby w rzeczach drobnych, które nie są grzechem, szpeci duszę, tworząc na niej skazy nie mogące podobać się Bogu. O ile za życia te plamy i skazy nie zostały zgładzone przez pokutę, spala je ogień czyśćcowy. Ta męka nie pochodzi z surowości Boga, a przeciwnie – jest to dzieło dobroci, miłości i miłosierdzia Bożego, gdyż tylko ogień czyśćcowy może oczyścić duszę i dlatego Bóg go dopuszcza.

Mimo tych tak wielkich cierpień, dusze w czyśćcu doznają nie mniejszych radości. Cieszą się, że kochają Boga, że nie mogą Go już więcej obrazić i że cierpiąc spełniają wolę Bożą, co jest źródłem ich pokoju. Pociechą dla nich jest również obcowanie z innymi duszami czyśćcowymi, świętymi, jak i one, oraz odwiedziny Aniołów Stróżów, którzy i w czyśćcu oddają im usługi, będąc pośrednikami między nimi a niebem i ziemią. Aniołowie poddają też żyjącym myśl modlenia się za zmarłych lub spieszenia im z pomocą w inny sposób.

Nie zaniedbujmy więc natchnień dobrych Aniołów i śpieszmy z pomocą naszym zmarłym. Pamiętajmy też o wszystkich duszach w czyśćcu cierpiących, szczególnie o tych, za których nikt się nie modli, o których ich bliscy zapomnieli lub byli samotni. Polecajmy je miłosierdziu Bożemu w porannych i wieczornych modlitwach, przy odmawianiu „Anioł Pański”, a także odmawiając inne modlitwy za zmarłych. Ofiarujmy za nie Msze Święte i Komunie Święte.

Dla ubłagania miłosierdzia Bożego spełniajmy dobre uczynki wobec potrzebujących. Aby jednak nasza modlitwa i uczynki miłosierne mogły rzeczywiście pomóc duszom w czyśćcu, trzeba koniecznie samemu być w stanie łaski.

Dusze w czyśćcu same nie mogą sobie pomóc, gdyż czas zbierania przez nie zasług już się skończył. Cierpienie jest ich jedyną modlitwą i sposobem, dzięki któremu zbliżają się do Celu. Ale mogą one wyprosić u Boga łaski dla nas – żyjących. Módlmy się więc często za dusze zmarłych, bądźmy dla nich wspaniałomyślni i ofiarni tak jak pragniemy kiedyś doznać tej wspaniałomyślności od innych. „Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”. (Łk 6, 38)

do góry

Czyściec i kary oczyszczające

Za pośrednictwem Kościoła Bóg mówi wyraźnie: po śmierci dusze będą oczyszczone przez kary oczyszczające (Sobór Florencki) i istnieje ogień czyśćcowy (Sobór Trydencki). Wiary o tym kościół nie opiera tylko na zdaniu z Pisma św. - Jest rzeczą świętą i zbawienną zanosić ofiary pokutne za zmarłych, aby uwolnieni zostali ze swych grzechów. (2 Mach. 12,46) , ale także przypomina surową przypowieść Zbawiciela o więzieniu, z którego nikt nie wyjdzie zanim nie spłaci swego długu do ostatniego grosza. (Mt. 5,25; Łk. 12,58). Św. Paweł także przypomina, że są dusze, które tylko jak przez ogień zostaną uratowane. (1 Kor. 3,15).

Dusze już nie mogą tak jak na ziemi zadośćuczynić Bożej Sprawiedliwości przez dobre uczynki. Biskup Keppler z Rottenburga, wielki kaznodzieja i orędownik dusz czyśćcowych trafnie powiedział: w czyśćcu zegar zawsze bije tak samo - cierpieć - czekać, cierpieć - czekać!

Św. Augustyn poucza nas, że kary i cierpienia dusz czyśćcowych gorsze są niż męki męczenników. To potwierdza cierpiący w czyśćcu brat św. Magdaleny de Pazzis: męczarnie męczenników są wobec cierpień czyśćcowych miłą rozrywką.

Według św. Tomasza z Aquinu i św. Bonawentury, dusze czyśćcowe goreją w tym samym ogniu co potępieni, z tą tylko różnicą, że w piekle dusze przeklinają Boga, gdy w czyśćcu wielbią i dziękują za ratunek. W porównaniu, do ogromnego żaru jaki Boża Sprawiedliwość rozpala, ziemski ogień jest tylko łagodnym tchnieniem.

Oprócz tego są tysiące rodzajów cierpień czyśćcowych w zależności od tego w czym dusza zgrzeszyła, na przykład: grzechy przeciwko miłości jak oszczerstwa, zniesławienia, potwarz, zawziętość, kłótnie z chciwości i zazdrości będą szczególnie surowo karane.

Według świadectwa wielu świętych i dusz czyśćcowych, czyściec podzielony jest na trzy strefy oczyszczenia.

Św. Franciszka Rzymska (zm. 1440) twierdzi, że najniższa strefa znajduje się blisko piekła i przystęp do niej mają demony. O tym opowiadają jeszcze św. Brygida i Katarzyna Emmerich. Jedna z dusz czyśćcowych nazywa tę strefę „wielki ogień czyśćcowy", ale i tam są jeszcze stopnie. Na najniższym i najboleśniejszym znajdują się grzesznicy, którzy popełnili niesamowite zbrodnie i w takim stanie zastała ich śmierć. Uratowani oni zostali od piekła jakby przez cud często przez modlitwy pobożnych rodziców lub innych osób. Dalej przychodzą te dusze, które były obojętne wobec Boga, nie wypełniały obowiązku spowiedzi i komunii Wielkanocnej. W godzinie śmierci się nawróciły ale nie zdążyły już przyjąć Komunii św. One cierpią niesłychane męki, zupełnie opuszczone, bez żadnej pomocy modlitewnej. Tam znajdują się także letnie dusze zakonne, które zaniedbywały swoje obowiązki i w stosunku do Jezusa byli obojętni, również kapłani, którzy powierzonych sobie dusz nie napełniali miłością do Boga, gdyż nie wykonywali swoich obowiązków z należytą czcią i szacunkiem należytym Majestatowi Bożemu.

W strefie środkowej lub w „małym ogniu czyśćcowym" znajdują się dusze, które zmarły w grzechach powszednich... albo takie, którym odpuszczone zostały grzechy ciężkie, ale za które nie złożyli dostatecznego zadośćuczynienia Bożej Sprawiedliwości. Do tego miejsca przejdą później dusze z strefy niższej.

Najlżejsza jest strefa najwyższa - „ogień czyśćcowy pragnienia". Do tego ognia trafiają prawie wszystkie dusze. Niewiele tylko dusz unika go, następuje to tylko wtedy, kiedy już za życia dusza tęskniła gorącym sercem za niebem i za Bogiem. A to zdarza się rzadko, o wiele rzadziej niż się na ogół myśli, dlatego, że wiele dusz, nawet pobożne boją się dobrego Boga i za wielkiej tęsknoty za niebem nie mają. Przez tę strefę przejść muszą także dusze z pozostałych stref. W miarę jak dusze się oczyszczają kary łagodnieją.

W miejsce poprzednich mąk, dusza odczuwa teraz męczeństwo tęsknoty za Bogiem.

Czas trwania mąk jest dla każdej duszy inny. Najdłużej i najbardziej cierpią ludzie twardego serca i ci, o których błogosławiony Henryk Suse (zm. 1365) mówi: są ludzie, którzy Boga tak rozgniewali, że cierpieć muszą w ogniu czyśćcowym aż do końca świata. Są to zuchwali grzesznicy, którzy nawrócenie swoje odsuwają aż na koniec życia, są to zuchwali grzesznicy, którzy przed śmiercią mieli tylko mały żal.

Niedługi czas oczyszczenia mają zwłaszcza ludzie, którzy umierają z poddaniem się woli Bożej. Ojciec Paweł Mohl widział kobietę, która znalazła śmierć w katastrofie kolejowej idącą bezpośrednio do nieba ponieważ w ostatniej chwili zawołała: Panie, niech stanie wola Twoja!

„Kto umiera w płomieniach gorącej miłości Boga lub w potokach głębokiego żalu nie potrzebuje się obawiać ognia czyśćcowego” - poucza św. Bonawentura.

Trzeba nadmienić, iż pojęcie czasu u dusz czyśćcowych jest całkiem inne niż nasze. Jedna z dusz czyśćcowych wspomniała: mówię ci to na sposób jaki liczy się na ziemi bo u nas jest inaczej… jestem tu 8 lat a zdaje mi się jakobym tu była już 10.000 lat…

Dusze czyśćcowe są w gorszej sytuacji niż żebracy, bo mogą tylko cierpliwie cierpieć w zupełnej zależności od Woli Bożej. Wyjątkowo tylko zezwala mi Bóg przypominać się żyjącym przez pukanie, kroki, westchnienia, skargi, różne odgłosy czy nawet ukazanie się.

Według świadectwa wielu świętych i dusz czyśćcowych najbardziej opuszczone i cierpiące są dusze, które nie należą do Kościoła Katolickiego dlatego, że całkowicie pozbawione są pomocy. Ich bliscy, którzy nie wierzą w czyściec, nie modlą się za nich ani za nich nie ofiarują żadnych dobrych uczynków, a poza tym ich miejsce oczyszczenia jest od innych odosobnione.

Biedne dusze wołają do nas z czyśćca jak Hiob (19, 21) - zlitujcie się nade mną wy, przyjaciele moi!

Jedna z nich, która od 15 lat cierpi w czyśćcu, a za życia uważana była za bardzo pobożną, szukając pomocy tak żaliła się Maryi Annie Lindmayr: tak szybko nie przychodzi się do nieba, to że ludzie uważają kogoś zaraz za świętego jest dla niego szczególną karą, ponieważ wtedy nie modlą się troskliwie za tę duszę. (wypowiedź 9.10.1966)

Pan Jezus za pośrednictwem św. Małgorzaty w swym Orędziu zachęca nas: „uczynisz bardzo dobrze, jeżeli modlić się będziesz za dusze w czyśćcu cierpiące, bo ich los jest godny litości.”

Innym razem Jezus przez Marię Lataste (zm. 1847), wielką pomocnicę dusz czyśćcowych napominał: módl się za nie, aby je uwolnić od mąk, aby przyspieszyć ich uwolnienie i wprowadzenie do wiecznego szczęścia. Módl się za nie, gdyż tym samym modlisz się za siebie... bo kiedy dusze wyzwolisz, wtedy masz w niebie wielu orędowników, którzy proszą za tobą przez co ty, jak długo jeszcze pozostajesz na ziemi staniesz się coraz świętsza, a po śmierci szybko uwolniona zostaniesz z czyśćca.

Jedna z dusz czyśćcowych wspomina: wielką pociechą dla nas jest nawet mała modlitwa, która orzeźwia nas jak spragnionego łyk wody.

Módlmy się za zmarłych.

do góry

Byłam w Czyśćcu

Święta siostra Faustyna Kowalska

(Dzienniczek nr 20)

Św. siostra Faustyna: „Zapytałam się Pana Jezusa za kogo jeszcze mam się modlić? Odpowiedział mi Jezus, że na przyszłą noc da mi poznać za kogo mam się modlić.

Ujrzałam Anioła Stróża, który mi kazał pójść za sobą. W jednej chwili znalazłem się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które je paliły mnie nie dotykały. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie jest ich największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednozgodnie, że największe dla nich cierpienie to tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazda Morza". Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi więzienia cierpiącego. Usłyszałam głos wewnętrzny, który powiedział: Miłosierdzie Moje nie chce tego ale Sprawiedliwość każe. Od tej chwili ściślej obcuję z duszami cierpiącymi.”

do góry

Głos z Czyśćca

Widzenie Sługi Bożej Wandy Walczewskiej

Dzień Zaduszny, 2 listopada 1877 r.

Dziś w nocy, gdy się przebudziłam usłyszałam głos płaczliwy: Zmiłujcie się nad nami przynajmniej wy, krewni i przyjaciele nasi, gdyż bardzo cierpimy w więzieniu czyśćcowym. Wy, żyjący nie macie pojęcia, jakie tu męki ponosimy. Cierpimy moralnie, bo się rwiemy do oglądania Pana Boga, a osiągnąć tego nie możemy, bo najmniejsza plamka grzechowa, pokutnie niezmazana, przeszkadza nam do wyjścia stąd. Cierpimy i fizycznie, bo te same prawie męki ponosimy, co potępieni w piekle z tą tylko różnicą, że my cierpimy do czasu, a tamci na wieki. My sami nic dla siebie zrobić nie możemy, ale wy możecie dużo. Ofiarujcie za nas słuchanie Mszy Świętej, różne modlitwy odpustowe ofiarujcie, dajcie jałmużnę. A najskuteczniejszą pomoc nam dacie, gdy się postaracie o odprawienie Mszy Świętej za nas. Krew Pana Jezusa we Mszy Świętej przez kapłana ofiarowana, zgasi płomienie czyśćcowe.

O jakże szczęśliwi, którzy za żywota pamiętają, aby się tu nie dostali. Zachowują przykazania Boskie i kościelne, unikają grzechów, spełniają dobre uczynki, odbywają częstą spowiedź, słuchają Mszy Świętej i nauk w kościele, dają jałmużny na kościoły i ubogich, nikogo nie krzywdzą. (...)

Biada tym, co zapominają o przestrodze Pisma św., że cudzołożnicy, przeklętnicy, pijacy i złodzieje Królestwa Bożego oglądać nie będą. Jak liście z drzewa w jesieni, tak dusze tych grzeszników lecą do piekła. A jeżeli przez szczerą spowiedź i pokutę piekła uniknęli, to tu do czyśćca na długie i straszne męki są skazani, bo nic nieczystego nie wejdzie do Królestwa Niebieskiego. Teraz to poznajemy, ale już za późno. Powiedz to żyjącym na ziemi.

Skoro się rozwidniło, poszłam do kościoła, gdzie już śpiewali wigilie za zmarłych. Po wigiliach otrzymałam Komunię Świętą, którą ofiarowałam za dusze swoich rodziców i krewnych i usłyszałam głos wewnętrzny: Wielu z nich jest w Niebie, o tych wiesz. Inni jeszcze czekają na modlitwę o pomoc dla nich.

Podczas Sumy w czasie Ofiarowania pokazał się Pan Jezus z Krzyżem drewnianym, na którym był ukrzyżowany, z Ranami otwartymi i rozkrwawionym Boku, Rękach i Nogach. Obok klęczeli Aniołowie z różnymi narzędziami, użytymi podczas Męki Pana Jezusa i usłyszałam głos: Za tę cenę wydobyłem was z niewoli szatana, tę cenę ofiarujcie dziś za więźniów czyśćcowych!

Po Podniesieniu, gdy kapłan modlił się w cichości za zmarłych, obok Pana Jezusa zjawiła się Najświętsza Maryja Panna w ciemnej sukni i w ciemnej zasłonie na głowie, trzymając w ręku Serce mieczem przebite i mówiła: Do ceny ofiarowanej przez Mojego Syna na wykup dusz z czyśćca, dodaję Serce Moje, które współcierpiało wszystkie męki.

I widziała, gdy kapłan śpiewał Requiem aeternam, jak jeden Anioł z ampułki złotej spuszczał krople Łez Matki Boskiej do czyśćca, a drugi spuszczał krople Krwi Pana Jezusa. Ogień gasł, a dusze w dużej liczbie, bieluśkie, wychodziły, składały hołd Panu Jezusowi i Matce Boskiej i unosiły się do Nieba.

Po odśpiewaniu przy katafalku modlitw, widzenie zniknęło.

ks. A. Majewski: "Sługa Boża Wanda Malczewska – Wizje - Przepowiednie - Upomnienia - dotyczące Kościoła i Polski".

do góry

Dusze w czyśćcu pokutujące

Z publikcji „Świadcznie” prof. Janiny Thomasówny o śp. Siostrze Medardzie Zofia Wyskiel (+ 1973)

30. Dusze w czyśćcu pokutujące. Widziała dusze w czyśćcu pokutujące – jak jej to było uzmysłowione – najpierw w łachmanach i brzydkie, które przez stopniowe oczyszczanie czyśćcowe stawały się coraz piękniejsze i cierpiały coraz mniej. W końcu nie cierpiały już, lecz nie były jeszcze w pełnej szczęśliwości, aż nastąpiło wejście do nieba, które jest uroczystą wielką chwilą nie tylko dla tej duszy, ale dla wszystkich świętych dusz w niebie. Każda dusza czuje się tam szczęśliwa i każda znajduje spełnienie swoich pragnień.

O czyśćcu mówiła, że trwać może dla niektórych dusz zaledwie kilka minut, a dla innych może trwać nawet do końca świata. Stopień w czyśćcu jest też różny. Mogą być cierpienia w takim nasileniu, że niekiedy dusza nawet nie wie, czy znajduje się w czyśćcu czy w piekle.

Dusza w chwili spotkania z Bogiem zaraz po śmierci doznaje takiego olśnienia, że w jednej chwili poznaje stan swojej duszy i rozumie ile zawiniła wobec Boga. Dusza wtedy jakby sama cofa się i pragnie być oczyszczona, aby mogła stać się godna stanąć w obecności Boga. Zatem dusze czyśćcowe chętnie poddają się cierpieniom oczyszczającym. A cierpienia czyśćcowe są bardzo srogie i dotkliwe, głównie jako tęsknota za Bogiem.

do góry

Jak pomóc duszom czyśćcowym?

23 października 1994. Homilia wygłoszona w kościele MB Fatimskiej w Lublinie przez ks. Wiesława Podlodowskiego.

Zbliża się listopad. Coraz częściej myślimy o tym niezwykłym miejscu dla nas wszystkich - o cmentarzu. Na tej cmentarnej ziemi, tak bardzo skropionej naszymi łzami zakończyli swoją ziemską pielgrzymkę ci, którzy jeszcze nie tak dawno byli między nami. Otuleni przez matkę ziemię i okryci naszą pamięcią pozostaną tam, aż do Sądu Ostatecznego.

Cmentarz - miejsce niezwykłe, bo ono do nas mówi inaczej, niż rozkrzyczany, zwariowany świat. Tam groby do nas przemawiają. Zmarli zdają się z nich wołać - pamiętaj o mnie! I my to wołanie słyszymy. Przypatrzmy się tym marmurowym grobom. Jakże one są solidnie zrobione. I jakie kosztowne. Ale przecież nie można żałować pieniędzy dla kogoś, kogo kochaliśmy. Więc stawiamy piękne i kosztowne pomniki, by przez setki lat pamiętano, że tu leży ten, który ciągle do mojej podświadomości woła, tak jak ów ślepiec z dzisiejszej Ewangelii - ulituj się nade mną.

Tak, to jest wszystko piękne, tylko że zmarłym nie oto chodzi. Potrzebują zupełnie czegoś innego. Muszę jednak jeszcze wcześniej zaznaczyć, że mówię tylko o tych ludziach, którzy umarli w łasce uświęcającej, tzn. w chwili śmierci nie mieli żadnego ciężkiego grzechu, ale za życia nie naprawili swoich grzechów. Dlatego swoje grzechy muszą naprawiać w czyśćcu. Dusze czyśćcowe są w gorszej sytuacji niż żebracy, bo mogą tylko cierpliwie cierpieć w zupełnej zależności od Woli Bożej i od nas żyjących, którzy możemy im pomóc. Dlatego czasami Bóg zezwala duszom czyśćcowym przypomnieć się nam żyjącym: we śnie, przez pukanie, kroki, westchnienie, skargi, różne odgłosy, czy nawet ukazywanie się.

Myślę, że bardzo wielu z was takich zdarzeń doświadczyło, bo wy się modlicie i dlatego dusze czyśćcowe wam dają znaki ponieważ od was mogą otrzymać pomoc. Na pewno tego nie doświadczają zatwardziali grzesznicy.

Co to oznacza?

Zmarły bezwzględnie potrzebuje naszej pomocy, ale dobrej właściwej pomocy, przydatnej zmarłym, a nie żyjącym. Nam wydaje się, że ten drugi świat jest tak odległy, a to tak wcale nie jest. Pomagający duszom czyśćcowym mówią, że dusze czyśćcowe wiedzą o nas i o tym co się dzieje, więcej niż myślimy. Wiedzą np. kto bierze udział w ich pogrzebie i czy tylko idzie, aby inni go widzieli. Wiedzą, kto wysłuchał za nich Mszy św., bo dla umarłych pobożne wysłuchanie Mszy św. ma większe znaczenie, aniżeli towarzyszenie zwłokom na cmentarz. Wiedzą również dusze czyśćcowe, co się o nich mówi i co się dla nich robi. Są bliżej nas niż myślimy: są całkiem blisko nas. I tak bardzo oczekują naszej pomocy.

Cierpienia w czyścu są różne, w zależności od winy. Każda dusza jest tak karana jak grzeszyła. Najboleśniejszym jednak cierpieniem ze wszystkich jest tęsknota za Bogiem. W wieczności bardzo karane są grzechy przeciwko miłości, oszczerstwo, zniesławianie, brak pojednania się, kłótnie z powodu chciwości i zazdrości.

Maria Simma, która z Woli Bożej całe swoje życie poświęciła na ratowanie dusz czyśćcowych opowiada o jednym ze swoich wydarzeń: "Pewien mężczyzna napisał do mnie, że umarła mu żona przed rokiem i od tego czasu straszy w jego pokoju, czy nie pojechałabym tam i na miejscu sprawdziła, co to jest. Zgodziłam się. Spałam w tym pokoju. Około godziny 23.30 zaczął się hałas, natychmiast zapytałam: "Czego chcesz, co mogę dla ciebie zrobić?" Nie widziałam nikogo, ani nie otrzymałam odpowiedzi. Po krótkim czasie usłyszałam okropny zgiełk, do pokoju weszło wielkie zwierze, co dotychczas nie zdarzyło się nigdy. Był to hipopotam. Pokropiłam go wodą święconą i pytam: "Jak mogę ci pomóc?" - znowu żadnej odpowiedzi; zrobiło mi się nieswojo. Do pokoju wszedł zły duch w postaci grozę budzącego węża, który zaczął otaczać zwierzę, aby je dusić. Nagle wszystko znikło i przyszła potem dusza czyśćcowa w ludzkiej postaci i pocieszyła mnie mówiąc, że kobieta o którą chciałam się dowiedzieć nie jest potępiona, tylko ma najcięższy czyściec jaki jest. Przez długie lata żyła ona pokłócona z inną kobietą i była winna, że do tego doszło. Jej przeciwniczka chciała często pogodzić się, ale ona stale odrzucała propozycję zgody. Stało się to wtedy kiedy umarła." Oto jak srogo Pan Bóg karze nieprzyjaźń, bo ona jest zaprzeczeniem miłości. Zdarza się nieraz w życiu, że dochodzi do kłótni, ale starajmy się wtedy jak najprędzej załatwić to i przebaczyć. Nie oczerniajmy nikogo, ani nie zniesławiajmy.

Czas trwania mąk czyśćcowych jest dla każdej duszy inny. Najdłużej i najbardziej cierpią ludzie twardego serca. Są to zuchwali grzesznicy, którzy nawrócenie swoje odsuwają aż na koniec życia. "Będę stary, to będę pod piecem klepał pacieże, a dzisiaj daj mi spokój". Jakże często słyszymy takie lub podobne słowa "mądrych" tego świata. Tacy, jak twierdzi Henryk Suse (zm. 1365) muszą cierpieć w ogniu czyśćcowym aż do końca świata. A pojęcie czasu u dusz czyśćcowych jest całkiem inne niż nasze. Według Anny Maryi Lindmayr, jedna godzina czyśćca wydaje się im jak 20 lat w wielkim cierpieniu na ziemi.

Bardzo cierpią letni katolicy, którzy swoją wiarę traktowali bardzo pobieżnie. Klara Moes (zm. 1895) powiedziała, że letni chrześcijanie, którzy opuszczali niedzielne Msze św. często muszą przez wiele lat po śmierci pokutować w mękach czyśćcowych przed drzwiami kościoła, niektórzy nawet dłużej niż 100 lat.

Wiemy, że ci nasi bliscy, którzy spoczywają na naszych cmentarzach w życiu ziemskim nie byli bez winy. Dlatego winniśmy koniecznie im pomóc, bo przecież ich ciągle kochamy. Nam kiedyś też będzie potrzebna pomoc żyjących, a możemy otrzymać ją tylko wtedy, jeżeli sami będziemy pomagać.

Jak można duszom czyśćcowym pomagać?

Oto pomoc: Msza św. (Msze św. gregoriańskie), Różaniec, jałmużna, cierpienia zastępcze, cnoty i dobre uczynki, odpusty, Droga Krzyżowa, palenie poświęconych świec i zniczy, kropienie wodą święconą.

Czy jednak nasze modlitwy i ofiary, nasze pokuty i cierpienia, nasze dobre uczynki mają tak wielką moc u Boga? Nie, na pewno nie same z siebie ani przez nas lecz przez Pana Jezusa, naszego Boskiego Zbawiciela mają tę orędowniczą siłę zadośćuczynienia. Tajemnica ta polega na tym, że nasze uczynki są zarazem także uczynkami Jezusa, ponieważ On w nas żyje i w nas kocha, modli się, ofiaruje i cierpi w nas to dobro, które czynimy. Im bardziej Go kochamy tym bardziej w nas działa, tym nasze uczynki są wartościowsze i doskonalsze i o tyle pomoc nasza jest skuteczniejsza.

W takim zrozumieniu wszystko to przedłożyć możemy Bogu, Jemu zaofiarować i prosić, aby przyjął to jako pokutę i zadośćuczynienie zastępcze za biedne dusze czyśćcowe. Z tego wszystkiego jasno wynika, że największą pomocą jakiej udzielić możemy, jest ofiarowanie cierpień Jezusa i Jego śmierci na Krzyżu i dlatego też wzniosła skuteczność ofiary Mszy św.

Żyjcie wszyscy uczciwie, bo kto za życia miał twarde serce dla drugich, otrzyma po śmierci mało pomocy. Ciężko muszą pokutować ci, którzy zniesławiali innych. Dlatego żyjmy uczciwie i solidnie wypełniajmy nasze obowiązki wobec zmarłych. Oni tam na drugim świecie pomóc sobie nie mogą, ale dla nas, jako dowód wdzięczności za naszą modlitwę, mogą wybłagać u Boga co tylko chcemy, o ile jest to dobre.

do góry

Piekło - miejsce wiecznego potępienia

Spis treści:

1. Matka Boża pokazuje piekło.

2. Dziś byłam w przepaściach piekła.

3. Wizja piekła św. Teresy.

4. Istnienie piekła.

Matka Boża pokazuje piekło

13 lipca 1917 r., Cova da Iria (Portugalia) - trzecie objawienie Matki Bożej, która przypomina ludzkości o istnieniu piekła. Relacja Łucji dos Santos, wizjonerki, o tym wydrzeniu:

(…) Matka Boża: Ofiarujcie się za grzeszników i mówcie często zwłaszcza, gdy będziecie ponosić ofiary: O Jezu, czynię to z miłości dla Ciebie, za nawrócenie grzeszników i za zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.

Przy tych ostatnich słowach rozłożyła znowu ręce jak w dwóch poprzednich miesiącach.

Promień światła zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia, a w tym ogniu zanurzeni byli diabli i dusze w ludzkich postaciach podobne do przeźroczystych, rozżarzonych węgli, które pływały w tym ogniu. Postacie te były wyrzucane z wielką siłą wysoko wewnątrz płomieni i spadały ze wszystkich stron jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch, bez ciężaru i równowagi wśród przeraźliwych krzyków, wycia i bólu rozpaczy wywołujących dreszcz zgrozy (na ten widok musiałam krzyczeć «aj», bo ludzie to podobno słyszeli). Diabli odróżniali się od ludzi swą okropną i wstrętną postacią, podobną do wzbudzających strach nieznanych jakichś zwierząt, jednocześnie przezroczystych jak rozżarzone węgle. Przerażeni, podnieśliśmy oczy do Naszej Pani szukając u Niej pomocy, a Ona pełna dobroci i smutku rzekła do nas:

Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Żeby je ratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli się zrobi to, co wam powiem, wielu przed piekłem zostanie uratowanych i nastanie pokój na świecie. Wojna zbliża się ku końcowi. Ale jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to w czasie pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga wojna, gorsza. Kiedy pewnej nocy ujrzycie nieznane światło, wiedzcie, że jest to wielki znak od Boga, że zbliża się kara na świat za liczne jego zbrodnie, będzie wojna, głód, prześladowanie Kościoła i Ojca Świętego.

Aby temu zapobiec, przybędę, aby prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła, dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć. Różne narody zginą. Na koniec jednak moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci i przez pewien czas zapanuje pokój na świecie. W Portugalii będzie zawsze zachowany dogmat wiary.

Wizja piekła była tak przerażająca, że Łucja później powiedziała, iż chyba poumieraliby wszyscy ze strachu, gdyby nie to, że Najświętsza Panna stała tuż obok nich, a poza tym już wcześniej zapewniła ich, że pójdą do nieba.

Hiacynta przez wszystkie dni, które pozostały jej jeszcze na tym świecie, była nawiedzana przez tą przerażającą wizję piekła. Nigdy nie mogła się uwolnić od myśli o niej. Bez przerwy pytała Łucję, czy pamięta te straszne rzeczy, które widziały - wszystkich tych ludzi krzyczących w przerażeniu i płonących w ogniu jak patyki, którzy nigdy, ale to nigdy nie zaznają żadnej ulgi w swej wiecznej udręce. Chwilami to małe dziecko nie mogło wręcz znieść myśli o tym. „Łucjo - zapytała pewnego dnia - dlaczego Matka Boska nie pokazuje piekła wszystkim? Wtedy już nikt nie popełniłby grzechu śmiertelnego.”

do góry

Dziś byłam w przepaściach piekła

Święta siostra Faustyna Kowalska

(Dzienniczek II, 741)

Św. siostra Faustyna: "Dziś byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez Anioła. Jest to miejsce wielkiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasznie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam:

1. Pierwszą męką, która stanowi piekło jest utrata Boga.

2. Drugą - ustawiczny wyrzut sumienia.

3. Trzecią - nigdy się już ten los nie zmieni.

4. Czwartą - jest ogień, który będzie przenikał duszę, ale nie zniszczy jej, jest to straszna męka, jest to ogień czysto duchowy, zapalony gniewem Bożym.

5. Piątą męką jest ustawiczna ciemność, straszny zapach duszący, a chociaż jest ciemność, widzą się wzajemnie szatani i potępione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje.

6. Szóstą - jest ustawiczne towarzystwo szatana.

7. Siódmą - jest straszna rozpacz, nienawiść Boga, złorzeczenie, przekleństwa, bluźnierstwa.

Są to męki, które wszyscy potępieni cierpią razem, ale to nie jest koniec mąk.

Są męki dla dusz poszczególne, które są męki zmysłów, która dusza czym grzeszyła, tym jest dręczona w straszny i nie do opisania sposób. Są straszne lochy, otchłanie kaźni, gdzie jedna męka odróżnia się od drugiej; umarłabym na widok tych strasznych mąk gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech grzesznik wie jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność całą. Piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie jak tam jest.

Ja, Siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła po to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. O tym teraz mówić nie mogę, mam rozkaz od Boga, abym to zostawiła na piśmie. Szatani mieli do mnie wielką nienawiść, ale z rozkazu Bożego musieli mi być posłuszni. To com napisała, jest słabym cieniem rzeczy, które widziałam. Jedno zauważyłam, że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło. Kiedy przyszłam do siebie nie mogłam ochłonąć z przerażenia, jak strasznie tam cierpią dusze, toteż jeszcze się goręcej modlę o nawrócenie grzeszników, ustawicznie wzywam miłosierdzia Bożego dla nich. O mój Jezu, wolę do końca świata konać w największych katuszach, aniżeli bym miała cię obrazić najmniejszym grzechem."

do góry

Wizja piekła św. Teresy

Święta Teresa otrzymała wizję piekła i pamięć o tym dodawała jej sił, by znosić najcięższe próby. Oto, co pisze w 32 rozdziale swej autobiografii: "Gdy pewnego dnia pogrążona byłam w modlitwie, w pewnym momencie poczułam się przeniesiona z ciałem i duszą do piekła. Pojęłam, że Bóg zechciał pokazać mi miejsce przygotowane dla mnie, gdybym nie zmieniła swego życia.

Żadne słowa nie wyrażą tego cierpienia – jest to ponad wszelką możliwością. Duszę trawił pożerający ogień, podczas gdy ciało rozrywały straszliwe bóle. W swym życiu wiele wycierpiałam, ale było to nic, w porównaniu z tym cierpieniem. A to, co wypełniało go do reszty, to świadomość, że cierpienie to nigdy się nie skończy i nie osłabnie. Męki ciała, jakkolwiek okrutne, nie równały się jednak cierpieniom duszy. Gdy czułam że płonę i rozrywana jestem na tysiące kawałków, cierpiałam wszelkie agonie śmierci i horror rozpaczy. W tym straszliwym miejscu nie było nawet odrobiny nadziei, czy pocieszenia. Wszędzie panował duszący swąd i straszna ciemność. A jednak – o dziwo! choć nie ma światła, wszystko co najstraszniejsze jest dostrzegalne. Tak więc to, co czytałam i słyszałam na temat piekła, było niczym wobec rzeczywistości piekła. To tak, jakby martwy portret porównywać z żyjącą osobą. Ach! najgorętsze ognie na tej ziemi są takie małe. To jakby namalowany ogień, w porównaniu z tym, który trawi potępionych w piekle.

Dziesięć lat minęło od tej wizji, a ciągle mrozi mi ona krew w żyłach. Gdy doświadczam ciężkich prób i cierpień, to pamięć o tym dodaje mi sił, by wszystko znieść".

do góry

Istnienie piekła

Istnienie piekła zgodne jest z niezmiennym poczuciem sprawiedliwości, wyrytym głęboko w sercu człowieka. Prawda ta, choć straszliwa, wyjawiona została ludzkości już od zarania dziejów znajdując swój wyraz w każdej kulturze. Istnienie piekła nie było nigdy zaprzeczone przez heretyków, żydów, czy mahometan. Nawet ludy pogańskie zachowały wiarę w karę wieczną, choć ich błędne mniemania mogły zamazać jej prawdziwy obraz.

Dopiero współczesny ateizm w swym szczytowym szaleństwie przewyższył wszelką bezbożność przeszłości, zaprzeczając istnieniu piekła. To w naszych czasach pojawili się ludzie odnoszący się do kary wiecznej ze śmiechem lub pogardą. Sprawa wiecznego losu człowieka nie jest czymś śmiesznym; tam gdzie w grę wchodzi wieczna kara ognia piekielnego, tam nie ma miejsca na śmiech.

Gdy spojrzymy z bliska na tych, którzy śmieją się i drwią z prawdy o piekle, zauważymy że najczęściej nie mają oni wielkiego pojęcia o nauce wiary, a co ważniejsze, mają powody aby za wszelką cenę przekonywać siebie, że kara wieczna nie istnieje. To właśnie ci ludzie głęboko w duszy czują, że jeśli piekło istnieje, to najprawdopodobniej oni tam trafią. I dlatego tak zawzięcie walczą z wiarą. Zaś człowiek przyznający się do wiary, a jednocześnie przeczący istnieniu piekła, oszukuje samego siebie i czyni sobie i słuchającym go ogromną krzywdę.

Brak w świadomości człowieka istnienia kary wiecznej za jego złe postępowanie, jest początkiem wręcz nieobliczalnych złych następstw w życiu osobistym i społecznym. Usunięcie piekła rozbija automatycznie cały moralny sens życia! Niestety, człowiek współczesny stara się niejako zniszczyć tę świadomość i wiarę w karę za grzechy. Jest to straszne kalectwo naszych czasów – zagubienie świadomości grzechu śmiertelnego u tak wielu chrześcijan. Wielu jakby nie chciało zdać sobie sprawy z tego, że śmierć w stanie nieodżałowanego grzechu ciężkiego oznacza śmierć na wieki! To właśnie grzech śmiertelny wtrąca duszę do piekła, jeśli grzesznik umrze bez żalu i bez łaski uświęcającej. Grzech śmiertelny jest bowiem bardzo ciężkim przewinieniem przeciwko Bogu, niszczącym łaskę uświęcającą. Śmierć w takim stanie, bez pojednania z Bogiem, oznacza zatracenie duszy na wieki.

Na próżno zda się naiwne zaprzeczanie istnienia piekła, "wybielanie" grozy tego strasznego miejsca, pomniejszanie wagi grzechów śmiertelnych, czy sprytne odkładanie pokuty na moment przed śmiercią. Na nic też zda się oskarżanie i krytykowanie Kościoła za głoszenie prawdy o piekle. To, że niektórzy nie wierzą w piekło, wcale nie oznacza, że ono nie istnieje. Nasze czasy znają niestety wiele przykładów tego typu zgubnego myślenia i oszukiwania samego siebie. Iluż to ludzi na Zachodzie do niedawna uparcie powtarzało, że nie wierzą w żadne prześladowania niewinnych ludzi czy Kościoła w krajach komunistycznych. To, że oni w to nie wierzyli, wcale nie oznaczało, że prześladowań nie było.

Obserwując otaczający nas świat, musimy niestety zauważyć jak wielkie i przenikliwe jest zło, obrażające Boga i prowadzące wielu ku niebezpieczeństwu zatracenia duszy. Jakże jawnie popełniane są dziś grzechy, o których ostrzegał św. Paweł, że prowadzą do pewnej zguby: „Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9-10). Śmierć w takim stanie, bez powrotu do Boga aktem skruchy i pokuty, potępia duszę na wieki. Nawet jeden grzech śmiertelny (nie zmyty skruchą i łaską sakramentalną), dokonuje całkowitego spustoszenia, odłączając duszę od Boga. „Choćby ktoś przestrzegał całego Prawa, a przestąpiłby jedno tylko przykazanie, ponosi winę za wszystkie” (Jk 2, 10).

do góry

Spis treści:

1. Największa pomoc dla zmarłych.

2. Maria Simma o kontaktach z duszami czyśćcowymi.

3. Kary czyśćcowe dla dziecibójców i rozwodników.

4. Cierpienie wynagradzające.

5. Wizja piekła.

6. Tajemnice czasów ostatecznych.

7. Piekło. O. FX Schouppe.

8. Siostra Medarda Zofia Wyskiel.

9. Szatan w szpitalu.

10. Od złudzenia do prawdy.

1. Największa pomoc dla zmarłych

Z książki ks. Ludwika Chiavarino "Największy skarb, czyli codzienna Msza Święta". Niniejsze wydanie oparto na edycji Towarzystwa Św. Pawła w Częstochowie z 1937 roku.

Msza św. jest największą pomocą, jaką możemy dać duszom czyśćcowym.

Wiecie wszyscy, jak straszne są cierpienia w czyśćcu. Św. Hieronim mówi, że ogień, którym są ogarnięte dusze w czyśćcu niczym się nie różni od ognia piekielnego, a będąc narzędziem sprawiedliwości Boskiej, przynosi duszom cierpienia niewypowiedziane, przewyższające wszelkie męki, które na świecie możemy wycierpieć i wyobrazić sobie. Lecz również ten święty zapewnia nas, że gdy odprawia się Msza św. za duszę w czyśćcu siła ognia niejako jest zawieszona i przez cały czas ofiary Mszy Św. ona nie cierpi. Owszem, zapewnia, że każda Msza św. uwalnia wiele dusz z czyśćca i wprowadza je do Nieba.

Rzeczywiście św. Bernard, gdy razu jednego odprawiał Mszę Św. w kościółku w Trę Fontane, w okolicach Bazyliki św. Pawła w Rzymie, ujrzał nagle drabinę, która od ziemi sięgała do Nieba, a po drabinie aniołów, wchodzących i schodzących, którzy z czyśćca wyprowadzali dusze i wiedli je do Nieba.

Biada temu, który nie daje na Msze św. obowiązkowe za swoich zmarłych.

O ile Bóg wynagradza tych, co słuchają i dają na Mszę Świętą za swoich zmarłych, o tyle karze te osoby, które zaniedbują tego świętego obowiązku.

Jeśli kto - mówi św. Leonard - należy do tych skąpców, co nie tylko mają tak mało miłości, iż nie słuchają nigdy Mszy Św. za dusze zmarłych, ale nad to depcze wszelkie prawa sprawiedliwości, nie dopełniając świętego obowiązku zadośćuczynienia tym Mszom Świętym, które są zastrzeżone testamentem - och! To powiem tym ludziom: Idźcie, jesteście gorsi od szatana, bo szatani męczą dusze potępione, a wy męczycie dusze wybrane. Jesteście gorsi od barbarzyńców, bo barbarzyńcy pastwią się nad nieprzyjaciółmi, a wy jesteście okrutni dla ojca, dla matki waszej, dla przyjaciół Bożych. Dla was nie ma spowiedzi, która byłaby ważną, nie ma rozgrzeszenia, jeśli nie będziecie pokutować za tak wielki grzech i zadość nie uczynicie dokładnie wszystkim obowiązkom, które macie względem umarłych.

Nie wymawiajmy się: „Nie mam pieniędzy, nie mogę”. Na układy, na handel, na zabawy, na zbytki, a nawet na życie grzeszne są pieniądze i można je znaleźć, lecz, aby zadość uczynić długom zaciągniętym względem biednych zmarłych, to grosza nie ma. Pamiętajcie dobrze, że jeśli tu na ziemi nikt rachunków waszych nie przegląda, to ostateczny ich wynik złożycie przed Bogiem. Zjadacie zapisy zmarłych, zapisy na Mszę Św., ale wiedzcie, że tym okrucieństwem i niesprawiedliwością w stosunku do dusz czyśćcowych ściągacie na siebie gniew Boży, pomnażacie nieszczęścia, bo, jak mówi Pismo św., nieszczęście na zdrowiu, na majątku, na sławie, zniszczenie wszelkiego rodzaju na tym świecie. "Drażnili go swymi postępkami i spadła na nich plaga" (Ps 105, 29). A potem? Potem po życiu nieszczęśliwym dostanie się w ręce Boga samego, przez którego będziecie sądzeni bez miłosierdzia za wasze okrutne niesprawiedliwości, zwłaszcza, w stosunku do zmarłych: "Będzie to bowiem sąd nieubłagany dla tego, który nie czyni miłosierdzia: miłosierdzie odnosi triumf nad sądem" (Jk 2, 13).

Tu nie podaję wam przykładów szczególnych ruin majątkowych, nieszczęść wielkich, jakie spadły na domy i rodziny, które nie wypełniły obowiązków swoich w stosunku do dusz zmarłych. Obejdźcie wszystkie miasta i kraje, przypatrzcie się, ile rodzin rozproszonych, ile domów zniszczonych, ile fortun wielkich upadłych, sklepów zamkniętych, robót zawieszonych; jakaż tego przyczyna?

Gdyby się chciało dojść do dna rzeczy, znalazłaby się przyczyna w okrucieństwie w stosunku do dusz zmarłych, w zaniedbaniu legatów (zapisów majątkowych) pobożnych, ale to są kary doczesne, inne, znacznie cięższe, są zachowane na życie przyszłe i nie raz Bóg pozwala, że tą samą monetą tym, co tak zawinili, odpłacają się spadkobiercy.

W kronikach franciszkańskich czytamy, że jeden brat ukazał się po śmierci swemu towarzyszowi i objawił mu wielkie cierpienia, jakie ponosił w czyśćcu za to, że za życia zaniedbywał swoich zmarłych, zapewniając, iż dobre uczynki, Msze Św. za niego odprawione, żadnej ulgi mu nie przynoszą, bo za karę, za to niedbalstwo, Bóg pozwala, że są pomocą nie jemu, lecz innym duszom. To mówiąc, znikł.

Och! Pozwólcie, bym raz jeszcze was błagał, abyście od tej chwili z wielkim staraniem wspomagali dusze czyśćcowe, przez to również zamazywali długi wasze, zaciągnięte w stosunku do Sprawiedliwości Boskiej. Główny ku temu środek, to Msza św. i Komunia Św., lecz przede wszystkim bądźcie skwapliwi zadość uczynić legatom (zapisom majątkowym), zostawionym za dusze w czyśćcu, choćby wam przyszło ponieść ofiarę. (…)

do góry

2. Maria Simma o kontaktach z duszami czyśćcowymi

5 lutego 1915 r. w małym austriackim miasteczku Sonntag w górach Vorarlberg, w katolickiej rodzinie, urodziła się Maria Simma. Od małego dziecka odznaczała się głęboką religijnością. Po ukończeniu szkoły ludowej pracowała przez wiele lat jako służąca. Trzykrotnie podejmowała próby wstąpienia do klasztoru, jednak za każdym razem, odmawiano jej przyjęcia, ze względu na słabe zdrowie. Od śmierci ojca w 1947 r. mieszkała sama w rodzinnym domu. Jedynym źródłem jej utrzymania było małe ogrodnictwo, prace chałupnicze i sprzątanie kościoła. Złożyła Matce Bożej ślub czystości według zaleceń św. Grignon de Montfort oraz ofiarowała całe swoje życie, aby nieść pomoc duszom w czyśćcu cierpiącym, przez modlitwę, cierpienie i apostołowanie. Według opinii proboszcza odznaczała się wybitnym uzdolnieniem w przygotowywaniu dzieci do pierwszej Komunii św. i nauczaniu religii.

Gdy miała 25 lat otrzymała od Pana Boga specjalny charyzmat spotkań z duszami czyśćcowymi.

Pierwsze spotkanie z duszą czyśćcową miało miejsce w 1940 r. Około czwartej nad ranem w sypialni przebudziły ją kroki kogoś obcego. Na pytanie jak tu wszedł i czego szuka, nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Maria wstała więc z łóżka i próbowała go złapać, ale chwyciła tylko powietrze. Była bardzo zdziwiona, ponieważ widziała postać, ale nie mogła jej dotknąć. Spróbowała jeszcze raz, lecz bezskutecznie. Rano opowiedziała wszystko swojemu spowiednikowi, który jej poradził, żeby w takich sytuacjach zawsze stawiała pytanie, po co przychodzi i czego sobie życzy. Następnej nocy przyszedł ten sam zmarły. Zapytany przez Marię odpowiedział, że bardzo prosi, aby odprawiono za niego trzy Msze św. Od tego czasu dusze czyśćcowe zaczęły regularnie ją odwiedzać prosząc szczególnie o Msze św., a także modlitwę różańcową, drogę krzyżową.

Każdej nocy. Do 1953 r. odwiedzały ją tylko 2 lub 3 dusze w ciągu roku i to najczęściej w listopadzie. Od 1954 r. te wizyty odbywały się już każdej nocy. Co noc przychodziła jedna dusza, ale zawsze inna. W tym wyjątkowym posłannictwie jaki Maria Simma otrzymała od Chrystusa, wspierał ją ksiądz proboszcz i miejscowy biskup ordynariusz.

Cierpienia zastępcze. Od 2 listopada 1953 r. Maria Simma zaczyna pomagać duszom czyśćcowym nie tylko przez modlitwę, ale również przez cierpienia ofiarowane w ich intencji. Cierpienia te odpowiadały grzechom, za które dusze czyśćcowe miały odpokutować. Cierpienia zastępcze, które doświadczała Maria nasilały się szczególnie w listopadzie, gdyż wtedy odwiedzało ją najwięcej dusz. Warto wspomnieć o przypadku księdza, który zmarł w Kolonii w 555 r. i zgłosił się do Marii z prośbą, aby dobrowolnie przyjęła cierpienie zastępcze za jego ciężkie przewinienia, bo inaczej będzie musiał cierpieć aż do dnia Sądu Ostatecznego. Simma zgodziła się i wtedy zaczął się dla niej tydzień naznaczony szczególnie wielkim cierpieniem. Ksiądz ten musiał pokutować za niegodne sprawowanie Mszy św., odstąpienie od wiary i zabójstwo towarzyszek św. Urszuli. Co ciekawe, przypadek tego księdza jest odnotowany w kronikach historycznych z tamtego okresu.

Największe cierpienie. Maria mówiła, że czyściec jest zarówno miejscem jak i stanem, w jakim znajdują się dusze, które muszą odpokutować za popełnione grzechy, aby oczyszczać się i dojrzewać do miłości w niebie. Największym ich cierpieniem jest oczekiwanie na zjednoczenie się z Bogiem.

Trzy poziomy czyśćca. Maria stwierdziła, że są trzy najważniejsze poziomy czyśćca, które tak bardzo różnią się między sobą, jak nasze choroby w czasie ziemskiego życia. Od zwykłego przeziębienia do ogarniających całe ciało wielkich cierpień. Dusze przebywające w najniższych poziomach czyśćca bardzo cierpią z powodu popełnionych grzechów i są nieustannie atakowane przez szatana, co dodatkowo zadaje im ogromny ból.

Pomiędzy tymi trzema najważniejszymi poziomami w czyśćcu, każda dusza ma swój własny poziom, i przechodzi niepowtarzalny, indywidualny proces oczyszczania i dojrzewania do miłości.

Pragnienie oczyszczenia. Maria dowiedziała się, od odwiedzających ją dusz czyśćcowych, że chociaż ich ból oczyszczenia jest przerażający, to jednak pewność pójścia do nieba przewyższa ogrom ich cierpienia. Cierpienie dusz czyśćcowych jest więc przemieszane z radością pewności zbawienia, dlatego żadna dusza czyśćcowa nie chce już wrócić do życia ziemskiego. Maria podkreślała, że Pan Bóg nie skazuje dusz na pobyt w czyśćcu. Kiedy w chwili śmierci człowiek zobaczy całą prawdę o sobie, wtedy spontanicznie rodzi się w nim pragnienie konieczności oczyszczenia i odpokutowania za popełnione grzechy. Wtedy ze wszystkich sił pragnie cierpieć w czyśćcu, aby dojrzewać do miłości w niebie. I dlatego sami zmarli, podczas sądu po śmierci, akceptują taki „rodzaj” czyśćca, który jest najodpowiedniejszy dla ich całkowitego oczyszczenia i dojrzewania do nieba.

Jak jest w czyśću? W czyśćcu nikt się nie niecierpliwi, nie buntuje, lecz każdy z wielką pokorą znosi cierpienia, które są konsekwencją jego grzechów, po prostu akceptuje prawdę o sobie i cierpliwie poddaje się procesowi dojrzewania do miłości. Maria mówi, że cierpienia w czyśćcu są nieporównywalnie większe aniżeli na ziemi. Jedna z dusz powiedziała jej, że jeden z ojców rodziny przez zaniedbanie i lenistwo stracił pracę. Z tego powodu jego dzieci bardzo cierpiały. Po śmierci cierpienia ojca w czyśćcu były o wiele intensywniejsze aniżeli wtedy, gdyby musiał ciężko pracować na ziemi.

Maria Simma twierdzi, że dusze czyśćcowe najczęściej gromadzą się wokół ołtarzy i w miejscach gdzie zmarły. Przychodzą do niej nie z czyśćca lecz z czyśćcem. Czas pobytu w czyśćcu zależy od ilości i ciężaru popełnionych grzechów. Niektóre dusze przebywają bardzo krótko, inne kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, ale są takie, które muszą pokutować aż do dnia Sądu Ostatecznego. Bardzo żałują wszystkich zmarnowanych okazji do czynienia dobra dla innych ludzi i Boga. Po śmierci nie są w stanie już nic dobrego uczynić, dlatego tak bardzo oczekują naszej pomocy.

Życie na ziemi. Maria Simma podkreślała, że poprzez dar kontaktu z duszami czyśćcowymi Pan Bóg powołał ją do uświadamiania ludziom, że nasze życie na ziemi ma jeden najważniejszy cel: przygotowanie do życia w niebie, do zjednoczenia w miłości z Bogiem i innymi ludźmi. Tylko pełnienie woli Bożej, współpraca z Bogiem w czynieniu dobra sprawia, że życie na ziemi staje się fascynującą przygodą dojrzewania do miłości.

Wywoływanie dusz zmarłych. Maria Simma bardzo mocno podkreśla fakt, że Pan Bóg zdecydowanie zabrania ludziom żyjącym na ziemi wzywania czy wywoływania dusz zmarłych. Ona nigdy nie wzywała żadnej duszy, przychodziły do niej tylko za pozwoleniem Bożym. Nigdy nie było to z jej inicjatywy, ani nigdy tego nie pragnęła. Kto uczestniczy w seansach spirytystycznych naraża się na wielkie niebezpieczeństwo zniewolenia a nawet opętania przez duchy nieczyste. W czasie wywoływania duchów szatan podszywa się pod dusze zmarłych, aby kłamać i utwierdzać ludzi w kłamstwie. Dlatego tak bardzo niebezpieczne są różnego rodzaju praktyki spirytystyczne, gdyż tak zwane wywoływanie zmarłych jest w rzeczywistości kontaktowaniem się ze złymi duchami, a to jest niezwykle niebezpieczne dla wszystkich biorących w tym udział, nawet dla postronnych obserwatorów.

Najgorsze grzechy. Maria mówi, że grzechy, które zadają najwięcej bólu w czyśćcu to grzechy przeciwko miłości bliźniego, szczególnie brak przebaczenia, nieczystość, zatwardziałość serca, wrogość. Grzechy braku przebaczenia, obmowy i oszczerstwa wymagają wyjątkowo bolesnego i długiego przezwyciężania ich konsekwencji.

Maria daje przykład pewnej kobiety, która po śmierci doznawała strasznych cierpień w czyśćcu. Odwiedzając Marię powiedziała, że powodem jej cierpienia jest fakt, że przez wiele lat podtrzymywała w sobie wielką niechęć do swojej przyjaciółki, z którą nie chciała się pojednać, chociaż tamta wielokrotnie takie próby podejmowała. Nawet na łożu śmierci nie przebaczyła i się nie pogodziła. To był główny powód jej wielkiego cierpienia w czyśćcu i dlatego przyszła do Marii z prośbą o pomoc.

Maria podkreślała, że najgorszą pułapką dla ludzi pobożnych jest pycha. Daje przykład pewnego mężczyzny i kobiety, którzy zmarli mniej więcej w jednym czasie. Kobieta zmarła, gdy poddawała się aborcji, ale przed śmiercią żałowała i była bardzo pokorna, natomiast mężczyzna, chociaż często chodził do Kościoła, to jednak wszystkich krytykował i gardził innymi. Dlatego dłużej musiał cierpieć w czyśćcu aniżeli ta kobieta.

Pokora i miłość. Najpotężniejszą bronią przeciwko grzechowi i zakusom diabła jest pokora. Maria daje przykład matki czworga dzieci, która, kiedy dowiedziała się, że wkrótce umrze, nie buntowała się, ale całkowicie zaufała Bogu i powierzyła Mu siebie, a troskę o swoje dzieci złożyła w Jego ręce. Jej bezgraniczne zaufanie Bogu sprawiło, że poszła prosto do nieba. Całkowite zaufanie Bogu w doskonałej miłości i pokorze są najprostszą drogą do nieba.

Zboczenia seksualne. Maria Simma przestrzega przed zboczeniami seksualnymi, a szczególnie przed praktykami homoseksualnymi, gdyż pochodzą one z inspiracji Szatana. Wielką winę ponoszą ci, którzy im ulegają twierdząc, że takimi się urodzili i mają do nich pełne prawo.

Msza Święta. Maria z własnego doświadczenia wie, że najskuteczniejszym sposobem pomocy duszom czyśćcowym w zmniejszeniu ich cierpień, a w końcu w wyzwoleniu ich z czyśćca, jest Msza św. odprawiana w ich intencji. Jest to dla nich najwspanialszy dar, bo w czasie Mszy św. zostaje uobecniona ofiara krzyżowa Chrystusa i Jego ostateczne zwycięstwo nad grzechem i śmiercią w Zmartwychwstaniu.

Inna pomoc. Bardzo ważną pomocą dla dusz czyśćcowych jest ofiara złożona z naszego cierpienia, choroby, pokuty, postu oraz każdej formy modlitwy, szczególnie różańcowej oraz drogi krzyżowej. Cierpiący w czyśćcu potrzebują naszej pomocy, ponieważ sami już nie mogą naprawić zła, które popełnili w czasie ziemskiego życia. Dopóki żyjemy na ziemi posiadamy możliwość naprawienia zła, nie tylko tego, które sami spowodowaliśmy, ale również tego, które popełnili nasi zmarli.

Przygotowanie do śmierci. Dusze czyśćcowe mówiły Marii, że do śmierci trzeba się przygotowywać przez całkowite zawierzenie siebie Bożemu Miłosierdziu i oddanie Jezusowi tego wszystkiego, czym jesteśmy i co przeżywamy, a więc wszystkich swoich lęków, obaw, pytań i wątpliwości. Trzeba się przede wszystkim dużo modlić, żyć w stanie łaski uświęcającej i całkowicie ufać Bogu, a nie koncentrować na swoich lękach, obawach i wątpliwościach. Maria apeluje o modlitwę w intencji umierających, szczególnie tych, którzy są w niebezpieczeństwie potępienia. Przez modlitwę, głównie przez koronkę do Miłosierdzia Bożego można umierającego doprowadzić do aktu skruchy i pokory, złamać jego pychę i uporczywe trwanie w „nie” przeciwko Bogu. Najmniejszy choćby akt skruchy sprawi, że taki człowiek uniknie wiecznego piekła, chociaż będzie musiał bardzo cierpieć w czyśćcu.

Diabelski trick. Dusze czyśćcowe, powiedziały również Marii, że życie człowieka na ziemi jest tylko jedno i jest niepowtarzalne. Dlatego reinkarnacja jest wymysłem szatana, który pragnie ludzi wprowadzać w błąd i odciągać ich do Boga. Reinkarnację trzeba więc traktować jako diabelski trick i podstępną pokusę ojca kłamstwa.

do góry

3. Kary czyśćcowe
dla dziecibójców i rozwodników

Wizje siostry Medardy

Siostra Medarda (Zofia Wyskiel), urodzona 19 marca 1893 roku w Nowym Sączu (lub w okolicach Nowego Sącza) zmarła opinii świętości w Poznaniu 16 maja 1973 roku w 80 roku życia.

Kary czyśćcowe za grzechy dzieciobójstwa.

Dusze matek. Niedawno miałam straszne widzenie dusz cierpiących w czyśćcu, które traciły swoje dzieci... widziałam je jak stały, a było ich bardzo wiele, a wkoło nich małe kościotrupki i czaszki... ciągle miały je dookoła przed oczyma i nie mogły ich z oczu stracić, bo gdziekolwiek się obróciły, te czaszki o strasznym wyglądzie ciągle do nich przystępowały jako straszne widma... Matki te miały na rękach jakieś szmaty i zasłaniały, sobie oczy i całą głowę. Z chwilą jak zakrywały głowę i oczy, aby ich nie widzieć, chusty te nasiąkały krwią i zalewały je tak, jakby na nie spadała fala krwawego deszczu... Matki te strasznie jęczały... jęk był taki, - jakoby to była rzeź czy coś podobnego okropnego co nie da się opisać... Niektóre widziałam że ścinano im głowy a te głowy spowrotem im odrastały, aby na nowo się męczyć... w rękach ich było pełno krwi... krew przelewała się z ich rąk. Dane mi było do zrozumienia, że jest to cierpienie za morderstwa, za mordowanie własnych dzieci, które jeszcze nie przyszły na świat. Słyszałam nad nimi głosy, że zwierzęta nie były do takich morderstw zdolne jak człowiek, który stworzony jest na obraz i podobieństwo Boże... zabijając te niewinne istoty zabijają samego Boga i stają się bogobójcami, bo dusza to odbicie Boga. Zabijając przeszkadzają Bogu w spełnieniu Jego zamiarów w stosunku do tych dusz, ileż tu na ziemi miałby z nich chwały i jak wiele uwielbienia przez całą wieczność, w której by Go te dusze wysławiały. A teraz, przez wolną wolę, którą Bóg daje człowiekowi patrzeć musi na zbrodnie i zabójstwa niewinnych dzieci...

Widziałam również te przez matki zamordowane dzieci. Nie są ochrzczone bo matki nie dopuściły aby przyszły na świat. Dusze tych dzieci są w światłości w jakiej być powinny. Te dzieci widziałam jakby w jakiejś oazie, gdzie nie doznawały cierpień ale jednak były smutne. Nie były radosne bo nie były w tej szczęśliwości dla której były stworzone, a którą osiągnęłyby, gdyby były ochrzczone. Jakkolwiek zawsze widzę Boga Miłosiernego, widok tych matek cierpiących przejął mnie wielką troską. Gdybym nie wiedziała że to jest czyściec, myślałabym, że są w czeluściach piekła.

Aniołów Stróżów tych dusz widziałam bardzo smutnych, nic im pomóc nie mogli... Słyszałam głos tych dusz: zlitujcie się nad nami, bo ręka Pańska nas dotknęła...

Dusze ojców. Widziałam dusze ojców tych dzieci, którzy pozwalali na te morderstwa. Byli w samych ciemnościach, gdziekolwiek się obrócili była jedna ciemna noc... szukali wyjścia i nie mogli wydostać się z tej ciemności. Chwilami zabłysło jakieś światło nad nimi z czego, wiedziałam, że to czyściec. Widziałam też, że z ich rąk płynęła krew, a gdy chcieli się stamtąd wydostać napotykali na wielkie kamienie, upadali na nie, rozbijali się i wracali z powrotem... Męka ich polegała również na wyrzutach sumienia i na rozpaczy. Było to coś strasznego, że myślałam że są w piekle, bo tam jest rozpacz i wyrzuty sumienia, ale te przebłyski światła wskazywały, że to nie jest piekło lecz czyściec. Widziałam także ich Aniołów Stróżów tak smutnych, jak tam nad matkami, że nie mogli im nic pomóc. Zrozumiałam więc, że to nie było piekło ale czyściec chociaż męki ich były straszne, nie do opisania...

Dusze lekarzy. Widziałam dusze lekarzy, którzy przyczynili się do tych zbrodni i sami byli zbrodniarzami. Widziałam takich, którzy te zabiegi czynili dla zysku. Widziałam, że ich pieniądze były takie jak judaszowskie, za zabicie Boga. Oni także Boga zabili w duszy dziecięcia, a zapłata to 30 srebrników judaszowskich. Widziałam jak wielu z nich szło po wysokiej górze, jakby szklanej z workiem pieniędzy. Niektórzy byli już na samym szczycie, inni w połowie drogi. Potem spadali, pieniądze rozsypywały się z tych worków a oni znowu wracali i znowu szli zbierać pieniądze... i znowu wspinali się na tę gorę i znowu staczali się w dół... Męka ich była straszna i byli bezradni, nie mogli sobie nic pomóc... Potem widziałam wysokie kamienie. Oni stali pod kamieniami, a domy te zwalały się na nich i byli juk zdruzgotani. Byłam pewna że wszyscy są zabici, ale nie, wychodzili spod gruzów, wspinali się na pozostałe mury i brak im było powietrza, dusili się. Dane było mi zrozumieć, że to są domy kupowane za nieczciwe pieniądze.

Widziałam wielu lekarzy, którzy mieli noże w rękach i jakby chcieli zabić samych siebie. Przebijali siebie, a jednak żyli. Wielka to była dla nich męka, a tym bardziej, że był lęk przed śmiercią, przed tym, że sami muszą się zabić, a jednak zabić się nie mogli.

Pytałam się tych dusz, które w tak ciężkich pokutach widziałam, dlaczego mimo takich zbrodni nie są potępieni, a są w czyśćcu. Odpowiedzieli, że mimo wszystko mieli w godzinie śmierci akt skruchy i wiele dobrych uczynków poza sobą. Na przykład, lekarze otrzymali wiele miłosierdzia za okazane miłosierdzie i poświęcenie się dla chorych... Niech każdy weźmie to pod uwagę, że to tylko nadzwyczajna łaska, że otrzymali ten akt skruchy, a nie wiemy czy ją każdy otrzyma.

Po napisaniu tego strasznego widzenia zrozumiałam dopiero, dlaczego nawiedził mnie przedtem Anioł Pocieszenia dając mi potrzebną pomoc. Widzenie to było dla mnie szczególnie przykre i męczące...

Cierpienia rozwodników.

Widziałam w czyśćcu także dusze, które zerwały Sakrament Małżeństwa. Dusze te związane są jakby ognistymi łańcuchami... chcą oderwać się od siebie, aby być swobodne, ale to jest niemożliwe. Im więcej chcą się oderwać tym bardziej cierpią... bo się szarpią... Cierpienie to jest okropne! Gdzie jedna dusza się ruszy tam druga iść musi za mą.

Widziałam inne osoby, które zerwały Sakrament Małżeństwa żyjąc w. rozpuście, popełniając grzech: wiarołomstwa przez powtórne związki cywilne, nielegalnie żyjąc cudzołożyli ciągle popełniając grzech śmiertelny. Osoby te były w świętokradztwie. Dusze ich wtrącone były w takie otchłanie, że patrzyłam z przerażeniem i myślałam, że to dno piekła... panowały tam okropne ciemności. Pytałam, dlaczego są takie ciemności? Dlatego, że miały okazję przejrzeć, a były zaślepione bo i Kościół je nawoływał i wiedziały, że źle postępują...

Dusze matek, które pozostawiły swe dzieci bez opieki i poszły za popędem zmysłowym dając zgorszenie, swoim własnym dzieciom, tak samo i ojców, którzy nie opiekowali się dziećmi zostawiając żony z dziećmi na pastwę losu miały za to jeszcze dodatkową pokutę: ciągle miały przed oczyma swoje dzieci, które przez złe wychowanie również poszły na rozdroże... widziały nie tylko swoje własne grzechy ale i grzechy swych dzieci, co sprawiało im wielkie męczarnie... kryły się w czeluściach, aby tego nie widzieć, ale im więcej się ukrywały, tym więcej widziały swoje straszne zbrodnie...

Najwięcej cierpiały kobiety, które przez swoją- kokieterię i wyuzdanie zdradzały mężów, a innych mężów odciągały od ich żon i ogniska domowego, mimo, że te rodziny żyły przedtem przez wiele lat w najlepszej zgodzie. Takie kobiety, które nazwać można diabłami, a nie kobietami, które potrafiły rozbić ogniska domowe, cierpią tutaj najwięcej. Twarze ich, które były powodem do grzechu są powykrzywiane, istne karykatury! Nawet w tej chwili widzę takie dusze, są szpetne, że nie mogę rozeznać czy to szatan czy dusza, coś podobnego do szatana.

Gdybym nie wiedziała, że to jest czyściec, gdzie oprowadza mnie Anioł, to naprawdę myślałabym, że to piekło.

Słyszę jakieś krzyki, jakieś wycia. Lecę w przepaść najgłębszą, wydostaję się z niej i znowu lecę w tę przepaść. Pomyślałam sobie jakże straszną jest rzeczą wpaść w ręce Sprawiedliwości Boga.

Widzę tu wielką Sprawiedliwość Boga, ale i zarazem wielkie Miłosierdzie Boże, że dusze te nie są w piekle a to dlatego, że inne modliły się o ich nawrócenie.

Najwięcej przebłagania wyjednały dusze ukryte, zwłaszcza w klasztorach klauzurowych, gdzie odmawiają sobie wszystkiego, nieraz nawet światła dziennego... tak samo dusze ofiarnej miłości, dusze pokorne, często służące, które w ukryciu modliły się o nawrócenie i wielkie ofiary ponosiły za-dusze grzeszników; One to uratowały te dusze, że wybłagały im akty skruchy i żalu, że nie zostały potępione.

Ta co dyktuje (ociemniała Siostra Medarda) błaga żyjące dusze, które tak ciężko grzeszą jak wyżej wspomniane, w Imię Boga Sprawiedliwego i w Imię Boga Miłosiernego - zaniechajcie tej drogi dopóki macie jeszcze czas. Nadejdzie chwila, że przez wasze grzechy cały świat będzie karany!

do góry

4. Cierpienie wynagradzające

Maria Valtorta, „Poemat Boga-Człowieka”. Księga II. Napisane 20 stycznia 1945. A, 4248-4254.

Jezus znajduje się w pewnej wiosce, której mieszkańcy przyjęli Go w gościnę. Trwa rozmowa z mieszkańcami wioski.

«Boleść nie zawsze jest złem?» - pyta wieśniak.

Jezus: «Nie, przyjacielu. Jest złem z ludzkiego punktu widzenia, jednak z punktu widzenia wykraczającego poza ludzki – to jest dobro. Zwiększa bowiem zasługi sprawiedliwych, którzy znoszą boleść – bez popadania w rozpacz, bez buntowania się – i ofiarowują ją Bogu. Boleść ofiarowana, poprzez poddanie się w ofierze wynagradzającej za własne braki i za grzechy świata, staje się odkupieniem dla tych, którzy nie są sprawiedliwi.»

«Cierpieć jest tak bardzo trudno!» – mówi wieśniak, do którego przyłączyli się członkowie rodziny: dziesięcioro dorosłych i dzieci.

Jezus: «Wiem, że człowiek uważa to za trudne. Wiedząc, że człowiek tak osądziłby cierpienie, Ojciec nie dał go swym dzieciom. Ono przyszło jako wynik grzechu. Jednakże jak długo trwa cierpienie na ziemi? W życiu człowieka – niewiele, zawsze mało, nawet jeśli cierpienie trwa przez całe życie. A teraz pytam was: Czy nie jest lepiej cierpieć przez niedługi czas niż na zawsze? Czy nie jest też lepiej cierpieć tu niż w Czyśćcu? Pomyślcie, tam czas jest pomnożony przez tysiąc. O! Zaprawdę powiadam wam, że nie powinno się przeklinać cierpienia, lecz błogosławić je i nazywać ”łaską”, i nazywać “litością”.»

do góry

Wizja piekła

Sługa Boża

siostra Maria Józefa Menendez

początek

Spis treści:

1. Biografia Sługi Bożej siostry Józefy Menendez

2. Żertwa ofiarna.

3. Prześladowanie szatańskie.

4. Tak było z siostrą Józefą Menendez.

5. Jawne prześladowanie.

6. W ciemnościach zaświatów.

7. Siostra Józefa cierpieniem wyrywa dusze szatanowi.

8. Siostra Józefa nawiązuje stosunki z czyśćcem.

9. Kilka dodatkowych notatek Siostry Józefy o piekle.

10. Sąd szczegółowy duszy zakonnej potępionej.

11. Nauki płynące z czyśćca dla dusz w świecie żyjących.

1. Biografia Sługi Bożej

siostry Józefy Menendez (1890-1923)

„W każdym czasie dobry Bóg wybiera sobie doskonałe dusze, które przygotowuje, jako narzędzia, aby się nimi posłużyć; dla objawienia ludziom wciąż na nowo swojej bezgranicznej miłości i swego nieskończonego miłosierdzia.”

Józefa Menendez urodziła się w Madrycie 4 lutego 1890 roku, w chrześcijańskiej rodzinie wojskowego Leonarda Menendez i Lucji z domu Moral. Została ochrzczona 9 lutego1890 roku. W życiu rodzinnym Józefa była prostolinijna, poważna, pracowita, żywa i pogodna, o silnej indywidualności, potrafiła dobrze odegrać rolę najstarszej z sześciorga dzieci, a jej rodzice zawsze mogli na nią liczyć. Józefa pomagała matce w wychowaniu młodszych sióstr. Mając pięć lat otrzymała sakrament bierzmowania.

Jednakże na pierwszą Komunię Świętą, zgodnie z ówczesnym obyczajem, musiała czekać do lat jedenastu. Dzień ten, 19 marca 1901 roku, głęboko zaznaczył się w jej życiu. Zrozumiała wtedy, że Pan Jezus chce ją mieć całkowicie dla Siebie. "Tak! Chcę, żebyś całkowicie do Mnie należała." Słowa te zostały zapisane w najskrytszej głębi jej duszy. "Od tej chwili - napisze Józefa wiele lat potem, poczułam w sobie coś niezwykłego, a co mnie już nigdy nie opuściło."

W dalszym etapie swego ziemskiego życia Józefa rozpoczyna dwuletnią szkołę kroju, szycia i mody. Zdobyty zawód zapewnia w trudnych chwilach utrzymanie rodzinie. Ma to szczególne znaczenie licząc od początku 1907 roku, gdy do rodziny Józefy zagląda bieda i cierpienie. Nagła i niespodziewana choroba jej ukochanych rodziców doprowadza wtedy do wydania wszystkich rodzinnych oszczędności.

Po śmierci ojca w 1910 roku staje się jedyną żywicielką rodziny. W tym czasie pogłębia się w niej duch modlitwy wewnętrznej, adoracji Najświętszego Sakramentu, poznawania Bożego Serca. Równocześnie zacieśnia kontakt z Siostrami Najświętszego Serca Jezusa w San Sebastian. Później zrozumiała, że było to pierwsze wezwanie do życia zakonnego.

Wreszcie 4 lutego 1920 roku wstępuje do domu zakonnego w San Sebastian, skąd po miesiącu, czyniąc ofiarę z Ojczyzny, wyjeżdża do Francji. Tam realizuje dalej swoje życiowe powołanie wstępując do Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacré Coeur) we Francji, w Poitiers w roku 1920.

Dojrzała dzięki cierpieniu, posiadająca dar bardzo prostej modlitwy i głębokie życie wewnętrzne, Józefa od razu poczuła się dobrze w tym zakonnym środowisku, które wybrała i które podobne było w swej istocie do życia Jezusa w Nazarecie.

Bóg, który miał swe zamiary względem niej, czekał tu na nią. Chciał posłużyć się nią i jej cierpieniem, aby na nowo oznajmić światu swoją miłość, swoje miłosierdzie, swe oczekiwanie. Gdy wyrywała dusze dla Boga; wróg wszelkiego dobra (szatan) znęcał się nad nią, bezskutecznie, by udaremnić raz jeszcze Boży plan względem rodzaju ludzkiego.

Pan nasz objawiał się Siostrze Józefie poczynając od przybycia do Poitiers aż do śmierci. Mimo ogromnej odrazy, jaką Józefa odczuwała do tego niezwykłego powołania, była bardzo posłuszna wobec swych przełożonych zakonnych i kościelnych i poddana w wierze Chrystusowi Panu.

Łaski i zwierzenia Pana Jezusa, jakie otrzymała w Zgromadzeniu Najświętszego Serca w Poitiers, złożyły się na Orędzie Miłości i Miłosierdzia, które Zbawiciel usilnie polecał jej rozpowszechniać.

Przeszła przez wszystkie etapy życia zakonnego:

16 lipca 1920 roku obłóczyny,

16 lipca 1922 roku składa pierwsze śluby zakonne,

12 grudnia 1923 roku za zupełnie specjalnym zezwoleniem; po otrzymaniu z rąk biskupa de Durfort z Poitiers sakramentu chorych, składa śluby wieczyste.

Bóg powołał siostrę Józefę Menendez do siebie 29 grudnia 1923 roku.

do góry

2. Żertwa ofiarna

Wstęp. Wychodząc naprzeciw tobie Czytelniku przytaczamy tu niektóre wyjątki z książki pt. „Apel Miłości" (Wydawnictwo Felicjana, Buffalo 11, N.Y., Imprimatur Episcopus Buffalensis, 1949 r., w tłumaczeniu Ks. dra Franciszka A. Cegiełki S.A.C.). Już pierwsze wydanie tej pięknej książki z 1938 roku spotkało się z ogromnym zainteresowaniem. Została ona przetłumaczona na wiele języków i szybko rozeszła się po całym świecie, także i w Polsce. Ostatnie jej wydanie, choć bardzo skrócone, szybko zostało wyczerpane.

Treścią tej książki jest Orędzie Miłości Miłosiernej Boskiego Serca Jezusowego, którego pośredniczką stała się Sługa Boża siostra Maria Józefa Menendez. „Świat nie zna Miłosierdzia Mego Serca, - mówi do Siostry Józefy Pan Jezus - chcę się posłużyć tobą, by je dać poznać.” Ukazana jest tu niezmierna miłość Serca Jezusowego do wszystkich ludzi, szczególnie grzeszników. Jezus żąda przede wszystkim ufności w Swoją dobroć i nieskończone Miłosierdzie „Nie grzech rani najbardziej Moje Serce - mówi Pan Jezus - ale rozdziera je to, że dusze po upadku nie uciekają się do Mnie.”

Pan Jezus przypomina także duszom Sobie poświęconym o wielkim niebezpieczeństwie początków opuszczania się w pracy nad sobą, i że jest to zgubna pochyłość, która może pociągnąć za sobą większe niewierności i doprowadzić do piekła, gdzie będą cierpieć bez porównania więcej niż dusze mniej uprzywilejowane.

Niezliczone listy, które napływały do Centrali Wydawnictwa, donosiły o łaskach, które towarzyszyły wydaniu tej książki. Wszystko to potwierdza niewątpliwie obietnicę Zbawiciela: „Słowa Moje staną się światłem i życiem dla niezliczonych szeregów dusz. Dam tym słowom łaskę szczególną, aby oświecały i przeobrażały dusze". (Pan Jezus do Siostry Józefy, dnia 13 listopada 1923 r.).

Już w roku 1926, jeden z konsultorów Świętej Kongregacji Obrządków, po przestudiowaniu zapisków siostry Józefy Menendez, tak kończył swoje sprawozdanie: „wypowiadam swoje gorące pragnienie, by te zapiski opublikowano na chwalę Bożą, dla podniesienia strwożonych, chwiejnych dusz, jako też dla uwielbienia tej świętej zakonnicy ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusowego w Poitiers we Francji".

Także J. E. Ks. Kardynał Pacelli, ówczesny Protektor Zgromadzenia, w pierwszy piątek kwietnia 1938 roku, błogosławi pierwsze wydanie „Apelu Miłości". Później, jako Papież Pius XII własnoręcznie wypisuje przyzwolenie umieszczenia Jego autografu w tym wydaniu.

Sługa Boża Józefa Menendez (proces beatyfikacyjny w toku), którą Serce Boże wyróżniło szczególną miłością w czasie jej krótkiego życia klasztornego we Francji, pochodziła z Hiszpanii. Od najmłodszych lat wyróżniała się niezwykłą podatnością na rzeczy nadprzyrodzone i prowadziła pod nadzorem swojego spowiednika Jezuity Ojca Robio bogate życie wewnętrzne.

Już w wieku 11 lat tuż przed przyjęciem pierwszej Komunii Świętej, postanowiła jako dziewica należeć całkowicie do Pana Jezusa. „Wielka radość ogarnęła moją duszę na myśl, że niedługo przyjmę Pana Jezusa do mojego serca - powie później Służebnica Boża siostra Józefa Menendez - i kiedy tak trwałam w milczeniu i szczęściu, usłyszałam głos, którego nigdy nie zapomnę, a który utkwił mi głęboko w duszy: „Tak, Moja córko, pragnę, byś całkowicie do Mnie należała". Bóg wybiera Józefę, jako żertwę za dusze, zwłaszcza te, które są Mu poświęcone i jako posłankę orędzia miłości i miłosierdzia, z jakim zwraca się do świata. Powołanie jej jest podwójne: ma ona być żertwą ofiarną i posłanką, a oba te posłannictwa pozostają ze sobą w ścisłej zależności. Dlatego, że jest żertwą, będzie posłanką, a dlatego że jest posłanką, musi być żertwą. Żertwa jest z istoty swej przeznaczona na wyniszczenie, przeważnie w celu zadośćuczynienia. Dusze takie po uprzednim oczyszczeniu mają cierpieć, pokutować za drugich, którym ich ofiara zjedna Boże Miłosierdzie.

Jest to utożsamienie się z Chrystusem, które wprowadza za sobą współuczestnictwo w Jego Bolesnej Męce. Dusza doświadcza na sobie katuszy i konania w podobny sposób, choć o innym nasileniu prawie zawsze jednak ponad ludzką miarę.

Pokutując zaś, za poszczególnych grzeszników, przyjmuje na siebie należne im kary w postaci chorób i różnorodnych cierpień, a często nawet wystawiana bywa na prześladowanie szatana, stając się jego igraszką. Dusza taka przez ścisły związek z Boskim Zbawicielem, utożsamia się z grzesznikami, biorąc odpowiedzialność za ich winy, stając się jedno z Chrystusem. A ponieważ stanowi jedno z nimi i jedno z Chrystusem, umożliwia przepływ łaski, który się przez nią dokonuje: to są właśnie dusze żertwy.

„Tu należy koniecznie wspomnieć, że kontynuatorką tego wielkiego posłannictwa, głoszenia Miłosierdzia Bożego całemu światu, była polska zakonnica Święta Faustyna, już dzisiaj uważana za jedną z największych mistyczek XX wieku. To przez nią Pan Jezus doprowadził jakby do końca to największe orędzie Miłosierdzia Bożego przez podanie Kościołowi całkowicie nowych i nieznanych dotychczas form kultu do Bożego Miłosierdzia wiążąc ich praktykowanie z nieprawdopodobnymi obietnicami." - przypis redakcji.

Każdy katolik bez wyjątku jest powołany do tego, aby być taką żertwą na miarę otrzymanej łaski i będzie musiał zdać z tego rachunek na Sądzie Bożym. Nikt nie może pod żadnym pozorem unikać współuczestnictwa w krzyżu Chrystusa zgodnie z Jego słowami: „Kto nie chce iść za Mną - nie jest Mnie godzien." (Mt 10, 38).

do góry

3. Prześladowanie szatańskie

Bóg pozwala, że na Siostrę Józefę spadają ze wszystkich stron doświadczenia. Jeżeli nie zaznała tych, jakie pociąga za sobą choroba, (choć, któż to może wiedzieć, skoro się nigdy nie skarżyła) i tych, które pochodzą od ludzi (jej życie rodzinne, tak jak i zakonne, nie zdaje się wykazywać tych wielkich przeciwności, jakie widzimy np. u św. Małgorzaty Marii) to za to bardziej od innych była wydana na ataki wściekłości złego ducha. I nie trzeba się temu dziwić, bo mało jest świętych, w których życiu nie daje się we znaki jego piekielna złość. Osobisty nieprzyjaciel Chrystusa, nie mogąc dosięgnąć Go w niebieskiej chwale, używa wszystkich środków, będących w jego mocy, by zahamowań rozwój dzieła Bożego w świecie.

Im bardziej jakaś dusza jest umiłowana przez Chrystusa, tzn. im bardziej jest mu oddana, tym bardziej szatan zażarty jest na jej zgubę. Niewątpliwie powoduje nim pyszna chęć powiększenia liczby swoich nieszczęśliwych poddanych, ale jego przewrotne plany zmierzają przede wszystkim do odebrania Chrystusowi dusz, za które zapłacił cenę Swej Krwi własnej. Atakuje więc zwłaszcza dusze święte i Bogu poświęcone, by je skalać i zbezcześcić. Nade wszystko zaś nienawidzi dusz współodkupicielek. Dla tego też do siostry Józefy miał szczególną nienawiść.

Z miłości do Jezusa złożyła siostra Józefa trzy ofiary, które ją kosztowały bardzo dużo: opuściła matkę, siostrę i Ojczyznę; ofiarowała się za zbawienie grzeszników i wielką ich liczbę miała wydrzeć piekłu. Dla tego też zobaczymy, jak szatan stanie na jej drodze i uczyni z niej jak gdyby swoją igraszkę. Bóg daje mu wielką władzę nad tego rodzaju duszami. Nie jestże to logicznym następstwem ich powołania? Jakież prześladowania diabelskie cierpiała św. Małgorzata z Kortony, św. Weronika Giuliani, św. proboszcz z Ars. Karmelitanka libańska S. Maria od Jezusa Ukrzyżowanego, której życie opisał O. Buzy, Gen. OO. Betharram, Ojciec Pio i tylu innych. Biorąc na swój rachunek cudze winy, dusze te zgadzają się tym samym na ponoszenie ich skutków.

Otóż, przystając na grzech, człowiek dobrowolnie, lub nie dobrowolnie, świadomie czy nieświadomie, daje szatanowi wielką władzę nad sobą; władzę uwodzenia i wpływania. I dusza tego zwykle nie zauważa, gdyż szatan celuje w ukrywaniu swego działania, by nie zaniepokoić jej - rozwija on złe skłonności natury i pod ich osłoną, mnożąc sposobności do grzechu, pogrąża duszę w śmiertelnym uśpieniu. Skoro jednak dusza-żertwa ofiaruje się za grzesznika, zły duch natrafia na silny opór woli. Nie mogąc jej doprowadzić do upadku, mści się na niej z wściekłością, używając na to władzy, zdobytej nad owym grzesznikiem.

Bóg pozwala na to najpierw, dlatego, by podkreślić istnienie szatana, w co ludzie nieraz wątpią! A on istnieje, zarówno jak piekło, o którym chciałoby się zapomnieć i pominąć milczeniem.

Jest on (szatan) bytem rzeczywistym (realnym) i w swym sposobie postępowania ze świętymi okazuje całą przewrotność i złość swej natury. Jeżeli zaś względem dusz, nad którymi, bądź, co bądź, władzę ma bardzo ograniczoną, okrucieństwo jego jest już tak wielkie, to cóż będzie się działo z potępionymi, których ma w swej mocy? Któż będzie śmiał powiedzieć, że to pouczenie zbyteczne, zwłaszcza w dobie dzisiejszej? Następnie Bóg chce upokorzyć pychę księcia ciemności. Mimo swej potęgi i zaciętości, nie dochodzi on do niczego i ponosi same klęski. A stąd płynie wielka chwała Boża.

do góry

4. Tak było z siostrą Józefą Menendez

Wszelkimi sposobami będzie się starał to zmylić ją, udając „Anioła Światłości", to znów przybierając wygląd samego Jezusa Chrystusa, najczęściej zaś przez różne udręczenia będzie usiłował zawrócić ją z drogi, na której wydziera mu ona tyle dusz.

W tę walkę wręcz, w której słabość ludzka ściera się z potęgą szatańską, wkracza Sam Bóg, by zwiększyć wytrzymałość duszy, udzielił jej nieugiętej siły, która pozwoli jej zwalczać wszelką pokusę i znieść wszelkie cierpienie. Siła złego ducha załamie się na kruchości Józefy. Z pomocą Bożą Siostra Józefa; ta „nicość", ta „nędza", jak nazywa ją sam Jezus, odnosi triumf nad zbrojnym mocarzem.

Już od postulatu niewidzialna ręka okłada ją gradem razów dzień i noc; zwłaszcza, gdy się modli i odnawia swe postanowienia wierności. Gwałtownie wyciąga ją z kaplicy, lub też do niej nie wpuszcza.

Potem następują zjawy szatańskie pod postacią odrażającego psa, lub węża, albo też - straszniejsze jeszcze - w kształtach ludzkich.

Mimo czujności przełożonych, mnożą się uprowadzenia. W ich oczach Józefa nagle znika i dopiero po długim czasie znajduje sieją gdzieś pod sprzętami na strychu, lub w innym oddalonym miejscu. W ich obecności szatan ją pali, a chociaż go nie widzą, dostrzegają płonące ubranie Józefy, a na jej ciele głębokie oparzeliny.

Przychodzą jej myśli rozpaczliwe i bluźniercze, ohydne pokusy, które trwają całe dnie i noce; Bóg ukrywa się wtedy, a ona nie wie już, co się z nią dzieje, tak się czuje zdana na łaskę tej, ze wszech miar podłej, istoty.

Wreszcie, rzecz w życiu świętych bardzo rzadko spotykana. Wielu świętych miało wizje piekła, ale rzadko, którzy tam zstępowali, a jeszcze rzadziej byli tam by odbywać pokutę, tak jak siostra Józefa. Miało to miejsce w życiu św. Weroniki Guliani, ur. w roku 1660, a zm. w roku 1725, współczesnej św. Małgorzacie Marii, a która tak jak siostra Józefa była żertwą wynagradzającą. Bóg pozwala szatanowi uprowadzać ją (tj. siostrę Józefę) żywą do piekła. Spędza tam długie godziny, czasem noc całą, w niewysłowionych katuszach. Ponad sto razy schodzi do tej przepaści, a zawsze jej się zdaje, że to po raz pierwszy i że to trwa od wieków. Z wyjątkiem nienawiści do Boga, przeżywa tam wszystkie mąki, a nie najmniejszymi są wysłuchiwania bezskutecznych wyznań potępionych, krzyki ich wściekłości, bólu i rozpaczy.

Kiedy wraca stamtąd złamana i skatowana, wszelkie cierpienie dla zbawienia dusz wydaje się błahostką, a gdy wchodzi znów w kontakt z życiem ziemskim, serce jej nie posiada się z radości, że może jeszcze kochać.

Jej wielka miłość podtrzymuje ją. Czasem jednak ugina się pod ciężarem tego doświadczenia. Jak Jezus w Ogrójcu, ma i ona swe godziny przygnębienia i trwogi. Widząc zatratę wielkiej liczby dusz, zadaje sobie pytanie, na co przydają się tak liczne zstąpienia do piekła z tylu strasznymi cierpieniami. Opanowuje się jednak szybko i odwaga jej nie słabnie. Wspomagają Matka Najświętsza: „Podczas kiedy cierpisz, wpływ szatana na te dusze jest słabszy. Cierpisz, by pozwolił odpocząć Jezusowi, czyż to nie wystarcza dla dodania ci odwagi?”

A Pan Jezus odkrywa jej skarby wynagrodzenia i ekspiacji, ukryte w tych doświadczeniach. Równocześnie zaś Bóg pozwala jej widzieć w piekle wybuchy wściekłości szatana, na widok wymykających się dusz, których posiadania jest prawie pewien, a za które właśnie ona się poświęca.

Te dwie myśli, z jednej strony, że pociesza Pana Jezusa i ulgę Mu sprawia, a z drugiej, że zyskuje Mu dusze, podtrzymują i podnoszą jej odwagę.

Choć instynktownie lęka się szatana, doświadczywszy tyle razy jego złości i mocy, to jednak nigdy obawa ta nie wstrzymuje jej na drodze obowiązku. Przez jakiś czas szatan uprowadza ją niemal codziennie, gdy idzie do swego zajęcia; Józefa to przewiduje, drży, ale nie cofa się nigdy wobec tej możliwości i nazajutrz jest znowu zdecydowana z tą samą odwagą nie ulegał uczuciom lęku.

Najbardziej jednak podziwu godne jest to, że siostra Józefa pod wrażeniem swych obaw, a nieraz pewnej obawy, uważa się szczerze, mimo swej heroicznej wierności, za istotę niegodną i niewierną i myśli, że nigdy nic dla Boga nic uczyniła. Osłabiona, po nocach niewysłowionych cierpień, wstaje ofiarnie od świtu do swej codziennej pracy, nie chcąc żadnych wyjątków od życia wspólnego. Jakże to widoczne, że trawi ją żarliwość samego Serca Jezusowego, ponieważ wszystko, czego doświadczyła w piekle i co przecierpiała, uczestnicząc w cierpieniach Chrystusowych, zamiast ją zniechęcić i przygnębić, ożywia tylko i wzmaga w niej pragnienie cierpienia.

Jak niegdyś św. Małgorzata Maria i ona ofiaruje się za dusze zakonne, za kapłanów i za różnych grzeszników. Uległa życzeniom Tego, któremu się oddaje, pragnie jedynie pocieszać Go, gotowa na wszelkie męczeństwo, by Mu zdobyć dusze w większości sobie nieznane, a które tak bardzo w Nim ukochała.

Powiedzieliśmy na początku, że trzeba było, by się stała żertwą na to, by zostać posłanniczką. Czyż, bowiem ta, która tyle dla ludzi cierpiała, nie ma najwięcej danych, by zdobyć ich posłuch? Ta, która dobrze znała miłość Serca Bożego dla dusz, czyż nie była ponad inne wskazana, by przekazać światu Orędzie Jego Miłości i Jego Miłosierdzia?

do góry

5. Jawne prześladowanie

Uzbroją cię w męstwo na wszelkie cierpienie, jakiego od ciebie zażądam. (Pan Jezus do Siostry Józefy - 29 listopada 1921)

Jeszcze przez parę tygodni siostra Józefa pisze wiernie swe notatki. Im bardziej jest szczera, tym większe są jej zasługi z powodu posłuszeństwa. Pokusa przybiera teraz taką siłę, że dusza jej nie potrafi już określić stopnia odpowiedzialności, jaka na nią spada wskutek osłabienia jej woli.

Wtedy właśnie wzmagają się zewnętrzne prześladowania ze strony szatana. Gdy modli się lub pracuje, jest okładana razami; niewidzialna siła porywa ją z kaplicy, lub pewnego dnia zatrzymuje ją, kiedy miała tam wejść z siostrami. Trzy razy usiłuje iść naprzód i trzy razy jest odepchnięta, i dopiero interwencja posłuszeństwa wyzwala ją. Równocześnie wzmagają się uporczywe pokusy przeciw czystości, wytrwaniu, a nawet wierze, zostawiając ją wyczerpaną i niemal do niczego niezdolną. Jej miłość jednak nakłania ją do uległości i Józefa mężnie powtarza: „Panie, choćby mnie zabito, będę Ci wierna".

„W poniedziałek, dnia 21 listopada - pisze ona - poddano mi myśl zawarcia układu z Panem Jezusem i to przyniosło mi ulgę. Prosiłam Go mianowicie, aby przyjął każdy mój oddech i każde uderzenie serca, jako tyleż aktów wiary i miłości, które zapewniają Go o moim pragnieniu wytrwania w wierności aż do śmierci. To przyniosło mi dużo spokoju". Niebiański promień przenika tę noc.

We wtorek, dnia 22 listopada rano, Józefa sprząta powierzone sobie pokoje.

„Nagle - pisze ona - dwie ręce spoczęły lekko na moich ramionach. Odwróciłam się i ujrzałam Matkę Najświętszą, tak piękną i tak macierzyńską, że moje serce wyrywało się do Niej! Powiedziała mi serdecznie: „Córko moja, biedna maleńka!" „Prosiłam Ją i błagałam, aby wstawiła się za mną do Pana Jezusa." Jest to zawsze pierwszy odruch jej delikatnej duszy, bo najbardziej wśród tych katuszy lęka się ona zranić Serce swego Pana, choćby nieświadomie tylko.

„Nie lękaj się, Józefo, odpowiada jej Matka Najświętsza. Jezus zawarł z tobą przymierze miłości i miłosierdzia. Uzyskałaś całkowite przebaczenie, a Ja jestem przecież twoją Matką".

„Nie wiem, co Jej odpowiedziałam, bo nie posiadałam się z radości. Jest Ona za każdym razem bardziej macierzyńska! Podziękowałam Matce Bożej i prosiłam Ją, żeby uzyskała dla mnie u Jezusa zwrot korony cierniowej."

„Tak, Moja córko, On ci ją odda, a gdyby Sam ci jej nie dał, to Ja ją przyniosę." „Wieczorem, w czasie adoracji, zjawia się Jezus bardzo piękny - zapisuje Józefa. Trzymał w ręku koronę cierniową. Skoro Go ujrzałam, przeprosiłam Go i powiedziałam, co tylko przyszło mi na myśl najczulszego, prosząc Go, aby ulitował się nade mną. Zbliżył się On z dobrocią, a kładąc koronę na mojej głowic rzekł: „Chcę, żebyś zgłębiła dobrze słowa Mojej Matki. Zawarłem z tobą przymierze miłości i miłosierdzia. Miłość się nie zraża, a miłosierdzie nie wyczerpuje się nigdy!"

Nazajutrz, w środę, dnia 28 listopada, Pan Jezus przypomina jej. że żaden wypoczynek nie jest możliwy, wobec niebezpieczeństw, grożących duszom.

„Chcę, abyś wyrwała z paszczęki wilka jedną, bardzo drogą mi duszę".

A gdy Józefa pyta, co ma w tym celu uczynić? - „Miłować Mnie, upokarzać się i pozwolić się upokarzać. Patrz na Moje Serce - mówi dalej Pan Jezus - dusze mogą znaleźć szczęście jedynie w Nim, a jakże wiele od Niego się oddala!"

W dwa dni później, po Komunii Świętej ukazuje się jej Jezus „w Boskim Majestacie" - pisze ona w piątek, dnia 25 listopada. „Pokazywał mi Swe gorące Serce, rana Jego otwarła się i rzekł: „Patrz, jak Serce Moje wyniszcza się z miłości dla dusz! Ty masz również rozgorzeć pragnieniem ich zbawienia. Chcę, abyś dzisiaj weszła w głąb tego Serca i wynagradzała w zjednoczeniu z Nim. Tak, musimy wynagradzać - powtórzył. - Ja jestem Wielką Żertwą, ty zaś bardzo maleńką. Ale łącz się ze Mną, a możesz być wysłuchana przez Mego Ojca."

„Pozostał przez chwilę i znikł."

W sobotę dnia 26 listopada, około godziny trzeciej po południu, Józefa pracuje ze zwykłym sobie zapałem przy mundurkach dzieci w pracowni nowicjatu. Nagle zjawia się Pan Jezus.

„Był taki piękny - pisze ona, - ale wydawał się trochę smutny."

„Poproś - powiedział - swą Matkę Przełożoną o pozwolenie, bym mógł z tobą zostać na chwilę."

Słowa te, które powtórzą się w tej formie jeszcze dwa lub trzy razy, mogą wywołać słuszne zdziwienie. Pan Jezus jest Panem Najwyższym i nie potrzebuje prosić nikogo o pozwolenie, aby rozmawiał, z kim zechce. Ale jeśli podobało Mu się okazać to uszanowanie wobec tych, którym oddał władzę nad siostrą Józefą, to czyż nic chciał jej przez to nauczyć pokornego poddania, z jakim miała zawsze odnosić się do swych przełożonych? W ten sposób zresztą tylko potwierdza to, co powiedział już wyżej. „Ja także będę posłuszny". Lekcja miała zapaść głęboko i wydać owoce. Józefa otrzymywała tę lekcję w tym celu, by ją przekazał innym duszom zakonnym.

„Poszłam natychmiast o nie poprosić, a potem udałam się do kaplicy, przeznaczonej dla dzieł zewnętrznych, gdzie Pan Jezus zjawił się z krzyżem." „Zostawiłem ci trochę odpoczynku, Józefo - pozwól Mi teraz odpocząć u siebie. Pragnę ci oddać Mój Krzyż na parę chwil. Czy chcesz?"

„Naturalnie, odpowiedziałam, że może czynić ze mną wszystko, co zechce, gdyż jest moim Bogiem, a moim jedynym pragnieniem jest pocieszać Go i miłować. Jezus, pełen dobroci, powiedział mi głosem, który wyrył mi się w głębi duszy: „Mam tyle dusz, które Mnie opuszczają i tyle tych, które się gubią! Ale najwięcej boli Mnie, że to są Moje dusze, te dusze, na których zatrzymałem Swoje wejrzenie i które tak hojnie wyposażyłem w dary! W zamian za to, są one dla Mnie oziębłe i niewdzięczne. Ach, jakże mało znajduję dusz, które odpowiadają na Moją miłość!" I Pan Jezus oddaje jej Swój Krzyż i znika, nie mówiąc nic więcej. Ale nazajutrz, w niedzielę, dnia 27 listopada, przy końcu Mszy Świętej wraca nagle i mówi do niej w płomiennym uniesieniu: „Oto, czego pragnę: zawładnąć tobą, strawić cię, wyniszczyć, abym Ja jedynie mógł żyć w tobie."

A potem, tuląc ją do Swego Serca, mówi: „Gdzież indziej mogłabyś znaleźć pokój, którego daję ci zakosztować? A przecież nie znasz jeszcze jego prawdziwej słodyczy! Zakosztujesz jej, kiedy będziesz..."

„Tu - pisze Józefa - dzwonek zadzwonił i Pan Jezus odszedł, nie dokończywszy zdania!"

W poniedziałek, dnia 28 listopada, Józefa wskazuje zwięźle na nową próbę, która nie zostawi jej chwili spokoju: zły duch otrzymał nową władzę. Po raz pierwszy słyszy ona głos diabelski, który będzie ją odtąd ścigał dzień i noc na korytarzach, w nowicjacie, w pracowni, w sypialni: „Ty będziesz nasza… tak, ty będziesz nasza, zmęczymy cię... zwyciężymy cię... itd." Ten głos terroryzuje ją, ale nie odbiera odwagi.

Wieczorem tego dnia pisze ona: „W czasie adoracji przyszedł Pan Jezus z krzyżem. Poprosiłam Go o ten Krzyż, a On mi odpowiedział: „Tak, przychodzę, ażeby ci go dać. Chcę, abyś Mi dała wypocząć i abyś Mi wynagrodziła za to, czego Moje dusze odmawiają Memu Sercu. Ileż z nich nie jest tym, czym być powinny!" „Zostawił mi krzyż przez godzinę, a kiedy przyszedł Go zabrać rzekł tylko: „Wkrótce powrócę". „W nocy, myślę, że to była północ, obudziłam się nagle. Pan Jezus był przy mnie." „Przynoszę ci Mój krzyż i we dwoje rozpocznijmy wynagradzać!"

Józefa wyznaje pokornie, że pod tym wielkim ciężarem, jaki się na nią stoczył, poczuła się słaba. „Błagam Go o pomoc - pisze, - bo On przecież wie, jak jestem mała!" „Nie patrz na swą małość, Józefo! Patrz na potęgę Mego Serca, które cię podtrzymuje. Jestem twą siłą i wzmocnieniem twej słabości. Dam ci odwagę na znoszenie wszelkich cierpień, jakich zażądam od ciebie."

Potem pozostawił mnie samą i wrócił około godziny trzeciej. „Oddaj Mi Mój krzyż. Niedługo przyniosę ci go z powrotem."

We wtorek, dnia 29 listopada, w czasie rozmyślania, Pan Jezus przynosi go rzeczywiście. Ciąży on na ramieniu Józefy, w czasie, gdy Pan Jezus idzie z nią do pracy i na Mszę Świętą. Po Komunii Świętej przypomina jej tajemnicę, pełną wspaniałości: „Teraz żyjesz we Mnie, Ja jestem twoją mocą. Odwagi! Dźwigaj Mój Krzyż."

„Poszłam do pracy z krzyżem - mówi z prostotą Józefa."

Ale wkrótce uderzenia i krzyki szatana zaczęły się znowu dawać we znaki. Zdaje jej się, że siły opuszczają ją nagle i że za chwilę upadnie.

„To mnie napełniło przerażeniem - pisze - i błagałam Pana Jezusa, aby mi przyszedł z pomocą. Było to w prasowalni. Nagle zjawił się On taki piękny."

Czując się przy Nim bezpiecznie, Józefa zwierza się Jego Sercu ze swych strapień, a Pan Jezus odpowiada Jej z dobrocią: „Kiedy nieprzyjaciel chce cię powalić, powiedz mu, że masz po swej stronie Tego, który cię podtrzymuje Swą Boską mocą".

„Od tego dnia - mówi Józefa -szatan bardzo mnie dręczył."

Józefa znała dotychczas tylko ten grad razów, który wstrząsał całym jej ciałem. Nie zostawiał on żadnych śladów zewnętrznych, ale po tej katuszy, trwającej dzień i noc, była ona wyczerpana' A przy tym głos diabelski, to pełen gróźb, to znów przymilający się, niepokoił i nękał jej duszę.

W niedzielę, dnia 4 grudnia w nocy, doznaje ona nowych katuszy. Niewidzialny nieprzyjaciel wyrzucają gwałtownie z łóżka na ziemię, okłada razami do utraty sił, wymyśla jej i miota najokropniejsze bluźnierstwa przeciw Panu Jezusowi i Matce Najświętszej. Upływają tak długie godziny. Męczarnia ta ponawia się i wzmaga się przez dwie następne noce.

„Pod koniec strasznej nocy - pisze ona rano we wtorek, dnia 6 grudnia - nie wiedziałam co robić, więc zostałam na klęczkach, obok mego łóżka, usiłując zapomnieć okropności, które ten głos piekielny miotał przeciwko Jezusowi i Jego Matce!... Nagle usłyszałam jakby zgrzytanie zębami i krzyk wściekłości. Potem wszystko ucichło, a ja ujrzałam przed sobą Matkę Najświętszą, jakże piękną!"

„Nie lękaj się niczego, Moja córko, jestem tutaj!"

„Wypowiedziałam Jej mój strach przed szatanem."

Matka Boża mówi mi: „Może on cię dręczyć, ale nie ma władzy, aby ci zaszkodzić. Wściekłość jego jest wielka, ponieważ wymykają mu się dusze... a dusze mają tak wielką wartość!... O, gdybyś znała cenę jednej duszy!..."

„Potem pobłogosławiła mnie, mówiąc: „Nie lękaj się niczego."

„Ucałowałam Jej rękę, a Ona odeszła."

Po tym matczynym przypomnieniu ceny, jaką trzeba dać za zbawienie dusz, Matka Najświętsza i Pan Jezus znikają na pewien czas z bolesnej drogi Józefy, a jedynie zły duch zostaje sam na widowni.

Siostra Józefa nie pisze już więcej o tych walkach codziennych, poprzez które w cierpieniu dojrzewa i wzmacnia się wspaniałomyślność jej miłości. Jednakże sprawozdanie z tego okresu było sporządzane z dnia na dzień, w miarę narastających faktów. To pozwala wglądnąć w nie i choć w części zdać sobie sprawę z ich przejmującej rzeczywistości.

We wtorek, dnia 6 grudnia, wychodząc z kaplicy, Józefa staje nagle po raz pierwszy wobec piekielnej wizji: Olbrzymi czarny pies, którego oczy i rozwarta paszcza zieją płomieniami ognia, zagradza jej przejście i usiłuje rzucić się na nią. Ale ona nie cofa się i, opanowując przenikliwy strach, ujmuje swój różaniec, trzyma go przed sobą i idzie dalej.

Odtąd szatan ukazuje się jej widzialnie. Jako groźny pies ścigają po korytarzach, to znów, jako wąż podnosi się na jej drodze. Wkrótce przybiera postać ludzką, najgroźniejszą, ze wszystkich.

W ten sposób ukazuje się jej w sobotę, dnia 18 grudnia, spowity w jasność, przydymioną dymem. Siostra Józefa jest sterroryzowana i od tego dnia zaczyna się heroiczna walka. Ta ohydna istota nie będzie szczędziła niczego, aby zwyciężyć czystość wątłego dziecka, silnego mocą Tego, który przyrzekł je podtrzymywać.

Dni Siostry Józefy będą teraz pełne tych spotkań, ale to nie zmieni jej wierności ani poświęcenia, choć za cenę nadzwyczajnego męstwa! Przychodzi wreszcie godzina, kiedy jeszcze większa próba wymagać będzie od niej zupełniejszego zawierzenia się Chrystusowi.

W środę, dnia 28 grudnia, około godziny siódmej wieczorem, wracając od pracy z siostrami, Józefa staje nagle wobec swego wroga. Z szybkością błyskawicy, jak źdźbło słomy, unosi on ją i porzuca na trudno dostępnym strychu, na drugim końcu domu. Od tego dnia Józefa nie zazna, ani chwili spokoju. Szatan będzie ją chwytał, gdzie i kiedy zechce, drwiąc sobie z wszelkich czujności i udaremniając wszelką opiekę, oprócz Bożej. Te porywania mnożą się. Nawet na oczach Matek Przełożonych, które starają się nie stracić jej z oczu. Znika ona nagle, nie wiadomo jak, gdyż dzieje się to zawsze błyskawicznie.

Po długich poszukiwaniach znajduje się ją w jakimś zakątku domu, dokąd szatan ją uniósł i gdzie ją prześladował. Bywa ona często wtłoczona, ściśnięta, na wpół zgnieciona na poddaszach, pod łóżkami, tam gdzie sama nie potrafiłaby się nigdy wślizgnąć. Nieraz nawet nie sposób jej odszukać w wielkim budynku w Feuillants. Przyjdą noce, kiedy trzeba będzie zawierzyć ją samemu Bogu. Ale On, który miłuje ją, jak nikt; czuwa! Chce pokazać, że jest Panem i że Sobie zastrzega tę Boską opiekę. W wiadomej Sobie godzinie przychodzi potwierdzić Swe prawa. Szatan musi porzucić swą zdobycz i z bluźnierstwem ugina się pod mocą Bożą... Wtedy siostra Józefa wyzwolona dochodzi do siebie. Wyczerpana, ale świadoma wszystkiego, zbiera swoje siły, modli się i zbiera się do pracy. I wróg rzeczywiście nie zdoła opanować niepokonanej energii tego małego stworzenia, które Pan Jezus przyodziewa Swą mocą i okrywa miłością.

Na widok tego nieprzewidzianego oporu wściekłość szatana wzrasta. Usiłuje on odkryć przed wszystkimi tajemnicę, jaka osłania jego ofiarę. A jednak, mimo jego wysiłków, nikt nie zdaje sobie sprawy ze znikania Józefy, nikt prócz jej Matek Przełożonych nie znajduje jej nigdy tam, gdzie leży nieraz przez długie godziny, prześladowana przez szatana.

Od czasu do czasu błyska jakaś jaśniejsza chwila na tej ciemnej drodze. Wtedy Józefa, ulegając posłuszeństwu, zaczyna pisać: „Pierwszego stycznia, 1922 roku - pisze - w czasie Mszy Świętej o dziewiątej, w chwilę po podniesieniu, usłyszałam głosik dziecięcy, który mnie napełnił radością. „Józefo, Moja maleńka - czy Mnie poznajesz?"

„W tej chwili ujrzałam przed sobą Pana Jezusa! Wyglądał na dziecko roczne, a może trochę starsze, ubrany był w białą tunikę, ale krótszą niż zwykle. Nóżki miał bose, włosy jasno-złote... Był zachwycający! Poznałam Go natychmiast i powiedziałam: „naturalnie, że Cię poznaję! To Ty przecież jesteś mym Jezusem. Ale jakżeś maleńki, mój Panie!... Uśmiechnął się i odrzekł: „Tak, Ja jestem bardzo maleńki!... Ale Serce Moje jest ogromne!" „Kiedy to powiedział, położył rączkę na piersi i ujrzałam Jego Serce! Nie potrafię powiedzieć, co wypełniło mi serce na ten widok!... O Panie, gdybyś Ty nie miał tego Serca, nie mogłabym Cię tak miłować, ale Twe Serce mnie zachwyciło... Pan Jezus zaś rzekł z serdecznością, której nie potrafię wyrazić: „Dlatego właśnie chciałem, abyś je poznała, Józefo; dlatego umieściłem cię w głębi tego Serca." „Zapytałam Go, czy te wszystkie cierpienia już się skończyły?" „Nie, musisz jeszcze cierpieć!" A potem dodał: „Potrzebuję serc, które miłują, dusz, które wynagradzają, ofiar, które się wyniszczają... przede wszystkim jednak dusz, które oddają się bez zastrzeżeń!"

Wtedy Józefa zwierza Mu się ze swego głębokiego cierpienia: oto lęka się, że dusza jej straciła coś ze swej czystości, a przynajmniej coś z dawnej wierności, „bo przedtem nie wiedziałam nic z tych rzeczy, którymi szatan mnie dręczy... Jezus mi odpowiedział: „Nie lękaj się, dusza twa jest obmyta Moją Krwią i nic takiego nie może cię skalać." A potem mówi, przypominając jej słowa, które nieraz w ciągu poprzednich dni dodawały jej siły: „Twoje Matki Przełożone znalazły odpowiedni wyraz na określenie zupełnego oddania się. Szatan ma tylko tyle mocy, ile mu dano z góry. Powiedz mu, że Ja jestem ponad wszystkim."

A wreszcie polecenie, dotyczące pokory, kończy lekcje Boskiego Dzieciątka: „Widzisz, Józefo, jak małym chciałem się stać! A to, dlatego, aby ci pomóc stać się bardzo maleńką. Jeśli chciałem się uniżyć do tego stopnia to, dlatego aby cię nauczyć upokarzać się!" „Pobłogosławił mnie Swą rączką i zniknął." Józefa znowu przestaje robić swoje zapiski. Wieczorem tego dnia powstają gwałtowniejsze niż dotąd próby. Dwanaście dni wzrastających prześladowań; porywania, zniewagi napełniają jej duszę bólem, udręką, rozpaczą prawie, ale nie zmniejszają jej odwagi.

W środę, dnia 11 stycznia, wezwano jej kierownika duszy, aby ją wysłuchał i umocnił. Ale w tej samej chwili szatan tak nią owładnął, że już począł triumfować. Wreszcie po długiej walce siostra Józefa wydobyła się spod tego wpływu i przyszła do siebie przy pomocy błogosławieństwa kapłańskiego. Kierownik duszy, który sprawdzał wszystko, co się działo w tych tragicznych godzinach, proponuje jej złożenie natychmiast ślubu czystości, aż do dnia zobowiązań zakonnych. Więc Józefa, pełna niebiańskiej radości, przyrzekła Jezusowi na klęczkach dozgonną wierność. Ofiaruje ona to poświęcenie na wynagrodzenie zniewag, jakimi szatan obrzuca w jej obecności czystość Niepokalanej Dziewicy.

Ten akt, tak spontanicznie spełniony, napełnił Józefę pokojem. Wieczorem tego dnia, uzbrojona w nową siłę, stawia ona czoło atakom szatana, który zdaje się mścić na niej z wściekłością. Ale nie ma on „innej siły nad tę, którą dano mu z góry”. I znowu Przenajświętsza Dziewica wstrzymuje go swą dziewiczą stopą, mówiąc do nikczemnego szatana: „Ani kroku dalej."

„Rano w czwartek, dnia 12 stycznia - zapisuje ona - w chwili, gdy zły duch strasznie mnie męczył, ukazała się nagle Matka Najświętsza, i biorąc mnie za rękę, podniosła mnie i rzekła: „Dosyć na ten raz, Moja córko! Jezus cię broni i Ja także. Czy myślisz, że może On opuścić swą Oblubienicę?... Nie lękaj się niczego, Józefo." „Pobłogosławiła mnie i znikła."

W parę chwil potem, w czasie dziękczynienia, Jezus sam ukazuje się jej i mówi, mając na myśli ślub czystości złożony dnia poprzedniego: „Józefo, Oblubienico Moja, czy wiesz, co twoi przełożeni osiągnęli przez ten ślub?... Zobowiązali oni Moje Serce do otoczenia cię szczególną opieką. Powiedz im, że ten akt przyniósł Mi dużo chwały."

„Zapytałam Go, czy próba już się skończyła?"

„Chcę, abyś oddała się bez zastrzeżeń, tak na cierpienia, jak na radości i abyś była gotowa zarówno znosić katusze szatana, jak przyjmować Moje pociechy."

Pan Jezus chce, więc utrzymać Józefę wciąż na tej samej drodze pełnego oddania się. Ma ona iść naprzód na oślep. Nie mając żadnych innych upewnień, ma opierać się jedynie na Bogu.

O. Boyer, który pilnie nią się zajmuje, wiedzie ją także tą drogą wiary i pokory. „Polecił mi, pisze Józefa, stać się bardzo małą, stawiać się niżej od wszystkich i uważać się za najniegodziwszą ze stworzeń."

Jezus podkreśla to polecenie, które tak odpowiada życzeniom Jego Serca. „Czy zrozumiałaś dobrze, Józefo, rady dane ci przez Ojca?… Tak, pragnę, żebyś była bardzo mała. Chcę, mówił dalej z mocą - abyś była upokarzana i starta na proch. Pozwól się kształtować i niszczyć według planów Mego Serca."

Tego dnia wieczorem, Matka Najświętsza wspomina Józefie po raz pierwszy o tym, że jej ziemska pielgrzymka niedługo się skończy.

Józefa mówi Jej, że nie chciałaby już wycofać swej ofiary nie-wracania do Ojczyzny.

„Tak, - odpowiada jej Niepokalana - umrzesz tu, we Francji, w tym domu w Poitiers; zanim upłynie dziesięć lat będziesz już w niebie!"

21 lipca tegoż roku, dla dodania Józefie ducha, w przewidywaniu trudnych chwil, złączonych z jej posłannictwem, Matka Najświętsza powtarza: „Przed upływem trzech lat będziesz już w niebie. Mówię to, aby ci dodać odwagi."

„Zdaje mi się - pisze Józefa w kilka dni potem, - że było to 13 lub 14 stycznia, kiedy szatan zaczął na nowo mnie dręczyć. Z coraz większą wściekłością usiłuje on doprowadzić mnie do porzucenia Zgromadzenia. Próbował nawet oszukać mnie, udając samego Pana Jezusa."

Tu znowu urywają się zapiski Józefy. Od piątku, dnia 3 stycznia, szatan ponawia swe ataki, nie może jednak zachwiać Józefy, która na groźby wroga ma w odpowiedzi te energiczne słowa: „A więc zabij mnie!" Wtedy to odkryty, podwoi swą wściekłość i gwałty. To obrzuca ją obelgami, jeżeli nie ustąpi jego groźbom, jeśli nie zgodzi się na grzech, do którego ją pociąga i nie zdecyduje się na wystąpienie, to znów opanowuje jej umysł, a te obsesje znacznie niebezpieczniejsze, zdają się ją przywodzić na krańce rozpaczy.

A jednak - i tu objawia się duch, który nią kieruje i miłość, jaka ją podtrzymuje - wśród tego życia pełnego cierpienia, upokorzeń i prób, Józefa nie przestaje być wierna regule, życiu wspólnemu i codziennej pracy. Po rozmyślaniu i Mszy Świętej robi powierzone sobie porządki, dotrzymuje wierności wyznaczonym obowiązkom: widać ją w prasowalni, zajmuje się kaplicą Dzieł Apostolskich... a resztę czasu poświęca szyciu i naprawianiu garderoby. Jakby na podstawie szczególnego prawa przypadają na nią dodatkowe akty poświęcenia, do których jest sposobność w każdym domu. Jest ceniona za pracowitość, inteligentną pracę, zwłaszcza za poświęcenie i zapomnienie o sobie.

Wszystko to nie ulega zmianie; ani w ciągu tych dwóch miesięcy: grudnia 1921 i stycznia 1922, ani w przyszłości. Skoro tylko szatan ją opuszcza, choć wyczerpana do ostatka, zabiera się Józefa do swej zwykłej pracy z męstwem nieraz heroicznym, tak jakby nic nie zaszło.

Widząc ją zawsze tak równą w usposobieniu, któż mógłby przeczuwać, co ona przeszła i co ją ciągle czeka?... Rzeczywiście osłania ją zupełna tajemnica, i mimo wysiłków szatana, nic nie zdradza bolesnej drogi, którą Pan Jezus postanowił ją prowadzić. To czuwanie Boga jest też niepośrednim znakiem, świadczącym o Jego obecności i działaniu.

Matka Najświętsza zastrzega sobie, jak zawsze, rozjaśnienie czasem tej nocy promyczkiem pokoju.

Trzeciego lutego, w pierwszy piątek miesiąca, Ojciec Boyer na życzenie Józefy, dla umocnienia jej w powołaniu, pozwala jej dodać do ślubu dziewictwa ślub pozostania na zawsze w Zgromadzeniu Najświętszego Serca Jezusowego o tyle, o ile przełożone jej zechcą ją zatrzymać. W tym drugim zobowiązaniu czerpie Józefa nieustraszoną moc, zdecydowana cierpieć i walczyć tak długo, jak długo spodoba się Panu Jezusowi.

W niedzielę, dnia 12 lutego, po godzinach przedpołudniowych, w których szatan wytężył wszystkie siły, aby ją zwyciężyć, Józefa znajduje się po południu razem z siostrami w kaplicy Dzieł Apostolskich, gdzie odprawia się nabożeństwo z błogosławieństwem Najświętszego Sakramentu. Nagle, po błogosławieństwie ukazuje się tuż koło niej otoczona światłością Matka Najświętsza. Józefa drży ze wzruszenia... Tak dawno już nie miała odwiedzin swej Niebiańskiej Matki!... Obawia się jednak i waha... Ale spokój, który nie zawodzi, towarzyszy temu dobrze znanemu słodkiemu głosowi.

„Nie lękaj się, Moja córko! Jestem Dziewicą Niepokalana Matką Jezusa Chrystusa, Matką twego Odkupiciela i Boga." Cała dusza Józefy wyrywa się do niej. Ale wierna posłuszeństwu, by odsłonić wciąż możliwe szatańskie zasadzki mówi: „Jeśli jesteś Matką Jezusa, to pozwól mi odnowić przed sobą ślub dziewictwa, który składam aż do dnia, w którym będę miała szczęście złożyć me śluby zakonne w Zgromadzeniu Najświętszego Serca. Odnawiam także w Twoje ręce ślub pozostania w tym drogim Zgromadzeniu aż do śmierci. Wolę raczej umrzeć, niż być niewierną powołaniu."

Mówiąc to wszystko, Józefa nie spuszcza z oczu przesłodkiej wizji Matki Najświętszej, która patrzy na nią serdecznie. Najświętsza Dziewica kładzie na głowę Swego dziecka Swą prawą rękę i mówi dalej: „Nie lękaj się, Moja córko, Jezus cię obroni, a twoja Matka dopomoże." Potem kreśli jej na czole znak krzyża, daje rękę do pocałowania i znika.

Ta niebiańska chwila zalewa duszę Józefy pokorą i radością. Nieprzyjaciel jednak nie został rozbrojony. Wieczór mija pod jego razami, których siłę podwaja jego wściekłość. Czy uważa się za zwyciężonego tym razem? W każdym razie Józefa, choć zmordowana, pozostaje pełna ufności na wspomnienie promiennego spojrzenia i uśmiechu swej Niebiańskiej Matki. Próba ustaje na kilka dni.

Nazajutrz rano, w poniedziałek, dnia 13 listopada, 1923 roku słyszy ona wezwanie swego Pana: „Przyjdź, nie lękaj się, Jam jest!"

„Nie wiedziałam, czy to był On?... - pisze Józefa dalej - poszłam powiedzieć to Matkom, a potem udałam się na chórek. Pan Jezus już tam był. „Tak, to Ja, Jezus, Syn Dziewicy Niepokalanej!" Szatan, mimo całego swego tupetu nie zdoła nigdy wymówić takich słów.

„Panie, Miłości moja jedyna! - odpowiada Józefa, jeśli to Ty jesteś, to pozwól mi odnowić w swej obecności śluby, które Ci złożyłam. Pan Jezus słuchał mnie z upodobaniem, a kiedy skończyłam odpowiedział: „Powiedz twym przełożonym, że ponieważ wiernie spełniłaś Moją Wolę, Ja także będę wam wierny. Powiedz im, że ta próba skończona... a ileż przyniosła ona radości Memu Sercu... Ty zaś, Józefo, (i tu wyciągnął ręce i zbliżył mnie do Swego Serca!) - odpocznij we Mnie i w Moim pokoju, tak jak Ja odpocząłem w twych cierpieniach.”

Ale wieczorem Boski Mistrz podkreśla warunki tego pokoju. „Pozostaw Mi w sobie całą swobodę działania." A potem, ruchem pełnym niewypowiedzianej miłości, pociąga ją i otwiera jej Swe Serce: „Przyjdź i odpocznij tutaj."

„Pogrążył mnie w Nim, mówi Józefa, i dał mi zakosztować szczęścia, które chyba jest już udziałem Niebian!... Trwało to prawie godziną. A potem, rzekł odchodząc: „Jeśli zostaniesz wierną, żyć będziesz w Mym Świętym Sercu i nigdy się z Nim nie rozstaniesz."

do góry

6. W ciemnościach zaświatów

„Nie zapominaj, moja córko, że nic się nie dzieje, czego by nie obejmowały plany Boże.” (Święta Magdalena Zofia do Siostry Józefy - 14 marca 1922)

Okres, który teraz otwiera się przed Józefą, jest najbardziej tajemniczy w jej życiu. Podczas gdy zły duch otrzymuje nad nią nową władzę, otwierają się przed nią same czeluście piekła, obejmując ją cierpieniem, jakiego dotąd jeszcze nie zaznała. Józefa poznaje, co to jest strata dusz, a bolesne doznania potrzeby ich odkupienia, pozwolą jej zmierzyć wielkość wymaganych za nie ofiar.

Druzgocąc ją przez cierpienie, Jezus żłobi w niej równocześnie takie głębie pokory, wiary i oddania, jakich nigdy nie potrafiłby dokonać wysiłek osobisty. Boski Mistrz zastrzegł sobie tę pracę i dokonuje jej w oznaczonej godzinie całkiem nieprzewidzianymi środkami.

Na jednej z cudownych stron swych dzieł, św. Teresa opisała zejście do piekła, które pozostawiło w jej duszy niezatarte ślady. Siostra Józefa, która nigdy nie czytała objawień swej Świętej rodaczki, napisała kilka razy z posłuszeństwa sprawozdanie z tych długich pobytów w otchłani wszelkiego bólu i rozpaczy. Te świadectwa, zarówno przejmujące, jak proste, po upływie czterech wieków zbliżają się do klasycznego opisu wielkiej Mistyczki z Avilla. Słychać w nich ten sam dreszcz cierpienia i skruchy, miłości wynagradzającej i gorącej żarliwości.

Dogmat o piekle, tak często zwalczany, lub po prostu pomijany milczeniem przez wyznawców okaleczonego katechizmu, z wielką szkodą dla dusz, a nawet z niebezpieczeństwem dla ich zbawienia, zostaje tu naświetlony w Boski zaiste sposób. Któż będzie wątpił w istnienie piekielnej potęgi, zażarcie walczącej z Chrystusem i Jego Królestwem, czytając na tych kartkach to, co Józefa słyszała, widziała i wycierpiała? Któż zmierzy wartość odkupieńczą tych długich godzin spędzanych w tym więzieniu ognia?... Józefa, której zdaje się, że jest tam zamknięta na zawsze, będąc świadkiem zażartych wysiłków szatana, aby na wieczność całą wyrywać dusze Chrystusowi Panu, doświadcza boleści nad boleścią - niemożności miłowania.

Kilka wyjątków z jej pism odda może przysługę wielu duszom. Dla tych, którzy znajdują się na równi pochyłej, będą one wołaniem ostrzegawczym, ale czy nie będą one przede wszystkim miłosnym wezwaniem, skierowanym do tych, którzy postanowią niczego nie szczędzić, by chronić dusze przed zgubą?

W nocy, ze środy na czwartek, dnia 16 marca, Józefa po raz pierwszy schodzi w tajemniczy sposób do piekła.

Już od poniedziałku pierwszego tygodnia postu, dnia 6 marca, wkrótce po zniknięciu Pana Jezusa, głosy piekielne wstrząsają nią boleśnie kilka razy.

Dusze, które wpadły w tę otchłań, przychodzą, choć niewidzialnie, wyrzucać jej brak ofiarności. Siostra Józefa jest poruszona do głębi, gdy słyszy u potępionych takie na przykład krzyki rozpaczy:

„Na zawsze jestem tu, gdzie już nie można miłować!... O, jakże krótka była przyjemność... a za nią wieczne potępienie... Cóż nam pozostaje?... Nienawidzić piekielną nienawiścią i to na zawsze!"

„O, pisze Józefa, dowiedzieć się o zgubie jakiejś duszy i nie móc nigdy nic dla niej uczynić!... Wiedzieć, że przez całą wieczność dusza jakaś przeklinać będzie Pana Jezusa i nie móc temu zaradzić!... Gdybym mogła cierpieć wszystkie katusze świata... co to za straszliwy ból!... Lepiej byłoby umrzeć tysiąc razy, niż być odpowiedzialnym za zgubę jednej duszy!"

W niedzielę, dnia 12 marca, pisze Józefa do swej Przełożonej, która na kilka dni wyjechała do Rzymu: „O, gdyby Matka wiedziała, z jakim zmartwieniem przychodzę! Od 2 marca nie mam żadnych klejnotów... (Nazywa ona tak koronę cierniową i krzyż Pana Jezusa), bo znowu zraniłam Jezusa, który jest dla mnie tak dobry... ufam jednak i tym razem, że On zlituje się nade mną, lecz w tej chwili drogo to okupuję, gdyż od nocy pierwszego piątku największe z cierpień zajęło miejsce Jego nawiedzin... Zresztą, kiedy Matka wróci, to stwierdzi tę moją słabość!"

Aby jednak nie martwić Przełożonej, dodaje ze swą delikatnością: „Jakże cieszę się z tych dni, które Matka spędza w domu macierzystym! Myślę, że tutaj oprócz mnie wszyscy starają się pocieszać Jezusa i że Jego Serce na pewno znajduje to, czego oczekuje od swego Ogrodu Rozkoszy. Co do mnie, to prowadzę życie jak dawniej: staram się być zawsze uprzejma, wierna w przekazywaniu wszystkiego Matce Asystentce a reszta, jak Matce wiadomo. Proszą Matkę o modlitwę, aby Najświętsza Panna wyciągnęła Swe macierzyńskie ręce i wyprosiła mi przebaczenie!"

Tym razem święta Magdalena Zofia (pierwsza Matka Przełożona, założycielka Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusowego) przyjdzie w poselstwie od Jezusa i od Jego Miłosierdzia. We wtorek, dnia 14 marca, ukazuje się jej w swej celi. Słucha jej pokornego wyznania, umacniają w ufności i zachęca tymi słowami: „Nic zapominaj, moja córko, że nic się nie dzieje, czego by nic obejmowały plany Boże." Józefa zwierza się jej ze swego wielkiego zmartwienia i bólu, który ją gnębi na myśl o skutkach jej słabości, gdyż wydają się jej one niemożliwe do naprawienia. „Ależ tak, moja córko, możesz to wynagrodzić" - odpowiada natychmiast święta Magdalena Zofia, - jeżeli ten upadek pogłębi w tobie pokorę i ofiarność." Zapytałam Ją, czy Jezus już więcej nie wróci. Pragnę Go i wzywam, bo nie mogę pomyśleć, że nie zobaczę Go już więcej i to z mojej winy! (Józefa na skutek pewnego uchybienia straciła na pewien czas regularne widzenie Pan Jezusa, stąd myślała, że może Go już więcej nie zobaczy - przyp. red.).

Ale święta Magdalena Zofia przerywa jej żywo z macierzyńską siłą: „Ależ tak, moja córko, oczekuj Go: pragnienie i oczekiwanie Oblubienicy jest chwałą dla Oblubieńca."

To niebiańskie spotkanie przynosi, więc zapewnienie o miłości, która się nie zmieniła i mówi o przebaczeniu, które nie nuży się nigdy. Jezus udziela go Józefie, aby na wstępie wielkiej próby pokazać jej, że trwa przy niej zawsze Ten Sam.

W nocy ze środy na czwartek, dnia 16 marca, około godziny 10 - pisze Józefa - słyszę tak, jak w ciągu ostatnich dni, zmieszany hałas krzyków i brzęk łańcuchów. Wstałam, ubrałam się i drżąc ze strachu uklękłam koło łóżka. Krzyki zbliżają się. Wyszłam z sypialni i, nie wiedząc, co robić, poszłam do celi naszej świętej Matki, a potem wróciłam do sypialni. Ten sam straszliwy hałas otaczał mnie ciągle.

Nagle, ujrzałam przed sobą szatana, który krzyczał: „Skrępujcie jej nogi, zwiążcie jej ręce!..."

W tej chwili nie wiedziałam już gdzie się znajduję, czułam, że mnie silnie wiązano i unoszono. Inne głosy syczały: „To nie nogi trzeba jej skrępować, ale serce!"

A szatan odparł: „Ono nie należy do mnie."

Potem wleczono mnie przez długą drogę pogrążoną w ciemnościach. Ze wszystkich stron słyszę straszliwe krzyki. W ścianach tego wąskiego korytarza, znajdowały się zagłębienia jedne naprzeciw drugich, skąd wychodził dym niemal bez płomienia, a zapach jego był nieznośny. Stamtąd też głosy potępionych miotały różnego rodzaju bluźnierstwa i brudne słowa. Jedni przeklinali swe ciało, drudzy - swych rodziców. Inni wyrzucali sobie, że nie korzystali ze sposobności i ze światła, aby porzucić zło. A wreszcie była to wrzawa pełna wściekłości i rozpaczy.

Wleczono mnie przez to przejście, w rodzaju korytarza, który nie miał końca. A potem otrzymałam tak gwałtowne uderzenie, że zgiętą we dwoje, wepchnęło mnie ono do jednej z tych nisz. Czułam się jakby ściśnięta między rozżarzonymi igłami. Naprzeciw i obok mnie przeklinały mnie dusze i bluźniły. To sprawiało mi najwięcej cierpienia... Ale co nie może być porównane z żadną katuszą, to udręka duszy widzącej, że jest odrzucona od Boga...

Zdawało mi się, że spędziłam długie lata w tym piekle, a przecież trwało to tylko sześć do siedmiu godzin... Nagle szarpnięto mnie gwałtownie i znalazłam się w ciemnym miejscu, gdzie szatan, uderzywszy mnie, zniknął i zostawił mnie wolną... Nie potrafię wypowiedzieć, co czułam w duszy, kiedy zdałam sobie sprawę, że żyję jeszcze i że mogę miłować Boga!

Choć boję się cierpienia, to jednak, by uniknąć piekła, jestem gotowa nie wiem co przeżywać. Widzę jasno, że wszystkie cierpienia świata są niczym w porównaniu z bólem, jaki sprawia świadomość, że już więcej nie można miłować, gdyż tam oddycha się tylko nienawiścią pragnieniem zatracenia dusz!..”

Odtąd Józefa doznaje często tego tajemniczego cierpienia. Wszystko jest zaiste tajemnicą z tych długich pobytów w ciemnościach zaświatów. Przeczuwa je ona za każdym razem, słysząc ten dźwięk łańcuchów i oddalone krzyki, które się zbliżają, otaczają ją i przygniatają.

Próbuje ona uciekać, zająć się czymś, pracować, aby uniknąć tego natarcia szatańskiego, a przecież dosięga ją ono i powala. Przed tym opanowaniem zostaje jej zaledwie tyle czasu, że może schronić się do swej celi, gdzie wkrótce zatraci świadomość tego, co ją otacza.

A odnajduje się dopiero w tak przez siebie nazywanym „ciemnym miejscu", oko w oko z szatanem, który nad nią triumfuje i zdaje się wierzyć, że trzyma ją w swej władzy już na zawsze. To też wydaje gwałtowny rozkaz, aby ją wrzucić na przygotowane miejsce i Józefa mocno znękana wpada w ten chaos ognia i boleści, odmęty wściekłości i nienawiści.

Zapisuje ona to tak prosto i rzeczowo, jak to widzi, słyszy i doświadcza.

Na zewnątrz tylko lekkie drgnięcie zdradza to tajemnicze odejście. A zaraz potem ciało jej staje się całkiem wiotkie i traci sprężystość tak, jak u człowieka zmarłego przed paru minutami. Jej głowa i członki stają się bezwładne. Jedynie serce bije normalnie. Józefa żyje, jak gdyby nie żyjąc.

Stan ten trwa dłużej lub krócej, zależnie od woli Bożej, która choć wydaje ją na pastwą piekła, strzeże jej jednak swoją pewną ręką.

W chwili przez Boga oznaczonej następują ponowne i niemal niedostrzegalne drgnięcia i poruszone przez duszą ciało odzyskuje życie.

Ale wtedy nie jest ona jeszcze wolna od mocy szatana, który okłada ją razami. W tym ciemnym miejscu, w którym tylko jego samego dostrzega, siostra Józefa przeżywa zelżywości i groźby, a potem dopiero wyzwala się zupełnie spod jego władzy.

Kiedy wreszcie szatan ją porzuci, a ona powoli wróci do siebie; godziny spędzone w piekle wydają się jej wiekami. Stopniowo przypomina sobie miejsca i osoby, które ją otaczają. „Gdzież ja jestem?... Kto ty jesteś?... Czyja żyją jeszcze?” - pyta wtedy. Biedne oczy usiłują odtworzyć ramy tego życia, które wydaje się jej z tak dalekiej przeszłości. Czasem rzęsiste łzy płyną cicho, a cała postać nosi na sobie znamię trudnego do oddania bólu. Dochodzi ona wreszcie do uchwycenia wątka teraźniejszości i nie można wprost wyrazić głębokiego wzruszenia, jakie ją ogarnia nagle na myśl o tym, że jeszcze może miłować!

Opisuje to siostra Józefa parę razy w słowach, tchnących taką prostotą uniesienia, że nie sposób ich pominąć: „Niedziela, dzień 19 marca 1922 r., trzecia niedziela Postu. - Znowu zeszłam do tej otchłani i zdaje mi się, że jestem tam już długie lata. Dużo cierpiałam, ale największą męczarnią jest przyjąć, że już na zawsze jestem niezdolna miłować Pana Jezusa. Dlatego też, kiedy wracam do życia, szaleję z radości. Myślą, że kocham Go coraz więcej i że, aby Mu tego dowieść, jestem gotowa cierpieć wszystko, co On tylko zechce. Zdaje mi się też, że wysoko sobie cenią moje powołanie i że kocham się w nim do szaleństwa.”

A parą wierszy niżej dodaje: „To, co widzę, daje mi wiele odwagi do cierpienia. Rozumiem wartość najmniejszych ofiar: Jezus je zbiera i posługuje się nimi dla zbawienia dusz. Wielkim jest zaślepieniem unikanie cierpienia, choćby w najdrobniejszych rzeczach, skoro ono ma ogromną wartość nie tylko dla nas, ale służy także do ocalenia wielu dusz przed tak straszną męczarnią."

Siostra Józefa starała się, z posłuszeństwa, opisać coś z tych zejść do piekła, które powtarzają się często w tym czasie. Wszystkiego przetłumaczyć na język ludzki nie można. Ale jeszcze kilka stron może posłużyć, jako cenna nauka. Będą one bodźcem dla dusz do poświęcenia i ofiary za zbawienie tych, którzy każdego dnia i o każdej porze są na brzegu przepaści, przedmiotem tragicznej rozgrywki między miłością i nienawiścią, między rozpaczą i miłosierdziem.

„Kiedy schodzę do tego miejsca, pisze Józefa w niedzielę dnia 26 marca, słyszę krzyki wściekłości i piekielnej uciechy, bo jedna dusza więcej pogrąża się w mękach!… W tej chwili nie zdaję sobie sprawy z tego, że już schodziłam do piekła: wydaje mi się zawsze, że to po raz pierwszy. Zdaje mi się także, że to już na wieki i ta świadomość powoduje ogrom cierpień, bo przypominam sobie, że znałam i kochałam Pan Jezusa... że byłam zakonnicą, że Pan Jezus dał mi wielkie łaski i wiele środków do zbawienia. Cóż, więc uczyniłam, że zmarnowałam tak liczne łaski? Skąd to zaślepienie?... A teraz nie ma już sposobu!... Przypominam sobie także swe Komunie Święte.... nowicjat... Ale najwięcej męczy mię to, że kochałam tak bardzo Serce Jezusowe! Znałam Je i było Ono moim skarbem. Żyłam tylko dla niego!... A teraz jak żyd bez Niego?... nie móc Go miłować?... być w otoczeniu bluźnierców i dyszących nienawiścią? Dusza moja jest udręczona i zdruzgotana tak, że nie umiem tego wyrazić; to nie da się wypowiedzieć..."

do góry

7. Siostra Józefa
cierpieniem wyrywa dusze szatanowi

Siostra Józefa jest też często obecna, kiedy szatan i jego satelici usiłują zażarcie wydrzeć Miłosierdziu Bożemu dusze, które prawie, że były ich łupem. Zdaje się, że w planach Bożych jej cierpienia są wtedy okupem za te biedne dusze, które będą jej zawdzięczać łaskę nawrócenia w ostatniej chwili życia.

„Szatan - pisze ona w czwartek dnia 30 marca - jest bardziej wściekły niż zwykle, gdyż chce zgubić trzy dusze. Krzyczał on z wściekłością do innych: „Niech się tylko nie wymkną... masz, bo odchodzą... idźcie, idźcie uparcie!..."

„I słyszałam krzyki wściekłości, odpowiadające mu z daleka." Dwa lub trzy dni z rzędu jest ona świadkiem tej walki. „Błagałam Pana Jezusa, by uczynił ze mną wszystko, co zechce, byleby tylko te dusze się nie zatraciły - pisze Józefa, wracając z przepaści w sobotę, dnia 1 kwietnia. Zwróciłam się także do Matki Najświętszej, która wlewając mi dużo spokoju, umocniła mą wolę do podjęcia wszelkich cierpień dla ich zbawienia. Wierzę, że Ona nie pozwoli na zwycięstwo szatana."

Dnia 2 kwietnia, w niedzielę Męki Pańskiej, pisze ona znowu: „szatan krzyczał: „Nie puszczajcie ich! Uważajcie na wszystko, co może je zaniepokoić... Niech się tylko nie wymkną!... doprowadźcie je do rozpaczy!..".

„Była to wrzawa krzyków i bluźnierstw. Nagle, rycząc z wściekłości, wołał: „Mniejsza o to! Zostały mi jeszcze dwie. Zabierzcie im ufność!"

„Zrozumiałam, że jedna z tych dusz wymknęła mu się na zawsze."

„Prędko, prędko - ryczał - niech te dwie się nie wymkną' Chwytajcie je! wypełnijcie rozpaczą!... Prędzej... bo odchodzą!..."

Wtedy powstało w piekle jakby zgrzytanie zębów i wśród nieopisanej wściekłości szatan ryczał: „O, co za Potęga!... Potęga tego Boga!..., który jest silniejszy ode mnie!... Pozostała mi jeszcze jedna... ale tej nie zdobędzie."

„Piekło stało się jednym okrzykiem bluźnierstwa, morzem skarg i jęków. Zrozumiałam, że te dwie dusze zostały uratowane. Serce moje napełnia radość, choć nie mogłam wzbudzić ani jednego aktu miłości, mimo mej potrzeby miłowania... Jednakże nie czuję tej nienawiści do Pana Jezusa, jaką zieją nieszczęśliwe dusze, które mnie otaczają. A kiedy słyszę ich przekleństwa i bluźnierstwa odczuwam taki ból, że wycierpiałabym nie wiem co, byleby tylko Bóg nie był tak obrażany i znieważany. Obawiam się, aby z czasem nie stać się taką, jak inni. To mi sprawia tyle cierpienia, bo przypominam sobie, jak Go umiłowałam i jaki był On dla mnie dobry!

„Dużo cierpiałam podczas mojego pobytu w piekle - mówi dalej - zwłaszcza w ciągu tych ostatnich dni. Tak jakby strumień ognisty przechodził mi przez gardło i przez całe ciało, ściśnięte równocześnie przez ogniste blachy; jak już wspomniałam, ból jest tak okropny, że nie potrafię wypowiedzieć jego bezmiaru. Oczy zdają się wychodzić ze swych miejsc, jak gdyby je wydzierano, uszy są naciągnięte, ciało zgięte we dwoje nie może się poruszać, cuchnący zapach przenika wszystko." Ten przykry zapach otaczał Józefę, kiedy kończył się jej pobyt w piekle, a także przy uprowadzeniach i prześladowaniach, diabelskich: zapach siarki oraz rozkładającego się i palonego ciała, który czuć było koło niej przez kwadrans lub pół godziny potem, jak twierdzą świadkowie, choć Józefa sama zostawała dłużej pod jego nieprzyjemnym wrażeniem. A przecież to wszystko jest niczym w porównaniu z cierpieniem duszy, która zna Dobroć Boga, a jest zmuszona Go nienawidzieć. Cierpienie to jest tym większe, im więcej Go miłowała!

do góry

8. Siostra Józefa nawiązuje stosunki
z czyśćcem - otchłanią boleści dla dusz

Inne tajemnice zaświatów odsłonią się jeszcze przed Józefą. W tym samym czasie, w okresie Postu 1922 roku, kiedy dniem i nocą przeżywa takie prześladowania, Bóg wprowadza ją w stosunki z drugą otchłanią boleści - czyśćcem. Wiele dusz przychodzi prosić ją o modlitwy i ofiary w słowach nacechowanych najgorętszą pokorą. Z początku wstrząśnięta, potem przyzwyczaja się Józefa powoli do zwierzeń tych dusz cierpiących. Wysłuchuje je, pyta je o nazwiska, dodaje im odwagi i poleca się z ufnością ich pośrednictwu.

Warto zebrać cenne pouczenia dusz czyśćcowych:

Jedna z nich przychodzi oznajmić o swym wyzwoleniu i dodaje „Najważniejsza rzecz, to nie wstąpienie do zakonu, ale do wieczności."

„Gdybyż dusze zakonne wiedziały, jak tu drogo płacić trzeba za małe nawet dogadzanie swej naturze!... mówiła druga, prosząc o modlitwą." „Wygnanie moje skończone, wstępują do wiecznej Ojczyzny!"

A jakiś kapłan znów mówił: „Jakże nieskończona jest Dobroć i Miłosierdzie Boga, że raczy się posługiwać ofiarami i cierpieniami innych dusz, dla wynagrodzenia za nasze wielkie niewierności: Ileż wyższych stopni chwały, mógłbym był osiągnąć, gdyby moje życie było inne!"

Jakaś dusza zakonna zwierzyła się Józefie, idąc do nieba: „Jakże inaczej wyglądają rzeczy ziemskie, kiedy się przyjdzie do wieczności! Obowiązki same z siebie są niczym w oczach Boga, liczy się jedynie czystość intencji, z jaką się je wykonuje; nawet, jeśli chodzi o najmniejsze czynności. Jakże niewiele znaczy ziemia i wszystko, co się na niej znajduje!... a jednak, jaką miłością to wszystko się otacza... Ach, życie, choćby najdłuższe, jest niczym w porównaniu do wieczności! Gdybyż ludzie wiedzieli, czym jest jedna chwila spędzona w czyśćcu! jak duszę trawi i wyniszcza pragnienie oglądania Pana Jezusa!"

Były też biedne dusze, które dzięki Miłosierdziu Bożemu uniknęły większego niebezpieczeństwa i przychodziły błagać Józefę, aby przyspieszyła ich wyzwolenie. Oto słowa tych dusz:

„Jestem tu dzięki wielkiej Dobroci Bożej - mówiła jedna z nich - gdyż niepohamowana pycha otwarła przede mną bramy piekła. Brutalnie traktowałam wiele osób, a teraz sama rzuciłabym się do stóp ostatniego z biedaków. „Ulituj się nade mną i czyń akty pokory na wynagrodzenie za moją pychę! W ten sposób będziesz mogła uwolnić mnie z tej otchłani."

„Żyłam siedem lat w grzechu ciężkim - wyznawała druga - a trzy lata byłam chora... Nie chciałam się spowiadać. Gotowałam sobie piekło i byłabym tam wpadła, gdybyś przez twe dzisiejsze cierpienia nie wyprosiła mi siły powrotu do stanu łaski. Jestem teraz w czyśćcu. A ponieważ wyprosiłaś mi zbawienie, błagam cię, wyciągnij mnie z tego smutnego więzienia!!!"

„Jestem w czyśćcu z powodu mej niewierności, gdyż nie chciałam odpowiedzieć na wezwanie Boże - mówiła trzecia. Przez dwanaście lat opierałam się powołaniu i żyłam w wielkim niebezpieczeństwie potępienia. Aby zagłuszyć wyrzuty sumienia, rzuciłam się w objęcia grzechu. Dzięki dobroci Bożej, która raczyła się posłużyć owymi cierpieniami, zdobyłam się na odwagę powrotu do Boga... a teraz okaż mi miłosierdzie i wyzwól mnie stąd!"

„Ofiaruj za nas Krew Chrystusową, mówiła inna w chwili opuszczenia czyśćca. Cóżby się stało z nami, gdyby nikt nie przyniósł nam ulgi?..."

Nazwiska tych świętych gości, nieznanych Józefie, starannie notowane wraz z datą i miejscem ich śmierci, były nieraz bez jej wiedzy drobiazgowo sprawdzane. W ten sposób pewność, poparta rzeczywistością faktów, pozostaje cennym świadectwem jej stosunków z czyśćcem.

Kończył się Wielki Post, podczas którego Józefa doznawała na przemian to cierpień, to znowu łaski, jednych i drugich surowych w swym wyrazie. Bez szczególnej pomocy Bożej, jakże mogła była wytrzymać Józefa tego rodzaju zetknięcia się z niewidzialnym światem, wiodąc jednocześnie życie zawsze jednakowo pełne pracy i poświęcenia. Tę codzienną scenę przygotowywała jej heroiczna miłość Sercu Tego, który widzi w skrytości, podczas gdy otoczenie mogło tylko się pomylić w ocenie tych dni, tak podobnych do siebie na zewnątrz przez proste wypełnianie obowiązku.

Dwa zdarzenia charakteryzują jeszcze ostatnie dni Wielkiego Tygodnia. Wieczorem w Wielki Czwartek, dnia 13 kwietnia 1922 roku, Józefa pisze:

„Byłam w kaplicy, kiedy nagle o wpół do czwartej ujrzałam przed sobą kogoś przyodzianego tak jak Pan Jezus, ale cokolwiek wyższego niż On, bardzo pięknego i mającego na twarzy taki wyraz pokoju, że to pociągało duszę. Tunikę miał ciemno fioletowo-czerwoną. W ręku trzymał koronę cierniową, podobną do tej, jaką niegdyś przyniósł mi Pan Jezus.

„Jestem uczniem Pana - powiedział - Janem Ewangelistą i przynoszę ci jeden z najkosztowniejszych klejnotów Mistrza."

Dał mi koronę i sam mi ją włożył na głowę. Józefa, najpierw poruszona tym nieoczekiwanym zjawieniem, powoli upewnia się, dzięki ogarniającemu ją poczuciu pokoju. Ośmiela się i zwierza się niebieskiemu Gościowi z udręki, która ściska jej duszę wśród cierpień zadawanych przez szatana.

„Nie lękaj się. Dusza twa jest lilią, której Jezus strzeże w Swoim Sercu - odpowiada jej Apostoł-Dziewica. A potem mówi dalej: Jestem posłany, aby ci dać poznać niektóre uczucia, jakie przepełniały Serce Boskiego Mistrza w tym wielkim dniu. Oto miłość ma Go rozłączyć z uczniami, znacząc Go najpierw Chrztem Krwi. Ale ta sama miłość każe Mu zostać z nimi i skłania Go do ustanowienia Sakramentu Eucharystii. Lecz jakaż walka powstaje w tym Sercu! Wypocznie wprawdzie w duszach czystych! Ale jakże przedłuży się Jego Męka w sercach skalanych!

Jakże Jego Dusza napełniła się radością przy zbliżaniu się chwili, kiedy miał odejść do Ojca! Jaka jednak boleść ścisnęła Ją na widok, że jeden z dwunastu (Judasz) przez Niego wybrany, wyda Go na śmierć i że po raz pierwszy Krew Jego będzie bezużyteczna dla zbawienia jego duszy!

Jakaż miłość trawiła Jego Serce! Równocześnie zaś słaba wzajemność dusz, tak bardzo umiłowanych, napawała Je głęboko goryczą!... a cóż mówić o niewdzięczności i oziębłości tylu dusz wybranych!"

„Kończąc te słowa znikł jak błyskawica." To niebiańskie zjawienie umacnia Józefę na chwilę, przypominając jej wezwanie do wynagrodzenia, które spływa z Eucharystii do dusz Bogu poświęconych.

Ale po tym błysku pokoju nadciąga znów burza. Tego dnia wieczorem korona znika, a Józefa zostaje w wątpliwościach. Szatan sieje niepokój i zamęt w duszy swej ofiary. Dręczące pytanie staje przed jej umysłem: czy nie jest igraszką złudzenia i kłamstwa?... Czy te wszystkie rzeczy zaświatowe nie są mirażem jej wyobraźni?... wynikiem braku równowagi w jej naturze lub nieświadomej sugestii?

Takie stawia sobie Józefa znaki zapytania. Stawia je nie sama. Nic jednak w jej osobie, ani z fizycznej ani z moralnej strony, nie może poddawać podobnych wątpliwości. Ale roztropność, która ją otacza, czuwa z bliska i szuka autentycznego znaku, dla odróżnienia i stwierdzenia w niej bezpośredniej działalności szatana. Bóg da ten znak, usuwając wszelkie wahania.

W Wielką Sobotę, dnia 15 kwietnia, około czwartej po południu, siostra Józefa, po bolesnych walkach w ciągu dwóch ostatnich dni, słyszy, siedząc przy szyciu, wrzawę zapowiadającą zbliżanie się piekła. Wsparta przez posłuszeństwo z niesłychaną siłą broni się przed opanowaniem jej przez zbliżającego się szatana, który jednak w końcu ją powala. I znowu, jak zwykle, ciało jej zdaje się być bez życia.

Siostry zakonne klęcząc obok Matki Przełożonej modlą się i proszą Pana Jezusa, aby usunął niepewności, kryjące się w tajemnicy, dokonywującej się na ich oczach. Nagle, po lekkim drgnięciu, poznają jak zwykle, że Józefa wraca do życia. Bolesny wyraz jej twarzy pozwala domyślać się, co widziała i cierpiała.

Wtem podnosi ona szybko rękę i kładąc ją na piersiach woła: „Kto mnie pali?" Nie ma w pobliżu niczego, co by spowodować mogło ogień. Habit jej jest nietknięty. A przecież rozpina go z pośpiechem, a po celi rozchodzi się ostry i cuchnący zapach dymu, na niej zaś widać płonącą koszulę i trykot. „Koło serca" - jak mówi Józefa, pozostaje szeroki ślad oparzenia, świadcząc o rzeczywistości tego pierwszego zamachu szatana.

Józefa jest wzburzona do głębi: „Wolę odejść - pisze w pierwszej chwili - aniżeli dłużej być igraszką szatana!"

Oczywistość, z jaką Bóg pozwolił stwierdzić potęgę, diabelską, pozostanie jednak dla niej źródłem siły w ciągu następnych miesięcy. Dziesięć razy ulegnie Józefa oparzeniu. Będzie widziała szatana ziejącego na nią tym ogniem, który pozostawi swe ślady nie tylko na ubraniu, ale nawet na jej ciele.

Otwarte rany będą goiły się wolno, a blizny po nich poniesie z sobą do grobu. Do dzisiaj przechowano wiele sztuk tej popalonej i zwęglonej bielizny, które dobitnie świadczą o piekielnej wściekłości i o bohaterskim męstwie, które stawiło jej czoło, w celu dochowania wierności dla dzieła, którego autorem była Miłość.

do góry

9. Kilka dodatkowych notatek
siostry Józefy o piekle

Siostra Józefa pisała na ten temat bardzo wstrzemięźliwie. Czyniła to tylko z posłuszeństwa i w myśl odpowiedzenia zamiarom Pana Jezusa, o których Matka Najświętsza dnia 25 października 1922 roku powiedziała: „Wszystko, co ci Jezus pozwala oglądań i cierpień z mąk piekielnych, powinnaś przekazań swym Matkom, nie myśląc o sobie, a jedynie o chwale Serca Jezusowego i o zbawieniu wielu dusz".

Józefa pisze często przede wszystkim o największej katuszy piekła; czyli o niemożliwości miłowania Boga.

Przykładem są tutaj podane przez Siostrę Józefę głosy potępionych dusz:

„Jedna z dusz potępionych woła: „Oto moja męka... chcieć kochać i nie móc. Pozostaje mi tylko nienawiść i rozpacz. Gdyby ktoś z nas, tu obecnych, mógł raz chociażby wypowiedzieć jeden, jedyny akt miłości... nie byłoby to już piekło!... Ale my nie możemy, pokarmem naszym jest nienawiść i wzajemny wstręt!...” (23 marca 1922 r.).

„Inna z tych dusz nieszczęśliwych mówi w ten sposób: „Największą tutaj męką jest nie móc kochać Tego, którego musimy nienawidzieć. Trawi nas głód miłości, ale już za późno... Ty także poczujesz ten sam głód: nienawidzieć, mieć wstręt i pragnąć zguby dusz - oto nasze jedyne pragnienie!” (26 marca 1922 roku).

Siostra Józefa z posłuszeństwa i mimo oporu swej pokory pisze: „W ciągu tych ostatnich dni, kiedy wloką mnie do piekła, gdy szatan rozkazuje innym dręczyć mnie, wtedy oni odpowiadają:” „Nie możemy... jej członki już są umęczone dla Tego... (i tu określają bluźnierstwami Pana Jezusa) i wtedy szatan rozkazuje, dać mi do picia siarkę... a oni znów mówią: „Odmawiała sobie napoju...

Szukajcie, szukajcie, aby znaleźć któryś z jej członków, lub jakąś część ciała, której dogadzała lub sprawiała przyjemność..." „Zauważyłam też, że kiedy mnie wiążą, by mnie zawlec do piekła, nie mogą mnie nigdy skrępować tam, gdzie nosiłam narzędzia pokutne. Wszystko to piszę z posłuszeństwa" (1 kwietnia, 1922 r.).

Przytacza ona też oskarżenia, które dusze potępionych podnoszą przeciw sobie:

„Niektórzy ryczą wskutek męki bólu, jakiego doznają w swoich rękach. Ci, to chyba złodzieje, bo powtarzają sobie: Gdzież to wzięłaś? Przeklęte ręce!... Po co ta chęć posiadania tego, co do mnie nie należało, przecież nie mogłem był tego dłużej zatrzymać… jak tylko parę dni?..."

„Inni oskarżają swój język, swe oczy... każdy to, co mu było powodem do grzechu: Drogo teraz płacisz, moje ciało, za te przyjemności, któreś sobie sprawiało... i samoś tego chciało!... (2 kwietnia, 1922 roku).

„Zdaje mi się, że dusze oskarżają się zwłaszcza z grzechów przeciw czystości, z kradzieży, z niesprawiedliwości w sprawach pieniężnych i że większość jest za to potępiona" (6 kwietnia, 1922 r.).

Widziałam dużo dusz osób światowych, jak spadały w tę przepaść i nie sposób wyrazić, ani zrozumieć jak krzyczały i ryczały natychmiast przerażającym głosem:

„Wieczne przekleństwo!... omyliłem się, zgubiłem się... jestem tu na zawsze... nie ma dla mnie już ratunku... jestem przeklęty na wieki!..."

„I jedni oskarżali jakąś osobę, inni jakąś okoliczność, a wszyscy okazję swego upadku" (wrzesień 1922 r.). „Dzisiaj widziałam wielką ilość dusz spadających do piekła; myślę, że były to osoby światowe. Szatan wołał: „Teraz jest dla mnie stosowna chwila do działania... Znam najlepszy środek, aby pochwycić dusze!... Obudzić trzeba w nich chęć użycia. Nie!... ja pierwsza... ja przede wszystkim!... zwłaszcza nie dopuścić do pokory, niech używają. Oto, co zapewnia mi zwycięstwo i co je tu sprowadza w tak wielkiej ilości!" (4 października, 1922 r.).

„Słyszałam, jak szatan, któremu wymknęła się pewna dusza, musiał wyznać swą bezsilność: „Wstyd! wstyd!... jak to, tyle dusz mi się wymyka? były przecież moje!... (i tu wyliczał ich grzechy). Pracuję bez wytchnienia, a jednak mi się wymykają... To, dlatego, że ktoś za nie cierpi i wynagradza!" (15 stycznia, 1923 r.).

„Tej nocy nie byłam w piekle, ale przeniesiono mnie do jakiegoś miejsca, gdzie nie było żadnego światła, tylko w środku płonęło coś w rodzaju ogniska. Położono mnie i związano tak, że nie mogłam się ruszyć. Koło mnie znajdowało się siedmiu, czy ośmiu osobników, bez ubrania; ich czarne ciała oświetlał tylko obłok ognia.

Wszyscy siedzieli i rozmawiali. Jeden mówił: „Trzeba wielkiej ostrożności, aby nie rozpoznali naszej ręki, bo wtedy łatwo się spostrzegą i poznają, że to my."

Szatan odpowiedział: „Możecie wejść przez uczucie indyferentyzmu (obojętność religijna)... tak, myślę, że tych możecie, oczywiście maskując się, żeby się nie spostrzegli, uczynić obojętnymi na dobro i zło i tak powoli skłaniać ich wolę do złego. W innych wzbudzajcie ambicję, niech szukają jedynie własnego interesu... jedynie powiększenia majątku, nie oglądając się, czy to godziwe, czy nie. W tych znowu obudźcie zamiłowanie przyjemności i zmysłowości. Niech występek ich zaślepi! (Tu użył wstrętnych słów). Do tamtych... wchodźcie przez serce... wiecie, do czego skłaniają się te serca... idźcie... idźcie śmiało... niech kochają! niech się roznamiętniają!... Tylko mi dobrze pracujcie, bez wytchnienia, bez litości, trzeba zgubić świat... i niech mi się tylko dusze te nic wymkną!"

A inni odpowiadali od czasu do czasu: „My twoi niewolnicy... będziemy pracowali bez odpoczynku. Tak, wielu walczy z nami, ale my będziemy pracowali dzień i noc bez przerwy. Uznajemy twoją potęgę... itd."

W ten sposób rozmawiali sobie wszyscy, a ten, który zdaje mi się być szatanem, wymawiał obrzydliwe słowa. Z oddali słyszałam jakby brzęk kielichów i szklanek, a on wołał: „Pozwólcie im się objadać!... potem już wszystko będzie łatwe... Niech ci, co tak lubią używać, skończą swoją ucztę. To brama, przez którą wejdziecie." Dodał rzeczy tak straszne, że niepodobna ich powtórzyć ani napisać. Potem znikli, jakby przepadając w dymie (3 lutego, 1923 r.).

Szatan krzyczał z wściekłością, ponieważ jakaś dusza mu się wymykała: „Wzbudźcie w niej lęk! Doprowadźcie ją do rozpaczy! Ach, jeżeli ona zawierzy się miłosierdziu Tego... (i bluźnił Panu Jezusowi), jestem zgubiony! Ale nie! Napełnijcie ją trwogą, nie opuszczajcie jej na chwilę, a zwłaszcza doprowadźcie ją do rozpaczy!"

Wtedy w piekle słychać było jedynie okrzyki wściekłości. Kiedy zaś szatan wyrzucił mnie z tej przepaści, nie przestawał mi grozić. I mówił między innymi: „Czy to możliwe?... czyż to prawda, że słabe stworzenia mają więcej mocy niż ja, który jestem tak potężny. Ale ja się ukryję, aby ujść uwagi... Najmniejszy kącik mi wystarczy dla umieszczenia pokusy: za uchem, na kartkach książki,... przy łóżku... niektórzy nic sobie nie robią, ale ja mówię... mówię... a wskutek mówienia zawsze coś zostaje... Tak, schowam się tam dobrze, gdzie mnie nikt z was ludzi nie odkryje!" (7-8 lutego, 1923 roku).

Siostra Józefa pisze jeszcze wracając z czeluści piekielnych: „Widziałam, jak wpadało do piekła wiele dusz. Między innymi była wśród nich dziewczynka piętnastoletnia, przeklinająca swych rodziców, ponieważ nie nauczyli jej bojaźni Bożej i nie przestrzegli przed tym, że istnieje piekło! Mówiła, że jej życie, chociaż tak krótkie, było pełne grzechów, ponieważ pozwalała sobie na wszystkie przyjemności, jakich domagało się od niej ciało i namiętności. Oskarżała się zwłaszcza z czytania złych książek..." (22 marca, 1923 roku).

I znowu powracając z piekła pisze Siostra Józefa, co przeklinały dusze potępionych: „Dusze przeklinały powołanie, które otrzymały, a któremu nie dochowały wierności... powołanie, które straciły, ponieważ nie chciały żyć w ukryciu i umartwieniu.” (18 marca, 1922 roku)

„Wielu kapłanów, zakonników i zakonnic, którzy upadli na drodze powołania przeklinało swe śluby, zakon, przełożonych i wszystko, co mogło im przynieść łaskę i światło utracone...” (18 marca, 1922 roku)

„Jeden z dostojników oskarżył się, że używał nieprawnie dóbr, które do niego nie należały..." (28 września, 1922 roku)

„Kapłani przeklinali swój język, który wymawiał słowa konsekracji, palce, które trzymały Pana Jezusa, rozgrzeszenia, których udzielali, nie myśląc o własnym zbawieniu, wszystkie okazje, które ich doprowadziły do wiecznego piekła..." (6 kwietnia, 1922 roku)

„Pewien kapłan mówił: „Doprowadziłem się do zguby, bo używałem pieniędzy, które do mnie nie należały..." I oskarżał się, że korzystał z pieniędzy złożonych na ofiary mszalne, nie odprawiając Mszy Świętych..."

„Drugi mówił, że należał do tajnego towarzystwa (masonerii – kościoła szatana), w którym zdradził Kościół i religię i że za pieniądze ułatwiał straszliwe profanacje i świętokradztwa."

„Inny mówił, że się potępił, ponieważ uczęszczał na świeckie widowiska, po których nie powinien był odprawiać Mszy Świętej... I w ten sposób żył około siedmiu lat..."

Siostra Józefa pisała, że większość dusz zakonnych, pogrążonych w piekle, oskarżała się ze strasznych grzechów przeciw czystości... z grzechów przeciw ślubowi ubóstwa... z nieprawego używania dóbr zgromadzenia... z namiętności przeciwnych miłości, (zazdrości, zawziętości, nienawiści itd.) z rozluźnienia i oziębłości... z wygód, na które sobie pozwalały, a które doprowadziły je do ciężkich przewinień... ze złych spowiedzi, odprawianych świętokradzko z powodu względu ludzkiego, z braku męstwa i szczerości itd.

Oto poniżej tekst z notatek Józefy o piekle dusz Bogu poświęconych: „Tematem rozmyślania dnia dzisiejszego był sąd szczegółowy duszy zakonnej. Duszę moją opanowały całkowicie te myśli o sądzie, mimo przeżywanej udręki. Nagle poczułam, że jestem związana i przygnieciona takim ciężarem, że w jednej chwili poznałam jasno, czym jest świętość Boga i jaki On ma wstręt do grzechu.”

do góry

10. Sąd szczegółowy duszy zakonnej
potępionej – rzeczywista wizja siostry Józefy

„Ujrzałam w jednym mgnieniu oka całe moje życie od pierwszej spowiedzi aż do dzisiaj. Wszystko stało przede mną: moje grzechy, otrzymane łaski, dzień wstąpienia do zakonu, obłóczyny, śluby, czytania, ćwiczenia duchowe, rady, słowa, wszystkie pomoce życia zakonnego. Nie ma słów na wypowiedzenie wstydu, jakiego doznaje dusza w takiej chwili: Teraz wszystko jest daremne, zgubiłam się na wieki!"

Tak jak w ciągu uprowadzeń do piekła, Józefa nie wyrzuca sobie żadnego grzechu, który mógł ją przywieść do takiego nieszczęścia. Ale Pan Jezus chce, aby doznała jego skutków tak, jakby na nie była zasłużyła. Pisze ona dalej:

„Nagle znalazłam się w piekle, ale nie wleczono mnie tak, jak innym razem. Dusza wlatuje tam sama, rzuca się tam, jakby chcąc zniknąć z przed oblicza Boga, by móc Go nienawidzieć i przeklinać!”

„Dusza moja wpadła w przepaść, której dna nie widać, tak jest ogromna!... Natychmiast usłyszałam, jak inne dusze ucieszyły się, widząc mnie w tych samych mękach. Męczeństwem już jest słuchać tych strasznych krzyków, ale myślę, że nic nie da się porównać z bólem, płynącym z pragnienia przeklinania, które ogarnia duszę. Im bardziej się przeklina, tym więcej wzmaga się to pragnienie! Nigdy tego nie doznałam. Niegdyś dusza moja była przejęta bólem wobec tych strasznych bluźnierstw, chociaż sama nie mogła się zdobyć na żaden akt miłości. Ale dziś było odwrotnie!

Piekło wyglądało tak, jak zwykle, długie korytarze, zagłębienia, ogień... Słyszałam krzyki i bluźnierstwa tych samych dusz, bo aczkolwiek - tak jak to pisałam już kilka razy - nie widzi się kształtów cielesnych, to przecież przeżywa się cierpienia, tak jakby ciała były obecne. Dusze też nawzajem mogą się rozpoznać. Krzyczały one: „Hola! jesteś tutaj!... i ty tak jak my! miałyśmy swobodę wiązać się ślubami lub nie!... ale teraz..." I przeklinały swe śluby.

Potem wepchnięto mnie do tej ognistej niszy i ściśnięto jakby między rozpalonymi kawałkami blachy, a w ciało moje zagłębiały się łańcuchy i kolce, rozpalone do czerwoności."

Tu Józefa powtarza opis rozlicznych cierpień, które nie oszczędzają żadnego członka: „Czułam jakby mi chcieli, chociaż bezskutecznie, wyrwać język; ostry ból stąd dochodzący doprowadzał mnie do szaleństwa. Oczy chciały wyskoczyć na wierzch, chyba z powodu ognia, który je tak strasznie pali! Nawet każdy paznokieć musi strasznie cierpieć. Nie można ruszyć palcem, by znaleźć trochę ulgi, ani zmienić pozycji; ciało jest jakby spłaszczone i zgięte we dwoje. W uszach brzmią wciąż te zawstydzające okrzyki, nie ustające na chwilę. Wstrętny, przykry zapach zaczadza i przenika wszystko, czuć jakby gnijące ludzkie ciało, które się pali wraz ze smołą i siarką... jest to mieszanina, której z niczym nie da się porównać na świecie. Wszystko to czułam tak, jak innym razem i chociaż te katusze są straszne, byłoby to niczym, gdyby nie cierpiała dusza. Ale ona cierpi w niewypowiedziany sposób. Dotychczas, kiedy schodziłam do piekła, przeżywałam straszliwy ból; myślałam, bowiem, że wystąpiłam z zakonu i że za to zostałam potępiona. Ale tym razem nie. Byłam w piekle ze szczególnym znamieniem zakonnicy, więc ze znakiem duszy, która znała i kochała Boga. I widziałam inne dusze zakonników i zakonnic, noszących to samo znamię. Nie potrafię powiedzieć, po czym to się poznaje, być może po tym, że inni potępieni i szatani lżą takie dusze w sposób niesłychany... wielu kapłanów także! Nie umiem wyrazić, czym jest to cierpienie, różniące się od tych, których doznawałam innym razem. Chociaż bowiem katusze duszy świeckiej są straszne, to niczym są jednak wobec cierpień duszy zakonnej."

Bez przerwy te trzy słowa: ubóstwo, czystość i posłuszeństwo brzmią w duszy jak gryzące wyrzuty.

Ubóstwo! Miałaś swobodę i wybrałaś ślub. Dlaczego więc starałaś się o ten dobrobyt?... Dlaczego zachowałaś przywiązanie do tego przedmiotu, który nie należał do ciebie? Dlaczego starałaś się o tę wygodę dla swego ciała? Dlaczego pozwalałaś sobie na rozporządzanie rzeczami, które stanowiły dobro zgromadzenia?... Czy nie wiedziałaś, że nie masz żadnego prawa do posiadania? Że wyrzekłaś się go dobrowolnie?... Dlaczego te szemrania, kiedy czegoś ci zabrakło, albo, kiedy ci się zdawało, że jesteś traktowana gorzej niż inni?... Dlaczego?

Czystość! Sama złożyłaś ten ślub, dobrowolnie i całkowicie zdając sobie sprawę z tego, czego się wyrzekasz... Sama się zobowiązałaś... sama chciałaś... A potem, jak go zachowywałaś?... Dlaczego więc nie zostałaś tam, gdzie mogłaś sobie pozwolić na używanie ciała i przyjemności? A dusza odpowiada nieustannie w niewypowiedzianej męce: „Tak, złożyłam ten ślub i byłam wolna... nie potrzebowałam tego czynić, ale sama to uczyniłam z zupełną swobodą!..." Nie ma słów, które mogłyby wyrazić mękę tych wyrzutów - pisze Józefa - połączonych z obelgami innych potępionych!

Posłuszeństwo! Sama z własnej woli zobowiązałaś się słuchać swej reguły i przełożonych. Dlaczego więc krytykowałaś rozkazy? Dlaczego byłaś nieposłuszna głosowi regulaminu?... Dlaczego zwalniałaś się z tego obowiązku życia wspólnego?... Przypomnij sobie słodycz reguły... wzgardziłaś nią sama!... A teraz, ryczą głosy piekielne, musisz nas słuchać i to nie jeden dzień, nie jeden rok, nic jeden wiek, ale zawsze... na wieki!... Wybrałaś sobie to: byłaś swobodna!

A dusza odpowiada nieustannie w niewypowiedzianej męce: „Tak, złożyłam ten ślub i byłam wolna... nie potrzebowałam tego czynić, ale sama to uczyniłam z zupełną swobodą!..."

Nie ma słów, które mogłyby wyrazić mękę tych wyrzutów - pisze Józefa - połączonych z obelgami innych potępionych! Dusza nieustannie przypomina sobie, że Boga wybrała na Oblubieńca i że Go miłowała nade wszystko... że dla Niego wyrzekła się najgodziwszych przyjemności i wszystkiego, co było dla niej najdroższe na świecie, że na początku życia zakonnego zakosztowała słodyczy, mocy i czystości tej Bożej miłości, a teraz, wskutek jednej niepohamowanej namiętności... musi wiecznie nienawidzieć tego Boga, który ją wybrał, aby Go kochała! Ta konieczność nienawidzenia pali ją jak pragnienie... Ani jednego wspomnienia, które by mogło jej przynieść najmniejszą ulgę.

Jedną z największych katuszy - dodaje Józefa - jest wstyd, który ją ogarnia. Zdaje się, że wszystkie dusze potępione, które ją otaczają, krzyczą bez przerwy: „Cóż nadzwyczajnego, że myśmy się potępiły, my, które nie miałyśmy takich, jak ty, pomocy?... Ale ty! Czegóż ci brakowało? Ty, która żyłaś w Pałacu Króla... ty, która zasiadałaś do Stołu wybranych..."

Wszystko, co piszę - kończy Józefa - jest tylko cieniem tego, co dusza cierpi. Nie ma właściwie takich słów, które by mogły wyrazić piekielne katusze dusz potępionych w otchłani (4 września, 1922 roku).

do góry

11. Nauki płynące z czyśćca dane
siostrze Józefie dla dusz w świecie żyjących

Siostra Józefa nigdy nie weszła do czyśćca, ale widziała i słyszała głos wielu dusz, które stamtąd przychodziły prosić o modlitwę, lub powiedzieć, że dzięki jej cierpieniom uniknęły piekła. Dusze te wyznawały przeważnie z pokorą przyczyny swego pobytu w czyśćcu.

Niektóre z nich podajemy poniżej:

„...Miałam powołanie, ale straciłam je przez złą lekturę. Wzgardziłam też moim szkaplerzem i zerwałam go." (27 lipca, 1921 roku).

„...Tkwiłam po uszy w próżności światowej, przebierając w zamążpójściu. Pan Jezus użył bardzo silnego środka, aby mi zamknąć drzwi czeluści piekła" (10 kwietnia, 1921 roku).

„W moim zakonnym życiu zabrakło gorliwości!..." „Moje życie zakonne było długie, ale w ciągu ostatnich lat myślałam więcej o pielęgnowaniu siebie i dogadzaniu sobie, aniżeli o miłowaniu Pana Jezusa! Dzięki zasługom pewnej ofiary, którą złożyłaś, umarłam w gorliwości i także dzięki tobie, nie jestem skazana na długie lata czyśćca, jak sobie na to zasłużyłam. Pamiętaj najważniejszą rzeczą nie jest wstąpienie do zakonu, ale wstąpienie do wieczności!" (7 kwietnia, 1992 roku).

„...Jestem w czyśćcu od roku i trzech miesięcy. Bez twych drobnych ofiar byłabym tu jeszcze długie lata. Człowiek żyjący w świecie ma mniej odpowiedzialności, aniżeli dusza zakonna. Ileż ona otrzymuje łask i jakaż jej odpowiedzialność, jeśli z nich nie korzysta!... Zakonnica mało zdaje sobie sprawę, jak się tu pokutuje, za podobne grzechy popełniane przez osoby świeckie! Dręczony strasznie język pokutuje za uchybienia w milczeniu... wyschnięte gardło pokutuje za uchybienia przeciw miłości, a skrępowanie, jakie cierpi w tym więzieniu, jest pokutą za odrazę do posłuszeństwa... W moim zakonie jest mało sposobności do próżnych przyjemności, ale zawsze można je sobie zdobyć... a tu trzeba tak odpokutować za najmniejszy brak umartwienia!... Opanowanie oczu, aby sobie odmówić małego zadowolenia ciekawości, kosztuje nieraz dużo wysiłku... a tu... oczy cierpią z powodu niemożliwości oglądania Boga!" (10 kwietnia, 1922 roku).

„Inna dusza zakonna oskarża się z wykroczeń przeciw miłości i szemrania na skutek wyboru jednej ze swych przełożonych" (12 kwietnia, 1922 roku).

„...Byłam w czyśćcu aż do dzisiaj... ponieważ w ciągu życia zakonnego dużo mówiłam, nie wiele ważąc słowa. Dzieliłam się często mymi wrażeniami i skargami, a te zwierzenia były przyczyną licznych uchybień przeciw miłości, dla wielu z moich sióstr zakonnych."

„Trzeba dobrze skorzystać z tej nauki - dodała Matka Najświętsza, obecna przy tym zjawieniu, ponieważ wiele dusz upada w tej dziedzinie." A Pan Jezus podkreślił to poważne ostrzeżenie tymi słowami: „Ta dusza jest w czyśćcu z powodu swych wykroczeń przeciw milczeniu, ponieważ ten rodzaj uchybień pociąga za sobą wiele innych upadków: po pierwsze, przekracza się swoją regułę; po drugie, w tych wykroczeniach są często winy przeciw miłości lub przeciw duchowi zakonnemu, szukanie własnego zadowolenia, zaspokajanie serca w sposób niegodny dusz zakonnych, nie licząc już tego, że człowiek nie tylko sam upada, ale pociąga za sobą jedną lub więcej osób. Dlatego ta dusza jest w czyśćcu i pali ją pragnienie, aby zbliżyć się do Mnie." (22 lutego, 1923 roku).

Inne dusze mówiły tak:

„...Jestem w czyśćcu, ponieważ nie dość troszczyłam się o dusze powierzone mi przez Boga. Nie zdawałam sobie sprawy, jaka jest wartość ludzkich dusz i jakiego poświęcenia wymaga ten drogocenny depozyt" (sierpień, 1922 roku).

„...Byłam w czyśćcu około półtorej godziny, aby odpokutować za brak ufności w stosunku do Boga w kilku wypadkach. Prawda, że zawsze Go bardzo kochałam, ale z pewnym lękiem. To prawda, że sąd nad duszą zakonną jest surowy, ponieważ sądzi nas, nie nasz Oblubieniec, lecz nasz Bóg. Jednak trzeba mieć w ciągu życia wielką ufność w Jego Miłosierdzie i wierzyć, że jest dla nas dobry. Ileż łask tracą dusze zakonne, które nie mają dość ufności do Niego!" (wrzesień 1922 roku).

„...Jestem w czyśćcu, ponieważ dusz, które mi powierzył Jezus, nie umiałam otoczyć taką opieką, na jaką zasługiwały... Dałam się powodować uczuciom ludzkim i naturalnym, za mało widząc Boga, tak jak powinny to czynić przełożone, w duszach im powierzonych; jeśli bowiem prawdą jest, że każda zakonnica powinna widzieć Pana Jezusa w swej przełożonej, to przełożona również powinna Go widzieć w swoich córkach..."

„...Dziękuję ci za to, że przyczyniłaś się do wyzwolenia mnie z kar czyśćcowych..."

„...Ach, gdyby zakonnice wiedziały, dokąd może je zaprowadzić niepohamowany odruch... jak pracowałyby, aby trzymać w karbach swoją naturą i namiętności" (kwiecień, 1923 roku).

„...Mój czyściec będzie długi, ponieważ w czasie choroby, nie przyjęłam Woli Bożej i nie uczyniłam ofiary z mego życia z należytym poddaniem się. Choroba jest wielką łaską oczyszczenia duszy, to prawda, ale jeśli się nie uważa, może stad się sposobnością do oddalenia się od ducha zakonnego oraz może to doprowadzić do zapomnienia, że złożyło się śluby ubóstwa, czystości i posłuszeństwa i że poświęciło się Bogu, jako żertwa. Pan Jezus jest Samą Miłością i Miłosierdziem; tak, ale pamiętajmy jest również samą Sprawiedliwością!" (listopad, 1923 roku).

Fragmenty z książki „Apel Miłości"

do góry

Tajemnice czasów ostatecznych

Bł. Anna Katarzyna Emmerich

Wybrane teksty

początek

Spis treści:

1. Wspólnota świętych.

2. Modlitwa do zmarłych dzieci.

3. To widziałam w czyśćcu.

4. Zachęcajcie do modlitwy za dusze.

5. Wizja kościoła.

6. Apokaliptyczna Bestia.

7. Tajemnica Mszy Świętej.

8. Widzę Msze odprawiane.

9. Odprawiali Msze Święte w stanie grzechu.

10. Jak wiele może ręka i modlitwa kapłana!

11. Błogosławieństwo kapłana.

12. W zjednoczeniu z Jezusem i Maryją.

13. Modlitwa odmawiana z wyciągniętymi rękoma.

14. Wstawiennicza modlitwa sprawiedliwych.

15. W krainie niekończącej się męczarni.

16. Uwolnienie złych duchów.

17. Kościół-Oblubiennica i Jezus.

18. Wartości odprawiania Mszy.

19. Ujrzałam Świętego Augustyna.

20. Ostatnia Wieczerza.

21. Początek procesji Eucharystycznych.

22. Każdemu Pan daje jakieś powołanie.

23. Wybrani i w ukryciu cierpiący.

Wstęp

Ks. Sławomir Kostrzewa. Bł. Anna Katarzyna Emmerich (1774-1824) - niemiecka mistyczka jest dobrze znana tym, których zachwycił film „Pasja”. Jej wizje stały się inspiracją dla Mela Gibsona, który w niezwykle widowiskowy sposób przeniósł na wielki ekran historię męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Wizje bł. Anny Katarzyny Emmerich są źródłem duchowych natchnień nie tylko dla artystów, ale i dla zwykłych ludzi, którzy chcą pogłębić swoją wiarę.

Szczególne miejsce w duchowej spuściźnie błogosławionej zajmują treści wydane w książce „Tajemnice czasów ostatecznych”. Traktują nie tyle o historiach biblijnych, ile raczej o szeroko pojętej rzeczywistości duchowej, której częścią jest Kościół widzialny i niewidzialny. Bóg dał poznać niemieckiej mistyczce zarówno jego przyszłość, jak i tajemnice nieba, piekła, czyśćca, aniołów i szatana.

Choć od śmierci bł. Anny Katarzyny Emmerich upłynęło 200 lat (zm. 1824), jej wizje wciąż zadziwiają szczegółowością opisu i głębią teologiczną. Osoby badające jej spuściznę są zgodne co do nadprzyrodzonego charakteru wizji doświadczanych przez bł. Annę Katarzynę. Nic nie dodają do depozytu wiary Kościoła katolickiego, ale są tym, za co uważała je sama błogosławiona: obrazami, przez które Bóg, niczym Artysta, pomaga ludziom lepiej wyobrazić sobie rzeczywistości, które przyjmujemy na gruncie wiary.

Cierpiała za Kościół

W „Tajemnicach czasów ostatecznych” najwyraźniej wybrzmiewa osobowość bł. Anny Katarzyny i jej heroiczna miłość do Boga i Kościoła katolickiego. Już nie jest niemym widzem cudownych obrazów, świadkiem stworzenia świata, życia pierwszych rodziców, proroków, Jezusa i apostołów. Bóg w doświadczanych wizjach czyni ją ważnym elementem rzeczywistości Kościoła i błogosławiona nie przemilcza tego faktu. Daje tym niejako poznać Czytelnikowi, że każdy ochrzczony człowiek ma wyjątkową misję w Kościele, niepowtarzalne powołanie, ma swoje zadania, które może wypełnić on i tylko on. Jest włączony w tryby nieskończenie doskonałego mechanizmu, którego twórcą, źródłem i sercem jest sam Trójjedyny Bóg. Lektura tych treści pomaga człowiekowi lepiej zrozumieć swoje miejsce w Kościele i w dziele stwórczym Boga, pomaga spojrzeć na własne życie z perspektywy wieczności i istnienia wszystkich bytów duchowych i materialnych.

Błogosławiona Anna Katarzyna Emmerich była dopuszczana do Bożych tajemnic już od pierwszych lat swojego życia. Jako dziecko widziała różne obrazy, przez które Bóg wtajemniczał ją w sprawy wiary i przybliżał historię zbawienia. Jej serce, poruszane do głębi tymi niewidzialnymi dla innych łaskami, zapałało wielką miłością do Boga i Jego Kościoła. Tym boleśniej odczuwała ludzką obojętność na sprawy wiary i życia wiecznego. Postanowiła oddać się Bogu jako żertwa ofiarna. Żyła w bardzo trudnym okresie dla Kościoła katolickiego w Niemczech: była świadkiem oziębłości biskupów, licznych świętokradztw dokonywanych wobec Najświętszego Sakramentu, popełnianych przez kapłanów, zaniedbywania obowiązków duszpasterskich, przyłączania się duchownych do masonerii. Szczególnie bolał ją fakt, że faktycznymi zwierzchnikami i zarządcami katolickich poddanych byli nie biskupi, lecz protestanccy książęta.

Jako zakonnica w klasztorze Sióstr Augustianek codziennie składała swoje życie w ofierze Bogu, w duchu ekspiacji, wynagradzania, pokuty i przebłagania za grzechy synów i córek Kościoła. Pokutowała, cierpliwie znosząc liczne upokorzenia, ubóstwo i niewyobrażalne cierpienia fizyczne. Ostatnie lata życia naznaczone były wielkim cierpieniem i wielkimi łaskami, które Bóg przeznacza osobom o wyjątkowej świętości: na jej ciele pojawiały się stygmaty przypominające rany Jezusa Chrystusa. Otrzymała także dar inedii, to znaczy nie przyjmowała jedzenia, żywiła się tylko Komunią Świętą. W takich okolicznościach otrzymywała mistyczne wizje zapowiadające przyszłość Kościoła: jego cierpienie, okrutne prześladowania, upadek, splugawienie, ale zarazem wielkie oczyszczenie i ostateczny triumf, odniesiony przez wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny.

Wybrane teksty pochodzą z Naszego Dziennika, listopad 2024. Dziękujemy. Tytuły akapitów zostały nadane przez autora tego pliku.

do góry

1. Wspólnota świętych. Wspólnotę świętych oglądam w świetle (kontemplacji), widzę wszystkie ich działania, całą ich miłość oraz wzajemne powiązania i przenikanie się. Widzę, w jaki sposób każdy z nich istnieje dla drugiego i w drugim, jak każdy w nieskończonym blasku światła jest wszystkim, a mimo to kimś odrębnym od pozostałych. Odczuwam wtedy niewypowiedzianą radość i jasność. Widzę wówczas bliskie i dalekie postaci ludzkie. Pociąga mnie do nich nieprzeparta miłość; mam ochotę wołać do nich, zanosić błagania do Boga i świętych, którzy w swej gotowości niesienia mi pomocy nie szczędzą słodkiego, pełnego miłości trudu. Gdy na to wszystko patrzę, serce niemal pęka mi z miłości. I mam bardzo żywe i jaśniejsze od słonecznego dnia poczucie, że wszyscy żyjemy we wspólnocie świętych i w stałym z nimi obcowaniu.

Wtedy przenika mnie też ból na myśl, że ludzie są tak ślepi i zatwardziali. Śmiało wówczas wołam do Zbawcy: „Ty jesteś wszechmocny, Ty cały jesteś miłością! Ty wszystko możesz, nie dopuść, żeby zginęli! Wspomnij na swą cenną Krew!”. Wtedy On pokazuje mi, jak bardzo o nich zabiega. Popatrz, mówi, jak bliski im jestem, jak pragnę im dopomóc, uleczyć ich – a oni tak mi się opierają! I wtedy czuję, że Jego sprawiedliwość jest łaską pełną słodyczy i miłości.

do góry

2. Modlitwa do zmarłych dzieci. Zbawienną rzeczą jest zwracanie się na modlitwie do błogosławionych dzieci, zmarłych w otrzymanej przez chrzest niewinności. Mówi nam o tym następujące widzenie, przez które Anna Katarzyna kiedyś w swej udręce otrzymała pocieszenie i pomoc od zmarłego towarzysza zabaw. Tak o tym któregoś dnia opowiedziała:

„Dawni towarzysze zabaw z czasów mojej młodości przychodzili po mnie i szliśmy na nasze tradycyjne miejsca zabawy, a stamtąd do szopki. U wejścia do groty stał osioł. Podeszłam do niego, dosiadłam go i powiedziałam dzieciom: ’Tak siedziała na nim Matka Boża’. […] Chodziliśmy więc do szopki i modlili się. Dzieci […] pytały mnie, dlaczego nigdy nie zwracam się do nich w moich potrzebach – bardzo chciały mi pomóc. Ludzie nigdy nie proszą o nic dzieci, a przecież one tak wiele mogą u Boga, szczególnie dzieci zmarłe zaraz po chrzcie. Było tam również takie właśnie dziecko. Powiedziało mi ono, że to ja wymodliłam mu szczęśliwą śmierć i gdyby o tym wiedzieli jego rodzice, to gniewaliby się na mnie. Przypomniałam sobie, że przyniesiono mi je zaraz po chrzcie. Podniosłam je wysoko i całym sercem modliłam się, żeby Bóg wziął je do siebie raczej w stanie niewinności, zanim jej jeszcze nie utraci. Dziękowało mi teraz, że wymodliłam mu niebo i zapewniło, że i ono będzie się za mnie modlić. Dzieci powiedziały mi, że powinniśmy się modlić o to zwłaszcza, żeby dzieci nie umierały bez chrztu. Jeśli się o to modlimy, Bóg chętnie użycza pomocy. Często widzę obrazy takiej wymodlonej pomocy”.

do góry

3. To widziałam w Czyśćcu. 27 września 1820 roku. „Dzisiejszej nocy dużo się modliłam za dusze czyśćcowe i ujrzałam wiele niezwykłych kar, które cierpią, lecz także niepojęte Miłosierdzie Boże. […] Zobaczyłam też, że nic z tego, co jest naprawdę dobre w człowieku i co w nim pozostaje, nigdy nie ginie. Widziałam, jak dobro i zło z przodków przechodzi na dzieci i w nich działa. Przez akty ich woli i współdziałanie owo zło lub dobro przyczynia się do ich zbawienia lub potępienia. Widziałam, że skarby Kościoła i miłość jego członków w cudowny sposób dopomagają duszom. A wszystko to było rzeczywistą naprawą i dopełnieniem ich braków.

Widziałam wiele stanów oczyszczenia. Widziałam zwłaszcza owych wygodnych, bezczynnie siedzących kapłanów, którzy lubią powtarzać: ’Zadowolę się jakimś małym kącikiem w niebie – modlę się przecież, odprawiam Msze, spowiadam, itd.’. Muszą oni znosić nieprawdopodobne udręki i usychać z tęsknoty. Muszą też widzieć przed sobą wszystkie dusze, którym nie okazali pomocy, muszą siedzieć bezczynnie, trawieni wewnętrznym pragnieniem działania i pomagania innym. Cała ich gnuśność staje się duchową udręką, spokój staje się niecierpliwością, bezczynność zamienia się w kajdany, a wszystkie te kary nie są sztucznym wynalazkiem, lecz podobnie jak choroba, w przedziwny i logiczny sposób rodzą się ze zła [...]”.

do góry

4. Zachęcajcie do modlitwy za dusze. Większość ludzi znalazła się [w czyśćcu] w wyniku własnej lekkomyślności, przejawiającej się w lekceważeniu tak zwanych grzechów lekkich, polegających nieraz na zaniedbywaniu drobnych uprzejmości, dobrych czynów i pokonywaniu pokus różnych zachcianek. Powiązanie dusz z ziemią jest tak ścisłe, że odczuwają wielką ulgę, gdy widzą nasze gorące pragnienie dopomagania im i uśmierzania ich cierpień. Jak wiele dobrego czyni ten, kto bez względu na nie pokonuje pokusy i pragnie przyjść im z pomocą! […]

Na zakończenie tych jakże ważnych opowiadań dotyczących Kościoła cierpiącego przytoczymy krótką relację, którą Anna Katarzyna przekazała dziekanowi Rensingowi w roku 1813, podczas badania kościelnego. Na jego pytania odpowiedziała: „Dziś w nocy byłam w czyśćcu. Miałam wrażenie, że wprowadzono mnie do głębokiej otchłani. Ujrzałam przed sobą bezkresny obszar. Żal ogarnia człowieka, gdy się patrzy na owe dusze cierpiące w ciszy, pogrążone w smutku! Na myśl o Bożym Miłosierdziu na ich obliczach maluje się jednak również radość. Ujrzałam zasiadającą na wspaniałym tronie Matkę Bożą. Tak pięknej Maryi nigdy dotychczas nie widziałam”. Do tego zwierzenia dodała następującą prośbę: [do spowiedników] „Koniecznie zachęcajcie ludzi w konfesjonale, żeby się gorliwie modlili za dusze cierpiące w czyśćcu. Z wdzięczności także one będą na pewno wiele się za nas modlić. Modlitwa za dusze czyśćcowe bardzo podoba się też Bogu, ponieważ dzięki niej szybciej osiągają one stan kontemplacji”.

do góry

5. Wizja kościoła. 28 sierpnia 1820 roku Anna Katarzyna otrzymała taki oto pocieszający obraz odnowy Kościoła świętego. Opowiadała: „Ujrzałam obraz kościoła św. Piotra. Unosił się nad ziemią, wiele osób pospiesznie zdążało ku niemu, aby znaleźć się pod nim i nieść go. Byli tam wielcy i mali, kapłani i świeccy, kobiety i dzieci, widziałam między nimi nawet kaleki. Ogarnął mnie lęk, gdyż widziałam, że kościołowi temu grozi popadnięcie w ruinę. Wydawało się, że jego mury i cała dolna część rozpadają się, jednak ludzie podparli go ramionami […]. Wszyscy dźwigali tak wielki ciężar, że myślałam, że zostaną przywaleni. Nad kościołem widniało jednak otwarte niebo i ujrzałam tam chóry świętych, którzy swymi modlitwami i zasługami podtrzymywali kościół i pomagali dźwigającym go. […]

Teraz zobaczyłam inny obraz. Nad kościołem, apostołami, biskupami ujrzałam świętą Dziewicę. Na dole widziałam wielkie procesje i uroczystości. Zobaczyłam, że zostali wypędzeni wszyscy źli zwierzchnicy Kościoła, ci, którzy myśleli, że mogą czegoś dokonać własnymi siłami i przy swej pracy nie czerpali mocy Chrystusa z naczyń swych świętych przodków i Kościoła. Na ich miejsce przyjęto innych. Widziałam potok błogosławieństwa Bożego spływającego z nieba i wiele zmian. Zobaczyłam też kierującego tym wszystkim papieża. Widziałam bardzo ubogich, prostych mężczyzn, także młodych, którzy dochodzili do wielkich rzeczy”.

do góry

6. Apokaliptyczna Bestia. Od początku sierpnia do końca października 1820 roku Anna Katarzyna nieustannie modliła się za Ojca Świętego, a te modlitwy były poprzedzane przygotowującymi je wizjami. Tak samo jak we wszystkich innych widzeniach, ukazywano jej obraz kościoła św. Piotra, trwającego w nieprzerwanej, wyniszczającej walce z rozszerzającym się po całej ziemi Królestwem Antychrysta. Nosiło ono na sobie znak apokaliptycznej Bestii, która wynurzała się z morza i podżegała do walki z owczarnią Chrystusa. […] „Widziałam ludzi zrywających z wielkim Kościołem, a obok nich wstrętną Bestię wychodzącą z morza.

W tym samym czasie widziałam tu i ówdzie na całym świecie wiele dobrych, pobożnych osób, szczególnie duchownych, torturowanych, więzionych i uciskanych. Miałam wrażenie, że kiedyś będą one nowymi męczennikami. Gdy kościół był już w większej części w gruzach i ocalały jedynie stalle z ołtarzem, zobaczyłam, że odstępcy ci razem z Bestią weszli do kościoła i znaleźli w nim wielką, wspaniałą Niewiastę. Była przypuszczalnie w stanie błogosławionym, gdyż poruszała się bardzo powoli. Na Jej widok nieprzyjaciele wpadli w przerażenie, a Bestia nie mogła postąpić ani kroku dalej. Rozwścieczona wyciągnęła szyję w kierunku niewiasty, jakby chciała Ją pożreć. Niewiasta odwróciła się jednak i upadła na twarz. Bestia uciekła z powrotem do morza, a nieprzyjaciele, rozbici, biegali we wszystkie strony”.

do góry

7. Tajemnica Mszy Świętej. W drugiej połowie sierpnia 1820 roku Anna Katarzyna otrzymywała dłuższe wizje dotyczące tajemnic Ofiary Mszy Świętej. […] „Widzę na każdym kroku – mówiła – kapłanów obsypanych łaskami Kościoła i skarbami zasług Jezusa i świętych, jednak ich nauczanie, głoszenie słowa i sprawowanie Ofiary jest pozbawione życia i oziębłe. Pokazano mi poganina stojącego na cokole, który o Bogu czczonym przez inny naród mówił z takim przejęciem, że porwał za sobą wszystkich słuchaczy – im także udzieliła się jego tęsknota. Widzenie to tak mnie bulwersuje w dzień i w nocy, że nie mogę sobie z tym poradzić. W wizjach widzę obecną nędzę zawsze zestawianą z dawniejszą lepszą sytuacją, to zaś przymusza mnie do nieustannej modlitwy.

Złe odprawianie Mszy to rzecz straszna. Ach, sposób jej odprawiania nie jest sprawą obojętną! Otrzymałam niebywałych rozmiarów obraz tajemnic Mszy Świętej, zobaczyłam, że wszystko, co było święte na świecie, od samych jego początków do niej się odnosiło. Widziałam Alfę i Omegę oraz w jaki sposób wszystko zawarte jest w Omedze. Ukazano mi znaczenie figury koła i okrągłego kształtu ziemi, znaczenie ciał niebieskich i wszelkich rzeczywistości, Hostii nie wyłączając. Zobaczyłam powiązania zachodzące pomiędzy tajemnicami Wcielenia, Odkupienia i Ofiary Mszy Świętej. Widziałam, w jaki sposób Maryja zawiera w sobie wszystko to, czego nawet samo niebo pomieścić nie mogło”.

do góry

8. Widzę Msze odprawiane. W roku 1819 Anna Katarzyna opowiedziała któregoś dnia następujące widzenie: „Wołałam do Boga Ojca, aby wejrzał na swego Syna, który w każdej minucie czyni zadość za grzeszników, który w tej właśnie chwili ponownie składa siebie w ofierze, w każdej minucie ofiarując siebie samego!

W tym momencie ujrzałam obraz Wielkiego Piątku. Zobaczyłam, jak Pan ofiaruje siebie samego na Krzyżu. Widziałam na własne oczy Maryję i ucznia pod Krzyżem, a przy ołtarzu kapłana odprawiającego Mszę. Widzę to o każdej godzinie dnia i nocy, widzę całą kościelną społeczność, modlącą się źle lub dobrze. Widzę również, jak kapłan wypełnia swoją posługę. Najpierw widzę miejscowy Kościół, potem Kościoły i społeczności kościelne w okolicy – prawie tak, jak widzi się rosnące w pobliżu drzewo obsypane owocami i oświetlone słońcem, a dalej grupę innych drzew lub cały las. Widzę Msze odprawiane na całym świecie, o każdej godzinie dnia i nocy. Widzę nawet odległe społeczności kościelne, gdzie jeszcze Msza jest odprawiana w całości w taki sposób, jak odprawiali ją Apostołowie. W widzeniu oglądam sprawowaną ponad ołtarzem liturgię niebieską, w której aniołowie uzupełniają wszystko, co zaniedbał kapłan. Za brak pobożności w tych społecznościach składam wówczas w ofierze własne serce i błagam Pana o zmiłowanie”.

do góry

9. Odprawiali Mszę w stanie grzechu. Zobaczyłam kapłanów, którzy odprawiali Mszę w stanie grzechu śmiertelnego. „Jezus kocha nas tak bardzo, że we Mszy zawsze kontynuuje swe dzieło Odkupienia. Msza jest ukrytym, podniesionym do rangi sakramentu, historycznym Odkupieniem”. […] W związku z Mszą świętokradzką wizjonerka miała następujące widzenie. Zobaczyła składaną w dawnych czasach ofiarę z dziecka i tak o tym opowiedziała: „Gdy z prawej strony ujrzałam straszliwy obraz składanego w ofierze dziecka, odwróciłam się i to samo zobaczyłam z lewej strony. Gdy prosiłam Boga, żeby mnie uwolnił od tej okropności, wtedy mój niebieski Oblubieniec powiedział mi: ’Spójrz, zobaczysz coś jeszcze gorszego – to, co czynią każdego dnia na całym świecie!’. Wtedy zobaczyłam kapłanów, którzy odprawiali Mszę w stanie grzechu śmiertelnego. Ujrzałam Hostię leżącą na ołtarzu jak żywe dziecko i widziałam, jak tną je pateną na kawałki i zadają mu potworne rany. Ich Msza była aktem morderstwa. Widziałam nadto niezliczonych ludzi, nieszczęśliwych i dobrych, którzy w naszych czasach w wielu miejscach są uciskani, zadręczani i prześladowani. W ludziach tych widziałam Jezusa Chrystusa.

Nastały złe czasy, nie wiem nawet, gdzie szukać ucieczki. Nad całym światem unosi się gęsta chmura grzechu, wszędzie widzę oziębłość i obojętność. Także w Rzymie widziałam takich złych kapłanów, we Mszy zadających katusze Dziecięciu Jezus. Chcieli dostać się do papieża, żeby nakłonić go do jakiegoś niebezpiecznego aktu. Zobaczyłam jednak, że papież także widział to samo, co ja, i wyrzucił ich; był jak anioł z wyciągniętym mieczem.

do góry

10. Ręka i modlitwa kapłana. Jak wiele może ręka i modlitwa kapłana! Wielokrotnie mogliśmy zobaczyć, jak na Annę Katarzynę działało błogosławieństwo kapłańskie. […] 23 grudnia 1820 r. Tego dnia rano stan jej wydawał się beznadziejny. Nie mogła się już ani poruszać, ani mówić. Ojciec musiał gdzieś wyjść i przysłał do niej wikarego Niesinga, który odmówił nad nią modlitwy za chorych. […] Po godzinie Niesing powtórnie odmówił nad nią modlitwy. Teraz patrzyła już przytomnie, podniosła się w łóżku i powiedziała: „Oto, jak wiele może ręka i modlitwa kapłana! Dzisiejszej nocy doznawałam niezwykłych cierpień: bolały mnie wszystkie członki, paliło mnie pragnienie, a pić nie było mi wolno. Na koniec straciłam przytomność i rano myślałam, że to już rzeczywiście nadchodzi śmierć, bo cała noc była jakby nieustającym konaniem. Chciałam powtarzać w myśli tylko słowa: ’Jezus, Maryja, Józef!’, jednak nawet tego nie mogłam. Poczułam wtedy, że człowiek nic sam nie potrafi, że nie może nawet myśleć o Bogu, jeśli Bóg nie udzieli mu do tego swej łaski; łaską było nawet to, że mogłam czegoś chcieć.

Gdy przyszedł Niesing, wiedziałam o tym, nie mogłam jednak poruszyć żadnym członkiem ani wypowiedzieć choćby jednego słowa. Widziałam nawet, że miał przy sobie książeczkę, i wstąpiła we mnie nadzieja, że będzie się modlił. Gdy zaczął modlitwy, jego współczucie przeniknęło mnie jak ciepło. Odzyskałam przytomność i głęboko przejęta mogłam w myśli powtarzać: ’Jezus, Maryja, Józef!’. Życie było dla mnie darem, który zawdzięczam błogosławieństwu kapłana”.

do góry

11. Błogosławieństwo kapłana przynosiło jej natychmiastową pomoc również w przypadku szczególnie złośliwych napaści Nieprzyjaciela. Któregoś dnia tak opowiadała: „W ranach czułam tak dotkliwy ból, że chciałam głośno krzyczeć, bo nie mogłam już prawie wytrzymać. Znamiona od czasu do czasu broczyły krwią. Nagle przystąpił do mnie szatan w postaci anioła światła i powiedział: ’Chcesz – przebiję ci szybko twoje rany? Jutro będzie znowu wszystko jak trzeba. Już nie będą cię tak bolały. Koniec z takimi cierpieniami!’. Od razu jednak rozpoznałam go i odparłam: ’Wynoś się! Niczego od ciebie nie potrzebuję. Te rany nie są twoim dziełem; niczego nie chcę od ciebie!’. Na to odwrócił się i jak pies wsunął za szafę. Po pewnej chwili znowu wyszedł i powiedział: ’Nie myśl, że twoje sprawy dobrze wyglądają u Jezusa, dlatego że – jak ci się wydaje – ciągle z Nim przestajesz. To ja stoję za tym wszystkim! Ja ci podsuwam wszystkie obrazy, ja też mam królestwo!’. I tym razem wypędziłam go swymi odpowiedziami”.

Było już bardzo późno, gdy znów się pojawił – nie miała wątpliwości, że to on – i powiedział: „Czemu tak się zadręczasz i nigdy nie wiesz, co, jak i kiedy robić? Wszystko, co masz, i co widzisz, ode mnie pochodzi. Kiepsko z tobą, już ja cię dopadnę! Po cóż się tak męczysz?”. Odparłam: „Odejdź ode mnie! Chcę należeć do Jezusa. Jego kocham, a ciebie przeklinam. Pragnę cierpieć i doznawać bólu tak, jak On tego chce”. Jednak moje zatrwożenie było tak wielkie, że zawołałam swego spowiednika. Udzielił mi błogosławieństwa i Nieprzyjaciel zaraz się oddalił.

do góry

12. W zjednoczeniu z zasługami Jezusa i Maryi. Szczególną moc i skuteczność ma modlitwa tych, którzy pragną wszystko w swym życiu czynić w zjednoczeniu z zasługami Jezusa i Maryi. W związku z tym Anna Katarzyna miała kiedyś następujące widzenie: „Pokazano mi, jak nasze modlitwy wyglądają przed Bogiem. Ukazywały się one na wielkich, białych tablicach. Niektóre modlitwy były spisane wspaniałymi, złotymi literami, inne zapisano jasną srebrną farbą, inne szarą, a jeszcze inne czarną. Ta ostatnia grupa modlitw była przekreślona.

Nie bardzo miałam odwagę zapytać mojego przewodnika, co to wszystko oznacza. On jednak sam mi to powiedział: ’Te zapisane złotymi literami to modlitwy tych, którzy swe dobre czyny raz na zawsze połączyli z zasługami Jezusa Chrystusa i często ponawiają to zjednoczenie. Te osoby czynią też wszystko, żeby zachowywać Jego przykazania i naśladować Jego przykład. Srebrnymi literami zapisano modlitwy tych, którzy nie myślą o tym zjednoczeniu z zasługami Jezusa Chrystusa, są jednak pobożni i modlą się w prostocie swego serca. Szarą barwą zapisano modlitwy tych, którzy są niespokojni, ponieważ rzadko się spowiadają i przystępują do Komunii. Codziennie odmawiają modlitwy, są jednak przy tym oziębli i czynią dobro jedynie z przyzwyczajenia. Wreszcie czarnym pismem zapisano, a następnie skreślono modlitwy tych, którzy całą ufność pokładają w swych modlitwach odmawianych ustnie i rzekomo dobrych czynach, nie zachowują jednak przykazań Bożych i nie zwalczają swych złych skłonności. Taka modlitwa nie ma żadnej wartości w oczach Boga, dlatego została przekreślona’”.

do góry

13. Modlitwa z wyciągniętymi rękoma. Szczególną skuteczność ma także modlitwa odmawiana z wyciągniętymi rękoma. Anna Katarzyna często powtarzała: „Taką modlitwę Bóg zawsze wysłuchuje, ponieważ Jego własny Syn w takiej modlitwie wiernie trwał aż do śmierci”. Powiedziała też: „Pewnego razu pouczono mnie, że szczere zaufanie i prostota wszystkiemu nadają istotną, substancjalną wartość. Wiele mi mówiono o cudach i wysłuchiwaniu modlitw zanoszonych w takiej postawie”. O modlitwach przed obrazami słynącymi z łask tak kiedyś powiedziała: „Wielokrotnie przypominano mi, że święty krzyż w Coesfeld został związany z tym miejscem w celu dawania odporu złu. Tak samo jest we wszystkich innych miejscach, gdzie okazuje się cześć świętościom. Tym jednak, co sprawia cuda, jest stałość ufnej modlitwy. Często widzę okazywanie czci krzyżowi niesionemu w procesji i zauważam przy tym, że wysłuchani zostają i uratowani od nieszczęść ci, którzy otrzymywali łaski za jego pośrednictwem dzięki swej ufności. Innych widzę pogrążonych w nocnych ciemnościach”. […]

„Od dziecka miałam zwyczaj modlić się wieczorem o oddalenie różnych wypadków, zwłaszcza zatonięć, upadków, pożarów itp. Zawsze widziałam później wiele obrazów takich wypadków, które kończyły się wyjątkowo szczęśliwie. Jeśli jednak zaniedbam takiej modlitwy, wtedy zawsze widzę wielkie szkody ponoszone przez ludzi. Dowodzi to nie tylko konieczności takiej modlitwy, ale także pożytku płynącego z dzielenia się z innymi własnymi przekonaniami w tej sprawie, gdyż wtedy także inni mogą się włączyć w tę posługę miłości – ci, którzy w odróżnieniu ode mnie nie widzą jej skutków”.

do góry

14. Wstawiennicza modlitwa sprawiedliwych. Moc i skuteczność wstawienniczej modlitwy sprawiedliwych na ziemi i świętych w niebie poświadczają przytoczone niżej wizje. Pewnego dnia Anna Katarzyna tak opowiedziała: „Znajdowałam się na wielkim obszarze, pozbawionym bogactwa przyrody. […] Wokół centrum, w którym się znajdowałam, ukazywały się na niekończącym się obszarze zastępy duchów podzielonych na chóry. Właściwie nie byli to święci, ale jakby modlące się duchy, które brały coś z dołu i z góry i rozdawały. Brały modlitwy, modliły się, opiekowały się kimś i upraszały pomocy wyższych chórów, które raz mniej, raz bardziej wyraźnie ukazywały się w świetle, w odpowiedzi na ich błagania spiesząc z pomocą otrzymywaną z wyższych rejonów. Te wyższe chóry to byli święci.

Ci, którzy mnie otaczali, to były dusze, którym Pan polecił śledzić wszystkie zagrożenia na ziemi i upraszać pomoc. Wydawało się, że każdy urząd i każdy stan na ziemi miał tam swoje dusze, które się za nie modliły. […] Bóg zsyłał pomoc, także przez ręce swych świętych, a skutki tego pojawiały się natychmiast w postaci nieoczekiwanego oddalenia grożącego zła czy pozornych przypadków, zmiany usposobienia itp. Widziałam na przykład śmiertelnie chorych nieokazujących skruchy, którzy dzięki modlitwie innych nawracali się i przyjmowali sakramenty. Widziałam ludzi przewracających się czy wpadających do wody, którzy dzięki modlitwie zostali uratowani wtedy, kiedy wydawało się to już prawie niemożliwe. Widziałam osuwających się już w przepaść, których dzięki modlitwie zatrzymywała jakaś niewidzialna ręka, i podziwiałam sprawiedliwość Boga”.

do góry

15. W krainie niekończącej się męczarni. Anna Katarzyna miała kiedyś takie oto widzenie piekła: „Gdy pewnego razu z powodu niedoli, której zaznawałam ze wszystkich stron, a także w następstwie doznawanej udręki i przeszkód, ogarnęło mnie zniechęcenie i stałam się małoduszna, wtedy zaczęłam wzdychać do Boga, żeby mi dał choć jeden dzień spokojny, gdyż żyję jak w piekle. Wtedy mój przewodnik surowo mnie upomniał i powiedział: ’Żebyś swego stanu już nigdy nie przyrównywała do piekła, pokażę ci je’. Poprowadził mnie na północ, w tę stronę, gdzie ziemia opada stromo. […] Kiedy przybyłam do tego straszliwego miejsca, zdawało mi się, że dotarłam do jakiegoś położonego niżej świata. Gdy wracam myślą do tego, co ujrzałam, jeszcze teraz drżę na całym ciele. W przybliżeniu było to tak, jakbym unosiła się nad ziemią. Widziałam wszystko w wielkiej skali: tu czarna plama, dalej żar ognia, gęsty dym, noc. Na krańcach pola widzenia wszędzie była noc. Gdy znaleźliśmy się bliżej, ujrzałam, że jest to kraina niekończącej się męczarni”.

Obszerniejsza jest poniższa wizja. Anna Katarzyna miała ją wtedy, gdy ukazano jej w widzeniu, jak najświętsza dusza Jezusa bezpośrednio po odłączeniu się od ciała zstąpiła do Otchłani. Tak o tym opowiedziała: „Wreszcie zobaczyłam Go [Pana], jak z całą powagą zbliżał się do samego jądra Otchłani, do piekieł. Ukazało mi się ono w postaci ogromnej, straszliwej, czarnej, świecącej metalicznym blaskiem budowli, do której wchodziło się przez niesamowite, budzące lęk czarne bramy, zaopatrzone w rygle i zamki. Rozległ się ryk i krzyki przerażenia, bramy rozwarły się i ukazał się potworny, mroczny świat”.

do góry

16. Uwolnienie złych duchów. „Znajdowały się tutaj (w piekle) wszelkie korzenie przewrotności i fałszu, z których wyrastały niezliczone objawy bólu i udręki oraz ich dzieła. Nic nie było tu zgodne z prawdą i dobrem, żadna inna myśl nie przywracała spokoju, poza ta jedną: sprawiedliwość Boża dosięga każdego i wymierza mu karę, na jaką zasłużył sobie przez swe przewinienia, gdyż wszystkie straszne rzeczy, które się tu ukazują i dzieją, stanowią samą istotę i kształt zła zdemaskowanego grzechu, węża zwracającego się przeciwko tym, którzy wyhodowali go na własnej piersi.

Gdy aniołowie otwarli bramy, moim oczom ukazał się widok sprzeciwu, przekleństwa, obelgi, wycia i skarg. Poszczególni aniołowie zrzucali w otchłań całe gromady złych duchów. Wszyscy musieli uznać Jezusa i oddać Mu pokłon, co dla nich było najstraszliwszą torturą. Wielu z nich związano ze sobą w taki sposób, że tworzyli jeden zamknięty krąg, w którym byli uwięzieni. W środku ziała czarna otchłań. Zrzucono w nią związanego Lucyfera. Wokół niego kotłowały się nocne ciemności. Wszystko to działo się zgodnie z ustanowionymi prawami. Słyszałam, że Lucyfer – jeśli się nie mylę – zostanie na pewien czas uwolniony, 50 lub 60 lat przed rokiem 2000 po Chrystusie. Nie pamiętam już wielu pozostałych danych liczbowych. Niektóre złe duchy miały być wypuszczone wcześniej, ażeby karały i kusiły ludzi. Wydaje mi się, że uwolnienie jednych miało nastąpić w naszych czasach, a innych nieco później”.

do góry

17. Kościół-Oblubiennica i Jezus. Relacja Kościoła-Oblubienicy do Jezusa Chrystusa, jego Oblubieńca i Głowy, została jej [bł. Annie Katarzynie] ukazana jako nowy, niezmierzony obszar, pełen rozmaitych odniesień. Jako oblubienica, przez swe cierpienia naprawiała grzechy różnych stanów popełniane przeciwko niebieskiemu Oblubieńcowi. Celebrowane przez Niego wesele to nierozerwalna więź z Kościołem, która nieustannie ma się odnawiać. Chce On stawić Kościół przed Bogiem Ojcem jako czystą oblubienicę, bez żadnej skazy we wszystkich członkach i w tym celu nieprzerwanie wylewa na niego potoki swej łaski. Jednak z każdego otrzymanego daru trzeba się rozliczyć, a nieliczni tylko otrzymujący zdołaliby wyjść zwycięsko w tym zdawaniu sprawy przed Bogiem, gdyby Oblubieniec Kościoła we wszystkich czasach nie przygotowywał sobie narzędzi, które odnajdują to, co inni gubią, pomnażają talenty, które inni zakopują, i wyrównują długi zaciągane przez innych.

Zanim jeszcze, wraz z nastaniem pełni czasu, ukazał się w ciele, aby przez swą krew zawrzeć Nowe Przymierze, w tajemnicy Niepokalanego Poczęcia przygotował Maryję, czyniąc Ją wolną od zmazy grzechu, przez co stała się też wzorcem Kościoła. Obdarzył Ją pełnią łaski, aby przez swą czystość i wierność przyjęła Jego, Najświętszego, pośród ludzi, którzy Go nie przyjęli, przeciwstawiali się Mu i prześladowali aż po skazanie na śmierć. Od chwili, kiedy Dobry Pasterz zaczął gromadzić swą owczarnię, Maryja zajmowała się najbardziej potrzebującymi, była razem z najuboższymi i najbardziej opuszczonymi, aby ich doprowadzić do zbawienia. W swej wierności wytrwała do końca.

do góry

18. Wartości odprawiania Mszy. W niektórych okresach świątecznych anioł prowadził Annę Katarzynę w jej duchowych podróżach do najrozmaitszych kościołów, znajdujących się zarówno w jej ojczyźnie, jak i w najbardziej odległych zakątkach globu ziemskiego, ażeby tam przez modlitwę i cierpienie pokutowała za zniewagi, których Sakrament Miłości nieustannie doznawał z powodu oziębłości i obojętności chrześcijan. W czasie tych ekspiacyjnych cierpień bez przerwy nawiedzały ją najuciążliwsze choroby i inne cierpienia fizyczne, których charakter odpowiadał rodzajowi zniewag. […]

„W dniu świętego rolnika Izydora (15 maja) dowiedziałam się wielu rzeczy na temat wartości odprawiania Mszy i uczestniczenia w niej. Powiedziano mi wtedy, że odprawianie licznych Mszy jest wielkim szczęściem, nawet jeśli czyniłyby to osoby nieoświecone i niegodne, ponieważ dzięki temu ludzie unikają wielu niebezpieczeństw, kar i innych nieszczęść. Lepiej by nawet było, żeby wielu kapłanów nie wiedziało, co czyni, bo gdyby wiedzieli, wtedy ze strachu nie mogliby sprawować tej Najświętszej Ofiary. Zobaczyłam, jak wielu błogosławieństw przysparza uczestniczenie we Mszy Świętej. Pomaga ono w wykonywaniu wielu prac i w krzewieniu wszelkiego dobra, nic też dzięki temu się nie marnuje. Często bywa też tak, że jeden członek rodziny zapewnia w tym dniu błogosławieństwo całemu domowi. Zobaczyłam, że uczestniczenie we Mszy przynosi wielkie błogosławieństwo. Widziałam, że błędy w odprawianiu Mszy są naprawiane dzięki nadprzyrodzonej pomocy”.

do góry

19. Ujrzałam Świętego Augustyna. „Święty Augustyn stał przy mnie w swym białym biskupim ornacie i był dla mnie niezwykle serdeczny. Byłam bardzo wzruszona i uradowana jego obecnością i wyrzucałam sobie, że nigdy nie okazywałam mu szczególnej czci. On jednak powiedział mi: ’Znam cię przecież, jesteś w końcu moim dzieckiem’. A gdy poprosiłam go o ulgę w cierpieniach, podał mi bukiecik, w którym był niebieski kwiat. Od razu obudził się we mnie zmysł smaku, poczułam w sobie siłę i całe moje ciało przeniknęło przyjemne odczucie. On jednak powiedział mi: ’Można ci dopomóc tylko w pewnej mierze, bo twoja droga jest drogą cierpienia. Kiedy jednak będziesz chciała prosić o pociechę i pomoc, wtedy pomyśl o mnie – zawsze je ode mnie otrzymasz. Teraz wstań jednak i zmów ’Te Deum’ w podziękowaniu Trójcy Przenajświętszej za powrót do zdrowia’.

Wtedy wstałam i modliłam się. Poczułam się bardzo silna i ogarnęła mnie wielka radość. W tym momencie ujrzałam Świętego Augustyna w chwale niebieskiej. Najpierw zobaczyłam Trójcę Świętą i Świętą Dziewicę – trudno mi nawet powiedzieć, jak to się stało. Zdawało mi się, że widzę obraz sędziwego Starca zasiadającego na tronie. Z Jego czoła, piersi i okolicy żołądka tryskały promienie i tworzyły przed Nim krzyż, z niego z kolei wychodziły promienie w niezliczonych kierunkach i docierały do chórów oraz orszaków świętych i aniołów. W pewnym oddaleniu od licznych chórów świętych ujrzałam niebieską chwałę Świętego Augustyna, zasiadającego na tronie. Niektóre promienie idące od krzyża przy Trójcy docierały do niego, a od niego biegły dalej, docierając do licznych otaczających go chórów i postaci”.

do góry

20. Ostatnia Wieczerza. „Ujrzałam obraz ustanowienia Najświętszego Sakramentu. Pan siedział pośrodku dłuższej strony stołu, po Jego prawej stronie był Jan, po lewej jakiś smukły apostoł o delikatnych rysach, bardzo podobny do Jana, obok niego siedział Piotr, który często pochylał się ku niemu. Z początku Pan jeszcze siedział przez chwilę i tak udzielał pouczeń. Potem wszyscy wstali. Zaciekawieni w milczeniu wpatrywali się w Niego, czekając, co uczyni. Zobaczyłam, że podniósł talerz z chlebem, oczy skierował ku niebu i kościanym nożem pokrajał go na kawałki. Potem zobaczyłam błogosławiący gest Jego prawej reki. Gdy to uczynił, wychodził z Niego blask, chleb jaśniał, a On sam był lśniący, jakby cały stał się światłem, które rozlewało się na wszystkich obecnych i przenikało do ich wnętrza. Wśród nich zaś nastawała coraz większa cisza i atmosfera serdeczności. Jeden Judasz pozostał ciemny i nie napełniał się tym światłem.

Jezus uniósł także kielich, zwrócił oczy w górę i tak samo go pobłogosławił. Dla wyrażenia tego, co się z Nim działo podczas tych świętych czynności, mogę znaleźć tylko te słowa: widziałam i czułam, że się przemieniał. Potem chleb i kielich były już tylko światłem. Widziałam, że kawałki chleba położył na płaskim talerzu podobnym do pateny, a następnie podawał je każdemu do ust. Najpierw Matce Bożej, która także podeszła do stołu, przy którym zasiadali apostołowie. Widziałam, że przy tej czynności z Jego ust wychodziło światło. Chleb lśnił i przybierając kształt jasnej, ludzkiej postaci, wchodził do ust apostołom. Wszystkich przenikało światło, tylko Judasz był nadal ciemny i mroczny”.

do góry

21. Początek procesji Eucharystycznych. „Pan wziął do rąk również kielich i podał im do picia. Trzymał go za trzon. Teraz też zobaczyłam światło spływające na apostołów. Po tych czynnościach stali jeszcze przez chwilę głęboko poruszeni, a po chwili obraz znikł. Kawałki chleba, które Pan podawał, miały przez środek jakby karb – taki, jaki biegł przez całą jego szerokość”.

Potem ukazała się jej cała seria obrazów przemienionych postaci, rozdawania i czci okazywanej temu sakramentowi. […] „Widziałam, że chleb przygotowany na Wieczerzę stawał się coraz bielszy i delikatniejszy. Coś podobnego widziałam już tylko wtedy, kiedy apostołowie rozdzielali chleb tłumowi. Tamtego dnia także Piotr podawał mniejsze kawałki. Podczas ustanowienia leżały obok siebie dwa chleby. Na początku były one kwadratowe, a pod koniec przybrały kształt okrągły.

Gdy apostołowie rozeszli się i udali w dalekie strony, a chrześcijanie nie mieli jeszcze kościołów, lecz tylko pokoje, w których się zbierali, apostołowie przechowywali Najświętszy Sakrament w swych domach, a gdy Go nieśli na Ofiarę, ludzie szli za nimi z wielką czcią. W ten sposób ukazano mi zaczątek procesji i publicznego kultu Najświętszego Sakramentu. Widziałam, że na początku za kościoły służyły zwykłe domy, w których się gromadzono. Potem chrześcijanie otrzymywali, również od pogan, wielkie świątynie, które konsekrowano. Wtedy pozostawiano w nich także Najświętszy Sakrament”.

do góry

22. Każdemu Pan daje jakieś powołanie. „Byłam w kościele, przed Najświętszym Sakramentem. W środku kościoła znajdowały się wysokie stopnie, na których ujrzałam tego świętego biskupa [Bonifacego]. Stali na nich ludzie w różnym wieku, mężczyźni i kobiety, ubrani w stare stroje, a niektórzy byli nawet okryci skórami. […] Usłyszałam, że mówił o tym, jak Pan wybierał uczniów, którym wcześniej już udzielił swych łask i Ducha Świętego. Ludzie, mówił, muszą jednak współpracować i otrzymane łaski wykorzystywać w codziennym życiu, gdyż Bóg daje je każdemu po to, żeby stał się Jego narzędziem w Kościele. Każdy jego członek otrzymuje moc i zdolności nie dla siebie samego, lecz dla dobra całego Ciała.

Już dzieciom daje Pan jakieś powołanie, a kto nie współpracuje z łaską i nie ożywia jej w sobie i w innych, ten odmawia Kościołowi pomocy, którą miał mu wyświadczać, i tym samym staje się we wspólnocie złodziejem. Dlatego każdy powinien wiedzieć, kogo ma w drugim kochać i kogo jest zobowiązany wspomagać: członka jednego Ciała, naczynie i narzędzie Ducha Świętego, wybrane przez Pana.

Mają to dostrzegać w swych dzieciach szczególnie rodzice, tak żeby z ich winy nie stawały się one bezużyteczne, lecz były narzędziami, które Pan wybiera dla dobra Kościoła, swego Ciała. Rodzice powinni je pobudzać do życia, dopomagać im w rozwoju i przyuczać do współdziałania. Nie zdają sobie nawet sprawy z tego, jak wielką szkodę wyrządzaliby Kościołowi, gdyby postępowali inaczej.

do góry

23. Wybrani i w ukryciu cierpiący. „Otrzymałam również pewne wewnętrzne pouczenie – powiedziano mi, że mimo nieprawości ludzi i zaniku religijności, w Kościele nigdy nie zabraknie dzielnych, aktywnych jego członków, których wzbudza w nim Duch Święty. Będą się oni modlić i z miłością cierpieć za uchybienia całego Kościoła. Gdy tacy ludzie pozostają nieznani, wtedy tym skuteczniej działają w ukryciu, i tak właśnie jest teraz. […]

W pewnym wielkim mieście leżącym nad morzem, daleko na południu, zobaczyłam chorą zakonnicę mieszkającą w domu bardzo aktywnej, pobożnej kobiety. Pokazano mi tę zakonnicę jako nabożną, wybraną przez Boga osobę, która cierpiała za Kościół i we wszystkich potrzebach ludzi. Zobaczyłam, że ma znamiona Męki, o czym nikt nie wiedział. Była wysokiego wzrostu, bardzo wymizerowana. Przyszła z innej miejscowości i została przyjęta przez tę wdowę, która dzieliła się wszystkim z nią samą i z niektórymi kapłanami. Daleko od tej miejscowości, bardziej na północ, zobaczyłam w pewnym starym zamkniętym klasztorze starszego, słabowitego brata zakonnego, który mógł jeszcze trochę chodzić jedynie po swej celi. Również jego pokazano mi jako narzędzie modlitwy i cierpienia za innych oraz za cały Kościół. Widziałam wiele osób, które miały rozmaite zmartwienia, także chorych i ubogich, znajdujących u niego pocieszenie i pomoc. Powiedziano mi, że Kościół Boży nigdy nie był i nie będzie pozbawiony takich narzędzi. Opatrzność stawia je zawsze tam, gdzie są najbardziej potrzebne, gdzie jest najwięcej zepsucia”.

do góry

Piekło

O. Francois Xavier Schouppe SJ

początek

Spis treści:

1. Woda służąca do ochłody w piekle.

2. Uratowała go modlitwa „Zdrowaś Mario”.

3. Lubujący się w grzechach nieczystości.

4. Piekło za spowiedzi świętokradcze.

5. Nie będę Ci służył.

6. Oto znak miłosierdzia Bożego!

7. Za co cierpi dusza w czyśćcu?

8. Niebo albo cierpienie na ziemi.

9. Przyjaciel w piekle.

10. Jedynie przyjemności i zabawy.

11. Wizja piekła św. Ludwiny.

12. Godzina męki w piekle.

13. Szatan i piekielny swąd.

14. Potępieńcy w piekle.

15. To co najstraszniejsze.

16. Widok szatana.

17. Męki szatana w piekle.

18. Krótka przyjemność.

19. Największy żal potępionych.

20. Stracony czas na ziemi.

21. Ile dusz idzie do piekła?

22. Czy na ziemi jeszcze są ludzie?

23. Odmowa szczerego wyznania grzechów.

24. Nie przebaczyłem wrogowi.

25. Piekło za nieskromności.

26. Szukanie podziwu w oczach ludzii.

27. Potępieni za nieuczciwe interesy.

28. Myśl o karze wiecznej.

29. Jakże zniosiesz wieczny ogień?

30. Jeśli chcesz wybrać grzech?

31. Wizja płonącej otchłani.

32. Myśl o karze wiecznej.

33. Krótka jest radość złoczyńcy.

34. Myśl o karze wiecznej.

35. Widziałem piekło.

36. Wizja kary piekielnej.

37. Zobaczysz, kapitanie.

38. Cały płonąć będziesz.

39. Próba ognia.

40. Wybuchł nagle ogień.

41. Bóg ukazał mi piekło.

Wstęp. Autorem książki "Piekło" jest ojciec Francois Xavier Schouppe (1823–1904), wybitny dziewiętnastowieczny teolog zajmujący się zagadnieniem rzeczy ostatecznych. Należał do Towarzystwa Jezusowego (SJ, łac. Societas Jesu, jezuici – męski papieski zakon apostolski założony przez Ignacego Loyolę).

Książka ukazuje dogmat o piekle na przykładach faktów z życia świętych i historii Kościoła. W swym dziele ojciec Schouppe przedstawia nam pokrótce nieomylną naukę Kościoła o piekle, koncentrując się głównie na ukazaniu prawdziwych wydarzeń z życia ludzi, którzy w jakiś sposób doświadczyli strasznej rzeczywistości piekła. Karty historii Kościoła i żywotów świętych zawierają wiele świadectw kary wiecznej, przekazanych w mistycznych wizjach i objawieniach. Ojciec Schouppe daje nam ostrzeżenie, byśmy w każdej chwili byli gotowi do zdania rachunku przed Bogiem. Podkreśla, że z pomocą łaski Bożej możemy uniknąć kary wiecznej i zasłużyć na wieczną szczęśliwość w niebie. Książka posiada imprimatur Kurii Metropolitalnej w Gdańsku.

do góry

Fragmenty z książki: o. Francois Xavier Schouppe „Piekło”.

1. Woda służąca do ochłody w piekle. Świątobliwy przeor monasteru w Cluny, o imieniu Piotr, opowiadał podobne zdarzenie. Umierający człowiek uparcie odmawiał skruchy, będąc w niebezpieczeństwie śmierci. Trawiony gorączką i pragnieniem poprosił bliskich o wodę. Bóg wysłuchał modlitw błagalnych ofiarowanych w intencji umierającego i dopuścił do duchowej wizji, która nim wstrząsnęła, ratując przed pewnym potępieniem.

Chory ujrzał nagle przed oczyma dwie nieznajome postacie, trzymające w dłoniach kielich z płynem.

Jedna z postaci powiedziała: „Oto zimna woda służąca do ochłody w piekle".

Przechyliwszy kielich, upuściła drobny strumień wody na ręce umierającego. Dotknąwszy ciała, woda zaczęła z sykiem wypalać ranę, a chory wył z bólu. Rodzina zebrana wokół widziała, jak otwiera się paląca rana i słyszała jęki chorego, ale nie wiedziała skąd bierze się to cierpienie.

Dzięki tej wielkiej łasce Boga, ten straszliwy znak cierpienia wiecznego, spowodował nawrócenie i pojednanie z Bogiem przed śmiercią.

do góry

2. Uratowała go modlitwa „Zdrowaś Mario”. W 1604 roku, miastem Brukselą wstrząsnęło niezwykłe wydarzenie, będące świadectwem duszy potępionej. Bezpośrednim świadkiem tego zdarzenia był sam błogosławiony Ryszard od św. Anny, franciszkanin, umęczony za wiarę w Japonii, 10 września 1662roku i beatyfikowany przez papieża Piusa IX w 1868 roku. Wydarzenie to opisał Adrian Lyroeus w swym dziele Trisagium Marianum oraz św. Alfons Liguori w dziele Chwała Maryi. Błogosławiony Ryszard tak głęboko przeżył to wydarzenie, że wstąpił do zakonu franciszkanów i poniósł męczeńską śmierć za wiarę. Oto jak opisują tę historię Annały Misji Franciszkańskich 1866–1867.

To strasznemu, choć miłosiernemu działaniu Boga, zawdzięcza błogosławiony Ryszard swój habit św. Franciszka. Stało to się w 1604 roku w Brukseli. Dwóch młodych studentów nie przykładało się do nauki, a jedynie spędzało czas na poszukiwaniu przyjemności i rozpusty. Pewnego wieczora dopuszczali się występków w domu złej sławy; jeden z nich wyszedł wcześniej zostawiając przyjaciela samego. Kładąc się do snu, przypomniał sobie, że nie odmówił tego dnia modlitwy do Matki Najświętszej, którą zwykł odmawiać codziennie. Choć walczył z sennością, to jednak odmówił modlitwę i zasnął. W środku nocy obudziło go walenie do drzwi i nagle ujrzał on przed sobą straszną zjawę swego przyjaciela.

- Jak to, nie poznajesz mnie? - zawołał nieszczęsny chłopak.

- Co się z tobą stało, wyglądasz jak diabeł!

- Ach, zlituj się; jestem potępiony! Wiedz, że gdy wychodziłem z tego przeklętego domu grzechu, śmierć spadła na mnie jak błyskawica. Moje ciało pozostało na ulicy, a dusza cierpi w piekle. Taka sama kara oczekiwała ciebie, ale Najświętsza Dziewica uratowała cię, przez wzgląd na twą codzienną modlitwę ku Jej czci. Och, szczęśliwy jeśli umiesz skorzystać z tego ostrzeżenia, które Matka Boga przekazuje ci przeze mnie.

Przez moment dusza potępiona ukazała ogień i szatanów dręczących ją w piekle, po czym zniknęła. Przerażony chłopak padł na twarz i szlochając modlił się do Matki Bożej z wdzięczności za ratunek. Gdy nadszedł ranek, usłyszał dzwony kościoła franciszkanów i zakrzyknął:

- Tam Bóg wzywa mnie do pokuty.

Powstał i udał się do bramy klasztornej, gdzie brat furtian nie chciał go wpuścić, jako że znano go z grzesznego życia. Po wysłuchaniu całej historii, zakonnicy wyszli i znaleźli martwe ciało przyjaciela leżące na ulicy. Młody postulant został przyjęty do zgromadzenia, gdzie odznaczył się duchem pokuty.

Wydarzenie to wstrząsnęło całą Brukselą. Błogosławiony Ryszard postanowił także poświęcić się całkowicie Bogu, wstępując do tego samego zakonu, gdzie odbywał pokutę chłopak uratowany przez Matkę Najświętszą.

do góry

3. Lubujący się w grzechach nieczystości. Człowiek lubujący się w grzechach nieczystości, powalony został chorobą i otrzymał ostatni Sakrament. Gdy następnego dnia jego kapłan spowiednik szedł go odwiedzić, ujrzał nagle jego duszę, mówiącą:

- Nie idź dalej. Zostałem potępiony.

Przerażony kapłan zakrzyknął:

- Jakże to, czyż nie oczyściłeś swej duszy godną Spowiedzią Świętą?

- Tak - usłyszał odpowiedź - lecz później uległem pokusom szatana, który przedstawił mi wszelkie grzeszne przyjemności i pytał, czy nie wróciłbym do nich, gdybym odzyskał zdrowie. Zgodziłem się na to, a wkrótce nadeszła śmierć.

Dusza ukazała przez moment swe straszne cierpienia ognia, po czym zniknęła.

do góry

4. Piekło za spowiedzi świętokradcze. Wydarzenie to zostało opisane przez jezuitę, ojca Martina del Rio w Annałach Towarzystwa Jezusowego. Zdarzyło się to w Limie, w 1590 roku i wielu świadków złożyło zeznania pod przysięgą.

Pewna bogobojna dama miała trzy służące, w tym młodą indiańską dziewczynę, Martę. Była ona chrześcijanką, choć z czasem zarzuciła praktyki wiary i modlitwę, na korzyść próżności i przyjemności. Marta zapadła na poważną chorobę i udzielono jej Ostatniego Namaszczenia. Po zakończeniu ceremonii sakramentalnej, dziewczyna chełpiła się przed koleżankami, iż specjalnie ukryła wiele na spowiedzi. Koleżanki pobiegły natychmiast do pani domu, która zmusiła wręcz dziewczynę do wyrażenia żalu i przyrzeczenia odbycia szczerej spowiedzi. Kapłan ponownie wysłuchał spowiedzi Marty, po czym wkrótce choroba okazała się śmiertelna.

Martwe ciało dziewczyny zaczęło wydzielać nieznośny swąd do tego stopnia, że przeniesiono je z domu do komórki. Zwierzęta na podwórku zaczęły nagle wydawać przeraźliwe dźwięki.

Gdy po pogrzebie zgodnie ze zwyczajem spożywano posiłek w ogrodzie, wielki kamień, niewiadomo skąd, spadł nagle na stół. W pokojach służących jakaś niewidzialna siła wywracała meble i powodowała straszne hałasy.

Przerażone służące postanowiły nocować razem w jednym pokoju. I tej nocy usłyszały wyraźne głosy Marty, a następnie ukazała się ich oczom płonąca zjawa zmarłej dziewczyny. Marta powiedziała im, że z Bożego nakazu przyszła wyjawić swój los. Została potępiona za grzechy nieczystości i świętokradzkie spowiedzi aż do śmierci. Po czym dodała: - Powiedzcie coście usłyszały, aby moje nieszczęście posłużyło innym za naukę. Wtedy zjawa znikła.

do góry

5. Nie będę Ci służył! Gdy pewien świątobliwy człowiek rozważał wieczność kary potępienia, wydawało mu się to niepojęte, gdyż niezgodne z nieskończoną dobrocią Boga. W modlitwie otrzymał on łaskę światła wewnętrznego i usłyszał wewnętrzny głos:

- Czyż nie rozumiesz czym jest grzech? Zgrzeszyć oznacza powiedzieć Bogu - nie będę służył! Gardzę Tobą i śmieję się z Twojej sprawiedliwości.

- Wiem, Panie, że grzech jest obrazą Twego Majestatu.

- Zmierz więc, jeśli możesz, wielkość tej obrazy.

- Panie, obraza ta jest nieskończona, gdyż lży Twemu nieskończonemu majestatowi.

- A więc czyż nie zasługuje na nieskończoną karę? Choć kara nie może być nieskończona w swej sile, sprawiedliwość wymaga aby takową była w trwaniu.

A więc Boska Sprawiedliwość domaga się kary wiecznej - tego strasznego "zawsze" i "nigdy". Sami potępieni będą musieli oddać cześć Sprawiedliwości i wołać wśród męki - "O Panie, jesteś sprawiedliwy i wyrok Twój jest słuszny". (Ps 118,137).

do góry

6. Oto znak miłosierdzia Bożego! Biskup de Segur opisał takie wydarzenie: „W kwietniu 1870 roku odwiedziłem Foligno koło Asyżu, gdzie dotknąłem jednego ze wstrząsających śladów ognia, pozostawionych przez dusze odbywające karę oczyszczenia. W dniu 4 listopada 1859 roku, w klasztorze sióstr tercjarek franciszkańskich w Foligno, zmarła na wylew siostra Teresa Gesta, służąca przez szereg lat jako mistrzyni nowicjatu i kierowniczka biednego przyklasztornego warsztatu krawieckiego. Urodziła się ona w Corsa Bastia, w 1797 roku, i wstąpiła do klasztoru w lutym 1826 roku. Oczywiście siostra Teresa była dobrze przygotowana na śmierć.

Jezus, Maria, cóż to jest?

Wtedy usłyszała bolesne westchnienie:

„Oh! Dio che peno tanto!” (Och! Boże, tak mi przykro!)

Był to bez wątpienia głos zmarłej siostry Teresy Gesty. Nagle cały pokój napełnił się dymem, a przy drzwiach ukazała się zjawa zmarłej zakonnicy. Zjawa krzyknęła nagle: „Oto znak miłosierdzia Bożego!” i przyłożyła rękę do drzwi, pozostawiając wypalony ślad dłoni.

Siostra Anna Felicja zaczęła krzyczeć, wzywając na pomoc inne siostry. Wkrótce pokój wypełnił się zakonnicami, które ze zdumieniem odczuły swąd palonego drzewa i ujrzały ślad małej dłoni zmarłej siostry Teresy. Cały klasztor rozpoczął modlitwy i ofiary w intencji zmarłej. Wieść o tym wydarzeniu rozniosła się do innych domów zakonnych, które przyłączyły się do tej intencji. Niecałe dwa tygodnie później, siostra Anna Felicja usłyszała w swej celi zakonnej głos wzywający ją po imieniu. Był to głos zmarłej siostry Teresy. W tej samej chwili, cela zakonna oświetlona została niby blaskiem słońca i dał się słyszeć radosny głos:

„Zmarłam w piątek, dzień Męki Pańskiej, i oto w piątek odchodzę do chwały. Dźwigajcie swój krzyż z męstwem, i z odwagą znoście cierpienia; umiłujcie ubóstwo! Do zobaczenia u Boga!”

Po czym jasność uniosła się ku górze i znikła.”

Biskup z Foligno natychmiast wszczął badawczy proces kanoniczny. W dniu 23 listopada, wobec wielkiej rzeszy świadków, otwarto grób siostry Teresy Gesty i sprawdzono, że wypalony ślad dłoni na drzwiach z klasztoru odpowiadał idealnie dłoni zmarłej. Fakty te, jako niezaprzeczalne, zapisano w oficjalnych dokumentach. Drzwi z wypalonym znakiem ręki zakonnicy do dziś zachowane są z czcią w klasztorze w Foligno.

do góry

7. Za co cierpi dusza w czyśćcu? Św. Małgorzata Maria otrzymała wizję cierpień czyśćcowych jednej ze zmarłych sióstr zakonnych, proszącej świętą o modlitwy i ofiary w jej intencji. Zmarła zakonnica dodała, że cierpi męki oczyszczenia za lenistwo i lekceważenie reguły zakonnej. „Ale to nie wszystko; moje serce cierpi za nieposłuszeństwo przełożonym; mój język za słowa przeciw miłości bliźniego i złamane milczenie. Ale to jest nic w porównaniu z inną męką dopuszczoną przez Boga; choć był to tylko moment, cierpienie to przewyższyło wszelkie inne.” Święta Małgorzata Maria zapytała o to cierpienie i usłyszała odpowiedź: „Bóg pozwolił mi ujrzeć wyrok Sprawiedliwości Boskiej potępiający jedną osobę z mej rodziny na karę wieczną. Widok ten przyprawił mnie o cierpienie, którego żaden język nie zdolny jest opisać.”

do góry

8. Niebo albo cierpienie na ziemi. Św. Krystyna (1150–1224) dostąpiła niezwykłej łaski wyboru pozostania w wiecznej szczęśliwości, lub dalszego życia w celu zadośćuczynienia w intencji dusz czyśćcowych i nawrócenia grzeszników. Wybrała poświęcenie i przez czterdzieści dwa lata znosiła ogromne cierpienia, by ratować dusze od kary wiecznej.

Krystyna urodzona w St. Trond, dawała swym młodym życiem przykład niewinności i cnoty. Gdy umierała w wieku 32 lat uważana była za świętą. Jednak Bóg dokonał przez nią wielkiego dzieła, burząc porządek tego świata. Uważana za zmarłą i przyniesiona w trumnie do kościoła, nagle powstała ku przerażeniu zebranych. Następnie opowiedziała to co przeżyła. „Gdy dusza opuściła ciało, znalazła się nagle otoczona zastępem aniołów, którzy zanieśli mnie do strasznej otchłani wypełnionej wielką liczbą dusz. Zauważyłam tam wielu tych, których znałam na ziemi. Widząc ich straszne cierpienia zapytałam cóż to jest, nie wątpiąc raczej, że było to piekło. Lecz aniołowie wyjaśnili, że był to czyściec. Po czym ukazali mi męki dusz potępionych w piekle, gdzie też widziałam nieszczęśników znanych mi za życia. Następnie aniołowie ponieśli mnie do nieba, gdzie napełniła mnie niewysłowiona szczęśliwość i pomyślałam, że na wieczność całą będę cieszyć się obecnością Najświętszego Boga. Usłyszałam wtedy głos: „Tak, córko, będziesz na wieki ze Mną, ale daję ci wybór wiecznej szczęśliwości już teraz, lub powrotu na ziemię, gdzie znosić będziesz męki dusz czyśćcowych, choć bez szkody dla twego ciała. Poświęcenie twoje wybawi wiele dusz, których cierpienia sama widziałaś, a także przyczynisz się do nawrócenia i uświęcenia wielu. Gdy wypełnisz tę misję, wrócisz tu, by posiąść Moje Królestwo na wieki.” Taki wybór otrzymałam od Boga i nie wahałam się wybrać miłości bliźniego. Spodobało się to Bogu, który nakazał aniołom ponieść mnie z powrotem na ziemię. Nie dziwcie się więc, gdy ujrzycie przedziwne rzeczy w mojej osobie, bowiem to Bóg działał będzie według Swego upodobania; a czyni On wszystko według planów zakrytych, ale zawsze chwalebnych". Przez następne 42 lata życia, niezliczone rzesze wiernych brały budujący przykład z życia Krystyny, oddanego całkowicie cierpieniu i umartwieniu. Wielka liczba ludzi nawróciła się do Boga. Święta Krystyna odeszła po wieczną nagrodę w 1224 roku.

do góry

9. Przyjaciel w piekle. Wincenty z Beauvais, w 25 tomie swego dzieła o historii, przytacza opis wydarzenia z 1090 roku. Dwóch młodych lekkoduchów złożyło sobie obietnicę - nie wiadomo czy poważnie, czy dla żartów - że ten, który umrze pierwszy, wróci by dać świadectwo drugiemu o swoim losie. I rzeczywiście, Bóg dopuścił, by pierwszy z nich po śmierci ukazał się koledze. Dusza zmarłego ukazała się w straszliwym stanie, poddawana niewysłowionym mękom, trawiącym ją niby paląca gorączka i oblana potem. Zjawa upuściła kroplę potu na ramię żyjącego przyjaciela, mówiąc: - To jest pot z piekła; będziesz nosił ten znak aż do śmierci.

Chłopak odczuł straszliwy ból, przenikający całe ciało. Historyk podaje, że młodzieniec wyciągnął naukę z tego doświadczenia i poświęcił życie Bogu w zakonie.

do góry

10. Jedynie przyjemności i zabawy. Świadectwo św. Piotra Damiana. Święty ten opowiadał historię młodzieniaszka, który poszukiwał jedynie zabaw i przyjemności. Żadne ostrzeżenia, by pomyślał o swej duszy, nie trafiały do niego, a przykład losu bogacza z Ewangelii zupełnie go nie wzruszał. Do samej śmierci, żył on jedynie uciechami tego świata. Wkrótce po jego śmierci, jeden świątobliwy pustelnik otrzymał dar wizji losu jego nieszczęsnej duszy. W wizji tej, ujrzał on ogromną płonącą otchłań, wielką jak morze, do której wrzucona była wielka rzesza dusz potępionych, także dusza niepoprawnego chłopaka. Wydając straszne jęki, dusze te próbowały zbliżać się do brzegu otchłani, lecz odpychane były z powrotem w ogień przez szatanów.

do góry

11. Wizja piekła ukazana św. Ludwinie. Autor dzieła o życiu św. Lydwiny, imieniem Surius, opisał wizję piekła, ukazaną świętej w ekstazie. Ujrzała ona ogromną otchłań, z której dobywał się nieopisany zgiełk głosów, jęków, przekleństw i złorzeczeń. Anioł Stróż wyjaśnił, że jest to miejsce potępienia, po czym chciał pokazać świętej męki tam panujące. Święta przyznała, że nie mogła w żaden sposób znieść tego widoku, bowiem "same jęki rozpaczy napełniały mnie nieopisanym przerażeniem".

do góry

12. Godzina męki w piekle. Jeśli tu na ziemi drżymy na samą myśl o cierpieniach i umartwieniach, to czy myślimy jak straszne będą męki kary wiecznej za złe życie? Jak pisze autor O Naśladowaniu Chrystusa: “Tam, jedna godzina męki będzie straszniejsza niż sto lat największej pokuty na ziemi”. (Ks 1, roz. 24) Piekło jest ściekiem tego świata, zbierającym cały moralny brud ludzkości. Piętrzą się tam wszelkie nieczystości, nieopanowanie, pycha, niesprawiedliwość i zgnilizna duszy. Ten moralny brud otacza dodatkowo nieznośny swąd cielesny. Św. Bonawentura mawiał, że jedno ciało potępionego na wieki wystawione na ziemi, uczyniłoby tę ziemię niemożliwą do zamieszkania.

do góry

13. Szatan i piekielny swąd. Biograf świętego Marcina z Tours, Sulpicjusz Severus, opisał szatańskie próby kuszenia Marcina. Szatan ukazał się Marcinowi pod postacią wspaniałego króla, otoczonego wszelkim splendorem, mówiącego, że jest Synem Boga Najwyższego. Święty biskup rozpoznał podstęp szatana i odrzucił go z pogardą. Pyszny szatan został pokonany, ale odchodząc pozostawił po sobie taki piekielny swąd, że święty zmuszony był przenieść się w inne miejsce.

do góry

14. Potępieńcy w piekle. Straszliwą męką piekła jest również nieodłączne towarzystwo złych duchów i dusz potępionych. Zdarzają się zatwardziali grzesznicy, zdający sobie sprawę, że idą ku potępieniu, którzy pocieszają się słowami: “Ach, przynajmniej nie będę tam samotny". Żałosne to pocieszenie, podobne do galerników przykutych razem łańcuchami, choć zrozumiałym jest, że skazańcy mogą woleć odbywać karę razem z innymi. Niestety, piekło jest inne i tam potępieńcy będą dla siebie nawzajem prześladowcami. Święty Tomasz pisał, że: “Tam, towarzysze w potępieniu, nie tylko nie przyniosą ulgi cierpieniom, ale uczynią je jeszcze bardziej nieznośnymi". Obecność najbliższych jest szczególnym przekleństwem, gdyż dusze potępione wolałyby przebywać wśród bestii, niż razem ze swymi najbliższymi.

do góry

15. To co najstraszniejsze. Św. Teresa pisze w swej autobiografii (rozdział 25): “W wiecznej otchłani panuje najgłębsza ciemność, a jednak, o tajemnico! choć nie ma żadnego światła, to co najstraszniejsze jest postrzegalne". Najstraszniejszą katuszą oczu jest widok szatanów, ukazujących się w całej swej potworności.

do góry

16. Widok szatana. Święty Bernard wspominał zakonnika, który w celi zaczął nagle wydawać przeraźliwe krzyki. Bracia znaleźli go w okropnym stanie, mamroczącego słowa: “Przeklęty dzień gdy wstąpiłem do zakonu". Bracia długo uspakajali zakonnika, który wreszcie przyszedłszy do siebie zawołał: “Ach, ja nie przeklinam mojego zakonu; wprost przeciwnie, błogosławię memu powołaniu. Bracia, nie dziwcie się że umysł mój tak się pomieszał. Miałem wizję dwóch szatanów i sam ich widok przyprawił mnie o utratę zmysłów. Co za potworność. Ach, zniosę wszelkie męki, aby tylko nigdy ich nie widzieć!"

do góry

17. Męki szatana w piekle. Świątobliwy kapłan dokonywał egzorcyzmów i zapytał złego ducha zamieszkującego ofiarę, jakie męki cierpi w piekle. Usłyszał odpowiedź:

- Wieczny ogień, wieczne przekleństwo, wieczny szał i rozpacz, gdyż nigdy nie dane mi będzie spojrzeć na Tego, który mnie stworzył.

Kapłan zapytał następnie:

- Cóż byś dał aby móc oglądać Boga?

- By Go ujrzeć, chętnie znosiłbym cierpienia przez tysiące lat. Ale to na nic. Męki moje są wieczne i nigdy Go nie ujrzę!

do góry

18. Krótka przyjemność. Św. Jan Damasceński opisuje wydarzenie z życia św. Jozafata, w którym ten młody książę, atakowany pokusami, modlił się gorąco o ratunek. Modlitwa jego została wysłuchana i w ekstazie ujrzał siebie prowadzonego do przerażającej otchłani. Wewnątrz, w ogromnym morzu ognia, wielka ilość dusz potępionych doznawała strasznej męki. Wśród krzyku jęków i przekleństw, usłyszał głos z wysoka: “Tu grzech otrzymuje swą zapłatę; tu krótka przyjemność karana jest męką wieczną". Wizja ta wzmocniła Jozafata w walce z pokusami szatana.

do góry

19. Największy żal potępionych. Św. Tomasz mówił, że największym żalem potępionych będzie, że zyskali karę wieczną “za nic", podczas gdy mogli zasłużyć na wieczną szczęśliwość. O ileż większy będzie żal potępionych, gdy ujrzą że krótkotrwałe przyjemności sprowadziły na nich karę wieczną.

Znana jest historia jednego władcy, który osaczony przez wrogów i odcięty od źródła żywności i wody, poddał swe królestwo. Gdy wypił podany puchar wody i uspokoił pragnienie, powiedział: "Jakże prędko minęła przyjemność, dla której poddałem moją wolność i tron”. Dusze potępione będą żałować podobnie - jakże prędko minęły grzeszne przyjemności, przez które straciły koronę wiecznej chwały. (zob. Rdz 25, 27-34)

do góry

20. Stracony czas na ziemi. Ojciec Nieremberg opisał historię pobożnego człowieka, który znajdując się w odległym miejscu usłyszał żałosny płacz i narzekanie. Poruszony w głębi duszy zrozumiał, że nie są to jęki żyjących. Wtedy usłyszał: “Jesteśmy duszami potępionymi. Wiedz, że. Ach, jedna godzina mogła była nam dać to, czego teraz cała wieczność przywrócić nam nie może!"

do góry

21. Ile dusz idzie do piekła? Święta Teresa porównywała ilość dusz zatraconych do płatków śniegu. Sługa Boży, Antoni Pereyra, w swej autentycznej wizji otrzymanej specjalną łaską, widział dusze grzeszników skazanych na potępienie niby ziarna pod kamieniem młyńskim. Wielki misjonarz jezuicki, ojciec Antoni Baldinucci, zmarły w opinii świętości w 1717 roku, nauczał na otwartym polu, gdyż świątynia nie mogła pomieścić wiernych przychodzących słuchać jego nauk. Gdy nauczał o karze wiecznej, zawołał do zgromadzonych: “Bracia, czy chcecie wiedzieć ile dusz odchodzi od Boga i ginie? Spójrzcie na to drzewo". Oczy zebranych zwróciły się w stronę wielkiego drzewa rosnącego przy drodze, gdy nagle silny powiew wiatru strząsnął chmarę liści na ziemię. “Przypatrzcie się dobrze - wołał świątobliwy misjonarz - i nie oszczędzajcie wysiłków, aby zbawić swe dusze".

do góry

22. Czy na ziemi jeszcze są ludzie? Ojciec Nieremberg przekazał nam historię biskupa, który otrzymał specjalną łaskę ujrzenia duszy zatwardziałego grzesznika. Potępiona dusza zapytała, czy na ziemi jeszcze pozostali ludzie. Zdziwiony biskup zupełnie nic nie rozumiał, gdy usłyszał te słowa: “Odkąd potępiony jestem w tym strasznym miejscu, widziałem tak wiele dusz wchodzących tutaj, iż wydaje mi się, że chyba nikt nie pozostał na ziemi". W słowach tych słyszymy niejako echo ostrzeżeń Zbawiciela: "Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują". (Mt 7, 13-14).

do góry

23. Odmowa szczerego wyznania grzechów. W Księgach Misji w Paragwaju z roku 1640, zapisano takie wydarzenie.

Na terenie misji ojców jezuitów, zmarła kobieta pozostawiwszy młodego syna. Syn ten otrzymał łaskę wizji duszy swej matki. Niestety, dusza jej poszła na potępienie “za upartą odmowę szczerego wyznania grzechów na Spowiedzi Świętej, i że wiele dusz spotyka ten sam los za zatajanie grzechów”. Dusza ta dodała: “Ale ty, za wszelką cenę wyciągnij naukę z przykładu nieszczęsnej matki”.

do góry

24. Nie przebaczyłem wrogowi. Pewien młodzieniec prowadził niby pobożne życie, ale miał jakiegoś wroga, którego nienawidził. Mimo przystępowania do sakramentów świętych, w sercu swoim żywił on nienawiść i chęć zemsty, na przekór nauce Zbawiciela. Po śmierci, ukazał się swemu ojcu, przyznając: “Zasłużyłem na potępienie, gdyż nie przebaczyłem wrogowi”. Po czym wydał okrzyk: “Żaden język ludzki nie wypowie męki, którą tutaj cierpię”.

do góry

25. Piekło za nieskromności. Pewna kobieta dążąca do życia miłego Bogu, modliła się o światło, by zrozumieć co jest szczególnie Bogu niemiłe. Uzyskała duchową pewność, że Bóg wysłucha jej modlitwy. I tak otrzymała wizję wiecznego potępienia. W strasznej otchłani ujrzała potępioną duszę znajomej kobiety. Przerażenie jej było tym większe, iż za życia kobieta ta nie wydawała się być godną potępienia. Nieszczęśliwa dusza powiedziała jej: “Choć wykonywałam praktyki religijne, to jednak byłam niewolnicą próżności. Rządziła mną namiętność podobania się, prowadząca do nieskromności w ubiorze i postępowaniu. Szukając zwrócenia uwagi i podziwu dla siebie, byłam przyczyną nieczystości wielu serc. Ach, gdyby chrześcijanki wiedziały, jak wielką cnotą jest skromność”.

do góry

26. Szukanie podziwu w oczach ludzi. Podobny przykład, ukazujący wagę godnego przyjęcia Sakramentów, przekazał nam Ludwik z Granady. Kobieta prowadząca niby prawe życie, zatraciła duszę z powodu próżności i chęci przypodobania się ludziom. Powalona chorobą, zdołała jeszcze przed śmiercią przyjąć sakrament Kościoła. Gdy spowiednik modlił się w jej intencji, ukazała mu się nagle w wizji przyznając, że została potępiona z winy próżności. “Szukałam jedynie podziwu w oczach ludzi i ta namiętność prowadziła mnie do wielkich grzechów, a także uniemożliwiła godne przyjmowanie sakramentów. I oto wieczna kara!”

do góry

27. Potępieni za nieuczciwe interesy. Księgi Żywotów Ojców Pustyni przekazują nam wstrząsający przykład wiecznego przekleństwa złego ojca, i syna, idącego jego śladami.

Pewien nieuczciwy bankier miał dwóch synów, pomagających mu w niegodnych interesach. Niemniej, jeden z nich, pod działaniem łaski, porzucił złą drogę i poświęcił się służbie Bogu. Przed odejściem ostrzegał ojca i brata, aby pomyśleli o zbawieniu swej duszy. Zlekceważywszy te dobre rady, obydwaj trwali uparcie w złu i zmarli bez pojednania z Bogiem. Brat służący Bogu otrzymał łaskę poznania ich strasznego losu. W ekstazie ujrzał siebie na szczycie góry otoczonej morzem płomieni, z których dobywały się okrutne jęki. Wśród płomieni dostrzegł on swego ojca i brata przeklinających się nawzajem:

- Przeklinam cię, synu, bo to dla ciebie popełniałem zło i zatraciłem duszę.

- Przeklinam cię, niegodny ojcze, że doprowadziłeś mnie do zguby złym przykładem.

- Przeklinam cię, głupi synu, żeś naśladował grzechy ojca.

- Przeklinam cię, mój rodzicielu, boś sprowadził mnie na zatracenie.

do góry

28. Myśl o karze wiecznej. Św. Dozyteusz, żyjący w XI wieku, wychował się na dworze w Konstantynopolu, w zupełnej ignorancji prawd wiary. Lecz ponieważ tak wiele słyszał o Jerozolimie, postanowił odwiedzić to miasto. Tam oczekiwała na niego łaska Boża. W jednym z kościołów Dozyteusz oglądał obraz przedstawiający męki potępionych w piekle. Sceny dusz trawionych ogniem i męczonych przez szatanów tak nim wstrząsnęły, że zapytał się przechodzącej osoby co to wszystko oznaczało.

- To jest piekło - odparła ta osoba - gdzie znajdują się dusze potępione.

Dozyteusz zaczął zadawać jedno pytanie po drugim:

- Dlaczego dusze te są potępione? Jak długo będą trwały ich męki?

Cierpliwe odpowiedzi nieznanej osoby zrobiły na nim takie wrażenie, że wreszcie zapytał z trwogą:

- Czy i ja też mógłbym się tam znaleźć? Cóż mam czynić, aby uniknąć kary wiecznej?

W duszy jego zadziałała łaska, na którą Dozyteusz postanowił odpowiedzieć. Zapukał do bramy klasztoru, gdzie trafił na mądrego przeora, który poprowadziłgo do świętości. Myśl o karze wiecznej za grzechy, pomagała Dozyteuszowi w osiąganiu postępów na drodze ku Bogu.

do góry

29. Jakże zniosiesz wieczny ogień? Św. Martynian żyjący dwadzieścia pięć lat w pustelnym odosobnieniu, wystawiony został na wielkie pokusy. Zła kobieta udająca biedną w potrzebie, zbliżyła się do pustelni. Święty poruszony litością pozwolił jej spocząć przy ogniu, gdy nagle kobieta ta zrzucając przebranie, ukazała się w pięknej sukni i powabie. W chwili wielkiego niebezpieczeństwa, Martynian zachował myśl o karze piekła i zbliżył swą stopę do ognia. Krzycząc z bólu, tak powiedział do siebie: “Duszo moja, jeśli nie możesz znieść takiego płomienia, to jakże byś zniosła wieczny ogień piekła?” Pokusy zostały pokonane, ale co więcej, za przykładem świętego, kobieta ta nawróciła się. Tak więc myśl o karze piekła okazała się zbawienna.

do góry

30. Jeśli chcesz wybrać grzech. Znamy też przykład innego pustelnika, który w chwili ataku szatana zbliżał rękę do ognia mówiąc do siebie: “Jeśli byś chciał wybrać grzech, a więc i karę piekła, to zobacz najpierw czy masz odwagę wytrzymać ból wiecznego ognia”.

do góry

31. Wizja płonącej otchłani. Święty spotkał zatwardziałego grzesznika, który nie tylko nie chciał żałować za grzechy, ale i rzucał bluźnierstwa na wszystko co święte. Św. Filip Nereusz podprowadził tego człowieka do kominka, mówiąc: “Patrz w ten ogień”. Grzesznik ten ujrzał nagle wizję płonącej otchłani, a w niej miejsce przygotowane dla siebie. W jednej chwili dokonała się wielka zmiana. Człowiek ten pojął tragiczny stan swej duszy i postanowił powrócić do Boga.

do góry

32. Myśl o karze wiecznej. W roku 1815, w internacie katolickim w pobliżu miasta Amiens, we Francji, zmarł młodziutki Ludwik Franciszek de Beauvais. Miał tylko 14 lat, ale zasłynął niewinnością i pięknym życiem. W życiu małego Ludwika, wielką pomocą w osiąganiu świętości była myśl o karze wiecznej. Pewnego dnia, gdy był jeszcze małym dzieckiem, siedział na kolanach matki przy kominku i zapytał:

- Mamo, czy ogień w piekle jest taki gorący?

Matka wytłumaczyła mu, że ogień piekielny jest nieporównywalny z niczym na ziemi.

Ludwik zapytał wtedy:

- A czy ja mogę wpaść do tego ognia?

Matka odpowiedziała:

- Jeśli będziesz kochał Boga i unikał grzechu, to nie masz się czego obawiać.

Słowa matki zapadły głęboko w serce małego dziecka. Przez całe swe krótkie lata, Ludwik Franciszek unikał grzechu, prowadząc święte życie.

do góry

33. Krótka jest radość złoczyńcy. Pewnego dnia w roku 1540, błogosławiony Piotr Lefevre, jeden z pierwszych kompanów św. Ignacego Loyoli, znajdował się na drodze do Rzymu, gdy zapadła noc. Polecając się w opiekę swemu Aniołowi Stróżowi, Piotr dotarł do jakiegoś domu, gdzie udzielono mu gościny. Nagle do domu wpadła banda rozbójników, żądając wydania żywności i pieniędzy. Piotr pozostał spokojny, z oczyma wpatrzonymi w ogień w kominku. Szef bandy zapytał co on tu porabia, lecz zakonnik nie odpowiedział.

- Jesteś głuchy, czy głupi? - zawołał rozzłoszczony zbójca.

- Nie - odpowiedział Piotr - tylko właśnie myślę o czymś ważnym.

- I o czym że takim ważnym myślisz? - zapytał wyzywająco bandyta.

- Myślę o tym, jak krótka jest radość złoczyńcy – i zaostrzając ton głosu, świątobliwy zakonnik kontynuował: - Ten ogień, który tu płonie, przypomina nam o ogniu w piekle, do którego wpadną grzesznicy, jeśli nie zmienią życia.

Cała banda szesnastu zbójców stała jak oniemiała. Korzystając z tej ciszy, Piotr przemówił do nich, opowiadając o czekającej ich karze z rąk ludzi, i o ileż straszniejszej karze z rąk Boga. Po czym zaczął opowiadać o miłosierdziu Bożym z takim uczuciem, że zbóje zaczęli wzywać ratunku łaski Bożej. Tejże nocy, błogosławiony Piotr Lefevre przygotował do spowiedzi i pojednał z Bogiem wszystkich szesnastu złoczyńców.

do góry

34. Myśl o karze wiecznej wzmacnia słabych w chwilach próby. We wczesnej epoce chrześcijaństwa, prefekt rzymski wezwał dwie chrześcijanki, Domninę i Teomilę, nakazując im odrzucenie wiary i oddanie czci bożkom. Gdy obie odmówiły, kazał rozpalić stos blisko ołtarza pogańskiego.

- Wybierzcie – powiedział – albo spalicie kadzidło na ołtarzu naszych bogów, albo same spłoniecie na stosie.

Dzielne chrześcijanki odpowiedziały:

- Nie boimy się ognia, który wkrótce zgaśnie. Boimy się ognia wiecznego w piekle. Aby go uniknąć, pogardzamy waszymi bogami i uwielbiamy Jezusa Chrystusa.

Obie poniosły śmiercią męczeńską w 235 roku.

do góry

35. Widziałem piekło. Cezariusz opisał historię grzesznika, którego choroba powaliła tak, iż wydawał się martwy i za którego ofiarowano wiele modlitw. Gdy przygotowywano pogrzeb, on nagle otworzył oczy, a twarz jego wyrażała straszne przerażenie. Zapytywany co przeżył odpowiedział:

- “Bóg udzielił mi wielkiej łaski; otrzymałem wizję piekła, ogromnego oceanu ognia, do którego miałem być wrzucony za me grzechy. Bóg oddalił karę, pozwalając bym odkupił swe winy przez pokutę”.

Od tej chwili, człowiek ten poświęcił się całkowicie umartwieniu i pokucie. Gdy ludzie namawiali go by złagodził swoje umartwienia, odpowiadał:

- “Widziałem piekło! Wiem, że nigdy nie można uczynić dosyć aby go uniknąć. Piekło! Wolałbym płonąć w największym ogniu na ziemi, niż znaleźć się w ogniu piekielnym!”

do góry

36. Wizja kary piekielnej. Znany jest opis przypadku w życiu bogatego człowieka imieniem Trytelmus. Prowadził on grzeszne życie, ale Bóg, w swym niepojętym miłosierdziu, udzielił mu specjalnej łaski wizj i kary piekielnej. Doświadczenie to spowodowało całkowitą przemianę. Bogacz ten rozdał majątek ubogim i skrył się w klasztorze, gdzie poddawał się ogromnym umartwieniom. Innym braciom powtarzał:

- “Gdybyście widzieli, jak ja, męki piekielne, nie dziwilibyście się”.

Gdy zapytywano go, jak on mógł znosić takie umartwienia, odpowiadał:

- “Dla mnie to jest nic, w porównaniu z cierpieniem w piekle, na które zasługiwałem przez swoje grzechy”.

do góry

37. Zobaczysz, kapitanie. Biskup de Segur opisał szczególne wydarzenie w szkole św. Cyra we Francji. Zakonnik, ojciec Rigolot, wygłaszał wieczorne rekolekcje dla studentów i jednym z tematów była kara wieczna. Gdy po zakończeniu szedł ze świecą w stronę swego pokoiku usłyszał za sobą kroki. Był to kapitan, który z drwiną w głosie zapytał:

- Ojciec wygłosił do nas naukę o piekle, ale zapomniał powiedzieć, czy w ogniu piekielnym będziemy się smażyć, gotować czy piec?

Stary zakonnik zrozumiał kogo miał przed sobą, i zbliżając świecę by oświetlić jego twarz powiedział spokojnie:

- Sam to zobaczysz, kapitanie.

Odwracając się by wejść do pokoiku, ojciec Rigolot zauważył tylko jak rzednie mina kapitanowi. W następnych latach, na Francję spadły trudne czasy ruchów rewolucyjnych i lewicowych, zwalczających Kościół. Szkołę św. Cyra zamknięto, a ojciec Rigolot został skierowany w inne miejsce. Minęło dwadzieścia lat. Pewnego wieczora, podczas spotkania z wiernymi, do ojca Rigolot już świątobliwego staruszka, podszedł jakiś oficer mówiąc:

- Ojcze, pozwól że uścisnę ci dłoń i podziękuję za wielką łaskę, którą mi wyświadczyłeś; ty uratowałeś mą duszę!

Zdziwiony zakonnik nie rozumiał o czym ten oficer mu mówił. Kapitan dodał:

- Czy ojciec pamięta pewien wieczór w szkole św. Cyra, gdy po kazaniu na temat kary wiecznej, jeden z oficerów wyśmiewał się z tej nauki? Ojciec przysunął wtedy świecę bliżej i powiedział: “Sam to zobaczysz, kapitanie?" To byłem ja. Od tamtej pory, twe słowa nie dawały mi spokoju, tak jakbym to ja miał płonąć w piekle. Przez dziesięć lat walczyłem z tą myślą, ale wreszcie nie mogłem dłużej. Postanowiłem zmienić swe życie. Przystąpiłem do spowiedzi i stałem się chrześcijaninem tak dobrym, jak dobrym jestem żołnierzem. Tobie ojcze zawdzięczam to szczęście.

do góry

38. Cały płonąć będziesz. Jezuita, ojciec de Bussy, wygłaszał rekolekcje adwentowe w dużym mieście na południu Europy. Zbliżało się Boże Narodzenie i dni były chłodne. Wieczorem nauczał grupę mężczyzn, zgromadzoną w sali ogrzewanej piecem. Przyprowadzono tam pewnego mężczyznę, słynącego z niemoralnego życia. Ojciec de Bussy szybko zrozumiał, że żadne słowa tu nie pomogą.

- Drogi przyjacielu powiedział do tego mężczyzny ja nie słucham spowiedzi ludzi zmuszanych do tego. Chodź, usiądź tu ze mną i pogadamy sobie.

Otworzywszy drzwiczki pieca, poprosił go, aby wrzucił kawałek drewna do środka. Gdy mężczyzna wsuwał drewno do ognia, ojciec de Bussy pchnął lekko jego rękę.

- Ach, zawołał oparzony mężczyzna czyś oszalał; chcesz mi spalić rękę? Co jest z tobą, drogi ojczulku!

- Czemu tak krzyczysz – odparł zakonnik. – Czyż nie powinieneś się przyzwyczaić do ognia? W piekle do którego pójdziesz, jeśli nie zmienisz życia, nie tylko spalisz palec, ale cały płonąć będziesz. No, śmiało, musisz się przyzwyczaić do spalenizny.

Młody grzesznik uciekł od zakonnika, ale myśl o tym wydarzeniu nie dawała mu spokoju. Przeżywając wewnętrzną rozterkę, odczuł działanie łaski. Jeszcze przed Bożym Narodzeniem powrócił do ojca de Bussy, a ten przygotował go na to najważniejsze Boże Narodzenie w jego własnej duszy.

do góry

39. Próba ognia. Biskup de Segur mawiał, że założyłby się iż wśród tysiąca grzeszników oddalonych od Boga, a więc na drodze do piekła, nie znalazłby się nawet jeden, co oparłby się próbie ognia. Nikt z nich nie przyjąłby wyzwania: możesz przez rok cały używać życia i rozkoszy tego świata, ale pod warunkiem że przez jeden dzień, a nawet tylko jedną godzinę, siedział będziesz w ogniu. I jako dowód na to, biskup de Segur opowiadał historię złego bogacza i jego trzech synów.

Ojciec rodziny dorobił się wielkiego majątku w nieuczciwy sposób. Gdy złożony chorobą czuł, że staje wobec wieczności, nawet wtedy wzdragał się spłacić krzywdy przez siebie wyrządzone:

- Jeśli spłacę krzywdy, to co zostanie dla mych synów?

Kapłan spowiednik, przygotowujący tego człowieka na śmierć, był wyjątkowo mądry i doświadczony i postanowił zastosować pewien fortel, by uzmysłowić choremu jego trwanie w błędzie. Powiedział on bogaczowi, że mógłby nawet odzyskać zdrowie, jeśli tylko ktoś poświęciłby się dla niego.

- Niech kosztuje ile chce, mów co trzeba zrobić – zawołał bogacz.

- Masz synów, o których powodzenie tak dalece zabiegasz – odpowiedział sprytny spowiednik. – Jeden z nich musiałby się poświęcić w intencji twego uzdrowienia, przechodząc przez krótki czas próbę cierpienia w ogniu.

Stary ojciec zaproponował każdemu z synów podjęcie tej ofiary, lecz na próżno. Słysząc tę prośbę, synowie z trwogą odsuwali się od ojca. Stary ojciec wreszcie przejrzał na oczy i zakrzyknął:

– Żaden z was nie chce nawet przez chwilę cierpieć za własnego ojca, a ja, dla waszego bogactwa, mam skazać się na wieczne męki ognia piekielnego?

Sprytny fortel mądrego kapłana wydał owoc. Stary bogacz oddał wszystko co zagarnął z krzywdą dla innych, godnie przygotowując się na śmierć. Łaska pozwoliła mu dokonać dobrego wyboru. Oczywiście, nikt nie winił jego synów za odrzucenie takiej prośby, gdyż fortel ten służył jedynie do nawrócenia ojca, a próba ofiary przez ogień byłaby nieludzka.

do góry

40. Wybuchł nagle ogień. Biskup de Segur opowiadał wydarzenie, które miało miejsce w Seminarium w Issy, koło Paryża, w 1844 roku. Wykładowcą nauk ścisłych był tam ksiądz Pinault, uprzednio wybitny profesor na Politechnice Paryskiej, znany z wielkiej świątobliwości i umartwienia. W czasie ćwiczeń w laboratorium, wybuchł nagle ogień i w mgnieniu oka dłoń kapłana profesora trawiły płomienie. Zanim zdołano ugasić ogień, dłoń została silnie poparzona, a kapłan stracił przytomność. Przez długie dni przeżywał on straszne męki i często powtarzał odwiedzającym go studentom:

- Och, dzieci moje, nie idźcie do piekła! Za wszelką cenę uniknijcie piekła!

do góry

41. Bóg ukazał mi piekło. W latach wojny domowej w Stanach Zjednoczonych, głośnym echem odbiło się niezwykłe nawrócenie jednego z wielkich generałów w armii Lincolna i jego żony. Historię tę opowiedział biskup Bostonu w tamtych latach, Fitzpatrick. Generał ten, będąc protestantem, dostąpił łaski nawrócenia, gdy usłyszał głoszoną naukę wiary katolickiej. Przyjął on prawdziwą wiarę całym sercem i starał się doprowadzić do prawdy innych protestantów. Zdołał on nawrócić ponad dwudziestu oficerów i nawet napisał książkę o katolicyźmie, przeznaczoną dla żołnierzy. Jednak wielkim krzyżem jego życia była zatwardziałość jego żony, protestantki. Bóg spowodował, że powaliła ją choroba, wycieńczająca ciało do tego stopnia, iż wszyscy spodziewali się rychłej śmierci. Generał wezwał wszystkich domownków i tak przemówił:

- Przyjaciele, wiecie że moja żona nie chce nawet słyszeć o wierze katolickiej, i w obliczu śmierci grozi jej kara wieczna w piekle. Musimy uczynić wszystko co możliwe, by ją uratować przed tym strasznym losem. Módlmy się gorąco do Matki Najświętszej i wzywajmy Jej miłosiernego serca.

Wszyscy uklękli i długo odmawiali Różaniec. Po modlitwie, generał powrócił do łoża umierającej i zastał ją nieprzytomną. Lecz nie była to agonia. Nagle kobieta odzyskała świadomość i zawołała:

- Sprowadźcie mi katolickiego księdza!

Generał myślał, że chora jest w delirium i uspakajał ją czułymi słowami. Lecz ona znowu zawołała:

- Błagam, przyprowadźcie katolickiego księdza!

- Lecz przecież odmawiałaś cały czas pomocy kapłana wspomniał generał.

- Ach, jestem zmieniona zawołała chora. Bóg ukazał mi piekło i moje tam miejsce w wiecznym ogniu, jeśli nie przyjmę wiary.

Żona generała przyjęła wiarę katolicką, i otrzymała także łaskę uzdrowienia, żyjąc jeszcze wiele lat jako gorliwa katoliczka.

Te zadziwiające fakty, tak niezwykłego nawrócenia, biskup Fitzpatrick usłyszał z ust szczęśliwego generała.

do góry

Siostra Medarda Zofia Wyskiel

początek

Spis treści:

0. Życiorys.

1. Mówiło się ogólnie „siostra Medarda”.

2. Życie zakonne.

3. Ja tu przyszłam ze świętym Antonim.

4. Co wiem o siostrze.

5. Co zaniedbałem na ziemi.

6. Pan Bóg jej niczego nie odmawiał.

7. Siostrę nazywano „Żebraczką modlitwy”.

8. Najwięcej go lubię z umarłych.

9. Żadna modlitwa nie idzie na marne.

10. Nie wolno mi tego robić.

11. Chcę być rzucona w świat.

12. Ludzie odwiedzali ją codziennie.

13. Ofiarowała się dobrowolnie na cierpienie.

14. We wczesnych latach.

15. Nie jestem tu meldowana.

16. Wystarcza mi Bóg.

17. Życzenia spełniały się.

18. Różne możliwości świętych.

19. Idź do Zofii Wyskiel.

20. Żeby tego raka nie było.

21. Niech siostra zrobi cud.

22. Cud, cud…

23. Ja sam dawałem ci Komunię.

24. Pozwól mi tu być.

25. Anioł przynosił jej Komunię.

26. Widziała często przyszłość.

27. Nie lubiła wizjonerstwa.

28. Najlepsze były te keksy.

29. Dusze kałanów w Dachau.

30. Najkorzystniejsza chwila dla duszy.

31. Stopień świętości duszy.

32. Dusze w czyśćcu pokutujące.

33. Zofia-Medarda o sobie.

34. Można aż tak cierpieć.

35. Praktyka zamawiania Mszy św.

36. Im więcej będziesz dawać.

37. Cnoty Zofii-Medardy.

38. Odrodzenie Kościoła.

39. Najmniejsze sprawy.

40. O Matce Boskiej.

41. Gdy nie znajdujemy uznania.

42. Każdy musi walczyć.

43. W prostych słowach.

44. Nic nie mów.

45. Cierpienie więcej znaczy.

46. Nie było sprzeczności.

47. Ofiara za kapłanów.

48. Ofiara za nienarodzone dzieci.

49. Msza św. już odnosi swój skutek.

50. Leżała krzyżem.

51. Wojna z szatanem.

52. Każda chwila życia.

53. Modlitwy nie można narzucić.

54. Obecne czasy są bardzo złe.

55. O. Pio u Zofii-Medardy.

56. Odwiedzający.

57. Ciąg dalszy objawień.

58. Czy dusza jest zbawiona.

59. O św. Tereni.

60. Najważniejsza jest dobroć...

61. Gdy nie można mówić o Bogu.

62. Kilka uwag oderwanych.

63. Aleksander jest już z nami.

64. Chryste! Gdzie ty jesteś?!

65. Nie będzie dziury w niebie.

66. Nie przypuszczałam.

67. Pogrzeb.

68. Znamienny sen.

69. Od autorki.

do góry

0. Życiorys. W Zofia Wyskiel urodziła się 19 marca 1893 roku na wschodnich kresach Polski (Nowy Sącz lub jego okolice) w rodzinie katolickiej o głębokiej pobożności. Jej ojciec był architektem. Zofia była kolejnym dzieckiem w tej wielodzietnej rodzinie.

Od najmłodszych, dziecięcych lat kontaktowała się ze swoim Aniołem Stróżem, widziała Go i rozmawiała z Nim.

Po ukończeniu szkoły średniej w wieku lat 19 za zgodą rodziców wstąpiła do klasztoru Sióstr Serafitek. Przybrała zakonne imię Medarda. Po odbyciu nowicjatu i złożeniu ślubów zakonnych przebywała w kilku kolejnych klasztorach. W 1923 r. skierowano ją do Poznania. Tu przełożeni, widząc jej żarliwość w modlitwie, efektywność w działaniu, polecili jej zbudować nowy klasztor, przeznaczony na przytułek dla dzieci porzuconych, sierot. Wybrała teren obok mostu św. Rocha. Rozpoczęła starania o parcelę pod budowę, mając w kieszeni 5 zł. Dzięki ufności w Bożą Opatrzność zdołała zbudować klasztor z uproszonych pieniędzy. Przez pewien czas była przełożoną tego klasztoru.

Jej spowiednikiem i kierownikiem duchowym był Sługa Boży ksiądz Aleksander Żychliński. Siostra Medarda została przez Boga obdarzona łaską niezwykle skutecznej modlitwy wstawienniczej. Wypraszała łaski doczesne i nadprzyrodzone dla ludzi i dla klasztoru. Poznawała wewnętrznym okiem stan duszy osoby z nią rozmawiającej, a także osób, o które ją pytano. Widziała cierpienia dusz czyśćcowych. Gorąco orędowała, by zamawiać Msze św. w ich intencji, a także w intencji osób żyjących. Sama ofiarowała Bogu wszystkie Msze św. zamówione w jej intencji za życia i po śmierci siostry w intencji dusz czyśćcowych.

Przeżywała cierpienia Męki Pańskiej. Szczególnie w piątki miała boleści ran Pana Jezusa. W pierwsze piątki miesiąca miała krwawienia na rękach, nogach i boku. Miała wizje dotyczące przyszłości Kościoła, Polski i świata. Prowadziła (i nadal prowadzi) wiele dusz do Boga poprzez skierowane do nich słowa od Pana Jezusa Miłosiernego.

Siostra Medarda była wielką czcicielką i propagatorką Miłosierdzia Bożego.

Bóg udzielił jej łaski objawień. Bóg w Trójcy Jedyny i Matka Boska dyktowali jej wiele tekstów przybliżających ludziom tajemnice Boże. Teksty te nie były przeznaczone dla niej, lecz dla innych dusz. Pan Jezus obiecał siostrze Medardzie, że każdy, kto chociaż przeczyta je, już dozna łask nadzwyczajnych.

Siostrę Medardę odwiedził Sługa Boży ks. Sopoćko (spowiednik i kierownik duchowy Św. siostry Faustyny). Po długiej rozmowie uznał, że jej objawienia o Miłosierdziu Bożym są kontynuacją objawień siostry Faustyny Kowalskiej.

Zgodnie z poleceniem Pana Jezusa siostra Medarda zwróciła się do ks. arcybiskupa Antoniego Baraniaka o ustanowienie święta Miłosierdzia Bożego w Archidiecezji Poznańskiej i skierowanie prośby do Stolicy Apostolskiej o rozszerzenie święta Miłosierdzia Bożego na cały świat. Niestety prośba pozostała bezskuteczna.

W 1945 r. siostra Medarda otrzymała wewnętrzny nakaz ratowania dusz w świecie. Przełożona klasztoru nie wyraziła zgody na odwiedziny osób świeckich w domu zakonnym.

Po głębokim rozważeniu, za radą spowiednika i zgodą biskupa opuszcza klasztor i zakon. Zostaje zwolniona ze ślubów zakonnych. Znamienne jest, że nigdy nie odczuwała niepokoju w związku z tą decyzją. Uważała, że przede wszystkim musi być posłuszna woli Boga.

Z radością i pogodą ducha przyjmowała cierpienia, które niekiedy były trudne do zniesienia.

Zamieszkała w Poznaniu w lokatorskim pokoju przy ul. Półwiejskiej 5. Nie miała żadnego stałego zabezpieczenia materialnego. Żyła z tego, czym obdarowali ją przychodzący. Bywało, że cierpiała głód, bo wizyty osób odwiedzających ją nie były regularne.

W tym czasie powoli traciła wzrok z powodu zaćmy, aż zupełnie zaniewidziała. Przyjaciele ustalili termin operacji (i opłacili ją) mającej przywrócić jej wzrok. Zrezygnowała z niej, ofiarowując to cierpienie za kapłanów, za świętość kapłanów. Wiedziała, że ta ofiara jest niezwykle miła Panu Bogu i Matce Najświętszej.

Dopóki mogła, chodziła codziennie do kościoła na Mszę św. i przyjmowała Jezusa Eucharystycznego. Później, kiedy choroba przykuła ją do łóżka, ksiądz w uzgodnione dni przychodził do niej z Mszą św. lub tylko przynosił Pana Jezusa w Komunii św. Kiedy to nie było możliwe, przyjmowała Komunię św. duchową.

Odznaczała się wyjątkową pokorą i szczerością. Pragnęła być „małą, malutką" wobec Boga i ludzi, którym pomagała wypraszając dla nich pomoc u Boga poprzez modlitwę i wstawiennictwo Świętych. Każda jej modlitwa była wysłuchiwana. Czyniła cuda.

Siostra Medarda zmarła opinii świętości w Poznaniu 16 maja 1973 roku w 80 roku życia.

do góry

Świadcznie

prof. Janiny Thomasówny o śp. Siostrze Medardzie

Z moich kontaktów z Zofią Wyskiel (siostrą Medardą)

1. Mówiło się ogólnie „siostra Medarda”. Tyle, ile pamiętam z jej opowiadania, urodzona była w Nowym Sączu, a może w okolicach Nowego Sącza. Ojciec jej był architektem, miała liczne rodzeństwo, wychowana bardzo religijnie, zwłaszcza matka dawała żywy przykład pobożności.

do góry

2. Życie zakonne. W 19 roku życia, po ukończeniu szkoły średniej (w 1912 r.) wstąpiła do klasztoru. Jak nieraz mówiła, do klasztoru zaprowadziło ją piękno przyrody. Podziwiając urok twórczości Bożej, zapragnęła oddać się na służbę samemu Stwórcy.

Być może, że zaczęła swój nowicjat właśnie w Nowym Sączu, chociaż nie wiem tego na pewno. Wkrótce po złożeniu ślubów, a może w kilka lat później została przysłana do Poznania – nie wiem, w którym roku – jako Siostra Serafitka, z poleceniem, aby tu przygotowała teren na budowę klasztoru.

Siostra Medarda już we wczesnych latach swego dzieciństwa miała pewne charyzmaty i jako 12-letnia dziewczynka widziała koło siebie Anioła Stróża. Później te wizje i również słyszane słowa stopniowo się wzmagały i – jak mi Siostra opowiadała – słyszała często słowa Pana Jezusa napominającego: „Zbuduj mi ambonę!” Było to już w klasztorze. Siostra zrozumiała, że ma starać się o to, by powstał dom rekolekcyjny.

Nie wiem, czy w klasztorze siostry o tym wiedziały i na tej podstawie skierowano ją do Poznania. Na pewno Bóg skierował ją tutaj, by swoje zamiary przeprowadzić.

do góry

3. Ja tu przyszłam ze świętym Antonim i ja to chcę mieć za darmo! Jak siostra sama opowiadała, miała w kieszeni po przyjeździe do Poznania 5 zł, ale zaraz zaczęła poszukiwania za odpowiednią parcelą pod klasztor. Upatrzyła sobie miejsce za mostem św. Rocha i poszła z gotowym planem do Zarządu Miasta w ratuszu z prośbą o tę parcelę. Odpowiedziano jej, że dopiero trzeba zwołać zebranie Zarządu i jeżeli uchwalą sprzedaż, to teren ten kosztować będzie 10 tysięcy złotych. Na to Siostra ze zdziwieniem odpowiedziała: „Ależ Panie! Ja tu przyszłam ze świętym Antonim i ja to chcę mieć za darmo!”

Po tygodniu czy dwóch wróciła po odpowiedź: a wtedy orzekli ci panowie, że owszem, dać jej to mogą, ale ponieważ to musi być sprzedaż a nie dar, więc trzeba, aby zapłaciła 1 tysiąc zł.

Siostra zgodziła się i tego samego dnia napisała najpierw do jednego banku, a potem do drugiego z prośbą o 500 zł na zakup parceli pod klasztor, na co dostała odwrotną pocztą przesyłkę owych dwa razy po 500 zł w darze i parcela została zakupiona. Powolutku zaczęła się budowa z dalszych uproszonych pieniędzy i – „ambona została zbudowana”.

do góry

4. Co wiem o siostrze. W dalszym ciągu mego opowiadania chcę powiedzieć, co wiem o Siostrze, - czy to z własnego jej opowiadania, czy z tego, co mówili inni, czy wreszcie czego sama doświadczyłam przy bliższym się z nią zapoznaniu. A zapoznałam ją chyba w r. 1940, najdalej w r. 1941 i do końca jej życia utrzymywałam z nią bliski kontakt, a więc przez więcej niż 30 lat. Poznałam ją zupełnie przygodnie w poczekalni u lekarza. Siostra zwróciła się wtedy do mnie i coś mówiła o Bogu – nie pamiętam co – byłam tylko zdziwiona taka bezpośredniością. – Jak mi później powiedziała, poznała we mnie od razu duszę sobie „pokrewną” i wiedziała, że będziemy miały z sobą jakieś wspólne zadania czy działanie.

W każdym razie od tego pierwszego spotkania nasz kontakt stał się bliski i spotkania częste. Był to czas okupacji, kiedy siostry chodziły w „cywilu” i miały swobodę w wychodzeniu do miasta. Zatem spotykałam ją codziennie w kościele św. Wojciecha, jednym z dwóch kościołów w mieście, które wtedy nie były zamknięte dla Polaków. Po Mszy świętej odprowadzałyśmy się wzajemnie i tak powoli Siostra zaczęła wypowiadać swoje zdania o religii, mówiła na temat pobożności – i wnet mogłam zauważyć, że wypowiedzi jej były niepowszednie i nieprzeciętne.

W domu notowałam sobie niektóre jej uwagi i zdania, chociaż wobec niej nie okazywałam żadnego zadziwienia ani podziwu. Sama zresztą byłam z początku trochę nieufna, a w każdym razie ostrożna w wypowiadaniu jej swojej opinii.

do góry

5. Co zaniedbałem na ziemi muszę tutaj uzupełnić. I tak, na przykład idąc z Siostrą plantami, wspominałam jej o moim niedawno zmarłym szwagrze, nie mówiąc jeszcze o nim nic więcej – kim był i jakim był. A Siostra odpowiada: „Wiesz jak go widzę? Jest czynny przy ołtarzu, jakby w roli subdiakona”, i mówi tak: „Co zaniedbałem na ziemi muszę tutaj uzupełnić” (tzn. że był w czyśćcu). Dopiero wtedy wyjaśniłam, że zmarły był swego czasu w Seminarium Duchowny, skąd wystąpił, a w kilka lat później poznał moją siostrę i z nią się ożenił.

Mówiła więc o duszach zmarłych. Mówiła tak samo o duszach żyjących. Podobnie innym razem wspominałam na ulicy, że mam bardzo pobożnych w Warszawie, nie mówiąc poza tym o nich nic bliższego. Powiedziała Siostra: „Tak, ta pani to dusza ascetyczna…, Ten pan idzie naturalną drogą dziecka Bożego” i zaraz o jeszcze innej duszy dodała: „A ta jest dusza kontemplacyjna z podłożem mistycyzmu”. Uderzająca była dla mnie trafność tych wypowiedzi.

do góry

6. Pan Bóg jej niczego nie odmawiał i była wysłuchiwana w swoich modlitwach. Przy bliższym poznaniu Siostry przekonałam się, że można się było do niej zwracać w każdej trosce, a znajdowało się uspokojenie i pociechę. Przekonałam się też, że Pan Bóg jej niczego nie odmawiał i była wysłuchiwana w swoich modlitwach. Wiarę miała tak wielką jakiej – mogę to szczerze powiedzieć – nigdy u nikogo nie spotkałam. Gdy np. chodziło o uproszenie uzdrowienia dla ciężko chorych, a nawet beznadziejnie chorych, odpowiadała: „Dopóki nie jest w kostnicy nie tracę nadziei. Trzeba się modlić!”

Pewnie, że czasem bywało, że ktoś polecony jej modlitwom przecież nie był uzdrowiony, ale były to raczej wypadki, kiedy nie obiecywała uzdrowienia, wiedząc, że Pan Bóg ma tu inne zamiary. Mówiła np. tak: „Pan Bóg tę duszę zabiera bo gdyby żyła dłużej, nie uświęciłaby się”. Zawsze Bóg ma bowiem na uwadze dobro duszy i życie wieczne.

O zakonach wyraziła się, że często Bóg powołuje duszę do klasztoru, aby ją tam uchronić i zabezpieczyć, bo w świecie nie uświęciłaby się. Oczywiście to nie jest reguła, bo każda dusza jest inna i każda ma służyć Bogu na sposób jej właściwy.

do góry

7. Siostrę nazywano „Żebraczką modlitwy”, bo każdego kogo spotykała prosiła o modlitwę. W ten sposób zapewniała sobie pomoc w swoich modlitwach.

A modliła się nieustannie, miała wielki dar stałej łączności z Bogiem. Wspominała mi raz, że modlitwą w jednej sekundzie obejmuje cały świat: ziemię, niebo, czyściec.

Widziałam ją raz z daleka na ulicy. Szła raźnym krokiem, energiczna, a przy tym pełna godności. Wyczuwało się w niej moc duchową. Były to czasy, gdy Siostra była jeszcze zdrowa. Później wiele chorowała i ruchy jej stały się bardzo powolne, ociężałe – jak u starców.

do góry

8. Najwięcej go lubię ze wszystkich umarłych. Pewnego razu Siostra poszła ze mną na cmentarz garnizonowy, gdzie odwiedziłam mego zmarłego brata. Gdy doszłyśmy już do tego grobu, spytała Siostra: „Czy twój brat był w wojsku Hallera, bo ja go widzę w mundurze Hallerczyka?” Mówię, że tak i tak jest pochowany. Opisała mi go dokładnie jak wygląda i to z takimi szczegółami jak np., że ma oczy głęboko osadzone, iż umiałam go sobie wyobrazić jak żywego, chociaż od jego śmierci minęło wtedy ponad 20 lat. Mówiła, że za wiele cierpień na ziemi, rychło został uwolniony z czyśćca. Gdy wracałyśmy z cmentarza, mówi mi Siostra, że brat nas odprowadza pełen wdzięczności za te odwiedziny. Za chwilę pojawia się koło niego drugi brat, poległy pod Lwowem i tam pochowany. Opisała mi tego w sposób prawdziwy (np. pierwszy bardzo żywy, drugi poważny, wzrostem wyższy itp.) I tak szli z nami, aż do miasta, chociaż rozmawiałyśmy już na inne tematy. W pewnym momencie Siostra zatrzymała się i mówi: „Zaczekaj chwileczkę, ci panowie odchodzą i chcą się pożegnać” i dodaje: „Tak się kłaniają…”

Brata tutaj chowanego widziała potem częściej i można powiedzieć polubiła go bardzo. Wyraziła się później o nim: „Najwięcej go lubię ze wszystkich umarłych”. Odwiedzał ją także w jej mieszkaniu i rozmawiał z nią. Raz powiedział: „Niech się Inka nie martwi chorobą ręki, bo ta ręka mnie z czyśćca wybawiła” tzn. przez moje cierpienia on miał ulgę w swoich cierpieniach (chorowałam długie lata na stany zapalne prawej ręki, co było mi wielka przeszkodą w mojej pracy zawodowej).

Tak oto Siostra znowu zaakcentowała wartość i ocenę każdego z naszych cierpień.

Siostra twierdziła też, że dusze zmarłych wiedzą o tym, gdy je odwiedzamy na cmentarzu, nawet że wiedzą o nas wszystko tj. tyle ile Bóg pozwala, aby wiedziały. Tylko my o nich nie wiemy. One się za nas modlą i dusze w niebie za nas się modlą, ale mają o wiele więcej możliwości upraszać dla nas łaski, jeżeli my je o to prosimy. Porównywała to do okupacyjnych „Bezugscheinów” – jak to bez Bezugscheinu nic nie można było nabyć, więc nasza modlitwa jest dla tych dusz owym „Bezugscheinem” i na tej podstawie łatwiej upraszają dla nas łaski, o które prosimy.

do góry

9. Żadna modlitwa nie idzie na marne. Twierdziła też, że żadna modlitwa nie idzie na marne, bo chociaż czasem pozornie nie jesteśmy wysłuchani, to Bóg wysłuchuje nas w inny sposób, sobie wiadomy. Bóg ma na uwadze zawsze dobro duszy, dobro życia wiecznego i nasze warunki życia nagina do tego najważniejszego celu. Nie domyślamy się nawet, jak Bóg zabiega na każdą chwilę o dobro każdej duszy. My nie wiemy co dla nas lepsze, lecz wola Boża jest zawsze dobrem dla nas. Ale w swej prostocie ducha mówi Siostra czasem tak: „Proszę Boga, by moja wola tj. moje pragnienie, było wolą Bożą.”

Gdy w dniu jej imienin składałam jej życzenia, mówi Siostra: „Ja nic nie chcę, tylko, abym była wysłuchana we wszystkich moich modlitwach”. Odpowiedziałam jej wtedy: „To chcesz bardzo wiele”. Wiem przecież, o jak wiele darów modliła się dla ludzi, dla całego świata. Cała zresztą jej działalność miała charakter – że tak powiem – totalny.

Wszystko co czyniła było na wielką skalę, z hojnością „wielkopańską”. W jednej sekundzie przyjmowała miliardy Komunii świętych duchowych, stosownie do swojej wiary. Czy we wspomnieniu biednych, czy w modlitwach, czy w rozdawaniu „cudownych medalików”. Np. przyniósł jej ktoś 100 poświęconych medalików, to za 3 dni nieraz nie miała już ani jednego. Dawała po jednym dla każdego z członków rodziny wymieniając każdego po imieniu. Pamięć bowiem miała doskonałą. Pamiętała nieraz po roku i dłuższej kto i w jakiej intencji polecił się jej modlitwom.

Ludzie przychodzili do niej po radę, po pociechę, zwłaszcza z prośbą o modlitwę. Każdemu na zapytania dawała odpowiedź natychmiast, wiem, że w duchu posłuszeństwa każdemu.

do góry

10. Nie wolno mi tego robić, muszę przyjąć każdego. Jednego razu skarżyła się przede mną, że źle się czuje, że jest zmęczona, a tak bardzo męczą ją te liczne odwiedziny. Gdy za chwilę ktoś zadzwonił, chciałam, tego gościa odesłać i mówię: „Wytłumaczę, że źle się czujesz”. Zaprotestowała żywo i mówi: „Nie! Nie wolno mi tego robić, muszę przyjąć każdego”. Taki miała nakaz od Pana Jezusa. Do śmierci była wierna w tych swoich zobowiązaniach. Jeszcze w przeddzień śmierci służyła swoim bliźnim pomimo przeogromnego wyczerpania. Czasem nawet mówić nie mogła.

Gdy od niej odchodziłam, mówiła zwykle: „Idź w radościach Matki Boskiej i wracaj radosna – a pozdrów…” i wymieniała imiona wspólnych znajomych.

do góry

11. Chcę być rzucona w świat, zdana tylko i wyłącznie na opatrzność Bożą. Chciałam teraz wyjaśnić, jak to się stało, że Medarda opuściła klasztor i po okupacji zamieszkała w mieście. Otóż już w czasie okupacji, gdy Siostry były rozproszone i chodziły w cywilu, Siostra Medarda dużo obcowała wśród ludzi i tak stopniowo zaczęła „apostołować” wśród ludzi świeckich. Gdy w r. 1945 wróciła do normalnego życia w klasztorze, czuła nakaz Boży, że nadal ma działać w szerokim zakresie wśród świeckich. Tymczasem Przełożona klasztoru orzekła podobno: „Świecka noga tu nie postanie”. Siostra więc, chcąc ten wewnętrzny nakaz wypełnić, zwróciła się do ks. Biskupa z prośbą o zwolnienie jej ze ślubów (o ile się nie mylę, śluby te były obowiązujące na rok i na nowo odnawiane). Ks. Biskup sprawę rozpatrzył i zgodził się na wystąpienie Siostry z klasztoru. – Widziałam to pismo zwalniające ją z klasztoru, jakkolwiek dosłownej treści dziś nie pamiętam.

Znamiennym jest, że Siostra na ten temat nigdy nie miała niepokoju, a wtedy z całą swobodą wynajęła skromny pokój w mieście. Nie pragnęła też żadnego zabezpieczenia materialnego. Powiedziała: „Chcę być rzucona w świat, zdana tylko i wyłącznie na Opatrzność Bożą”.

Nie chciała też, aby się starano dla niej o jakąś pomoc ze strony opieki społecznej. I tak przeżyła, wspierana tylko przez przygodne osoby ją odwiedzające, od r. 1945 do końca tj. do r. 1973, a więc 28 lat.

do góry

12. Ludzie odwiedzali ją codziennie. Ludzie odwiedzali ją codziennie zawsze inni, niektórzy tylko częściej i też zadbali o różne jej zapotrzebowania. Ale nie było to regularne, tylko przygodne, tak, że przyniesiono jej z dwóch stron równocześnie. Tak więc jej tryb życia był bardzo nieunormowany.

Nie wiem już dziś, od kiedy Zofia-Medarda obłożnie zachorowała, że wcale z domu nie wychodziła. W każdym razie taki stan trwał wiele lat. Zresztą w tym okresie Siostra wskutek katarakty stopniowo zaniewidziała zupełnie i oddana była wyłącznie na przysługi i usługi swoich bliźnich.

Był czas, że była zdecydowana na operację oczu i nawet był już dla niej zamówiony szpital w tym celu. Tymczasem w ostatniej chwili Zofia-Medarda zrezygnowała, mówiąc, że chce dobrowolnie zostać niewidomą na zawsze i w tej intencji, aby ludzie zaślepieni w swojej niewierze lub niedowiarstwie dostąpili tej łaski, aby przejrzeli w sensie duchowym. Tłumaczyła, że św. Franciszek o to się u niej upomniał, gdyż sam był niewidomym. Mówiła Zofia potem: „Zrozumiałam, że straciłabym największy skarb jaki posiadam, gdybym znowu przejrzała”.

do góry

13. Ofiarowała się dobrowolnie na cierpienie. Zofia Wyskiel ofiarowała się dobrowolnie na cierpienie. We wczesnych latach ofiarowała się za kapłanów. Wtedy to spotkał ją pierwszy krwotok z nosa, który bardzo ją osłabił i te krwotoki powtarzały się coraz częściej przez wszystkie lata, aż do końca życia. Było to dla niej bardzo dotkliwe cierpienie. Byłam raz obecna przy takim ataku. Straciła Zofia-Medarda wtedy bardzo wiele krwi, słabła i traciła przytomność. Ratowałyśmy ją zimnymi kompresami. Zawsze ktoś się znalazł w takich chwilach, by ją ratować. Nic też dziwnego, że wskutek takiego cierpienia Zofia-Medarda dostała silnej anemii. Były okresy, że miała tylko 29% hemoglobiny, a jeden z lekarzy wyraził się do niej: „Według praw lekarskich Zofia-Medarda powinna nie żyć od 20 lat”. A przecież żyła potem 20 lat albo więcej.

Wszakże pod koniec jej życia stwierdzone u niej normalny obraz krwi, chociaż krwotoki nie ustawały, a przeciwnie, były częstsze, czasem nawet codzienne.

W czasie okupacji była wezwana do badania lekarskiego, by stwierdzić czy jest „arbeitsfähig” (zdolna do pracy). Orzeczono, że 100% „unfähig” – jedynie nerwy ma zdrowe. Lekarka, która ja badała, radziła jej wziąć dorożkę i czym prędzej wracać do łóżka.

Zofia-Medarda w ostatnim roku czy nawet wcześniej nie mogła wstawać z łóżka o własnych siłach, to też zdarzyło się, że gdy usiłowała wstać, upadła na podłogę i tak leżała na podłodze nieraz godzinami, aż ktoś przyszedł i ją odratował.

Wszystko to znosiła z prawdziwym poddaniem się Woli Bożej i chociaż o swych cierpieniach nieraz mówiła, to nie w formie narzekania jak to czynią na ogół chorzy. Prosiła Boga: „Panie daj mi ukochać to cierpienie”. Mówiła raczej: „Za mało jeszcze cierpiałam, muszę żyć długo, bo za mało cierpiałam”. Gdy ją ktoś spytał, czy pragnęłaby już umrzeć odpowiadała: „Mogę umrzeć dziś, a mogę też żyć do końca świata.” Mówiła w tym sensie, że co do tego zgadza się z góry z wolą Bożą, chociaż za szczęście uważała chwilę wyzwolenia z życia doczesnego. Gdy czasem spytała Pana Jezusa, kiedy ją zabierze, odpowiadał Pan Jezus: „Czy to dzieci tak pytają?” Siostra szła bowiem zawsze drogą dziecięctwa i dziecięcej ufności na wzór świętej Tereni. Starała się więc nie myśleć o tym, kiedy ją Bóg zabierze, zawierzając całkowicie Bogu. Śmierci nie bała się absolutnie. Twierdziła, że dla niej będzie to tylko przejściem z życia doczesnego do wiecznego, bo ona już to zna, co tam przeżywać będziemy.

do góry

14. We wczesnych latach złożyła ofiarę za dusze czyśćcowe. Była też gotowa odbyć czyściec, gdyby Bóg tego wymagał. Nie lękała się niczego i nie troskała się o te sprawy. Zresztą uczyniła już we wczesnych latach ofiarę za dusze czyśćcowe tzw. „Akt heroiczny”, przekazując wszystkie modlitwy i Msze święte za jej duszę po jej śmierci już teraz na korzyść dusz czyśćcowych, potrzebujących pomocy. Mówiła też, że może dlatego ma taką łączność z duszami czyśćcowymi tu na ziemi.

do góry

15. Nie jestem tu meldowana na ziemi, jestem duchem tam u Boga. Była też oderwana od ziemi, że często powtarzała: „Nie jestem tu meldowana na ziemi, jestem duchem tam u Boga”. Czasem mówiła nawet, że swoje ciało nie odczuwa jako własne, lecz jako Jezusowe – przez zjednoczenie i przeistoczenie (według słów św. Pawła: „Już nie żyję ja, lecz żyje we mnie Chrystus".

do góry

16. Wystarcza mi Bóg, nie pragnę obecności ludzi. To nie znaczy, że tych ludzi nie potrzebowała, bo skarżyła się czasem, że jej nie odwiedzają, że o niej nie pamiętają, bo dla nich żyje ona już za długo. W każdej jednak przeżywanej przykrości stwierdziła, że Panu Jezusowi było potrzebne to jej nowe cierpienie. Gdy czasem była głodna, uważała że Bóg tego chciał.

do góry

17. Życzenia spełniały się w sposób najbardziej nieoczekiwany. Niemniej, jeżeli chodzi o Opatrzność Bożą nad Zofią Wyskiel, to można powiedzieć, że były to rzeczy niezwykłe. Różne jej życzenia spełniały się w sposób najbardziej nieoczekiwany. Pamiętam, że kiedyś gdy jeszcze była zdrowa i mogła wychodzić z domu, potrzebowała płaszcza na zimę. Modliła się do św. Marcina, powołując się w modlitwie na tę chwilę, gdy św. Marcin ofiarował ubogiemu połowę swego płaszcza. Było to krótko przed świętem św. Marcina. W sam dzień tego świętego, 11 listopada przynosi ktoś Siostrze w prezencie nowy materiał na płaszcz zimowy. Wkrótce też ktoś inny zajął się uszyciem tego płaszcza.

do góry

18. Różne możliwości świętych wykorzystywała do swoich próśb. Prosiła o najprostszą rzecz, np. żeby ktoś teraz przyszedł i napalił jej w piecu i prawie zawsze została natychmiast wysłuchana. A jej modlitwa była nieustanna. Umiała kojarzyć różne możliwości Świętych stosownie do ich przeżyć na ziemi. A więc w intencjach podróży zwracała się do św. Józefa i św. Krzysztofa. Bóle zębów polecała św. Apolonii, sprawy pieniężne św. Tekli, o nawrócenie prosiła „Dobrego Łotra”. Szczególne nabożeństwo miała do św. Józefa i św. Antoniego. Łączność duchową miała też z o. Pio.

Polecała mi też różne troski duchowe dla polecających się jej modlitwom. Ojciec Pio był często u niej i z nią rozmawiał. Wchodząc raz do niej zauważyłam, że w pokoju odczuwa się silny zapach kwiatów a kwiatów w pokoju nie było. Siostra wyjaśniła: „Jest tu o. Pio.”

do góry

19. Idź do Zofii Wyskiel, ona wskaże ci drogę. Pewnego razu przyjechała do niej pewna pani z Królewskiej Huty spod Krakowa i opowiedziała następującą rzecz: Pani ta miała jakiś szczególny sposób porozumiewania się z o. Pio, jeszcze za jego życia. Zadawała mi pytania i otrzymywała odpowiedzi. Gdy kiedyś prosiła go o wskazówki dla siebie – dla jej życia wewnętrznego, o. Pio odpowiedział: „Idź do Zofii Wyskiel, ona wskaże ci drogę.” Ta pani nie wiedziała, kto to jest Zofia Wyskiel. Dopytywała się wśród znajomych, ale nikt nie wiedział. Po jakimś czasie, będąc w Szczecinie, w rozmowie u znajomych dowiedziała się, że Zofia Wyskiel mieszka w Poznaniu: Zofia-Medarda Wyskiel. Przyjechała więc spokojnie do Poznania i rzeczywiście Zofia Wyskiel dawała jej cenne wskazówki. Przyjeżdżała ta pani co pewien czas na nowo, żeby porozmawiać z Zofią Wyskiel. Tyle wiem na ten temat ogólnikowo, bliższych szczegółów nie znam.

Do Siostry przyjeżdżały najróżniejsze osoby z całej Polski. Zdarzyło się, że przyjechały dwie panie z Krakowa. Przyjechały tu do lekarza specjalisty, ponieważ jedna z nich straciła słuch. Lekarz po zbadaniu orzekł, że tu ratunku nie ma, ponieważ nastąpił zanik nerwu. Może coś niecoś wymieniona pani jeszcze słyszała, ale wiem, że nawet przy bardzo głośnym mówieniu nic zrozumieć nie mogła.

Słyszały już coś o Zofii (Medardzie), więc przyszły do niej po radę i pociechę. Zofia Wyskiel modliła się za ową chorą i jak zwykle zalecała ufność w Miłosierdzie Boże. Te panie odeszły i wróciły do Krakowa. (Nie jestem pewna, czy ta druga z pań była z Krakowa czy może z Poznania. Wiem tylko, że były dwie.)

Gdy chora wróciła do Krakowa, czy może była jeszcze w drodze, zaczęła trochę słyszeć i stopniowo coraz lepiej. Słuch odzyskała. Po jakimś czasie przyjechała do Poznania i znów we dwie przyszły do Siostry Medardy, żeby jej podziękować za uzdrowienie. Ta uzdrowiona była tak przejęta i pełna wdzięczności, że od drzwi pokoju do łóżka obłożnie chorej Zofii (Medardy) przesunęła się na kolanach. Słyszała – i przypuszczam, że dotąd słyszy – normalnie. Nie potrzeba było nawet mówić głośniej niż do innych zdrowych.

Sama Zofia Wyskiel była przejęta tym cudem, gdy mi o nim opowiadała. W takich wypadkach mówiła: „Jaką wiarę miał ten chory (albo ta chora)”.

do góry

20. Żeby tego raka nie było, żeby tego raka nie było. Wiem, że inna chora przyszła z prośbą o modlitwę przed operacją, bo prześwietlenie wykazało chorobę raka. Zofia (Medarda) modliła się tymi słowami: „Żeby tego raka nie było, żeby tego raka nie było” i żegnała chorą cudownym medalikiem. Nazajutrz chorą operowano i stwierdzono, że ciało jest zdrowe, więc chorą odesłano do domu, a przecież przedtem prześwietlenie wykazało konieczność operacji.

Takich wypadków uzdrowień znam bardzo wiele. Diagnozę stawiała niezawodną na podstawie „wyczucia” i zwykle też od razu zapowiadała uzdrowienie np. „Stopniowo wróci do zdrowia”, albo „Zostawmy to Bogu”, lub „Ufajmy Bogu”.

do góry

21. Niech siostra zrobi cud. Opowiadała mi też szczególny wypadek z czasów bytności w Zakonie. Siostra pracowała wówczas w szpitalu, chyba jako sekretarka, jeżeli dobrze pamiętam. Pewnego razu przyszedł do niej lekarz szpitala i mówi tak: „Niech Siostra zrobi cud, bo mam jutro operować pewną panią – trepanacja czaszki – a tymczasem sam jestem chory i mam wcześnie rano być operowany na wyrostek”… Siostra Medarda odpowiedziała: „Pan Doktór będzie miał jutro temperayurę 36,8 i będzie operował tę swoją pacjentkę”. – Gdy ten lekarz rano wyszedł ubrany na korytarz, koledzy obstąpili go zaniepokojeni z upomnieniem, że przecież powinien leżeć w łóżku. On zaś pokazał im termometr na dowód, że ma 36, 8 i wydał polecenia, by przygotowano do operacji jego pacjentki. Lekarz sam wyzdrowiał i nie było potrzeby go operować. Tak opisałam ten wypadek jak pamiętam, a były to dawne czasy, więc nie ręczę, czy nie zakradła się jakaś nieścisłość w tym opowiadaniu. W każdym razie lekarz wyzdrowiał i mógł tego dnia zoperować swoją pacjentkę.

do góry

22. Cud, cud… Przypomina mi się też inne wydarzenie z opowiadań Medardy z owych czasów, jeszcze klasztornych: siostra prosiła Przełożoną klasztoru, żeby jej wolno było pójść do ogrodnika po kwiaty, aby przed świętem czy nawet niedzielą mogła udekorować kaplicę w klasztorze. Przełożona odmówiła, ponieważ projektowała przybranie kaplicy kilka dni później z racji innej jakiejś uroczystości.

Siostra Medarda więc udała się do kaplicy i tu modliła się płacząc, bo tak jej było przykro, że nie może Pana Jezusa kwiatami uczcić tego dnia. Niedługo tak się modliła, gdy usłyszała jakieś zamieszanie na korytarzu i powtarzano słowo: „Cud, cud”. Siostry wiedziały o tym całym zajściu między Medardą a Przełożoną, więc były wstrząśnięte, gdy właśnie zatrzymał się samochód przed klasztorem i kierowca oddał przy bramie wejściowej duży kosz z różami dla klasztoru i odjechał. Nikt się nie dowiedział ani wtedy, ani później kto te róże przysłał i kto je oddał.

Wtedy wolno było Siostrze te róże umieścić w wazonach dla przybrania kaplicy, a były niezwykle piękne i w takiej ilości, że mogły z nich Siostry jeszcze oddać znajomym.

Siostra Medarda przypisywała do wydarzenie jako spełnienie jej pragnienia w sensie nadprzyrodzonym, czyli jako cud.

do góry

23. A ja sam dawałem ci Komunię Świętą dwa razy jednego dnia. Z życia swego opowiadała mi Medarda następujące ciekawe zdarzenia. W czasie jej pobytu w klasztorze Siostra czuła się chora i Przełożona nakazała jej nie wstawać. Tymczasem po Mszy św. przełożona przyszła do pokoju Medardy z wymówką, że jej nie posłuchała, bo widziała ją w kaplicy, gdy przyjmowała Komunię św. Siostra Medarda zapewniała jednak, że nie była w kaplicy i z pokoju nie wychodziła, chociaż miała wielkie pragnienie przyjąć Komunię Świętą.

Opowiedziała mi też Zofia Medarda jak u oo. Franciszkanów spowiednik w konfesjonale pouczał ją, że nie wolno przyjmować Komunii świętej dwa razy w ciągu dnia. Odpowiedziała Siostra, że o tym wie i nigdy tego nie robi. Ten kapłan odpowiedział: „A ja sam dawałem ci Komunię świętą dwa razy jednego dnia”.

do góry

24. Pozwól mi tu być, bo przy tobie nie cierpię. Dusze czyśćcowe często ją odwiedzały. Jak twierdziła, przyszła raz w nocy do niej pewna pani – obca – mówi Zofia Medarda, że słyszała stukanie obcasami, gdy ta dusza zmarłej osoby weszła do pokoju – usiadła na łóżku i prosiła: „Pozwól mi tu być, bo przy tobie nie cierpię” (była to dusza czyśćcowa nieznanej osoby).

Ale też przychodziła inna dusza czyśćcowa i to często, znana nam, niedawno zmarła. Budziła ją w nocy szarpiąc kołdrę i wołała: „Madziu, Madziuchna…”. Zofia Medarda mówi, że w tym wypadku odczuwała lęk, że aż serce biło w przyspieszonym tętnie. A trwały te wizyty dłuższy okres czasu, może pół roku czy nawet dłużej, aż do chwili, kiedy ta dusza została uwolniona z czyśćca.

Z innych wrażeń takich niecodziennych, to fakt, że Zofia-Madarda idąc ulicą czuła się nagle uniesiona trochę ponad ziemię, że gwałtownie starała się uderzać bucikami w chodnik, aby „wrócić na ziemię”.

do góry

25. Wielokrotnie Anioł przynosił jej Komunię Świętą… Pana Jezusa widziała wszędzie. Nieraz, może nawet wielokrotnie Anioł przynosił jej Komunię Świętą w sposób dla niej rzeczywisty i odczuwalny. Najwyraźniej przyjmowała Hostię Komunii Świętej. Było to wtedy, gdy była obłożnie chora i bardzo wyczerpana.

Zofia Wyskiel leżała, nie wychodząc w ogóle z domu najmniej 20 lat, może nawet więcej. Pana Jezusa widziała wszędzie. Gdy jeszcze był zdrowa, spotykała Go na ulicy. Widziała Go tak wyraźnie jak inne osoby spotykane. O pięknie Pana Jezusa mówiła z wielkim przejęciem.

do góry

26. Widziała często przyszłość niektórych osób. Dla przykładu podaję: Pewnego kapłana zobaczyła w wizji, siedzącego przy swoim biurku a na tym biurku leżała czaszka trupia. Zrozumiała, że ten kapłan nie będzie już długo żył. Zmarł po 3 latach.

O Janie XXIII powiedziała do mnie: „Jan XXIII nie dokończy Soboru”. Widziała nieraz naprzód zdarzenia ciekawe, które maja się spełnić.

Opisała mi raz wizję przyszłej Mszy Świętej polowej na placu Wolności w Poznaniu z udziałem wojska, dygnitarzy wojskowych, także z innych narodów, ale nie umiała powiedzieć, kiedy to miało mieć miejsce.

do góry

27. Medarda nie lubiła wizjonerstwa. Mimo wszystko Medarda nie lubiła wizjonerstwa i od wczesnych lat odnosiła się nieufnie do wizji. Mówiła, że wizje i wszelkie objawienia ogromnie ją męczą i chociaż dyktowała całe szerokie tematy podane przez Pana Jezusa czy Matkę Boską, czy Świętych, czyniła to z wielkim wysiłkiem, a nawet wstrętem. Mówiła: „Na tym wstręcie to wszystko buduję”. Pojmowała ten nakaz Boży jako ofiarę z jej strony. Mówiła często: „Każda łaska musi być okupiona”.

do góry

28. Najlepsze były te keksy. W czasie okupacji Siostra Medarda wiele osób podtrzymywała na duchu. Nawet do Dachau podyktowała słowa pocieszające dla kapłanów od Pana Jezusa, które zostały przekazane w paczce żywnościowej, na cieniutkiej bibułce spisanej i wsuniętej do kartonika z keksami. Po pewnym czasie przyszło podziękowanie od kapłanów z Dachau, którzy napisali, że „najlepsze były te keksy”.

do góry

29. Dusze zmarłych kałanów w Dachau. Z treści tych słów im przekazanych pamiętam zwłaszcza jedno zdanie, w którym dusze zmarłych kałanów w Dachau wypowiadały swój triumf nad przeżywanymi cierpieniami i mówiły, że gdyby mogły wrócić na ziemię, to tylko po to, aby jeszcze cierpieć. Tak wielka jest cena cierpienia i tak wielka czeka nagroda tych, którzy tutaj wiele cierpią.

do góry

30. Najkorzystniejsza chwila dla duszy. Bóg obiera najkorzystniejszą chwilę dla duszy, którą zabiera do siebie. Jedna z pań, która w czasie okupacji straciła 10-letnią córeczkę wyraziła się do mnie, że nie wie, jak by przeżyła ten cios, gdyby nie Siostra Medarda, która umiała jej wytłumaczyć celowość tego, co się stało, a do czego Bóg dopuścił.

Zofia–Medarda tłumaczyła nam, jak to Bóg obiera najkorzystniejszą chwilę dla duszy, którą zabiera do Siebie. Mówiła też, że Pan Bóg duszy nie potępia, lecz dusza sama się potępia. Bo człowiek ma daną od Boga wolną wolę i może Bogu służyć lub nie, może się zbawić lub potępić. Bóg nie chce potępienia duszy. To też potępiona jest taka, która z całą świadomością Boga odrzuca i nie chce się przed nim ukorzyć.

do góry

31. Stopień świętości duszy. Stopień świętości duszy w niebie jest bardzo różny i tym samym stopień szczęśliwości w niebie, stosownie do zasług danej duszy jest różny.

„Człowiek sam z siebie jest niczym, mniej niż niczym”, dopiero pod wpływem Łaski Bożej dusza staje się piękna, zależnie od stopnia Łaski Bożej staje się piękna ponad wszelkie wyobrażenie. Ale o tę łaskę trzeba się ubiegać.

do góry

32. Dusze w czyśćcu pokutujące. Widziała dusze w czyśćcu pokutujące – jak jej to było uzmysłowione – najpierw w łachmanach i brzydkie, które przez stopniowe oczyszczanie czyśćcowe stawały się coraz piękniejsze i cierpiały coraz mniej. W końcu nie cierpiały już, lecz nie były jeszcze w pełnej szczęśliwości, aż nastąpiło wejście do nieba, które jest uroczystą wielką chwilą nie tylko dla tej duszy, ale dla wszystkich świętych dusz w niebie. Każda dusza czuje się tam szczęśliwa i każda znajduje spełnienie swoich pragnień.

O czyśćcu mówiła, że trwać może dla niektórych dusz zaledwie kilka minut, a dla innych może trwać nawet do końca świata. Stopień w czyśćcu jest też różny. Mogą być cierpienia w takim nasileniu, że niekiedy dusza nawet nie wie, czy znajduje się w czyśćcu czy w piekle.

Dusza w chwili spotkania z Bogiem zaraz po śmierci doznaje takiego olśnienia, że w jednej chwili poznaje stan swojej duszy i rozumie ile zawiniła wobec Boga. Dusza wtedy jakby sama cofa się i pragnie być oczyszczona, aby mogła stać się godna stanąć w obecności Boga. Zatem dusze czyśćcowe chętnie poddają się cierpieniom oczyszczającym. A cierpienia czyśćcowe są bardzo srogie i dotkliwe, głównie jako tęsknota za Bogiem.

do góry

33. Zofia-Medarda o sobie… niezrozumiana i nie mogła być zrozumiana… Zofia (Medarda) o sobie mówiła, że nie zastanawia się nad tym czy długo będzie w czyśćcu, bo zaufała Bogu i nie chce inaczej niż będzie chciał Bóg. Nie analizuje też stanu swojej duszy, gdyż tego zbadać tutaj nie jesteśmy zdolni. Najważniejsze, żeby zaufać Bogu i poddawać się działaniu łaski Bożej. To nie znaczy, aby Zofia Medarda nie starała się o doskonalenie swojej duszy i nie pracowała nad sobą. Opowiadała mi jak się ćwiczyła w tym, aby być opanowaną. Była z natury żywego usposobienia i musiała czuwać, żeby zachować równowagę duchową. Zdarzyło się, że w młodszych latach biegała pospiesznie po schodach. Wracała wtedy o jedno piętro w górę i powtórnie schodziła już powoli, aby nie było pośpiechu.

Ktoś zarzucił jej raz, że nie ma krytycyzmu w stosunku do ludzi, na co odpowiedziała: „Mój Boże! To ja 30 lat pracuję nad tym, żeby ludzi nie krytykować, a wy mi mówicie, że nie mam krytycyzmu!”

Oczywiście pod wieloma względami Zofia Medarda była niezrozumiana i nie mogła być zrozumiana. Jej mentalność była inna. Żyła innym życiem niż człowiek przeciętny. Słusznie mówiła, „że nie jest meldowana na ziemi”. Żyła bowiem duchem zawsze ponad ziemią. Oczywiście od tych ludzi była zależna i ludziom musiała służyć. Czuła nakaz wewnętrzny, że nie wolno jej było kogoś nie przyjąć. Mimo, że była czasem bardzo cierpiąca. Do ostatnich chwil życia nie odmówiła nikomu.

O swoich cierpieniach mówiła otwarcie ale nigdy w sensie narzekania tak, że można powiedzieć, ludzie uważali Zofię-Medardę i jej cierpienia jako tak naturalne i konieczne, że tych cierpień prawie nie dostrzegali. A Zofia-Medarda mówiła: „Nie wiedziałam, że można aż tak bardzo cierpieć”. Ale też przeżywała chwile takiego szczęścia jakich innych nie znają. Powiedziała raz: „Przeżyłam jedną sekundę takiego szczęścia, że warto mi było cierpieć całe życie, aby przeżyć tę jedną chwilę.” Mówiła nieraz o sobie: „Nawet wśród zwykłych swoich cierpień jestem najszczęśliwsza z najszczęśliwszych.”

do góry

34. Nie wiedziałam, że można aż tak cierpieć. W ostatnich latach powtarzała, że przeżywa Mękę Pańską w sposób mistyczny – zwłaszcza nocą z czwartków na piątki. Określała te przeżycia jako stygmaty chociaż dla nikogo niewidoczne.

Cierpienia te były ponad wszelką miarę i nasze pojęcia. Czuła się rozpięta na krzyżu, wyprężona na grubym, szorstkim drzewie krzyża, zupełnie jak gdyby to było rzeczywistością. Powtarzała wtedy: „Nie wiedziałam, że można aż tak cierpieć”.

Cierpiała też niedostatek, cierpiała z powodu niezrozumienia przez innych. Dostrzegano jej drobne niedoskonałości, a nie dostrzegano jej wielkich cnót. Te niedoskonałości – być może – dla Boga nie były niedoskonałościami, bo wiem, że Zofia-Medarda kierowała się zawsze całą subtelnością swojego sumienia, a że na wiele rzeczy patrzała inaczej niż inni, to jest zrozumiałe. Szła przecież zupełnie nieprzeciętną drogą duchowego życia.

do góry

35. Zalecana praktyka zamawiania Mszy św. Najczęściej zarzucano jej intensywność, bo zawsze była bez pieniędzy i otwarcie o tym mówiła. To co miała, rozdawała, a często przymawiała się o nowe datki, bo zawsze miała zapotrzebowanie na kogoś biedniejszego, najczęściej, by zamawiać Msze św. za dusze cierpiące, albo by uprosić czyjeś nawrócenie, za kapłanów itp. Szczególnie rozszerzała wśród swoich odwiedzających ją, praktykę zamawiania Mszy św. gregoriańskich, a nawet 30 Mszy św. za żyjących. Zalecała nawet zamawianie 30 Mszy św. za siebie już za życia. Twierdziła, że Msze św. za żyjących ważniejsze są, bo upraszają dla dusz nowe łaski i przyczyniają się do uświęcenia duszy, a Msze św. za zmarłych już nic duszy dodać nie mogą, jedynie zwalniają z cierpień czyśćcowych. Niemniej dusze z czyśćca upominały się często przez nią choćby o 3 Msze św., albo o gregoriańskie, czasem półgregoriańskie tj. 7 Mszy św. przez 7 kolejnych dni.

do góry

36. Dawaj, dawaj, im więcej będziesz dawać, tym więcej będziesz miała. Gdy raz spytałam czy mam komuś pomóc materialnie, odpowiedziała: „Dawaj, dawaj, im więcej będziesz dawać, tym więcej będziesz miała” i mówi: „Ja tysiące rozdałam”. Spytałam wtedy jak ona to pojmuje skoro nie dysponuje własnymi pieniędzmi? Na to odpowiedziała: „Wszystko jedno, ale musiałam się postarać”. Być może, to „postaranie” kosztowało ją dużo zaparcia się siebie – ale też pomyślałam, że gdyby nie miała tego daru upraszania zasiłków pieniężnych, nie byłaby swego czasu wybudowała klasztoru.

do góry

37. Cnoty Zofii-Medardy. Do jej cnót natomiast, często przez innych niezauważonych, należały przede wszystkim niespotykana prostota, szczerość i pokora, gotowość na cierpienie dla ratowania dusz, mało dobrowolne ofiarowanie się za cierpienia dla Boga, ofiarność, szczera miłość bliźniego, niespotykana życzliwość i miłość dla bliźnich. Zawsze zrównoważona, pogodna, poddana woli Bożej. To też każdy, kto do niej przychodził doznawał pociechy, wychodził uspokojony w swoich troskach. Pamięć miała doskonałą i nie zapominała w swoich modlitwach o intencjach jej powierzonych. A – jak mówiła – całą pociechą dla niej jest, gdy w swoich modlitwach bywa wysłuchaną.

do góry

38. Od kapłanów zależne jest odrodzenie Kościoła. Szczególnie miała na uwadze modlitwę za kapłanów, bo – jak twierdziła – od kapłanów zależne jest odrodzenie Kościoła. Posoborowe zmiany w Kościele uważała za dobre. Mówi: „Dawniej ludzie do kościoła przyszli i poszli, a obecnie biorą żywy udział w nabożeństwach i Mszy św.”

Ojca świętego Pawła VI uważała za bardziej jeszcze świętego niż Jana XXIII, nie ujmując zresztą Janowi XXIII.

do góry

39. Najmniejsze sprawy. Zofia–Medarda przykładała wagę do najmniejszych spraw, a wszystko przeżywała w duchu ewangelicznym. Owe ewangeliczne wróble np. pielęgnowała za swoim oknem, a gołębie – jak symbol Ducha Świętego – gromadą zbierały się również na drabince za oknem. Starała się Siostra o to, aby zawsze było dla nich w domu pożywienie i w tym celu kupowała dla nich ziarno i groch. W Popielec przypominała, aby jej przynieść z kościoła święcony popiół, z Częstochowy prosiła o wodę święconą. Prosiła mnie, abym jadąc do Częstochowy pojechała także w jej intencji, jakby z nią. Mówiła: „W Częstochowie Matka Boska jest żywa”.

do góry

40. O Matce Boskiej w swoich wizjach wyrażała się jako o Matce Boskiej Mocarnej: „Taka dziewicza, a taka mocarna”.

Gdy np. zabroniono przenieść obraz Matki Bożej w procesji ulicami mówiła, że Pan Jezus o to się upomni, bo nie pozwoli, aby Jego Matka była lekceważona. Pan Jezus stanie w obronie Swojej Matki.

Z datków kupowała kwiaty dla Matki Boskiej i dla Pana Jezusa, gdy miał przyjść do niej w Najświętszym Sakramencie. Mówiła wtedy: „Przyjdzie do mnie Pan Jezus” albo „Był dziś Pan Jezus” – a nie, jak to ogólnie się mówi: „Ksiądz z Panem Jezusem”.

Wyjaśniała, że obrazy Matki Boskiej najczęściej nie są piękne, a nawet brzydkie, bo chodzi o to abyśmy czcili w nich samą Matkę Boską, a nie dzieło sztuki.

do góry

41. Gdy nie znajdujemy uznania. Dobrze jest dla nas, gdy nie znajdujemy uznania. W tymże duchu zapewniała, że nasze dobre uczynki większą mają wartość, gdy nie są uznawane przez innych, a nawet, gdy się spotykamy z niewdzięcznością. Dobrze jest dla nas, gdy nie znajdujemy uznania.

Ludzie złośliwi, którzy nam uprzykrzają życie przyczyniają się do naszego uświęcenia. Na ogół sąd jej o ludziach był często inny niżby należało się spodziewać. Brała pod uwagę tajniki duszy, np. żal w duchu pokory jaki dusza wzbudzała po każdym swoim uchybieniu. Największą oczywiście przeszkodą dla dobra duszy jest pycha, zadowolenie z siebie.

Nie rozróżniała dusz żyjących i dusz zmarłych jako duszę – bez różnicy. Dlatego nie chciała wyjaśniać nikomu, czy dany człowiek żyje czy nie, gdy np. po wojnie zwrócono się do niej z zapytaniem o osoby zaginione.

Uważała, że należy też dbać o ciało, ze względu na to, że ono zmartwychwstanie. Bo ciało też ma swoją wartość. Nie wiem, czy to dobrze wyraziłam, mówiła, że nie można pogardzać ciałem, lecz je szanować, ponieważ to ciało zmartwychwstanie i stanie przed Bogiem.

do góry

42. Każdy musi walczyć z miłością własną. Była przeciwna wszelkim umartwieniom, bo mówiła, że bardzo łatwo wtedy przyłącza się miłość własna. Duszy wydaje się, że czyni dla Boga coś wielkiego, a nie zawsze tak jest.

Nieraz mówiła: „Miłość własna umiera w człowieku dopiero 5 minut po jego śmierci”. „Każdy musi walczyć z miłością własną.”

do góry

43. W prostych słowach obrazowo przedstawiała stan duszy. Miała szczególny dar, by w prostych słowach obrazowo przedstawić stan duszy – czy to żyjących, czy umarłych. Np. „To jest kapłan we fraku”, albo: „Ten nie jest z mojej owczarni” (według słów Pana Jezusa) o kapłanie, który przeszedł do kościoła narodowego. „Ten jest syn mój miły, w którym nie ma zdrady” – też o kapłanie.

Zofia Wyskiel mówiła zawsze spokojnie, jakby obojętnie o wszystkim, tzn. bez wszelkiej afektacji, bez egzaltacji.

do góry

44. Nic nie mów – kamienie wołać będą. Spytałam ją – pod koniec życia – czy mam po jej śmierci bronić jej spraw, gdy spotkam się z zarzutami przeciwko niej i jej objawieniom. Powiedziała: „Nic nie mów – kamienie wołać będą”. A czy mówić o niektórych cudach, o których wiedziałam z jej opowiadań? Także zaprzeczyła: „Nie potrzeba, sami przyjdą i powiedzą”. Ale kiedy indziej mówiła do mnie: „Musisz żyć dłużej niż ja, bo możesz o mnie świadczyć.”

do góry

45. Cierpienie więcej jeszcze znaczy niż modlitwa, a modlitwa to potęga! Ludzi pocieszała w ich cierpieniach, wskazując na doniosłość cierpienia – że cierpienie więcej jeszcze znaczy niż modlitwa, co nie przeszkadzało, że powtarzała często: „Modlitwa to potęga!”

Sama upraszała tyle, że można powiedzieć: „Pan Jezus nie odmawiał jej niczego”. Doświadczałam tego niezliczone razy, gdy powierzałam jej różne troski, nie tylko osobiste, ale bardzo często innych. Gdy byłam chora, pocieszała mnie: „Stopniowo odzyskasz zdrowie” – i tak też było.

Prosiłam raz, by pomodliła się za znajomą mi maturzystkę, by pomyślnie zdała ostatnie egzaminy. Odpowiedziała mi Zofia-Medarda najpierw: „Ona nie złoży, bo nie jest uzdolniona, a poza tym na to nie zasługuje.” A ja mówię: „Ale jeżeli teraz się pomodlisz, to też nie złoży?” Na to Zofia zaczęła się głośno modlić, wzywając Ducha Świętego, św. Jana Kantego, św. Józefa, św. Judę Tadeusza, św. Antoniego – i wreszcie spytałam: „A teraz złoży?” Na co odpowiedziała: „Chyba złoży.” Rzeczywiście matura ta wypadła pozytywnie.

W swojej ostatniej chorobie mówiła: „Nie dziwcie się mojej niecierpliwości, bo ja za bardzo cierpię”.

Zapowiedziała już w ostatnim roku życia, że po Męce Chrystusowej przeżywać teraz będzie jego konanie. Rzeczywiście to konanie jej powtarzało się co pewien czas i znowu wracała do normy, ale powtarzało się, jeśli się nie mylę – 2 razy – aż ostatecznie naprawdę skonała.

Zapewniała mnie dawniej, z jej wieku około 70 lat, że nigdy nie miała pokus przeciw czystości, ale, że jeszcze ich dozna przed śmiercią i pokus przeciwko wierze. Czy tak potem było – nie wiem.

Życzyłam jej w dniu imienin, żeby tak bardzo nie cierpiała. Odpowiedziała mi żywo: „O, ja muszę cierpieć!”

Albo przy innej okazji: „Jeszcze muszę żyć, bo za mało cierpiałam.” Często była porwana miłością Bożą, że chciałaby wybiec na ulicę i wołać: „Ludzie czemu nie kochacie Boga?!”

Gdy ją ludzie krytykowali, mówiła: „Cieszę się, że sądzić mnie będzie Bóg!”

Każdemu mówiła śmiało, to co trzeba i dodawała: „Kto nie chce słyszeć prawdy, niech do mnie nie przychodzi.”

Z jej najśmielszych wypowiedzi było zdanie: „Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się Bogiem”. Tłumaczyła ten fakt przez zjednoczenie z Bogiem, abyśmy się stali jedno.

do góry

46. W wypowiedziach Medardy nie było sprzeczności. Raz wypowiedziane zdanie o duszy potwierdzało się w pewnych jej wypowiedziach po dłuższym czasie, czy to o żyjących czy o zmarłych. Tłumaczyła nam, że to co słyszy jest w jej jaźni, a nie w umyśle, dlatego nie pamiętała, co powiedziała kiedyś. Gdy jej raz przeczytałam ustęp z jej podyktowanych tematów, była zadziwiona „jakie piękne”, a przecież nie pamiętała, że niedawno każde słowo sama dyktowała. Było tych tematów dużo: 1. Siedem słów na krzyżu, 2. Śpiewana dziewica, 3. Ojcze nasz… 4. O piekle, 5. O czyśćcu, 6. O niebie, 7. Dla kapłanów, 8. Skrót do świętości, 9. Anioł Pański i inne.

Tematy te siostra zaczęła dyktować już przed II wojną światową na polecenie swego ówczesnego spowiednika i kierownika duszy – ks. Aleksandra Żychlińskiego.

Po wojnie zostały one rozesłane na Misje i czytane są – można powiedzieć – we wszystkich krajach. Podobno nawet w niektórych wyszły w druku, w Belgii zabiegano o imprimatur.

Nie widziałam tego, powtarzam tylko, co na ten temat słyszałam.

Sama o sobie mówiła Zofia-Medarda: „Dziwny ze mnie człowiek”, a tak chciała być zwyczajna jak inni.

Muzyki słuchała chętnie, ale bez szczególnego znawstwa i oceniała ją od strony wykonania w sensie duchowym.

Oprócz tego, że – jak już wspomniałam – ofiarowała się na cierpienia za kapłanów i ofiarę tę do końca życia ponawiała, ofiarowała się też za niegodne matki.

do góry

47. Ofiara za kapłanów została przyjęta w ten sposób, że przez – zdaje się - 47 lat cierpiała krwotoki z nosa, czasem tak gwałtowne, że traciła przytomność.

Były częste, w niektórych okresach codzienne.

do góry

48. Ofiara za nienarodzone dzieci. Druga ofiara za nienarodzone dzieci w inny sposób została przyjęta. Miała latami całymi guz poniżej pasa, wielkości głowy dziecka, który jej dolegał, że nawet nie mogła leżeć swobodnie, ani się pochylić i twierdziła, że tak jej to zawadza jak matkom, które przeżywają ciążę. A w tych wszystkich cierpieniach wołała do Boga o Miłosierdzie dla dusz, dla świata. Mówiła: „Cierpienie z miłości ma większą wartość niż cierpienie z przymusu”. „Prośba za drugich jest łatwiej wysłuchana, bo jest bezinteresowna.”

Dawała nieraz wskazówki symboliczne według słów usłyszanych od Pana Jezusa: np. „Niech się obmyje w sadzawce Siloe” (tzn. spowiedź) albo: „Pragnę z nim spożyć Paschę” (tzn. Komunię św.)

Zwykle na prośbę czyjąś natychmiast modliła się głośno. Wyczuwało się w tym ducha posłuszeństwa w stosunku do proszącej osoby. A bywało u niej wiele osób właśnie z prośbą o modlitwę, nieraz do 20 osób dziennie. Później mniej. Gdy była w ostatnich latach już bardzo słaba, coraz mniej było tych odwiedzających.

do góry

49. Msza św. już odnosi swój skutek. Msza św., z chwilą gdy jest zamówiona, już odnosi swój skutek. Przeważnie zachęcała ludzi do zamawiania Mszy św. w intencjach, na których im zależało.

Uważała, że Msza św., z chwilą gdy jest zamówiona, już odnosi swój skutek. Do mnie wyraziła się też, że nie jest to obojętne, który kapłan odprawia Mszę św., bo modlitwa kapłana świątobliwego we Mszy św., powiększa łaski z tej Mszy św.

do góry

50. Leżała krzyżem nieraz 2-3 godziny i to każdej nocy.

O sobie mówiła też: „Modlić mogę się zawsze nawet w największych cierpieniach.” Gdy czuła się jeszcze na tyle na siłach, wstawała w nocy i na kocu położonym na podłodze leżała krzyżem nieraz 2-3 godziny i to każdej nocy, aby upraszać łaski i wtedy mogła się modlić szczególnie żarliwie. O tym wiem oczywiście z jej opowiadania.

do góry

51. Wojna ta była miedzy Bogiem i szatanem. W czasie okupacji Siostra zwracała nam uwagę na to, że front rozmieszczony jest w kształcie krzyża, co też mogliśmy stwierdzić na mapie. Samoloty mają kształt krzyża, swastyka to krzyż połamany, - jednym słowem, wojna ta była miedzy Bogiem i szatanem, święty Michał walczył z hasłem ”Któż jak Bóg!”

Oczywiście i szatan mieszał się i usiłował przeszkadzać w działalności Siostry Zofii-Medardy. Kiedyś siedział na podłodze, jak mówiła – potwornie brzydki i powtarzał ironicznie: „Ofiaruj się, ofiaruj się, tam nic nie ma.” A Zofia Wyskiel odpowiedziała „Wynoś się!” Częściej ją nawiedzał i przeszkadzał, ale Zofia-Medarda nie bała się go wcale i zawsze zlekceważyła.

do góry

52. Każda chwila życia ma swoją wartość. Zofia-Medarda twierdziła, że każda chwila życia ma swoją wartość, a nawet każda sekunda, choćby ze względu na samo cierpienie. A więc długie życie trzeba sobie cenić. Jeżeli Bóg zabiera duszę w młodym wieku, to ma w tym szczególne cele, czasem dla tej duszy, ponieważ (jak już wspomniałam) nie uświęciłaby się w dalszym życiu, czasem jako ofiarę za innych, za otoczenie, które po stracie drogiej im osoby zbliża się do Boga, lub dla innych celów Bogu tylko wiadomych.

do góry

53. Modlitwy nie można nikomu narzucić. Modlitwy, tzn. jej formy nie można nikomu narzucić, bo modlitwą kieruje Bóg i każda dusza inaczej się modli, bo każda jest inna.

do góry

54. Obecne czasy są bardzo złe: gorzej jest niż było przed potopem. Toteż przyjdą kataklizmy ku napomnieniu ludzkości. Mówiła Siostra: „Ofiaruję się też na kataklizmy, które i tak będą, ale bez mojej ofiary byłyby o wiele większe. Nie tylko rzeki wyleją, ale i morze wyleje”.

Gdy kilkanaście lat temu światu groziła wojna, kiedy to statki wojenne płynęły już na Kubę, twierdziła stanowczo, że wojny nie będzie. Ktoś jej na to odpowiedział: „Jak to? Przecież okręty już płyną na Kubę”, na co Zofia-Medarda: „Tak, płyną ale staną.”

Przed zamieszkami u nas na Wybrzeżu chyba pół roku przedtem, zapowiadała, że u nas w kraju będzie wojna, chociaż nie umiała na ten temat powiedzieć nic bliższego.

do góry

55. O. Pio u Zofii-Medardy. O. Pio zapowiedział podobno, że umrze ona, gdy skończy 80 lat życia. Słyszałam o tym od innych, do mnie tego nie mówiła.

Mówiła mi natomiast, że o. Pio był u niej jednego razu – już po jego śmierci – i wiele jej mówił o niej samej i dla niej, ale nie chciała mi tych jego słów powtórzyć. Spytałam tylko czy mówił dobrze czy źle, na co tylko uśmiechnęła się i powiedziała: „Naturalnie dobrze.”

Opowiadała mi jedna z pań, że wchodząc raz do pokoju Zofii-Medardy, powiedziała na powitanie prawie bezwiednie, że sama była zaskoczona własnymi słowami: „Niech będzie uwielbiony Bóg w swoich Aniołach i swoich Świętych”.

do góry

56. Odwiedzający. Bywali u siostry przeważnie ludzie głęboko wierzący. Przychodzili niektórzy raz i nie więcej, byli tacy, którzy stale utrzymywali z nią kontakt ze względu na wskazówki dla życia wewnętrznego. Inni, którzy przyszli pierwszy raz, byli nieufni, i chociaż ją przedtem krytykowali na podstawie tego co o niej słyszeli, przy osobistym zapoznaniu zmienili zdania na korzyść Zofii-Medardy. Ale byli i tacy, którzy przychodzili z ciekawości albo, by ją wypróbować. Przyszedł jednego razu młody człowiek i zameldował się, że przychodzi z UB, aby zrobić z nią wywiad. – Zofia-Medarda miała wtedy jeszcze oczy zdrowe, przyjrzała mu się i mówi: „Panie! Pan jest z UB? – Pan jest bratem (tu wymieniła nazwisko), który tu u mnie czasem bywa”. Na to pan ją przeprosił i przyznał, że chciał tylko przekonać się czy ona zorientuje się w tym podstępie.

do góry

57. Ciąg dalszy objawień. To co siostra głosi jest po prostu ciągiem dalszym objawień siostry Faustyny. Odwiedził ją też pewnego razu ks. Sopoćko z Krakowa, były spowiednik Siostry Faustyny, który chciał poznać siostrę Medardę osobiście, by przekonać się, co Zofia Wyskiel mówi o Miłosierdziu Bożym. Po dłuższej z nią rozmowie orzekł, że to co Siostra głosi jest po prostu ciągiem dalszym objawień siostry Faustyny. Powtarzała mi to sama Zofia Wyskiel.

Siostra Medarda głosiła Miłosierdzie Boże i modliła się głównie o zatwierdzenie święta Miłosierdzia Bożego, o które upominał się przez nią Pan Jezus, a które ma być wyznaczone na I niedzielę po Wielkiejnocy.

W tym też dniu tj. w I niedzielę po Wielkiejnocy przychodził do niej Pan Jezus – widziała Go żywego, przychodził wcześnie rano, przepiękny, rozmawiał z nią i widziała jak potem chodził do innych domów, także do niektórych kościołów, zwłaszcza tych gdzie był czczony Obraz Miłosierdzia Bożego, do Ojca świętego, wszędzie błogosławił i udzielał Swoich hojnych łask.

Każde takie odwiedziny były oczywiście wyróżnieniem dla danej duszy. Więc bywało, że będąc np. w jednym domu, odwiedził jedną z dusz tam zamieszkałych, a drugiej nie.

W ten sposób spędziła Siostra cały ten dzień z Panem Jezusem i miała nam potem wiele do powiedzenia. Ale trudno spamiętać to wszystko. Chyba są jakieś notatki z tych dni, ale nie wiem komu je podyktowała. Wiele z jej wypowiedzi w ogóle dziś nie pamiętam, ale przytoczę jeszcze kilka zdań, zwłaszcza na temat dusz zmarłych.

do góry

58. Czy dusza jest zbawiona. Nigdy nie można zwątpić czy dusza jest zbawiona. „Nigdy nie wiemy jaki jest w ostatniej chwili życia proces między duszą a Bogiem, toteż nigdy nie można zwątpić czy dusza jest zbawiona, choćby nawet nie przyjęła Sakramentów świętych w godzinie śmierci.”

O jednej z takich właśnie dusz orzekła: „Wzbudził żal doskonały przed śmiercią i jest zbawiony.”

O innej: „Dusza ta była bardzo serdeczna i to jej zaliczono – jest zbawiona.” (Zgadzało się, że ta dusza była serdeczna.)

„A ten otrzymał wielkie łaski za gorliwe odmawianie Różańca świętego (co się też potwierdziło) i jest już w niebie.”

„Ten miał wielka łaskę, bo umarł w obecności Najświętszego Sakramentu” (zgadzało się, ten człowiek zmarł nagle, prowadząc pod baldachimem kapłana w czasie procesji z Najświętszym Sakramentem. Kapłan pobłogosławił umierającego Najświętszym Sakramentem.)

„Ten chłopiec ma nagrodę w niebie za walkę z ciężkimi pokusami przeciw czystości”.

„A te dusze muszą w czyśćcu ciągle powtarzać ⟨Wierzę w Boga…⟩ ponieważ za życia miały słabą wiarę.”

„Ta dusza opuściła męża na ziemi dlatego teraz (w czyśćcu) musi ciągle chodzić za swoim mężem, jakoby ciągle go szukała.”

O innej: „Doznała szoku stanąwszy przed Bogiem, gdy zrozumiała, że jej życie było omyłką. Pokutuje głównie za niereligijne wychowanie synów.”

Bardzo ciężko i długo pokutują dusze za cywilne związki małżeńskie bez ślubu kościelnego.

Pierwsza dusza zwróciła się do Zofii Wyskiel o pomoc dopiero 5 lat po swojej śmierci, wcześniej nie było jej dane.

Po pogrzebie zwraca się dusza nie do tych, którzy rozpaczają, lecz do dusz, choćby dla nich obcych, ale pobożnych, które za nią się modlą: u nich szukają pociechy.

Zofia Wyskiel mówi, że do chwili pogrzebu dusza znajduje się przy swoim ciele, a modlitwy pogrzebowe przynoszą jej wielką ulgę. Po pogrzebie dopiero dusza idzie na miejsce swojego przeznaczenia.

Prawie każda dusza przechodzi przez czyściec, lecz były też dusze spośród moich znajomych, o których Zofia Wyskiel wypowiadała swoje zapewnienie, że poszły prosto do nieba. Ale były to wyjątki.

„Ofiary nie idą do czyśćca.” Tak powiedziała o pewnej znajomej, o której wiem, że ofiarowała swoje życie Matce Boskiej w pewnej intencji, a zmarła w kilka tygodni po złożeniu tej ofiary.

O innej: „Zaliczono jej to, że była dobra dla drugiego męża, chociaż nieślubnego.” „Dobre uczynki ją zbawiły.” Albo: „Jest dobrze osądzona za dobre uczynki.”

Bywało, że Zofia duszy, o którą pytano nie mogła „znaleźć”. Miała wtedy wątpliwości, czy ta dusza jest zbawiona. Ale nigdy i o żadnej nie twierdziła tego z pewnością.

Dusza, o które pytano, ukazywały się natychmiast, o ile zmarły w ostatnich latach, bo dawniej musiała je czasem długo „szukać”.

O niektórych duszach mówiła, czy długo będą w czyśćcu. O pewnej duszy np., że w jakieś bliskie święto będzie uwolniona. W to bliskie święto (to był grudzień) tj. w Boże Narodzenie dusza ta była wolna.

Radziła ofiarować swoje cierpienia za zmarłych, również dobre uczynki, a nade wszystko zamawiać Msze święte. Zofia-Medarda uważała dobre uczynki za wielce zbawienne, a także i wszelkie praktyki religijne. Natomiast za największe zło uważała chciwość.

O pewnej znajomej mojej, która tuż przed śmiercią nie przyjęła kapłana z sakramentami św., a którego przywołano, orzekła Zofia, że przez głupotę swoją odrzuciła Sakramenty święte, będzie długo w czyśćcu, ale będzie zbawiona.

Zofia-Medarda powtarzała, jak niezgłębione jest Miłosierdzie Boże, tego człowiek zrozumieć nie może. Jak wielka jest Miłość Boga do ludzi, tego my pojąć nie jesteśmy zdolni.

Trzeba pamiętać, że Zofia-Medarda głosiła Miłosierdzie Boże, więc zwłaszcza z tego aspektu rozpatrywała sprawy i takie przykłady podawała.

Ale kto za bardzo pochłonięty jest sprawami ziemskimi, ten nie jest Bogu miły.

do góry

59. O św. Tereni i duszach świętych nie beatyfikowanych. O św. Tereni mówiła, że była ona większą świętą na ziemi niż niejeden święty w niebie. Mówiła także, że jest w niebie bardzo wiele dusz świętych, które tu na ziemi nie były beatyfikowane. Ale o tych beatyfikowanych mówiła, że niektóre musiały przejść przez czyśćcie, bo chociaż miały wielkie łaski Boże, dla których mogły być nawet kanonizowane, lecz mogły mieć jeszcze swoje niedoskonałości, które wymagały oczyszczenia czyśćcowego.

O sobie mówiła, że nie będzie nigdy beatyfikowana.

do góry

60. Najważniejsza jest dobroć, modlitwa i wierność Bogu. O pewnej duszy pośród żyjących mówiła: „Jest to dusza wyjątkowo uprzywilejowana.”

O pewnym moim znajomym: „Powinien iść do klasztoru.” (Ten pan wyznał mi później, że ma zamiar wstąpić do klasztoru, ale obecnie nie może, bo ma na utrzymaniu staruszków – rodziców.)

Pewnej pani Zofia-Medarda zarzuciła: „Pani nie modli się do św. Józefa.” „Najważniejsza jest dobroć, modlitwa i wierność Bogu.”

„Nie filozofować, lepsza jest ślepa wiara!” „Dlatego prosta służąca ma więcej zrozumienia dla spraw Bożych, niż niejeden człowiek wykształcony.” Wszakże wykształcenie nie jest przeszkodą, by zgłębić poznanie Boga – jest raczej pomocą.

do góry

61. Gdy nie można ludziom mówić o Bogu, trzeba mówić Bogu o ludziach. Winni jesteśmy posłuszeństwo Kościołowi, zalecała też wielce posłuszeństwo swojemu spowiednikowi.

W sprawach, których nie umiała rozstrzygnąć, mówiła: „Spytaj księdza.”

Czasem jej odpowiedzi dla pytających były najbardziej nieoczekiwane.

Często sama w swej odpowiedzi od Pana Jezusa nie wiedziała jak ją rozumieć, ale rozumiał ten, który pytał.

Jedno nasze „Kocham Cię” zwrócone do Pana Jezusa, to już jest Komunia św. duchowa.

Święto Miłosierdzia Bożego według zdania Zofii Wyskiel zostanie zatwierdzone dopiero po beatyfikacji Siostry Faustyny.

Arystokracja ma teraz większe łaski u Boga ponieważ nie jest szanowana na ziemi.

O pewnym bogatym krewnym twierdziła, że bardzo zbliżył się do Boga z chwilą, gdy w czasie okupacji stracił swój majątek. To go zbawiło.

do góry

62. Jeszcze kilka uwag oderwanych! Opowiedziała mi Siostra Medarda, jak jednego razu jadąc tramwajem wpadła w zachwyt na temat „Jam jest który jest”, że zapomniała o świecie i zamiast przesiąść do innego tramwaju zajechała przed sam pałac biskupi na Śródce, skąd miała potem daleką drogę pieszo do św. Rocha, gdzie znajdował się klasztor, w którym mieszkała.

W kościele Farnym, chyba też w okresie okupacji Pan Jezus nałożył jej koronę na głowę. Do tego stopnia miała wrażenie rzeczywistości, że szła powolutku i ostrożnie, aby jej ta korona z głowy nie spadła.

A u Franciszkanów zauważyła Zofia-Medarda pewnego razu, że wszyscy tam ludzie są w stanie łaski. Zdziwiłam się „Czy wszyscy?”, a wytłumaczyła mi, że jest 2 sierpnia, kiedy ludzie tu są po spowiedzi, aby uzyskać odpust, więc jest to możliwe.

Mówiła kiedy indziej, że dusza odchodząca od konfesjonału jest tak piękna, że chciałaby ją adorować, że człowiek po przyjęciu Komunii św. jest tak przebóstwiony, że adoruje ona Boga w tej duszy. Ale nie każda dusza w równym stopniu jest uświęcona.

Przed kościołem Zofia-Medarda wspierała każdego żebrzącego z tego, co niewiele posiadała.

Największą dla niej przykrością było, gdy niekiedy niechcący kogoś uraziła. We wszystkich jej posunięciach wyczuwało się tę szczerą miłość bliźniego.

Wchodząc do domu, w którym mieszkam, usłyszała słowo ”Salve” – dopiero wtedy zauważyłam, że nad bramą w murze jest napis „Salve”. Była zdania, że trzeba dbać o estetyczny wygląd. Mówiła: „Oblubienica Chrystusa musi ładnie wyglądać”.

O pewnej chorej mojej znajomej, która przez wiele lat leżała obłożnie chora i obezwładniona tłumaczyła Zofia-Medarda, że cierpi ona za tych, którzy chodzą złymi drogami. Bóg obrał ją sobie jako ofiarę – dlatego nie mogła chodzić.

Pewnego razu zaprosiła do siebie pewną znajomą sobie studentkę i równocześnie znajomego młodzieńca na tę samą godzinę. A gdy przyszli, powiedziała im bez wstępu: „Zapoznajcie się, bo wy będziecie małżeństwem.” Ci młodzi byli zaskoczeni takim oświadczeniem. Po jakimś czasie bliższego poznania rzeczywiście się pobrali i są jak słyszałam po śmierci Zofii-Medardy - bardzo szczęśliwi.

Podobna historia, gdy raz w czasie okupacji Siostra mnie odwiedziła. Właśnie miała Siostra wychodzić, gdy nadeszła do mnie taka para: Włodek i Marysia. Siostra Medarda witając się spytała – czy to rodzeństwo?

„Nie” – była odpowiedź, a czy narzeczeni? „Też nie”. Wtedy Siostra spojrzała na Marysię i przemówiła do niej mniej więcej w te słowa: „Proszę pani! Pani sobie lekceważy uczucia tego pana – a on na to zasługuje. To bardzo prawy chłopiec. On panią kocha, a pani sobie z niego żartuje. Niechże się pani dobrze zastanowi!” itd. Po czym pobłogosławiła obydwoje, pocałowała i Marysię i Władzia w czoło i odeszła. Odprowadziłam Siostrę do drzwi wyjściowych. Wróciłam do pokoju, a tych dwoje po prostu zaniemówiło. Władek siedział z opuszczoną głową, Marysia pierwsza przyszła do przytomności i mówi, że to przecież coś niesamowitego i czy ja tej pani (Siostra była w stroju cywilnym) coś o nich przedtem wspominałam? „Jakże mogłam coś mówić, skoro nie wiedziałam, że do mnie przyjdziecie!”. Było to pod koniec okupacji i tych dwoje młodych straciłam z oczu. Po 10 latach: mniej więcej spotkałam owa Marysię z dwiema dziewczynkami – jak się okazało – córeczkami w Szczecinie na ulicy. Ucieszona tym spotkaniem opowiedziała mi teraz, jak to wówczas słowa Medardy ją wstrząsnęły, jak zaczęła obserwować Władka, by go poznać bliżej, aż zdecydowała się wyjść za niego za mąż i jak bardzo jest szczęśliwa. „Nie mogłabym mieć lepszego męża, jest dla mnie wzorem jak należy postępować w życiu” – dodała.

Pewnego razu, będąc u Zofii Wyskiel, gdy odchodziłam wspomniałam, że idę teraz pieszo do domu, bo nie mam nawet na tramwaj. Siostra zaproponowała mi 2 zł ale powiedziałam: „Od Ciebie nie przyjmę”. Lecz ona nalegała, mówiąc: „Niech mi Pan Jezus za to da 1000 zł., których potrzebuję”. Wobec tego przyjęłam, ale nie pojechałam tramwajem a kupiłam sobie za to pomidorów na kolację. I tak wracając pieszo, spotkałam po drodze znajomego, który też znał Zofię-Medardę i – witając się ze mną spytał, czy nie zobaczę się z Zofią-Medardą, bo chciałby przekazać przeze mnie dla niej 1000 zł., które od dawna dla niej przeznaczył, a nie ma czasu, by do niej zajść. (W owych czasach pookupacyjnych 1000 zł nie było tak wiele, bo było to chyba krótko przed przeliczeniem 1000 zł na 30 zł). Pieniądze przyjęłam i wróciłam, ażeby jej to wręczyć. Zofia-Medarda była wówczas pod silnym wrażeniem, aż jej się włosy zjeżyły na głowie (jej słowa), bo to wyraźny cud. Ofiarodawca 1000 zł chciał w ten sposób okazać Zofii Wyskiel swoją wdzięczność za modlitwę, gdy był w wielkim niebezpieczeństwie życia po ciężkim wypadku samochodowym. Pamiętam wtedy jak idąc z Zofią-Medardą, na ulicy spotkaliśmy żonę tego pana, która z płaczem opowiedziała nam o tej tragedii i że stan męża jest beznadziejny. Siostra ją pocieszała i zapewniała, że mąż nie umrze, a wyleczony będzie przez cudowny medalik. Później dowiedzieliśmy się, że gdy żona tego dnia odwiedziła chorego w szpitalu zauważyła, że ma on przypięty do bielizny cudowny medalik, który – jak się okazało – umieściły Siostry szpitalne. Lekarze w pierwszych trzech dniach nie zajmowali się chorym, uważając wszelkie leczenie jako bezcelowe. Lecz gdy niespodziewanie po trzech dniach pacjent jeszcze żył, zdecydowali się go zoperować. Chory leżał w szpitalu pół roku i wyzdrowiał zupełnie. Pracował normalnie i żył jeszcze wiele lat.

To jeden z niezwykłych przykładów, które pamiętam dokładnie, więc go podaję. Przyszedł pewnego razu do Zofii Wyskiel pewien pan, zdaje się, inżynier, którego Ona będąc już niewidomą – przywitała słowami – zanim ten zdążył się przedstawić i przywitać – „Pan powinien iść na teologię”. Ten pan odpowiedział, że właśnie przychodzi do niej po radę, bo chciałby w jakiś sposób służyć Bogu i nie wie czy ma zostać kościelnym czy nawet kapłanem. Ale mówi – zawód ma inny. Zofia radziła porzucić dotychczasowy zawód i zostać kapłanem. Jak się potem stało – nie wiem.

O innych, starszym małżeństwie, bardzo pobożnych mówiła, że będą jeszcze żyć, bo: „Mają wiele jeszcze do zdziałania”.

O innej duszy: „Musi jeszcze wiele zbawić dusz” (przez dalsze życie, modlitwy i cierpienia).

W swojej pokorze mówiła modląc się do Boga: „Jeżeli nie możesz wysłuchać mnie, wysłuchaj Inkę”.

Gdy planowałam w pewnym okresie wyjazd z Poznania na stałe zaprotestowała stanowczo mówiąc: „Pan Jezus powiedziałby Quo vadis?” Ze swoimi współlokatorami miała kiedyś przykrość i nieporozumienie. Ponieważ nie dopuszczała nigdy do niezgody, przy najbliższej okazji starała się sprawę załagodzić pomimo, że nic przeciw nim nie zawiniła. W najbliższe Święta więc wstała z łóżka (wtedy już obłożnie chora) ubrała się w porannik i poszła tym ludziom złożyć życzenia świąteczne, po czym oczywiście znów zapanowała harmonia.

do góry

63. Jesteśmy tu wszyscy razem oprócz Aleksandra. Aleksander jest już z nami. Jednego razu w czasie okupacji, będąc u mnie, zauważyła wyjętą właśnie z szuflady fotografię mojego dawno zmarłego ojca, przerwała naszą rozmowę i mówi: „Poczekaj, bo to twój ojciec i chce coś powiedzieć: mrugnął na mnie okiem z tej fotografii”. Prosił nas o modlitwę za swego brata niedawno zmarłego, a ostatniego z licznego rodzeństwa. Mówił: „Jesteśmy tu wszyscy razem oprócz Aleksandra”.

Po pewnym czasie ojciec mój ukazał się Zofii i powiedział: „Aleksander jest już z nami”.

Był pewien okres, że Zofia-Medarda miała szczególną łączność z Dzieciątkiem Jezus. Gdy bardzo cierpiała, Dzieciątko ją pocieszało, pieszczotliwie się do niej odnosząc i z figlarną minką szepcząc jej coś do ucha.

do góry

64. Chryste! Gdzie ty jesteś?! Raz, wśród cierpień niezamierzonych, nocą, zauważyła Zofia w pewnym momencie: „Chryste! Gdzie Ty jesteś?!”„Tu jestem!” – usłyszała głośno, wyraźną odpowiedź Pana Jezusa – tuż przy łóżku.

Było to dla niej potwierdzeniem, że Bóg wie o jej cierpieniach i chce, aby cierpiała.

Tak więc oto Bóg umożliwił jej przetrwanie tych wielkich cierpień, o których sama wyrażała się, że dochodzą do zenitu.

Przez wiele lat najbardziej dolegał jej ischias (rwa kulszowa).

do góry

65. Nie będzie dziury w niebie, gdy Pana tam zabraknie. Opowiedziała mi też jak próbowała w długich rozmowach nawrócić pewną duszę, ale bezskutecznie. Aż w końcu zniecierpliwiona, powiedziała temu panu: „Nie będzie dziury w niebie, gdy pana tam zabraknie” – Dopiero te słowa podziałały i nawrócił się.

Inny, przyszedłszy zastrzegał się na wstępie, że jest ateistą i nigdy do spowiedzi nie pójdzie ale przyszedł, aby ją poznać. Po dłuższej rozmowie skruszył się, prosił Siostrę Medardę o błogosławieństwo, a po trzech tygodniach nadeszła wiadomość, że odbył szczerą spowiedź z całego życia.

Słyszałam o wielu podobnych nawróceniach.

Dla biednych miała Zofia-Medarda tyle współczucia, że jakiegoś schorowanego żebraka, który nie miał się gdzie podziać, przenocowała przez szereg nocy w swoim pokoju na kanapce.

Mówiłam do niej, że nie mając kontaktu ze światem, nawet nie wie co się w świecie dzieje (miałam na myśli obecną demoralizację). Na to Zofia odpowiedziała: „Ja wiem, ja to wszystko widzę, dlatego ciągle na nowo ofiarowuję się na cierpienia”.

do góry

66. Nie przypuszczałam, że bliski jest jej koniec. Ostatni raz widziałam Zofię-Medardę w niedzielę 13 maja 1973 r. Była bardzo słaba, że zaledwie mogła mówić. Nie przypuszczałam, że bliski jest jej koniec, bo w tak ciężkim stanie widziałam ją już częściej.

Zofia-Medarda Wyskiel zmarła w środę, 16 maja 1973 r. w godzinach przedpołudniowych. Nikt w tym momencie przy niej nie był – zgodnie z jej życzeniem – bo mówiła do mnie nieraz, że chciałaby być sama w godzinie śmierci, aby nikt jej nie przeszkadzał w tej wielkiej chwili spotkania z Bogiem.

do góry

67. Pogrzeb odbył się w sobotę 19 maja przy najpiękniejszej pogodzie, w pierwszym i ciepłym dniu wiosennym. Pochowana jest na cmentarzu sołackim, bo tak sobie życzyła. Ubrano ja do trumny w białą suknię, też stosownie do jej życzenia.

W pogrzebie uczestniczyło ośmiu kapłanów, kilka Sióstr zakonnych, ludzi około 500 osób.

W kostnicy ludzie ocierali różańce o ręce zmarłej, nastrój był pełen pokoju i ciszy.

Przemówił jeden z kapłanów na temat jej ofiarnych cierpień, któraś z pań o tym jak Zofia-Medarda nauczyła nas poznawać i wielbić Miłosierdzie Boże. Jeden z panów świeckich mówił na temat jej żarliwej i skutecznej modlitwy.

Po pogrzebie ludzie długo jeszcze śpiewali pieśni przy jej grobie.

Do dziś ludzie ją tam odwiedzają, wnioskując po zawsze świeżych kwiatach i pielęgnacji grobu.

O pogrzebie mówiono, że był niezwykły. Ktoś powiedział: „Jeszcze na takim pogrzebie nie byłem”. Ktoś inny: „Dziwny był ten pogrzeb, jakby świętą chowali”.

do góry

68. Znamienny sen o Zofii-Medardzie. Ja osobiście w dzień po pogrzebie miałam znamienny sen o Zofii-Medardzie. Otóż śniłam, że przyszła do mnie (do domu, w którym mieszkałam w dzieciństwie) – przyszła w stroju kapłańskim, w białej do ziemi spływającej kapie, jakiej używa się przy błogosławieństwie Najświętszym Sakramentem, zbliżała się majestatycznym krokiem, powoli, w postawie pełnej godności. A w kilka dni później powtórnie śniła mi się, jak zdejmowała bandaż z mojej niedawno przedtem złamanej ręki.

do góry

69. Od autorki. Jej opiekę nad sobą dostrzegam często. Wiem, że wiele osób zwraca się do Niej z prośbą w różnych intencjach i bywają wysłuchane.

To co napisałam, jest oczywiście skrótem tego, co by można powiedzieć o Zofii-Medardzie. Wiele szczegółów, których nie pamiętam dokładnie, wolałam w ogóle nie notować. Bywałam u Zofii często i byłam nieraz zaskoczona niecodziennym naświetleniem życia nadprzyrodzonego. A zawsze też w różnych troskach wychodziłam pocieszona i z nowym zapałem do wierności i gorliwości w służbie Bożej.

„Niech będzie uwielbiony Bóg w Swoich Aniołach i Swoich Świętych!”

Janina Thomasówna

Poznań, w styczniu 1974 r.

do góry

Szatan w szpitalu

Rycerz Niepokalanej 11/1996

Pamiętnym wydarzeniem z czasu mojej pracy w szpitalu po drugim zajęciu Lwowa przez Rosjan była śmierć 26-letniego Franka N. Był on wielkim zbrodniarzem i przestępcą, co ujawniło się dopiero przy jego śmierci. Do wybuchu wojny pracował jako woźnica w Zakładzie Nieuleczalnie Chorych. W chwili rozpoczęcia działań wojennych porzucił samowolnie dotychczasowe zajęcia i przyłączył się do bandy rabusiów. Nawrócenie jego było dziełem miłosierdzia Matki Najświętszej. Wyprosiła je codziennym odmawianiem różańca przez sześć lat siostra szarytka Zamysłowska. Była ona przełożoną Zakładu, w którym Franek pracował i z którego uciekł ku jej wielkiemu zmartwieniu.

Nawrócenie Franka. Do Szpitala na klinikę chirurgiczną przywieziono go w 1945 r. w bardzo ciężkim stanie. Miał gruźlicę płuc i ropne zapalenie opłucnej na tle gruźliczym. Leżał na klinice trzy miesiące. W tym okresie trzy razy zgłaszał się do spowiedzi i Komunii św. Stan zdrowia Franka w trzecim miesiącu pogarszał się z dnia na dzień. 31 października 1945 r. o godz. 15.00, w czasie gdyśmy ścieliły łóżko i poprawiały pozycje chorego, nastąpił silny krwotok płucny. Zalane zostały krwią łóżko i podłoga, a również ja z drugą siostrą, i to od twarzy aż do stóp.

Mimo to Franek nie zakończył życia, ale zaczął krzyczeć, że widzi szatanów i piekło otwarte, do którego usiłują go wciągnąć przy pomocy różnych narzędzi. Równocześnie duszę jego paliły popełnione zbrodnie: wyznawał je teraz głośno wołając rozpaczliwie: "księdza" i zasłaniając się siostrami, które trzymał oburęcz, przed atakiem złych duchów. Przykurczył nogi pod siebie i szamotał się w okropnym przerażeniu. Zachęta do ufności w Miłosierdzie Boże i poddawane akty żalu doskonałego nie uspokajały umierającego. Sytuacja stawała się rozpaczliwa. O tej porze znaleźć księdza na terenie szpitala równało się z cudem, a ks. kapelan mieszkał na plebanii św. Antoniego, kilometr od kliniki.

Proszę Franka, żeby mnie puścił, to pójdę szukać księdza, a on na to: "Nie puszczę, bo mnie szatani porwą". Podaję Frankowi różaniec i mówię: „Trzymaj, on cię też zasłoni od szatanów, a mnie puść". Wyszłam zrozpaczona na korytarz i o cudo! Korytarzem idzie ksiądz karmelita z obiadem do chorego brata zakonnego. Proszę go, aby zostawił torbę na korytarzu, a sam przyszedł na salę, aby udzielić rozgrzeszenia umierającemu, równocześnie podaję mu stułę i oleje święte. Gdy kapłan stanął na sali, piekło w tej chwili zniknęło wraz z szatanami. Franek wyciągnął przykurczone nogi i zaczął od początku litanię okropnych zbrodni, nie zapominając i o świętokradztwach, co już wszyscy obecni na sali słuchali drugi raz. Kapłan mówi do penitenta: "ciszej, ciszej", ale Franek stanowczym głosem mówi: "Żadne cicho, na Sądzie Bożym cały świat będzie wiedział, jakie zbrodnie popełniłem" - i dalej wyrzucał z siebie to, co stanowiło jego największą mękę. Gdy skończył, i otrzymał rozgrzeszenie, uspokoił się zupełnie, wyciągnął ręce jakby do kogoś na przywitanie i ostatkiem sił krzyknął: "Dzięki Ci, Maryjo, Tyś mnie uratowała", a złożywszy ręce na piersiach skonał. Namaszczenie otrzymał jako zmarły.

Sześciogodzinna spowiedź. Zrobiłyśmy z drugą siostrą porządek ze zwłokami, z łóżkiem i podłogą, żeby nikt więcej nie zakażał się. Umyłyśmy się same, przebrały chałaty i poszły do dalszych obowiązków, s. Cecylia na salę nr 10, a ja z powrotem na salę nr 5, gdzie oprócz Franka leżało jeszcze ośmiu ciężko chorych mężczyzn. Jakież było moje zdziwienie, gdy żaden z chorych nie leżał w łóżku, ale wszyscy pod łóżkami, z głowami nakrytymi poduszkami i materacami. Nawet chory na wyciągu, z kolanem rozbitym kulą dum - dum i ciężką raną na udzie, leżał pod łóżkiem, uwolniony ze stalowych drutów i obciążenia nogi. Kiedy zobaczyłam jego twarz, był do niepoznania zmieniony. Włosy białe, a oczy pod powiekami. Kurczowo trzymał materac na głowie i przeraźliwym głosem żądał księdza i to natychmiast. O księdza wołali też wszyscy inni.

W tej chwili posłałam sanitariuszkę, aby na bramie głównego budynku zaznaczyła na tablicy konieczną obecność księdza na oddziale, a sama przy pomocy sanitariuszek i sanitariusza ze sali operacyjnej wyciągaliśmy chorych i układali na łóżkach jak należy. Wszyscy byli przerażeni i czekali na księdza, jak tonący na deskę ratunku. Przyszedł ks. Woroniecki, kapelan, 15 minut po 17.00. Ja trzymałam dyżur na korytarzu, żeby nikt nie przeszkadzał ani z kolacją, ani z wizytą lekarską. O godz. 23.15 wyszedł ks. kapelan na korytarz blady i oblany potem. Zapytał, co było na tej sali, i jak długi upadł zemdlony na ziemię. Zobaczyły to dwie Rosjanki, nocne dyżurne, i przybiegły pomóc mi ratować go, a potem położyć na wózku szpitalnym, aż do przyjścia do normy. Na plebanię odprowadzili księdza dwaj portierzy.

Na sali nr 5 jeden szloch. O kolacji chorzy słyszeć nie chcieli. Prosili, żeby pomóc odprawić im pokutę i razem z nimi dziękować, że oni jeszcze żyją, że się mogli spowiadać, że ich szatani nie porwali do piekła, które widzieli na sali. Całą noc spędziłam z nimi na modlitwie i na przygotowaniu do Komunii św. Rano, gdy zobaczyli księdza z Panem Jezusem, płakali głośno jak dzieci. Jak miłe musiały być te łzy Zbawicielowi, którego łaska odniosła tak wielkie zwycięstwo. Śniadania nie chcieli jeść, ale płacząc dziękowali za przeżyty wczorajszy dzień. Zrobiłam co było konieczne na tej sali i wybiegłam, żeby przygotować cały oddział do wizyty lekarskiej na godz. 8.00.

Wizyta lekarska. Wizyta zaczęła się od sali nr 1. Profesor Karawanow, Rosjanin, i kilkunastu lekarzy narodowości polskiej, rosyjskiej i ukraińskiej. Słuchają, co mówi profesor i serdecznie odnoszą się do chorych i do mnie. Kiedy wizyta lekarska weszła na salę nr 5, profesor zmarszczył brwi, oczami obszedł całą salę, a za nim zrobili to samo inni lekarze. Po chwili przyglądania się chorym w milczeniu, mówi do mnie gniewnym głosem: - Siostro Anno! Tyle razy prosiłem, żebyście wszystkie zmiany, jakie robicie na oddziale, zgłaszali mi przed wizytą. Ja na to: - Nie rozumiem, panie profesorze, o co chodzi. - Jak to - mówi profesor - całą salę zmienić i nic nikomu nie zgłosić? - Odpowiadam: - Panie profesorze, ani jeden chory nie jest inny niż ci, co byli wczoraj i dawniej; wszyscy ci sami. Profesor: - Nie poznaję ani jednego chorego. Adiunkt dr Liebhart mówi mi do ucha po polsku: - Siostro Anno, nie rób wariata z profesora, przecież ani jeden chory nie jest ten sam. Skądże siostra wzięła ośmiu chorych bez wiedzy lekarzy? - Kartami temperatury i diagnozami, a także żelazami ze zdjętego wyciągu, przekonałam wszystkich o prawdzie moich słów.

Profesor zapytał, co był za powód, że wszyscy są tak zmienieni i mają białe głowy. Powiedziałam, że w związku ze śmiercią Franka odbywała się na sali jakaś piekielna scena, która wszystkich przeraziła, ale i nawróciła, dlatego pewnie są tacy inni. Bez słowa obeszli całą salę, a na korytarzu zmusili mnie prośbami do opowiedzenia tego, co było. W dużym skrócie opowiedziałam, co się działo, i że ksiądz się znalazł w nieoczekiwanej porze, i że po wyznaniu grzechów i rozgrzeszeniu Franek zaraz umarł. Na to profesor Karawanow: - Ot, to jeden z wielu dowodów, że jest Bóg i że człowiek posiada duszę nieśmiertelną.

Po wizycie i operacjach zgłosili się do mnie trzej lekarze, dwóch Polaków i jeden Ukrainiec z prośbą o książeczki do nabożeństwa i o zastępstwo na dzień następny w rannych czynnościach, bo mogą się spóźnić, ponieważ pójdą do spowiedzi i Komunii św., do której nie przystępowali od czasu złożenia matury.

Po nawróceniu. Na drugi dzień, gdy przyszli do pracy, byli przejęci i odmienieni, podobnie jak chorzy. Różańce i Cudowne Medaliki przyjęli z radością.

Co przeżywali chorzy? Po południu tego dnia miałam chwilkę czasu na rozmowę z chorymi na temat wczorajszego przeżycia. Wszyscy się przyznawali, że mieli powody znalezienia się w piekle i że tylko cudem nie zostali tam porwani. Przyznali się, że całe lata nie spowiadali się, jeden nawet 40 lat.

Najstarszy pacjent, bez nogi, urwanej przez granat, płakał z radości, że wczoraj nie wpadł do piekła, bo bardzo na nie zasłużył. Po Komunii św. bez przerwy modlił się o śmierć, żeby już nigdy więcej Pana Boga nie obrazić, ale mieć Go w sercu jak dzisiaj. Modlitwa dziadka była widocznie miła Panu Bogu i została wysłuchana. Wieczorem tego dnia zasnął na wieki bez żadnej agonii. Inni chorzy na widok zmarłego dziadka z płaczem wołali, że i oni chcą dzisiaj umrzeć. Dopiero przypomnienie im o obowiązku pokuty i naprawy złego życia uspokoiło salę.

Pytałam chorych, jak wyglądał szatan. Zakryli twarze rękami, a jeden z nich, inżynier, mówił, że to niemożliwe do opisania. Inteligencją przewyższa szatan wszystkich uczonych na świecie, a wygląd jego jest tak straszny, że lepiej ponosić wszystkie tortury na ziemi, niż wpaść w jego moc. Tak jak ludzie szatana malują, to są żarty.

Może warto zaznaczyć, że kapłanem, który słuchał spowiedzi Franka, był karmelita, wyświęcony w owym miesiącu na kapłana. Przyjechał do Lwowa po studiach. Do szpitala z obiadem był wysłany o godz. 12.00, ale nie mógł od razu trafić. Przyszedł dopiero wtedy, kiedy Franek wołał: "księdza". Widocznie Matka Najświętsza tak pokierowała jego krokami.

s. Anna Grzybowska

Siostrę Annę Grzybowską, szarytkę, znało kilka naszych zakonnic, które do tej pory żyją. Jej rodzona siostra Brygida (+26.II.1976) należała do naszego zgromadzenia SS. Zmartwychwstanek. Ostatnie lata spędziła w Wejherowie. S. Anna odwiedzała ją i pielęgnowała. Opowiadała wtedy o swoich nadzwyczajnych przygodach wojennych, które na prośbę naszych sióstr spisała.

S. M. Dorota Trybula CR – 14.II.1996.

do góry

Od złudzenia do prawdy

«Trafiona przez piorun stałam u bram Nieba i piekła...»

Gloria Polo

początek

Spis treści:

1. Świadectwo.

2. Cuda, jakie Bóg mi uczynił.

3. Drugi aspekt zdarzenia.

4. Pierwszy powrót.

5. Próżność.

6. W szpitalu.

7. Diabeł istnieje naprawdę.

8. Przebiegłość diabła.

9. Dusze czyśćcowe.

10. Ujrzałam moich rodziców.

11. Eutanazja.

12. Egzamin.

13. Będziesz miłował...

14. Ezoteryka i reinkarnacja.

15. Ja i mój bliźni.

16. Ja i moja rodzina.

17. Nie będziesz brał imienia.

18. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.

19. Sakramenty Święte.

20. Sakrament kapłaństwa.

21. Godzina śmierci.

22. Sakrament małżeństwa.

23. Czcij ojca swego i matkę swoją.

24. Nie zabijaj.

25. Aborcja mojej przyjaciółki Esteli.

26. W wieku 16 lat.

27. Nie cudzołóż.

28. Nie kradnij.

29. Nie mów fałszywego świadectwa.

30. Nie pożądaj żadnej rzeczy.

31. Księga życia.

32. Końcowe pytanie: talenty.

33. Miłość Boża.

34. Słowo o śmierci męża.

Osobiste świadectwo pani dr Glorii Polo wygłoszone w kościele w Caracas, w Wenezueli, 5 maja 2005

Ja, Gloria Constanza Polo Ortiz, informuję wszystkich zainteresowanych, że nie sprzedaję, nie pożyczam, nie rozdaję materiałów, dokumentów, książek, kaset magnetofonowych i VHS, które dotyczą mojego wypadku albo w których moje świadectwo jest przedrukowane czy nagrane.

Wszystko, co dzieje się wokół mojej osoby, nie jest moją zasługą ani moją własnością, lecz wielkim darem naszego Dobrego Boga, który jak czuły Ojciec nieustannie nas szuka i czeka na nas, na wszystkich ludzi w tym stworzonym przez Niego świecie.

Ponadto podaję do wiadomości i informuję wszystkich zainteresowanych, że od książek, kaset magnetofonowych i VHS, płyt CD, DVD i pozostałych materiałów, które są w obiegu, nie pobieram żadnego honorarium, wynagrodzenia czy prowizji.

Materiały, które za moją zgodą są w obiegu, nie mogą być sprzedawane, lecz rozpowszechniane dzięki wsparciu oraz dobroci odpowiedzialnych za to i powołanych przez Pana wolontariuszy – bezpłatnie lub za rekompensatą powstałych kosztów.

* * *

Przekład hiszpańskojęzycznego pisma kierownika duchowego pani dr Glorii Polo:
Parafia Świętego Krzyża. Archidiecezja Bogota. Wikariat Biskupi św. Piotra
Bogota, 13 listopada 2007

Do wszystkich zainteresowanych:

Pismem tym potwierdzam, że pani Gloria Polo jest osobą umocnioną w wierze, osobą która zawsze udzielała się na rzecz Kościoła Katolickiego, ewangelizując ludzi poprzez swoje osobiste świadectwo wiary, dotyczące jej życia.

Pani Polo odznacza się sprawdzoną cnotą i w ciągu tych ośmiu lat, w czasie których towarzyszyłem jej jako kierownik duchowy, zawsze wyróżniała się głębokim życiem modlitewnym i oddaniem Jezusowi Chrystusowi.

W szczególności chcę podkreślić jej pobożność, prawość, świątobliwe życie oraz przejrzystość w głoszeniu Ewangelii Pana Naszego Jezusa Chrystusa.

Zaświadczam o jej cennym wkładzie w ewangelizację w Kolumbii, jak i za granicą. Działa zawsze pod okiem kierownika duchowego, posłuszna wobec Urzędu Nauczycielskiego i zgodnie z wiarą Kościoła Katolickiego.

Ksiądz Wilson Alexander Mora G. Proboszcz, Calle 143, Nr. 65 – 57, Casa Blanca Norte, Telefon: 682 53 68 Bogotá D.C.

do góry

Drodzy bracia i siostry w Chrystusie Panu! Zanim ktokolwiek powie coś złego o Kościele Katolickim, powinien dokładnie poznać naszą Matkę Kościół i wiedzieć, czym jest! „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki... Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma Życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6, 51.54).

To już trzynaście lat tego pięknego doświadczenia wiary. Był to wielki dar łaski Boga, gdy w Swoim wielkim Miłosierdziu pozwolił mi, bym kroczyła drogą życia jako katoliczka. Jakże wielki ból mnie ogarnia, gdy myślę o minionych latach życia, w których byłam katoliczką jedynie z nazwy. Dziękuję Panu Bogu za to, że dał mi Kościół Katolicki za Matkę.

Całym sercem i całą duszą wdzięczna jestem w imieniu Jezusa Chrystusa Papieżowi, Jego zastępcy na ziemi, kapłanom i osobom konsekrowanym Kościoła Rzymskokatolickiego. Ślepo słucham ich wszystkich, gdyż takie było właśnie polecenie naszego Pana Jezusa Chrystusa, gdy pozwolił mi powrócić do ziemskiego życia. Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu – ja, niegodna i nędzna służebnica Pańska – mogę odczuwać szczęście i rozkoszować się prawdziwym pokojem oraz prawdziwą miłością stanowiącymi przedsmak Nieba.

Zapraszam serdecznie wszystkich wierzących w Jezusa Chrystusa, aby – zanim będą się źle i nienawistnie wyrażać oraz pisać o Kościele Katolickim – dokładniej i lepiej poznali ów Kościół Rzymskokatolicki, aby pojęli, że jest on ustanowionym przez Pana strażnikiem prawdziwej wiary. Zachęcam wszystkich, aby czcili naszego Pana i Boga! Ten, kto codziennie odwiedza naszego Pana Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie i tym samym czci Go, nigdy nie zwątpi ani nie odejdzie od prawdziwej wiary, gdyż sam Pan Bóg wszczepia każdemu stworzeniu miłość i wdzięczność wobec Świętej Matki Kościoła, to jest Kościoła Katolickiego.

Wszystkich was kocham i pozdrawiam

w Miłości naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Gloria Polo

do góry

1. Świadectwo. Dzień dobry, szczęść Boże, drodzy bracia i siostry!

To dla mnie wielka radość, że mogę być tutaj, by podzielić się z wami tym wielkim darem, jakiego udzielił mi Bóg. To, co wam opowiem, wydarzyło się 5 maja 1995 r. na Uniwersytecie Narodowym w Bogocie, stolicy Kolumbii, około godziny 16.30.

Jestem dentystką. Ja i mój 23-letni siostrzeniec, z zawodu również dentysta, zajmowaliśmy się właśnie specjalizacją. W tym dniu – był to deszczowy piątek – szliśmy razem z moim mężem w stronę wydziału stomatologii, by wypożyczyć kilka potrzebnych nam książek. Ja i mój siostrzeniec szliśmy razem pod małym parasolem. Mój mąż miał płaszcz nieprzemakalny i szedł wzdłuż głównego muru biblioteki, by uchronić się przed deszczem. Podczas gdy omijaliśmy kałuże, nie zauważyliśmy, że zbliżyliśmy się do alei drzew. Gdy przeskakiwaliśmy większą kałużę, uderzył w nas piorun, który był tak silny, że się zwęgliliśmy. Mój siostrzeniec zginął na miejscu.

Piorun trafił go od tyłu i spalił jego całe wnętrzności. Na zewnątrz pozostał nienaruszony. Mimo swego tak młodego wieku był całkowicie oddany Bogu. Czcił w sposób szczególny Dzieciątko Jezus. Nosił na szyi kwarcowy medalik z Jego wizerunkiem. Biegli medycyny sądowej powiedzieli, że to kwarc przyciągnął piorun. Piorun wniknął bezpośrednio w jego serce. Natychmiast ustała jego praca. Spaliły się wszystkie organy, po czym prąd pioruna opuścił ciało przez nogi. Próby reanimacji były daremne. Na zewnątrz jednakże nie miał żadnych oparzeń.

Co do mnie – piorun przeszedł przez ramię i w straszliwy sposób spalił całe moje ciało, wewnątrz i na zewnątrz. To moje odnowione ciało, które widzicie teraz przed sobą, zawdzięczam Miłosierdziu Bożemu – to wyraz Miłosierdzia naszego dobrego i kochającego nas ponad wszystko Boga. Całe moje ciało było wskutek tego silnego uderzenia pioruna zwęglone, moje piersi zniknęły. Przede wszystkim po lewej stronie, tam gdzie wcześniej była pierś, teraz była wielka dziura. Nie miałam już ciała. Zarówno żebra, brzuch, podbrzusze, nogi i wątroba były całkowicie zwęglone.

Piorun opuścił moje ciało przez lewą nogę. Moje nerki doznały poważnych oparzeń, podobnie jak płuca i jeden z moich jajników. Używałam spirali jako środka antykoncepcyjnego. Ta była z miedzi, a miedź jest przecież dobrym przewodnikiem prądu. Dlatego też moje jajniki zostały tak mocno spalone. Były tak małe jak dwa winogrona. Moje serce przestało bić i byłam praktycznie bez życia. Moje ciało drgało i wibrowało wskutek wstrząsów elektrycznych, które wytworzył piorun. Mokra ziemia była także pod napięciem elektrycznym. Początkowo więc nikt nie mógł mi pomóc, gdyż przez dłuższy czas niemożliwością było dotknięcie mnie.

do góry

2. Cuda, jakie Bóg mi uczynił. Właśnie te poważne obrażenia i oparzenia, jak i zatrzymanie pracy serca, którego doświadczyłam i które z powodu długiego trwania zagrażało memu życiu – w pierwszych momentach nikt nie mógł mnie dotknąć wskutek elektrycznego naładowania mojego ciała – w nadzwyczajny sposób udowadniają wielką dobroć, nieskończone miłosierdzie naszego Pana i Boga, który zamknął nas wszystkich w Swoim Sercu i nieustannie zaprasza każdego z nas do powrotu do Niego.

Poprzez kilka faktów, o których zaświadcza moje ciało, chciałabym wam ukazać owe cuda zdziałane przez Pana. Po pierwsze: ustanie pracy serca, wskutek czego tlen nie dociera do mózgu i tym samym powstają jego trwałe uszkodzenia.

Mimo tego, że dopiero po tak długo trwającym zatrzymaniu pracy serca mogłam być podłączona do respiratora, po wybudzeniu ze śpiączki okazało się, że nie odniosłam żadnych szkód w mózgu, co sami możecie stwierdzić, widząc mnie tutaj. Wielu lekarzy ze szpitala w Bogocie uzmysławiało mojej siostrze, która sama była tam lekarzem, beznadziejność i bezsensowność dalszego podłączenia mojego organizmu do aparatury sztucznego oddychania. Chcieli ją namówić do tego, aby zaprzestać tych czynności. Na przekór tym radom, udzielonym w dobrej wierze, moja siostra z całym swym uporem i dzięki wpływom w szpitalu wymogła, że moje ciało nadal pozostało podłączone do aparatury. Jakiż to zatem wspaniały cud, którego nie da się medycznie wyjaśnić!

Podobnie rzecz się ma z kolejnym cudem: moje zwęglone nerki i płuca zaczęły ponownie funkcjonować. Lekarze nie przeprowadzili u mnie żadnej dializy, gdyż sądzili, że moje nerki nie będą mogły już funkcjonować. Byli zdania, że sztuczne zastąpienie pracy nerek nie jest koniecznym zabiegiem u mnie, bo i tak nie miałam szans na przeżycie. Na przekór ich medycznemu osądowi moje zwęglone nerki zaczęły na nowo pracować.

Za równie wielki cud należy uznać regenerację mojej skóry. Moje całe ciało stanowiło jedną wielką żywą ranę po tym, jak usunięto i zeskrobano zwęgloną skórę. Widać było żywą tkankę. Bolało nieopisanie. Paliło, jak gdybym znajdowała się w ogniu. Paliło wewnątrz i na zewnątrz, przy każdym oddechu. Wszystko mnie bolało, tylko od kostek w dół nie miałam czucia. Kiedy oczyszczali moje otwarte rany, w nogach nie czułam zupełnie niczego, podczas gdy oczyszczanie pozostałych miejsc na ciele zadawało mi niesamowity ból. Moje nogi przypominały dwa zwęglone kije. Były zupełnie czarne.

Po miesiącu lekarze przyszli do mnie i powiedzieli: „Zobacz, droga Glorio, jak wielki i niewiarygodny cud uczynił dla ciebie Bóg. To po prostu wspaniałe, że prawie cała skóra zregenerowała się. Wprawdzie to cienki naskórek, który tu i ówdzie się wytworzył i jest jeszcze wiele otwartych miejsc, ale te miejsca z utworzoną delikatną skórą dają nam powody do nadziei, że całe ciało pokryje się niebawem obronną skórą. Martwią nas jednak twoje stopy. Nie jesteśmy w stanie tu już nic zrobić. Musimy niestety je amputować.”

Byłam wcześniej wysportowana, byłam fanem aerobiku. I gdy mi powiedzieli, że muszą mi obciąć stopy, pomyślałam tylko: Muszę jak najszybciej uciec z tego szpitala. Muszę się stąd wydostać, aby uratować moje stopy. Lekarze wyszli z sali, a ja podniosłam się ze szpitalnego łóżka, by podjąć ucieczkę. Ale już przy pierwszym kroku nie ustałam na nogach i upadłam na brzuch – niczym żółw lub żaba, która skacze po raz pierwszy i ląduje brzuchem na ziemi. Musieli więc mnie podnieść z podłogi i zanieśli mnie z piątego piętra na siódme. I wiecie, kogo tam spotkałam? Kobietę, której amputowano nogi od kolan w dół. A teraz czekała na amputację powyżej, od bioder w dół.

I gdy tak patrzyłam na tę kobietę, rozmyślałam o tym, ile pieniędzy potrzeba na zakup nowych nóg... Za żadne skarby świata nie możesz sobie sprawić nowych nóg! Jakim cudem są stopy. Gdy chcieli mi je obciąć, ogarnął mnie nieopisany smutek i po raz pierwszy przyszła mi do głowy myśl, że nigdy nie podziękowałam Panu za cud, jakim są moje nogi. Maltretowałam tylko całe moje ciało, aby przeciwdziałać tendencjom do przybierania na wadze. Głodowałam jak wariatka, wydawałam masę pieniędzy na diety i inne kuracje, aby pozostać szczupła i mieć szczupłe nogi. To kosztowało mnie nie tylko majątek, wydałam na to niewyobrażalnie wiele pieniędzy. I teraz widzę moje nogi bez mięśni, chude jak szczapy, zupełnie czarne, pełne dziur ze wszystkich stron. Ale dziękuję Bogu za te zniekształcone nogi. Nagle stały się dla mnie tak cenne. Nie był dla mnie ważny ich wygląd, a funkcja. Ważne było dla mnie to, że je po prostu mam. I za to podziękowałam Panu. Powiedziałam do kochanego Boga: „Dziękuję Ci, Panie, za tę drugą szansę, którą mi dałeś! Dziękuję Ci ogromnie za tę szansę, na którą sobie nie zasłużyłam. Ale, kochany Boże, proszę Cię z całego serca o jedną przysługę, o bardzo małą przysługę. Pozwól mi mieć przynajmniej te zniekształcone nogi! Pozostaw mi je, abym mogła się poruszać jako tako, abym mogła się częściowo podnieść. Pozostaw mi je, proszę, pozostaw mi je przynajmniej takie, jakie są. Będę Ci za to na zawsze wdzięczna.”

Naraz zaczynam czuć swoje stopy. To było w piątek. Od piątku do poniedziałku te moje czarne kikuty, które były obumarłe i wyglądały jak ciemna lemoniada z bąbelkami, zaczerwieniły się i rozjaśniły. Czułam jednocześnie, jak krew zaczęła krążyć w tych zwęglonych nogach. Coraz bardziej czułam je – moje własne nogi. I kiedy w poniedziałek lekarze podeszli do mojego łóżka, by przeprowadzić ostatnie oględziny przed amputacją, zdziwili się, gdy wstałam z łóżka i stanęłam na własnych stopach i do tego jeszcze nie przewróciłam się. Badali mnie, dotykali moich stóp i nie mogli po prostu uwierzyć, nie wierzyli własnym oczom. Pokazałam im ruchy, które mogłam wykonać moimi nogami. Wprawdzie zadawały mi ogromny ból, ale myślę, że jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa z powodu tego bólu, jaki w tamtej chwili odczuwałam w nogach. Odzyskałam czucie w nogach. I to wszystko stało się w sposób, którego medycyna nie jest w stanie wyjaśnić i który był przyczyną zdumienia lekarzy.

Ordynator oddziału na 7 piętrze szpitala zaraz powiedział mi: „W ciągu 38 lat mojej lekarskiej praktyki, nigdy nie widziałem i nie przeżyłem tak wielkiego cudu, jak ten z pani nogami.”

Popatrzcie tutaj, moje drogie rodzeństwo w Panu, oto moje zregenerowane stopy. Nie z arogancji i próżności, lecz by oddać chwałę Bogu, kroczę przed wami i pokazuję moje nogi, by udowodnić wam wielkość dzieł Pana, naszego Boga żywego, Jego nieskończonej MIŁOŚCI ku nam i Jego wszechmocy.

Inny, wielki cud uczyniony przez Pana jest taki: nie miałam piersi. Wyobraźcie sobie, byłam bardzo dumną, próżną kobietą. Moim motto było: „Kobieta musi pokazywać swe wdzięki i korzystać z tego, co dostała w prezencie od natury.”

I tak sobie mówiłam: najlepsze co mam – moje piersi, nogi i w ogóle moja sylwetka – są moim kobiecym ciałem i będę je eksponować. Ukazywałam moje kobiece wdzięki bardzo ostentacyjnie. Podkreślałam okrągłości mojej figury i ekstrawagancko poruszałam biodrami. W ten sposób zawsze zwracałam na siebie uwagę. Nosiłam zawsze ubrania z dużym rozcięciem, by wyeksponować mój duży biust. Wmawiałam sobie piękno moich nóg. I popatrzcie, drodzy bracia i siostry w Panu, właśnie wszyscy „faworyci i faworytki” mojej próżności najbardziej się spalili. Właśnie to wszystko zwęgliło się i było zupełnie brzydkie.

Powracając do kolejnych cudów, zdziałanych przez Pana... Udałam się do lekarza, który opiekował się mną, gdy byłam aktywna sportowo. Wyobraźcie sobie: lekarz, który zwykł oglądać pewną siebie i zarozumiałą kobietę, która dla swej figury odchudzała się jak wariatka, połykała i pochłaniała niczym odkurzacz leki i preparaty, ten mój lekarz nagle ujrzał moje ciało na wpół spalone i zniekształcone. Nie mógł wierzyć własnym oczom. Przeprowadził wszystkie możliwe badania, za pomocą CRT, z zastosowaniem najnowocześniejszych, nuklearnych medycznych urządzeń. Potem powiedział do mnie: „Z tym małym kawałkiem wątroby, który pozostał, przeżyje pani. Ale jajniki, moja droga, po prostu całkowicie się skurczyły, zwęgliły, uschły i przypominają wysuszone winogrona. I dlatego nigdy już nie będzie pani mogła mieć dzieci.”

Pomyślałam sobie w duchu: „Dziękuję Ci, Boże, że w ten sposób odjąłeś mi troskę związaną z planowaniem rodziny. W naturalny sposób stałam się bezpłodna. Dzięki Ci, Boże, za to, chwała Ci za to.” Byłam nawet szczęśliwa z tego powodu, gdyż tak było o jedną troskę mniej. Ale półtora roku później odczułam swędzenie tam, gdzie były moje piersi i trochę więcej skóry pokrywało teraz moje żebra. Skóra naciągała się i wyciągała. Odczuwałam ból. Nagle mój biust uwidocznił się i urosły mi piersi. Było to dla mnie niezwykle dziwną rzeczą, nie dającą się wytłumaczyć, że nagle z powrotem miałam piersi. A wiecie, jaka była tego przyczyna? Stwierdziłam, że byłam w ciąży, pomimo spalonych jajników. I tak oto Bóg na nowo podarował mi piersi. I tymi piersiami byłam w stanie wykarmić moim matczynym mlekiem cudowną, zdrową córeczkę, którą urodziłam. Moja najmłodsza córka ma na imię Maria José. Wskutek tego wszystkiego znormalizowała się również moja menstruacja i wszystkie kobiece hormony zrównoważyły się. Także moje jajniki z powrotem wytwarzały komórki jajowe.

To są główne cuda, które Pan uczynił mojemu ciału i o których zaświadczam.

do góry

3. Drugi aspekt zdarzenia. Teraz posłuchajcie mnie dobrze! To był cielesny, materialny, fizyczny aspekt mojego wypadku. Ale drugi aspekt tego zdarzenia był znacznie piękniejszy. To było niewyobrażalne, cudowne przeżycie. Musicie bowiem wiedzieć, że najpiękniejsze, najcudowniejsze w tym wypadku było to, co spróbuję teraz opowiedzieć ludzkimi słowami, mimo że nie da się tego ująć za pomocą ziemskich sformułowań.

Otóż, gdy moje zwęglone ciało leżało, znajdowałam się (moja dusza) w cudownie białym tunelu. Wokół mnie było białe światło, które dawało mi taką rozkosz, pokój i szczęście – uczucia, których nie można opisać ludzkimi słowami. Nie ma po prostu takich wyrażeń, by oddać wielkość tej chwili. To była szalenie wielka ekstaza, nie dająca się opisać rozkosz. Nie rozumiem, dlaczego się nam przedstawia śmierć jako swego rodzaju karę. Uwolniona zostałam od czasu i przestrzeni.

W świetle tym poruszałam się naprzód, niesamowicie szczęśliwa i przepełniona radością. Nic mnie nie trapiło. Gdy spojrzałam do góry, ujrzałam na końcu tunelu coś jakby słońce: białe światło. Mówię: „białe”, by określić kolor, ale koloru tego światła i jego jasności nie da się opisać. Koloru tego nie da się porównać z kolorami, jakie istnieją na tym świecie. Światło było po prostu wspaniałe. Było dla mnie źródłem tej ogromnej miłości, tego pokoju we mnie i dookoła mnie; to była nieopisana miłość i pokój, jakiego nie znałam na ziemi.

Gdy tak poruszałam się do przodu w tym tunelu, powiedziałam do siebie samej: „Ojej! Umarłam…” I w tej chwili pomyślałam o moich dzieciach i lamentowałam: „O mój Boże, moje dzieci! Co na to moje dzieci?”

Byłam zawsze zajętą i zestresowaną matką, która nigdy nie miała dla nich czasu. Wychodziłam z domu wczesnym rankiem, około godziny 5, na podbój świata, a wracałam późnym wieczorem, około godziny 23. Z tej przyczyny nie byłam w stanie właściwie zatroszczyć się o moją rodzinę i dzieci. Wówczas ujrzałam nędzę mojego życia w całej prawdzie, bez żadnych retuszy i ogarnął mnie wielki smutek.

W tym momencie wewnętrznej pustki, z powodu nieobecności moich dzieci, straciłam poczucie czasu i przestrzeni. Znowu spojrzałam ku górze i zobaczyłam coś bardzo pięknego. W jednej chwili ujrzałam wszystkie osoby mojego życia, naprawdę w jednej chwili, żyjące i zmarłe. Objęłam moich pradziadków, moich dziadków, moich rodziców, którzy już nie żyli, po prostu – wszystkich! To była taka doniosła chwila, było cudownie.

Pojęłam, że oszukano mnie co do reinkarnacji. Tym samym praktycznie strzeliłam sobie gola do własnej bramki, bo zawsze fanatycznie broniłam reinkarnacji. Powiedziano mi kiedyś, że pewna osoba jest inkarnacją mojej prababci, ale nie powiedziano mi kto, a ponieważ wróżenie kosztowało zbyt dużo, dałam sobie z tym spokój i nie dociekałam, kim jest ta osoba. Sama spotykałam ciągle ludzi, o których sądziłam, że są wcieleniami mojego pradziadka i dziadka. A teraz obejmowałam dziadka i pradziadka. Uściskaliśmy się gorąco i spotkałam wszystkich w jednej chwili. Było tak ze wszystkimi osobami, które znałam i które pochodziły ze wszystkich stron, gdzie przebywałam, zmarłe i żyjące – a to wszystko w jednym momencie.

Tylko moja córka przestraszyła się, gdy ją przytuliłam. Miała wtedy 9 lat i w tym samym momencie poczuła mój uścisk w swoim obecnym życiu na ziemi. Czuła zatem mój uścisk w tych godzinach, w czasie których ona i cała rodzina bali się o moje życie, gdyż moje ciało znajdowało się jeszcze w śpiączce. Zwykle nie czujemy takiego uścisku z zaświatów. W tym cudownym stanie czas zatrzymał się, nie odczuwałam ciężaru ciała.

Nie spostrzegałam już ludzi tak jak wcześniej. Podczas mojego życia zwracałam uwagę na to, czy ktoś jest gruby, szczupły, brzydki, ciemnoskóry, dobrze ubrany czy nie. Według tych kryteriów dzieliłam osoby i byłam z tego powodu pełna uprzedzeń i cynicznej krytyki. Zawsze, gdy mówiłam o innych, krytykowałam ich. Teraz, tutaj, było inaczej. Teraz widziałam również wnętrze ludzi... i jak pięknie było widzieć to ich wnętrze, ich myśli, uczucia, gdy ich obejmowałam. I gdy tak przytulałam wszystkich, równocześnie przemieszczałam się w górę. Czułam się coraz to bardziej napełniona pokojem i szczęściem. I im wyżej się unosiłam, tym bardziej byłam świadoma, że przypadła mi w udziale cudowna wizja. Na końcu tej drogi zobaczyłam jezioro, cudowne jezioro, otoczone tak wspaniałymi drzewami, tak pięknymi, że nie da się tego opisać.

Podobnie kwiaty... we wszystkich kolorach, a ich zapach był samą rozkoszą. Wszystko było inne, wszystko było tak piękne w tym cudownym ogrodzie, w tym wspaniałym miejscu. Nie ma słów, by to opisać. Wszystko było miłością. Rosły tam dwa drzewa, które tworzyły coś na kształt bramy. Wszystko to różni się od tego, co znamy. Nawet kolory nie są podobne do naszych. Tam wszystko jest niewypowiedzianie piękne. W owej chwili ujrzałam mojego siostrzeńca, który wraz ze mną uległ wypadkowi, jak wszedł do tego cudownego ogrodu. Wiedziałam jednak, czułam, że mnie nie wolno tam wejść, że ja nie mogę jeszcze tam wejść.

do góry

4. Pierwszy powrót. W tym momencie usłyszałam głos mojego męża. Krzyczał, płakał ze złamanym sercem i wołał z całej duszy: „Gloria!!! Gloria! Proszę, nie zostawiaj mnie samego. Popatrz, twoje dzieci cię potrzebują. Gloria, wróć! Nie bądź tchórzem i nie zostawiaj nas samych!”

W tamtej chwili widziałam wszystko – jednym spojrzeniem. Miałam wgląd we wszystko i widziałam nie tylko jego, jak tak boleśnie płakał. Był cały we krwi, gdyż on także odniósł obrażenia. Wprawdzie nie został trafiony przez piorun, ale energia pioruna porwała go i rzucała nim na prawo i lewo. Nasze ciała podskakiwały jak gumowe piłeczki, jak na trampolinie. Z tego powodu mój mąż został zraniony i krwawił. W owej chwili Pan pozwolił mi wrócić. Ja jednak nie chciałam tego. Ten pokój, radość, rozkosz, jakimi byłam otulona, zachwycały mnie. Ale stopniowo i coraz bardziej zaczęłam się poruszać wstecz w kierunku mojego ciała, które leżało martwe na ziemi.

Wszyscy, z wyjątkiem tych, którzy sami odbierają sobie życie, doświadczają uścisku Boga Ojca. Dlatego też widzą to światło i czują ową ogromną miłość, która tam wszystko wypełnia. Bóg Ojciec obejmuje nas wszystkich, gdyż kocha nas wszystkich w doskonały sposób. On ukazuje nam, jak bardzo nas kocha. Ale ponieważ Bóg nikogo nie zmusza, często bywa tak, że dobrowolnie decydujemy się żyć bez Boga. W ten sposób to my wybieramy sobie ojca w naszym życiu. Bierzemy Boga za ojca i dostosowujemy nasze życie do Niego i Jego przykazań miłości, albo decydujemy się na szatana, ojca kłamstwa i grzechu oraz zepsucia, znającego tylko nienawiść, pogardę i szerzącego je na tej ziemi.

Po tym uścisku Boga Ojca dusza pozostaje przy Nim, albo przekazywana jest szatanowi, którego z własnej woli wybrała sobie na ojca w swoim życiu. Jeśli na ziemi zdecydowaliśmy się żyć bez Boga Ojca, to On nas nie zmusza do spędzenia z Nim wieczności.

Widziałam, jak moje nieruchome ciało leżało na noszach na oddziale uniwersytetu medycznego w Bogocie. Widziałam lekarzy, jak się o mnie starali i aplikowali mi elektrowstrząsy, by wznowić pracę serca. Przedtem ja i mój siostrzeniec leżeliśmy ponad dwie godziny na ziemi, ponieważ nie można nas było dotknąć z powodu wyładowań, jakie wychodziły z naszych naładowanych prądem ciał. Dopiero teraz mogli się nami zająć i dopiero teraz podjęto moją reanimację.

I tak podchodzę (moja dusza) do mojego ciała i poruszam stopami mojej duszy to miejsce na mojej głowie[4]. Dusza posiada jego kształt. W tym momencie przeskoczyła z wielką siłą iskra. I tak oto wciskam się w swoje ciało. Zdawało mi się, że ono wciąga mnie w siebie. To wejście strasznie bolało, gdyż ze wszystkich stron ciało wysyłało iskry. Czułam, jak gdybym wciskała się w coś małego, ciasnego. To było jednak moje ciało. Miałam wrażenie, jak gdybym – będąc normalnej wielkości – wciskała się w dziecięce ciuszki, które zdawały się być zrobione z drutu. To był potworny ból. Od tej chwili zaczęłam odczuwać bóle mojego spalonego ciała. Spalone podbrzusze tak bardzo bolało, tak niewymownie, paliło strasznie, wszystko dymiło i parowało.

Słyszałam, jak lekarze zawołali: „Doszła do siebie! Doszła do siebie!” Radowali się niezmiernie, ale mój ból był nie do opisania. Nogi były czarne i zwęglone, całe moje ciało było żywą raną, jeśli w ogóle było to jeszcze ciało.

do góry

5. Próżność. Największy i najbardziej nieznośny ból wywoływała moja próżność. To był inny rodzaj cierpienia we mnie, to była próżność światowej kobiety, emancypantki, samodzielnej, pewnej siebie specjalistki, profesjonalistki, stale studiującej, intelektualistki, naukowca, kobiety biznesu, kogoś, kto chciał znaczyć coś w społeczeństwie. Jednocześnie byłam niewolnicą mojego ciała, niewolnicą urody, mody. Codziennie cztery godziny zajmował mi aerobik, masaże, diety i zastrzyki, i wszystko, co tylko możecie sobie wyobrazić.

Najważniejszą rzeczą, moim bożkiem było piękno mojego ciała. Dla niego ponosiłam wiele wyrzeczeń. To było moje życie: rutynowe niewolnictwo dla posiadania pięknego ciała. Zwykłam mawiać, że piękny biust jest po to, by go pokazywać. Dlaczego miałabym go ukrywać? To samo mówiłam o nogach, gdyż wiedziałam, że były niezwykle atrakcyjne, dobrze wyćwiczone.

W pewnym momencie z przerażeniem zdałam sobie sprawę, że przez całe życie pielęgnowałam tylko moje ciało. To było centrum mojego życia: miłość do mojego ciała. A teraz już go nie miałam. Tam, gdzie były piersi, miałam okropne dziury, zwłaszcza po lewej stronie nie było niczego. Moje nogi wyglądały strasznie. Były to raczej kikuty, zwęglone, zupełnie czarne jak spalony kotlet z grilla. Tak, wszystkie miejsca mojego ciała, które najbardziej pielęgnowałam, były zwęglone i obumarłe.

do góry

6. W szpitalu. Następnie zabrano mnie do szpitala Seguro Social. Tam zaczęto mnie szybko operować i zeskrobywać miejsca ze spaloną tkanką. W czasie narkozy po raz drugi opuściłam ciało i przyglądałam się, co robili ze mną lekarze. Byłam zatroskana o moje życie, przede wszystkim bałam się z powodu nóg. Nadal miałam w sobie tę dumę, że jestem właścicielką moich nóg, mojego ciała i że w mojej mocy było tak trenować, przez uprawianie sportu i ćwiczeń, aby były przez wszystkich podziwiane. I nagle wydarzyło się coś przerażającego.

Muszę wam, kochani bracia i siostry, wyznać, że „na diecie” byłam także w sprawach religii. W relacjach z Bogiem byłam stosującą dietę katoliczką. Musicie wiedzieć, że byłam złą katoliczką. Cała moja relacja z Bogiem polegała na tym, że uczęszczałam na niedzielną Mszę św., która trwała zaledwie 25 minut. Wyszukiwałam sobie zawsze takie Msze św., w czasie których ksiądz najmniej mówił, ponieważ męczyło mnie jego gadanie. Jaką męką byli dla mnie księża, którzy wygłaszali długie kazania! Taka była moja relacja z Bogiem! Była słaba i dlatego też wszystkie światowe prądy i nowe modne trendy miały nade mną taką władzę. Byłam prawdziwą chorągiewką na wietrze. Garnęłam się z zapałem do tego, co uchodziło za najnowsze, najnowocześniejsze z racjonalizmu czy wolnej myśli.

Brakowało mi ochrony modlitwy, płynącej z wiary. Brakowało mi także wiary w siłę łaski, w moc Ofiary Mszy Świętej. I właśnie gdy kształciłam się i specjalizowałam w zawodzie, ta moja chwiejność wydała najgorsze owoce. W tamtym czasie na uniwersytecie usłyszałam pewnego dnia, jak jeden katolicki ksiądz powiedział, że nie ma diabła i że również nie ma piekła. To było właśnie to, co chciałam usłyszeć! Natychmiast pomyślałam sobie w duchu: jeśli nie ma diabła i piekła, to wszyscy dostaniemy się do Nieba. Kto w takim razie musi się obawiać? Mogę zatem robić to, co mi się podoba.

To, co mnie zasmuca, a co muszę wam z wielkim wstydem wyznać, to fakt, że wiara w istnienie piekła była tym ostatnim sznurem, który trzymał mnie przy Kościele. To egzystencjalny strach przed diabłem trzymał mnie w łączności ze wspólnotą Kościoła. Kiedy więc powiedziano mi, że nie ma szatana i w ogóle piekła, powiedziałam sobie od razu: „Dlaczego mam się jeszcze starać i walczyć o życie według reguł „starego Kościoła?” Przecież wszyscy pójdziemy do Nieba, dlatego całkowicie obojętne jest to, jacy jesteśmy i co czynimy.”

To było właśnie ostatecznym powodem, dla którego całkowicie oddaliłam się od Pana. Oddaliłam się od Kościoła i zaczęłam kląć na niego, i nazywałam go głupim oraz zacofanym itp. Nie obawiałam się już grzechu i zaczęłam niszczyć moją relację z Bogiem. Grzech nie pozostał tylko we mnie: grzech zaczął rozprzestrzeniać się ze mnie na zewnątrz i zarażać innych. Stałam się aktywna – w złym znaczeniu tego słowa. O tak, nawet sama zaczęłam opowiadać wszystkim, że diabeł nie istnieje, że jest wymysłem duchowieństwa. Kolegom na uniwersytecie zaczęłam mówić, że Boga też nie ma i że jesteśmy produktem ewolucji itp. I tak oto udało mi się wpłynąć na wielu ludzi.

do góry

7. Diabeł istnieje naprawdę. A teraz słuchajcie, co się zdarzyło, gdy znajdowałam się w tej straszliwej sytuacji... Co za potworny strach! Nagle zobaczyłam, że demony istnieją. Przybyły teraz, by mnie zabrać. Widziałam przede mną diabły w całej ich potworności. Żaden z wizerunków, jakie dotychczas widziałam na ziemi, nie może nawet w najmniejszym stopniu przedstawić tego, jak straszliwie wyglądają.

I tak oto widzę, jak naraz wychodzi ze ścian sali operacyjnej wiele ciemnych postaci. Wydają się być normalnymi i zwyczajnymi ludźmi, ale wszystkie mają to przeraźliwe, okropne spojrzenie. Nienawiść emanuje z ich oczu. I natychmiast pojmuję, że jestem im coś winna. Przybyły, by mnie zainkasować, bo przyjmowałam ich propozycje do grzechu. Teraz musiałam za to zapłacić, a ceną byłam ja sama. Zaprzedałam diabłu moją duszę. Dobiłam z nim interesu. Moje grzechy miały bowiem swoje konsekwencje. Grzechy należą do szatana, nie są czymś za darmo od niego, trzeba za nie zapłacić. Ceną jesteśmy my sami. Kiedy więc robimy zakupy w jego sklepie – że się tak wyrażę – będziemy musieli zapłacić za towar. Bądźmy tego świadomi. Ujrzałam nagle, jak stawały się żywe wszystkie moje grzechy, które popełniłam od mojej ostatniej spowiedzi, to znaczy od ostatniej spowiedzi u katolickiego księdza i jego rozgrzeszenia.

Musimy zapłacić za każdy grzech. Płacimy naszym spokojem sumienia, naszym wewnętrznym pokojem, naszym zdrowiem... A gdy jesteśmy wiernymi, stałymi klientami w supermarkecie szatana i kupujemy tylko w jego sklepie, na końcu on sam nas zainkasuje. Stajemy się jego własnością. Sprzedaliśmy mu swoją duszę.

Największym kłamstwem, największą sztuczką diabła jest to, że szerzy bajki, jakoby go w ogóle nie było.

Te straszne, ciemne postaci okrążają mnie i oczywistą rzeczą jest, że przybyły tylko w jednym celu: zabrać mnie ze sobą. Prawdopodobnie nie macie wyobrażenia, jaka to była trwoga, okropny strach... do tego stopnia, że w tej sytuacji na nic mi się zdał mój intelekt, wiedza, moje akademickie tytuły i ukończone kształcenie zawodowe. Były całkowicie bez wartości.

Te grzechy wciągają więc nas w głąb, w dół, do ojca kłamstwa. Ale gdy my, nieudacznicy, przynosimy Bogu nasze grzechy w sakramencie pokuty i pojednania, wtedy to On płaci cenę. On zapłacił ją na Krzyżu Swoją własną Krwią i życiem. I On ponownie płaci za każdym razem, gdy grzeszymy. Zniósł dla nas potworne męki, które sobie sami zgotowaliśmy i które były zobowiązaniem wobec właściciela grzechów – szatana. Zostaliśmy odkupieni przez Jezusa Chrystusa. Mamy więc prawo do Jego Królestwa, Jego życia, gdyż uczynił nas dziećmi Bożymi.

I oto przybyły te ciemne istoty, by zainkasować swą własność – mnie... Widziałam, jak wychodzą ze ścian i wkraczają do sali. Mnóstwo istot, które nagle stanęły wokół mnie. Na zewnątrz wyglądały początkowo normalnie, ale spojrzenie każdej było pełne nienawiści, pełne diabelskiej nienawiści. I były takie bezduszne, wewnętrznie wypalone. Moja dusza wzdrygała się i drżała, i natychmiast zrozumiałam, że były demonami. Zrozumiałam, że znajdowały się tu z mojego powodu, bo byłam im coś winna, grzech bowiem nie jest czymś gratis. Największą podłością i kłamstwem diabła jest wmawianie ludziom, że w ogóle nie istnieje. To jego strategia... później ten kłamca może robić z nami wszystko, co chce. I oto z przerażeniem zrozumiałam: Och, istnieją!

Zaczęły mnie okrążać, chciały mnie dostać. Możecie sobie wyobrazić mój strach, moje przerażenie? To była istna trwoga! Na nic mi się zdała moja wiedza, rozum i pozycja społeczna. Zaczęłam tarzać się po ziemi, rzucać się na moje ciało, ponieważ chciałam uciec do niego, ale ono już mnie nie wpuszczało; to napawało mnie przerażającym strachem. Zaczęłam biec i uciekać. Nie wiem jak, ale przedarłam się przez ścianę sali operacyjnej. Nie chciałam nic innego jak tylko uciec, ale gdy przeszłam przez ścianę, trafiłam w próżnię. Zostałam wciągnięta w jakiś tunel, który nagle pojawił się i prowadził w dół.

Na początku było jeszcze trochę światła. Przypominało wosk pszczeli. I roiło się tu jak w ulu, tak wielu ludzi tu było. Dorośli, starcy, mężczyźni, kobiety – krzyczący głośno, przenikliwie, zgrzytający zębami. Byłam wciągana coraz głębiej i zmierzałam nieprzerwanie w dół, mimo że ciągle starałam się stamtąd wydostać. Światło stawało się coraz bardziej skąpe, a ja leciałam tym tunelem, aż ogarnęła mnie niezwykła ciemność. Górę spowijało światło, w dole zaś była coraz większa ciemność. Możecie sobie wyobrazić, jak się rozradowałam, gdy zobaczyłam swą matkę w tym świetle. Była cała jasna. Umarła wiele lat temu. Naraz zrozumiałam, że tymi białymi szatami, w które moja matka niczym słońce była przyobleczona, były wszystkie te Msze św., w których uczestniczyła w swoim życiu. Nie miałam możliwości dostać się do niej i pozostać przy niej. Bezbronna zapadłam w tę ciemność, której nie da się z niczym porównać. Najciemniejsza ciemność tej ziemi jest przy niej jasnym południem. I tamtejsza ciemność wywołuje straszne cierpienia, przerażenie i wstyd. I strasznie cuchnie. Widziałam coraz więcej strasznych postaci i istot zniekształconych w sposób, którego nie można sobie wyobrazić.

Grzech, moi bracia i siostry w Panu, pozostawia w naszych duszach ślady. Te ślady naznaczają nasze dusze jak blizny, jak pęcherze powstałe wskutek oparzenia, nieforemne dziury. A najgorszym doświadczeniem przy tym było dla mnie to, że – jak się zorientowałam – wychodził ze mnie okropny odór. Ile pieniędzy wydawałam w całym życiu na perfumy i odświeżacze powietrza, gdyż niczego bardziej nie nienawidziłam jak smrodu! I tak oto spostrzegłam, że moje grzechy nie były gdzieś poza moją duszą, ale były we mnie, wewnątrz mojej duszy, i to stamtąd rozprzestrzeniał się ów nieznośny smród. Przypominałam demona, straszną bestię, zniekształconą przez wszystkie moje okropności. Moja matka była ubrana w świetliste szaty Pana, a ja byłam ubrana w worek na śmieci – przez bestię, przez samego diabła.

W tym stanie dotarłam do swego rodzaju grzęzawiska, gdzie wiele osób tkwiło po szyję w bagnie i jęczało. Pojęłam, że to bagno złożone było z nasienia, które wytrysnęło w grzesznych związkach i podczas seksualnych zboczeń, za które my ludzie na ziemi jesteśmy odpowiedzialni. Jedynie stosunek płciowy, który dokonuje się w związku sakramentalnym, jest pobłogosławiony przez Boga, gdyż On Sam obecny jest przy tym akcie i jest właśnie trzecią Osobą w tym związku małżeńskim. On jest miłością, która uświęca i uszlachetnia każdy akt małżeński. Seksualność pozbawiona sakramentalnych fundamentów jest tylko czystą żądzą, zaspokojeniem, egoizmem. Właśnie z tego powodu ci ludzie cierpią w tym bagnie, które sami zgotowali sobie na ziemi niepohamowanymi namiętnościami. Każdy, kto uczestniczył w takich grzesznych i pozamałżeńskich stosunkach płciowych, tkwi w owym bezkresnym i cuchnącym bagnie i cierpi niezmiernie z tego powodu. Wstydzi się swoich złych uczynków.

Nagle odkryłam w tym bagnie również mojego tatę. Ujrzałam go zanurzonego po szyję w tej cuchnącej mazi. Przeszył mnie ból i głośno krzyknęłam: „Tato, co tu robisz?” Odpowiedział płaczącym głosem: „Moja córko, ach moja córko, cudzołóstwo, niewierność!”

Sami przeżyjecie to pewnego dnia i przypomnicie sobie moje słowa. Mogę wam tylko powiedzieć, że najbardziej bolesną rzeczą jest to, że widzi się Boga – zakochanego w człowieku – który przez całe nasze życie podąża za nami i nieustannie nas szuka. Jakże kochający Bóg cierpi z powodu naszych grzechów!

Ukazano mi tam, jak wiele osób modliło się za mnie, jak wielu księży i zakonnic starało się sprowadzić mnie na dobrą drogę. A ja odczuwałam jedynie pogardę wobec wszystkich tych osób. Byłam ordynarna w określaniu tych świątobliwych osób. Zakonnice nazywałam tak: „pingwiny”, „niezaspokojone stare wiedźmy”, „pozornie święte baby w trwającej wiecznie menopauzie, które liżą Panu Bogu palce u nóg i nie mają pojęcia o problemach ludzi na świecie”. To tylko niektóre z mniej dosadnych określeń, jakich używałam, mówiąc o nich.

Wiecie, tam, po tamtej stronie, widzi się swe całe życie tak, jak jest ono zapisane w Księdze życia, każdy szczegół. Przy tym pojawiają się nie tylko słowa, które się wypowiada, lecz również myśli, jakie im wówczas towarzyszyły. Wszystko jest odkryte i jasne dla każdego. Często można się wzdrygnąć, widząc różnicę między słowem i myślą. Grzechy, które popełniamy, nie pociągają konsekwencji tylko dla nas, lecz również dla naszego otoczenia. Są one niczym zgniłe owoce, które zarażają każdy znajdujący się w pobliżu zdrowy owoc i doprowadzają go do gnicia. Stanowi to wielkie cierpienie w tym drugim świecie, gdy się widzi, jak bardzo grzech szkodzi nie tylko tobie, lecz rozprzestrzenia się wokół ciebie i wszystko niszczy. Kto jest najbliżej mnie? Moje dzieci. Kiedy więc oddaję się grzechowi, szkodzę swoimi grzechami najpierw moim dzieciom i rodzinie.

A teraz posłuchajcie mnie dobrze i nie zatykajcie sobie uszu. Gdy człowiek popełnia ciężki grzech, diabeł ma go w swym ręku i zmusza go niczym windykator do podpisania mu weksla, który natychmiast czyni z niego jego własność. Najsmutniejsze jest pierwsze polecenie szatana skierowane do nas: „Idź zatem teraz i przyprowadź mi wszystkich, którzy cię otaczają i z którymi masz kontakt!”

Matka, która kogoś nienawidzi albo która nieustannie rozpowszechnia plotki o bliźnich, albo ojciec, brutalny, uzależniony od alkoholu, który wraca zawsze pijany do domu i nie wzdryga się przed kradzieżą cudzej własności, mają zwykle przy sobie dzieci. Nadużywają więc rodzicielskiego zadania, którym powinna być troska o przyszłość dzieci. Rodzicie swoim złym postępowaniem dają zły przykład dzieciom. Tylko życie sakramentami Kościoła może przełamać takie błędne koło w łańcuchu, jaki łączy różne pokolenia. Tylko łaska sakramentów i moc modlitwy mogą odsunąć grzech i unicestwić go.

To była żywa ciemność. Tam nic nie jest martwe lub nieruchome. Po tym jak bezradna i bezbronna przemierzyłam ten tunel, dotarłam niespodziewanie na równe podłoże. Byłam w tym momencie całkowicie zrozpaczona, ale i ogarnięta silną wolą ucieczki. Była to ta sama silna wola co wcześniej, by osiągnąć coś w życiu. Teraz było to dla mnie bez znaczenia, gdyż teraz byłam tutaj i nie mogłam się uwolnić. Nic mi nie pozostało z wielkich wyobrażeń i marzeń, które wcześniej miałam: stałam się całkiem mała, maleńka.

Wtedy nagle ujrzałam, że podłoże otwarło się. Wyglądało jak wielka gęba, jak przeraźliwie wielki pysk, otchłań. Podłoże żyło, trzęsło się!!! Czułam się strasznie pusta, a pode mną była ta napawająca strachem, przerażająca otchłań, której po prostu nie jestem w stanie opisać ludzkimi słowami. Najgorsze było to, że nie czuło się tu wcale obecności i miłości Boga. Nie było niczego – nawet promyka nadziei. Ta przepaść nieodparcie wsysała mnie w dół. Krzyczałam jak szalona. Śmiertelnie przestraszyłam się, gdy zauważyłam, że nie mogłam zapobiec upadkowi, że nieprzerwanie wciągana byłam w dół. Wiedziałam, że jeśli spadnę, to nigdy stamtąd nie wrócę i że bez końca będę spadać coraz to głębiej i głębiej. Dokonałaby się śmierć mojej duszy, duchowa śmierć mojej duszy. Bezpowrotnie zatraciłabym się.

W czasie tego przerażającego horroru, na skraju przepaści, poczułam nagle jak św. Michał Archanioł chwycił mnie za stopy. Moje ciało wpadło do otchłani, ale on przytrzymywał mnie za stopy. To była chwila strasznego bólu i potwornego strachu.

Gdy tak wisiałam nad przepaścią, skąpe światło, które miałam jeszcze w duszy, zirytowało demony i wszystkie te stwory rzuciły się na mnie. Te okropne kreatury przypominały larwy, pijawki, które chciały ostatecznie ugasić we mnie owe światło. Wyobraźcie sobie moje obrzydzenie i przerażenie, gdy ujrzałam, że jestem pokryta tymi odrażającymi kreaturami. Krzyczałam, wrzeszczałam jak szalona. Te istoty paliły. O moi bracia i siostry, chodzi o żywą ciemność, nienawiść, która pali, połyka nas, ograbia i wysysa. Nie ma takich słów, które oddałyby ten horror.

do góry

8. Przebiegłość diabła. Kto oglądał film „Pasja” Mela Gibsona, ten przypomni sobie, że szatan był ukazany podczas biczowania Pana jako dziecko, które patrzyło na Jezusa i uśmiechało się do Niego. Szatan jednak nie jest dzieckiem, lecz potworem, przyczyną i sprawcą wszelkiego zła, perwersyjnym, wstrętnym typem, który zniewolił wielu ludzi żądzą ciała, czarami i fałszywymi naukami, np. że diabeł nie istnieje. Wyobraźcie sobie, jaki jest sprytny, że daje się zanegować. Wmawia nam, że go nie ma, aby mógł spokojnie czynić z nami wszystko, co chce. Nawet wierzących okłamuje na wszelkie możliwe sposoby. Sieje zamęt wśród ludzi na tysiące sposobów i wykorzystuje słabe punkty każdej osoby.

I tak wielu jest praktykujących katolików, którzy chodzą na Mszę św. i jednocześnie do wróżbitów. Zły bowiem wmawia im, że to nic złego, że i tak pójdziemy do Nieba, gdyż nie czynimy nikomu nic złego. Demon zwodzi, wykorzystuje i dyryguje wszystkim za pomocą świetnie przemyślanego planu – podstępem. Mówię wam jednak, że jeśli wybieracie się do wróżki – nieważne, co tam robicie, lub czego nie robicie – bestia i tak odciśnie na was swoją pieczęć. Jeśli zwracacie się ku okultyzmowi, chodzicie do tarocistów, wywołujecie duchy, paracie się okultyzmem i astrologią, bierzecie udział w seansach z wirującymi stolikami – przy tych wszystkich hobby, które w dzisiejszym świecie są w modzie – Zły wyciska na was swoją pieczęć.

Po raz pierwszy w takim miejscu byłam z moją koleżanką, która zabrała mnie do wróżki, aby przepowiedziała mi moją przyszłość. I tam zostałam opieczętowana przez bestię. Tak, Zły wycisnął wtedy na mnie pieczęć. Od tamtego czasu pojawiło się w moim życiu zło, wewnętrzne niepokoje, zamęt, nocne koszmary, lęki, udręczenia, obawa, przerażenie. Ogarnęło mnie pragnienie samobójstwa. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć przyczyny tej chęci. Płakałam, czułam się nieszczęśliwa i nigdy więcej nie miałam w sobie pokoju. Wprawdzie modliłam się, ale czułam, że Pan jest bardzo daleko ode mnie. Nigdy już nie odczuwałam bliskości Boga, jakiej doświadczałam będąc dzieckiem. Coraz trudniej było mi się modlić. To takie jasne! Otwarłam Złemu drzwi i wkroczył w moje życie z całą swoją mocą.

do góry

9. Dusze czyśćcowe. Powracam teraz do tego strasznego miejsca, w którym się znajdowałam, na skraju tej okropnej przepaści. Musicie wiedzieć, że byłam bezbożnicą, w praktyce – ateistką. Nie wierzyłam już w istnienie diabła, a nawet – w istnienie Boga.

W tych okolicznościach, zaczęłam krzyczeć: „O wy, biedne dusze czyśćcowe, proszę was, wyciągnijcie mnie stąd, wydostańcie mnie. Proszę, pomóżcie mi!” Gdy tak krzyczałam, przepełnił mnie dotkliwy ból. Wówczas zauważyłam, jak miliony, wiele milionów ludzi płakało i szlochało. Ujrzałam nagle, że były tu niezliczone rzesze ludzi młodych, przede wszystkim młodych – wszyscy pośród niewymownych cierpień. Pojęłam, że w tym strasznym miejscu, w tym bagnie pełnym nienawiści i cierpienia zgrzytali zębami, i wydawali z siebie takie ryki i wrzaski z bólu, że przyprawiało mnie to o dreszcze, czego nigdy nie zapomnę.

Macie pojęcie? Oto nieobecność Boga, oto grzechy, oto ich konsekwencje. Macie pojęcie, czym jest grzech? To całkowite przeciwstawienie się Bogu, który jest nieskończoną miłością. Grzech jest czymś tak przerażającym, że ma takie straszne skutki. A my żartujemy sobie z tego. Żartujemy z grzechu, piekła i demonów. Jednocześnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, co robimy.

Od tamtego przeżycia upłynęły lata, ale zawsze gdy o tym myślę, płaczę z powodu cierpień tych wielu ludzi. To byli samobójcy, którzy w momencie rozpaczy odebrali sobie życie, a teraz byli pośród tych mąk i katuszy; otoczeni przez te okropne stwory, okrążeni przez demony, które ich męczyły. Najgorsza w tej całej torturze była nieobecność Boga, Jego kompletna nieobecność, bo tam nie czuje się Boga. Zrozumiałam, że ci, którzy odbierają sobie życie, muszą tam tak długo pozostać, tyle lat, ile musieliby żyć na ziemi. Samobójstwem naruszyli porządek Boży, dlatego demony miały do nich dostęp. Dusze czyśćcowe zazwyczaj są uchronione od wszelkiego wpływu zła, są już świętymi Boga i nie mają już nic wspólnego z demonami.

Mój Boże, tak wielu biednych ludzi, szczególnie młodych... tak wielu, wielu, płaczących, cierpiących niewymownie... Gdyby wiedzieli, co ich czeka po samobójstwie, z pewnością pogodziliby się z grożącą im na przykład jakąś karą więzienia, zamiast skazywać się na coś takiego.

Wiecie, jakie dodatkowe cierpienia muszą znosić? Muszą przyglądać się, jak ich rodzice lub najbliżsi, którzy jeszcze żyją, cierpią z ich powodu, znoszą hańbę, wpędzają się w kompleksy winy: „Gdybym go wychował surowiej, gdybym go ukarał...”, albo: „Gdybym go ukarał, gdybym mu powiedział, gdybym zrobił to czy tamto...” itd. Te wyrzuty sumienia przytłaczają, są bolesne, stanowią ich piekło na ziemi. Konieczność przyglądania się temu cierpieniu najbliższych sprawia im największy ból. Jest to dla nich największa męka, z której demony się cieszą. Dlatego pokazują im wszystkie te sceny: „Popatrz, jak twoja matka płacze. Popatrz, jak twój ojciec płacze, jak są zrozpaczeni, przepełnieni strachem, jak się obwiniają, jak dyskutują i nawzajem się oskarżają. Popatrz na cierpienia, jakie im zadałeś. Spójrz, jak teraz buntują się przeciw Bogu. Spójrz na swoją rodzinę! Wszystko to twoja wina.”

Te biedne dusze potrzebują przede wszystkim tego, aby ci, którzy pozostali na ziemi, rozpoczęli lepsze życie, zmienili swe życie, spełniali dzieła miłości, odwiedzali chorych, aby zamawiali Msze św. za zmarłych oraz sami w nich uczestniczyli. Dusze te miałyby z tego wielką korzyść i czerpałyby pociechę. Dusze, które są w czyśćcu, nic nie mogą dla siebie zrobić. Nic, zupełnie nic. Ale Bóg może uczynić coś poprzez niezmierzone łaski Ofiary Mszy św. Powinniśmy im w taki sposób pomagać i zamawiać za nie Msze św., sami w nich uczestniczyć i ofiarowywać nasz udział jako dar Ojcu Niebieskiemu przez Najświętszą Maryję Pannę.

Przepełniona strachem pojęłam, że dusze te nie mogą mi pomóc. W obliczu tego strachu i paniki ponownie zaczęłam wołać: „Kto się pomylił? To musi być jakiś błąd! Spójrzcie, jestem święta, wszyscy nazywali mnie za życia świętą. Nigdy nie kradłam i nigdy nie zabiłam. Nikomu nie zadałam cierpień. Zanim zbankrutowałam, za darmo leczyłam zęby i często nie żądałam pieniędzy, gdy nie mogli mi zapłacić. Robiłam paczki dla biednych… Co ja tutaj robię?”

Domagałam się respektowania moich praw! Byłam przecież taka dobra, powinnam trafić prościutko do Nieba. „Co tu robię? Chodziłam w każdą niedzielę na Mszę św., mimo że podawałam się za ateistkę. Wprawdzie nie zważałam na to, co mówił ksiądz, ale nigdy nie opuściłam Mszy św. Jeśli w całym życiu nie było mnie na niej pięć razy, to tylko tyle, nie więcej. Co ja tutaj zatem robię?! Uwolnijcie mnie stąd! Wyciągnijcie mnie stąd!”

Krzyczałam i wrzeszczałam, pokryta tymi ohydnymi stworami, które się mnie uczepiły: „Jestem wyznania rzymsko-katolickiego, jestem praktykującą katoliczką, proszę, uwolnijcie mnie stąd!”

do góry

10. Ujrzałam moich rodziców. Podczas gdy moje ciało na ziemi znajdowało się w śpiączce, gdy tak krzyczałam, że jestem katoliczką, ujrzałam małe światło. A wiedzcie, że jedno malutkie światełko w tej nieprzeniknionej ciemności jest już czymś wspaniałym, gdy znajdujecie się w takiej absolutnej, nie dającej się opisać ciemności. To najlepsze, co może się wam w tej sytuacji przytrafić. To największy prezent, o którym można pomarzyć i na którego otrzymanie nie ośmielacie się mieć nadziei. Nad tą niesamowitą i mroczną dziurą widzę kilka stopni. Spoglądam w górę i zauważam tam mojego ojca. Umarł 5 lat przed tym wydarzeniem. Stał prawie na skraju tej przepaści. Miał trochę więcej światła niż ja, w dole. Kilka stopni wyżej zobaczyłam moją matkę. Miała jeszcze więcej światła. Była zatopiona w modlitwie, jakby w postawie adoracji.

Gdy ujrzałam ich oboje, wypełniła mnie taka radość, tak wielka, że nie mogąc się opanować zaczęłam wołać: „Tato! Mamo! Jakże się cieszę, że was widzę. Proszę, wyciągnijcie mnie stąd! Proszę was z całego serca, wyciągnijcie mnie stąd! Wydostańcie mnie stąd!” Gdy na mnie spojrzeli i mój tata zobaczył mnie w tej beznadziejnej sytuacji... musielibyście zobaczyć ten wielki ból, który mogłam wyczytać z ich twarzy... Po tamtej stronie natychmiast widzi się takie rzeczy, gdyż każdego rozpoznaje się do głębi. Tak więc popatrzyłam na nich i natychmiast odczułam ogromny smutek i cierpienie, jakie czuli moi rodzice, widząc mnie w takim stanie.

Mój tata zaczął gorzko płakać, zasłonił twarz rękami i lamentował: „Córko! Moja córeczko!” A moja matka dalej modliła się. I tak oto zdałam sobie sprawę, że moi rodzice nie mogli mnie wydostać. Przy tym wszystkim wielkim cierpieniem było to, że moją sytuacją przyczyniłam się do tego, że także tam, gdzie byli, musieli dodatkowo znosić mój ból. Moje cierpienie potęgowało i to, że widziałam, jak dzielą je ze mną, nic nie mogąc dla mnie zrobić. Pojęłam również, że byli tu, ponieważ musieli zdać Panu sprawę z wychowania mnie. Byli ustanowionymi strażnikami talentów, które Bóg mi dał. Mieli obowiązek ustrzec mnie przed atakami szatana – swoim życiem i przykładem. Mieli obowiązek podtrzymywać łaski, dane mi przez Pana. Wszyscy rodzice są strażnikami talentów, które Bóg daje ich dzieciom. Gdy ujrzałam cierpienie moich rodziców, przede wszystkim mojego ojca, krzyczałam zrozpaczona: „Wyciągnijcie mnie stąd, zabierzcie mnie stąd!”

do góry

11. Eutanazja. Ponownie z całej siły zaczęłam krzyczeć: „Wydostańcie mnie stąd! To musi być jakaś pomyłka. Kto jest za nią odpowiedzialny? Wyciągnijcie mnie stąd!” W tym czasie, kiedy tak krzyczałam, moje ciało znajdowało się na ziemi w śpiączce. Byłam podłączona do wielu aparatów. Byłam w agonii. Umierałam. Moje płuca nie pracowały, nerki nie funkcjonowały. „Żyłam” jeszcze, gdyż byłam podłączona do urządzeń, a moja siostra, która jest lekarzem, nalegała, aby nie odłączano mnie od nich. Powiedziała do opiekujących się mną lekarzy i pielęgniarek, którzy chcieli ją namówić do zakończenia intensywnej terapii i wyłączenia aparatury: „Nie jesteście Bogiem!” Lekarze bowiem uważali, że nie opłaca się kontynuować intensywnej terapii. Rozmawiali już z moimi bliskimi i przygotowywali ich na to, że umrę. Mówili, że powinni pozwolić mi umrzeć w spokoju, gdyż leżałam w agonii. Moja siostra jednak nie ustępowała. Widzicie ten paradoks? W moim życiu zawsze broniłam eutanazji, tak zwanego prawa do „godnej śmierci”.

Moja siostra mogła przy mnie być tylko dlatego, że sama była lekarzem. Przez cały czas trwała przy mnie. W momencie, gdy moja dusza była po drugiej stronie i widziałam rodziców, i krzyczałam z całych sił do nich, moja siostra usłyszała całkiem wyraźnie, jak wołałam do rodziców, ciesząc się z tego, że przybyli, aby mnie wydostać... Jednakże źle zinterpretowała to wołanie. Prawie umarła ze strachu, kiedy usłyszała moje krzyki – naprawdę usłyszała je wyraźnie, czuwając przy moim łóżku. Dla niej oznaczały, że ostatecznie odejdę z tego świata. Zawołała: „Moja siostra umarła! Przegrała walkę. Mój ojciec i matka zabrali ją. Odejdźcie stąd, tato, mamo, idźcie sobie! Nie bierzcie jej ze sobą. Ma przecież jeszcze małe dzieci. Nie zabierajcie jej nam. Nie zabierajcie mojej siostry Glorii. Zostawcie ją!”

Lekarze musieli ją stamtąd zabrać, gdyż sądzili, że jest w szoku. I nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ przeżyła wiele: śmierć mojego siostrzeńca, którego musiała zabrać z krematorium, śmierć siostry czy raczej jej krytyczną sytuację: nie umarła, ale nie przeżyje dzisiejszego dnia – jak mniemali lekarze. Obciążona była tymi troskami i obawami już od 3 dni i do tego wszystkiego nie mogła spać. Nic dziwnego, że jej koledzy sądzili, że postradała zmysły.

do góry

12. Egzamin. Na nowo zaczęłam krzyczeć: „Nie rozumiecie! Wyciągnijcie mnie stąd, jestem przecież katoliczką! To wszystko musi być jakimś nieporozumieniem, pomyłką! Ktoś się tam pomylił! Proszę, wyciągnijcie mnie stąd!”

I gdy tak rozpaczliwie krzyczałam, nagle usłyszałam głos, tak słodki i miły głos, niebiański głos. Na jego dźwięk cała moja dusza zadrżała z radosnego uniesienia. Wypełniła się głębokim pokojem i niewyobrażalnym uczuciem miłości. A wszystkie te ciemne postaci błyskawicznie odstąpiły przerażone, nie mogą bowiem przeciwstawić się owej miłości. Tego pokoju też nie mogą znieść. Upadły na ziemię, leżały tak, jak gdyby też adorowały Pana.

To wywarło na mnie niesamowite wrażenie. Wyobraźcie sobie! Widzę te byty, straszne złe duchy, powalone na ziemię... Jak tylko usłyszały Głos Pana (pomimo pychy szatana, z powodu której odczuwają go jako bardzo nieprzyjemny), rzuciły się na klęczki!

Zobaczyłam Najświętszą Pannę na kolanach, gdy kapłan unosił Naszego Pana w Hostii, podczas Mszy św. odprawianej za duszę mojego kuzyna. Maryja Niepokalana modliła się za mnie! Klęcząc u stóp Naszego Pana, zbierała wszystkie modlitwy, jakie ludzie na ziemi ofiarowywali za mnie, i Mu je oddawała.

Czy wiecie, że w chwili Podniesienia, gdy kapłan podnosi Hostię, obecność Jezusa jest odczuwalna i wszyscy trwają pokornie na klęczkach, nawet złe duchy! ...A ja chodziłam na Mszę św. bez minimum szacunku, bez skupienia uwagi, z gumą do żucia w ustach, czasami drzemiąc, rozglądając się, rozproszona tysiącem banalnych myśli...! A potem miałam jeszcze czelność tymi samymi ustami uskarżać się, pełna pychy, że Bóg mnie nie wysłuchał, kiedy Go o coś prosiłam!

Wierzcie mi, że było dla mnie wstrząsające, kiedy ujrzałam jak, przy przejściu Naszego Pana, wszystkie te stworzenia, nawet te straszne byty, rzucały się na ziemię w imponującym uwielbieniu. Ujrzałam Niepokalaną Dziewicę, wdzięcznie klęczącą u stóp Pana, orędującą za mnie, w uwielbieniu przed Nim. ...A ja, grzesznica, tak brudna, traktowałam Go bez odrobiny szacunku, i mówiłam, że byłam dobra... Tak, dobry ze mnie nędzarz! Wypierałam się i przeklinałam Pana! Pomyślcie, jaką byłam grzesznicą, skoro nawet złe duchy kajały się do ziemi, kiedy przechodził Pan Jezus Chrystus...!

Niezwykły pokój powrócił i usłyszałam, jak ten piękny głos powiedział do mnie: „No dobrze, jeśli naprawdę jesteś katoliczką, to na pewno możesz wymienić Dziesięć Przykazań Bożych!”

Co za nieoczekiwane wyzwanie dla mnie. Teraz się ośmieszę. Sama zastawiłam tę pułapkę na siebie moim krzykiem i deklaracją. Cały świat ma teraz dowiedzieć się o moim kłamliwym wyznaniu. Straszna perspektywa dla mnie. Możecie to sobie wyobrazić? Wiedziałam, że istnieje Dziesięć Przykazań. Nic więcej. Nic. Zupełna ciemność. „Ojej, jak ja się z tego wyplączę? Co mam teraz zrobić?” Pomyślałam: „Tylko się nie poddawaj, jakoś to będzie!”

do góry

13. Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca swego, z całej duszy swojej...

Moja matka zawsze mówiła o pierwszym przykazaniu miłości. Nareszcie jej słowa mają jakąś wartość dla mnie. Jej ciągłe napomnienia i pouczenia nie były więc daremne. Wybiła zatem godzina, by udowodnić, jaką to jestem grzeczną i posłuszną córeczką. Mama ucieszy się z tego. Przekonajmy się, czy z tą szczątkową wiedzą dam sobie radę, nie ujawniając mojej ignorancji. Myślałam, że ze wszystkim sobie poradzę, tak jak to było w moim życiu. Miałam zawsze najlepsze wymówki i zawsze umiałam ze wszystkiego wybrnąć. Zawsze tak się usprawiedliwiałam i broniłam, że po prostu nikt nie zauważał tego, czego nie wiedziałam i czego nie potrafiłam. Tak samo wyobrażam to sobie teraz i zaczynam mówić: „Pierwsze przykazanie brzmi: Kochaj Boga ponad wszystko, a bliźniego swego jak siebie samego!” I słyszę odpowiedź: „Doskonale!” Zaraz po tym ten sam miły głos mówi: „A czy ty kochałaś swoich bliźnich?” Odpowiadam prędko: „Tak, tak, kochałam ich; tak, naprawdę ich kochałam. Tak, kochałam ich!” Z drugiej strony dochodzi do mnie: „Nie!” Krótkie, krystalicznie czyste: nie!

Słuchajcie teraz, proszę, uważnie! Gdy usłyszałam to nie, trafił mnie jakby piorun, wtedy dopiero tak naprawdę poczułam uderzenie pioruna. To było jak szok, byłam jak sparaliżowana. A głos mówił dalej: „Nie, nie kochałaś swego Boga ponad wszystko! A jeszcze mniej kochałaś swego bliźniego jak siebie samą! Ulepiłaś sobie własnego Boga. Utworzyłaś go sobie tak, jak ci akurat pasowało. Tylko w chwilach cierpienia dawałaś swemu Bogu miejsce w życiu, gdy byłaś w największej potrzebie. Wtedy klękałaś, płakałaś, prosiłaś, ofiarowywałaś nowenny, obiecywałaś pójść na Mszę św. lub do grupy modlitewnej, kiedy ci zależało na łasce lub cudzie. Bóg był twoim przyciskiem alarmowym! Rzucałaś się na ziemię przed Nim, gdy byłaś jeszcze biedna, gdy twoja rodzina żyła w skromnych warunkach, a ty koniecznie chciałaś mieć wykształcenie zawodowe i pozycję społeczną. Tak, wówczas modliłaś się każdego dnia i poświęcałaś na to wiele czasu. Wiele godzin błagałaś Pana, prosiłaś Go na kolanach. Bezustannie prosiłaś o to, by uwolnił cię z nędzy, by umożliwił ci wykształcenie zawodowe i pozwolił ci być kimś poważanym w społeczeństwie. Kiedy byłaś w potrzebie, kiedy chciałaś po prostu pieniędzy... ‘Odmówię zaraz różaniec, Panie, ale nie zapomnij dać mi pieniędzy!’ – tak wyglądało wiele twoich modlitw! I to była twoja relacja z Bogiem! Tak obchodziłaś się z Bogiem i według własnych wyobrażeń przyznawałaś Mu miejsce w swoim życiu!”

To prawda, w taki sposób traktowałam Pana Boga w życiu. To smutna prawda, której nie mogę upiększyć ani jej zaprzeczyć. Mogę dodać jeszcze, że Bóg był dla mnie swego rodzaju bankomatem. „Wrzucałam” różaniec i musiała wtedy wysypać się pewna suma pieniędzy. Taka była moja relacja z Bogiem.

Pokazano mi to i zdałam sobie z tego sprawę. Gdy tylko Pan pozwolił mi otrzymać dobre wykształcenie zawodowe, gdy tylko sprawił, że znaczyłam coś w społeczeństwie, że byłam kimś, gdy tylko pozwolił na wzbogacenie się, tak że mogłam sobie na wiele pozwolić, nagle Bóg stał się nieważny dla mnie – stał się kimś pobocznym w moim życiu. Zaczęłam być zarozumiała – zarozumiałość to bardzo niebezpieczny odcinek na drodze życia! Moje ego stało się gigantyczne! Nie byłam zdolna nawet do najmniejszego odruchu miłości ani do wdzięczności wobec Pana! Być wdzięczną! Nigdy, przenigdy! Niby czemu! Przecież sama wszystko osiągnęłam! Stałam się kimś. Ja sama osiągnęłam wszystko to, o czym marzyłam. Byłam całkowicie ślepa, nie pamiętałam już moich próśb i błagań! Niemożliwością było dla mnie powiedzieć: „Panie, dziękuję za kolejny dzień, który mi darujesz! Dziękuję za moje zdrowie! Dziękuję Ci za życie i zdrowie moich dzieci. Dziękuję Ci za to, że mamy dach nad głową. Pomóż również biednym ludziom, którzy są bezdomni i nie wiedzą, czym się dziś pożywią! Daj im przynajmniej coś do jedzenia; nie pozostawiaj ich samych; wspomóż ich!” Niczego takiego nie mogłam powiedzieć. Nie byłam do tego zdolna. Nie myślałam też o tym. Byłam totalnie skupiona na sobie. Moje ja wystarczało mi. I tak oto byłam najbardziej niewdzięczną istotą, jaką tylko można sobie wyobrazić. Co więcej, nie tylko nie byłam zdolna do okazania wdzięczności, ale gardziłam Bogiem i wystawiałam Go na pośmiewisko.

do góry

14. Ezoteryka i reinkarnacja. Bardziej niż w Niego wierzyłam w Merkurego, Wenus i inne ciała niebieskie. Amulety były dla mnie ważniejsze niż Bóg. Byłam zaślepiona astrologią oraz czytaniem z gwiazd i rozpowiadałam wokół, jak to gwiazdy wpływają na moje życie i pozytywnie je kształtują. Astrologia to jedna z rys w naszym duchowym życiu, na które nie zwracamy uwagi. I gdy później zauważamy, jak jesteśmy zaplątani w te sztuczki – również demonicznego pochodzenia – wówczas jest zwykle już za późno, by się z tego wyrwać. Zaczęłam wtedy ulegać modnym trendom ducha czasów. Wszystkie nauki – nawet jeśli były wytworem chorych umysłów – były dla mnie bardziej interesujące niż Dobra Nowina Pana. To wszystko było o wiele bardziej na czasie niż Pismo Święte i dwutysiącletnia nauka Kościoła Katolickiego. Zaczęłam więc wierzyć w to, że się po prostu umiera i potem zaczyna się żyć od nowa. Reinkarnacja była dla mnie wygodną nauką, wypełniającą moje pozbawione wiary życie. Wdzięczność dla mojego Stworzyciela była czymś obcym. Po prostu nigdy o tym nie myślałam.

Łaska była słowem, które wykreśliłam z mojego słownika. Była dla mnie obcym pojęciem. Kompletnie zapomniałam o jej znaczeniu i w moim stylu życia nie była mi już potrzebna. A już zupełnie nie byłam świadoma tego, że Pan zapłacił za mnie wysoką cenę, że i zostałam odkupiona za cenę Jego Przenajdroższej Krwi. Wszystko to stało się dla mnie jasne podczas egzaminu z Dziesięciu Przykazań – dzięki słowom i pytaniom tego niebiańskiego głosu. Teraz ujrzałam to wszystko całkiem wyraźnie. Ślepota została jakby zmyta. „Sprawdza mnie i chce wiedzieć, co wiem o Dziesięciu Przykazaniach. I wykazuje mi, że udawałam, że wmawiałam sobie to, że czczę Boga, że kocham Pana. Uderza we mnie moimi własnymi słowami. Co to ma znaczyć? Czy mam być po prostu odesłana do piekła, do diabła?”

Gdy pewnego razu przyszła do mego gabinetu miła kobieta, by okadzić moje pomieszczenia mieszanką z ziół, spryskać esencjami na szczęście i odprawić rytuał odpędzania nieszczęść, powiedziałam do niej: „Nie wierzę w takie bzdury. Ale niech pani to zrobi, nigdy nie wiadomo. Jeśli nie zaszkodzi, to tylko wyjdzie na dobre!” Wtedy wypowiedziała magiczne zaklęcia i rozpyliła eliksiry, by tak wypełnić pomieszczenia szczęściem i dobrym samopoczuciem. Pozwoliłam, aby prymitywna magia i przeciwstawiające się mojej nauce zabobony więcej miały wpływu na moje życie, niż Pan i Jego Dobra Nowina. W moim gabinecie ukryłam – w kącie, aby nikt nie widział, aby nie zauważyli moi pacjenci – mięsisty liść aloesu, o którym mi powiedziano, że wypędza złą energię z pomieszczeń. Pomyślcie, na jakie manowce zeszłam! Dowiedzieliście się, jaka pustka zamiast prawdziwej nauki wypełniła moje życie. To hańba! I wstydzę się dziś tego. W rzeczywistości takie było moje ówczesne życie.

Pan kontynuuje analizę mojego życia na podstawie Dziesięciu Przykazań Bożych. Przy tym wskazuje bardzo dokładnie na to, jak się zachowywałam wobec mojego bliźniego. Jakże często wołałam do Pana, że Go kocham, zanim się odwróciłam od Niego, mojego Boga. Zanim zaczęłam błądzić po drogach ateizmu i przyjmować fałszywe nauki, często mówiłam Panu: „Mój Panie i mój Boże, kocham Cię!”

do góry

15. Ja i mój bliźni. Tym językiem, którym tak chwaliłam i wychwalałam Pana, tym językiem i tymi samymi ustami krzywdziłam ludzi i przeklinałam ich. Krytykowałam wszystko i wszystkich. Nic mi nie odpowiadało. Wskazywałam palcem na cały świat i obwiniałam. Tylko na siebie nie wskazywałam, siebie nie obwiniałam! Byłam przecież „świętą Glorią”, tą „dobrą”, „kochaną” i „piękną”. I jakże się napuszałam, gdy mówiłam, że kocham Boga. Jednocześnie byłam zazdrosna, nieznośna i ani trochę nie było we mnie wdzięczności! Nigdy nie okazywałam rodzicom i rodzinie wdzięczności za wszystkie trudy, miłość, wyrzeczenia, które brali na siebie, by umożliwić mi dobre wykształcenie zawodowe, by widzieć, jak awansuję społecznie, by mnie wspierać. W dodatku, gdy tylko ukończyłam studia, kiedy tylko wspięłam się po drabinie kariery, rodzice i rodzina przestali być dla mnie ważni. Nawet ci, którzy wspierali mnie wszystkimi możliwymi środkami, stali się dla mnie mało znaczącymi. Tak, doszło nawet do tego, że wstydziłam się matki. Wstydziłam się jej, bo pochodziła z prostej rodziny i żyła w nędznych warunkach.

do góry

16. Ja i moja rodzina. Po tych dowodach mego egoistycznego stylu życia Pan ukazuje mi jeszcze – podczas tego egzaminu z Dziesięciu Przykazań Bożych – to, że nie spisałam się również jako żona. Całkowicie nie tak było, jak Bóg spodziewa się po chrześcijańskiej małżonce. Jaką byłam żoną? Jaka byłam? Cały dzień tylko narzekałam – już od momentu wstania z łóżka. Mój mąż witał mnie serdecznie: „Dzień dobry!” A ja na to: „To ma być dobry dzień? Wyjrzyj przez okno! Znowu pada!” Umiałam zawsze odparować i skrytykować, byłam w złym humorze. Nikt nie mógł mi dogodzić. Szukałam wszędzie dziury w całym i od razu zaczynałam się z tego powodu denerwować. Nie tylko wobec męża, ale także wobec dzieci zachowywałam się w ten sam nieznośny i niesprawiedliwy sposób.

Podczas tego egzaminu ukazano mi też, że nigdy nie okazywałam szczerego uczucia miłości czy prawdziwego współczucia dla bliźnich, moich braci i sióstr, poza rodziną. Pan powiedział mi: „Po prostu nigdy o nich nie myślałaś!”

Kiedy ujrzałam mnóstwo chorych i samotnych, zaczęłam lamentować: „O Panie, jakże są biedni, opuszczeni ci chorzy ludzie. Nikt nie troszczy się o nich! Udziel mi tej łaski, bym poszła do nich i odwiedziła ich, pocieszyła i dotrzymała towarzystwa. Także te liczne dzieci, które nie mają już matki, te małe sieroty, o Panie, jakie cierpienia muszą znosić w tak młodym wieku.”

Im więcej dostrzegałam, w miarę jak egzamin postępował, tym wyraźniej widziałam przed sobą moje skamieniałe serce. Musiałam stwierdzić, iż było niczym potwór w moim wcześniejszym stylu bycia. Wszystko było tak jasne i jednoznaczne, że w żaden sposób nie mogłam wybrnąć z opresji, do czego zazwyczaj byłam przyzwyczajona. Mówiąc wprost, krótko i treściwie, na tym egzaminie z Dziesięciu Przykazań Bożych całkowicie poległam. Nie miałam szansy na zdanie go z moim minionym życiem. To było niewyobrażalnie straszne! W moim przeszłym życiu żyłam w ogromnym chaosie. Nie było już żadnego ładu, jaki jest nadany stworzeniom. Co z tego, że nikogo nie zamordowałam?

Podam wam jeszcze jeden przykład. Bardzo często dawałam w darze wielu potrzebującym ludziom towary, artykuły spożywcze, ubrania i wiele innych rzeczy. Ale nigdy nie dawałam im tego z bezinteresownej miłości, lecz by mnie poważano, by pokazać, jaka to jestem dobra, by wywrzeć na nich wrażenie, i by wśród ludzi stworzyć sobie dobry wizerunek. A ponieważ byłam bardzo bogata, chciałam pokazać ludziom, jaka to jestem dobra i wspaniałomyślna. Powinni strzępić sobie języki z powodu tej mojej wspaniałomyślności, zazdrościć mi i podziwiać. Ponieważ byłam taka bogata, podarunkami i wspaniałomyślnością chciałam sterować ich potrzebami oraz nędzą i czerpać jeszcze z tego korzyści. I tak oto mówiłam: „Spójrz, daję ci to i tamto (w zależności od tego, co mi się akurat nawinęło pod rękę albo co mi zbywało), ale za to proszę cię, bądź tak dobra i pójdź zamiast mnie na wywiadówkę do szkoły moich dzieci i zastąp mnie tam, bo ja nie mam niestety czasu, by iść na to zebranie, a tam zawsze sprawdzana jest obecność.”

W ten sposób wprawdzie rozdawałam wokół mnóstwo rzeczy, ale każdy dar związany był z pewnymi warunkami albo żądaniami. Owinęłam sobie ludzi wokół palca. Manipulowałam nimi i byli ode mnie zależni. Ponadto podobało mi się niezmiernie, gdy widziałam, jak rzesza ludzi podążała za mną i opowiadała za moimi plecami, jaka to ja jestem wspaniałomyślna, dobra i święta. Tak oto stworzyłam sobie w moim otoczeniu imponujący wizerunek. Nikt nie wiedział, że był fałszywy i że nie odpowiadał rzeczywistości.

Podczas tego mojego egzaminu wszystko wyszło na jaw. Powiedziano mi: „Jedynym Bogiem, którego czciłaś, były pieniądze. Już ten bożek cię potępia! Z powodu twojego boga pieniędzy i samych pieniędzy stoczyłaś się do otchłani. Oddalałaś się coraz bardziej od Boga.” I tak było. Przez pewien czas mieliśmy dużo pieniędzy, później jednak zbankrutowaliśmy. Utonęliśmy w długach, mieliśmy niewiarygodnie wiele długów. Pieniądze całkowicie się nam skończyły, nie mieliśmy już nic. I gdy wypomniano mi te pieniądze, po prostu krzyknęłam: „O jakich pieniądzach mówisz? Na ziemi zostawiłam przecież masę problemów i długów...” Więcej nie mogłam już powiedzieć…

do góry

17. Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno. Gdy Pan robił mi wymówki z powodu drugiego przykazania, ujrzałam w pełnym świetle, jak będąc dzieckiem nauczyłam się, że kłamstwa są doskonałym środkiem uniknięcia kar mojej matki, które czasami bywały bardzo surowe i dotkliwe. W ten oto sposób zaczęłam iść przez życie mając przy sobie ojca wszelkiego kłamstwa, szatana. Stał się moim towarzyszem, a ja – wielką kłamczynią. Zaprawiałam się w sztuce kłamania. Byłam coraz to doskonalsza. Im większe i perfidniejsze były moje grzechy, tym bardziej powiększały się moje kłamstwa; stawały się coraz większe oraz bezwstydne. Widocznie chciałam udowodnić samej sobie, do jakiego mistrzostwa w tej dziedzinie kłamania mogę dojść. Kłamstwa stawały się coraz bardziej wymyślne i pogrążałam się w nich – podobnie jak w długach.

Grzech kłamstwa osiągnął swój punkt kulminacyjny w przypadku sacrum i samego Boga. Zauważyłam, że moja mama miała głęboki szacunek dla Pana. Dla niej Imię Pańskie było godne czci, święte. Przemyślałam sobie to dobrze i pomyślałam, że to najlepsza broń dla mnie. Tak oto zdobyłam kontrolę nad moją matką. Zaczęłam przysięgać na Boga w każdej drobnostce dla zatuszowania moich kłamstw. Wymawiałam Imię Boże lekkomyślnie i nadaremno. Mówiłam na przykład do mamy: „Mamo, na Rany Chrystusa przysięgam ci, że...” lub „Mamo, przysięgam na Boga, zapewniam cię...” itp. I tak dzięki tym wiarygodnie spreparowanym kłamstwom wymigiwałam się od dobrze zasłużonych kar mojej matki.

Czy możecie sobie wyobrazić, że dla moich kłamstewek, małych świństewek, tego błota, w którym czułam się tak dobrze, nadużywałam Najświętszego Imienia Boga i przez to także Jego wciągałam w to błoto, bo sama tkwiłam po szyję w owym szambie grzechów. Moi drodzy bracia i siostry, dzięki temu doświadczeniu, o którym teraz właśnie mówię, nauczyłam się i doświadczyłam na własnej skórze, że słowa i zdania, które wychodzą z naszych ust, i które często tak lekkomyślnie i bez zastanowienia wypowiadamy, nie idą na wiatr i nie przepadają. Nie. Pozostają rzeczywistością, która nas później dogoni. Kłamstwa powrócą do nas niczym bumerang, a mówiąc dobitniej: spadną na nas.

Może zjeżą się wam włosy na głowie, gdy opowiem następującą rzecz. Nie jeden raz, lecz bardzo często, kiedy moja matka była naprawdę nieugięta i po prostu nie chciała mi wierzyć, mówiłam do niej: „Mamo, niech mnie piorun trzaśnie, jeśli kłamię. Mówię ci całą prawdę!” Te moje częste zapewnienia popadały w zapomnienie i nikt nie myślał już o nich, a jednak... Popatrzcie, jedynie dzięki Miłosierdziu Boga stoję przed wami, bo rzeczywiście poraził mnie piorun, przeszedł praktycznie przez całe moje ciało, przedzielił mnie właściwie na dwie części i całkowicie zwęglił. Ukazano mi w zaświatach, że ja – która podawałam się tak pięknie za katoliczkę – nie dotrzymywałam słowa, a dla moich nikczemności zawsze nadużywałam Najświętszego Imienia naszego Pana i Boga.

Byłam pod wrażeniem, jak Pan znosił wszystkie te straszne i okropne czyny, i jak równocześnie wszystkie stworzenia padały przed Nim na ziemię w geście przejmującej adoracji i czci. Widziałam Najświętszą Maryję Pannę, Matkę Bożą u stóp Pana, adorującą Go. Modliła się za mnie i błagała Go. A ja, wielka i podła grzesznica, przebywając w moim bagnie byłam z Panem na ‘ty’! Ja, która rzekomo byłam taka dobra i miałam tak dobrą reputację, którą sobie przecież zdobyłam moimi manipulacjami... Ujrzałam siebie, jak często buntowałam się przeciw Panu, jak byłam wściekła na Niego, wymyślałam Go i także przeklinałam. Świadomość mojej przeszłości i jasne jej widzenie było dla mnie nie tylko wstydem, ale i nieznośnym oraz bolesnym doświadczeniem.

do góry

18. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił. Była to dla mnie straszna chwila, gdy podczas egzaminu z Dziesięciu Przykazań Bożych, przyszła kolej na przykazanie święcenia dnia Pańskiego i świąt. Ogarnął mnie nieznośny ból. Głos powiedział mi jasno i wyraźnie, że codziennie do 4-5 godzin zajęta byłam swoim ciałem, moim wyglądem, rzekomą urodą, i przy tym nie poświęcałam nawet 10 minut na to, by okazać Panu swą miłość i wdzięczność, by pomodlić się do Niego. Tak, często było nawet tak, że gdy obiecałam Mu Różaniec, odmawiałam go zazwyczaj w pośpiechu i stresie. Bywało przy tym, że mówiłam: „Jak dobrze się składa. Różaniec mogę odmówić w czasie reklamy podczas mojego ulubionego serialu.”

Zaczynałam z pośpiechem, nie zważając na wypowiadane słowa, zajęta jedynie tym, czy odcinek się już rozpoczyna czy jeszcze nie i w jakim jest miejscu. Czyli – bez wznoszenia serca ku Bogu.

I ukazane mi zostało na tamtym świecie, jak zawsze byłam niewdzięczna wobec mojego Pana. Nigdy nie przyszło mi na myśl, by podziękować Mu, mojemu Stworzycielowi i Zbawicielowi. Stało się dla mnie jasne, jakie miałam wymówki, gdy z lenistwa nie chciałam iść na Mszę świętą. Mówiłam: „Mamo, skoro Bóg jest wszędzie i jest wszechobecny, dlaczego muszę koniecznie iść do kościoła, by tam Go spotkać?” Łatwo i wygodnie było mi tak mówić. A głos ponownie wypomniał mi, że kazałam czekać Bogu każdego dnia 24 godziny, i że przez cały czas nie pomyślałam o Nim. Nie modliłam się do Niego i ani razu nie poszłam do Niego w niedzielę, by Mu podziękować, wyrazić wdzięczność, okazać miłość, przynajmniej w dniu Pańskim. Po prostu było to dla mnie zbyt wiele. Byłam zbyt dumna i do tego pyszna.

Najgorsze w moim przypadku było to, że moja dusza marniała – mówiąc dobitniej – głodowała, gdy nie chodziłam do kościoła, gdyż nie otrzymywała pożywienia. Poświęcałam się jedynie mojemu ciału. Dla pielęgnacji tej przemijającej powłoki zawsze miałam czas. Stałam się niewolnicą ciała. Przy tym wszystkim nie widziałam malutkiego, ale istotnego szczegółu. Miałam również duszę, o którą po prostu się nie troszczyłam. ‘Osierociłam’ ją. Nigdy nie karmiłam jej słowem Bożym. Byłam bowiem zdania, że ten, kto regularnie czyta Biblię, wcześniej czy później straci rozum.

do góry

19. Sakramenty Święte. Z sakramentami nie miałam nic do czynienia. Jakże mogłam wyznać grzechy któremuś z tych „starych, zwapniałych facetów”, którzy „sami byli gorsi i bardziej grzeszni niż ja”. Było na rękę mnie i moim świństewkom, by nie chodzić do spowiedzi. Wielki kłamca i wichrzyciel – właśnie: diabeł – trzymał mnie z dala od spowiedzi i sakramentów. Szatanowi udało się zapobiegać uświęcaniu i oczyszczaniu mojej duszy. Było tak, że demon za każdym razem, gdy popełniałam grzech, wyciskał na białej szacie mojej duszy stempel – czarny znak swego królestwa ciemności. Moje grzechy nie były pozbawione skutków. Nie były czymś bez wpływów i znaczenia, lecz miały poważne konsekwencje dla zdrowia mojej duszy.

Nigdy – oprócz mojej pierwszej Komunii Świętej – nie wyspowiadałam się należycie. Nie rzadko natrafiałam na księdza, który przyznawał mi rację, co do mojego nastawienia do spowiedzi usznej, określał ten sakrament jako coś nie pasującego do naszych współczesnych czasów i nowoczesnego człowieka. I tak dochodziło do tego, że za każdym razem, gdy przystępowałam do Komunii św., niegodnie przyjmowałam Pana Naszego Jezusa Chrystusa w Sakramencie Ołtarza. Bluźniłam do tego stopnia, że dumna i wszystko wiedząca mówiłam naokoło: „To ma być Najświętszy Sakrament? Jak to możliwe, że sam wszechpotężny Bóg obecny jest w kawałku chleba, Hostii. Ci księża powinni raczej dodać do Hostii trochę sosu karmelowego, aby przynajmniej dobrze smakowała, a nie tak mdło.” Moje życie tak bardzo wymknęło się spod kontroli i do tego stopnia naruszyłam porządek stworzenia, że zdolna byłam do takich bluźnierstw. I tak oto osiągnęłam najniższy punkt, dno i zniszczyłam moją relację z Bogiem, moim Stworzycielem. Nigdy nie dawałam mojej duszy czegoś naprawdę budującego, jakiejś pożywki.

Dziś każda matka i każdy ojciec ponoszą tę samą odpowiedzialność, gdy nie chrzczą swojego dziecka. Sakrament chrztu to „matczyne mleko dla duszy”. Często słyszy się dziś: „Dziecko samo powinno zdecydować, gdy dorośnie, czy chce być ochrzczone czy też nie.” Nie ochrzcić dziecka to tak jakby nie karmić go, argumentując: „Niech samo później zdecyduje, co chce jeść i pić!” Jesteśmy odpowiedzialni przed Bogiem za dawanie dziecku właściwej pożywki dla duszy. Bez sakramentów jesteśmy pozbawieni pokarmu dla duszy. Przez to ona głoduje.

do góry

20. Sakrament kapłaństwa. Na domiar złego stale krytykowałam księży i ukazywałam ich w złym świetle. Powinniście zobaczyć, jak załamała mnie ta sprawa podczas egzaminu w zaświatach. Pan poczytał mi to postępowanie za bardzo ciężki grzech. W mojej rodzinie zwykło się plotkować o księżach. Odkąd pamiętam, w naszym domu od małego mówiło się źle o księżach. Zwłaszcza mój ojciec mówił, że typy te to kobieciarze, uganiający się za każdą spódnicą i że wszyscy razem są bardziej pobłogosławieni pieniędzmi i bogactwem niż my, biedni ludzie. Wszystkie te oszczerstwa, my dzieci, powtarzaliśmy. Pan powiedział do mnie smutnym, ale surowym głosem: „Co myślałaś, że ty kim jesteś, aby tak czynić, jak gdybyś była Bogiem, i wydawać osąd o moich konsekrowanych, i przy tym oczerniać ich i im wymyślać? Kontynuował: „Są ludźmi z krwi i ciała. A jeśli chodzi o świętość księdza, to ta wspomagana jest przede wszystkim przez wspólnotę wiernych, przez parafian. Wspólnota wspiera konsekrowanego swoimi modlitwami, szacunkiem. A kiedy ksiądz dopuszcza się grzechu, wtedy nie powinniście tak bardzo wypytywać go o powód i obwiniać, lecz o wiele bardziej szukać winy we wspólnocie, która nie okazała mu szacunku, nie dała wsparcia, nie modliła się za niego lub robiła to w niewystarczającym stopniu.”

Pan pokazał mi wtedy, jak to za każdym razem, gdy krytykowałam księdza i stawiałam go w złym świetle, demony rzucały się i przylegały do mnie. Ponadto widziałam, jak wielkie zło czyniłam, gdy przedstawiałam konsekrowanego jako homoseksualistę – a nowina ta szła lotem błyskawicy przez całą wspólnotę. Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić, jakie wielkie i ogromne szkody wyrządziłam.

Wiecie, moi bracia i siostry w Chrystusie Panu, gdy ksiądz upada, wtedy wspólnota odpowiedzialna jest za niego przed Bogiem. Wspólnota odpowiedzialna jest za świętość swoich kapłanów. Diabeł nienawidzi katolików, ale księży jeszcze bardziej. Nienawidzi naszego Kościoła, gdyż dopóki są księża, dopóty wymawiane są słowa Konsekracji. I my wszyscy musimy wiedzieć, że ręce kapłana dotykają Boga, nawet jeśli jest tylko człowiekiem. Ma pełnomocnictwo, by wezwać Boga z Nieba, przez jego słowo dokonuje się w kawałku zwyczajnego chleba transsubstancjacja: przeistoczenie chleba i wina w Ciało i Krew Pana. Kapłan jest konsekrowanym Pana, uznanym przez Boga Ojca. Gdy kapłan unosi Hostię, czuje się obecność Pana i wszyscy padają na kolana, nawet demony! A ja, gdy chodziłam na Mszę św., nie okazywałam ani trochę szacunku i nie poświęcałam temu żadnej uwagi, żułam gumę, czasami zasypiałam, oglądałam się dookoła, myślałam o wszystkim – o banalnych rzeczach, tylko nie o tym wspaniałym eucharystycznym wydarzeniu, gdzie za każdym razem Niebo dotyka ziemi. Potem miałam jeszcze czelność uskarżać się, pełna pychy, że Bóg mnie nie wysłuchiwał, gdy prosiłam Go o coś. Ja, grzesznica, w mojej niewrażliwości i z lodowatym, skamieniałym sercem, nieczuła na wszystko, co dobre, traktowałam Pana tak: Ty tam, ja tutaj. Twierdziłam jeszcze potem, że jestem dobra, prawie święta. A byłam istną ruiną, niczym innym – religijnym zamkiem na lodzie, postawionym na piasku i bagnie! Gardziłam Panem i obrażałam Go – Jego, który z miłością zawsze był przy mnie, zatroskany o mnie! Wyobraźcie sobie taką grzesznicę! Nawet demony z pokorą upadały na ziemię, gdy Pan przechodził.

do góry

21. Godzina śmierci – nasza „ostatnia godzina”. Te konsekrowane ręce kapłana... och, jak bardzo demon ich nienawidzi! Strasznie nienawidzi tych rąk, mających pełnomocnictwa z Nieba. Diabeł tak bardzo odczuwa wstręt do nas katolików, bo mamy Eucharystię, bo jest ona otwartą bramą do Nieba i jest jedyną bramą. „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne!”. Bez przyjęcia Eucharystii, to znaczy Ciała i Przenajdroższej Krwi Pana, nie można wkroczyć do wiecznej szczęśliwości. Pan jednak przychodzi do każdego umierającego człowieka – obojętnie jaką wiarę wyznawał czy nie wyznawał – do każdego z osobna przychodzi Pan w jego ostatniej godzinie i objawia się mu, mówi mu pełen miłości i miłosierdzia: „To Ja, twój Pan!” Gdy ten człowiek przyjmuje swego Pana i prosi o przebaczenie swoich grzechów, dzieje się coś niesłychanego, co trudno wyjaśnić: Pan błyskawicznie zabiera tę duszę do miejsca, gdzie sprawowana jest Msza św. i ów człowiek przyjmuje wiatyk. To mistyczna komunia. Ten bowiem tylko, kto otrzymuje Ciało i Krew Pana, może wejść do Nieba. To tajemnicza łaska, którą dał Bóg naszemu Kościołowi. A tak wielu jest ludzi, którzy klną na Kościół. Jednak tylko w Kościele Katolickim możemy znaleźć zbawienie. Ci umierający mogą wówczas dostąpić zbawienia. Idą do czyśćca, ale są uratowani. Tam nadal czerpią łaskę z Eucharystii. Dlatego też diabeł tak bardzo nienawidzi kapłanów. Dopóki są księża, dopóty chleb i wino są przemieniane. Z tego względu naszym obowiązkiem jest modlić się wiele za księży, gdyż demon atakuje ich nieprzerwanie. Pan pokazał mi to wszystko.

Jedynie przez kapłana możemy na przykład otrzymać sakrament pokuty i pojednania. Jedynie przez kapłana otrzymujemy przebaczenie naszych win. Wiecie, czym jest konfesjonał? To wanna, kąpiel dla duszy. Nie kąpiel z mydłem i wodą, a z Krwią Chrystusa. Gdy dusza jakiegoś człowieka stała się wskutek grzechu brudna i czarna, może on ją umyć Krwią Chrystusa podczas spowiedzi. Ponadto zrywane są pęta, którymi szatan związał nas ze sobą.

Jest zatem logiczne, że diabeł najbardziej nienawidzi kapłanów i chce ich doprowadzić do upadku. Nawet ci kapłani, którzy sami są wielkimi grzesznikami, mają moc odpuszczania grzechów jak i ważnego szafowania każdym sakramentem. Pan ukazał mi, jak to się dzieje. A dzieje się to w Ranie Jego Serca. Są rzeczy, które przekraczają ludzkie pojęcie, ale to duchowa rzeczywistość. Przez tę Ranę Pana dusza wznosi się do Boskiego wymiaru, wznosi się do Miłosierdzia Bożego, do bram Bożego Miłosierdzia; dusza wznosi się i oczyszczana jest w Sercu Wiecznego Arcykapłana, Jezus z Krzyża oczyszcza ją Najświętszą Krwią w Swoim wiecznym teraz.

Widziałam, jak moja dusza została oczyszczona dzięki wyznaniu grzechów. Przy każdym grzechu, za który szczerze żałowałam i wyznawałam go, Pan rozwiązywał pęta, które mnie mocno trzymały przy szatanie. Jaka szkoda, że oddaliłam się od sakramentu pokuty i pojednania.

Wszystko to jest dla nas możliwe tylko dzięki kapłanowi. Tak samo w przypadku pozostałych sakramentów: przyjmujemy je dzięki kapłanowi. Dlatego mamy obowiązek modlić się za księży, aby Bóg strzegł ich, oświecał i prowadził. Teraz można pojąć, dlaczego diabeł nienawidzi Kościoła i kapłanów, bo święty kapłan ma moc wyrwania szatanowi wielu dusz.

do góry

22. Sakrament małżeństwa. Chciałabym wam również opowiedzieć o wielkiej łasce płynącej z sakramentu małżeństwa. Gdy ktoś przyjmuje w Kościele sakrament małżeństwa i mówi swoje „tak” i tym samym zobowiązuje się dochować wierności, być wiernym w dobrych i złych chwilach, wtedy obiecuje to samemu Bogu Ojcu. On jest tym jedynym świadkiem, gdy składamy sobie obietnice. Gdy umrzemy, ujrzymy ten moment zapisany w naszej Księdze życia. Widziałam, jak para małżeńska w owym momencie spowita jest niewymownie piękną, złocistą poświatą. Bóg Ojciec zapisuje te słowa złotymi literami w naszej Księdze życia. Kiedy później przyjmujemy Ciało i Krew naszego Pana, zawieramy przymierze z Bogiem i z osobą, którą sobie wybraliśmy na małżonka/małżonkę, z którą chcemy dzielić całe życie. Kiedy oznajmiamy naszą wolę, te słowa są zobowiązaniem nie tylko wobec partnera, ale i wobec Trójcy Przenajświętszej.

Pan pozwolił mi zobaczyć, jak w dniu mojego ślubu, gdy mój mąż i ja przyjęliśmy Komunię św., nie byliśmy tylko my dwoje, lecz troje: my i Jezus. W chwili bowiem, gdy przyjmujemy Komunię św., Pan tak nas jednoczy, że jesteśmy jedno. Bierze nas do Serca i w Jego Sercu stajemy się jedno. Razem z Jezusem tworzymy świętą trójcę. „Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!”[5]. I teraz pytam: kto jest w stanie rozdzielić taką JEDNOŚĆ? Nikt! Nikt, moi bracia i siostry w Chrystusie Panu, nikt nie może rozbić tego przymierza. Naprawdę nikt, po tym jak Bóg je pobłogosławił. I nie wyobrażacie sobie także, jakie błogosławieństwo spoczywa na parze osób dziewiczych zawierających związek małżeński!

Ujrzałam również ślub moich rodziców. Gdy mój ojciec wkładał mojej matce pierścionek na palec, a ksiądz ogłaszał ich mężem i żoną, Pan przekazał ojcu laskę pasterską, promieniejącą Światłem, która była u góry zgięta. To jest łaska, którą Pan daje mężowi. To prezent autorytetu Boga Ojca, aby mąż mógł opiekować się małą trzódką swojej rodziny – którą są dzieci, zrodzone w małżeństwie – aby bronił małżeństwa i dzieci przed wieloma niebezpieczeństwami, na jakie narażona jest rodzina.

Mojej matce Bóg Ojciec dał coś podobnego do ognistej kuli i umieścił ją w jej sercu. Oznacza ona miłość Ducha Świętego. Zobaczyłam, że moja matka była bardzo czystą kobietą. Bóg był pełen radości.

Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić, jak wiele nieczystych duchów próbowało zaatakować mojego ojca w tamtym momencie. Te duchy wyglądały jak larwy, jak pijawki.

Musicie wiedzieć, że gdy ktoś ma pozamałżeńskie stosunki płciowe, to wówczas te nieczyste duchy uczepiają się natychmiast tej osoby, oblepiają ją wszędzie, zaczynają od genitaliów, biorą w posiadanie ciało, hormony, osadzają się w mózgu, zajmują przysadkę mózgową, grasicę i wszystkie ważne miejsca organizmu ludzkiego oraz rozpoczynają produkcję wielkiej ilości hormonów, które pobudzają niskie instynkty. Przekształcają dziecko Boże w niewolnika żądzy, instynktów, pożądania seksualnego. Czynią z niego człowieka, o którym mawia się, że używa życia. A my mówimy tak lekkomyślnie: raz się żyje... ale to „raz” pociąga za sobą gorzkie konsekwencje...

Gdy para małżeńska jest dziewicza, Bóg jest szczególnie uwielbiony. Bóg zawiera z nimi święte przymierze i błogosławi ich seksualność. Seksualność bowiem nie jest grzechem. Bóg dał ją jako błogosławieństwo. Tam, gdzie małżeństwo zawierane jest przed Bogiem, tam jest On obecny, także w łożu małżeńskim. W sakramentalnie zawartym małżeństwie osoby udzielają sobie łask Bożych w intymnym obcowaniu, a w związku niepobłogosławionym brudzą się wzajemnie swoim grzechem.

Bóg raduje się, gdy może im towarzyszyć w ich nowym życiu. Bóg i taka para tworzą jedność. Szkoda, że wiele małżeństw nie wie tego i nie myśli o tym. Gdy bierze się ślub w kościele jedynie z tradycji, nie wierząc w ten sakrament, błogosławieństwa nie ma.

Wielu myśli podczas ceremonii o tym, aby jak najszybciej się skończyła, aby można było wreszcie świętować, jeść, pić, bawić się i wyjechać na miodowy miesiąc. Zapominają o Panu. Tak jak ja wtedy uczyniłam i zostawiłam Go samego. Do głowy mi nie przyszło, aby zaprosić Pana do mojego nowego domu, do mojego nowego życia. On tak bardzo lubi być zapraszanym do przebywania z nami, we wszystkich sytuacjach życiowych, radosnych i mniej radosnych. Chce, abyśmy odczuli Jego obecność. Wprawdzie jest obecny z racji sakramentu małżeństwa, lecz byłoby piękniej, gdybyśmy byli świadomi Jego obecności.

I ja nie zaprosiłam Go, aby po moim weselu przybył do mojego domu. Zostawiłam Go w kościele. Potem spędziłam mój miodowy miesiąc i w ogóle nie myślałam już o Nim. Wróciłam do domu, a On smutny pozostał na zewnątrz i w ogóle nie zwracałam na Niego uwagi, nie zapraszałam do siebie.

Jak dobrze byłoby dla małżonków, gdyby byli świadomi Jego obecności i nie popełniali tego samego błędu, jaki ja wtedy popełniłam. Przy ślubie moich rodziców najpiękniejsze było to, że Bóg przywrócił memu ojcu wszystkie łaski, które stracił z powodu swego rozpustnego życia. Bóg uczynił to z miłości do mojej matki, jego żony, która jako dziewica zawarła związek małżeński. Bóg uleczył przez to zbrukaną seksualność mojego ojca i cały związany z nią nieporządek hormonalny.

Ojciec jednak był bardzo „męski” – istny macho – i jego przyjaciele zaczęli go znowu zatruwać i zwodzić, mówiąc mu, aby nie dał się wodzić za nos żonie. Szybko go przekonali do powrotu do wcześniejszego trybu życia. Okazał niewierność powierzonej mu żonie, mojej matce, już w 14 dni po swoim weselu. Dał się zaciągnąć do domu publicznego, by udowodnić przyjaciołom, że jest panem siebie i że nie będzie pantoflarzem.

I wiecie, co się stało z laską pasterską, którą otrzymał od Pana? Demon mu ją zabrał. I wszystkie te brudne złe duchy powróciły i przykleiły się do niego. Mój ojciec przeobraził się z pasterza rodziny w wilka, który nie chronił już rodziny, a otworzył demonom drzwi na oścież i stał się postrachem całego domu.

Mój ojciec powiedział we łzach po tamtej stronie: „Dzięki mojej cudownej żonie, twojej matce, która modliła się przez 38 lat za mnie o moje nawrócenie i prowadziła przykładne życie jako ofiarna matka, zostałem uratowany przed piekłem.”

Moja matka modliła się przez 38 lat za mojego ojca, który prowadził zepsute i cudzołożne życie, także z winy dziadka, który zabrał go jako 12-latka ze sobą do domu uciech, aby „zrobić z niego mężczyznę”. A wiecie, jak modliła się zawsze moja matka przed Najświętszym Sakramentem? Mówiła: „Panie, Boże mój, wiem i ufam, że nie pozwolisz umrzeć Swojej służebnicy, zanim nie ujrzę nawrócenia mojego małżonka. Proszę Cię nie tylko za moim mężem, a błagam Cię również, abyś wspierał wszystkie te biedne kobiety, które znajdują się w tej samej nieszczęśliwej sytuacji, co ja. Szczególnie proszę Cię za tymi kobietami, które oddają się mocy wróżbitów, czarnoksiężników i innych narzędzi magii oraz sił demonicznych. Proszę Cię za wszystkimi tymi, które w ten sposób sprzedają demonom swoje dusze i dusze swoich dzieci, zamiast trwać przed Najświętszym Sakramentem: przed Tobą, zamiast modlić się tutaj i Cię uwielbiać. Proszę Cię także za nimi. Wspieraj je wszystkie i uwolnij je z więzów Złego!”

Tak modliła się moja matka. I wiecie, dlaczego zawsze kochałam swego ojca? Ponieważ moja matka była dobrą kobietą, która nas nigdy, ani trochę, nie skłaniała do tego, by kogoś nienawidzić, nawet ojca, mimo że dawał jej ku temu powody.

Czasami moja matka mawiała do mnie, że miała widzenie i widziała, że po każdym ciężkim grzechu ziemia się otwiera i połyka daną duszę. Często naigrywałam się z tych jej opowiadań i nazywałam ją głupią i naiwną. Mówiłam często do niej: „Wiesz co, Bóg mi właśnie pokazał, jak otwarła się ziemia i połknęła tatę.” Mówiłam to, nawiązując do jej wypowiedzi dotyczących ciężkich grzechów.

Ale w tym drugim świecie stało się dla mnie jasne, że moja matka naprawdę miała mistyczną wizję. Odpowiedziała mi tak: „Tak, moja córko, widziałam twego ojca. Był spętany przez diabła, który chciał go zaciągnąć do otchłani. Ale musisz wiedzieć, że owiłam go natychmiast moim różańcem i zaciągnęłam do kościoła przed Najświętszy Sakrament. To była ustawiczna walka. Szatan chciał go zaciągnąć w dół swymi pętami, a ja swoim różańcem ciągnęłam go z powrotem w górę. I kiedy wreszcie przyprowadziłam go do kościoła, rzekłam do Pana: ‘Oto przyprowadzam Ci go i ufam, że Ty go uratujesz.’”

Mój ojciec nawrócił się osiem lat przed śmiercią. Z głęboką skruchą prosił Boga o przebaczenie, a miłosierny Bóg odpuścił mu. Mój ojciec jednakże nie odpokutował swoich czasowych kar za grzechy. Wprawdzie żałował, wyspowiadał się i otrzymał rozgrzeszenie, ale nie miał okazji odbyć pokuty. Dlatego znajdował się w czyśćcu, aż po szyję w tym cuchnącym bagnie, które już wcześniej opisałam.

Pokutowanie za popełnione grzechy i zadośćuczynienie to jedna z tych rzeczy, o których tak łatwo zapominamy. Właściwie bardzo mało o tym myślimy. Poza tym sami z siebie bardzo mało możemy zadośćuczynić. Ale Jezus w Najświętszym Sakramencie może nam udzielić łaski odpokutowania. Gdy Go odwiedzamy w Najświętszym Sakramencie i uwielbiamy Go, otrzymujemy często ten dar pokuty, zadośćuczynienia za skutki naszych grzechów.

W tym drugim świecie Bóg ukazuje nam, jak nasze grzechy wpływają na innych. Cierpi On bardziej z powodu skutków naszych grzechów dotykających inne osoby, aniżeli z powodu samego grzechu. Skutki te są zazwyczaj bezpośrednim atakiem na miłość. Bóg sam w Sobie jest miłością.

Eucharystia i adoracja Najświętszego Sakramentu to jedyna droga, która nas bezpośrednio prowadzi do Nieba. Zapamiętajcie to! To bardzo ważne dla nas wszystkich.

Gdy ktoś zdradza swojego współmałżonka, zdradza Pana Boga. Łamie obietnicę, którą złożył Bogu i swojemu partnerowi w dniu ślubu. Jeśli ktoś zamierza nie dotrzymać obietnicy małżeńskiej, niech lepiej nie zawiera związku małżeńskiego. Pan mówi do nas: „Jeśli jesteś niewierny, sam siebie potępiasz. Jeśli nie jesteś wierny, to się nie żeń.” Pan mówi: „Moje dzieci, proście Mnie o to, byście mogły być wierne swojemu współmałżonkowi, byście mogły być wierne waszemu Bogu.”

Ile szkód i cierpień doświadcza małżeństwo z powodu niewierności! Gdy np. mężczyzna idzie do domu publicznego albo rozpoczyna romans z sekretarką, to pomimo prezerwatywy zaraża się wirusem. Wtedy nie pomoże żadna kąpiel. Wirus nie ginie i później, gdy przychodzi do swej żony, przenosi tego wirusa na nią i ten zagnieżdża się w pochwie lub w macicy, a później rozwija się z tego rak. Tak, rak! Kto więc odważy się twierdzić, że cudzołóstwo nie zabija?! I jakże wiele kobiet, które dopuściły się cudzołóstwa, boi się, że zostanie odkryty ich cudzołożny związek, i chcą usunąć dziecko! Zabijają niewinnego człowieka, który nie może jeszcze ani mówić, ani się bronić. To zaledwie kilka przykładów nieprzewidzianych konsekwencji grzechów, krótkiej chwili przyjemności.

Cudzołóstwo zabija na różne sposoby. I mamy jeszcze czelność skarżyć się na Boga, atakować Go i zrzucać na Niego winę, gdy rzeczy nie mają się tak, jakbyśmy tego chcieli, gdy mamy problemy, gdy nas nawiedzają choroby. To my fundujemy sobie nieszczęście i ściągamy je na siebie naszymi grzechami. Za grzechem stoi zawsze przeciwnik, szatan. Otwieramy mu drzwi, gdy ciężko grzeszymy. A gdy spotyka nas jakieś nieszczęście, wtedy Boga obarczamy odpowiedzialnością za to.

Biada temu, który próbuje zniszczyć małżeństwo. Gdy ktoś rujnuje małżeństwo, uderza w skałę, którą jest Jezus. Bóg chroni małżeństwo, nigdy w to nie wątpcie!

Chciałabym wam też jeszcze powiedzieć, że musicie dobrze uważać na wszystkich teściów, którzy mieszają się do małżeństwa dzieci, aby zniszczyć związek, zaszkodzić relacji małżonków, siejąc nieufność, uważając się za kogoś mądrzejszego. Nawet jeśli nie lubicie swojej synowej lub zięcia, czy słusznie czy nie, nie mieszajcie się w ich związek. Lepiej pomódlcie się za to małżeństwo. Oboje są już w małżeństwie i nic już nie można zrobić. Jedyną rzeczą, którą możecie uczynić, to modlitwa za nich. Módlcie się za to małżeństwo i milczcie. I ofiarujcie Panu swoje milczenie, które być może nie przychodzi wam łatwo. Wiele kobiet się potępiło, gdyż mieszały się do małżeństwa swoich dzieci. To bardzo ciężki grzech. Gdy zauważacie, że coś nie jest w porządku, że jedno z nich grzeszy przeciwko małżeńskiej obietnicy, zamilknijcie i módlcie się. Proście Boga za nimi, proście Boga o pomoc.

Możecie również porozmawiać z obojgiem i prosić ich, aby ratowali swe małżeństwo, aby brali pod uwagę swe dzieci, gdyż małżeństwo jest po to, aby kochać, obdarzać się i wzajemnie sobie przebaczać. Trzeba walczyć o małżeństwo, ale nie poprzez mieszanie się i ustawianie się po jednej stronie barykady.

do góry

23. Czcij ojca swego i matkę swoją. Doszliśmy do czwartego przykazania: Czcij ojca swego i matkę swoją! Także tu Pan ukazał mi, jak niewdzięczna byłam za życia względem moich rodziców. Jak często i jak strasznie klęłam na nich oraz wymyślałam im. Wyrzucałam im, że nie mogą mi zaoferować tego wszystkiego, co otrzymały moje koleżanki. Stało się dla mnie jasne, jak bardzo byłam nie umiejącą niczego cenić córką, dla której wszystko, co z trudem i wyrzeczeniami dawali mi rodzice, nie miało żadnej wartości. Tak, nawet do tego stopnia żywiłam urazę do rodziców, że twierdziłam, że ta kobieta nie może być moją matką, gdyż po prostu jest dla mnie zbyt prymitywna. Dla mnie była nikim, jak więc mogła być moją matką.

Przerażającą rzeczą było dla mnie ujrzeć rezultat: widzieć siebie jako kobietę bezbożną, która wszystko niszczyła oraz negatywnie wpływała na wszystko, co stanęło jej na drodze. Najgorsze w tym wszystkim było to, że wmawiałam sobie, że jestem kimś wyjątkowym, szczególnie dobrym i świętym. Pan wyjaśnił mi również, dlaczego wmawiałam sobie, że przy tym czwartym przykazaniu nie muszę się niczego obawiać. Byłam pewna, że z łatwością sobie tutaj poradzę, gdyż w ostatnich latach życia rodziców finansowałam lekarzy i leki, których potrzebowali, gdy chorowali. Tylko z powodu tego faktu wmawiałam sobie, że wypełniłam czwarte przykazanie bardziej, niż było to nakazane. Pasowało to do mojej filozofii życia, w której wszystkie moje czyny oceniałam i segregowałam według zasady pieniędzy. Tak samo było i z moimi rodzicami. Mój mąż podjął zobowiązanie pokrycia opłat, a ja mówiłam: „Spójrz na tych dwoje bezwstydnych ludzi! Nie zostawią nam nic w spadku, a w dodatku trzeba na nich wydać fortunę. Rodzice moich przyjaciół, przeciwnie, zostawią im dobra...” I Pan ukazał mi, jak analizowałam wszystko przez pryzmat pieniądza i jak manipulowałam rodzicami, kiedy posiadałam pieniądze i pozycję. Dzięki bogactwu urosłam dla nich, żyjących w prostych warunkach, do rangi bóstwa, które czcili, oślepieni moimi pieniędzmi.

Ta sytuacja, uwarunkowana mamoną, pozwoliła mi także na bezczelne obchodzenie się z moimi rodzicami. Nie możecie sobie wyobrazić, jak bardzo bolało mnie to jasne poznanie – miałam je z łaski Boga – mojego wcześniejszego życia, jaki głęboki ból sprawiało. Musiałam przypatrywać się, jak mój tata z wielkim smutkiem płakał i szlochał nade mną i moim zachowaniem, bo mimo wszystkich swoich słabości był dobrym ojcem. Uczył mnie być pracowitą i prowadzić przykładne życie, gdyż tylko ten, kto dobrze pracuje i dobrze wykonuje swój zawód, będzie postępował naprzód i coś osiągnie. Niestety, mimo że tak starał się mnie dobrze wychować, uszedł mu mały szczegół, bardzo istotny, a mianowicie to, że miałam także duszę, która umierała z głodu, i że on – jako wzór dla swej córki – miał do spełnienia misję: żyć Dobrą Nowiną i wiarą. Pod tym względem całkowicie zawiódł i po prostu nie widział, jak to moje życie tonęło w bagnie wskutek niedostrzegania przez niego tego szczegółu.

Bolało mnie, gdy widziałam, jakim kobieciarzem był mój ojciec. Czuł się szczęśliwy i dobrze mu było, gdy mógł opowiadać mojej matce i wszystkim ludziom – oraz chełpić się przy tej okazji – jakim to on jest „macho”, ponieważ miał równocześnie wiele kobiet i był w stanie trzymać je na wodzy oraz zadowalać. Poza tym wiele pił i palił. Z tych wszystkich wad i złych przyzwyczajeń mój ojciec był nawet dumny. Był bardzo zarozumiały. Błędnie uważał, że nie były to wady, a wręcz przeciwnie – cnoty, które czyniły go kimś wyjątkowym. Już w młodym wieku widziałam, jak mama siedziała w domu zalana łzami, gdy tata zaczynał chełpić się swoimi kobietami i przygodami, jakie z nimi miał. Im częściej to przeżywałam, tym większy był mój gniew, wściekłość i awersja, która mnie ogarniała. A teraz widzę przebieg mojego wcześniejszego życia i pojmuję natychmiast, że te niepohamowane uczucia powoli doprowadzały mnie do „duchowej śmierci”, do obumierania mojej duszy. Ogarniał mnie ogromny gniew, gdy musiałam przypatrywać się, jak tata perfidnie upokarzał mamę na oczach wszystkich.

Zaczynałam się temu przeciwstawiać. Zagadywałam mamę, próbowałam na nią wpłynąć. Mówiłam do niej na przykład tak: „Nigdy nie będę taka jak ty, nie pozwolę sobie na takie rzeczy ze strony mężczyzny. My, kobiety, nie mamy żadnej wartości w społeczeństwie i jesteśmy dlatego tak poniżane, bo są takie kobiety jak ty, pozwalające na wszystko; bo są kobiety, które ulegle poddają się samowoli tych „macho”; kobiety, które nie mają już godności ani dumy, a są bardzo podłamane psychicznie; właśnie takie kobiety, które pozwalają zarozumiałym mężczyznom na znęcanie się nad sobą i traktowanie siebie jak ostatnią szmatę.”

A do mojego ojca powiedziałam, gdy byłam nieco starsza: „Nigdy, uwierz mi i wbij to sobie do głowy, tato, nigdy nie dopuszczę do tego, żeby jakiś mężczyzna tak mnie traktował i upokarzał, jak ty to ciągle czynisz wobec mamy. Jeśli dojdzie do tego, że mężczyzna będzie mi niewierny i będzie mnie oszukiwał, zemszczę się na nim, zrobię mu to samo. Ze mną tak nie będzie, kochany tato!” W odpowiedzi otrzymałam od ojca solidne lanie. Krzyczał na mnie: „Co ty sobie myślisz? Na co sobie pozwalasz? Za kogo ty się masz, żeby tak do mnie mówić?”

Nie możecie sobie wyobrazić, jakim strasznym „macho” był mój ojciec. Nie mogłam trzymać języka za zębami i odpowiedziałam: „Nawet jeśli mnie bijesz i prawie mnie zabijasz, przysięgam ci, że nie pozwolę sobie na coś takiego. Gdyby doszło do tego, że jako zamężna dowiedziałabym się o niewierności męża, zemściłabym się na nim w straszliwy sposób, abyście wy mężczyźni zrozumieli, co przeżywa kobieta, gdy mężczyzna traktuje ją jak ostatnią szmatę, upokarza ją i znęca się nad nią jak nad mokrą ścierką.”

I tak napełniałam się tą awersją, gniewem i wściekłością i wypełniałam nimi myśli i umysł. Zatruwałam swój umysł i charakter. Kiedy dorosłam i byłam samodzielna – i oczywiście miałam już wystarczająco dużo pieniędzy – stale wywierałam presję na moją matkę, mówiąc do niej: „Mamo, wiesz co? Rozejdź się z tatą. Weź z nim rozwód!” Zachowywałam się tak, chociaż szanowałam tatę i lubiłam go. Mimo to ciągle zagadywałam mamę: „Nie może tak być, abyś tak po prostu znosiła takiego typa jak mój ojciec! Jako kobieta bądź świadoma swej godności! Odzyskaj honor i pokaż mu, że jesteś kimś cennym, wyjątkowym, a nie kawałkiem szmaty, którą może się wytrzeć!” Te i podobne frazy powtarzałam nieustannie mojej matce. Możecie to sobie wyobrazić? Robiłam wszystko, by rozdzielić moich rodziców, by skłonić ich do rozwodu.

Mama zwykle mawiała wtedy do mnie: „Nie, moja droga córko, nie rozwiodę się. Nie myśl sobie, że zachowanie twojego ojca nie jest dla mnie bolesne i upokarzające. Cierpię bardzo z tego powodu, co z pewnością możesz sobie wyobrazić. Ale ponoszę tę ofiarę i wytrzymuję, gdyż mam was – siedmioro moich dzieci. Jest was siedmioro, a ja jestem sama. Tak więc lepiej jest, aby tylko jedna osoba musiała cierpieć, a nie – siedem osób. W końcu twój ojciec jest dobrym tatą i nie mam serca, by tak po prostu uciec i pozostawić was, abyście sami dorastali. Pytam cię jeszcze: jeśli rozejdę się z twoim ojcem, kto wtedy będzie się modlił o jego nawrócenie, aby jego dusza została zbawiona? Cierpienie i poniżenie, jakie wyrządza mi twój tata, jednoczę z niewymownymi cierpieniami naszego Pana Jezusa Chrystusa na Krzyżu. Każdego dnia mówię naszemu Panu: ‘To, co muszę cierpieć i znosić, jest przecież niczym w porównaniu z cierpieniami, jakie znosiłeś dla nas na Krzyżu. Aby moje cierpienie miało wartość, proszę Cię o to, bym mogła połączyć i zjednoczyć je z Twoim cierpieniem, tak aby to moje cierpienie otrzymało moc wyproszenia łaski nawrócenia dla męża i dzieci, by mogli zostać uchronieni od wiecznego potępienia!”

Nie rozumiałam tego wszystkiego i tylko potrząsałam głową z powodu „głupoty” mamy. Po prostu nie byłam w stanie tego pojąć. To były myśli, które były mi obce i diametralnie sprzeciwiały się mojemu stylowi życia i myślenia. Wiedzcie jeszcze, że nie tylko nie rozumiałam tego. Wypowiedzi mojej matki drażniły mnie i powiększały mój gniew. Doszło do tego, że zmieniło się całe moje życie, gdyż stałam się prawdziwą rebeliantką. Ten bunt objawiał się najpierw w tym, że angażowałam się w walkę o prawa kobiet i emancypację – i to nie tylko jako bierna uczestniczka... nie. Walczyłam o prawa kobiet na czele tego frontu.

Zaczęłam bronić aborcji, prawa kobiety do decydowania o swoim brzuchu; niezależności i prawa do bycia „singlem” czy życia w wolnym związku – do organizowania sobie życia z przygodnymi partnerami. Propagowałam rozwód jako dobre rozwiązanie problemów małżeńskich. W szczególności broniłam „prawa talionu”[7]. A więc doradzałam zawsze kobietom, by odpłacały tym samym, by również one również mściły się na każdym niewiernym mężczyźnie „skokiem w bok” – jeśli to możliwe – z jego najlepszym przyjacielem. Chociaż sama osobiście nigdy nie byłam niewierna mężowi, to złymi radami wyrządzałam wielkie szkody bardzo wielu osobom. Niestety!

do góry

24. Nie zabijaj – aborcja. Kiedy w mojej Księdze życia doszliśmy do piątego przykazania Bożego: „Nie zabijaj”, pomyślałam sobie: wreszcie, nie mam sobie nic do zarzucenia, bo nikogo nie zabiłam. Ku memu ogromnemu przerażeniu Pan pouczył mnie o czymś całkiem innym. Pokazał mi z całą wyrazistością, że byłam niesamowicie okrutną morderczynią. Mordy, w jakie byłam uwikłana, należały do zabójstw, które w oczach Pana zaliczają się do tych najpotworniejszych: aborcja dzieci nienarodzonych.

Pewnego dnia moja przyjaciółka Estela rzekła do mnie: „Słuchaj! Masz 13 lat i nie straciłaś jeszcze cnoty?” Spoglądałam na nią oniemiała. Co chciała przez to powiedzieć? Moja matka opowiadała mi zawsze o wadze dziewictwa. Mówiła, że to dar, jaki panna młoda może ofiarować Bogu. Moja przyjaciółka jednakże odpowiedziała mi, wyrażając wyższość i zarozumiałość: „Moja matka zaprowadziła mnie do ginekologa, jak tylko dostałam pierwszą menstruację. Od tamtego czasu biorę pigułki antykoncepcyjne.”

Wtedy nie wiedziałam nawet, co to takiego. Wyjaśniła mi, że te pigułki służą temu, by nie zajść w ciążę. I opowiedziała mi, z jakimi mężczyznami już spała. To była duża ilość chłopaków i młodych mężczyzn. Powiedziała, że to takie przyjemne. Rzekła do mnie: „Widzę, że nie masz pojęcia o tym wszystkim.” Potwierdziłam. Powiedziała, że zaprowadzi mnie do miejsca, gdzie będę mogła się czegoś nauczyć. Byłam przestraszona, bo nie wiedziałam, gdzie chce mnie zaprowadzić.

Otworzył się przede mną nowy świat, całkowicie nieznany świat. Poszła z nią i innymi do kina, do centrum miasta, by obejrzeć film pornograficzny. Możecie sobie wyobrazić moje przerażenie? Dziewczynka, która wówczas miała 13 lat! Nie posiadaliśmy nawet telewizora. Możecie sobie wyobrazić taki film? Umarłam niemal ze strachu i wstrętu. Wydawało mi się, że jestem w piekle. Chciałam uciec, ale tylko wstyd przed moimi przyjaciółkami powstrzymywał mnie. Jednak niczego innego nie pragnęłam, jak uciec stamtąd. Byłam do głębi wstrząśnięta.

W tym dniu poszłam z mamą na Mszę świętą. I ponieważ czułam się bardzo źle, poszłam do spowiedzi. Mama uklękła przed ołtarzem i modliła się. Na spowiedzi powiedziałam zwyczajne rzeczy, że nie odrobiłam pracy domowej, że ściągałam na klasówkach, że byłam nieposłuszna... To były mniej więcej moje grzechy. Spowiadałam się zawsze u tego samego księdza i on znał moje grzechy mniej więcej na pamięć. Ale w tym dniu wyznałam też, że uciekłam mamie, żeby pójść do kina. Ksiądz był zupełnie zaskoczony i nieomal krzyknął: „Kto komu uciekł? Kto gdzie poszedł?” Przestraszyłam się ogromnie jego reakcji i spojrzałam bojaźliwie na matkę, czy coś usłyszała. Ona jednak klęczała spokojnie na swoim miejscu i modliła się. Bogu niech będą dzięki, pomyślałam, niczego nie usłyszała. Samo wyobrażenie sobie, że mogła coś usłyszeć, było dla mnie nieznośne. Wstałam od konfesjonału i byłam wściekła na księdza. Oczywiście nie powiedziałam mu, na jakim filmie byłam. Skoro takie cyrki wyprawiał z tego powodu, że byłam w kinie, jakie sceny by robił, gdyby wiedział o wszystkim. Może by mnie nawet zbił.

Od tamtej chwili szatan zaczął działać we mnie. Od tamtego czasu nie spowiadałam się szczerze. Wybierałam odtąd, co powiem, a co przemilczę. Zaczęły się moje świętokradzkie spowiedzi i przyjmowałam Komunię św., chociaż wiedziałam, że nie wyspowiadałam się szczerze. Przyjmowałam Pana świętokradzko. On pokazał mi, jak straszna była degradacja mojego życia, jak ten proces duchowej śmierci coraz bardziej postępował. Skutkiem tej degradacji było to, że przy końcu swego życia nie wierzyłam już w istnienie diabła ani w nic innego. A moje grzechy uważałam nawet za dobre czyny. Pan ukazał mi, jak kroczyłam jako dziecko trzymając się ręki Boga, jaką głęboką więź z Nim miałam i jak moje grzechy oddzielały mnie coraz bardziej od Boga i Jego prowadzącej ręki. Pan powiedział mi, że każdy, kto niegodnie przyjmuje Jego Ciało i Krew, ściąga na siebie potępienie. Spożywałam i piłam moją zgubę[8].

Zobaczyłam też w Księdze życia, jak diabeł był zrozpaczony, kiedy w wieku 12 lat wierzyłam jeszcze w Boga i chodziłam z matką na adorację. Diabeł był wściekły z tego powodu.

Gdy rozpoczęło się moje grzeszne życie, Pan dał mi odczuć, że pokój opuścił moje serce. Pojawiły się wyrzuty sumienia. A co powiedziały na to moje przyjaciółki? „Co? Chodzić do spowiedzi? Ty chyba zwariowałaś. To zupełnie nie jest na czasie. I to do tych księży, którzy mają większe grzechy niż my!” Żadna z nich nie poszła już do spowiedzi, ja byłam tą jedyną. Rozpoczęła się wewnętrzna walka między tym, co mówiły moje koleżanki a tym, co mawiała moja matka i co podpowiadało mi sumienie. Szala stopniowo przechylała się i moje koleżanki zwyciężyły. Nie chciałam bowiem spowiadać się u tych „starych” księży, nastawionych negatywnie do ciała, a na pewno nie u tych, którzy wzburzali się tylko dlatego, że się szło do kina. Widzicie tutaj przebiegłość szatana. Odsunął mnie od spowiedzi, gdy miałam zaledwie 13 lat. Okazał się bardzo podstępny. Wiecie, on podsuwa nam złe pomysły. W wieku 13 lat Gloria Polo była już żywym trupem, jeśli chodzi o jej duszę. Dla mnie jednak było to czymś ważnym i dumna byłam z tego, że mogłam należeć do tej małej grupki moich koleżanek, do tych „fajnych”, mądrych dziewczyn, który wmawiały sobie, że wiedzą więcej niż wszyscy ich rodzice razem wzięci. Mając 13 lat myślałyśmy, że wszystko wiemy i byłyśmy zdania, że każdy, kto mówił o Bogu, był nienowoczesny lub szalony. To co nowoczesne – to korzyści i przyjemności... Konsumpcja, przyjemności – to było w modzie.

Nie powiedziałam wam jeszcze, że wtedy, gdy stałam nad przepaścią do piekła i nagle rozległ się głos Pana, wszystkie demony uciekły. Uciekły gdzie pieprz rośnie, jeden tylko został. Bóg pozwolił mu zostać. Ten ogromny demon krzyczał przeraźliwym głosem: „Ona należy do mnie! Ona jest moja! Należy do mnie! Jest moja na zawsze!” Ten demon mógł tylko dlatego pozostać, gdyż był przywódcą hordy, która zagnieździła się we mnie i manipulowała wszystkim w moim życiu, abym grzeszyła. Podstępnie wykorzystywali moje słabe strony. To ten demon trzymał mnie z dala od spowiedzi. Dlatego Pan zarządził, aby był obecny. Ten diabeł krzyczał strasznie, gdyż obawiał się, że łup może się mu wymknąć w ostatnim momencie. Wrzeszczał przeraźliwie i oskarżał mnie. Mógł pozostać, gdyż umarłam w stanie grzechu śmiertelnego. Od 13 roku życia bowiem nie spowiadałam się należycie, a wcześniej raz, dwa razy moja spowiedź nie była ważna. Należałam zatem do tego demona i z tego względu mógł być obecny na egzaminie.

Możecie sobie wyobrazić, jak się czułam, gdy moje wszystkie grzechy zostały mi przedstawione? Było ich tak wiele. I do tego wszystkiego te złośliwe, szydercze oskarżenia... Nie mogłam tego wytrzymać, gdy tak wrzeszczał, że należę do niego. To było coś niewyobrażalnie strasznego. Zły trzymał mnie z dala od sakramentu pokuty i pozbawiał mnie przez to uzdrowienia i oczyszczenia mojej duszy przez Jezusa. Za każdym razem bowiem, gdy grzeszyłam, grzech nie był czymś „za darmo”. Grzech jest własnością szatana i musimy za niego zapłacić. Mój grzech był tak wielki, że diabeł wypalił pieczęć na mojej duszy. Ta pierwotnie tak cudowna, przeniknięta światłem dusza, jaką widziałam podczas mojego poczęcia, stawała się coraz ciemniejsza, czarna. Była jedną, straszną czernią.

Tak więc ciągle świętokradzko przyjmowałam Komunię św., nie odbyłam prawie w ogóle dobrej spowiedzi, wtedy jak jeszcze chodziłam się spowiadać. Zawsze, zanim skorzystamy z sakramentu pokuty, musimy prosić Ducha Świętego i naszego Anioła Stróża, aby nas oświecili, aby ciemność naszego umysłu rozjaśniła się. Jedną bowiem z rzeczy, którą diabeł czyni z upodobaniem, jest zaciemnianie naszego umysłu, tak że sądzimy, że nic nie jest grzechem, że wszystko jest w porządku, że nie trzeba spowiadać się u księży, bo ci więcej mają grzechów niż my sami, że spowiedź wyszła z mody. To oczywiste, że dla mnie było wygodniej już się w ogóle nie spowiadać.

do góry

25. Aborcja mojej przyjaciółki Esteli. Gdy miałam 13 lat, moja przyjaciółka Estela zaszła w ciążę. Gdy mi o tym opowiedziała, zapytałam ją: „Ale chyba wzięłaś pigułki?” Odparła: „Tak, ale to na nic się nie zdało.” Powiedziałam: „I co teraz? Co zrobisz? Kto jest ojcem?” Odpowiedziała: „Nie wiem.” Nie wiedziała, czy było to podczas tego lub tamtego spaceru albo na festynie, czy też ojcem dziecka jest jej narzeczony. Powiedziała mi: „Powiem po prostu, że to jego”[9]. W czerwcu wyjechałam z mamą na wakacje. Estela była już wtedy w piątym miesiącu ciąży. Kiedy powróciłam, byłam zaskoczona. Nie było już oznak ciąży. Nie było widać grubego brzucha. Wyglądała jak trup, tak była blada. Nic nie pozostało z tej ekstrawertywnej, żywej dziewczyny, która tak chętnie się bawiła. Krótko mówiąc, nie była tą samą dziewczyną, tym radosnym podlotkiem co niegdyś, skłonnym do zabaw. Miała zamglone spojrzenie. Nie chciała mi w ogóle opowiedzieć, co się stało. Ale pewnego razu byłam u niej w domu i wtedy pokazała mi bliznę po operacji, z aborcji. Powiedziała: „Gdy moja matka dowiedziała się, ze jestem w ciąży, tak się wściekła, że natychmiast wzięła mnie za rękę, wcisnęła do samochodu i zawiozła do ginekologa. Gdy tam dotarłyśmy, rzekła mu: ‘Jest w ciąży. Proszę, niech pan żąda, czego chce, ale natychmiast trzeba operować moją córkę i usunąć ten problem”. Jak rzeczowo: problem.

Potem otworzyła szafę i pokazała mi słoik, w którym w roztworze spirytusowym znajdował się płód. To było jej dziecko. Było już całkowicie rozwinięte, zakonserwowane w tym słoiku. Nigdy nie zapomnę tego widoku. Jej matka obstawała przy tym, aby Estela miała przed oczyma konsekwencje swego błędnego postępowania. A na wieczku tego słoika stało pudełko z pigułkami antykoncepcyjnymi, aby nigdy nie zapomniała ich brać. Wyobrażacie sobie coś takiego??? Zobaczcie, jak grzech czyni człowieka chorym. I jak matka, ślepa duchowo, bierze własne dziecko do lekarza, aby usunąć niechciany owoc łona. I do tego ten absurdalny pomysł z zakonserwowanym płodem, aby stawiać jej go przed oczami każdego dnia, by nie zapominała brać pigułek. By za każdym razem, gdy otworzy szafę, widziała swoje dziecko i pamiętała o tych pigułkach. To naprawdę chore, to jest po prostu demoniczne. Takie rzeczy robi diabeł, gdy przez grzech otwieramy mu drzwi i nie chcemy go zmazać w sakramencie pokuty i pojednania, którym może szafować rzymskokatolicki kapłan.

Kiedy zapytałam moją przyjaciółkę, czy cierpi, odpowiedziała ironicznie: „Ach, dlaczego mam być smutna? To najmniejsze zło, znieść tych parę bólów, niż żebym miała się użerać z tym dzieckiem przez całe życie! Ten problem został tak łatwo rozwiązany!” To było kłamstwo, gdyż nie była już nigdy taka, jak wcześniej. Nie minęło dużo czasu i wpadła w straszną depresję. Zaczęła brać LSD. A ponieważ byłam jej najlepszą przyjaciółką, zaproponowała mi spróbowanie. Jednak przestraszyłam się tego. Chętnie bym spróbowała, ponieważ mówiła, że ten narkotyk daje takie przyjemne uczucie... Człowiek ma wrażenie, jakby się unosił, jakby był na chmurach... i opowiadała mi o innych cudach, abym tylko spróbowała. Tak, chętnie bym skosztowała, ale nie mogłam. Bałam się i powiedziałam jej: nie da rady, bo przesiąknę tym zapachem, a gdy moja matka to odkryje, zabije mnie. Ma wyostrzony zmysł powonienia, zabiłaby mnie, gdyby się dowiedziała.

Faktem jest, że nie spróbowałam tej używki, chroniona przez mojego Anioła Stróża i dzięki modlitwom mojej matki. Pan ukazał mi teraz w mojej Księdze życia, że nie spróbowałam narkotyku nie tyle ze strachu przed moją matką, ale dlatego że udzielił mi łaski, abym tego nie uczyniła, i dlatego że miałam matkę, która się za mnie modliła. Jej modlitwa różańcowa uchroniła mnie od wpadnięcia do tej otchłani. Moje koleżanki nie były jednak ze mnie zadowolone. Dyskutowały, krzyczały, mówiły, że jestem nudziarą, bo nie wzięłam w tym udziału. Ale nie mogłam, po prostu nie mogłam. To była jedna z wielu łask, które otrzymałam, gdyż miałam matkę, która była tak związana z Bogiem i modliła się za mnie. Modlitwa jest tak bardzo ważna.

do góry

26. W wieku 16 lat utraciłam swą niewinność. Wiecie, żadna z nas dziewczyn nie szła chętnie na Mszę św., ale w przyklasztornej szkole, do której uczęszczałyśmy, było to obowiązkiem. Musiałyśmy chodzić na Mszę św. z zakonnicami. Ksiądz był już w podeszłym wieku i trwało to zawsze dość długo, zanim skończył. Nam te Msze św. wydawały się trwać całą wieczność. Zabawiałyśmy się więc zawsze, gadałyśmy, śmiałyśmy się, nie poświęcając nawet minimum uwagi temu, co się działo przy ołtarzu. Pewnego dnia jednak przybył młody ksiądz, bardzo przystojny. Uważałyśmy, że szkoda było takiego ładnego, młodego mężczyzny. I tak zastanawiałyśmy się, która z nas mogłaby uwieść tego młodego, przystojnego księdza. Wyobrażacie to sobie? Jakie nienormalne rzeczy diabeł zaszczepia młodej osobie.

W tej szkole zakonnice jako pierwsze szły do Komunii św. Potem była nasza kolej, choć żadna z nas nie była u spowiedzi. Zakładałyśmy się, której z nas uda się uwieść księdza. Postanowiłyśmy porozpinać nasze bluzki, idąc do Komunii św. Ta, przy której jego ręka zaczynała drżeć, gdy podawał Ciało Pana, ta miała najlepszy biust i zwróciła na siebie jego uwagę. Co za diabelskie myśli i jaki zamęt siał w nas zły duch! A my w swej naiwności wierzyłyśmy, że to tylko niewinna zabawa. Jak nisko upadłyśmy...

Na nieszczęście, mając 16 lat, poznałam mojego pierwszego chłopaka. Moje przyjaciółki ponownie zaczęły na mnie wywierać presję. Byłam czarną owcą wśród nich, ponieważ byłam jeszcze dziewicą. Teraz, gdy miałam już narzeczonego, znów mnie prześladowały. Obiecałam im, że to zrobię, gdy będę miała narzeczonego, ale nie wcześniej. A teraz nie mogłam się wykręcić. Powiedziałam do mojej koleżanki Esteli: „A jeśli zajdę w ciążę, jak ty?” Odpowiedziała: „Nie, to ci się nie przytrafi, bo teraz są inne metody, mianowicie prezerwatywy.” Za jej czasów były jedynie pigułki. Teraz więc nie będzie żadnych problemów. Powiedziała, że mi da 5 pigułek, abym je połknęła wszystkie na raz, dla większej pewności. Poza tym powiedziała, że powinniśmy użyć prezerwatywy i że przekonam się, że nic mi się nie przydarzy. Bardzo źle mi było z tym, że musiałam dotrzymać tej głupiej obietnicy. Gdy było już po wszystkim, dotarło do mnie, że moja matka miała rację mówiąc, że dziewczyna, która traci niewinność, gaśnie. Czułam, że coś we mnie zgasło, jak gdybym straciła coś, co już nigdy nie powróci, co nigdy nie zostanie mi zwrócone. I tak z wyczarowanego przed moimi oczami przez moje przyjaciółki sensacyjnego przeżycia pozostało jedynie wewnętrzne rozczarowanie, gorycz i smutek.

Nie wiem, dlaczego wszyscy mówią, że seks jest piękny. Nie wiem, dlaczego młodzież mówi, że tak bardzo to kocha. Myślę, że wcale nie jest taki wspaniały. W moim kraju, w Kolumbii, ogląda się w telewizji, jak w reklamach chwalą niezawodność prezerwatywy, jak ludzie wykorzystują seksualność dla zaspokojenia żądz, egoizmu, dla sprawowania władzy i spędzania czasu. Smutno mi, gdy widzę coś takiego. Gdyby ci wszyscy ludzie wiedzieli, jak te powierzchowne uczucia w rzeczywistości oszołamiają duszę człowieka, aby nie pamiętał już o przykazaniach! Niektóre osoby, które w swej młodości były wielkimi zwolennikami pokolenia 68, w dojrzałym wieku same zdały sobie sprawę, jaką złą drogę wówczas obrały i ile szkód wyrządziły innym ludziom, także swoim potomkom.

Co do mnie, to po stracie mojego dziewictwa byłam bardzo smutna i bałam się potwornie iść do domu, ponieważ myślałam, że moja matka z pewnością coś po mnie zauważy. Po tym przeżyciu nie mogłam już więcej spojrzeć matce w oczy – z czystego strachu, że może z moich oczu wyczytać, co uczyniłam. Byłam oburzona i wściekła na moje przyjaciółki, także na siebie samą, że byłam taka głupia i im uległam, że zrobiłam coś, czego nie chciałam i że to wszystko uczyniłam z tchórzostwa przed nimi.

Pomimo wszystkich rad mojej przyjaciółki Esteli, pomimo wszystkich środków ostrożności, po moim pierwszym razie zaszłam w ciążę. Możecie sobie wyobrazić strach 16-letniej dziewczyny? Ciąża![10] Zauważyłam wiele zmian w moim ciele. Oprócz mojej obawy czułam również, jak czułość do tego dziecka, które nosiłam w sobie, kiełkowała i stawała się coraz silniejsza. Rozmawiałam z narzeczonym i powiedziałam mu o wszystkim. Był zaskoczony i przestraszony. Oczekiwałam, że powie: „No to się pobierzmy”. Miałam 16 lat, a on – 17. Powiedział mi jednak, że nie zrujnujemy sobie życia z tego powodu i że powinnam usunąć dziecko. I tak odeszłam, strasznie przygnębiona, zmartwiona, niezmiernie smutna.

Byłam również wściekła na Estelę, która mi obiecała, że nic mi się nie stanie. Co się tyczy aborcji, to powiedziała mi: „Nie martw się, nie ma o co. Nie zapominaj, że ja coś takiego już kilka razy przeżyłam. Za pierwszym razem byłam trochę smutna, za drugim było ciut lżej, za trzecim w ogóle niczego się nie czuje.” Rzekłam do niej: „Nie wyobrażasz sobie, co się stanie, gdy wrócę do domu, a moja matka zauważy bliznę. Zmartwienie, jakiego jej przysporzę, zabije ją.” Estela uspokoiła mnie i powiedziała: „Nie robią teraz tak dużych nacięć. To cięcie, jakie u mnie widziałaś, było tak wielkie, ponieważ dziecko było już duże. Byłam w piątym miesiącu. Jeśli o ciebie chodzi, nie zamartwiaj się, twoje jest przecież dopiero takie malutkie. Twoja matka kompletnie niczego nie zauważy.”

Ach, moi bracia i siostry w Chrystusie Panu, co za smutna sprawa! Jakże wielki ból! To szatan sprawia, że źle rozumiemy rzeczy, bagatelizujemy je, jak gdyby wszystko to nie było niczym ważnym, jak gdyby było bez znaczenia, jak gdyby aborcja była najnormalniejszą rzeczą w tym bezbożnym świecie. Skoro nawet taka głupia osoba, jaką ja byłam, czuje się potem źle, jak strasznie musi się czuć ktoś młody i niezepsuty! Zły omamia młodzież, że seks jest po to tylko, by czerpać z niego przyjemność, że nie trzeba mieć żadnych wyrzutów sumienia, że nie trzeba się czuć winnym. Ale wiecie, dlaczego szatan to czyni? Dlaczego zwodzi ludzi, aby robili coś takiego? Oprócz wielu innych powodów potrzebuje tych ofiar, gdyż każda umyślnie dokonana aborcja zwiększa jego władzę w świecie.

Nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić, jak się bałam i jakie miałam poczucie winy, gdy udałam się do szpitala, daleko od mojego domu, by dokonać aborcji. Lekarz poddał mnie narkozie. Gdy się ocknęłam, nie byłam już tą samą osobą, co wcześniej. Zabili moje dziecko, a ja umarłam wraz z nim[11].

Wiecie, Pan pokazał mi wszystkie te rzeczy w Księdze życia, których nie jesteśmy w stanie ujrzeć naszymi ziemskimi oczyma. Ukazał mi, co się wydarzyło, gdy lekarz przeprowadzał aborcję. Zobaczyłam tego lekarza, jak trzymał coś podobnego do obcęg, którymi chwycił dziecko i rozdrobnił je na kawałki. Dziecko krzyczało z całej siły. O mój Boże, tak bardzo krzyczało. Każde dziecko otrzymuje zaraz po poczęciu duszę, całkowicie dorosłą i dojrzałą, gdyż nie rośnie ona tak jak ciało. Bóg stwarza ją już całkowicie ukształtowaną. Zaraz po tym, kiedy dochodzi do połączenia plemnika z komórką jajową, tworzy się nieskończenie piękny, świetlisty promień. Światło to wygląda jak słońce, które wychodzi z świetlistego blasku Boga Ojca i Jego nieskończonej Miłości. W tym samym momencie ta stworzona przez Niego dusza jest już dojrzała i dorosła. Jest doskonała, jest obrazem Boga. To młode życie jest zatopione w Duchu Świętym, który pochodzi z Bożego Serca. Łono kobiety, które poczęło, pełne jest tego światła, blasku zjednoczenia Pana z tą nowo stworzoną duszą.

Jak bardzo walczy o życie ta maleńka istota, gdy mordercy – personel klinik aborcyjnych – chwytają dziecko obcęgami i rozczłonkowują je. Zobaczyłam, jak Pan drżał i wzdrygał się, gdy wyrywali z Jego rąk tę duszę. Gdy zabija się takie dziecko, ono tak głośno krzyczy, że drży całe Niebo. W moim przypadku, gdy pozwoliłam uśmiercić dziecko, słyszałam jego głośny i rozdzierający serce krzyk. Słyszałam także, jak Jezus jęczał i cierpiał na Krzyżu z powodu tej duszy i wszystkich dusz dzieci zabijanych przez aborcję, którym odmawia się prawa do życia. Spojrzenie Pana na Krzyżu było tak pełne bólu! Nie da się opisać, jakie cierpienia musiał znosić z tego powodu! Gdybyście mogli to zobaczyć, nikt nie odważyłby się dokonać aborcji.

A teraz pytam was: ile aborcji przeprowadzanych jest na tym świecie? W ciągu dnia? W ciągu miesiąca? Możecie zmierzyć straszliwy rozmiar naszych grzechów? Rozmiar masowego mordu, cierpienia, jakie sprawiamy Bogu, Temu, który jest pełen miłosierdzia wobec nas, który nas kocha, chociaż jesteśmy niczym, potworami, po prostu grzeszymy ot, tak sobie? Jaką krzywdę sami sobie wyrządzamy, kiedy zło opanowuje nas i nasze życie...

Aborcja jest najcięższym grzechem, najstraszliwszym grzechem ze wszystkich. Za każdym razem, gdy jest przelewana krew dziecka – niewinnego dziecka – składamy szatanowi ofiarę całopalną, a jego moc w świecie powiększa się. Zrozpaczona dusza krzyczy o pomoc, ale nikt nie może jej usłyszeć, albo raczej nikt nie chce jej usłyszeć! Powtarzam wam jeszcze raz: ta dusza jest dojrzała i dorosła. Chociaż nie ma jeszcze wykształconego i uformowanego ciała, to jest ona już w pełni ukształtowana, tak jak w pestce jabłka zawarte jest już wszystko, co stanowi o dużym, rozłożystym drzewie. Ciało musi się wpierw uformować i urosnąć, ale dusza jest gotowa. A ów krzyk, jaki wydaje młode życie, gdy się je zabija, sprawia, że Niebo drży. Także w piekle rozlega się krzyk, ale – tryumfu, porównywalny z okrzykiem na stadionie piłki nożnej, gdy ktoś strzelił gola. Piekło jest takim stadionem, ogromnym, nie dającym się ogarnąć wzrokiem boiskiem pełnym demonów, diabłów, które – odniósłszy tryumf – krzyczą jak szalone. Demony wylały na mnie krew mojego dziecka, którą miałam na sumieniu oraz krew dzieci osób, które zachęcałam i podżegałam do dokonania aborcji.

Moją początkowo jasną duszę ogarnęła nieprzenikniona ciemność. Po aborcji utraciłam wszelkie poczucie grzechu. Naprawdę uważałam, że nie miałam grzechów. Pan jednak ukazał mi jeszcze więcej, a mianowicie to, jak przez tak zwane „planowanie rodziny” przyczyniałam się do kolejnych aborcji. Założono mi miedzianą spiralę jako środek antykoncepcyjny. Od 16 roku życia używałam tego środka. Nosiłam ją do dnia, gdy trafił we mnie piorun. Usuwałam ją jedynie wtedy, gdy chciałam zajść w ciążę. Chciałabym powiedzieć wszystkim kobietom, że skutkiem stosowania spirali jest aborcja. Zapłodnione jajo nie może się zagnieździć i ginie. Jest spędzane. Wiem, że wiele kobiet w czasie okresu zauważa w krwi coś na kształt skrzepu i odczuwa wielkie bóle, większe niż zwykle. Idą do lekarza, on zaś nie poświęca temu szczególnej uwagi, przepisuje środek przeciwbólowy, a gdy ból staje się nieznośny, daje zastrzyk.

Wiecie, jakie jest naprawdę działanie spirali? Mikroaborcja. Tak, spirala powoduje mikroaborcję, gdyż zapłodniona komórka jajowa chce się zagnieździć w macicy i nie może z powodu spirali, jak wam już to wcześniej powiedziałam. Te zapłodnione komórki jajowe to są już ludzie. Mają już duszę, w pełni wykształconą duszę, a nie pozwala się im żyć. Straszną rzeczą było przyglądać się, jak wiele takich zapłodnionych komórek – a więc w pełni zdolnych do życia ludzi – zostało w ten sposób spędzonych. Te słońca, „boskie iskry” są gaszone, mordowane, a krzyki dzieci wstrząsają fundamentami Nieba.

Najgorsze dla mnie było to, że nie mogłam powiedzieć, że nie wiedziałam tego. Pewien ksiądz bowiem powiedział o tym w swoim kazaniu, ale ja nie chciałam tego słuchać. Zwykle, gdy chodziłam na Mszę św., nigdy nie zważałam na to, co ksiądz mówił. Nigdy nie słuchałam, a gdy ktoś pytał mnie, jaka była ewangelia, nie wiedziałam. Wiecie, demony są obecne również w kościele i nie dopuszczają do tego, abyśmy coś usłyszeli, rozpraszają nas i usypiają. Na takiej Mszy św., podczas której byłam zupełnie nieobecna myślami, mój Anioł Stróż dał mi kuksańca i otworzył mi uszy, abym usłyszała, co akurat mówił ksiądz. Usłyszałam więc jego słowa, że spirala przyczynia się do aborcji i że każda kobieta, która jej używa, nie może przystępować do Komunii św. Słuchałam tego i wściekałam się na księdza. „Co ci księża sobie myślą? Co się tak wtrącają, jakim prawem? No jasne, to dlatego Kościół nie idzie do przodu i świeci pustkami. Nie idzie z duchem czasu, ma gdzieś postęp i naukę. Właściwie to za kogo się ci księża uważają? Czy to oni może dają jeść wszystkim tym dzieciom, które przychodzą na świat?” Wściekła i pomstująca wyszłam z kościoła. Nie mogłam zatem na swoim sądzie przed Bogiem powiedzieć, że nie wiedziałam... Jednakże nie zważałam na usłyszane słowa i nadal nosiłam spiralę. Ileż dzieci zabiłam w ten sposób...

Z tego powodu byłam też w wielkiej depresji, gdyż moje łono, zamiast być źródłem życia, stało się cmentarzyskiem, miejscem straceń moich nienarodzonych dzieci. Wyobraźcie sobie, że własna matka zabija swoje dziecko: matka, której Bóg udzielił tak wielkiego daru, że może przekazywać życie; matka, która powinna strzec dziecka i zachować je od każdego zła. Ta matka morduje swoje własne dziecko! Demon, działając według swej diabelskiej strategii, doprowadził do tego, że ludzkość zabija swe dzieci, a tym samym rujnuje swą przyszłość. Zaczęłam teraz pojmować, dlaczego przez cały czas byłam zgorzkniała, przygnębiona, w złym humorze, nieprzyjemna, wiecznie rozdrażniona, sfrustrowana z powodu wszystkiego i wszystkich. To jasne. Przekształciłam się w maszynę do zabijania nienarodzonych dzieci. To coraz bardziej ciągnęło mnie w dół, aż na krawędź piekła. Dobrowolna aborcja jest najgorszym grzechem, gdyż zabijanie w łonie matki niewinnego dziecka, niewinnej istoty, oznacza przekazanie szatanowi kierownictwa nad życiem, zaprzedanie mu duszy. Demon prowadzi nas prosto do otchłani, bo przelewamy niewinną krew.

Dziecko jest niczym baranek, „niewinny baranek”, podobny do Jezusa, Baranka Bożego, który został za nas zabity. Taki grzech oznacza głęboki związek z ciemnością, bo matka jest tą, która zabija swe dziecko. Właśnie z tego powodu więcej demonów opuszcza otchłań i zamieszkuje ziemię, by niszczyć całą ludzkość. Każdy z nas zdaje sobie dziś sprawę, jak satanizm rośnie w siłę. Otwierają się dotychczas zapieczętowane bramy, odpadają pieczęcie, które Bóg tam umieścił, by zło nas nie zalało. Te pieczęcie kruszeją coraz bardziej po każdym dzieciobójstwie. Z piekielnych bram wychodzą demony, które wyglądają jak straszne larwy, a ziemia i ludzkość coraz bardziej zalewana jest tym szatańskim pomiotem. Przyczepiają się do nas, prześladują, a na końcu czynią z nas wszystkich niewolników naszego ciała, pożądania, grzechu – podatnych na zło. Sami widzimy, jak zło przybiera wszędzie na sile. Jest tak, jak gdybyśmy sami dawali demonom do ręki klucze, aby mogły wyjść. I wychodzą, coraz liczniej, demony prostytucji, chorej seksualności, satanizmu, ateizmu, samobójstwa, znieczulicy i wszelkiego zła, jakie codziennie widzimy. Z każdym dniem świat staje się coraz gorszy. Tryumfem piekła jest codzienny mord wielu dzieci. Z powodu tej niewinnej krwi demony są wypuszczane, by potem nas zwodzić.

Zauważcie, jak grzeszymy bezwiednie, bo zagłuszyliśmy nasze sumienia. A nasze życie zmienia się coraz bardziej w piekło, pełne problemów każdego rodzaju, z chorobami i innym złem, które nas nawiedza. Wszystko to jest działaniem demonów wśród nas, w kulturze śmierci. Jednak tylko my sami ponosimy winę, bo otworzyliśmy diabłu na oścież bramę naszymi grzechami, za które nie żałowaliśmy i z których się nie wyspowiadaliśmy. W ten sposób dajemy mu swobodę i pozwolenie na to, aby postępował z nami, jak mu pasuje.

Nie jest jednak tak, że grzeszymy jedynie z powodu aborcji, chociaż jest najcięższym grzechem. W wielu dziedzinach jesteśmy z własnej winy nieświadomi grzechu i zupełnie obojętni. I mamy jeszcze czelność obwiniać Boga za zło, gdy spotyka nas choroba, cierpienie i krzywda.

Kochający Bóg daje nam jednak w Swoim nieskończonym miłosierdziu sakrament pokuty i mamy możliwość żalu, zmycia naszych grzechów dzięki spowiedzi, a przez to – zerwania pęt szatana, położenia kresu raz na zawsze jego wpływowi na nasze życie. Możemy obmyć duszę. Jednakże ja tego nie czyniłam.

Nie zabijamy tylko wtedy, gdy odbieramy komuś życie. Można popełnić ten grzech również „okrężnie”. Uważajcie teraz dobrze! Władza i wpływ, jakie zyskałam dzięki moim pieniądzom, zwiodły mnie i doprowadziły do tego, że sfinansowałam nie tylko jedną, lecz wiele – by nie powiedzieć mnóstwo – aborcji. Moje pieniądze umożliwiły ich realizację. Zawsze bowiem mawiałam: „Kobieta ma prawo do decydowania do tego, kiedy chce utrzymać ciążę, a kiedy – nie. Jej brzuch należy tylko do niej!”

I patrzcie! W mojej Księdze życia zapisane to było czarno na białym. Było to dla mnie bardzo bolesne, gdy zobaczyłam i zrozumiałam w końcu, w jakie potworne przestępstwa uwikłałam się moimi pieniędzmi. W mojej Księdze życia było to napisane. Pewną dziewczynę, która miała zaledwie 14 lat, skłoniłam do aborcji. Byłam jej mistrzynią, od której pobierała nauki. Gdy ktoś ma w sobie truciznę, wtedy nic nie pozostaje zdrowe w jego otoczeniu. Taki człowiek wywiera negatywny wpływ na wszystkich, którzy się do niego zbliżają. Stykają się z tą trucizną i sami zostają zatruci; stają się trujący. Inne młode dziewczyny, trzy moje siostrzenice i narzeczona jednego z moich bratanków dokonały aborcji. Ich rodzice kazali im iść do mnie, gdyż byłam przecież tą „nadzianą”, która mogła wszystko załatwić i miała takie „dobre serce”. Byłam tą dobrą ciocią, która zawsze wszystkich zapraszała; tą dobrą ciocią, która opowiadała im o nowinkach ze świata mody, przedstawiała najnowsze kolekcje i często też je kupowała. Byłam tą, która uczyła te młode osóbki, jak mogą stać się atrakcyjnymi, jak mogą wkroczyć do „glamourowego”[13] społeczeństwa i jak mogą pokazywać innym, że ich młode ciało jest sexy i pociągające.

Wyobraźcie sobie! Moja siostra z całkowitym zaufaniem posyłała do mnie swoje dzieci i pozostawiała je mnie. Jakże je zepsułam i zgorszyłam. Tak, zgorszyłam te młode umysły. To było kolejne wykroczenie wołające o pomstę do Nieba, straszny grzech, który na liście najpotworniejszych czynów w oczach Pana plasuje się tuż za aborcją.

Te młodziutkie dziewczyny uczyłam następujących rzeczy: „Moje drogie dziewczynki, nie bądźcie głupie! Nawet jeśli wasze matki tyle opowiadają o wartości dziewictwa, skromności i czystości, da się to wytłumaczyć tylko tym, że wasi rodzice są zacofani. Ich świat nie jest już tym obecnym światem. Żyją tym, co było wczoraj, przegapili szansę na prowadzenie wolnego i nowoczesnego życia. Musicie być dla nich wyrozumiałe. Ale wy same powinnyście wieść życie nowoczesne, cieszyć się wywalczoną przez nas kobiety wolnością i realizować się jako kobiety. Przysłuchujcie się im zatem, bądźcie dla nich wyrozumiałe, gdyż nie mogą inaczej; nie rujnujcie sobie jednakże przez to waszego młodego życia. Wasze matki rozmawiają z wami o Biblii, która ma już 2000 lat. Rodzice nie są po prostu na bieżąco. Także księża odrzucili to, co nowoczesne, i nie chcą iść z duchem czasu. Głoszą tylko to, co nakazuje im papież. Papież nie pasuje już do dzisiejszych czasów, ten papież wyszedł z mody. I każdy nowoczesny człowiek, który go jeszcze słucha, jest głupi i sam winny temu, że nie może właściwie używać życia.”

Popatrzcie na truciznę, którą wlałam w te młode dziewczęce serca. To po prostu niewyobrażalna potworność! Uczyłam też te młode dziewczyny, jak najlepiej mogą używać ciała i czerpać przyjemność z seksu. Przy tym zwracałam im uwagę na to, jak ważną rzeczą są środki antykoncepcyjne. Nauczyłam je wszystkich znanych mi metod. O ryzykach i zapobieganiu skutkom stosunku płciowego poinformowałam je podczas rozmowy na temat „Perfekcyjna i samodzielna kobieta”.

Pewnego dnia przychodzi jedna z tych dziewcząt, a dokładnie narzeczona mojego bratanka – miała wtedy 14 lat – do mojego gabinetu (to, co wam teraz opowiadam, osobiście widziałam zapisane w mojej Księdze życia), i opowiada mi płacząc rzewnie: „Glorio, jestem przecież jeszcze taka młoda, właściwie to sama jestem jeszcze dzieckiem, a mimo to jestem już w ciąży.” Odparłam: „Ale z ciebie głupia gęś! Nie uczyłam was, jak się zabezpieczać???!!!” Odpowiedziała mi, nadal płacząc: „Owszem, ale nie zadziałało, jak powinno.” Dzięki wglądowi do mojej Księgi życia zrozumiałam, że Pan przysłał do mnie tę młodą osóbkę, by uchronić ją od popełnienia głupstwa. Chciał, abym uchroniła ją od skończenia w tej otchłani, abym odwiodła ją od zabicia jej maleństwa. Aborcja bowiem zakłada na naszą szyję bardzo ciężki łańcuch, który ciąży i którego potem nie umiemy ciągnąć za sobą. Sprawia ogromny ból, który nigdy nie przeminie w naszym życiu: ta straszna świadomość, że się popełniło morderstwo, że jest się mordercą. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie zabiło się „kogoś tam”, ale własne dziecko, własne ciało i krew.

W przypadku tej dziewczyny najgorsze było to, że ja – zamiast ją odciągnąć od tego zamiaru, opowiedzieć jej o naszym Panu Bogu – dałam jej do ręki plik banknotów, by było ją stać na tę aborcję. By uspokoić moje sumienie (nie wiem, czy można nazwać jeszcze sumieniem to, co wówczas miałam) dałam jej tak dużo pieniędzy, żeby mogła udać się do najbardziej renomowanej kliniki aborcyjnej, by zapobiec wszelkim komplikacjom. Podobnie sfinansowałam jeszcze parę innych aborcji, aby nie powiedzieć – wiele.

To takie straszne, gdy dziś o tym myślę. Za każdym razem, gdy przelewana jest krew dziecka, jest to jak jedno wielkie całopalenie dla szatana, jak uczta dla diabła. Zaciera ręce i tańczy z radości. A nasz Pan Jezus Chrystus cierpi jak podczas Swojej śmierci na Krzyżu i wśród tych cierpień drży i boleje bardzo za każdym razem, gdy nienarodzone niewinne dziecko zamęczane jest na śmierć.

Czy mamy w ogóle pojęcie o tym, jak wiele dzieci zabijanych jest codziennie na całym świecie? Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie rozmiaru tej przerażającej zbrodni. Brodzimy we krwi tych niewinnych dzieci i nawet tego nie zauważamy. Jest to dla nas normalną rzeczą; jest to po prostu na porządku dziennym. Gdy ktoś angażuje się w walkę przeciwko aborcji, przedstawiany jest jako fanatyk, konserwatysta, ktoś staromodny i trochę szalony. To jest jeden z największych tryumfów księcia piekła, szatana. Jak ma być dobrze na tym świecie, jeśli to cena niewinnej krwi każdego nienarodzonego sprawia, że nowe demony wypuszczane są na ziemię. Wkrótce zaciemni się od nich na świecie.

Potem ujrzałam, jak się zanurzałam i kąpałam we krwi niewinnych dzieci. Było całkiem inaczej niż w czasie prania na naszym świecie: przez to pranie we krwi moja dusza stawała się coraz ciemniejsza i nędzniejsza, aż stała się zupełnie czarna.

Po tych epizodach z aborcją nie miałam już wyczucia, co jest grzechem. Dla mnie grzech po prostu nie istniał. Wszystko było dozwolone i to mi odpowiadało. Pomagałam przecież ludziom. Nie byłam jednakże świadoma, że tym ludziom pomogłam w drodze do piekła.

Pokazano mi jeszcze coś innego, co w żaden sposób nie przyszło mi na myśl ani nie rzuciło mi się w oczy, bo figurowałam na „liście płac” diabła. Ukazano mi wszystkie dzieci, które sama zabiłam przez aborcję. I tak samo, jak wy teraz, nie wiedziałam w pierwszej chwili, jak, kiedy i gdzie! Pokazano mi to i wtedy zrozumiałam. Już wcześniej powiedziałam wam, że sama stosowałam spiralę jako środek antykoncepcyjny w planowaniu rodziny. Ku mojemu bolesnemu zdziwieniu zmuszona byłam teraz widzieć w mojej Księdze życia, jak wiele moich komórek jajowych zostało zapłodnionych i jak zaczęły stawać się małymi dziećmi. Widziałam wiele świetlistych iskier, które jaśniały podczas stwarzania ich dusz. Słyszałam również krzyki tych dusz, gdy wyrywane były z ręki Boga Ojca.

Zrozumiałam natychmiast powód, dlaczego byłam zawsze w takim złym nastroju, zgorzkniała i markotna. Byłam w złym humorze, często nieprzystępna, niepohamowana i kapryśna wobec moich bliźnich, mojej rodziny. Przez cały dzień byłam poirytowana, nic nie mogło mnie zadowolić. Często ogarniała mnie straszna depresja. Teraz spadły mi łuski z oczu: „Jakie to proste i oczywiste! Przeobraziłam się w maszynę do zabijania moich dzieci!”

Wszystko to sprawiło, że coraz głębiej tonęłam w bagnie grzechu. Jak mogłam sobie wmawiać na początku tego przeglądu mojego życia, że nikogo nie zabiłam? Jak mogłam gardzić każdym, kto według mnie był za gruby albo niesympatyczny, traktować go z nienawiścią i po prostu odrzucać? Jak mogłam się tak wywyższać, mimo że byłam taką podłą morderczynią?

Ukazano mi też, że człowieka można zabić nie tylko strzałem z pistoletu. Nie, często wystarcza, że się go strasznie nienawidzi, że życzy mu się najgorszego albo krzywdzi, wystarcza że jest ofiarą zazdrości. Tym sposobem można zabić drugą osobę. Istnieje też coś takiego jak mordowanie dobrego imienia. Morderstwo w rodzinie lub gdzie indziej zaczyna się często od takich postaw, które określamy jako nieszkodliwe.

do góry

27. Nie cudzołóż. Teraz, przy szóstym przykazaniu: Nie cudzołóż, powiedziałam sobie: „No wreszcie – przynajmniej przy tym przykazaniu nie mogą mi zarzucić jego naruszenia. Nie będą mogli wypomnieć mi jakiegoś kochanka, ponieważ przez całe życie wierna byłam jednemu mężczyźnie, to jest mojemu mężowi. Tylko jego kochałam.” Od ślubu nikogo innego już nie pocałowałam. Pan jednak ukazał mi w jednym momencie, że za każdym razem, gdy odsłaniałam dekolt, gdy odkrywałam brzuch, nosiłam wąskie, przylegające do nóg spodnie i pokazywałam ciało w seksownym bikini, sprawiałam, że obcy mężczyźni gapili się na mnie, mieli sprośne fantazje i przez to nakłaniałam ich do grzechu. Moje ubrania eksponowały moje ciało. Sądziłam, że mężczyźni jedynie mi się przyglądali, a Pan pokazał mi, że doprowadziłam ich do grzechu. Spojrzenia nie wyrażały jedynie podziwu, lecz były prowokujące. Pokazując moje ciało byłam winna grzechu cudzołóstwa. Mężczyźni ci zgrzeszyli z mojego powodu. Nigdy nie zgrzeszyłam w ten sposób, żeby współżyć z innym mężczyzną, ale w duchu byłam jak prostytutka. Gdyby mąż okazał mi niewierność zamierzałam się zemścić. Tak dopuszczałam się cudzołóstwa, a także moją postawą, gdy ciągle doradzałam kobietom, które odkrywały niewierność swoich mężów, by odpłaciły się im tym samym: „Nie bądźcie głupie, odpłaćcie się im, przypadkiem im nie wybaczajcie, lecz rozstańcie się, a najlepiej – szybki rozwód!” Samym tym gadaniem i złymi radami uczestniczyłam we wstrętnym cudzołóstwie i byłam mu współwinna.

Musicie wiedzieć, że ja i moje przyjaciółki, doprowadziłyśmy w ten sposób do tego, że jedna z nas odeszła od męża, gdyż zaskoczyła go, gdy w biurze całował się z sekretarką. Z powodu naszych interwencji i rad uniemożliwiłyśmy ich pogodzenie się, chociaż mąż przepraszał ją i naprawdę był bardzo skruszony. Ona była gotowa mu przebaczyć, ponieważ go kochała, ale my na to nie pozwoliłyśmy. Rozeszli się i po dwóch latach wzięła ślub cywilny z Argentyńczykiem. Widzicie, co zrobiłyśmy? Mimo że od ślubu żyłam tylko z moim mężem, z powodu moich rad byłam winna cudzołóstwa. Można bowiem grzeszyć myślą, mową i czynem.

W czasie tego przeglądu mojego życia zdałam sobie sprawę z tego, że grzechy pożądliwości są ohydne, prowadzą bezpośrednio do potępienia. Wielu ludzi uważa je dziś za normalne i mówi, że wspaniale jest samemu doświadczyć tego czy tamtego; że trzeba spróbować, by dowiedzieć się, czy czerpie się z tego przyjemność, czy dochodzi się do szczytu. Niektórzy nie boją się, usprawiedliwiając swe czyny, porównania do zwierząt i mówią: „Róbmy to tak dziko jak dzikie zwierzęta!” Także dla homoseksualizmu stosuje się argument, jakoby był całkiem naturalny i dozwolony przez Boga, bo udowodniono już, że w królestwie zwierząt mają miejsce homoseksualne kopulacje. Tak. Nie zauważamy, że tym samym bierzemy zwierzęta za wzór. Jest to równoznaczne z odrzuceniem duszy. To, co nas wyróżnia jako istoty stworzone na podobieństwo Boże, to stworzona przez Niego nieśmiertelna dusza, a my depczemy ją.

W swoim życiu wyrwałam się niestety z ręki Boga. Musiałam stwierdzić ze smutkiem, że grzech to nie tylko czyn dokonany, lecz także najbardziej tajemna myśl w mojej duszy. Bolesne było dla mnie, gdy musiałam zdać sobie sprawę z tego, jakie skutki miały wszystkie te grzechy i jak przez długi czas działały. Grzech cudzołóstwa mojego ojca wyrządził wiele szkód również nam, dzieciom i zadusił nasze dusze. Z tego powodu gardziłam wszystkimi mężczyznami. Moi bracia stali się prawdziwymi kopiami taty. Wszędzie obnosili się z tym, że są prawdziwymi „macho”, kobieciarzami i wielkimi pijakami. Wmawiali sobie jeszcze inne rzeczy. Trąbili o tym wokół siebie. Nie zdawali sobie sprawy z tego, jak wielkie szkody wyrządzali przez to swoim dzieciom.

Dlatego też widziałam, jak mój ojciec gorzko płakał na tamtym świecie. Dopiero tam pojął, jaki grzech zapisał w testamencie swoim synom i córkom. Dowiedział się, jakich szkód narobił Boskiemu porządkowi i stworzeniu Boga Ojca.

do góry

28. Nie kradnij. Przy siódmym przykazaniu: Nie kradnij, znowu byłam pewna swego. Uważałam siebie za kogoś godnego czci i nie miałam sobie nic do zarzucenia! Pan jednakże ukazał mi w drastyczny sposób, że wiele artykułów spożywczych w moim domu zaczęło się psuć i pleśnieć, ponieważ kupowaliśmy je bez zastanowienia i nie mogliśmy wszystkiego zjeść. Ja marnowałam żywność, a tyle głodu było na całym świecie. Kiedy Pan mi to ukazał, powiedział jedynie: „Byłem głodny, a popatrz, co zrobiłaś z tym, co ci dałem. Nie ceniłaś tego i zmarnowałaś. Było Mi zimno, a popatrz, jak stałaś się niewolnicą trendów w modzie i wyglądu zewnętrznego. Jaki majątek wydałaś na zastrzyki, by być szczuplejszą. Stałaś się niewolnicą własnego ciała. Krótko mówiąc, ciało swoje wyniosłaś do rangi bóstwa, bożka.”

Pan dał mi do zrozumienia, że tym samym byłam winna nędzy w naszym kraju i że również w przypadku tego przykazania Bożego ponosiłam winę. Potem zwrócił moją uwagę na to, że za każdym razem, gdy źle mówiłam o kimś, kradłam mu honor. Prawie niemożliwością jest naprawienie tego, zwrócenie go. Łatwiejszą rzeczą byłaby kradzież banknotu, gdyż wówczas mogłabym po prostu zwrócić tę sumę. Toteż kradzież dobrej reputacji człowieka jest czymś poważniejszym niż zwykła kradzież rzeczy czy pieniędzy.

Okradałam również swe dzieci, gdy odmawiałam im bycia dobrą gospodynią domową i matką, czułą matką. Nie miały matki, która by się o nie troszczyła, zawsze przy nich była i stanowiła prawdziwy wzór bezinteresownej i ofiarnej miłości. Byłam matką, która wałęsała się i zostawiała dzieci pod opieką telewizora jako substytutu ojca, komputera jako substytutu matki i w kręgu wielu gier wideo – jako substytutu rodzeństwa. By uspokoić swe sumienie, kupowałam im zawsze markowe ciuchy, aby przynajmniej w szkole i wśród kolegów robiły dobre wrażenie i prowokowały do zazdrości.

Jeszcze bardziej przeraziłam się, gdy zobaczyłam, jakie wyrzuty robiła sobie moja matka i pytała siebie, czy była dobrą matką, mimo że przecież była bardzo pobożną i dobrą kobietą, gospodynią i matką, która nieustannie upominała nas, kochała i pokazywała, jak bardzo jest zatroskana o nas i nasze dobro. Podobnie mój ojciec. Na swój sposób ukazywał nam, jak bardzo nas kocha, że jesteśmy najważniejsi w jego życiu.

I gdy tak pogrążona byłam w tych myślach, rzekłam do siebie samej: „Co się ze mną stanie, ze mną, która nigdy niczego nie dałam moim dzieciom? Może w ogóle nie zauważą, że mnie nie będzie; prawdopodobnie nic ich nie obchodzę!” Przy tych słowach wzdrygnęłam się cała i przeszył mnie ból, jak miecz wbity prosto w serce. Wstydziłam się tego, że zawiodłam na całej linii. Musicie wiedzieć, że w Księdze życia widzi się wszystko jak na filmie. I tak oto zobaczyłam, jak moje dzieci rozmawiały ze sobą: „Miejmy nadzieję, że mamie zajmie jeszcze trochę czasu, nim wróci do domu. Miejmy nadzieję, że stoi w korku. Nasza mama jest bardzo nudna i przez cały czas potrafi tylko narzekać i krytykować...”

Jakim szokiem było dla mnie słyszeć to z ust trzyletniego syna i trochę starszej córeczki, jak tak rozmawiali o swojej matce-złodziejce. Ponownie zdałam sobie sprawę, że okradałam ich z prawdziwej matki. Nigdy nie dałam im przytulnego ogniska domowego. Swoją postawą uniemożliwiłam im poznanie Boga w dzieciństwie. Nie nauczyłam ich miłości bliźniego. Jest bowiem tak: jeśli nie kocham bliźniego, nie będę miała nic do czynienia z naszym Panem Bogiem. Jeśli sama nie okazuję współczucia i miłosierdzia i nie wcielam go w czyn, wówczas nie mogę być po stronie Boga, a tym samym nie mogę nikomu przybliżyć Boga i przekazywać wiary. Bóg bowiem jest miłością...

do góry

29. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Teraz opowiem wam coś na temat przykazania: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.” W przekraczaniu tego przykazania byłam profesjonalistką. Czy wszyscy słyszeli? Diabeł stał się moim ojcem. Każdy z nas ma swego ojca, czy to Boga Ojca, czy szatana[14], który spiera się z Nim o ojcostwo. Jeśli Bóg jest miłością, a ja jestem pełna nienawiści, to kto jest moim ojcem? Nie trudno odpowiedzieć na to pytanie. Łatwo jest też to zrozumieć. Gdy Bóg mówi mi ciągle o pojednaniu i przebaczeniu, gdy wzywa mnie do tego, abym kochała również moich nieprzyjaciół i tych, którzy wyrządzają mi szkody, a ja myślę jedynie o zemście i kieruję się mottem: „Ząb za ząb” (taki wtedy był mój świat i moje wyobrażenia), to kto tak naprawdę był moim ojcem? Mało tego: On, nasz Pan jest samą Prawdą, a szatan – księciem kłamstwa. Kto zatem był wtedy moim ojcem? Rozumiecie teraz. Cokolwiek bym teraz robiła, wynik jest zawsze taki sam: sama wybrałam diabła na ojca w moim życiu. I powiadam wam, nie ma podziału na grzechy: nie ma podziału na niewinne, nieszkodliwe i niepozorne kłamstewka. Każde kłamstwo to po prostu – kłamstwo. Podobnie jak nie ma niewinnych kłamstewek, tak nie ma też kłamstw z konieczności albo z grzeczności, miłosierdzia czy litości i wielu innych rodzajów, jakie przebiegłe osoby wymyśliły za natchnieniem złych duchów. Każde kłamstwo jest po prostu kłamstwem. A diabeł jest ojcem kłamstwa, kłamcą od samego początku.

Kłamstwa, jakie rozsiewałam, były straszne, po prostu potworne. Mogłam zobaczyć, że tu zdobyłam największą ilość punktów. Kłamstwo to kłamstwo i zawsze nim pozostanie. Najgorsze jest to, gdy sami wikłamy się w kłamstwa tak dalece, że na koniec przyjmujemy je za prawdę. Największym kłamstwem jest to, gdy człowiek uważa się za świętego mówiąc: „Nie kradłem, nikogo nie zabiłem. [Kłamie też ten, kto mówi:] nie ma żadnego Boga. A jeśli Bóg naprawdę istnieje, to pójdę bezpośrednio do Nieba, bo jestem taki pobożny i święty. Gdzież indziej miałbym się w tej mojej świętości dostać?” Są też tak zwane życiowe kłamstwa.

Przy każdej okazji, na przykład podczas plotek, które szerzyłam wszędzie wokół, naśmiewałam się z kogoś, lekkomyślnie wymyślałam innym ludziom złośliwe przezwiska, mówiłam o nich dookoła, za każdym razem naigrywałam się w straszliwy sposób. Jak bardzo i jak wiele osób przez to zraniłam, obraziłam, wystawiłam na pośmiewisko i oczerniłam. To wszystko wyrządziłam moim bliźnim. Nie macie pojęcia, jak jedno przezwisko może zranić jakąś osobę. Może ona z tego powodu nabrać kompleksów niższości, które mogą towarzyszyć jej przez całe życie i stać się przyczyną cierpień. Na przykład pewną koleżankę, która była nieco pulchna, nazywałam „grubaskiem” albo „tłuścioszkiem”. Na zawsze już pozostała „tłuścioszkiem”. Bardzo ją to bolało. Frustracja uczyniła z niej bulimiczkę, co wpływało na jej sylwetkę. Z tego powodu inni często nie zabierali jej ze sobą ani nie zapraszali. Zauważcie, że słowa mogą pociągać za sobą czyny. Na końcu powstaje mnóstwo złośliwości. A wszystko to stanowi trujący owoc jednego lekkomyślnie wypowiedzianego słowa.

Potęga słowa...! Niszczymy nieraz dziewczynę, nadając jej różne przydomki. Wchodzi demon i sieje w niej zniszczenie. Ona także będzie niszczyć innych swoją nienawiścią... i tak się rozszerzają fale zła. Gdzie jest nienawiść, tam jest szatan. Możemy tak zabić koleżankę szkolną... zabić jej duszę!

To było dwadzieścia lat temu... Miałam kuzynkę, bardzo miłą. Uczyłam ją, doradzałam, jak ma się ubierać, aby wyeksponować wartość swego ciała, jak się malować itd. Pewnego dnia sparzyła się poważnie – ponad 70% ciała. Tylko twarz nie uległa poparzeniu. Była w stanie bardzo ciężkim, mogła umrzeć.

Wpadłam we wściekłość, złościłam się na Boga. Poszłam do kaplicy szpitalnej i powiedziałam: „Boże, jeśli istniejesz, daj mi dowód! Udowodnij mi, że istniejesz. Uratuj ją!”. Wyobrażacie sobie moją pychę! Moja kuzynka przeżyła, ale ponieważ całe jej ciało było poparzone, pozostały jej poważne blizny. Ręce były zniekształcone… Było to smutne.

Wtedy dobrze mi się już powodziło ekonomicznie i zabierałam ją na spacer, czasami na basen. Kiedy wchodziła do wody, wszyscy ludzie wychodzili, protestując słowami: „Jakie to odrażające! Po co wychodzić z domu z kimś takim? Przychodzi, żeby nam popsuć wakacje!” Tak mówiły te osoby, które ją widziały! Tak mówią ludzie źli, przewrotni, egoiści, kiedy widzą czyjeś nieszczęście. Wskutek tego moja kuzynka zaczęła obawiać się wychodzenia z domu. Bała się ludzi! W końcu ich znienawidziła![15] Pan każdemu z nas ukaże, kiedy ośmieszyliśmy brata, nie mając za grosz współczucia. Jakim prawem zadajesz komuś cierpienie, wymyślasz przezwiska, nazywasz kogoś obraźliwie, bez świadomości, co ta osoba przeżywa? Jakim prawem jesteś tak okrutny? Bóg ukaże ci, ile osób zamordowałeś samymi tylko słowami! Zobaczysz straszną moc, jaką posiada słowo, bo może zabić nawet duszę.

do góry

30. Nie pożądaj żadnej rzeczy, która jego jest. Gdy już sprawdzono moje życie na podstawie Dziesięciu Przykazań Bożych, okazało się, że całe moje zło, grzechy i złośliwości miały swój początek w chciwości. To szalona chęć, ta żądza posiadania wszystkiego i decydowania o wszystkim. Bardziej „mieć” aniżeli „być”. Sądziłam zawsze, że będę szczęśliwa, jeśli posiądę wszystkie pieniądze świata i będę bogata. To marzenie, by mieć pieniądze, stało się dla mnie obsesją. Było to dla mnie wielką tragedią, bo gdy posiadałam naprawdę dużo pieniędzy i stać mnie było na wiele, wtedy przeżywałam najgorszy i najnieszczęśliwszy okres w moim życiu. Moja dusza była na takim dnie, że chciałam nawet odebrać sobie życie. Miałam bardzo dużo pieniędzy i bogactwa, a mimo to byłam sama i pusta wewnętrznie, samotna i opuszczona. Na własnej skórze doświadczyłam, że pieniędzmi nie można kupić miłości, przyjaźni ani sympatii. Nawet jeśli za pieniądze całego świata próbuje się kupić miłość, otrzymuje się zazwyczaj jedynie obłudę, fałsz, pochlebstwa i udawaną służalczość. Byłam dogłębnie rozczarowana, zgorzkniała w tej ślepej uliczce mojego życia, którą sama wybrałam. Osiągnęłam szczyt frustracji, a tam wiał lodowato zimny wiatr, który nasuwał mi pytanie, po co tam w ogóle się wspięłam.

Chciwość, jak każda inna żądza zresztą – ta żądza pieniędzy i bogactwa; zazdrość tego, co ktoś inny już ma; to „też-to-muszę-mieć” – uczepiło się mnie, brało mnie za rękę i sprowadzało na manowce. Chciwość ta prowadziła mnie bezpośrednio do piekła, daleko od Boga, mojego Stworzyciela, z Jego ręki tą chęcią posiadania wyrwałam się. Żądza, chciwość oddala zawsze od Boga. Idzie się w przeciwnym kierunku i podąża się za diabłem. Im bardziej jest się oddalonym od Boga, tym mniej zauważa się Jego obecność i tym mniejsza jest Jego ochrona.

By wam ukazać, jak Bóg w cudowny sposób przybliżał się do mnie, chcę opowiedzieć następujące wydarzenie. Po moim wypadku sanitariusze zawieźli mnie do publicznego szpitala, zanim dotarłam do kliniki. Wiecie, co mi się przytrafiło w tym szpitalu publicznym? Było tam tak wiele chorych i ofiar wypadków, że po prostu nie było już miejsca. Nawet korytarze szpitalne przepełnione były łóżkami i noszami. Nie było więc ani jednego wolnego miejsca, by mnie położyć. Bóg dopuścił, abym doznała w ten sposób zupełnego opuszczenia przez ludzi. Dla tych biednych lekarzy było to wszystko ponad ich siły. Byli całkowicie zdezorientowani. Ratownicy niosący mnie na noszach bezustannie pytali: „Gdzie mamy ją położyć?” Jedyną odpowiedzią, jaką za każdym razem otrzymywali, było: „Połóżcie ją tam w kącie!” albo „Połóżcie ją tam na podłodze!” Oni jednak nie chcieli mnie położyć na podłodze w korytarzu, gdyż wiedzieli, że z moimi oparzeniami łatwo dostałabym śmiertelnego zakażenia albo sepsy. W owych godzinach, kiedy tak tam leżałam i nikt z lekarzy nie mógł się o mnie zatroszczyć – ponieważ mieli poważne przypadki, a było więcej nadziei na powodzenie ich zabiegów – doświadczyłam tego całkowitego opuszczenia ze strony wszystkich dokoła mnie, chociaż roiło się od ludzi: chorych pacjentów i zdrowych pomocników. Gdy wszyscy lekarze spoglądali na mnie, jak tak leżałam podobna do zwęglonego kawałka mięsa z grilla, myśleli sobie, że na wszelką pomoc i tak jest za późno i że nie da się już uratować mojego życia.

Złościłam się będąc w tej beznadziejnej sytuacji, że nikt się mną nie zajął. Gdy byłam tak opuszczona i rozzłoszczona, ujrzałam nagle naszego Pana, Jezusa Chrystusa, jak pochylił się nade mną i z całą swoją czułością położył rękę na mojej głowie, by mnie pocieszyć. Zamknęłam oczy, sądząc, że mam halucynacje, ale gdy je znowu otworzyłam, widziałam Go pochylonego nade mną i usłyszałam Jego głos mówiący do mnie: „Zobacz, Moja mała, teraz umrzesz. Zapragnij Mojego miłosierdzia!” Wyobraźcie sobie, gdy to usłyszałam, pomyślałam sobie: „Co to ma znaczyć? Miłosierdzie, pragnienie miłosierdzia? Cóż złego uczyniłam? Dlaczego mam potrzebować miłosierdzia?” W żaden sposób nie mogłam zrozumieć powodu i sensu tej oferty. Nie miałam już w ogóle sumienia. Zupełnie je straciłam. Byłam całkowicie pozbawiona skrupułów! Jedno pojęłam: to, że teraz umrę. Nadeszła moja ostatnia godzina. Jedyna myśl, jaka mi przeszła przez głowę, była taka: „Co stanie się teraz z moimi pierścionkami z diamentami, które mam na palcach?” Wcięły się w zupełnie spalone i napuchnięte palce. Martwiłam się, że się uszkodzą, gdy się je odetnie lub zdejmie. Myśląc o tym, próbowałam rozpaczliwie ściągnąć je z palców. Czy wiecie, jak strasznie boli spalona skóra i członki? Nie możecie sobie wyobrazić, jakie cierpienie sama sobie zadawałam przy próbie zdjęcia pierścionków. Odrywało się przy tym ciało od palców. Mimo tego wmawiałam sobie fanatycznie, że na pewno je zsunę z palców. W moim życiu nie spotkałam się jeszcze ze zbyt trudnym zadaniem lub wygórowanym celem. Zawsze wszystko osiągałam, co sobie postanowiłam. W tym przypadku też miałam to nastawienie, a właściwie tę egoistyczną obsesję. Powiedziałam sobie: „To byłby już szczyt wszystkiego, gdybym przed śmiercią nie mogła zdjąć pierścionków z palców!” Ledwo udało mi się to zrobić, ogarnęła mnie kolejna rozpacz. Naszły mnie czarne myśli: „Boże mój, zaraz umrę. Potem pielęgniarki z pewnością od razu skradną moje cenne pierścionki!” I wtedy nagle podszedł do mnie szwagier i z ulgą pomyślałam: „Bogu niech będą dzięki, teraz przynajmniej moje pierścionki są bezpieczne!” Przekazałam mu je i powiedziałam: „Daj je mojemu mężowi Ferdynandowi! I powiedz moim siostrom, aby troszczyły się o moje dzieci, ponieważ będą musiały sobie teraz poradzić beze mnie. Muszę ci powiedzieć, że tym razem nie ujdę z życiem. Umrę.” Teraz mogłam już spokojnie umrzeć. Tak zamglony był mój umysł w tej ostatniej godzinie, że nawet nie mogłam ujrzeć światła, które Jezus mi ofiarowywał. I wiecie, co było moją ostatnią myślą? „Boże mój, skąd oni wezmą pieniądze na pogrzeb z tym ogromnym debetem na koncie?”

Popatrzcie, to historia osoby, która utraciła swoje sumienie, która swoje ostatnie myśli i chwile poświęcała marnościom tego świata i, przekonana o swej świętości, nie myślała w ogóle o wieczności, o przyszłości duszy i propozycji Pana. Gdy człowiek uważa się za „świętego”, właśnie wtedy bardzo łatwo ześlizguje się w kierunku piekła albo przyczynia się tą błędną oceną do własnego potępienia.

do góry

31. Księga życia. Po tej analizie mojego życia według Dziesięciu Przykazań Bożych pozwolono mi na wgląd do mojej Księgi życia. Brakuje mi po prostu słów, by właściwie opisać Księgę życia. Zaczęła się od mojego poczęcia. Skoro tylko komórki moich rodziców połączyły się, pojawiła się iskra. Mała, cudowna eksplozja światła i z tego powstała dusza, moja własna dusza, całkowicie chroniona rękami Boga Ojca, i w Bogu Ojcu ujrzałam kochającego i czułego Tatę. Przez całą dobę był ze mną, prowadził za rękę, ochraniał, zawsze był o mnie zatroskany i był blisko mnie. Nie spuścił mnie z oka i nie zostawił samej. I wszystko, co w pierwszym momencie wydawało mi się karą lub niepowodzeniem, było niczym innym jak tylko wyrazem Jego miłości i troski o mnie. Nie patrzył bowiem na mój wygląd i moje ładnie uformowane ciało. Nie. On patrzył na moje wnętrze, badał moją duszę i widział, jak powoli, ale zdecydowanie schodziłam z Jego drogi i jak odrzucałam Jego ratunek oraz zbawienie. I tak oto przeżyłam wiele sytuacji minionego życia, zaglądając do mojej Księgi życia. Widziałam skutki mego postępowania i decyzji mojej wolnej woli.

Dla lepszego zrozumienia podam wam pewien przykład, który ukazuje piękno Księgi życia. Byłam w życiu fałszywa i obłudna. Często schlebiałam moim znajomym lub przyjaciółkom: „O, jak pięknie dziś wyglądasz. Ta twoja sukienka jest po prostu cudna i tak dobrze na tobie leży! Jak tobie w niej do twarzy” W Księdze życia jednakże widzi się to, o czym się przy tym myśli, i co kryje się we wnętrzu. Wtedy ujrzałam, co mówiłam sobie w myśli w tamtej chwili: „Ale beznadziejnie wygląda i do tego myśli, że jest królową piękności!” Widzicie, takie były moje myśli w moim wnętrzu. W Księdze życia widzi się i słyszy wydarzenia jak na filmie. Widziałam i słyszałam wszystko to samo, co kiedyś w moim życiu mówiłam, z tą jedyną różnicą, że mogłam słyszeć moje myśli. To było jak film w różnych językach z dwiema ścieżkami dźwiękowymi albo jak film z napisami. Jedna ścieżka pozwalała usłyszeć to, co obłudnie mówiłam, a druga – moje myśli, które w tym samym momencie miałam. Mogłam też przy tym widzieć stan mojej duszy, moje wnętrze. Sami pomyślelibyście o tym jak o cudzie techniki, gdybyście w ten sposób przeżyli słowa czy sytuacje w waszym własnym życiu. To po prostu coś niesamowitego!

Widziałam więc wewnętrzną rzeczywistość mojego życia. Wszystkie moje kłamstwa były na wierzchu, kipiały jak w garnku bez pokrywy, były nagie i bez retuszy, każdy mógł je zobaczyć, usłyszeć. Cały świat mógł je widzieć. Były żywe i ujawniały haniebne czyny. Moja matka... Jak często ją oszukiwałam i podle z nią postępowałam. Często nie pozwalała mi na wyjście, abym spotkała się z moimi złymi przyjaciółmi. Ale gdy stwierdzałam: „Mamo, mam teraz pracować w grupie w szkolnej bibliotece!”, już mnie nie było. Moja matka połknęła haczyk i dała wiarę wymyślonemu przeze mnie na prędce kłamstwu. Jakże często okradałam samą siebie takimi kłamstwami, włóczyłam się po domach, oglądałam filmy pornograficzne albo chodziłam do baru pić piwo z moimi „przyjaciółkami”. A teraz moja matka zobaczyła to wszystko w otwartej dla wszystkich Księdze mego życia. Nic nie umknęło jej uwadze.

Jeszcze jeden przykład tego, co zobaczyłam w Księdze życia. Moi rodzice dawali mi zawsze banany do jedzenia w czasie przerwy w szkole. W owym czasie żyliśmy w nędznych warunkach, tak że posiłek składał się zwykle jedynie z bananów, od czasu do czasu – z bułki i mleka. Już w drodze do szkoły jadłam te banany i rzucałam bez zastanowienia skórki tam, gdzie przechodziłam. Nigdy nie przyszło mi na myśl, nie łamałam sobie głowy nad tym, co może się zdarzyć z powodu takiej śliskiej, nieuważnie wyrzuconej skórki, jaką krzywdę coś takiego może wyrządzić innym ludziom. A wyrzucone przeze mnie skórki leżały wszędzie. Zaskoczyło mnie, co niektóre – naturalnie nie wszystkie – z leżących skórek spowodowały. Pan mi to pokazał. Ujrzałam osoby, które poślizgnęły się na tych skórkach. W niektórych wypadkach upadki te, z powodu dużego ruchu, mogły nawet zakończyć się śmiercią. Wtedy ja byłabym temu winna: odebrałabym życie. Wszystko z bezmyślności, z braku odpowiedzialności i miłosierdzia dla moich bliźnich.

Podobnie było w innym wypadku, kiedy to kasjerka supermarketu, przez pomyłkę, wydała mi o 4.500 peso za dużo. Przy tej okazji poszłam do spowiedzi, bo czułam naprawdę szczerą, głęboką skruchę i głęboki ból z powodu mego grzesznego zachowania. Mój ojciec zawsze upominał nas, dzieci, abyśmy w życiu były uczciwe i mimo nędzy uważały honor, przede wszystkim własny, za wielkie dobro. Dlatego nie powinniśmy nigdy przywłaszczać sobie cudzych pieniędzy, nawet wtedy, gdy chodzi o kilka groszy. Kiedy więc miało miejsce to zajście ze zbyt dużą resztą, o pomyłce zorientowałam się dopiero w samochodzie, gdy byłam w drodze powrotnej do pracy. Powiedziałam sobie: „Ta głupia krowa wydała mi o 4.500 peso więcej i muszę teraz zawrócić, by oddać jej pieniądze!” Byłam już w drodze do supermarketu, gdy utknęłam w olbrzymim korku. Usłyszałam przez radio, że wszystko dookoła stało. I znowu powiedziałam do siebie samej: „Dość tego! Teraz mam jeszcze tracić cenne godziny mojego czasu, tylko dlatego, że ta głupia krowa była zbyt głupia, by dobrze policzyć. Nikt jej przecież nie kazał być tak głupią i mylić się w liczeniu! Pojadę do domu i nigdy nie zwrócę jej tych pieniędzy! O nie, w żadnym wypadku, sama jest temu winna.”

Mimo moich usprawiedliwień miałam wyrzuty sumienia w związku z tym zajściem. A ponieważ mój tata tak często i wyraźnie podkreślał wartość uczciwości i przez to umocnił mój charakter, poszłam w następną niedzielę do spowiedzi. Powiedziałam do księdza siedzącego w konfesjonale: „Proszę księdza, zgrzeszyłam, gdyż przywłaszczyłam sobie 4.500 peso, bo nie oddałam tej sumy kobiecie, do której należała.” Nie zważałam wówczas zupełnie na to, co mi powiedział spowiednik i o czym mnie pouczył. Gdy zobaczyłam tę scenę w Księdze życia, musicie wiedzieć, że Zły, diabeł, nie mógł mi przypisać tego grzechu i uznać za złodziejkę, gdyż wyznałam go w spowiedzi.

Opowiem wam jednak teraz o tym, co Pan powiedział do mnie na ten temat: „Okazałaś brak miłości bliźniego, w tym dniu, kiedy nie zwróciłaś pieniędzy. 4.500 peso były dla ciebie drobnostką, gdyż takie kwoty codziennie wydawałaś na zbytki, które koniecznie chciałaś mieć, ale dla tej biednej kobiety z minimalną płacą, która pół dnia musiała pracować i zmuszona była zostawić swoje dzieci, by związać koniec z końcem, dla niej te 4.500 peso były utrzymaniem na całe trzy dni, sumą na jedzenie i napoje dla całej rodziny przez trzy dni.” I wiecie, co było najgorsze i najbardziej bolesne w tej sytuacji? Pan ukazał mi tę scenę... Na własne oczy mogłam zobaczyć, jak ta kobieta musiała wraz z dziećmi cierpieć z tego powodu i jak musiała ta rodzina znosić głód przez kilka dni. Wszystko z mojej winy. Skutki moich grzechów... Kobieta ta znosiła to wszystko wraz ze swoimi małymi dziećmi i obawiała się, że utraci pracę. Nasz Pan zwraca uwagę w Księdze życia na konsekwencje naszego zachowania. Ukazuje nam, kiedy coś uczyniliśmy, kto musiał cierpieć z powodu naszych czynów, kto ponosił skutki, do jakich czynów przymuszony był skrzywdzony bliźni.

do góry

32. Końcowe pytanie: talenty. Teraz opowiem wam o tym, jak Pan pokazał mi talenty. Musicie wiedzieć, że w telewizji nie patrzyłam nigdy na wiadomości, ponieważ nie chciałam oglądać tylu umarłych, tylu rzeczy nieprzyjemnych… Interesowała mnie tylko część końcowa: diety, horoskop, duchowe moce i energie, i tego typu sprawy... Wszystko to, czego używa diabeł, aby nas przyciągnąć do siebie, wprowadzić w zamęt... Pan pokazał mi w Księdze życia, jak pewnego dnia, w Swej Boskiej strategii, opóźnił program, i ja włączyłam telewizor, kiedy jeszcze wiadomości się nie zakończyły. Ujrzałam wtedy ubogą chłopkę, jak płakała nad ciałem nieżyjącego męża.

Muszę wam powiedzieć, bracia i siostry, że diabeł przyzwyczaja nas do bólu, do widoku cierpienia bliźniego, podsuwając nam myśl, że ten problem nas nie dotyczy: jeśli komuś jest niedobrze, musi sam dać sobie radę, to nie mój lecz jego problem. Pokazał mi, jak boli Go, gdy dziennikarze są zatroskani jedynie o to, aby wiadomość wywarła silne wrażenie, jednak bez wzruszania kogokolwiek. Myśleli tylko o tym, by sprzedać tę wiadomość, bez zbytniego przejmowania się przypadkiem tej kobiety!

Kiedy włączyłam telewizor i zobaczyłam tę płaczącą kobietę, odczułam głęboki ból z powodu jej cierpienia. Jej widok naprawdę mnie zasmucił. I istniał Bóg, który na to pozwalał!... Słuchałam z uwagą tego, co mówiono, i spostrzegłam, że miejsce, w którym się to zdarzyło, Venadillo, Tulima, to były moje rodzinne strony!... Zaraz potem zaczęła się jednak ta część, w której mówiono o fenomenalnej diecie, i całkowicie zapomniałam o kobiecie, ponieważ bardziej od niej interesowała mnie dieta... Już więcej o niej nie myślałam!

A kto nie zapomniał o tej kobiecie? Nasz Pan! On dał mi odczuć jej ból i cierpienie, ponieważ chciał, żebym jej pomogła. To była chwila, w której miałam użyć talentów, które mi dał. Powiedział: „Ból, jaki odczułaś z jej powodu, to było Moje wołanie, abyś jej pomogła. To Ja opóźniłem wiadomości, abyś mogła to zobaczyć. Nie zdołałaś jednak zgiąć kolan i pomodlić się za nią ani przez jedną minutę! Pozwoliłaś, że cię pochłonęła dieta, i więcej sobie o niej nie przypomniałaś!”

Pan mi pokazał sytuację tamtej kobiety. Była to uboga rolnicza rodzina. Najpierw zażądano od męża, aby opuścił dom, w którym żyli. On się na to nie zgodził i powiedział, że nie odejdzie stamtąd. Wtedy przyszli jacyś ludzie, aby go wypędzić. Ten rolnik zobaczył ich, idących w jego kierunku, aby go wyrzucić, i spostrzegł, że byli uzbrojeni i mieli zamiar go zabić. Zobaczyłam całe życie tamtego człowieka. Dostrzegłam i odczułam strach i zmartwienie, które przeżywał. Zobaczyłam, jak pobiegł, aby ukryć dzieci i żonę pod czymś, co wyglądało na ogromne naczynia z terrakoty. Ujrzałam, jak oddalał się biegiem i jak ci ludzie go ścigali. Wiecie, jaka była jego ostatnia prośba? „Panie, zaopiekuj się moją żoną i moimi dziećmi: Tobie ich polecam!” I zabili go! Upadł na ziemię. Kiedy strzelili, Pan dał mi odczuć ból tej kobiety i dzieci, które nie mogły krzyczeć.

Pan pokazuje nam ból, jaki On odczuwa, i cierpienia innych. My jednak często interesujemy się tylko naszymi sprawami i nie przejmujemy się ani trochę naszymi braćmi i ich potrzebami! Wiecie czego Pan chciał? Chciał, żebym uklękła i błagała Go za tamtą rodziną, żebym się modliła za tę mamę i jej dzieci! Bóg dał mi natchnienie, jak mogłam im pomóc! A wiecie jak? Wystarczyło zrobić parę kroków, pójść do kapłana, który mieszkał naprzeciw mojego domu, i powiedzieć mu o tym, co zobaczyłam w telewizji. Ten duchowny przyjaźnił się z proboszczem tamtej wsi, a w Bogocie posiadał dom. I pomógłby tej kobiecie.

Wiedzcie, że pierwszą rzeczą, za którą zdajemy przed Bogiem sprawę, przed popełnionymi [czynnie] grzechami, są zaniedbania! Są one tak ciężkie! Nie wyobrażacie sobie, jak bardzo ciężkie! Pewnego dnia ujrzycie je tak, jak ja je zobaczyłam! Te grzechy sprawiają, że Bóg płacze! Tak, Bóg płacze, widząc Swe dzieci cierpiące z powodu naszej obojętności i braku współczucia bliźnim. Płacze z tego powodu, że inni tak cierpią, a my nic dla nich nie robimy! Pan ukaże nam, pokaże wszystkim następstwa grzechu naszej obojętności wobec cierpienia bliźniego. Bardzo wiele bólu w świecie istnieje przez naszą obojętność, interesowność i twarde serce.

Wracając do tamtej chłopki... z powodu prześladowań, (bo rzeczywiście chciano i ją zabić), uciekła z dziećmi i szukała pomocy u księdza we wsi. Zasmucony proboszcz powiedział: „Córko, musisz uciekać, ponieważ jeśli cię znajdą, zabiją cię!” W pośpiechu zrobił to, co mu się wydawało najlepsze dla niej: odesłał ją do Bogoty, dał jej pieniądze i jakieś listy rekomendujące! Odeszła szybko. Z tymi listami poszła w różne miejsca, które proboszcz jej wskazał, ale nikt jej nie przyjął! Wiecie, jak się to skończyło? Wiecie, kto w końcu pomógł tej kobiecie? Ci, którzy ją zmusili do prostytucji!!!...

Pan mi dał jeszcze okazję, aby jej pomóc, kiedy po latach zobaczyłam ją! Pewnego dnia musiałam się udać do centrum. Nienawidziłam chodzenia tam, ponieważ jest to miejsce, gdzie bardziej widać nędzę. Czując się kimś wyższym, nie lubiłam oglądania ubóstwa, biedy itp. Ale w tamtym dniu musiałam tam pójść. Gdy przechodziliśmy, mój syn zapytał mnie: „O mamo, jak kobieta może się tak ubierać i nosić tak krótką spódnicę?”. Odpowiedziałam: „Nie patrz, synu! Te kobiety są godne pogardy, bo z własnej woli sprzedają swe ciało... dla pieniędzy. To brudne prostytutki”. Wyobrażacie sobie! Powiedzieć tak, i na dodatek zatruć mojego syna! Tak bezlitośnie oceniłam siostrę, która upadła z powodu obojętności ludzi. Pan powiedział do mnie: „Obojętni są letni i Ja ich zwymiotuję![19] Obojętny nigdy nie wejdzie do Nieba! Obojętny to ktoś, kto przechodzi przez świat i nic go nie obchodzi, nic go nie dotyka, jedynie jego dom i jego sprawy! Twoja śmierć duchowa zaczęła się wtedy, kiedy przestałaś interesować się tym, co się przydarza twoim braciom. Kiedy myślałaś tylko o sobie i o twoim dobrobycie!”.

Na końcu Pan zapytał mnie: „Jakie duchowe skarby Mi przynosisz?” Myślę sobie: „Jakie duchowe skarby ma na myśli?” Stałam przecież przed Nim z pustymi rękami, nie miałam nic, po prostu miałam je opuszczone, nic w nich nie trzymałam ani nic nie robiłam. I w tej chwili słyszę, jak mówi do mnie: „Co z tego, że miałaś dwa mieszkania własnościowe, że jakieś gabinety mogłaś nazwać swoimi? Na co ci się zdało, że uważałaś się za wysoce wyspecjalizowanego stomatologa, który odniósł wiele sukcesów? Przyniosłaś może pyłek ceglanego kurzu z jednego z twoich budynków? Masz może przy sobie swój wypchany portfel albo swoją grubą książeczkę czekową?”

Kiedy następnie zadał mi pytanie: „Co uczyniłaś z talentami, które ci dałem?”, pomyślałam sobie: „Jakie talenty ma na myśli? Co chce przez to powiedzieć?” I nagle zrozumiałam. Uświadomiłam to sobie. Tak, otrzymałam zadanie: szerzyć „Królestwo Miłości”, „Królestwo Boże” i bronić go. Jednak całkowicie zapomniałam, że posiadam duszę, a jeszcze mniej pamiętałam o tym, że otrzymałam również talenty. Zupełnie nie byłam świadoma, że jednym z tych talentów była zdolność do tego, by być narzędziem Miłosierdzia Bożego, Jego miłosiernej ręki. Nie zdawałam sobie ponadto sprawy, że całe dobro, którego zaniechałam i nie uczyniłam, sprawiało Bogu wielki ból i przysporzyło Mu wiele trosk. On konfrontował mnie z moim życiem: „Ile dobra mogłaś uczynić dzięki tak wielkim pieniądzom, które wyrzucałaś na kosmetyki. Na co zdały ci się twoje diety, którym się poddawałaś i którymi zamęczałaś swe ciało, powodując bulimię oraz anoreksję? Uczyniłaś z siebie samej i ze swego ciała bożka – „złotego cielca”. Co ci teraz po tym? Robiłaś wiele prezentów, to prawda, ale czyniłaś to tylko po to, aby ci dziękowano, mówiono o tobie, jak jesteś dobra. Swoją dużą ilością pieniędzy manipulowałaś wszystkimi, aby ci wyświadczali przysługi. Powiedz Mi, co teraz przynosisz dla wieczności? Gdy cię ostatnio nawiedziłem bankructwem, nie była to kara, jak myślałaś, lecz błogosławieństwo. Bankructwo to miało cię uwolnić od twego bożka, od twego ‘złotego cielca’, któremu służyłaś. To bankructwo miało cię do Mnie przyprowadzić. Ty jednak buntowałaś się, broniłaś i nie chciałaś opuścić swojej wysokiej pozycji w społeczeństwie, zniżyć się. Klęłaś, pomstowałaś i szalałaś, ty, niewolnica pieniędzy, niewolnica mamony. Sądziłaś, że wszystko potrafisz, że sama możesz uczynić coś swoim wysiłkiem, pilnością i zaangażowaniem. Myślałaś, że potrafisz wszystko lepiej od innych. Nie! Spójrz, ile jest wykształconych osób, absolwentów, którzy tak samo jak ty starali się, a nawet lepiej i gorliwiej, mimo to nie osiągnęli tego samego co ty. Tobie więcej dano i dlatego więcej się od ciebie zażąda.”

Wiedzcie, że musiałam zdać Bogu sprawę z każdego ziarenka ryżu, które zmarnowałam. Z całego jedzenia, które wyrzucałam do kosza. W Księdze życia ujrzałam też, jak kiedyś kiedy byłam jeszcze dzieckiem, a moja rodzina była biedna, moja mama gotowała fasolę. Nienawidziłam tego. Powiedziałam: „Znowu ta przeklęta fasola? Kiedyś będę tak bogata, że nigdy więcej jej nie zjem”. Kiedy mama wyszła, potajemnie wyrzuciłam fasolę, którą dostałam na obiad. Byliśmy bardzo biedni. Gdy moja matka zobaczyła pusty talerz, myślała, że byłam głodna i dlatego tak szybko zjadłam. Zrezygnowała z własnej porcji, sama nie jadła i oddała mi swoją część, sądziła bowiem, że byłam bardzo głodna. Pan ukazał mi, że pośród osób najbliższych moja matka była tą, która cierpiała głód. Miała siedmioro dzieci, nie raz pozostawała więc bez jedzenia, abyśmy zjedli my, bo byliśmy bardzo biedni. I tak w tym dniu oddała mi, skazując się na głód, to, co ja wyrzuciłam do kubła na śmieci. Często nie jadła, bo dawała jedzenie każdemu biednemu, który zapukał do drzwi. Nikt nigdy tego po niej nie zauważył, nigdy nie miała na pokaz zgorzkniałej miny, wręcz przeciwnie – zawsze się uśmiechała. Czasem się smuciła, ale nic innego.

Pan pokazał mi, jak później, gdy miałam już dużo pieniędzy, wydawałam przyjęcia, zapraszałam gości i było wiele jedzenia i jak potem więcej niż połowa wyrzucana była do kubła na śmieci. A wokół mnie było tak wiele biednych i głodnych ludzi. W ogóle nie miałam wyrzutów sumienia. Pan dodał i prawie to wykrzyczał: „Byłem głodny!” Dał mi odczuć Swój ból z powodu potrzeb Swoich dzieci i obojętności tych, którzy mogliby pomóc, a nie czynią tego. Ukazywał mi dalej, ile rzeczy miałam w swoim domu – pierwszorzędnych rzeczy, drogich, markowych rzeczy: najlepsze ubrania, elegancka bielizna, wszystko najlepszej jakości. I powiedział mi: „Byłem nagi w twoim bliźnim, a ty miałaś pełne szafy i żyłaś w zbytku, miałaś tak wiele rzeczy i niektórych wcale nie używałaś.”

Kiedy widziałam, że znajomi mieli to i tamto, czego ja jeszcze nie posiadałam albo co było lepsze od tego, co sama miałam, byłam zazdrosna i kupowałam sobie coś jeszcze lepszego. Chciałam mieć zawsze najlepsze rzeczy, gdyż byłam zazdrosna. To grzech, gdy człowiek świadomie wzbudza zazdrość u innych albo się bardzo cieszy, gdy ktoś staje się zazdrosnym o coś, co my posiadamy. Nawet spoglądanie przez płot do ogrodu sąsiada powoduje w nas zazdrość.

Pan powiedział mi: „Byłaś dumna, porównywałaś się zawsze z innymi, którzy byli w lepszej sytuacji niż ty. Bogacze! Nie troszczyłaś się o tych, którzy żyli w niższej warstwie społecznej. Kiedy byłaś uboga, szłaś dobrą drogą, gdyż wtedy dawałaś z serca, nawet te rzeczy, które tobie były potrzebne”. Pan ukazał mi, że to się Mu podobało. Jak wtedy, gdy moje nowo zakupione tenisówki podarowałam chłopcu z ulicy, bo on nie miał wcale butów. Mój ojciec z trudem zdobył pieniądze na ich zakup i zrobił mi wielką awanturę. Był strasznie wściekły. Mieliśmy tak mało środków do życia, a ja poszłam i podarowałam moje buty. Da się to zrozumieć... Ale z punktu widzenia Pana było to w porządku. Chociaż byliśmy w trudnej sytuacji, Bóg wylewał na nas wiele błogosławieństw. Ukazał mi również, ile łask miał dla mnie przygotowanych, gdybym nie porzuciła Jego drogi i pomogła wielu ludziom. Powiedział: „Oświecałem cię i pokazywałem ci, jak mogłaś im pomóc. Nie spotkało by ich zło, które pociąga za sobą złe konsekwencje.” Bóg traktuje nas bardzo poważnie.

Dalej pokazał mi: „Popatrz, ten młody człowiek nie popełniłby samobójstwa, gdybyś się za niego pomodliła. Również ta osoba – gdybyś się pomodliła – nie umarłaby z powodu opuszczenia, bo znalazłaby wyjście z tej sytuacji.” Ja jednak nie dopuściłam nigdy do tego, aby Duch Święty mnie dotknął. Nie poruszała i nie wzruszała mnie czyjaś potrzeba. Moje serce było skamieniałe. Nie mogłam i nie chciałam otworzyć go na strumienie łask Pana. Jest to bardzo ważny, pierwszy krok, gdy chcemy powrócić do domu Ojca: zmiękczyć serce, otworzyć je na łaskę, na Pana.

Powiedział mi: „Popatrz na krzywdę Mojego ludu. Spójrz, jak bardzo potrzebne było, aby twoja rodzina została dotknięta rakiem, żebyś się nauczyła współczucia. Współczułaś więźniom dopiero wtedy, gdy twój mąż został aresztowany.” Pan prawie wykrzyczał: „Jesteś z kamienia, nie jesteś zdolna do miłości!!!”

Opowiedziałam wam już, jakim to ziółkiem byłam jako córka. Byłam rozwydrzona i bezczelna. Nawiązując do telewizyjnej kreskówki „Flinstonowie”, mojego ojca nazywałam „Pedro Flinston” i chciałam przez to wyrazić, że żył nadal w epoce kamienia łupanego. A mojej matce mówiłam, że jest nienowoczesna, staroświecka i inne rzeczy w tym stylu. Zabrnęłam tak daleko, że wypierałam się własnej matki, wstydziłam się jej, nie należała bowiem do wyższych warstw społecznych. Wyobraźcie sobie! Teraz wiecie, dlaczego tak bardzo była o mnie zatroskana i modliła się za mnie. Nie jesteście jednak w stanie sobie wyobrazić, ile łask otrzymałam dzięki mojej matce, ale nie tylko ja, lecz cały świat. Miałam matkę, która chodziła do kościoła i swoje cierpienia zanosiła Jezusowi. Matkę, która wierzyła, bardzo mocno wierzyła. Spędzała wiele godzin na adoracji Najświętszego Sakramentu. I w ten sposób stała się pośredniczką wielu łask. Pan zwrócił się do mnie: „Nikt tak ciebie nie kochał, jak twoja matka i nikt nie będzie cię tak kochał jak ona. Nigdy, przenigdy nikt nie będzie cię tak czule kochał jak ona.”

do góry

33. Miłość Boża. Musicie wiedzieć, o co wciąż mnie Pan pytał! Pytał mnie nieustannie o miłość, o bezinteresowną, bezwarunkową miłość. Brakowało mi na co dzień tej miłości, tej ‘caritas’, dobroczynności, chrześcijańskiej miłości w szerokim zakresie. Brak Bożej miłości, którą On włożył nam wszystkim do kołyski jako zadanie i talent, to – podsumowując – wynik przeglądu wszystkich wydarzeń mojego dotychczasowego życia.

Potem mi wyjaśnił: „Wiesz, twoja duchowa śmierć, obumieranie twojej duszy zaczęło się…” Wtedy pojęłam: wprawdzie żyłam jeszcze, oddychałam jeszcze, ale właściwie to umarłam; moja dusza umarła; udusiła się. Gdybyście wiedzieli, czym jest „duchowa śmierć”, co to znaczy, że dusza obumarła, udusiła się! Powinniście widzieć, jak wygląda dusza, która odczuwa jedynie nienawiść. Jaka zgroza i przerażenie ogarnia na widok duszy, która jest jedynie zgorzkniała, nieznośna i uciążliwa! Myśli przez cały czas tylko o tym, jak może jeszcze dokuczyć wszystkim. Tak właśnie wygląda dusza, gdy obciążona jest ciężkimi grzechami. Moja dusza jest tego przykładem. Na zewnątrz przyjemnie pachniałam i miałam na sobie drogie ubrania, ale moja dusza w środku strasznie śmierdziała i pogrążona była w otchłani ludzkiej i diabelskiej złośliwości.

Zrozumiałe stało się, dlaczego miałam wszystkie te depresje i opanowała mnie gorycz. Pan wyjaśnił mi: „Twoja duchowa śmierć zaczęła się bowiem od tego, gdy twoi bliźni i ich cierpienie stali ci się całkowicie obojętni. Gdy nie miałaś dla nich serca. To było upomnieniem ode Mnie i powinno było być dla ciebie ostrzeżeniem, gdy ukazywałem ci cierpienie twoich bliźnich – przy tak wielu okazjach i we wszystkich częściach świata. Ale kiedy mogłaś dowiedzieć się z telewizji lub innych mediów, jak ludzie byli porywani, zabijani, rozrywani od bomb i wypędzani, rzucałaś tylko powierzchowne komentarze: ‘O, biedni ludzie! Co za niegodziwość im się wyrządza!’ Cierpienia twoich bliźnich w ogóle cię nie poruszały, nie wzruszały twojego skamieniałego serca, ich los cię nie zainteresował. W swoim sercu więc nic nie czułaś! Twoje serce było twarde jak kamień, lodowata skała. Twoje grzechy sprawiły, że skamieniało, stało się twarde i zimne!”

I gdy moja Księga życia zamknęła się, z pewnością możecie sobie wyobrazić, jaki wstyd i smutek mnie ogarnął. Ponadto odczuwałam wielki żal – a ten ból był większy, bardziej nieznośny – że w swoim życiu byłam taka zła i niewdzięczna dla Boga Ojca, mojego Stworzyciela. Mimo moich wszystkich ciężkich grzechów, mimo całej mojej brudnej duszy i mojej obojętności, mimo mojej letniości i wszystkich strasznych i okrutnych uczuć wobec moich bliźnich, Pan zawsze mnie szukał i to do ostatniej chwili. Szedł za mną i czekał na znak mojej wolnej woli do zawrócenia i powrotu. Posyłał ciągle różne osoby, które napotykałam na swej drodze życia i które były Jego narzędziami, aby mnie skłonić do zastanowienia się i powrotu do Niego. W ten sposób przemawiał do mnie, zwracał na Siebie uwagę, wołał mnie – często całkiem głośno. Zabrał mi też wiele rzeczy, aby skłonić mnie do zastanowienia się. Zsyłał mi próby i ciężkie chwile. Jak kłody rzucał mi pod nogi wielkie rozczarowania. Wszystko to czynił nieustannie, by mnie odzyskać, sprowadzić na tę właściwą drogę do domu Ojca. Naprawdę próbował wszystkiego do ostatniej chwili i czekał na mój znak. Nigdy jednak nie naruszył mojej wolnej woli. Powinnam była rozpoznać Jego wołanie oraz czekanie i dobrowolnie podjąć wtedy właściwą decyzję.

Wiecie, kim jest Bóg, jaki jest Ojciec nas wszystkich? Stoi jak żebrak na skraju naszej drogi życia. I tak jak żebrak błaga nas, podąża za nami, często jest natrętny, płacze i próbuje zmiękczyć nasze skamieniałe serce. Smutek ogarnia dogłębnie Jego Najświętsze Serce, gdy tak często musi przeżywać to, że odwracamy się od Niego i nie zważamy na Niego, albo tak się zachowujemy, jak gdybyśmy Go nie zauważali. Bardzo często i na różne sposoby uniża się – tak jak uniżył się na Krzyżu – po to, by sprawić, że się nawrócimy i zmienimy nasze życie, powrócimy do Niego, do domu Ojca.

Gdy powiedziałam do Niego: „Słuchaj, mój Panie, potępiłeś mnie!” ponownie zdałam sobie sprawę, jak bezczelnie się zachowałam. Nie było to oczywiście prawdą, gdyż On nigdy mnie nie potępił, lecz to ja sama doprowadziłam do tego wszystkiego. Stało się dla mnie jasne, że w zależności od nastroju i ochoty, z wolnością – jaką ma stworzenie, a którą Bóg szanuje – podejmowałam swoje decyzje. Znalazłam sobie swojego „ojca” i własny „klan”. Ojcem, którego sobie wybrałam, nie był Bóg Ojciec, lecz szatan. Diabła wzięłam sobie za ojca i za przewodnika mojego życia. Według jego woli i kłamstw ukształtowałam sobie życie. On i jego mamidła były sensem mojego nędznego życia.

Kiedy moja Księga życia została zamknięta, dotarło do mnie, że wciąż zwisam głową w dół na krawędzi strasznej, ciemnej przepaści. Byłam pewna, że spadnę bezpowrotnie do tej mrocznej dziury, na końcu której wyobrażałam sobie bramę, przez którą wkroczę do wiecznego potępienia. Zaczęłam więc z całej siły i rozpaczy krzyczeć i wołać. Błagałam wszystkich świętych, aby mnie uratowali. Nie macie pojęcia, ilu świętych na raz przyszło mi na myśl. Nie wiedziałam w ogóle, że znałam tylu świętych i ich imiona. Byłam przecież taką letnią – mało tego – naprawdę złą katoliczką. W tamtej chwili jednakże myślałam tylko o tym, by się uratować. I było mi całkowicie obojętne to, czy uratuje mnie św. Józef Robotnik, czy św. Franciszek z Asyżu, czy inny przywołany święty. Najważniejsze, żebym została uratowana. Na koniec skończyły mi się imiona świętych, których przywoływałam. Żaden już nie przychodził mi na myśl i nagle zapadła grobowa cisza.

Ta cisza sprawiała, że znowu czułam nieopisane cierpienia. Poczułam beznadziejną pustkę. Czułam się samotna i całkowicie opuszczona. Umiałam myśleć tylko o tym, że na ziemi wszyscy ludzie z pewnością myślą o mnie, przywołując moją reputację osoby dobrej, pięknej i świętej. Tę opinię umyślnie zbudowałam, dzięki stworzonemu przez siebie fikcyjnemu światu. Wszyscy opłakiwali mnie, rozmawiali o mojej „świętości”, czekali na moją śmierć, by potem zwracać się do swojej „świętej”, którą przecież osobiście znali, prosząc ją o ten czy tamten „cud”. Popatrzcie, w jakiej beznadziejnej sytuacji byłam. Żadna z tych opłakujących mnie osób, które spodziewały się mojej śmierci – nawet moi najgorsi wrogowie – nie mogli wyobrazić sobie, w jak beznadziejnej sytuacji znajdowałam się, czyli tuż przed wiecznym potępieniem, przed odejściem do piekła, w którego istnienie większość z tych płaczących osób całkiem już nie wierzyła. Te myśli kłębiły się w moim umyśle. Ciągle potrząsałam głową, wyrażając zaskoczenie z powodu rozdźwięku między moim położeniem a myślami opłakujących mnie osób. Wówczas wzniosłam oczy ku górze i ujrzałam oczy mojej matki. Nasze spojrzenia spotkały się. Spoglądamy na siebie, patrzymy sobie wprost w oczy. Pośród wielkich cierpień wołam do niej: „Mamo! Co za hańba. Potępiają mnie. Stamtąd, gdzie muszę iść, nigdy już nie powrócę i nigdy więcej się nie zobaczymy.”

W tym momencie mojej matce została udzielona wielka, cudowna łaska. Przez cały czas była całkowicie nieruchoma. I nagle pozwolono jej podnieść dwa palce ku górze. Dała mi przez to wyraźny znak, bym również spojrzała do góry. W tej samej chwili od moich oczu odpadły dwie wielkie skorupy, które sprawiały mi niewyobrażalny ból i były powodem mojej duchowej ślepoty. Odpadły i ujrzałam nagle niesamowicie piękny widok: naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Jednocześnie przypomniałam sobie, jak jedna z moich pacjentek powiedziała mi pewnego razu: „Pani doktor, jest mi bardzo smutno i bardzo się o panią martwię. Proszę posłuchać i zapamiętać. Jest pani wielką materialistką. W obliczu wielkiego smutku lub jakiegoś niebezpieczeństwa, którego pani nie uniknie, jeśli znajdzie się pani w takiej sytuacji, proszę się zwrócić do naszego Pana Jezusa Chrystusa i prosić Go o przebaczenie i aby okrył i ochronił panią Swoją Przenajdroższą Krwią. On nigdy pani nie opuści i nie pozostawi samej. On bowiem także panią odkupił Swą Przenajdroższą Krwią!”

Z wielką skruchą i wstydem, wśród wielkich cierpień w sercu, zaczęłam drzeć się w niebogłosy: „Panie Jezu, zmiłuj się nade mną! Przebacz mi! Panie, daj mi drugą szansę!” Potem przeżyłam najpiękniejszy moment w całej tej historii. Brakuje mi po prostu słów, by właściwie opisać tę chwilę. Nasz Pan, Jezus Chrystus, zszedł na dół i wyciągnął mnie z tej czarnej, okropnej otchłani, z tej napawającej strachem dziury. I gdy mnie wyciągnął i ujął za rękę, wtedy te wszystkie stwory, te ohydne kreatury i te palące plamy, które wcześniej czułam, odpadły ode mnie. Cała ziemia pode mną pełna była tych śmieci. Uniósł mnie do góry i przeniósł na tę płaszczyznę, którą opisałam wcześniej. Z miłością, nie dającą się wyrazić ludzkimi słowami, powiedział do mnie: „Powrócisz na ziemię, otrzymasz drugą szansę...” Powiedział też z powagą: „Tej łaski powrotu nie otrzymujesz dzięki modlitwom twoich przyjaciół i najbliższych. Można się tego spodziewać i jest to normalne, że twoja rodzina i osoby, które ciebie cenią, modlą się za ciebie i błagają Mnie z twego powodu. Możesz jednak powrócić dzięki modlitwie bardzo wielu ludzi, którzy nie są z tobą spokrewnieni i nie należą do twojej rodziny. Tak wiele obcych ci osób gorzko płakało, modliło się do Mnie ze złamanym sercem i z głębi duszy, i w twojej intencji wznosili do Mnie swe serca jako wyraz największej miłości i sympatii.”

W owym momencie ujrzałam, jak mnóstwo świateł, niczym małe białe płomienie, pełne bezinteresownej i czystej miłości, zaczęło świecić. I widzę nagle wszystkie osoby, które się za mnie modliły. To było ukazanie mocy modlitwy wstawienniczej. Wszystkimi tymi światłami były tysiące osób, które dowiedziały się o moim wypadku z gazet, serwisów radiowych i telewizyjnych. Były poruszone tą wiadomością, płakały z tego powodu, wznosiły za mnie do Pana akty strzeliste, i naprawdę mi współczuły. Wiele z nich coś ofiarowało i poświęciło dla uratowania mnie. Wiedzcie, że Msza św. jest największym darem, jaki możecie komuś ofiarować. Eucharystia bowiem nie jest dziełem człowieka, a bezpośrednią interwencją Boga w świecie.

Jeden z płomieni był szczególnie duży, wyróżniał się spośród innych i świecił, emanował większym światłem niż wszystkie inne. To był płomień osoby, która włożyła w swą modlitwę najwięcej bezinteresownej i prawdziwej miłości bliźniego. Ciekawiło mnie, kim był ten człowiek, który nie wiadomo dlaczego okazał mi tyle miłości. Wówczas Pan rzekł do mnie: „Ten człowiek, którego tam widzisz, to osoba, która – mimo że jesteście sobie całkowicie obcy – odczuła tak wielką sympatię i czułą miłość, że trudno to sobie wyobrazić.”

Pan pokazał mi, jak to wszystko się wydarzyło. Ten biedny mężczyzna indiańskiego pochodzenia, dla mnie święty rodak, żył na wsi u stóp Sierra Nevada de Santa Marta. Był to biedny i bardzo prosty rolnik. Nie miał wystarczająco dużo pożywienia dla własnej rodziny. Pożar zniszczył mu w owym roku zbiory. Lis zabrał większą część kur, jakie mu pozostały do przeżycia. Na domiar złego guerilleros[20] zabrali mu syna, by użyć go jako żołnierza-dziecko do swoich celów. Chodził na Mszę św. do wsi i uczestniczył w niej z takim nabożeństwem, jakie rzadko się widzi. Pan pozwolił mi zobaczyć, jak ten biedny wieśniak żarliwie się modlił na Mszy św.: „Panie mój i Boże, kocham Cię, dziękuję Ci za życie, moją rodzinę i moje dzieci!” Cała jego modlitwa była jednym dziękczynieniem i uwielbieniem. Miał przy sobie dwa banknoty – jeden o nominale 10000 peso, drugi – 5000 peso. Możecie to sobie wyobrazić, że on na tacę nie dał banknotu o nominale 5000 peso, lecz pomimo swojej nędzy – 10000? Ja dawałam banknoty, które jako fałszywki zdarzyło mi się od kogoś otrzymać w gabinecie. Po Mszy św. za resztę pieniędzy kupił sobie jeszcze trochę chleba i sera. Te artykuły spożywcze zawinięto mu w starą gazetę z poprzedniego dnia, co zwykło się robić na wsi. Gdy w drodze powrotnej chciał coś zjeść i rozpakował zakupy, ujrzał na stronie tytułowej wydania „El Espectador” zdjęcie mojego zwęglonego ciała, leżącego na ulicy.

Kiedy ten prosty człowiek zobaczył zdjęcie, którego podpisu i towarzyszącego mu artykułu nie umiał nawet przeczytać, z wielkim pośpiechem i nie zwlekając długo, upadł na kolana i począł bardzo gorzko i rzewnie płakać. Uczynił to z tak wielką, wewnętrzną, bezinteresowną oraz dziecięcą miłością! I odmówił przy tym płaczącym głosem następującą modlitwę: „Ojcze w Niebie, Panie mój i Boże, zmiłuj się nad moją siostrzyczką. Panie, uratuj ją, pomóż jej, Panie, nie pozwól, aby zginęła, wejrzyj łaskawie i zaopiekuj się nią. Jeśli uratujesz moją siostrzyczkę, obiecuję Ci, że pieszo odbędę pielgrzymkę do sanktuarium w Buga[21] i na pewno dotrzymam tej obietnicy. Ty zaś pomóż mojej siostrzyczce i uratuj ją!”

Wyobraźcie sobie! Jakiś całkiem prosty i biedny rolnik, który nie klął na Boga ani Go nie przeklinał, mimo że musiał znosić głód i pragnienie, który pojmował czym jest prawdziwa, bezinteresowna miłość, oferuje Panu przemierzenie naszego wielkiego kraju, by odbyć obiecaną pielgrzymkę za kogoś, kogo w ogóle nie znał i nigdy nie spotkał w swoim życiu. Pan wyjaśnił mi: „Widzisz teraz! To nazywam miłością bliźniego!” Zaraz po tym powiedział mi: „Powrócisz na ziemię. O swoim przeżyciu nie opowiesz tysiąc razy, a tysiące tysięcy razy. Będą ludzie, którzy nie zmienią się, mimo że dowiedzą się o twojej historii. I takie osoby sądzone będą wtedy z większą surowością. Tak samo dla ciebie, kiedy po raz drugi przybędziesz na sąd, będą obowiązywały surowsze kryteria.”

Również pomazańcy, to znaczy konsekrowani Pana będą sądzeni według surowszych kryteriów. I każdy z tych, którzy wiedzą o zdziałanych przez Pana cudach w tym świecie, spotka się z surowszym kryterium. Nie ma bowiem gorszego głuchoniemego od tego, kto po prostu nie chce słuchać. Nie ma gorszej ślepoty niż ta, gdy człowiek nie chce widzieć.

Wszystko, co wam dziś tutaj opowiedziałam, drodzy bracia i siostry w Panu, nie jest groźbą czy pogróżką ani żadnym szantażem. Nasz Pan bowiem nie musi nam grozić czy szantażować nas. To, co dziś usłyszeliście, albo co przed chwilą przeczytaliście, jest waszą drugą szansą, okazją, którą wszyscy, wy i ja, zawdzięczamy jedynie niezmierzonej dobroci naszego Boga. Skorzystajcie z tej oferty. Być może to jest wasza ostatnia okazja. Dzięki naszemu dobremu Panu przeżyłam to, co przeżyłam. W ten sposób dzięki łasce Boga mogę wam o tym mówić.

Gdy otworzy się przed wami Księga życia, przed każdym z was, gdy każdy z was przejdzie do wieczności, gdy umrze, wszyscy doświadczymy tego samego procesu i zobaczymy siebie takimi, jakimi naprawdę jesteśmy, bez retuszu – z tą różnicą, że w obecności Boga zobaczymy i usłyszymy nasze najgłębsze myśli oraz najbardziej tajemne uczucia. Wszystko stanie się jasne i nic się nie ukryje. Najpiękniejsze będzie to, że każdy z nas stanie bezpośrednio przed Panem, twarzą w twarz. On jak żebrak bezustannie prosi o to, abyśmy się nawrócili, abyśmy powrócili o domu Ojca, powrócili do Niego, zaczęli od nowa i stali się nowymi stworzeniami z Nim i przez Niego. Bez Jego pomocy bowiem nie jest to dla nas możliwe.

Niech Pan, nasz Bóg, obdarzy was wszystkich hojnie swoim błogosławieństwem i łaską.

Chwała Bogu, Ojcu, który nas stworzył i kocha nas z wielką czułością. Chwała niech będzie Synowi Bożemu, naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi, który swoim cierpieniem na Krzyżu wybawił nas od wszelkiej winy za grzech i obmył nas swoją Krwią Przenajdroższą z wszelkich grzechów i odkupił za cenę swojej Najdroższej Krwi. Chwała niech będzie Duchowi Świętemu, który nas uświęca i wzmacnia mocą swoich darów, pociesza i wspiera, aż Ty Panie powrócisz, jak sam nam obiecałeś. Przyjdź Panie, niech nadejdzie godzina, która uczyni wszystko nowym i utworzy Twoje Królestwo. Uczyń wszystko nowym i ustanów Królestwo miłości i pokoju. Amen.

do góry

34. Słowo o śmierci mojego męża i ojca moich dzieci. 6 października 2006 r. mój mąż udał się z ciężkim sercem do innej części Kolumbii o nazwie Quindio. Pojechał w odwiedziny do kuzyna, którego bardzo cenił, by uczestniczyć w Pierwszej Komunii św. jego córki. Mój mąż bowiem był ojcem chrzestnym tej dziewczynki. Jako chrzestny świadomy był swego obowiązku i poważnie podchodził do tej religijnej funkcji. Z tego też powodu, mimo wszystkich przeciwności związanych z terminem, nie zrezygnował z wyjazdu, aby koniecznie być na Pierwszej Komunii św. swojej chrześnicy.

7 października 2006 poszłam do radia, aby tam nagrać moje świadectwo wiary dla audycji radiowej „Minuty z Bogiem”. Była godzina 14.00, kiedy mój mąż zadzwonił do mnie na komórkę i powiedział następujące słowa: „Kochanie, byłem na Pierwszej Komunii św. mojej chrześnicy i przyjąłem Komunię św. podczas tej Mszy św.. Potem pojechałem z Jorge[22] do jego posiadłości.” Przerwałam mu: „Skarbie, bardzo cię kocham, ale nie mogę teraz z tobą rozmawiać, gdyż właśnie idę do studia, gdzie jestem umówiona na nagranie mojego świadectwa. Zadzwoń do mnie około 18.00!” Odpowiedział mi jedynie: „Też cię bardzo kocham. Później na pewno zadzwonię do ciebie!”

O godzinie 17.30 byłam z dwojgiem moich dzieci, mianowicie ze starszym, 17-letnim synem, z którego jego ojciec był bardzo dumny i który znaczył wszystko dla mojego męża, oraz z moją najmłodszą córką, Marią José. Nagle zakręciło mi się w głowie i zrobiło mi się bardzo niedobrze, tak jak gdyby ziemia pod moimi stopami rozstąpiła się. Moja córeczka powiedziała do mnie: „Prawdopodobnie dlatego źle się czujesz, bo ten sklep cały jest udekorowany czarownicami i magicznymi przedmiotami.”

Tuż po 18.00 poczułam nagle, jak gdybym unosiła się i jakby ktoś mnie ciągnął. Najpierw ciągnął mnie za ramiona, potem ześlizgiwał się wzdłuż mojego ciała aż do stóp. Jednocześnie czułam się tak, jak gdybym w tym momencie miała umrzeć. Mój syn przytrzymał mnie wtedy i zapytał: „Mamusiu, co się z tobą dzieje? Co ci jest?” Odczuwałam wielki ból w moim wnętrzu, w sercu, jak gdyby moja dusza się dusiła.

Kiedy jechaliśmy samochodem do domu, nagle dzwoni moja komórka i słyszę, że mój mąż miał zawał serca. Tuż po pierwszym telefonie – telefon drugi z wiadomością, że mój mąż już nie żyje. Prowadziłam właśnie samochód, moje dzieci krzyczały głośno z bólu z powodu tej nieoczekiwanej wiadomości. I wówczas odmówiłam następującą modlitwę: „Boże mój, kocham Cię, przekazuję Tobie, w Twoje miłosierne ręce, mojego drogiego męża. Składam Ci w ofierze wielkie, nieskończone cierpienie mojej duszy, które w tych godzinach przenika moją całą rodzinę, zjednoczoną w ten bolesny sposób z Tobą na krzyżu, abyś Ty, Wszechmocny, tą ofiarą mógł uratować wiele dusz.”

Płakałam z bólu, ale miałam w sobie zarazem uczucie radości i pokoju, gdyż wiedziałam, że mój mąż jest z naszym Panem i Bogiem i tam może doświadczyć nieopisanej radości oraz szczęścia płynącego z wiecznej Miłości Bożej. Okazało się, że mąż już nie żył podczas pierwszego telefonu, gdy powiadomiono nas, że przed chwilą miał atak serca. Te osoby planowały przygotowanie nas w ten sposób na otrzymanie bolesnej wiadomości o jego śmierci. Nie minęła nawet jedna minuta, gdy otrzymaliśmy drugi telefon z wiadomością, że już nie żyje.

Co się wydarzyło?

Mąż udał się do swego pokoju, aby się odświeżyć i wziąć prysznic. I gdy kuzyn zauważył, że mój mąż Fernando zbyt długo przebywał w pokoju, poszedł na górę, by go poszukać i zapukał do drzwi. Mój Fernando jednakże nie odpowiadał, mimo że kuzyn głośno walił w drzwi. Otwarcie drzwi nie zajęło wiele czasu, bo znaleziono zapasowy klucz. Drzwi były zamknięte od środka. Gdy otworzono drzwi, zastano mojego męża leżącego na podłodze. Gdy mąż opuścił kabinę prysznicową, upadł martwy obok krzesła i leżał tak, gdy go znaleziono. Zawał serca nastąpił nagle i mąż natychmiast umarł. To było dokładnie w tym samym czasie, gdy poczułam silny uścisk ramion, który nieomal zatrzymał mój oddech. Następnie czułam, że te ręce nie mogły trzymać się moich ramion i zsuwały się po mnie w dół, jakby mnie miały nawet powalić na ziemię. Było mi wtedy bardzo niedobrze, prawie zemdlałam i tak się chwiałam, że syn musiał mnie podtrzymać. Jego ciało zostało zabrane do Bogoty i pochowaliśmy mojego męża Fernanda dopiero trzeciego dnia po śmierci, gdyż musieliśmy poczekać na moją najstarszą córkę, która jest siostrą zakonną i w tamtym czasie przebywała w Rzymie ze wspólnotą swej kongregacji.

Wiecie, co wtedy powiedziała do mnie moja najmłodsza córka Maria José? Ze łzami w oczach rzekła: „Mamo, jeśli Bóg jest tak dobry i miłosierny, dlaczego zabiera nam tatę? Przecież w Swojej wszechwiedzy musiał wiedzieć, że jego dzieci tak bardzo go potrzebują, przede wszystkim ja – najmłodsza.”

Odparłam: „Zobacz, właśnie dlatego, że twój tata był tak dobrym człowiekiem, Bóg go wyróżnił i dał w prezencie najpiękniejszą i najwyższą nagrodę, jaka tylko jest, a mianowicie NIEBO! A my, którzy kochamy go z całego serca, nie będziemy go opłakiwać i wołać za nim, skoro otrzymał tak wielkie wyróżnienie. Raczej powinniśmy w naszym smutku cieszyć się z tego, że jest już w Sercu JEZUSA CHRYSTUSA i tam odpoczywa!”

W czwartek, gdy byliśmy w drodze na pogrzeb, zadzwonili do mnie ludzie z Peru i donieśli mi, że uzgodnione spotkania w związku z moim świadectwem wiary mają już kompletną liczbę uczestników. Odpowiedziałam im: „Nie mogę przybyć. Właśnie chowam mojego męża.” Pani Nancy Freud, wspaniała apostołka w Peru i kobieta, która cały swój majątek oddała na dzieło Nowej Ewangelizacji, prosiła mnie cały czas, abym jednak przyjechała w sobotę, gdyż z braku czasu niemożliwością było odwołanie wszystkich zaplanowanych już imprez. Poza tym zaproponowała zabranie moich dzieci w podróż, aby nie pozostawiać ich w tej sytuacji samych. I wiecie, rzekłam po prostu do mojego JEZUSA: „Jeśli chcesz, abym poleciała do Peru, to udziel mi łaski i siły do odbycia tej podróży razem z moimi dziećmi.” Poleciałam więc razem z nimi. Miały miejsce cudowne świadectwa wiary, gdyż przez cały czas bardzo wyraźnie czułam, że Duch Święty prowadził mnie, towarzyszył mi i podsuwał właściwe słowa i zdania. A mój zmarły mąż otrzymał szczególny prezent: podczas spotkania na dużym stadionie biskup wraz z dwunastoma księżmi sprawował Mszę św. w jego intencji. Jakiż to cenny prezent dla mojego drogiego Fernanda! Takie to nieoczekiwane wydarzenia świadczą nieustannie o nieskończonej Miłości Boga.

Tego samego dnia złożyłam w programie telewizyjnym świadectwo, którego urywki można obejrzeć w internecie. Potem polecieliśmy do Peru.

Rozmawiałam tam z osobą, która mnie zaprosiła na maryjne spotkanie do Meksyku, a dokładniej mówiąc do Cancun, aby także i tę panią powiadomić, że nie mogę dotrzymać ustalonego terminu. Zaczęła lamentować i błagała: „Boże, tylko nie to. Proszę: nie! Biskup wygłosi na tym spotkaniu przemówienie. Planowaliśmy, że zaraz po tym pani złoży swe świadectwo. Z tą nagłą odmową, gdy pozostało mniej niż 10 dni do naszej imprezy, niemożliwością jest odwołanie wszystkiego. Wszystkie pomieszczenia zostały wynajęte. Proszę, niech pani przybędzie razem z dziećmi. Ulokuję was wszystkich w hotelu i pokryję koszty pobytu. Jesteście moimi gośćmi.” Opowiedziałam o tym wszystkim moim dzieciom i powiedziałam do nich: „Popatrzcie, jak wspaniały i dobry jest nasz Pan Bóg: mimo naszej uszczuplonej sytuacji finansowej – i to nie jest zarzut ani też nie chcę być niewdzięczna, gdyż zawsze błogosławił mnie łaskami, tak że miałam dość pracy, by zarobić na utrzymanie mojej rodziny – możemy się tam udać. Ale faktem jest, że z moimi skromnymi środkami nigdy nie mogłabym sobie pozwolić na spędzenie z wami wakacji w Cancun.”

Mimo żałoby i bólu były to wspaniałe dni, które mogłam z moimi dziećmi spędzić w Meksyku, gdzie dane mi było złożyć świadectwo przed wieloma osobami i tak – mimo żałoby – dotrzymać terminu, zaplanowanego jeszcze przed śmiercią męża. Kontynuowałam składanie świadectwa wspierana przez „żołnierzy eucharystycznych” i przez was wszystkich, drogie rodzeństwo w Panu, przez waszą modlitwę.

Mój spowiednik i kierownik duchowy, ojciec Wilson z parafii Santa Cruz (Świętego Krzyża) w Bogocie wezwał mnie jednakże potem do odwołania zaplanowanych przemówień. Otrzymałam od niego jedynie pozwolenie na złożenie świadectwa w Kalifornii i w Europie. Pozostałych zaplanowanych wykładów musiałam po prostu zaniechać. Było mi bardzo przykro i wstydziłam się, że posłuszna mojemu spowiednikowi nie mogłam przybyć na spotkania, jak na to w Meksyku, gdzie wszystko było już zorganizowane i potrzebne pomieszczenia były wynajęte, i poszczególni biskupi wydali swą zgodę. Mój duchowy kierownik o. Wilson upomniał mnie w następujący sposób: „Wcześniej mogłaś bez problemów i ze spokojem jeździć do każdego zakątka ziemi, gdyż twój mąż pozostawał z waszymi dziećmi. Teraz jednak nie jest to już możliwe z racji twej rodzicielskiej odpowiedzialności jako matki samotnie wychowującej. Nie możesz, ot tak, pozostawić swoich dzieci samych.” Nie możecie sobie wyobrazić, jak wielkim bólem było to w moim sercu i do głębi wstrząsało moją duszą, ale posłuchałam tego polecenia w posłuszeństwie mojemu kierownikowi duchowemu, który z pewnością – jako kapłan Pana – miał powody, by nałożyć na mnie ten obowiązek i dać mi ów zakaz.

Mój mąż był wspaniałym człowiekiem. Bez jego bezkompromisowego wsparcia i gotowości do poświęceń nie mogłabym podróżować do tylu krajów, by spełnić posłannictwo dane mi przez PANA.

Proszę was wszystkich, którzy tak często chcecie dać mi coś w prezencie, módlcie się za moją rodzinę, moje dzieci i moich zmarłych członków rodziny – przede wszystkim również za mojego męża i zmarłego od uderzenia pioruna siostrzeńca, i w końcu też za mnie samą. Wasze modlitwy są dla mnie najpiękniejszym i najcenniejszym prezentem.

Bóg zapłać! Dziękuję serdecznie za wszystko, szczególnie za modlitwę za mojego zmarłego męża, Luisa Fernanda Rico Ramireza, ur. 25 maja 1957, zm. 7 października 2006.

do góry